paź 052026
 

Łączę ze sobą te dwa smutne wydarzenia, albowiem i w jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia z osobnikiem, który zrobił karierę na pozorach.

Kaszpirowski demonstrował liczenie publiczne i świdrował wzrokiem emerytów wpatrujących się w telewizor przed południem, w oczekiwaniu na listonosza z przekazem, co miało im  przynieść ulgę w licznych cierpieniach,  a Twardoch, dopierając ze specjalnego koszyczka karteczki z opisami najważniejszych problemów współczesności, budował swoje narracje. A to o wikarym Trzasce, a to o kumie Kaplicy, a to o innych jakichś osobach i kwestiach, które nic go nie obchodziły. Rola bowiem, jaką mu wyznaczono polega na kształtowaniu umysłów zaczadzonych pewnymi formatami mężczyzn, którzy czują, że coś jednak na tym świecie jest nie tak. I takim właśnie ludziom Szczepan Twardoch wychodził naprzeciw. Jeśli sądzicie, że są na tym świecie jakieś tajemnice, które uda Wam się odkryć dzięki literaturze produkowanej przez Szczepana, porzućcie wszelką nadzieję. Wszystko co ulęgło się w waszych duszach i umysłach, dawno zostało zapisane i przeanalizowane przez macherów od rynku, a potem skierowane do powielania i dystrybucji przez takich jak Szczepan. To on was odkrywa a nie Wy jego. Jakiś czas temu autor ten szpanował wyprawą na Spitsbergen. Była to prawdziwie męska przygoda, podczas której wypowiadał te same, lekko tylko zmienione kwestie, które Meller kolportował wcześniej, po swoich wyprawach na Kaukaz. I dziesiątki innych autorów jeszcze przed nimi. Całe to pieprzenie o ryzyku, wyzwaniach i towarzyszących im myślach o Bogu, jego istnieniu bądź nieistnieniu, przemijaniu i trwałości rzeczy oraz sensie wysiłku, przemielono już tysiące razy. I w każdym pokoleniu musi pojawić się przynajmniej trzech osobników, którzy za pieniądze i na rozkaz, będą te formaty eksploatować. Jeden w wymiarze lokalnym, a drugi trochę szerszym, a inny jeszcze w wymiarach silnie fikcyjnych. I w naszych okolicznościach są to: Żulczyk, Twardoch i Mróz. Jeden eksploatuje alkoholizm, drugi skomplikowane kwestie dotyczące kulturowych i cywilizacyjnych granic oraz ich wzajemnego przenikania się, a kolejny zmyśla intrygi kryminalne. Rzesza ludzi to czyta nie rozumiejąc niczego, ze świętym przekonaniem, że to jakieś odkrycie, choć gdzieś tam w głębi czaszki telepie im się myśl słaba, że skądś to jednak znają. Oczywiście, że tak. Bo to jest ciągle ten sam wątek.

Wczoraj na iksie, jakiś podekscytowany czytelnik, nazwał Szczepana buntownikiem, który wreszcie został uznany przez salon, a innym napisał, że twórczość Szczepana była zamilczywana…Cóż tu dodać – jaki pisarz tacy czytelnicy. Twardoch był – przypomnę – ambasadorem Mercedesa, a jego książki ciśnięto wszędzie. Ludzie niestety, szczególnie ci aspirujący mają pamięć kurczaków, a możliwości polemiczne niczym żuk gnojarz. Jedyne na co mogą zwrócić uwagę to swoje własne, nędzne emocje, w których się grzebią i które – co za niesamowity zbieg okoliczności – odkrywają też w prozie Twardocha.

Myślę, że całą tak zwaną poważną literaturę dla mężczyzn sprzedawaną i nagradzaną dziś w Polsce można sprowadzić do formuły: pijaństwo, podróże i marzenia o gwałtach.

Wczoraj wręczyli Szczepanowi Twardochowi nagrodę Nike, on zaś, wymachując grzywką, nie potrafił ukryć wzruszenia kiedy ją odbierał. Tematem zaś jego książki, ten nagrodzonej, jest oczywiście wojna na Ukrainie. I nie tylko wojna, ale także miłość. Niełatwa, krótkotrwała i pełna sprzeczności. Główny bohater pochodzi z Warszawy, nosi idiotyczną ksywę – Koń i ciągną się za nim uwikłania upowsko-śląskie. Tych nie może u Szczepana zabraknąć. Okładka wygląda tak, jakby ją – w ramach przyjacielskiej przysługi – zaprojektował Żulczyk.

Czyli nagrodę Nike znów dostała książka, która udowadnia, że w Polsce nie ma żadnych Polaków, a są jedynie mieszańcy różnych ras dźwigający za sobą jakieś brzemiona. Czyli jest to kolejna w długiej serii kłamliwych publikacji, książka usiłująca narzucić nam jakiś garb.

