Mar 162017
 

Miałem dziś pisać o księdzu Blizińskim, którego wspomnienia właśnie wydaliśmy, ale pewne okoliczności skłaniają mnie do zmiany planów. Od jakiegoś czasu nasz blog po prostu puchnie od komentarzy, co oczywiście powinno wszystkich cieszyć, ale mnie cieszy tylko trochę. Jak pewnie wszyscy zauważyli dzień wczorajszy przyniósł pewną korektę, a jest ona wynikiem, o czym wiem dokładnie, bo odbieram maile od ludzi stale komentujących, zbyt emocjonalnego i, jakby to nazwać, terapeutycznego potraktowania tego bloga przez niektórych komentujących. I nie mówię tu o Rozalii, która umieszcza w swoich komentarzach wesołe piosenki. Jeśli więc ktoś traktuje nasz wspólny blog w ten sposób musi się liczyć z gwałtownym zniknięciem. Ja już nie raz przećwiczyłem swoją umiejętność podejmowania decyzji i nie zawaham się również teraz.

Tak się składa, ze stoimy przed wielkimi zmianami, one pewnie by już nastąpiły, ale są tak zwane okoliczności, które na razie nie pozwalają nam uruchomić dwóch projektów internetowych, co z całą pewnością rozładowałoby trochę blog i dało komentującym szersze pole do prezentacji swoich poglądów oraz przemyśleń. Dopóki to nie nastąpi musimy radzić sobie jakoś tutaj, w sposób dający szansę wszystkim komentującym, no i oczywiście korespondujący z treścią tekstu na dany dzień.

Idą jak powiadam zmiany, ale są one powolne, przez co odraczane są także różne moje decyzje. Postanowiłem, na przykład, że będziemy wydawać ośmiostronicową gazetę, wczoraj cały wieczór spędziliśmy nad makietą. Po co gazeta? Bez dodatkowego medium przegramy. Widzę to już dziś i jako człowiek przewidujący, postanowiłem zapobiec katastrofie. – Jakiej katastrofie – zawoła ktoś – człowieku, codziennie jest na blogu ponad 300 komentarzy! Jest, ale to nie ma znaczenia wobec planów jakie podjąłem. Musimy mieć segment książki dla dzieci i on musi się drastycznie różnić od tego co jest na rynku. Jedna książka już powstaje. Kolejne, innego zupełnie autorstwa, są w przygotowaniu mniej zaawansowanym. Wydamy po kolei trzy tomy baśni socjalistycznej, wiem to już na pewno. Do tego szykują się dwa dodatkowe numery nawigatora, oraz dwie książki popularnonaukowe i jedna publicystyczna, autorów z bliższych i dalszych okolic. Rośnie kolejka pozycji w serii gospodarczej. Nasz kolega od dwóch tygodni poszukuje spadkobierców praw autorskich różnych ważnych dzieł, które muszą ujrzeć światło dzienne. W tym wszystkim jest bardzo mało miejsca na żarty i dobrze byłoby, żeby każdy to zrozumiał. Ten rok będzie kluczowy, albo go przetrwamy i odniesiemy sukces taki, że staniemy się słoniem w składzie porcelany, którego trzeba będzie omijać na paluszkach nie mówiąc o nim ani słowa, albo jako środowisko i jako przedsięwzięcie zaczniemy powoli obsychać, ja zaś pod koniec przerzucę się na handel drewnem opałowym, na czym się przecież nie najgorzej znam. Dlatego bardzo wszystkich proszę o dokładne zrozumienie tego tekstu. Przed nami mnóstwo wyzwań.

Czasem zdarza się, że o coś Was proszę, rzadko o pieniądze, częściej o przysługę. Ponieważ nasza nowa gazeta będzie periodykiem darmowym, chciałbym, żeby Ci, którzy chcą pomóc zastanowili się nad sposobami jej dystrybucji. To jest bardzo ważne, bo nie chodzi o to, żeby latać po ulicy i wciskać zmokniętym przechodniom jakąś płachtę. Chodzi o to, by naleźć zaprzyjaźnione punkty, podkreślam, zaprzyjaźnione i zaufane punkty, w których można taki periodyk wyłożyć. On będzie poświęcony wyłącznie książkom, autorom i sprawom wydawniczym. Nie ma więc niebezpieczeństwa, że znajdzie się tam jakaś polityka, która kogoś zdenerwuje. Nie ma jednak sensu, by kłaść tę gazetę w miejscach przypadkowych, bo ludzie wezmą ją do mycia okien albo zawijania śledzi. Rozumiem, że osoby, które dystrybuują nasze książki nie będą miały nic przeciwko temu, by taką gazetę wyłożyć gdzieś u siebie w sklepie, żeby każdy klient, jeśli oczywiście zechce, wziął ją sobie do czytania. Dlatego proszę wszystkich o rozwagę i o zadeklarowanie się czy mogą mi pomóc w tej sprawie. Od tego ile osób i jaką pomoc zadeklaruje będzie zależał nakład naszego periodyku. Mamy czas, albowiem absolutnym priorytetem są teraz projekty internetowe. Mam nadzieję, że je wkrótce ujrzymy. Bez nich gazeta nie ruszy. Nie spieszmy się jednak, bo co nagle to po diable.

Nasza gazeta, o czym już dziś mogę powiedzieć, nie będzie bazować na tak zwanych kontrowersjach, to znaczy z całą pewnością nie ujrzycie tam na pierwszej stronie tytułu „Papież Franciszek całuje w rękę Rotszylda!”, ani „Naśladujmy żołnierzy wyklętych”, ani niczego podobnego. Jeśli więc ktoś sądzi, że wokół naszego nowego tytułu uda mu się zorganizować jakąś grupę wsparcia emocjonalnego ten się myli, o czym piszę już dziś, żeby nie było potem rozczarowań. Naszym celem jest wykrojenie sobie na rynku wydawniczym na tyle dużego obszaru, by zmieściła się tam hurtownia. I ja tu nie zamierzam ściemniać i pisać, że celem jest przywrócenie Polakom pamięci historycznej, albo może jakaś zmiana wektorów znaczeń, czy coś. Mówię wprost o co mi chodzi. O hurtownię. Tak więc tych, którzy chcą i mogą pomóc, bardzo o to proszę, ale zachęcam też do powściągnięcia emocji, namysłu i spokojnego rozważenia sprawy. Kto będzie celem tej nowej promocji opartej o periodyk? Przede wszystkim ludzie, którzy zrazili się do rynku książki i obecnych na nim treści. Czyli ta część populacji mówiącej po polsku, która rozumie, że obecność książek w Biedronce to jest słaby żart, a deklaracja, że ta właśnie Biedronka sprzedała w zeszłym roku 35 milionów książek to powód do zadumy raczej, a nie do radości. Celem tej promocji nie będą ludzie już przekonani, czyli ci wszyscy, którzy pałają świętym oburzeniem zderzając się z opresyjną rzeczywistością, ale ci, którzy pamiętają, że kiedyś czytało się książki i to czytanie miało posmak przygody i tajemnicy. Albo uda się nam przekonać tych ludzi do naszej oferty, albo scenariusz będzie taki jak napisałem powyżej. Z internetu, fejsa, nie mówiąc już o salonie24 nic więcej nie wyciśniemy. Każde z tych mediów ma charakter grupy wsparcia, co dla dystrybucji jest zabójcze. Wyznacza właściwie z miejsca górną granicę osiągów sprzedażowych i poza nią nie można się ruszyć. Sądzę, że są nawet planiści, którzy potrafią, w oparciu o dane z mediów społecznościowych, określić ile i jakiś treści może się sprzedać na polskim rynku. Być może do tego właśnie, do łatwej segmentacji rynku, powołane zostały media społecznościowe. Jakby nie było, musimy wyjść poza ten schemat, bo to nie jest nasz schemat i nie my ustalamy w nim zasady. Możemy je tylko akceptować bądź odrzucić. Nowe medium oraz projekty internetowe, które są teraz priorytetem, pozwolą nam mam nadzieję to zmienić. Nie chcemy przekonywać już przekonanych, to jest hasło najważniejsze, bo ci przekonani są pod przemożnym wpływem macherów od badań popularności różnych ekstremalnych idei. Nasza droga jest inna. Póki co proszę wszystkich o głęboki namysł, a w perspektywie miesiąca o zgłaszanie jakichś propozycji dystrybucyjnych dla naszego darmowego periodyku, wraz z przybliżoną liczbą egzemplarz, które mogli od nas odebrać. Oczywiście możemy ten periodyk wysłać także za granicę, co jest dość istotne moim zdaniem.

Według wszelkich znaków na niebie i ziemi Michał jeszcze nie uruchomił sklepu. Zapraszam więc do księgarni przy Agorze w Warszawie, do Tarabuka, a także do antykwariatu Tradovium w Krakowie i do sklepu Gufuś w Bielsku Białej.

  270 komentarzy do “W obliczu katastrofy”

  1. Niech Wam Pan Bóg błogosławi we wszystkich planach!

  2. Pomyślał Pan o Akademii Wnet? Z jednej strony, mogą nie zechcieć konkurencji dla płatnego Kuriera, ale z drugiej – jaka to konkurencja…

    Swoją drogą – jaka cisza!

  3. Nie napisałeś czy będzie to kwartalnik, czy miesięcznik, czy może tygodnik?

    Kwartalnika i miesięcznika mogę roznieść po mieście każdą ilość. Gdybym zaatakował tylko biblioteki publiczne, szkolne, parafie i księgarnie w swoim 50 tys mieście zeszłoby minimum 100 sztuk.

    Z tygodnikiem to najlepiej dogadać się z Niedzielą i puścić przez parafie. Oni też mieliby duży interes w puszczeniu darmowego, atrakcyjnego zwiastuna swoim kanałem dystrybucyjnym tylko trzeba dobrego negocjatora żeby im to wytłumaczył.

  4. Zawsze chciałem to panu napisać ale teraz jest właściwy moment wobec ujawnienia przez pana swoich aspiracji. Otóż zawsze chciałem napisać że pana problemy się zaczną kiedy pan urośnie i zacznie być zagrożeniem dla pozostałych graczy rynkowych i nie mam tu na myśli jedynie hurtowników książek. Teraz dopiero zacznie się pan zmagać z naszą polską codziennością a raczej niecodziennością czyli zmagać się z poważnymi siłami używającymi państwa jako oręża przeciwko przeciwnikowi a niestety nasze państwo chętnie wchodzi w rolę ciemiężyciela własnych obywateli, nazbyt chętnie, gorliwie i często. Stąd tak dużo upadków firm z powodu kontroli np. skarbowej. Moja sugestia jest taka że wobec swoich planów powinien się pan przygotować również organizacyjnie, pomyśleć np o spółce z o.o. Trochę więcej kosztuje w obsłudze bo np pełna księgowość ale przynajmniej w przypadku próby zmiecenia pana z rynku przy pomocy np. kontroli urzędu skarbowego tzn od niedawna nowej lepszej administracji skarbowej uratuje pan majątek osobisty i rodzinny więc nie zniszczą pana do cna. A to się często zdarza niestety. Wiem że to dosyć przyziemne to co piszę ale żyję tu wystarczająco długo żeby zauważyć że ONI do perfekcji opanowali sposób na pozbywanie się głów w chmurach przez skoszenie równo z trawą. Pozdrawiam serdecznie i kibicuję mocno.

  5. Wreszcie! Bogu niech będą dzięki !!! Z całym szacunkiem dla tutaj bywających, ale czasami się zastanawiałem czy to jest forum wymiany poglądów i refleksji na zapodany przez Gospodarza temat, co naprawdę bywa ubogacające i staje się dyskusyjnym uniwersytetu czy też jest to taka czatowa kawiarenka, gdzie płycie się lelum polelum. Masz całe moje wsparcie gospodarzu. Jest takie zakonne powiedzenie: utrzymaj porządek a porządek utrzyma ciebie. Alleluja i do przodu!

  6. dodam, że nie prowadzę firmy księgowej więc to nie jest oferta…:)))

  7. Za pomyłki odpowiada android. Stukam ze smartfona. Miało być: dyskusyjnym uniwersytetem i plecie się lelum polelum. Przepraszam.

  8. Nie będę się z nikim dogadywał i w ogóle nie będę korzystał z cudzych kanałów. Właśnie to jest błędem. Dogadywanie się zaś z redaktorami pism katolickich to jest coś tak fantastycznego, że ból zęba przy tym wysiada. 100 sztuk to mało. Chodzi o to, żeby gdzieś położyć 100 sztuk i żeby ludzie sobie brali z kupki. 10 takich kupek to jest 1000 sztuk. Nie wiem czy będzie to miesięcznik, czy kwartalnik. Zobaczymy.

