sie 242026
 

Żyjemy w kulcie patologii. I jest na to powszechne przyzwolenie. Ponoć z tego względu, że patologia się dobrze sprzedaje. No nie, to na pewno nie jest prawda. Sprzedaż bowiem, szczególnie zaś sprzedaż masowa, to wymuszenie. Pisaliśmy tu już o tym nie raz i każdy kto zajrzał kiedyś do Empiku dobrze wie o co chodzi. O to, czym prawdziwe zagrożenie różni się od fikcyjnego, sprzedawanego pod postacią książki, audiobooka lub filmu. Kiedy recenzowałem tu przedwczoraj film „Kolory zła. Czerń” dobrze się bawiłem, ale wczoraj obejrzałem „Kolory zła. Czerwień”. I sądzę, że ktoś powinien iść na terapię. Najlepiej, żeby na przedzie całej grupy szła autorka, a za nią ekipa filmowa, reżyser i aktorzy, nawet oświetleniowcy powinni łyknąć coś na uspokojenie.

Każdy był kiedyś dzieckiem i każdy był młody. Każdy też wie, jak kształtują się hierarchie w grupie rówieśniczej. Rządzą najsilniejsi, o ile mają trochę oleju w głowie. Bo jeśli nie mają stają się kukłami w rękach spryciarzy. Specjalną pozycję mają ci, którzy opowiadają fajne, choć zmyślone historie, o ile nie narażają się przy tym najsilniejszym, co nie jest łatwe. Najgorzej mają ci, którzy przeżywają coś naprawdę, ale nie mogą o tym opowiedzieć. I jest jeszcze kategoria ekstra, to znaczy ludzie, o których wiadomo, że nic złego stać się im nie może, nic złego nigdy ich nie spotkało, ale mają w sobie tak wielki deficyt uwagi, że gotowi się pociąć się na szkolnym korytarzu, albo wymyślić całkowicie swój życiorys, byle tylko zyskać poklask, czy wreszcie przywiązanie innych. Tych innych potem zniszczą, albo dla frajdy, albo po to, by wejść w jakąś inną, lepszą hierarchię. Ludzie ci są przekonani, że takie zachowanie otwiera przed nimi bardzo szerokie perspektywy i nigdy nie zauważają, kiedy przekraczają granicę żenady. Do tej kategorii należy autorka książek z serii „Kolory zła”. Niestety nie można tej pani, ani jej sponsorom niczego wytłumaczyć, albowiem nie jesteśmy już nastolatkami, nikt nas nie wychowuje, to my wychowujemy i możemy to robić na różne sposoby. Pani Sobczak ma carte blanche na deprawację ludzi młodych i starych, z dwóch powodów – pierwszy – wierzy, że oni i tak są zdeprawowani, drugi – sprzedaje setki tysięcy egzemplarzy swoich książek. Tak to przynajmniej ogłasza empik. Deprawacja jest więc masowa. I to, moim zdaniem, jest problem. Jeśli zrobimy tu teraz małe podsumowanie zjawisk literackich o masowym charakterze, które omówiliśmy na naszym blogu okaże się, że promowana przez ruskie służby fantastyka wychowała całkiem sporo uczciwych absolwentów politechnik krajowych, kilku dziennikarzy, redaktorów i może z jednego autora, którym na pewno nie jest Ziemkiewicz. „Mistrz i Małgorzata” powieść kultowa dla wielu pokoleń wychowała pokolenie całe rzekomych nadwrażliwców z problemami emocjonalnymi, którym się zdawało, że mogą przechytrzyć diabła. No, ale jeśli już nie tyle, to chociaż bajerować dziewczyny za pomocą tej treści.

Sienkiewicz wychował żołnierzy obydwu światowych wojen, którzy położyli największą ofiarę na ołtarzu mitów polskich. Prus wychował ironistów i wrażliwców prawdziwych. Kogo wychowają ludzie, którzy dziś, za pomocą manipulacji i socjotechnik zmuszają ludzi do kupowania swoich książek opisujących coś czego nigdy nie było i nigdy nie będzie? No chyba, że specjalnej komórki w najtajniejszych rodzajach służb dostaną rozkaz, by się zachowywać tak, jak postaci w książkach pani Sobczak? Tego jeszcze nie wiemy, ale radzę Wam, w razie gdyby projekt edukacyjny pani Sobczak został jednak zrealizowany, żebyście kupili sobie jakieś długie ostrze na kiju i postawili je w przedpokoju, przy drzwiach wejściowych do domu.

