sie 142026
 

Dowiedziałem się wczoraj, że umarł człowiek nazywany Stachu Jones. Miał 83 lata. Wyznam, że nigdy o nim nie słyszałem. Okazało się, że był legendą Internetu, a sieć jest pełna jego nagrań. Pan ten – bardzo charakterystyczny – wygłaszał jakieś kwestie bez związku i to bawiło ludzi, którzy zajmują się poszukiwaniem ciekawostek w Internecie i chcą mieć gotowe pointy w dyskusjach. Dlaczego o tym piszę? Otóż dlatego, że tacy ludzie jak ś.p. Stachu Jones, ale także pan Kononowicz definiują nas wszystkich w oczach postkomuny. Zainteresowanie nimi zaś jest wyrazem podporządkowania się postkomunie. I numer ten, moim zdaniem, został przećwiczony już dawno, ale nie na prawdziwkach, a aktorsko – na scenie, za komuny, kiedy występowali Laskowik i Smoleń. Jakoś nigdy tego nie lubiłem i chyba miałem rację. Dla obydwu się te wygłupy skończyły tragicznie, choć dla Smolenia bardziej tragicznie niż dla tego drugiego. Jego z kolei dziś postkomuna wywołała z zaświatów niemal i on się stawił, jak poległy żołnierz na apelu. Okazało się jednak, że jest średnio potrzebny, albowiem pod ręką byli Kononowicz, Stachu Jones i „Chłopaki do wzięcia”, a także cała masa amatorów, gotowych na wszelkie wygłupy w różnych formatach, byle tylko zyskać chwilę uwagi.

To mamy już jeden rodzaj definicji. Pora na drugi. Oto wczoraj przez sieć przeleciała informacja podana przez tygodnik „Do rzeczy”, że w TVP, jak najbardziej reżimowej, założonej przez Sienkiewicza i postawionej przezeń w stan likwidacji, wyemitowany zostanie serial na podstawie prozy Bronisława Wildsteina. To znaczy ja, pisząc te słowa, mam jednak nadzieję, że on wyemitowany nie zostanie. Bo ten fakt na nowo zdefiniuje nam postkomunę i od tej definicji już ucieczki nie będzie. Liczę jednak, że za pomocą jakichś chwytów sam Bronisław Wildstein ten projekt zablokuje. No, ale może się łudzę. Ponoć serial został wyprodukowany jeszcze za czasów Matyszkowicza, który – po chwilowej obsuwie i utracie zaufania – odzyskał je na nowo i jest dziś dyrektorem teatru im. Osterwy w Lublinie.

Tak sobie myślę, że może to i lepiej, że ten PiS przegrał w 2023 roku, bo gdyby wygrał serial na podstawie powieści Wildsteina byłby już dawno w obiegu i musielibyśmy go oglądać na zmianę z publicystyką Republiki. A jest on – obstawiam to już dziś – nie do wytrzymania, albowiem opowiada o losach pewnej rodziny, w które wplecione są najważniejsze wydarzenia polityczne współczesnej Polski. To znaczy można już przyjmować zakłady, że jest to jakiś festiwal deficytów. Na ekrany wchodzi we wrześniu. Tytuł – „Czas niedokonany”.

Powtórzę – mam nadzieję, że sam Wildstein to zatrzyma, żeby go nie kojarzono z postkomuną. No chyba, że nie zatrzyma, wtedy gorzej. Widzimy tu bowiem modelowy przykład tego, o czym pisałem wczoraj – na terenie zajętym przez komunę/postkomunę ona decyduje kto jest kim. No, a jeśli ktoś nie chce być kojarzony z postkomuną/komuną powinien za wszelką cenę poszerzać przestrzeń, w której decyzje postkomuny/komuny są nieważne i nie obowiązują. To jest jedyna misja jaką mamy na razie. I będzie to jedyna misja jeszcze długo, dlatego, że – widać gołym okiem – komuna/postkomuna ma ofertę dla wszystkich. I trzeba być naprawdę sobą, żeby z niej nie skorzystać. Komuna ma dla każdego hierarchie, w których ambitny osobnik może robić karierę, ma gotowe formaty, w których realizować może się pisarz tworząc teksty pełne metafor i skojarzeń tak wyraźnych, że nawet Stachu Jones z Kononowiczem by je zauważyli. Ma postkomuna do dyspozycji scenę i sceny, gdzie rozgrywać się mogą spektakle komediowe i akademie ku czci. Ma także klucze do wielu serc, albowiem wielu marzy o karierach, nawet lokalnych, w strukturach postkomuny.