  9. Bardzo przepraszam, ale dlaczego pan zakłada, że ja się nie rozliczam z urzędem skarbowym? Skąd ta myśl? Albo, że coś robię nieuczciwie? Jeszcze nic nie wydaliśmy, na razie planujemy, a pan już zaczyna…co to będzie jak przyjdzie urząd skarbowy…

  10. no ja wielce Czcigodnego Autora  chciałbym ostrzec że mówieniu to o braku polityki to przesada tylko ta polityka jest poparta właściwą analiza i genialnym w swej prostocie pomysłem ze do uprawiania polityki i prowadzenia różnych krucjat to kasa na początek potrzebna a później to reszta sama się układa, przynajmniej tak można wywnioskować ze słów jednego Korsykanina, tylko jest tu jeden mały problem należy się spodziewać odwetu z tzw opcją „nuklearną” szczególnie jak się zamierza demaskować socjalizm w baśni trzytomowej… 🙂

  11. To jest dobre hasło….świetne.

  12. Proszę pana, jak rozumiem należy pan do tej grupy osób, które generalnie zajmuje się tak zwanym „mocnym kibicowaniem”.  Sugestię zawartą w tym komentarzu, która sprowadza się do słów – no ciekawe czym mu przypieprzą – uważam za niestosowną. Przymierzam się ponadto, jak to już nie raz robiłem, do usuwania stąd wszystkich kibiców entuzjastów.

  13. Na moim osiedlu (1 000 mieszkańców), p. Grzegorz Braun jest kojarzony z Coryllusem.

    No więc tak sobie przypominam, że 16 sąsiadów głosowało w I turze na G.Brauna jako prezydenta naszego kraju, i czy to jest ta grupa, której taką gazetę można próbować rozdać?.

    Czy raczej odpowiednim miejscem byłyby np. biblioteki parafialne, w końcu 10 osób wypożycza książki w dniach dyżurów.

  14. ale ja nie zakładam że pan się nie rozlicza widzę że pan nie rozumie że że żeby kogoś załatwić tzw skarbówką to nie ma żadnego znaczenia czy pan płaci podatki czy nie…

  15. Powiedzieć niespodzianka, to za mało 🙂 Wszystkie moje życzenia i modlitwy są przy dalekosiężnym planie Gospodarza!

  16. Napisałem przecież, że jak kwartalnik lub miesięcznik to każdą ilość mogę puścić efektywnie w 50 tys miasto. No ale puszczać jednorazowo więcej niż 2 tys nie ma sensu.  Jak wrzucę 2-3 egz do MBP co miesiąc to przeczytają to wszystkie pracujące tam panie (jakieś 40 osób) a potem podyskutują. Oczywiście mogę wrzucić tam 1000 sztuk i też zejdzie, tylko czy nie posłuży do zawijania śledzi to nie wiem. A jak wśród tych 40 pań trafi się jedna KODziara to ja dostanę fałszywe umizgi i komplementy a nakład wyląduje na śmietniku.

    Myślę, że jeśli chodzi o budowę całkiem nowego kanału dystrybucji lepszy byłby od razu miesięcznik…

  17. Mysle,  ze  ma Pan racje.  Dopoki dzialanie  skanalizowane  jest w  Facebook,  Salon24, Coryllus  itd  to  ci, co zarzadzaja propaganda,  toleruja.  Charakterystyczne jest  zupelne  milczenie,  rowniez  „naszych”  mediow.  Czy wydanie takich   wspomnien  jak   np. Wojnillowicza nie  powinno odbic sie szerokim echem w  Republice, Do Rzeczy  czy  w  WSieci ?       Czasami  tylko  Orzel  wspomina slowo na C, ale  poza tym cisza.  O  Budowie  Jachtow  pisaly tylko Zagle.  Pamietam, jak kiedys   ludzie  kulturalni,  znajacy sie na  winach, zaczeli je  importowac.  I szybko wyszedl  przepis, ze  jak  kto chce  importowac wina, to  musi wplacic  do urzedu 25 mln  „kaucji”  I juz byl  porzadek – zostal tylko Kondrat i koledzy.  Pozniej   okazalo sie, ze jest „nieporzadek”  na rynku  gazu do samochodow.  I  powtorzono manewr.  25 ml  kaucji i juz  byl porzadek.  Wszystkie  male firmy zamknieto.   Jedyne wyjscie  to  obejsc jakos system – robic  swoje. Ale, i opisuje to Wojnillowicz w  II tomie,  nie jest to latwe.   Ziemianie sie  nie  obronili. A wiec  dobrze jest  przygotowac sie na  kontruderzenia systemu.  Oni  powielaja  wciaz te  same  metody  (koncesja, kaucja, kontrola),  wiec  mozna przewidziec co moga zrobic.

  18. Mam u siebie kilka zaprzyjaźnionych księgarni – gazety można tam elegancko wykładać. Poza tym trafny jest pomysł z parafiami. Do zastanowienia jest temat: dystrybucja w szkołach / przedszkolach.

  19. Sprawa wygląda tak. Stoimy sobie my Polacy wszyscy razem w kupce i stanowimy całkiem poważną siłę. W środku tego tłumu żyją ludzie, którzy układają swoje sprawy za pomocą rozpychania się łokciami (tzw zaradni), są tacy co starają się nikomu nie nadepnąć na odcisk (to tzw nieudacznicy życiowi) Jest i agentura która służy tym z zewnątrz i wiele innych typów. Granicę tego tłumu wyznacza pętla zrobiona z solidnego powroza, która raz się zaciska, podnosząc ciśnienie w tłumie, a raz się luzuje i wtedy tłum przez chwile oddycha z ulgą. Pętla ta zaciska się na szyjach ludzi którzy są wypchnięci na zewnętrzne peryferia tłumu. Osoby te stanowią limes – i własną szyją powstrzymują zaciskającą się pętlę. To nasi bohaterowie. Nie ważne, że większość z nich stała się tymi bohaterami przypadkiem. My zadekowani w środku bezpieczni, możemy wiwatować, chwalić ich męstwo, poklepywać po plecach, udzielać mądrych rad, albo zluzować ich co jakiś czas żeby zregenerowali siły i pooddychali swobodnie choć chwilę…

    Co z tego że skarbówka służy czasem nie do tego, do czego została powołana? Trzeba to naprawiać robiąc swoje. Trzeba przeciąć sznur, bo inaczej wkrótce wszyscy się poduszą.

  20. Pan Marek boi się że staniesz się figurantem do ob/grabienia ze wszystkiego i nie ma znaczenia czy jesteś uczciwym obywatelem- inne mechanizmy wchodzą w grę

  21. Wie pan jak znam kilku inspektorów skarbowych i kilku pracowników ministerstwa finansów i oni mi ciągle powtarzają, że to jest gruba przesada z tą skarbówką. Może są urzędnikami zbyt niskiej rangi, żeby to wiedzieć dokładnie, no ale o tym się przekonamy.

  22. To będzie zależało od mocy przerobowych

  23. Pomysł z parafiami nie jest trafny, bo wiem co się dzieje na różnych zebraniach akcji katolickich i temu podobnych organizacji…Na wyraźną prośbę, można im coś dać. Księgarnie jak najbardziej.

  24. No ale wtedy Pan pomoże, prawda?

  25. Musimy wyjść poza ten schemat – to daje szansę na sukces i z satysfakcją użyjemy do tego naszej sieci- to będzie piękna konfrontacja z …..

  26. 1. Jeżeli pomysł z bibliotekami Gospodarzowi się podoba, mogę popytać na Bemowie.

    2. Dobre Miejsce na Dewajtis.

    3. Dzielnicowe domy kultury – Artbem na Bemowie (w tym samym budynku duża szkoła), Bielański Ośrodek Kultury – znam kierowniczkę.

  27. Jasne , tak jak dziesiątkom pokrzywdzonych ale niepokonanych

  28. Tyle Pan wydał ciekawych tytułów, że nie wyrabiam finansowo i odraczam zakupy w czasie. Dodatkowo muszę kupić nowe okulary do czytania. Po prostu masakra.

  29. Skarbówka nie jest tylko od podatków gdyby tak było to nikt by nie musiał nazywać ich b….

  30. Warte zastanowienia jest też kierowanie części nakładu gazety do konkretnych osób  Wymienionych z imienia i nazwiska. Ja, przynajmniej część przydzielonego mi nakładu tak będę dostarczać.

  31. Dlatego właśnie muszę Pana odciążyć i znaleźć nowych czytelników

  32. Może nie tyle naprawiać ile nie dać się wykończyć

  33. Też o tym pomyślałam. Niedziela raz na jakiś czas daje wkładki o książkach. Zwykle przed świętami, komuniami, początkiem roku szkolnego.

  34. Niedziela nie da nam żadnej wkładki o książkach, musicie to zrozumieć.

  35. Jak się ma dobrego serca kioskarkę to sama włoży do gazety jako dodatek.  Tym bardziej jeżeli pozna historię pisarza Gabriela Maciejewskiego i jego wydawnictwa.

    Potrzeba tylko ciut zmysłu handlowego i wszystko da się załatwić.

  36. Roman Kluska, był taki jeden, niezłe sery produkuje –  prawdziwejedzenie.pl – spróbuj zrozumieć co do Ciebie piszą 🙂

  37. Nie. Żadnej rejestrowanej w Polsce spółki zoologicznej. Osobowe, jednoosobowe przedsiębiorstwa (odpowiadające działom firmy, np. Hurtownia, Witryna, Kwartalnik, itd.), zarejestrowane za 50,- PLN w Amsterdamie, albo zarejestrowane w Londynie, nie płacące żadnych (zero) podatków przez cztery lata, a potem np. 9%.

    Niech sobie taką firmę kontroluje do woli skarbóweczka tam o trzeciej w nocy, na Straat czy Street, tam gdzie się przedsiębiorstwo znajduje i gdzie urzęduje (bo jest tam każdy dział „Kliniki”, prawnie i poprawnie, został zgłoszony do ewidencji przedsiębiorstw, po czym raz do roku składa jednostronicowe zestawienie wydatków i przychodów, kosztujące trzy setki €,  wykonane przez tamtejszego doradcę podatkowego, na wyspecjalizowanie oprogramowanym komputerze, walidującym wprowadzane dane, więc proces rozliczania się z tamtejszym Skarbowym biegnie rączo, sprawnie, więc bez zgrzytów i bez obsuwy).

     

    Acha, życzę powodzenia sz.p.inspektorom, nasłanym przez NUM-a, lub jakiegoś niezdrowo ciekawskiego agenta jednej z dziewięciu trójliterówek, która w napadzie szaleństwa postanowi „zlikwidować misję Gabriela”. No fcuking way. Warunek: firma jest tam. Dowolnie ustrukturowana, byle rejestracja hurtowni, wydawnictwa, sklepu internetowego, itd., była uskuteczniona tam. Tam, czyli tu, w Europie, tej własciwej. Sorry że tak piszę, ale gdy chodzi o handel, to handluje się nie pod ogrodzeniem targowiska, gdzie bandyci chodzą, ale na targowisku, które ogrodzeniem i strażą i tradycją handlu — chroni sprzedającego.

    Tak, targowisko chroni i kupującego i sprzedającego, za co pobiera mikroskopije opłaty. Mikroskopijne w porównaniu do stoiska „pod płotem”, gdzie brak światła,  wychodka, gdzie błoto po kolana, psi szczekają, a typy z obrzynem kasują „pana sprzedawcę”, bo ma magazyn za duży, albo cuś, co sobie na poczekaniu zmyślą.

    Oprócz ochrony sprzedającego targowisko oferuje coś jeszcze, co Gabriela może mniej obchodzić, albo i bardziej: na targowisku bezpieczny jest klient. Tam się mu typasy z żyletką do torebek i tylnych kieszeni spodni „operując z cicha” nie zbliżą, bo targowisko nie toleruje psujących biznes gamoni. Obojętnie, czy gamoń jest umundurowany przez jakiś eurobantustan, czy „robi na swoim”, bo tak lubi.

     

    Spokojna głowa do końca życia. Żadnych antyludzkich przepisów ani Amsterdam, ani Londyn nie wydadzą: oba miasta żyją z ok. czterech milionów firm, które tam wirtualnie (tzw. Klicks-and-Mortar) działają, a realne fabryki (tzw. Bricks-and-Mortar) mają gdzie indziej. Brexio? Beautiful! Podatki londyńskie będą więc wkróce obniżone. Co i tak zakładającego dziś firmę tam, na razie nie obchodzi, bo wiele pierwszych lat działalności nowo założonego przedsiębiorstwa jest tam bez podatku. W Polsce nie wolno firmie, tam zarejestrowanej, naliczać jakiegokolwiek podatku, bo działa mnar. prawo o unikaniu podwójnego opodatkowania. Więc, rekapitulując: płacisz ZERO tam i ZERO w Polsce, przez jakiś czas, potem kilka procent. Nie polecam tego, bo to trudna droga. Ale zastanowić się nad tym koniecznie trzeba. Droga trudna na początku, dodam. Dla tych, którzy myślą poważnie o biznesie na całe życie. Dla niektórych to droga „za trudna” więc proszę PT Czytelników, by nie rzucali się jutro do przerejestrowania firmy, bo nie każdy z nas jest tak daleko myślącym Gospodarzem, jak C. Kto chce zmian na lepsze, niech się nie opiera wyłącznie na „A-Tem tak powiedział, więc to prawda”, lecz zbada sam po kolei ramifikacje jego własnego przedsiębiorstwa i rozważy własną sytuację. Co przekazałem, jest prawdziwe, ale indywidualnej odpowiedzialności te dane nie zastąpią. Proszę przed ew. decyzją zbadać wnikliwie własną sytuację.