Ja oczywiście wiem, że na tak postawioną kwestię organizatorzy wymuszonej sprzedaży książek pani Sobczak powiedzą – panie, 100 tysięcy egzemplarzy, o czym pan gadasz? Pewnie pan zazdrościsz. To są argumenty debili, którzy wyrwali się pielęgniarzom w Tworkach.

Książka jest medium masowym i niebezpiecznym. Na szczęście pani Sobczak należy do tej kategorii ludzi, którzy przekraczają granice żenady, nawet tego nie zauważając, i dążą do tego, by znaleźć nową, lepszą hierarchię i w niej awansować. Ciekawe co to będzie?

Granica żenady, w której swoim czytelnikom każe uczestniczyć pani Sobczak zostają przekroczone już na samym początku jej pierwszej książki z cyklu „Kolory zła” czyli „Czerwieni”. Od razu następuje też demaskacja. Oto córka sędzi i prokuratora staje za barem w lokalu, który przypomina żywo sławną Zatokę sztuki. Lokal nazywa się Stocznia i jest zarządzany przez gangstera sadystę.

Psychologia nie jest może nauką, ale jest zestawem metod demaskujących intencje. I tego się podważyć nie da. Nawet ktoś bardzo słabo zorientowany co do tych metod, rozumie, co się w tych książkach odwala i kim jest autorka. A skoro już to zostało ustalone, śmiech który początkowo zaczynał trząść naszymi brzuchami, po obejrzeniu kilku pierwszych minut tego szajsu, zamiera nam na ustach. Rozumiemy, bowiem że ona traktuje to wszystko serio. I żadne wyjaśnienia nie wchodzą w grę.

Umieszczono nas w przeskalowanej grupie rówieśniczej, która żyje w ogromnym domu dla obłąkanych gdzie hierarchię ustalają osobnicy cierpiący na ciężkie rodzaje mitomanii. Personel zaś zbiegł. Ktoś to wszystko filmuje i mowy nie ma, żeby przestał, albowiem gotowe nagrania sprzedaje gdzieś, jakimś amatorom obłąkań sierioznych.

Jeśli chcecie wiedzieć do kogo podobna jest główna bohaterka tego filmu, córka sędzi i prokuratora, która sypia z gangsterem sadystą, a najpierw ma chłopaka, który okazuje się alfonsem, to powiem Wam, że do Barbary Mróz-Gorgoń. Wyguglajcie sobie oba portrety  i sami się przekonacie. Tylko, że aktorka, którą do tej roli wynajęto gra, a pani Mróz-Gorgoń po prostu jest sobą. Postaci z książek, które wychowują Polaków poprzez wymuszoną sprzedaż, zeszły z ich kart i zabrały się za zarządzanie państwem. To zaś oznacza, że nic poza fikcją nie ma już znaczenia.

Powierzchowna znajomość psychologii, podpowie nam, że skoro gangster w filmie zmusza do praktyk sado-maso córkę sędzi i adwokata, to znaczy że w życiu musiało być na odwrót. Ten kolo nie był żadnym gangsterem, a jedynie ofiarą jakichś uwikłań. Przed tą rzekomą barmanką, wszyscy w tej Zatoce sztuki spieprzali gdzie się da, żeby czasem nie dać się w coś umoczyć. A jeden dał się podejść i uległ jej wdziękom. Do wyjaśnienia pozostaje kto w rzeczywistości kogo tłukł batem, przywiązywał do drucianych krzeseł, i kto komu obcinał kawałki ciała.