Jednego tylko postkomuna nie lubi i nie serwuje – ryzyka. Jeśli bowiem odkłada rewolwer musi zająć się kokietowaniem publiczności. Tę zaś najpierw definiuje poprzez słowo i obraz, ale nie tak, jak w czasach młodości Laskowika. Inaczej – poprzez ilość odsłon pod nagraniami Stacha Jonesa, a także przez seriale takie jak „Ranczo”. Nie obejrzałem ani jednego odcinka, bo to jest dokładnie ten sam format, co powieść Wildsteina – dzieje kilku rodzin, w które wplecione są najważniejsze wydarzenia z najnowszej historii kraju, ale podane „na wesoło”. To znaczy mnie to smuci akurat, ale są ludzie, którzy się z takich rzeczy cieszą. Ten serial także służy postkomunie do definiowania narodu. I wielu ludzi go ogląda, żyjąc przy tym w przekonaniu, że to jest o nich. Otóż nie jest. I być nie powinno. Chodzi bowiem w tym o to jedynie, by postkomuna miała rozwiązane ręce, to znaczy, żeby nie było buntu, ani nawet myśli o nim. Ktoś powie – ej chłopie, to tylko serial…Ludzie to lubią. Jasne. Ludzie lubili też Smolenia i bawili się wesoło na jego występach w czasie kiedy jego rodzina ulegała całkowitej dewastacji. I nikogo to nie obchodziło. Nikt też nie kojarzył tych wypadków z postkomuną i jej obecnością. Ja zaś, od kiedy przeczytałem książkę Jana Piotrowskiego o Powstaniu Warszawskim skojarzyłem to od razu. Można się w tym momencie zdziwić, że ja mieszam treść tej książki z gównianym kabaretem, którym komuna zapychała ramówkę zdobytej przez siebie telewizji. No, ale można też się nie zdziwić, a zainteresować skąd mi się takie skojarzenia biorą. Otóż biorą się one ze stylu dowodzenia, o jakim pisał Piotrowski. To znaczy, że dowódca musi być z żołnierzami na linii. Nie cały czas, ale w momentach podwyższonego ryzyka. I jest to jego obowiązek, nie tylko wychowawczy, ale także taktyczny. I teraz odpowiedzcie sobie na pytanie – ilu dowódców albo „dowódców” jest z żołnierzami na linii w godzinie największej próby? Ilu z nich zaś układa się z komuną i postkomuną, uważając, że życie ich podwładnych albo „podwładnych” to jedynie zasób, którym oni mogą szafować, bo dostali takie pozwolenie.

Od kogo? Na terenie zajętym przez komunę/postkomunę, to ona definiuje wszystkie postawy. Odpowiedź jest więc gotowa.

Kiedy więc Jan Piotrowski, a także inni dowódcy zamknięci w kwartale ulic Krakowskie Przedmieście, Świętokrzyska, Mazowiecka, Tragutta, wychodzili w godzinie próby do swoich żołnierzy, na nowo definiowali całą dostępną im rzeczywistość. I zmieniali zasady, które próbował narzucić wróg. Pytam więc jeszcze raz – kto dziś tak robi? Tylko postkomuna. Bo ona wie, że to jest konieczność. We współczesnej polityce polskiej nazywane to jest doktryną Najmana. Choć przecież nie powinno być tak określane, bo to jest deprecjonujące i rozwalające postawy wrogie postkomunie. No, ale w taki właśnie sposób postkomuna działa. I to przede wszystkim trzeba zmienić.