    Czytaj też następny mój kom.

  38. ja nie mówię o tym czy mu przy… bo lubię Pana wydawnictwo i to co pan robi tylko chciałbym żeby Pan przemyślał plan na przeżycie też z tej strony…. i że się uda go zrealizować

  39. to się zgadzam z tą analizą tylko sam rozmyślam jak z tego wyjść

  40. Ja myślę, że intencją Gospodarza dzisiaj jest dyskusja, o tym, jak rozprowadzić gazetę, żeby trafiła do dużej liczby właściwych odbiorców.

  41. Jeszcze raz spróbuj umieścić tu emotkę…okay…przekonasz się wtedy jaki jestem dowcipny

  42. Tak właśnie, taka jest intencja, ale jak widzę nie łatwo to zrozumieć, bo zaczyna się festiwal entuzjastów konspiratorów pozatrudnianych w dodatku na państwowych etatach.

  43. Można jednak porównać losy firmy p. Kluski i Amber Gold.

  44. Tego się po panu akurat nie spodziewałem.

  45. to fakt że można tak to zinterpretować ale nie taka była moja intencja i przepraszam za mój pierwszy wpis

  46. Roman Kluska to zupełnie inna bajka. Stał na przeszkodzie międzynarodowym gigantom. Próbował ich przechytrzyć. Coryllus nie wchodzi nikomu w parade. Robi tylko swoje i obraca tylko tym co do niego należy.

  47. A czy do tej gazetki jest nabór autorów? Mamy kilku przyzwoitych lecz z definicji monotematycznych

  48. To nie do końca taka wersja

  49. Nie ma żadnego naboru autorów, a jeśli będzie to z pewnością nie przez ten blog.

  50. Ważne ogłoszenie: wszyscy, którzy od tej chwili użyją w komentarzu wyrazu kluska, bądź Kluska zostaną usunięci z bloga na zawsze

  51. A czy AG coś produkowała i czy zwykły resortowy przewał to firma? co ma piernik do wiatraka

  52. Nie prowadzimy tu dyskusji na temat co jest lepsze Kluska czy amber gold

  53. Wybacz cmss ale to wygląda już prawie na jawne pogróżki. Zrozumcie, że gospodarz nie ma na to wpływu co zrobi antypolska agentura. Musi się rozwijać jeśli nie chce stać w miejscu. Z pewnością lepiej wie od większości z nas skąd może przyjść atak. Zastanówmy się więc raczej jak zrobić by nie walczył sam kiedy dojdzie do rozstrzygnięcia przed którym ostrzegacie?

  54. co do tematu dyskusji to nasuwa mi się sugestia trochę z pierwszego tomu Baśni o ziemiaństwie jako organizacji sieciowej czy prowadził pan analizę projektów o podobnym charakterze do Pańskiego i jakieś formie współpracy w dystrybucji i może z Pobudką G brauna można by coś zorganizować ponoć mają trochę klubów w Polsce i to ta sama grupa czytelników tak sądzę

  55. A może wydanie elektroniczne ? Jeśli blog regularnie czyta 300 osób, to każda z nich może spokojnie przesłać kopię elektroniczną kolejnym 5 osobom. Wydanie papierowe ograniczyłbym do minimum (dystrybucja na zamówienie do starszych osób). Dodatkowo strona gazety/czasopisma z możliwością publikacji materiałów zatwierdzonych przez administratora.

  56. Nie tłumacz mu, bo to jest kolejny kibic entuzjasta, znudzi mu się to pójdzie oglądać cyrk pcheł, albo inny jakiś sport

  57. Niech pan da spokój, dobrze…

  58. A reklamy tematyczne są przewidywane?

  59. Szanowny Gospodarzu,
    tu nie chodzi o to, że marek em zakłada, że nie rozlicza się Pan uczciwie z US, tylko że zamiast realizować swoje plany, będzie Pan musiał udowodniać przed US, że nie jest Pan wielbłądem.
    Jest taka książka „Biznes w kraju dziadów”, gdzie można znaleźć przykłady z życia prowadzących działalność gospodarczą.

    Pozdrawiam i trzymam kciuki

  60. Serdecznie gratuluję. Niech Bóg prowadzi i osłania Ciebie i Twój zespól.

    .

  61. Mamy elektroniczne wydanie bloga, mało panu?

  62. Masz rację, drukowaliśmy periodyk i robiliśmy też gazetę elektroniczną i mamy podobne wnioski lecz dla nas to były tylko narzędzia a nie biznes

  63. Jezeli zagranica, proponuje Biblioteke Polska w Paryzu + dzialy polonistyczne bibliotek na Sorbonie (Paris IV) i w INALCO, + (to bedzie trudniejsze z kilku powodow, ale to chyba najlepszy punkt w Paryzu – Ksiegarnia Polska przy Bulwarze Saint-Germain).

  64. stopfałszerzom – no ale w przypadku podmiotu „spółka z o.o.”  odpowiada do wysokości kapitału spółki – i tylko o to chodzi żeby pani Lucyna i Jej dzieci nie zostali pozbawieni wszystkiego – kapitał spółki zoo daje ten komfort, jeśli tu w ogóle przy działalności gospodarczej w Czeciej ERPE można o komforcie mówić. Ale oczywiście próbować trzeba.

    A tak w nawiązaniu do w/w wpisów jakoś przedszkola i szkoły podstawowe mnie nie przekonują do proponowanego projektu, raczej biblioteki bardziej by się nadawały.

    Ale tak jak sobie przypominam, kiedyś zostałam zobowiązana do rozniesienia ulotek inż. Porczyńskiego (tego od Galerii Porczyńskich) startował na senatora z rejonu „Obarzanka” i w sklepikach na głównej ulicy Pruszkowa zostawiałam (wcześniej uzgadniając z osoba pracującą w sklepie) po 20 egz. Wracając chciałam się zapytać jakie zainteresowanie mieszkańców i w każdym sklepie opryskliwie mi odpowiadano , że ulotki już się rozeszły …. Wyraźnie było widać że … pracownicy sklepów wrzucili je do kosza. Było mi wstyd i przykro i za nich, że można być światowej sławy inżynierem, cały dochód zainwestować w dobra kultury dla wszystkich i można dostać w odpowiedzi … figę.

  65. …do tego właśnie, do łatwej segmentacji rynku, powołane zostały media społecznościowe.

    Zgadza się. Fejs ukradziono człowiekowi, który łączył harvardowców między sobą. Segment rynku, dodatkowo ograniczony oprogramowaniem, procedurami, utartymi, zawczasu spreparowanymi ścieżkami (algorytmami, wzorami postępowań). Ale ja nie o tym chcę powiedzieć.

     

    Media społ. to też sposób na śledzenie uczestników. Odkryto to stosunkowo późno. Gotowy, hulający fejsik dopiero w wiele lat po odpaleniu, zajumał wywiad US Navy do swoich celów. Dzisiaj to jest końcówka wywiadowcza. To skuteczne węszenie podnieciło innych graczy, którzy rzucili się na blogi. Tu nie mogą działać tak prosto, jak to robi wywiad Marynarki Wojennej USA. Tu muszą czekać na szczególne interakcje.

     

    Przykładowo, u Ciebie, ktoś sobie zakłada listę Czytelników, zawierającą wszystkie nasze dane, aktualizowaną każdorazowo przy zamawianiu książek, Nawigatora, itd. Sprawdziłem, jak daleko idzie ta inwigilacja i jak się dokonuje. To pośrednik, który niby „pomaga rozliczać zakupy” komasuje nasze dane. Jakoś nieswojo się czuję, widząc ile oni informacji zgarniają, zupełnie niepotrzebnie z punktu widzenia Sklepu, zupełnie niepotrzebnych z punktu widzenia kupującego, ale najwyraźnej szczególnie potrzebnych z punktu widzenia „spółdzielni długie ucho”. Jeśli nie jesteś właścicielem firmy, zbierającej dane o nas, to wiedz, że jej nie ufam. Za długo robiłem systemy bankowe, aby nie widzieć, że pośrednik, zbierający nasze dane dla Sklepu, jest ewidentnie nadgorliwy. Wolałbym, aby nikt nie miał.naszych danych w komplecie.

    Tzn. chcę, aby nie powstała jedna baza danych, zawierająca wszystkich Coryllusian. Niech nie będzie za łatwe dla nikogo poznanie nas i naszych danych. Klinka może mieć nasze dane i powinna je mieć, to jasne. Ale nikt inny. A baza danych Kliniki niech będzie zaszyfrowana Twofish-em lub t.p.. Ktoś na miejscu, robiący w komputerach, powie Ci jak to zrobić, prawie bezkosztowo — jeśli zechcesz to zrobić.

    Krótko: można chronić nasze dane lepiej. Decyzja należy do szefostwa Kliniki.

  66. Odpowiedzialność zarządu 100% wraz z odsetkami wobec skarbu państwa – ale to nie ten temat; raczej czego po papierowym wydaniu oczekujemy

  67. Przyznam, że początek wpisu jest celny. Sam niedawno przestałem komentować i wcale nie dlatego, żeby notki przestały mnie interesować, ale właśnie rozmiar i poziom dyskusji mnie przerósł, jakbym stracił całą energię.

    Co do istoty dzisiejszego tekstu, to ja próbuję propagować Pana treści już od roku wśród ludzi bliskich mi i niegłupich (wpisy na blogu i książki), niestety opór i brak otwartości umysłów jest tak wielki (przynajmniej w moim otoczeniu), że szkoda gadać. Pomyślę nad gazetką i trzymam kciuki za Pana i to przedsięwzięcie, wierzę że jest to jakość jakiej dawno nie było. A teraz jest jej chyba jeszcze mniej wokoło. Może to właśnie będzie szansą na sukces.

  68. Jak to jest z tą Niedzielą? U mnie po każdej mszy niedzielnej przy wyjściu z kościoła pastor (tak nazywam kościelnego) rozstawia stolik z prasą na 15 minut. Jest jeszcze „Gość Niedzielny” za 5 zł, którego schodzi prawie 2x tyle co Niedzieli (też 5 zł) i „Mały Gość” (4 zł) który się sprzedaje chyba najlepiej… Niedzieli schodzi od 5 do 15 sztuk. Kupują stali klienci głównie słuchacze RM i kilku aspirujących polityków żeby się utrwalić przyszłemu elektoratowi. Reszta wiernych w ogóle nie zauważa tego przedsięwzięcia. Też tak mam, całymi latami potrafię przechodzić obok jakiegoś specjalistycznego sklepu czy warsztatu i w ogóle nie wiedzieć, że istnieje.  Gdyby rozdać darmową gazetkę z zajawką Niedzieli w środku w czasie sprzedaży tego pisma to poszło by w tłum 100 – 300 sztuk ulotek (gazetki). Dzieci by rozniosły to migiem. Sądzę, że w ciągu trzech miesięcy podwoiłoby to nakład Niedzieli, mają więc o co zagrać i to bez żadnego ryzyka.

  69. Byłoby dobrze, żeby do doradztwa dla Gospodarza jak ma prowadzić księgowość, jak handlować, jak zwiększyć sprzedaż ograniczyły się osoby prowadzące własną działalność gospodarczą.

  70. Ja już miałem przypadek że gość niby pokrzywdzony zgłosił się do niepokonanych i zaczął do mnie nawijać o różnicach między Toyahem a coryllusem

  71. Ludzie, o czym wy gadacie? Płacimy podatki, mamy bardzo niewielkie wpływy, prowadzimy firmę na poziomie punktu dystrybucji butli gazowych na przedmieściach średniej wielkości ośrodka…

  72. Ja mam księgową, doradztwa w zakresie księgowości nie potrzebuję

  73. Nie będę współpracował z Niedzielą. Chyba, że sami zgłoszą się do mnie z jakąś propozycją.

  74. No właśnie…

    Też mógłbym w lokalnej bibliotece, czytelni czy na parafii popytać i zostawić. Nie posiadam większych znajomości, ale wszystkim kogo znam mógłbym obdarować taką gazetką. To by też zweryfikowało lokalny rynek… Pan mówi że 100 szt. to za mało, ale nigdy nie wiadomo gdzie taka gazetka pójdzie dalej i kogo wciągnie/zarazi. Warto się udostępnić w ten sposób, a kto będzie chciał to już potem Pana wydawnictwo znajdzie i będzie miał Pan nowych czytelników.