Jakąś pociechą jest to, że próby wywołania przez administratorów strony „lubimy czytać” dyskusji na temat książek pani Sobczak, nie odnoszą żadnych skutków. To znaczy, że ludzie są przytomni i nie czytają tego czegoś. To spostrzeżenie zaś prowadzi nas do dobrze już znanych wniosków. Sprzedaż jest wymuszona, a dzieła tej pani mają charakter deprawacyjny i propagandowy. Z tego ostatniego aspektu chyba nie zdaje sobie ona za bardzo sprawy.

No, ale alter ego głównej bohaterki „Czerwieni” – Barbara Mróz-Gorgoń, na pewno rozumie takie kwestie. Jej problem jednak polega na tym, że ona nie wierzy w istnienie istot innych niż ona sama. I jest przekonana, że w jej hierarchii rówieśniczej, która obejmuje struktury akademickie w całym  kraju, istoty takie, jak ona mają pozycję specjalną. No i wygrane przez Tuska wybory ją w tym utwierdzają. Jak na jej postawę reaguje opozycja? Wołając – to skandal, to skandal! Ona ma to w nosie ludzie. Nie ma żadnego skandalu, albowiem ona i jej podobni uważają, że to wy jesteście wymyśleni, w dodatku przez bardzo słabego autora. Jeśli nie zetrzecie mokrą szmatą zapisów jakie osoby pokroju pani Mróz-Gorgoń i pani Sobczak poczyniły na podłodze lokalu „Zatoka sztuki” przemianowanego na „Stocznię” , nikt was słuchał nie będzie. Oddaliście bowiem władzę nad duszami. Tej zaś nie uzyskuje się za pomocą zaklęć tajemnych, ale poprzez stałe podnoszenie aspiracji odbiorców waszych komunikatów. Nie degradowanie ich po prostu. I teraz nich każdy się dobrze zastanowi czy podąża tą drogą.

No nic, na dziś to tyle. Dziękuję wszystkim, którzy wspomagają moją zbiórkę dla Ani i Saszy. Udało nam się zebrać pieniądze na dwa miesiące czynszu. To dużo, ja zaś rozumiem zmęczenie wszystkich tą sytuacją. Zbiórkę jednak muszę kontynuować, choć, wierzcie mi, wolałbym dopłacać za ten czynsz z własnego utargu, ale do tego dojdziemy może jak Tusk zostanie odsunięty od władzy.

https://zrzutka.pl/438wfv?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification

 

No i ogłoszenia. Jeśli ktoś chce pogadać z Valserem, powinien zapisać się na konferencję 5 września, która odbędzie się w Drzonkowie pod Zieloną Górą. Wczoraj Valser zapowiedział swoje przybycie. Można się też zapisywać bez względu na niego.

Dzień przed konferencją wygłoszę pogadankę w bibliotece w Dzietrzychowicach pod Żaganiem. Temat – Czy król Stefan Batory został otruty? Początek o godzinie 15.00 bo muszę się spieszyć do Drzonkowa.

 

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  7 komentarzy do “Szeroko otwarto podwoje domu wariatów”

  1. Miała być uchwalona jakaś ustawa, zakazująca patostrimerów w sieci.

  2. Jeśli taka ustawa zostanie uchwalona, to przede wszystkim zamkną nas.

  3. No tak. Były ostrzeżenia: Paragraf 22, Lot nad kukułczym gniazdem. Różne inne.

  4. Trochę do mojego wczorajszego komentarza o filmie Hail Mary. okazuje się, że to oczywiście pierwsze słowa: Zdrowaś Mario, ale też tak nazywa się zagranie w amerykańskim futbolu. Podanie tzw ostatniej szansy. Dalekie trochę desperackie wybicie. O takiej desperackiej próbie jest film. Na ratunek Słońcu -:).

    Ciekawe.

  5. Oczywiście. W zajawce filmu dużo scen dyskusji i nawet bohater coś wykłada dzieciom w klasie. Chyba. Jakaś despotyczna kobieta w gronie dyskutantów chyba nie przyjmuje do wiadomości tego co mówi bohater filmu. Coś na wzór lejenowej. Okazuje się że jednak facet został zmuszony do udziału w misji -:)). Nie znalazłam info o zakończeniu filmu. Ciekawe co wymyślili. Pewnie Obcych -:)).

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)