Ci zaś, którzy piszą dziś o Twardochu, jako o buntowniku, powinni się zastanowić nad sobą. Szczepan wielokrotnie zaprzeczał swojej polskości, a czynił to zawsze w takich momentach, kiedy jego książki przestawały się sprzedawać i należało o sobie przypomnieć, albo kiedy ktoś zgłaszał zapotrzebowanie na walenie kijem po kratach i irytowanie miejscowych.

Dyskutowaliśmy o tym nie raz, rozumiejąc jednakowoż, że Niemcy, którym starał się nasz bohater podlizać, mają go – pardon – w dupie, i na ich rynku nie ma on najmniejszych szans.

Według prozy Szczepana wystawiono także w Filharmonii Śląskiej operę. Jak na ściganego i prześladowanego buntownika, który musi pisać po polsku, choć polskości się wyrzekał kilka razy, to spore osiągnięcie.

No, ale kto by o takich drobiazgach pamiętał, kiedy mamy przecież nowego laureata prestiżowej nagrody, któremu można teraz przypisywać nieistniejące jakieś walory, zanim znów nie odwali czegoś „kontrowersyjnego”, po czym wszyscy jego wielbiciele zamrą i otworzą usta wołając – ale jak to?!

Takich rzeczy nie da się niestety nikomu wyjaśnić, albowiem żuki gnojarze udające ludzi rozumieją z tego tyle, że oto nagrodzono talent, a ludzie bez talentu zazdroszczą. Opinie takie wystawiają osoby całkowicie świadome tego, kogo nagradzano Nike wcześniej, a co za tym idzie świadome stronniczości i propagandowego charakteru tej nagrody. Nie przeszkadza im to jednak w wyrażaniu entuzjazmu dla Twardocha, albowiem uważają, że tym razem, ci co kantowali wcześniej jednak się opamiętali i wybrali uczciwie.

Pytanie – skąd się bierze taki rodzaj zaczadzenia? Skąd w ogóle wiara, że te brednie coś znaczą i mają wpływ na cokolwiek poza ich własnymi, słabymi niezwykle umysłami?

Kiedy patrzymy na rynek książki amerykańskiej, mamy tam do wyboru taki wachlarz postaw autorskich, że czytelnicy polscy, gdyby ich to w najmniejszym stopniu interesowało, nie wiedzieliby co począć wobec tej mnogości. Jeśli do tego dołożymy autorów nieżyjących, to w zasadzie można by mówić o zamachu na trzeźwość polskich czytelników, którzy gubią się już w chwili kiedy mają odróżnić Twardocha od Bondy. Oczywiście, rynek książki anglojęzycznej jest ogromny, do sławy dobijają się nieliczni, ale wszyscy tam mogą o coś zawalczyć. Dlaczego tak nie może być w Polsce? Z tego samego powodu, dla którego w latach 90-tych puszczano w telewizji przez pół dnia Kaszpirowskiego, który liczył – odin, dwa, tri…Żebyście się nie rozłazili i nie interesowali niepotrzebnymi i nie przeznaczonymi dla Was rzeczami.

Prawda, z tego powodu, właśnie, podobnie jak piękno i dobro, dozowane są u nas – pardąsik, że posłużę się metodą Żulczyka – jak mocz z pęcherza dotkniętego kamicą. I na nic więcej nie możecie liczyć.

Na koniec niespodzianka. Poprosiłem groka, żeby napisał, w stylu Szczepana, dwa akapity o gościu, co moknie na peronie, oczekując na spóźniający się pociąg. Oto efekt. Nie zajęło mu to nawet 30 sekund.

„Deszcz zaczął się wcześniej, niż zapowiadały tablice, i teraz stał już w nim jak w czymś, co nie miało końca, tylko gęstość. Woda spływała mu po karku pod kołnierz, zbierała się w fałdach płaszcza i ciążyła na ramionach, a on czuł, jak tkanina przylega do skóry, zimna i nieustępliwa, jakby chciała go nauczyć, że ciało nie jest schronieniem, tylko miejscem, przez które wszystko przechodzi. Peron był prawie pusty. Gdzieś dalej ktoś przeklinał pod nosem, ktoś inny sprawdzał godzinę na telefonie, ale te ruchy nic nie zmieniały, bo pociąg i tak się spóźniał, a deszcz padał tak, jakby nie zależał od rozkładów, tylko od czegoś starszego i obojętniejszego. Stał więc i mokł, i myślał, że kiedyś, w innym życiu albo w tym samym, tylko młodszym, potrafił jeszcze wierzyć, że czekanie ma jakiś sens, że za chwilę coś przyjedzie i zabierze go stąd, dokądkolwiek, byle nie tu.Teraz wiedział już tylko tyle, że woda wchodzi mu w buty i że beton pod stopami jest śliski od tego samego deszczu, który wcześniej spadł na dachy, na pola, na czyjeś okna, i że nic z tego nie należy do niego, choć wszystko go dotyczy. Spóźnienie rosło w nim jak wilgoć, powoli, bez dramatyzmu, i nie było w nim złości, tylko ta dziwna, ciężka zgoda, z jaką człowiek przyjmuje rzeczy, na które nie ma wpływu: opóźnione pociągi, przemijanie, własne ciało, które marznie i które kiedyś przestanie marznąć. Patrzył w tor, gdzie światło semafora rozmywało się w strugach, i wydawało mu się, że stoi tu od zawsze, że ten peron jest jedynym miejscem, jakie mu zostało, i że gdy pociąg wreszcie przyjedzie, on i tak będzie już całkiem mokry, jak ktoś, kto przegrał z pogodą, z czasem i z samym sobą, choć nikt go o to nie pytał i nikt nie oczekiwał zwycięstwa.”