    Więc jeśli Pana interesuje taka przysługa to ja ją chętnie u siebie wykonam. Pozdrawiam

  75. Dawniej rozdawałam ulotki i zbierałam podpisy na różnych prawicowych kandydatów w środowiskach drobnego biznesu. Nie mogłam się nadziwić, że tak kiepsko to idzie, w końcu dałam sobie spokój.

  76. gadamy o tym że podatki czy forma prowadzenia działalności to taki sam aspekt rozwoju firmy jak każdy inny, a może ważniejszy. Co pan z tym zrobi, pana  sprawa ale bagatelizowanie tego jest dużym błędem. I jeszcze raz mniej mi chodzi o hurtowników treści a bardziej o hurtowników idei. Ci mogą chcieć pana zniszczyć szybciej niż ci od treści i wtedy, niech mi pan wierzy, żaden znajomy z ministerstwa telefonu od pana nie odbierze…

  77. Proszę się nie poddawać! Robię to od lat i na początku również z podobnym efektem, ale kupowanie w „prezencie” masy książek Gospodarza w końcu zaczęło owocować 🙂 Ogromnie cieszę się widząc, jak niektórzy z nich robią to już sami, przy okazji zarażając pomału swoje grona znajomych. Taka praca u podstaw, którą każdy z nas, starych czytelników mógł wykonać (i wciąż może!). Owszem to żmudna praca, bo i naprostowanie/nauczenie myślenia, ukierunkowanie na jakość nie jest łatwe.

    Zgadzam się absolutnie, że czas na poważną próbę zgarnięcia nowych czytelników innymi kanałami niż internet. Z komentowania na blogu np. papugu to tylko odpryski będą, bo część z komentatorów, pomimo zainteresowania się wpisem nie wyglądała na tych co polecieli od razu na bloga coryllus.pl albo do księgarni. Ot ciekawy wpis i tyle…..z czasem może dojrzeją

  78. A skąd pan wie, że nie odbierze?

  79. I skąd przyszło panu do głowy, że ja to lekceważę?

  80. A słyszał pan o papierowym wydaniu bloga ? Ponadto oczekiwałbym merytorycznej oceny a nie mało grzecznego sformułowania „mało panu”.

  81. ze sposobu w jaki potraktował pan mój pierwszy wpis

  82. cokolwiek pan zrobi życzę powodzenia

  83. „Musimy mieć segment książki dla dzieci i on musi się drastycznie różnić od tego co jest na rynku”  wężykiem !

  84. Panie Gabrielu!

    W pażdzierniku zapytałam o możliwość zakupienia wspomnień Woyniłłowicza w księgarni należącej do Uniwersytetu im. A.Mickiewicza w Poznaniu. Zgodzili się sprowadzić dla mnie tę książkę. Miałam nadzieję, że przy okazji nawiążą współpracę z Panem, a ja w przyszłości będę mogła wygodnie kupować kolejne książki.

    Zamówioną książkę przysłał Pan bardzo szybko, ale nie mogłam jej kupić chyba do stycznia, bo nie przysyłał Pan faktury.

    W końcu faktura nadeszła, książkę kupiłam, przeczytałam. Trochę spodziewałam się, że przy okazji wysyłki książki prześle też Pan do księgarni jakieś materiały reklamowe.

    Myślę że skoro ta księgarnia, chociaż korzysta ze swojej hurtowni, sprowadziła mi jeden egzemplarz książki z nieznanego, niszowego wydawnictwa (ryzykując, że jej ostatecznie nie kupię) to może mogłaby skłonna podjąć współpracę w szerszej skali. A przynajmniej przyjąć bezpłatne pisemko.

    Przypuszczam, że ma Pan w Poznaniu wielu potencjalnych czytelników.

  85. samo wydrukowanie zawartości bloga [tekst, komentarze] to zbyt proste, musi być jakieś kryterium i selekcja- i w tym jest problem, bo nie wiadomo jak coś takiego przyjmie rynek i jak taki produkt położyć na rynku; treści na blogu są interdyscyplinarne a komentarze orbitują wokół przeróżnych wątków/odniesień/reminiscencji/..

  86. A czego Pani oczekiwała ?

    W biznesie mam klientów o różnych poglądach politycznych od prawa do lewa, więc nikt nie będzie prowadził agitacji wyborczej za kandydatem jednej opcji.

  87. Podoba mi się pomysł z uruchomieniem działu „Literatura dla dzieci”

    Rynek książki dla dzieci został całkowicie zawłaszczony przez ideologów nihilizmu. Większość baśni niby, że znanych autorów to tylko grafomańskie pseudostreszczenia, których przesłanie moralne jest wywrócone na drugą stronę, a wartość artystyczna sprowadzona do pstrokacizny krzykliwych ilustracji. Przekonałem się o tym boleśnie jednego razu kiedy przy osiedlowym śmietniku znalazłem wydanie „Baśni Andersena” sprzed 100 lat i porównałem treści z oryginałem. Moje dzieci od razu zauważyły różnicę. Nie chcą już słuchać i oglądać kolorowych czytanek od Disneya i jemu podobnych, wolą starą pożółkłą księgę ze śmietnika.

  88. Ale ekspertów od biznesu i podatków. Czytam Pana bloga od paru ładnych lat i obserwuję rozwój Pana przedsięwzięcia. Nic tylko pogratulować pomysłowości i konsekwencji. Niestety póki co mogę tylko trzymać kciuki za Pański projekt i Pana Valsera.

    Pozdrawiam

  89. Przepraszam za tę fakturę, ale ja tu naprawdę jestem sam i tylko czasem się kimś wyręczam.

  90. Nie pisałem o wydrukowaniu bloga tylko o założeniu nowej strony tylko dla gazety. Robią to zarówno wielkie koncerny wydawnicze jak i małe, niszowe  firmy. Ale skoro autor bloga wie lepiej to nie będę więcej zakłócał jego wspaniałego samopoczucia i homeostazy w samozadowoleniu.

  91. Chlopie, wez napisz na priva jak wrazie czego mozesz pomoc. A nie siejesz defetyzm. No i.jest tu qwerty ktory ma duuuzo doswidczenia w takiej walce i organizacje za soba.

  92. Wracam z biblioteki naszej. Pani kierowniczka mówi, że wyłoży testowo kilka , do 10, żeby się nie zmarnowało…. I ona akurat uczciwie mi powie czy zeszło, czy nie….Nie wyrzuci chyłkiem.

    Ona widziała Album Święte Królestwo….Tomka…i wie co proponuję.

    Wtedy nie mogła zorganizować spotkania….ale gazetki na próbę wyłoży.

    Musiała bym , jak już będą tu na miejscu wziąć od kogoś… Bo chyba na pierwszy raz nie oipłaca się tak mało mi wysłać…

    Ale to biblioteka. Nawet te panie same zobaczą…

    .

  93. to jest inny model, jeśli gazeta jest bezpłatna to dodatkowe nakłady finansowe/praca nie pełnią roli marketingowej dla przychodów, czyli kreują deficyt; sama papierowa gazeta jest marketingowym narzędziem a towar na rynek z tego samego źródła; a może w drugim kroku w gazecie w odcinkach fragmenty awizujące przyszle wydania [to może być frapujące książka w odcinkach a jak ktoś chce szybciej zapoznać się z treścią do ksiegarni a nabytek na domową półkę]

  94. Nie szkodzi. Nie pisałam, żeby Panu wypominać jakieś minione sprawy. Chodzi mi o to, że ta księgarnia jest miejscem, za pośrednictwem którego byłoby można dotrzeć do nowych czytelników, ale w kontekście tamtej historii z fakturą może wskazana byłaby jakaś inicjatywa wobec tej księgarni (tylko gazetka, albo inne materiały reklamowe) bezpośrednio z Pana strony.

    Nie doradzam. Nie pouczam.

    Pozdrawiam serdecznie.

  95. To ciekawe. Jeszcze nic się nie dzieje a już wszyscy kraczą, że US czy tam jeszcze jakiś urząd dobierze się do działalności gospodarczej i ją położy. Te wszystkie strach są chyba wymówką by samemu nie spróbować, co ja mówię, nawet nie myśleć o samodzielności gospodarczej. Takie usprawiedliwienie, że się siedzi na posadzie za marne 2 tysie na miesiąc i można dalej narzekać.

  96. Masz ludzi do których masz jakieś zaufanie, prześlij im mailem próbny egzemplarz, nawet jeśli jest niekompletny. Bo rozmawiamy o kocie, a widać tylko worek. Wtedy można dopasować miejsca dystrybucji. Czy to ma być dla przeciętnych ludzi, oglądaczy telewizora, czy dla takich trochę bardziej ciekawskich. Zresztą ci bardziej ciekawi zwykle kupują jakieś Gwiazdy Mówią czy cuś takiego. A według mnie, ale może mi się tylko tak wydaje, unikalnymi treściami które Ty podajesz się stopniowo nasiąka, zderzenie się z całością kogoś kto nic nie wie spowoduje odrzucenie. No ale to Ty wyczuwasz rynek treści, prawie całe nasze tu stado to są jedynie głodni pożeracze.

  97. Tzn. PDFa z materiałów gazety chyba można robić przy okazji i dawać go do pobrania na stronie księgarni.

    Tak czy owak sednem sprawy jest wyjście poza internet, więc to powyżej tylko „mimochodem”.

  98. No proszę, a wystarczyło kupić przez księgarnię coryllus.pl.

  99. zwrot o nasiąkaniu treściami jest super i oddaje istotę dochodzenia do aprobaty lub krytyki ale treści pozostają i chyba o to idzie w tej batalii

  100. tutaj też jest problem rozegrania w czasie tj. gazeta żyje krótko a kolekcjonerzy z chęcią do zasobów w pdfie sięgną lecz kolejność i dystansowanie w czasie będzie odpowiedzią na pierwsze doświadczenia z dystrybucji

  101. Tak, oczywiście. Chciałam,  żeby  przy okazji ta księgarnia dowiedziała się o istnieniu wydawnictwa. Miałam nadzieję, że w przyszłości sprowadzą inne książki i będę mogła je wygodnie kupować. Nie chodzi o to, że unikam zakupów przez internet, ale lubię obejrzeć książkę przed zakupem, przeczytać fragment, pomyśleć.

  102. Dowiem sie co na taka forme pobliska biblioteka klasztorna, gdzie w niedziele mozna kupic kawe i ciastka. Jak tak – to ja im bede podrzucal. Kilkanascie tysiecy ludzi w parafii.

  103. Poza sweetydisneyem jest jeszcze gorzej; w modzie co do ilustracji książek dla dzieci jest taka „nowoczesność”, że strach się bać. Wulgaryzm, satanizm wręcz. Wiem, bo moja przyjaciółka pisze dla dzieci i wciskają jej wydawnictwa te teraz „najmodniejsze” ilustratorki /tzw. ostre kobitki wyzwolone z wszelkiego pojęcia o dzieciach i estetyki, bardzo nagradzane wszędzie/. Dzieci, po kilku książkach z takimi ilustracjami mają na trwałe zaburzone pojmowanie rzeczywistości. O pięknie już nie wspomnę. To jest chów „nowego człowieka”. Operacja na żywym mózgu. Ewidentnie.

  104. problem nie w takich czy innych kandydatach na listach wyborczych, a w oszukańczej ordynacji, wskutek  której wszelkie tzw. wybory  bojkotuje ponad połowa uprawnionych.

    Moim zdaniem najlepsze miejsca dystrybucji takich gazetek to rozmaite poczekalnie (a to u fryzjera, a to u stomatologa, weterynarza, kosmetyczki,  świetlice środowiskowe, uniwersytety „trzeciego wieku” , niestety organizacyjnie zdominowane przez „młodych emerytów” ze służb, . W każdym razie miejsca, gdzie przewija się niejednorodny ideowo obywatel.

    Ale w każdym przypadku należy się liczyć z tym, że jakiś „pyskacz” z powodu namowy albo z własnej nieprzymuszonej zawiści narobi krzyku o reklamowanie „niewłaściwych” treści, i właściciel lokalu dla spokoju biznesu wyrzuci takie lub inne gazetki do kosza, nawet nie zaglądając , czy to prawda. Dlatego polecałbym akcje tylko wśród znajomych, co których mamy pewność , że nam zaufają w tym względzie.

    Do nieznajomych nie warto o  tego rodzaju punkt dystrybucji się zwracać , bo nie wiedzą jaka intencja inicjatorowi  przyświeca, więc będą zazwyczaj dmuchać na zimne na wszelki wypadek.

