To dwa niemieckie bon moty z dawnych czasów, które opisują tę samą sytuację, tak sądzę – chodzi o to, że na wschodzie Niemcy zawsze muszą mieć kogoś, kto stabilizuje sytuację i zapewnia im byt oraz bezpieczeństwo, bez względu na to co się dzieje na zachodzie. Nie dopowiadają tylko nasi dzielni sąsiedzi, że ten byt to żywiciel, którego likwidują w chwili, kiedy już nie jest potrzebny, a następnie szukają innego. Nasz kłopot polega na tym, że nie możemy dać się zlikwidować, po to by Niemcy mogli wyżerać Rosję od środka, a ta z kolei nie może się podłożyć, po to, by Niemcy zainwestowali w Chinach i zaczęli je kolonizować.
Tak się oczywiście nie stanie i tak się nigdy stać nie mogło, a owe metafory służyły nie do tego, bynajmniej żeby opisać jakiś proces polityczny w długim przedziale czasowym, ale do tego by wskazać jaki w danej chwili powinni się zachować niemieccy politycy. Jest to więc zafałszowanie sytuacji doraźnej, podszyte kokieterią, w które uwierzy kto chce, bo jest mu to potrzebne, albo skończony frajer. Wszystkie niemieckie metafory polityczne się do tego sprowadzają – mają wskazać na długofalowe plany i powiązania, w istocie zaś są strategią dojutrkową. Niemcy bowiem korzystają przede wszystkim z własnego położenia i to gwarantuje im trwałość, a nie wymyślane na poczekaniu doktryny. Te jednak uwodzą tłum nigdy za bardzo nie zainteresowany ani polityką ani historią, a także są narzędziem do dyplomatycznych rozgrywek międzynarodowych.
Tak więc – na nasze nieszczęście – Rzeczpospolita zniknęłą. Może nie wymarła, ale zamieniła się w kilka wrogich sobie narodów. Rosja zaś nie jest jak pogoda. Już prędzej jak worek żmij.
Zostawmy jednak na boku metafory. Oto bowiem w Niemczech szykuje się nowe polityczne rozdanie i rozpoczął się wyścig proroków oraz licytacja przepowiedni. Będzie AFD jak Hitler czy nie będzie? To jest nieznośna maniera polskiego Internetu, w którym każdy chce być specjalistą od wszystkiego. Nie wiemy co będzie. Przyjmijmy jednak, że dojutrokowość, jest stałą w niemieckiej polityce. O czym więc ci Niemcy dziś gadają? O wyrzuceniu migrantów z kraju. To jest niemożliwe w tym momencie, ani też po zdobyciu władzy przez AFD w całym kraju. Nie sądzę, by Rosja mogła tu jakoś Niemcom pomóc. Uważam, że postulat taki podzieli Niemcy trwale, na długi czas. I nie wiadomo coś się po upływie tego czasu stanie, to znaczy czy powrócą jakieś stare, znane nam dobrze Niemcy. Nie ma sensu tego teraz rozważać, bo jesteśmy w przeddzień wielkiego sprawdzam, a w odkrytych kartach pojawić się mogą ustawienia następujące: AFD niczego nie wygra, a chaos w Niemczech będzie się pogłębiał. Język polityki zaś stanie się jeszcze bardziej metaforyczny, aż w końcu zamieni się w zaklęcia rzucane na wrogów i papierologię gorszą niż komunistyczna, którą niczego nie będzie można załatwić. Zmarginalizowana AFD stanie się kozłem ofiarnym licznych prowokacji, a znane nam dziś dobrze kłamstwo polityczne zwane multi-kulti będzie się pogłębiać i jeszcze bardziej wynaturzać.
AFD coś tam wygra, jeszcze nie wiemy co, ale będzie to na tyle poważne, że środowiska muzułmańskie zaczną działać i po prostu przejmą władzę w niektórych landach. Kraj zaś zostanie podzielony i być może dojdzie do wojny domowej. Dziś to się w ogóle nikomu nie śni nawet, ale należy taki scenariusz brać pod uwagę.
Wariant trzeci, moim zdaniem niemożliwy do realizacji – triumf AFD i totalne porządki w kraju. Nawet gdyby do tego doszło, efektem byłaby katastrofa polityczna czyli podział Niemiec.