Na dziś to wszystko. Nasz promocja kończy się w środę rano

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-46-pomorze/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-44-fuggerowie/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-41-galicja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-40-poswiecony-pociagom-pancernym/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-39-poswiecony-szermierce-i-pojedynkom-na-bron-biala/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-38-wegierski/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-luzyce-nr-37/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-36-poswiecony-morzu-i-zwiazkom-rzeczpospolitej-obojga-narodow-z-morzem/

 

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  8 komentarzy do “Umarł Kaszpirowski, a Szczepan Twardoch dostał nagrodę Nike”

  1. O matko z córką -;)))). Ja nie potrafię tak napisać -:))). Skąd tyle słów on bierze? Wiedza, AI odsłonił najważniejszą metodę tego autora. Wodolejstwo. Na zadany temat.

    Poza Bondą, której przeczytałam kilka kartek eksperymentalnie, nikogo z nich nie czytałam. Nie wierzę w współczesną literaturę.

    Chyba męska choć nie tylko literatura to np Clancy? Świetna seria książek. Nawet miłość gdzieś tam się przemyka, ale to amerykańska metoda.

  2. Amerykanie to ludzie rozumiejący konwencję i stosujący ją sprawnie. Tu w ogóle nie ma o czymś takim mowy

  3. Po męsku, ale na wesoło w sumie, to był jeszcze Ludlum. Skrajnie absurdalne sytuacje, ale facet sobie radził. Chyba tego oczekujemy?

    A nie pijących rozmemłańcow. Ale na pewno nie znam się na współczesnych mężczyznach. Chyba już opuścili wszelkie staranie o cokolwiek.

    Widzę w wyobraźni taką scenę: facet macha ręką mówiąc, a niech to szlag trafi. I odchodzi. Zapewne do ekskluzywnego baru. Gdzie wpada w sieci lokalnej mafii. I wreszcie czuje moc. -:)))

  4. Warto pochylić się głębiej nad Kaszpirowskim. Między innymi na tzw. foliarskich stronach można dowiedzieć się, że ZSRR miało swoje odpowiedniki amerykańskiego programu MK Ultra. Badano zjawiska paranormalne, bilokację, telepatię oraz prowadzono eksperymenty z pogranicza fizyki i spirytyzmu.

    Być może Kaszpirowski należał do tej klasy zjawisk, a jego seansy były próbą masowej hipnozy. Pod pretekstem seansów terapeutycznych miał poprzez telewizory wywrzeć wpływ na widzów, przeprogamować ich umysły i w ten sposób powstrzymać nieuchronny upadek ZSRR.

    Mógł być „bronią psioniczną” i zarazem ostatnim, dziwacznym paroksyzmem komunizmu. Zważywszy na bieg wydarzeń, pytanie czy Kaszpirowskiemu powiodło się zdalne pranie mózgu widzów pozostaje otwarte…

  5. Przypomniało mi się właśnie, że kiedyś przez przypadek włączyłam telewizor, a tu siedzi Kaszpirowski i wybałusza oczy  w tym telewizorze…. tak mnie rozśmieszył, że z 5 minut nie mogłam się przestać śmiać. Coś tam bełkotał na temat wody.

  6. przed chwilą przeczytałam w internecie że w polskich szkołach brakuje nauczycieli od matematyki,  jęz. polskiego  i angielskiego – tak sobie pomyślałam ,że jeśli panowie Twardoch i Żulczyk i pani Bonda sa absolwentami polonistyki to może  pochyliliby się nad tą edukacyjną niedolą uczniów i wspomogli swą wiedzą jako nauczyciele kilka szkół,  a dla tej trójki niewątpliwa korzyść, jak  zdobyliby duuuużo tematów do napisania kolejnych książek .

  7. Nic takiego się nie stanie, oni mogą pisać tylko o podłości Polaków, która w dodatku jest dziedziczna

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)