  105. Nie znam się na marketingu i to co powiem, może się wydać naiwne. Ale może przynajmniej na próbę (nie wiedząc jaka ma być objętość gazetki i jaki koszt jej druku) wrzucić ileś tam sztuk do skrzynek na listy, a ci którzy jeżdżą pociągami/kolejkami mogliby za każdą podróżą do pracy/domu zostawić kilka sztuk w przedziale. Jak człowiek z godzinę pociągiem jedzie to mu się nudzi.

  106. http://www.rp.pl/Opinie/303159869-Ewa-Usowicz-o-uldze-w-PIT-na-ksiazki.html#ap-1

     

    Niedawno znajomy opowiadał mi o nowej gałęzi produktów – atrap książek. Ludzie zapełniają całe regały czymś, co z zewnątrz wygląda jak książka – często w pięknej, stylizowanej na starą, oprawie. A w środku… „pustak”! Zupełnie jak w głowach kupujących.

    Nie chciało mi się w te atrapy wierzyć, ale jednak. Z internetu wylewa się morze możliwości, reklamowanych m.in. jako „ozdoba gabinetu”. Gdy przeczytałam o „gustownej bibliotece”, dosłownie zawyłam. Ale to był dopiero początek. Okazało się, że można te niby-książki kupować na sztuki albo na metry. Oprawy – począwszy od papierowych, przez płócienne, skończywszy na skórzanych. Tłoczenia złotem i srebrem. Tytuły wszelakie, włączając lepiej lub gorzej podrabiane białe kruki. No i niech ktoś nie myśli, że pustak jest tylko pustakiem. Sprzedawcy zachwalają jego liczne praktyczne zastosowania typu „estetyczny schowek” albo „zabudowa wnęki”.

    To nie jest oferta dla biedaków – raczej dla bogatych imbecyli, którzy zapełniają atrapami swoje piękne gabinety. Ponoć na takim tle wygląda się znacznie inteligentniej. Powodzenie takich usług wiele mówi o stanie naszego czytelnictwa i potwierdza dramatyczne wyniki badań. Aż 60 proc. Polaków w ogóle nie czyta książek.

    Dlatego warto, aby rząd wsparł czytelnictwo na różne sposoby. Jeden z nich to na pewno obniżenie podatku VAT – może nabywcy atrap kupią jednak tańszą książkę. Drugi – ustawa o jednolitej cenie książki, która ma ratować mniejsze księgarnie, przegrywające teraz z wielkimi sieciami. Mnie ogromnie podoba się pomysł wprowadzenia swoistej ulgi podatkowej na książki. Możliwość odliczenia od dochodu kilkuset złotych rocznie wydanych na książki nie byłoby specjalnym obciążeniem dla budżetu (bo zostanie zrekompensowane m.in. wpływami z podatków dochodowych od księgarzy i wydawców), a mogłoby pobudzić czytelnictwo. Taka ulga powinna obejmować zarówno książki papierowe, jak i e-booki czy czasopisma.

    Ludzie mają taką naturę, że jak dostają za darmo, to korzystają. Potwierdza to program 500+, w którym ok. 100 złotych z każdych 500 otrzymanych wydawane jest na książki i pomoce edukacyjne. Z pewnością wiele osób skorzystałoby również z ulgi na książki. Ci, którzy lubią czytać, bardzo się ucieszą. A ci, którzy nie lubią, ale uważają, że „trzeba brać, gdy państwo daje” – może sprezentują książkę komuś innemu. Mielibyśmy wtedy trochę mniej – zarówno atrap, jak i imbecyli.

  107. do skrzynek na listy odradzam. Gdy wyciągam plik paierzysków, w tym głownie broszur reklamowych ze swojej  skrzynki, to przelatuje tylko , czy nie ma jakiekjsc korespondencji prywatnej lub instytucjonalnej, a resztę wywalam do smieci bez przeglądania.

    Natomiast w pociągach, poczekalniach PKS, czy PKP jak najbardziej.

  108. Mam wejście do jednej lokalnej księgarni WAM-u, jeśli ci to pasuje oczywista. Powiedzmy przyślesz mi 200 sztuk. Wyłożę na początek 30 sztuk. Będę obserwował tempo schodzenia. Jak zostanie 5, dołożę.

    Jest i druga księgarnia zaprzyjaźniona, ale tam gazetka będzie sąsiadować z Sumlińskim, Gapolem itp. Czy ci to odpowiada?

  109. Amen… Będzie gazetka to polecę z nią do dwóch znajomych dyr. szkół, i ciocię co w przedszkolu pracuje też zainteresuję. Jak dobrze pójdzie to w bibliotekach szkolnych i w domach znajdą się odpowiednie pozycje z księgarni coryllusa. Dlatego warto próbować. Doskonały pomysł z tą gazetką, bo z blogiem do nikogo w gości nie pójdę 🙂 (wystarczy że coryllusem gadam)

  110. Jest jeszcze jedna kafejka „katolicka” z Wyborczą na patyku i jakimiś dżemami i maściami eko z ukraińskimi naklejkami. U nas niestety takie klimaty. Czy ci taka kafejka odpowiada?

  111. W okolicy mam miasteczko , gdzie jest 11 sanatoriów i ludziska nie mają co robić poza piciem cienkiej herbaty i jedzeniem ciastek. Tam są „sercowcy”, więc nie wolno im robić wieczorków i potańcówek:)))Jest tam 2 proboszczów i jakieś zakonnice plus ośrodek „formacyjny”. Idzie wiosna, pojadę z „Kolbergiem po kraju”. A do miasta wojewódzkiego to do swoich kumpli „represjonowanych”, co jeszcze żyją i mają kontakty.  Jako osoba, która na emeryturze usiłuje cieszyć się błogim spokojem i nawet bezwstydnie zalega Coryllusowi z jedną robotą, będę to traktować jako pokutę:))) PS. Nie umiem ocenić głębokości takiego segmentu i trwałości przywiązania czytelników, ale dokonam „badań w terenie”. Trzeba siać, żeby było żniwo.

  112. Potwierdzam Coryllusie, że rozmiar dyskusji również mnie przerasta (też czasowo) i nie potrafię się pozbyć wrażenia, że jestem niejednokrotnie przypadkowym uczestnikiem spotkania jakiejś grupy dobrych znajomych. Miałem poprzednio te same uczucia w dyskusjach na s24.

  113. Aha i jeszcze biblioteka miejska z galerią i kafejką, gdzie ostatnio miałeś prelekcję. Gazowniana, ale tam raczej bez problemu. Przynajmniej nie „katolicka”.

    Czyli potencjalnie cztery miejsca po 3o pod obserwacją: Księgarnia Wam, księgarnia kiedyś Klubu Gapola, teraz prywatna, kafejka „katolicka” z „ukraińskim eko”, i biblioteka miejska z galerią i kafejką.

  114. Dokładnie do takich ludzi i miejsc mam zamiar dotrzeć u siebie… a niektórych potem odpytać 🙂 badając co myślą na ten temat, bo nie ma co męczyć i nachodzić tych którym się treść nie podoba. Znając jednak determinację i intuicję gospodarza gazetka z całą pewnością będzie tak zredagowana że kto świata ciekawy ten znajdzie w niej coś dla siebie

  115. Książek ze sklepu Coryllusa nie ma raczej sensu dawać na prawo i lewo jako prezentów, bo to są pozycje dosyć niszowe w sensie doboru czytelnika. Osobiście mam w każdym razie kiepskie doświadczenia. Niektórym uda się do nich „dojrzeć”, ale lepiej dotrzeć od razu do odbiorcy, który taką literaturą jest zainteresowany, ale jeszcze o tych pozycjach nie słyszał. To jest może i nisza, ale prawdopodobnie dosyć obszerna. Jej pokrywanie się z populacją czytelników np. Niedzieli, czy nawet PCh, jest raczej niewielkie. Zainteresowanie nowego czytelnika to rola, jak rozumiem, nowych projektów internetowych i gazety. Ten blog w obecnej formie, po śmierci Salonu24 nie pełni takiej roli praktycznie wcale. Co widać po dyskusjach.

  116. Ponieważ wróciła moja żona i bardzo się zdenerwowała tymi komentarzami z początku dnia, a zdenerwowała się, bo ona jest właścicielką firmy, a przy tym osobą niezwykle wrażliwą, muszę wszystkich ostrzec, że jak jeszcze raz zaczną tu pisać o kontrolach skarbowych, Klusce i temu podobnych rzeczach, to będzie to ich ostatni wpis na tym blogu. Szczególnie dotyczy to tych, którzy ozdabiają swoje komentarze emotkami, oraz różnych troskliwych i zasmuconych faktem, że zamierzamy poszerzyć swoją działalność. Dziękuję za uwagę…

  117. Niech każdy robi co uważa za słuszne.

  118. A właściwie dlaczego w obliczu katastrofy? Na blogu jest tłok niebywały, ale dokąd mamy iść żeby przeczytać coś sensownego? Na martwy salon24 to jak wyprawa do rzymskich katakumb, zobaczyć raz trzeba i ten raz wystarczy. Nie ma żadnej katastrofy, jesteś po prostu niecierpliwy. A powiedz jaki tytuł miała Twoja pierwsza książka? Bo nie wiem czy to był Pitaval czy Dzieci? A wtedy nie było żadnej katastrofy:)

  119. Katastrofa to jest to co się dziś dzieje na blogu od rana. To co ci ludzie mają w głowach. Ogłaszasz, że będziesz wydawał gazetkę reklamową – 8 stron na zwykłym papierze, w tym połowa w kolorze, a oni przychodzą, żeby ci powiedzieć, że zaraz przyjedzie po ciebie gestapo i zrzucą ci na łeb bombę atomową. Ci sami ludzie we wszystkich ankietach deklarują chęć walki za ojczyznę i gotowi są za nią umrzeć. To ci mogę zagwarantować.

  120. Czy gazeta ruszy przed Świętami? Jeżeli tak, miałabym dodatkowy punkt dystrybucji.

  121. Nie, najwcześniej w maju. Tak jak napisałem, najpierw musimy uruchomić dwie witryny internetowe

  122. mam wnuczkę i wnuka, i zapotrzebowanie na coś innego od tej rynkowej papki/sieczki a i ilustracje/grafika z innej parafii byłyby pożądane; no bo ile razy mogę o kopciuszku?

  123. Ilustracje do książki dla dzieci mamy najlepsze z możliwych w tej chwili. Nie widzę nikogo, kto mógłby zrobić lepsze obrazki w lepszej konwencji.

  124. sukces ma wielu ojców a porażka jest sierotą;- i wielu z nas od razu gra na sieroty a na usprawiedliwienie to k… za Ojczyznę

  125. Krótko o tym jak poniosłem porażkę. Postanowiłem spopularyzować twórczość Gospodarza wśród najbliższych i popełniłem kardynalny błąd zachwalając ją jako poświęconą naszej historii i późniejsze tłumaczenia, z czym się faktycznie to je, już nie były w stanie zainteresować klienta. Niechęć do historii wpojono nam głęboką.

    Z zaciekawieniem obserwowałem młodą dziewczynę, gdzieś koło dwudziestki, która po wejściu do pociągu wyciągała Sąsiadów Grossa i czytała. Któregoś dnia usiadła naprzeciwko mnie, więc zapytałem czy dla kogoś tak młodego ta książka jest interesująca. Spojrzała na mnie twardym wzrokiem i nie odezwała się.
    W akcję promocyjną były zaangażowane przekaziory i ałtorytety i narzuciły nawet sposób odbioru tej książki, jak i stosunek do wątpiących.

  126. Moim najbardziej podobały się bajeczki wymyślane od hoc, o spersonifikowanym, zapomnianym małym fiacie, który skumplował się z chłopakiem z podwórza i o samotnej babci, która swój nieciekawy los odmieniła – za poradą skrzata – przez otworzenie kawiarenki internetowej. Wszystko jednak poszło w kąt kiedy od znajomego dostałem do przeczytania dzieciakom książkę Beaty Krupskiej Sceny z życia smoków. Ile było radochy, jak na obiad była zupa ogórkowa.

  127. Niedaleko spływu przełomem Dunajca, turystów dużo, może się władze flisackie zgodzą.

  128. Szukałem książki dla mojej 3 letniej wówczas córki. Miałem specyficzne wymagania. Chodziło o zbiór wierszy najgenialniejszych polskich poetów takich, które byłyby łatwe do nauki na pamięć, czyli napisane rytmiczną mową wiązaną o zrozumiałeś strukturze. Odnosiły się do rodzimych krajobrazów, polskiej przyrody historii obyczaju… Ilustracje miały być radosne i piękne, dobrze kotwiczące treść utworów w pamięci. Po długich poszukiwaniach znalazłem tylko jeden taki wybór wierszy mniej więcej spełniający moje oczekiwania. O ironio w Biedronce pod kupą książkowych śmieci. Minęły lata dziś już młodsze dziecko uczy się z tej książki wierszy na pamięć a ja nie spotkałem jeszcze niczego lepszego na rynku. A przepraszam w zeszłym roku na poczcie znalazłem książeczkę (nie najlepsze tłumaczenie z rosyjskiego) z rymowanymi zagadkami – równie dobrze ilustrowaną.