Teraz skoncentrujmy się na tym w jaki sposób Polska analizowała i analizuje nadal sytuację w Niemczech. Kiedyś w ogóle jej nie analizowała, albowiem cała niemal polska dyplomacja, w czasach do rozbiorów, była pod kontrolą Niemców, albo ludzi cesarza, albo elektorskich. I tak, dopóki na arenę nowoczesności nie wkroczyła Rosja. Wtedy rozumienie spraw zagranicznych z polskiego punktu widzenia zostało podzielone na opcję pruską i moskiewską. I w tym stanie trwamy do dziś. Nie da się nikomu wytłumaczyć, że spoglądanie na obecny stan rzeczy w Niemczech za pomocą różnych szkiełek wyciągniętych z wirtualnego muzeum hitleryzmu czy analogicznego muzeum komunizmu nie ma sensu. Żadna optyka z przeszłości nie nadaje się do współczesnych analiz, albowiem Polska wobec Niemiec nigdy nie znajdowała się w sytuacji tak korzystnej jak dziś. W rozgrywkach międzynarodowych zaś zawsze była przedmiotem. I nie zmieni tego faktu coroczne świętowanie hucpy zwanej hołdem pruskim.
No to, po takiej konstatacji, możemy zacząć budować nowe narzędzia do obserwacji sytuacji w Niemczech. I powinniśmy to czynić bez idiotycznych zaśpiewów oskarżycielskich, że ktoś tam w Polsce popiera AFD, albo czy jak Niemcy się wezmą za łby to będzie to korzystne dla nas czy może nie. Przede wszystkim korzystne i nadające się do dialogu organizacje w Niemczech zaczną składać Polakom jakieś oferty. Na razie nie ma takich organizacji, a wynika to z zaniechań i uwikłania polityki polskiej. O czym mówił w sobotę prof. Kucharczyk. Nie można prowadzić wobec Niemiec polityki asymetrycznej, bo oni – słusznie – uznają to za słabość, a następnie wykorzystają, owijając wcześniej w jakiś atrakcyjny polityczny papierek narracyjny. Polacy nie są w Niemczech mniejszością, a Niemcy w Polsce są. To sprawa najbardziej wyrazista. Co dalej? Niemcy nie mają dla nas żadnej oferty poza podporządkowaniem. Na nasze szczęście owo podporządkowanie, by zaistnieć, musi mieć gwarancje międzynarodowe. Te były, ale już ich – mam wrażenie – nie ma. Na razie należy więc przyglądać się temu co się w Niemczech wyrabia, choć moim zdaniem nie zdarzyło się tam jeszcze nic niepokojącego naprawdę. Choć oczywiście każdy chce się podniecać zwycięstwem AFD, a wróżenie z fusów to polski sport narodowy.
Na pewno należy uważnie patrzeć na ręce tym niemieckim organizacjom, które używają w swojej retoryce wyrazów – zawsze i nigdy. To są manipulanci i oszuści, których celem jest znalezienie ofiary, omamienie jej, wykorzystanie i ograbienie. I takich organizacji w Niemczech nie brakuje. Na nasze szczęście nie składają one nam, póki co, żadnych ofert.
Żeby jednak prowadzić dialog z Niemcami, dialog poważny, należy poczekać na organizację, która zrozumie, że bez podmiotowo traktowanej Polski nie będzie możliwy do rozwiązania cały ten niemiecki galimatias. Chodzi bowiem o to, by Polacy, jako siła sprawcza byli obecni na niemieckim rynku politycznym. Taki rzeczy jeszcze nie bywało, ale to jest postulat – w obecnej dobie – pierwszy i najważniejszy. Czy ktoś to rozumie? Ufam, że tak.
Dziś mam takie ogłoszenie: Valser przekazał mi kilka wyprodukowanych przez siebie plecaków, z intencją bym je wymienił na gotówkę, a tę przekazał Saszy na opłacenie czynszu. Mamy więc 4 duże plecaki i jeden mały. Za duży spodziewam się wspomożenia w wysokości 300 zł, a za mały 200. Jak ktoś chce być posiadaczem takiego plecaka niech się zgłosi do mnie na dobrze znany adres.