Dlaczego więc nie ma serialu na podstawie książki Jana Piotrowskiego? Jest tu wszystko czego potrzeba do zainteresowania widza czyli losy kilku rodzin, w które wplecione są ważne dla kraju wydarzenia historyczne. I nie ma tu miałkich, lekkich czy swawolnych wyborów. Otóż nie ma tego serialu bo komuna i postkomuna nienawidzą prawdy. W jej miejsce zaś stawiają dekoracje, metafory i memy. Aranżowane przez zawodowych aktorów, półamatorów, albo wariatów, którym ktoś powiedział, że świetnie wypadną w telewizji. Do nich dołączają autorzy i twórcy nie kojarzący się z postkomuną. Dlaczego? Bo nikt poza nią nie ma dla nich poważnej oferty. I jutro będziemy się zastanawiać dlaczego tak jest.

Na dziś to tyle.

Dziękuję za uwagę i przypominam, że reaktywowałem nawigatora, na razie wydaliśmy numer specjalny. Do regularnego wydawania kwartalnika wrócimy w przyszłym roku.

Cały czas też mamy w sprzedaży książkę Jana Piotrowskiego

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-49-poswiecony-powstaniu-warszawskiemu/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-zdobyc-kosciol-sw-krzyza-i-komende-policji-jan-piotrowski-lewar-wspomnienia-z-powstania-warszawskiego/

Aha, mamy też jeszcze takie książki, gdzieś tam wypłynęły w czasie robienia wysyłek

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-domowa-w-polsce/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/gabriel-ronay-anglik-tatarskiego-chana-tlumaczenie-gabriel-maciejewski-jr/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zeszyty-do-historii-narodowych-sil-zbrojnych/

 

No i ogłoszenia. Jeśli ktoś chce pogadać z Valserem, powinien zapisać się na konferencję 5 września, która odbędzie się w Drzonkowie pod Zieloną Górą. Wczoraj Valser zapowiedział swoje przybycie. Można się też zapisywać bez względu na niego.

Dzień przed konferencją wygłoszę pogadankę w bibliotece w Dzietrzychowicach pod Żaganiem. Temat – Czy król Stefan Batory został otruty? Początek o godzinie 15.00 bo muszę się spieszyć do Drzonkowa.

Wczoraj jakiś pan zwrócił mi uwagę, że zbieram pieniądze na Saszę, a przecież powinien on iść do pracy. Nie wiem co powiedzieć w takiej chwili. Mam zamiar wyrzucić tego czytelnika ze swoich profili i blogów. Sasza bowiem jeździ do pracy, na Żerań. Praca ta jednak nie pokrywa kosztów jego życia tutaj, w tym kosztów wynajmu i utrzymania dziecka. Jesteśmy więc jak w sytuacji z wczesnych lat siedemdziesiątych, tyle że nie ma mamy, bo umarła. No, ale dziecko z kluczem na szyi, chodzi wokół domu, a ojciec w robocie – 30 km dalej, bez samochodu. I na to przychodzi do mnie człowiek i mówi – pan propagujesz socjalizm. Na razie czekam na przeprosiny. Jeśli nie nastąpią – do widzenia. I podobnie będzie ze wszystkimi, którzy tę kwestię postrzegają w taki sposób.

https://zrzutka.pl/438wfv?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification

 

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  3 komentarze do “Triumf postkomuny”

  1. Wszystko można zorganizować, taki Pantaleon wymyślił wizytantki, żeby nie latać z naganem.

    Nie przyjmujemy jego propozycji.

  2. No i nic dziwnego że serial ranczo rusza z nowym sezonem i pod patronatem premiera,to serial ważny dla tych co go sponsorują bo i wykonanie staranne pod każdym względem. Nudziarstwo typowe dla polskich filmów tu nie ma miejsca,akcja dość ciekawa,dialogi niezłe,no ale po latach widać intencje twórców: jak za komuny tak i tu promocja alkoholizmu wręcz nachalna. Bez rozpijania narodu rządzić się tu nie da a duchowieństwo łatwo przekupić dobrami doczesnymi.  Czyż nie jest tak właśnie?  Biskupi stali się zakładnikami cwanych polityków i stracili powagę autorytetu,to jest dramat dla wierzących i nie dziwota że młodzi „laicyzują  się” w takim tempie. Chałtura zajmuje miejsce sztuki bo chwilowo takich ma mecenasów w polityce a JPII ostrzegał o zakamuflowanym totalitaryzmie ,no i jak się widzi towarzysza marszałka Sejmu nie ma złudzeń że stare wywalone drzwiami wróciło łoknem.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)