  129. Carlos,  ja napisałam o tym, że nawet od takiej inwestycji jak „Galeria Porczyńskich”, p. Porczyński nie usłyszał „Bóg zapłać” od mas, nie został wybrany  itd.

  130. No tak, a ty byłeś antysemitą, co chciał jej tłumaczyć, że było inaczej…

  131. Księgarnia, biblioteka lekko profiluje przybywającego i zaproponowanie coś w tym klimacie ma dużą szansę na trafienie do celu. Rozbawienie, rozrywka, spływ… nie widzę tego. To sytuacja jak z wtrynianymi ulotkami na ulicy, które lądują w najbliższym koszu.

  132. Zamek lub izba regionalna?

  133. Po prostu wszyscy są życzliwi i chca jak najlepiej dla gospodarza.

  134. Tak, sceny z życia smoków są cudowne. Smok tupaczek to był mój najstarszy. Ciekawe czy można to jeszcze raz wydać. A może Niziurskiego albo Bahdaja? A może Makuszyńskiego? A tak głupio trochę na głowę Gabriela to wszystko zwalać. Ale zaśmiecam, przepraszam

  135. zupełnie nie działam w środowisku Niedzieli, PCh, byłego s24 tudzież innym „naszym”, i nie pisałam o dawaniu książek na prawo i lewo, szczególnie osobom, których nie znam lub które wrzuciłyby od razu książkę w najlepszym przypadku na strych

    celuję w „myślących”, nieznających jeszcze treści Coryllusa

  136. Zapewne lepsze miejsce.

    Najważniejsze to opracowanie strategii „podejścia” czytelnika. Do zainteresowanego naszą historią trzeba tylko dotrzeć, gorzej z tymi opornymi, bo można ich spłoszyć, co właśnie mnie się udało.

    W Muzeum Powstania Warszawskiego rozwieszono kalendarze z kartkami do zrywania, które nosiły daty kolejnych dni powstania z krótkimi informacjami. Wydawało mi się to świetnym pomysłem do czasu, jak zobaczyłem dzieciaki z wycieczki kolekcjonujące kolejne kartki. Jeśli któreś zauważyło, że jakąś kartkę już posiada to lądowała ona na podłodze lub w koszu. Niestety ta obserwacja nie pozwalała określić ile z tych treści faktycznie dotarło do tych dzieciaków.

  137. Czytam że „Sceny z życia smoków” nie tylko u mnie karierę zrobiły 🙂 Pamiętam i do dziś posiadam (z pięknymi rysunkami Jacka Rupińskiego). Czytane swojego czasu w programie „5-10-15” przez Kowalewskiego.

    Moim ulubionym był ten z saksofonem… a epizody z żabą były przezabawne

    ale już więcej ani słowa nie na temat

  138. Mam podobne doświadczenia. Książki „historyczne” przeciętny konsument czyta dla lansu, nie z ciekawości. Ale wystarczyło „zawęzić grupę docelową” i współczynnik zadowolenia obdarowanych się zwiększył. Jeden wprawdzie zareagował po lekturze oburzeniem, ale przeczytał w całości (chodziło o „Atrapię”). Ok, „Dom z mchu i paproci” można polecić prawie każdemu.

  139. A, to przepraszam za nadinterpretację.

  140. moja Zosia uwielbia aby dziadziuś opowiadał jak babcię poznał, zaprosił do tańca [o 3 nad ranem] i się poślubili; a do snu i zasypiania pisała pani na maszynie…;- to jest świat, że hej

  141. ja w takich sytuacjach wspominam, że bylem właścicielem synagogi – i jest konsternacja

  142. nie ma sprawy 🙂

    trzeba tą różnorodność środowisk, w jakich są poszczególni czytelnicy Gospodarza wykorzystać. Z każdego można spróbować coś „wycisnąć” – nie mam zaprzyjaźnionych bibliotekarzy, księgarni to robię to co mogę, ale ROBIĘ (patrz propozycja Pani Pantery), nie zatrzymuję się na dawaniu złotych rad i gadaniu, że jakiś pomysł Gabriela to fajny, ale marzenie ściętej głowy…..Gospodarz cały czas nam pokazuje swoją determinację działania, a nie tylko użycia klawiatury.

  143. Ja mogę spróbować obstawić Bielany w Warszawie. Biblioteki plus domy kultury. Tak na początek. Problem już kiedyś sygnalizowałem ale go powtórzę. Układ w bibliotece jest pochodną wyborów samorządowych. Samorząd dzielnicy daje kasę na książki w bibliotece, nie jest tego dużo i wyznacza hurtownię przez którą panie kierowniczki mogą dokonywać zakupów. Niedawno nastąpiła zmiana i dopuszczono do bibliotek na Bielanach w Warszawie drugą hurtownię. Tu jest jednak fizyczna bariera sprzedaży do bibliotek. Poza tym w dyrekcji bibliotek są robione spotkania wszystkich kierowniczek na których omawia się nowości i książki rekomendowane. Moim zdaniem dotarcie do grona opiniotwórczego w bibliotekach warszawskich może znacznie ułatwić promocję wydawnictwa (ale nie zmieni możliwości zakupowych). Wiele też zależy od kształtu treści proponowanej gazety. Na razie mało o niej wiemy. Na pewno istotnym elementem promocji powinna apolityczność treści w ofercie wydawnictwa i zważywszy na dotychczas wydane pozycje nie powinno być z tym problemu. W ogóle bardzo szeroki temat poruszyła dzisiejsza notka. Zazwyczaj plany biznesowe są tajne łamane przez poufne aby konkurencja nie podpatrzyła i nie skopiowała, a tu jest inaczej i to mi się bardzo podoba. Prawda nie boi się światła dziennego.

    Ps. Tak więc ja oferuję swoją aktywność w Warszawie na Bielanach – biblioteki i domy kultury.

    Pozdrawiam

  144. A był Pan?

  145. W moim środowisku wiele wycisnąć się nie da, niestety. Ludzie, którzy żyją wyłącznie z przewalania budżetów niechętnie o tym czytają, nawet jeśli poprawnie postrzegają rzeczywistość.

  146. To ja się z Bielan wycofuję, Czy bierze Pan również pod uwagę Dewajtis?

  147. rozumiem 🙂 taka lektura rzeczywiście może ich „obrażać”

    ale oprócz środowiska zawodowego zawsze pozostają kontakty prywatne

    Gospodarz poprosił o wsparcie w innych kanałach dystrybucji, więc już zaczęliśmy główkować, zaczniemy łazić – niektórzy wyłażą więcej inni mniej, nieważne, bo wspólnie uda się COŚ wydreptać

  148. Niech się nikt na razie z nikąd nie wycofuje, jeszcze nie ma gazety

  149. OK, chodzi mi tylko o to, żeby się racjonalnie dzielić zadaniami.

  150. A to jest akurat problem skali. W biznesie wszystko powinno działać jak w zegarku i nie może sprzedaż (wystawienie faktury) zależeć od samotności szefa. Rozwój wymaga działań adekwatnych do skali przedsięwzięcia. Może trochę się mądrzę ale pół życia przepracowałem w handlu, w tym w sporych firmach z kapitalną organizacją biznesu włącznie, i wiem co mówię. Wszystkie ograniczenia strukturalne sprzedaży (a tym jest brak wystawienia faktury na czas) powinny być wyeliminowane.

    Pozdrawiam

  151. Rozumiem, że chce pan, żeby pana wyrzucił, tak? Książki wydajemy na wuzetki, jeśli ktoś się ode mnie domaga faktury na jedną lub dwie książki, to bardzo przepraszam, ale dla mnie to jest jak wrzód na dupie. Nie potrafię tego niestety dosadniej wyrazić. Może już skończcie, co….

  152. Na razie nie ma żadnych zadań, na razie jest sondaż

  153. Wziąłbym niedużą ilość egz.gazetki do rozprowadzenia,jako wkładki do tygodnika regionalnego.

    Z moich obserwacji wynika, że dodatek do gazet regionalnych byłby dobry-mieszkańcy czytają o swoim regionie .Dopilnowałbym by kioskarze włożyli gazetkę.Po pewwnym czasie widziałby Pan czy z tego regionu spływają zamówienia i czy dalej ciągnąć czy przerywamy-takie macanie rynku. Nie jest to duże środowisko ale można sprubować

  154. Będziemy próbować

  155. Panie Gabrielu, parę minut temu rozmawiałem z dostawcą [ryzy, bele, etc] papieru, jakby Pan potrzebował dostaw w dobrych cenach i na dobrych warunkach to jesteśmy do dyspozycji

  156. spróbować!!!

  157. tak, synagogę Na górce sprzedałem w 1995r., Kraków Kazimierz, odziedziczyłem po ojcu – kupił w 1947 od emigrującej rodziny żydowskiej

  158. Spokojnie, podzielimy się Bielanami 😉 Drozdowicz jest specyficzny (ma na swoim terenie rzeźby Wilkonia i grób Stanisława Staszica, a więc artefakty zobowiązują. Do tego UKSW też ma swoją autonomię. Dewajtis zostawiam Pani 🙂

    Pozdrawiam

  159. i brednie z wikipedii; https://pl.wikipedia.org/wiki/Synagoga_Na_Górce_w_Krakowie

    w latach 1992 do 1993 rozebraliśmy pod nadzorem konserwatora wszystko co dało się odkopać i zrewaloryzowałem nr 22 od średniowiecznych piwnic do poddasza z lat 50-tych, nr 23 był na wąskim paski terenu jako przybudówka [łącznikiem było przejście w podziemiach nr 22;] i wikipedia jak zwykle tych niedobrych Polaków co to żydom synagogi niby burzyli światu prezentuje, k… ich mać – tych z wikipedii rzecz jasna;

  160. budynek Szeroka 22 jest oryginalnie zachowany od piwnic do 1-go pietra, poddasze zostało dobudowane w latach 1949/53; poziom parteru był poniżej poziomu gruntu i piękne posadzki z wypalanej gliny zostały wyeksponowane z podświetleniem; piwnice robią wrażenie do dziś i pokazują, że komunikacja miedzy budynkami w średniowieczu odbywała się też na tym poziomie, kamienna ornamentyka jest oryginalna [i na swoim miejscu od średniowiecza] – obszar wokół Starej Synagogi  Szeroka 24 wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj, teren był odizolowany pięknym murem, także z powodu różnicy poziomów gruntu, jak Antczak przy kręceniu Nocy i dni spalił Kazimierz no to nastąpiły wyburzenia i przebudowy [plac Bawół Józefa]; Listę Schindlera jak kręcił Spielberg to ja i on zrobiliśmy biznes na udostępnieniu elewacji na potrzeby filmu,  był deadline a ja utrzymywałem rusztowania wokół budynku grając na zwyżkę, udało się – cóż za piękne honorarium dostałem i wyrazy uznania, że kasa na stół i rusztowania w nocy zniknęły; to były czasy, aż się łza kręci w oku

  161. dziękuję, kiedyś chyba napiszę prawdziwe historie jak to z tą Polską i  z tymi Polakami bywało

  162. Proszę napisać…

    Zaśmiewam się od rana:))) Absolutnie do siebie wzięłam , całkiem pewnie szeroką uwagę Gospodarza, żeby nie traktować obecności na blogu …hmm…terapeutycznie:)))

    No, ja muszę….. :))))))) Kobieta chce być rozumiana, ewentualnie, że jest się w stanie z kimś dogadać. Ja  tak długo nie mogłam trafić we wspólny język…. z znajomymi…. Że absolutnie, istnienie tego bloga i to że mogę coś napiusać, coś komuś polecić…itd…. jest terapią na całe zło:)))) No  bo , panie  qwerty….jak żyć, gdy nikt nie rozumie….

    :)))

    .

  163. Warto rozmawiać ze swoimi klientami i być wrażliwym na uwagi które zgłaszają i na tym zakończę rozmowę o sprzedaży.

    Pozdrawiam

  164. Jestem tu dzisiaj drugi raz, wcześniej byłem rano. Ciekaw jestem, kiedy w końcu wszyscy zrozumieją, że Coryllus nie prosi o poradę jak prowadzić firmę ani jak ją rozwijąć, tylko jak stworzyć dobre kanały dystrybucji gazetki pomującej tutejsze treści.

  165. Donnerwetter
    czyli ilustracje do zagadek historycznych w papugu.
    Islandzki smok zionący siarką, mapa Orteliusa, pierwszy Rudobrody i Berberowie.

  166. Widzę, że bez dosłowności się nie obejdzie. O czym jest ta dyskusja qwerty i Maryla? O forum żydów polskich? O budynkach na Kazimierzu?

  167. i jak Pani wie to także poza blogiem ‚bywalcy’ jakieś tam więzi budują/stawiają/…; ale to jest najfajniejsze miejsce w tym wirtualnym [a bywa że w realnym też] świecie; nieraz nas ponosi ale jak to w życiu bez nerwu nie razbieriosz

  168. Ja o Twoim tekście. Wyżej masz info co do meritum.

    .

    Tak jest. Szefie. O Twoim tekście.

    .

  169. nie, to jest dyskusja jak zorganizować transport na targi w Bytomiu dla np. Pani Maryli, ok?

  170. Transport by się przydał dla gazetki do Krakowa. Żebym mogła trochę skubnać na te moje małe możliwości…

    .

  171. coś wymyślimy, może taka adaptacyjną dystrybucję

  172. Bardzo mnie cieszy decyzja o budowie segmentu ksiazki dla dzieci. To bylo cos, co chodzilo mi po glowie od dluzszego czasu. Wiekszosc z nas to ludzie juz, powiedzmy delikatnie, za polmetkiem. Fajnie jest znalezc sie w gronie „wtajemniczonych” i rozprawiac tu sobie, rozwiklywac rozne zagadki. Potem przychodzi zderzenie z rzeczywistoscia i pytanie: jak dotrzec z tymi tresciami do najmlodszych? Od nich powinno sie zaczynac, zeby jakakolwiek zmiana w mentalnosci zachodzila. No wiec bardzo sie ciesze:)

    Co do gazetki: czy pan Valser zabierze po targach jakas wieksza jej ilosc do kraju Helwetow?  Chetnie przejme od niego juz tu na miejscu (bedzie chyba praktyczniej niz zamawiac wysylke z Polski?)  jakas ilosc do rozprowadzania tutaj, na poludniu Szwajcarii.  Jest tu troche potencjalnie zainteresowanych.

    Pozdrawiam serdecznie.

  173. Nic nie wymyślajcie, okay. po prostu nic nie wymyślajcie.

  174. Na razie nie ma gazetki. Nie wiemy więc co będzie.

  175. Wiem, ze nie ma, ale na wspomnienie, ze „moze bedzie w maju”, tak sobie probuje cos wymyslic.

  176. Proszę spróbować samemu poprowadzić firmę.

  177. Kapitalne to haslo, prosze Mniszyska… wlosy urywa!

    … Urzymaj porzadek, a porzadek utrzyma ciebie…  to jest to !!!

    Alleluja i do przodu… dla nas wszystkich,

  178. Świetna książeczka.

    http://mojeksiazeczki2.blox.pl/resource/ScenyZZyciaSmokow007m.jpg

    „Żaba oniemiała z zachwytu.” To powiedzonko weszło do mojego jezyka.

  179. Rozprowadzanie gazetki wśród przyjaciół i znajomych wchodzi w grę, czy to troche za małe „pole”? Niestety, na ten moment, nie mam dostępu do punktu w którym mógłbym wyłożyć większą ilość.

  180. Coryllus,

    Sądzę, że tytuł dzisiejszej notki wprowadził wiele bardzo życzliwych osób w błąd i stąd różne rady. A tymczasem jesteś w wielkiej formie, a tekst w papugu, to prawdziwe mistrzostwo. Także świetna ilustracja tytułowa. Zajrzałem do wiki w sprawie Vettera i widzę, że to jest ten czas i otoczenie, które świetnie znasz, a zasygnalizowałeś to w Baśniach Czeskich. Mam nadzieję, że ten wątek rozwiniesz i wydasz oddzielnie.

  181. „…czy też jest to taka czatowa kawiarenka, gdzie płycie się lelum polelum.”

    Niestety niektórzy ciągneli  dyskusje w tę stronę. Mam nadzieje, że teraz troche  się uspokoją.

  182. Pomnę, jak zielone porty mijał kajak śmigły,
    Jak mi smakowały „Sporty” nad jeziorem Wigry,
    Wieczorami nad namiotem krzyżowałem wiosła,
    Ogień rzucał iskry złote, a pod borem rosła:

    Moje ulubione drzewo –
    Leszczyna, leszczyna,
    Jak ją za mocno przygiąć w lewo –
    To w prawo się odgina,
    A jak za mocno przygiąć ją w prawo –
    To w lewo bije z wprawą,
    A stara sosna szumi radosna:
    Brawo, brawo!
    Upór, co mi z oczu błyska –
    Leszczyny dziedzictwo!
    Jak mnie do ziemi los przyciska,
    Ona mi szepcze: – Nic to!
    A jak prostuję się, wtedy ona
    Powtarza mi: – Tak trzymaj!
    Moje drzewo ulubione –
    Leszczyna, leszczyna…

    Posiwiała ta Bożenka, w której się kochałem,
    Postarzała się piosenka, którą jej śpiewałem…
    Lecz znad Śniardw, znad Czarnej Hańczy, znad jeziora Jamno,
    Wszędzie, gdzie los ze mną tańczy, wszędzie idzie za mną:

    Moje ulubione drzewo –
    Leszczyna, leszczyna,
    Jak ją za mocno przygiąć w lewo,
    To w prawo się odgina,
    A jak za mocno przygiąć w prawo,
    To w lewo bije z wprawą,
    A stara sosna szumi radosna:
    Brawo, brawo!
    Więc ochraniaj ją miłośnie
    O każdej dnia dobie,
    Chroń leszczynę, która rośnie
    Nad Hańczą hen i w tobie!
    Chroń tę leszczynę, co wciąż od nowa
    Prostuje się zajadła,
    Trzeba by cały las wykarczować,
    Żeby padła…

    A Ty, mój zielony borze
    Chroń we mnie nadzieję,
    Że póki latem jeden orzech
    Szczęśliwie się wysieje,
    Znów pójdzie z boru w młodniak zielony
    I pójdzie z ojca w syna
    Moje drzewo ulubione-
    Leszczyna, leszczyna…tekst poezja-spiewana.pl

     
    Pomnę, jak zielone porty mijał kajak śmigły,
    Jak mi smakowały „Sporty” nad jeziorem Wigry,
    Wieczorami nad namiotem krzyżowałem wiosła,
    Ogień rzucał iskry złote, a pod borem rosła:Moje ulubione drzewo –
    Leszczyna, leszczyna,
    Jak ją za mocno przygiąć w lewo –
    To w prawo się odgina,
    A jak za mocno przygiąć ją w prawo –
    To w lewo bije z wprawą,
    A stara sosna szumi radosna:
    Brawo, brawo!
    Upór, co mi z oczu błyska –
    Leszczyny dziedzictwo!
    Jak mnie do ziemi los przyciska,
    Ona mi szepcze: – Nic to!
    A jak prostuję się, wtedy ona
    Powtarza mi: – Tak trzymaj!
    Moje drzewo ulubione –
    Leszczyna, leszczyna…

    Posiwiała ta Bożenka, w której się kochałem,
    Postarzała się piosenka, którą jej śpiewałem…
    Lecz znad Śniardw, znad Czarnej Hańczy, znad jeziora Jamno,
    Wszędzie, gdzie los ze mną tańczy, wszędzie idzie za mną:

    Moje ulubione drzewo –
    Leszczyna, leszczyna,
    Jak ją za mocno przygiąć w lewo,
    To w prawo się odgina,
    A jak za mocno przygiąć w prawo,
    To w lewo bije z wprawą,
    A stara sosna szumi radosna:
    Brawo, brawo!
    Więc ochraniaj ją miłośnie
    O każdej dnia dobie,
    Chroń leszczynę, która rośnie
    Nad Hańczą hen i w tobie!
    Chroń tę leszczynę, co wciąż od nowa
    Prostuje się zajadła,
    Trzeba by cały las wykarczować,
    Żeby padła…

    A Ty, mój zielony borze
    Chroń we mnie nadzieję,
    Że póki latem jeden orzech
    Szczęśliwie się wysieje,
    Znów pójdzie z boru w młodniak zielony
    I pójdzie z ojca w syna
    Moje drzewo ulubione-
    Leszczyna, leszczyna…tekst poezja-spiewana.pl

    Pomnę, jak zielone porty mijał kajak śmigły,
    Jak mi smakowały „Sporty” nad jeziorem Wigry,
    Wieczorami nad namiotem krzyżowałem wiosła,
    Ogień rzucał iskry złote, a pod borem rosła:Moje ulubione drzewo –
    Leszczyna, leszczyna,
    Jak ją za mocno przygiąć w lewo –
    To w prawo się odgina,
    A jak za mocno przygiąć ją w prawo –
    To w lewo bije z wprawą,
    A stara sosna szumi radosna:
    Brawo, brawo!
    Upór, co mi z oczu błyska –
    Leszczyny dziedzictwo!
    Jak mnie do ziemi los przyciska,
    Ona mi szepcze: – Nic to!
    A jak prostuję się, wtedy ona
    Powtarza mi: – Tak trzymaj!
    Moje drzewo ulubione –
    Leszczyna, leszczyna…

    Posiwiała ta Bożenka, w której się kochałem,
    Postarzała się piosenka, którą jej śpiewałem…
    Lecz znad Śniardw, znad Czarnej Hańczy, znad jeziora Jamno,
    Wszędzie, gdzie los ze mną tańczy, wszędzie idzie za mną:

    Moje ulubione drzewo –
    Leszczyna, leszczyna,
    Jak ją za mocno przygiąć w lewo,
    To w prawo się odgina,
    A jak za mocno przygiąć w prawo,
    To w lewo bije z wprawą,
    A stara sosna szumi radosna:
    Brawo, brawo!
    Więc ochraniaj ją miłośnie
    O każdej dnia dobie,
    Chroń leszczynę, która rośnie
    Nad Hańczą hen i w tobie!
    Chroń tę leszczynę, co wciąż od nowa
    Prostuje się zajadła,
    Trzeba by cały las wykarczować,
    Żeby padła…

    A Ty, mój zielony borze
    Chroń we mnie nadzieję,
    Że póki latem jeden orzech
    Szczęśliwie się wysieje,
    Znów pójdzie z boru w młodniak zielony
    I pójdzie z ojca w syna
    Moje drzewo ulubione-
    Leszczyna, leszczyna…tekst poezja-spiewana.pl

    rPomnę, jak zielone porty mijał kajak śmigły,
    Jak mi smakowały „Sporty” nad jeziorem Wigry,
    Wieczorami nad namiotem krzyżowałem wiosła,
    Ogień rzucał iskry złote, a pod borem rosła:Moje ulubione drzewo –
    Leszczyna, leszczyna,
    Jak ją za mocno przygiąć w lewo –
    To w prawo się odgina,
    A jak za mocno przygiąć ją w prawo –
    To w lewo bije z wprawą,
    A stara sosna szumi radosna:
    Brawo, brawo!
    Upór, co mi z oczu błyska –
    Leszczyny dziedzictwo!
    Jak mnie do ziemi los przyciska,
    Ona mi szepcze: – Nic to!
    A jak prostuję się, wtedy ona
    Powtarza mi: – Tak trzymaj!
    Moje drzewo ulubione –
    Leszczyna, leszczyna…

    Posiwiała ta Bożenka, w której się kochałem,
    Postarzała się piosenka, którą jej śpiewałem…
    Lecz znad Śniardw, znad Czarnej Hańczy, znad jeziora Jamno,
    Wszędzie, gdzie los ze mną tańczy, wszędzie idzie za mną:

    Moje ulubione drzewo –
    Leszczyna, leszczyna,
    Jak ją za mocno przygiąć w lewo,
    To w prawo się odgina,
    A jak za mocno przygiąć w prawo,
    To w lewo bije z wprawą,
    A stara sosna szumi radosna:
    Brawo, brawo!
    Więc ochraniaj ją miłośnie
    O każdej dnia dobie,
    Chroń leszczynę, która rośnie
    Nad Hańczą hen i w tobie!
    Chroń tę leszczynę, co wciąż od nowa
    Prostuje się zajadła,
    Trzeba by cały las wykarczować,
    Żeby padła…

    A Ty, mój zielony borze
    Chroń we mnie nadzieję,
    Że póki latem jeden orzech
    Szczęśliwie się wysieje,
    Znów pójdzie z boru w młodniak zielony
    I pójdzie z ojca w syna
    Moje drzewo ulubione-
    Leszczyna, leszczyna…tekst poezja-spiewana.pl

  183. Ilość komentarzy na blogu  mniej więcej pokrywa się z odbiorem ilości tancerzy na sali balowej. Trzy niemrawe pary na środku, trochę głupio. Tłok, że się wszyscy depczą po nogach i potracają, też niedobrze.

    Chyba ze względu na otwarcie segmentu rynku książek dla dzieci,  w kilku osobach natychmiast odezwał się Stefek Burczymucha. 

    Pędzi jakby chart ze smyczy

    – Tygrys, tato! Tygrys!  – krzyczy.

    – Tygrys?… – ojciec się zapyta.

    – Ach, lew może! … Miał kopyta.

    Straszne! Trzy czy cztery nogi,

    Paszczę taką!  Przy tym rogi…

    A bez już żartów,  widać że po kilkudziesieciu latach zmagań w PRL i III RP, wiele osób dopada zespół wyuczonej bezradności. I to jest sukces naszych nieprzyjaciół. Roztropnosc nie musi się przeradzać w sianie defetyzmu. A poza tym: skoro Bóg z nami, któż przeciwko nam. Nawet nasi czcigodni kapłani się za nas modlą i nam błogosławia.

  184. Wczoraj, czytajac komentarze troche sie zalamalam.

    Tu notka o wspanialym ksiedzu – mocarzu, ktory podjal tyle dzialan, prawdziwa orke na ugorze, i to w tak trudnych okolicznosciach, w trudnym czasie,  a wiekszosc komentarzy w stylu: „dzisiaj to nic sie nie da zrobic, opresyjne panstwo”, itd.

  185. Przyłączam się do opinii w 100%. Mam wnuka i dla niego nakupowałam znanych autorów w nowych wydaniach – ilustracje albo tak nachalne, albo zbyt infantylne do treści. Sama pamiętam, jak dyskretne ilustracje np. Szancera budziły wyobraźnię, bawiły, a dawkowane oszczędnie pobudzały do szybszego czytania, aby natrafić na kolejną , na której  można było się zatrzymać i podelektować. Jeszcze 25 lat temu można było kupić wartościowe wydania, jeśli chodzi o ilustracje.

    Chciałabym zasugerować Gospodarzowi  wznowienie książeczki dla dzieci  „O Nowym Roku i Młynarzu Sylwestrze” Lucyny Krzemienieckiej. Miała chyba tylko jedno wydanie, a szkoda.

  186. Mamy swoje autorki i swojego ilustratora

  187. Mieszkam w bloczysku, gdzie jest 309 mieszkan, wiele wynajmuja studenci moze uda sie zainteresowac tych ludzi, jestem gotowa na akcje w Krakowie/Krowodrza

  188. Ja też się załamałem. Przedmowa Wyszyńskiego, zdjęcia archiwalne, indeks, postać naprawdę wielka i celowo przemilczana. Ruszyliśmy Tokarzewskiego ze wschodu, Blizińskiego z  zachodu, a tu dyskusja o urzędzie skarbowym i opresyjnym państwie. Jak będzie opresja to się będziemy martwić, nie teraz….

  189. Panie Gabrielu,

    Rowniez zauwazylam, ze Pana blog od poczatku tego roku… codziennie jest „opuchniety” od komentarzy… wiem, ze jest Pan troche tym faktem „zmartwiony”… ja wprost odwrotnie – ciesze sie, ze grono czytelnicze i komentatorskie rosnie… rzeczywiscie  ogarnac taka ilosc opinii czy pogladow to jest naprawde sztuka… dlatego z mojej strony nawet nie probuje zalewac Pana skrzynki mejlowej swoimi prywatnymi mejlami… z jakimis wydumanymi przeze mnie uwagami.

    Jak sam Pan napisal w swoim dzisiejszym wpisie,  ze juz nieraz przecwiczyl Pan z Malzonka umiejetnosc podejmowania decyzji… na dodatek z powodzeniem…   dlatego uwazam, ze moje zdanie w tej sprawie jest absolutnie zbedne… jestem pewna, ze ta decyzja jest doskonala !!!

    Dlatego…

    … Malzonce, Panu… wspolpracownikom…  za te zbozna prace… zycze tylko duzo zdrowia… wiary, nadziei, wytrwania,

    Szczesc Boze i Bog zaplac,

  190. Ja o gazetce i nie tylko. Co rusz ktoś zarzuca tu a to ironicznie, a to „informacyjnie” że na Wikipedii to i tamto. Tu napisali, tam przekłamali. Ale ciągle ta wiki. Spojrzałem na tę wiki na hasła min. Woyniłłowicz i Korwin-Milewski. W bibliografii i przypisach ani słowa o coryllusowych wydaniach tych autorów. A to jest PIERWSZY wybór większości internautów w Polsce. Nieważne głupich czy mądrych. To się czyta i to wyskakuje jako pierwszy link po kliknięciu w googla.  Wikipedia. Nie ma tam np. hasła Klinika Języka. Tam nawet książki mają swoje hasło. Krótka wzmianka o autorze i treści. Można to wykorzystać. Za free.  Stworzyć hasło Gabriel Maciejewski. Z listą wydanych i napisanych książek. Są fora internetowe gdzie można napisać krótką wzmiankę czy recenzje książek. Ja kilka napisałem. Jest coś takiego jak biblionetka. To akurat jest czytane przez ludzi których interesują książki. I czytane przez tych którzy chcieliby się czegoś dowiedzieć o takiej czy innej książce żeby nie kupować kota w worku. Nie mam fejsa ale kilkulinijkowe opisy książek Coryllusa można by tam zamieścić. Ja jak powiedziałem obstawiam fora bo fejs nie dla mnie. Kilka zdań zachęty naprawdę może pomóc tym niezdecydowanym.

  191. Akurat nie kajakiem ale na żaglu plywalem po Mazurskich Jeziorach. I nic tego nie zastąpi, nawet ta woda wokół mnie teraz wszędzie.

    Dobrze, ze tutaj jesteśmy na tym blogu. Dziękuję Gabrielu.

  192. ad 1. Czytałam Pana blog na s24 od jakichś sześciu lat, i tam była bardziej rzeczowa dyskusja; tu natomiast miałam wrażenie totalnego galimatiasu. Cieszę się, że myśli Pan o zmianie, bo te rozmówki kuluarowe też mają swój sens, tylko niezbyt dobrze, gdy są „przemieszane” z dyskusją.

    ad. 2. Mieszkam w Poznaniu. Wezmę na początek minimalną ilość i spróbuję rozłożyć w różnych punktach. Myślę, że uda się księgarence u Jezuitów, Cafe Misja przy Farze, może w samej Farze, itp.

  193. To ja Ci dziekuje

    Mam nadzieje, ze komentarz ma jakosc, pewnie dlatego ze nie jest mojego autorstwa.

  194. Wlasnie. Robmy swoje. (Skoro juz Leszczyna zostala tu zacytowana, od razu i ta sztandarowa piosenka, zmarlego wczoraj Wojciecha Mlynarskiego, za mna zaczela chodzic. Co by o nim nie mowic – napisal pare dobrych tekstow).

    A czytajac sam tylko rys biograficzny ksiedza Blizinskiego – szczeka po prostu opada.

    http://www.info.kalisz.pl/biograf/blizinski.htm

  195. Ja mam wrazenie, ze ten galimatias wynika z jakiejs scisle technicznej przyczyny. Odpowiada sie na konkretny komentarz (to dobrze), ale w pewnym momencie powstaje wrazenie, ze kazdy gada do siebie. Juz nie pamietam dokladnie jak to na salonie wizualnie wygladalo..(a tyle lat tam komentowalam…)

  196. Dobrze, ze jestesmy.

    I trzeba miec nadzieje, ze sie bedziemy coraz lepiej rozumieli. Nie tylko w swoich komentarzach.

  197. PS. Jeżeli ktoś zna germański, czeski czy inny szwargot, to też można wykorzystać na wiki. Kilka dosłownie zdań o czeskiej czy innej Baśni jak niedźwiedź na obcojęzycznej Wikipedii z linkiem do strony o książce czy też do strony coryllus.pl Może za czas jakiś się ktoś stamtąd zainteresuje przekładem na tubylcze języki i zobaczymy BJN wydaną przez jakiś Verlag. Tak samo BJN tom 2. Krótka notka o tej książce z Mohaczem na czele na węgierskiej wiki. Plus link to tego samego po polsku. I na odwrót. Problem tylko z tłumaczem, bo ja tylko wiem co to Madziar. Kilku normalnych Anglików też się pewnie by znalazło, i to takich chcących czytać o Imperium Brytyjskim w ujęciu Coryllusa. Po angielsku rzecz jasna. Choć to wszystko wtórne wobec polskiej wiki.

  198. Trudno na raz połączyć zalety drzewka, z komentarzami wg. czasu wpłynięcia. Problemem była ilość komentarzy, pomimo, że radująca, to jednak trudna do ogarnięcia. Komentowanie na salonie i tutaj, rozładowywalo tłok. Ale trzeba sobie jakoś radzić. Uważam, że MrWright bardzo dobrze urządził blog, tylko to wymaga więcej dyscypliny.

    Oczywiście,  ja i tak, do skutku, będę zasypiala z marzeniamivpod powiekami, o pięknym i mądrym piśmie dla kobiet. Nie będę się już w szczegółach powtarzać jakim.

  199. Mnie sie tez bardzo podoba jak MrWhite urzadzil blog.

  200. Gdy chodzi o Ciebie, to kiedyś przychodziłeś jeszcze do mnie.

  201. Do każdej paczki z książkami od Ciebie dorzucaj po 20 egzemplarzy gazetki. Większość kupujących ich nie wyrzuci i będzie wiedziała jaki z nich zrobić najlepszy użytek.

  202. Kali to mieć szczęście,  zawsze wiedzieć co powiedzieć… żeby głupio wyszło.

  203. …I oskrobie na gazetkę włoszczyznę na zupę.

  204. Ja się krępuje na toyahowym blogu odezwać. Rozmowy testosteronowe, męski punkt widzenia, a ja tam wyskocze z komentarzem jako kizia-mizia? Głupio jakoś.

  205. No przepraszan, wzrokowiec jestem, zawsze wypatrze literowke. Ale absolutnie bez zlosliwosci.

  206. Ładna mi literówka 🙂 Wiem że bez złośliwości, ale powinnam sie trzymać nauki: jak nie wiesz jak napisać pszenica, pisz żyto. Mogłam osobę przedstawić opisowo, a nie udawać,  że znam angielski.

  207. Jasne. Tu natomiast żadnego ryzyka nie ma. Zawsze można zniknąć w tłumie.

  208. Pewnie. Można nawet nie znać angielskiego, a wyjść po angielsku  i mało kto zauważy.

  209. No skoro Ci, którzy kupują u Coryllusa to tacy, co to nie mają w co obierek pakować, to ja na jego miejscu bym zwijał, a nie rozwijał taki interes.

    Na szczęście jest szansa, że to ludzie o wysokim poziomie świadomości i tacy, którym na czymś zależy bardziej niż na darmowym papierze na resztki włoszczyzny.

  210. błąd. Przykro czytać.

  211. Bądź pewny że zawsze czytam. Gabriel zwykle wtyka kij w mrowisko, to my dostajemy lataczki i biegamy. A Ty opisujesz jak te mrówki opętańczo biegają. No to co komentować? Że biegamy? Albo zostajemy z głupią dość miną? Co do Twojego tekstu dodać?  Nic. Jesteś inny niż Gabriel, brakuje mi Kamiuszka, chyba posłużę się jakimś szantażem.

  212. Galimatias  wynika z tego, że paru komentatorów cierpi na zaawansowaną nerwicę natręctw. I tych kilku  produkuje większość tych mało sensownych wpisów.

    Najwyraźniej odreagowują jakieś emocjonalne zaburzenia.

  213. Przede wszystkim kluska założył ONET (OptimusNet) Za to beknął.

  214. „Ważne ogłoszenie: wszyscy, którzy od tej chwili użyją w komentarzu wyrazu kluska, bądź Kluska zostaną usunięci z bloga na zawsze”

    Nie doczytałem zanim wysłałem. Pomiłuj Waść.

  215. dobre, to jest adaptacyjna dystrybucja

  216. podzielam doznania, kajakowałem też i żagli doznałem; Mazury i Drawskie, kto nie przeżył białego szkwału ten nie wie, co to za szał

  217. Wyczuwając intencje Gospodarza ograniczyłem komentarze czytając tu wszystko.

    Podziwiam rozmach i energię będąc pełen obaw w kwestii papierowej gazety.

  218. taka diagnoza dlatego, że tak jest obecnie nieprzyjaciel definiowany i rozpoznawany i jest faktem, że brak wzorów oraz brak edukacji jak podczas takiej ‚okupacji’ żyć i jak patrzeć na otoczenie, dotychczasowe znaczenia pojęć [państwo, prawo, prawda, etc] wyczerpały swoje wpojone edukacją rozumienia; i stąd też podświadome  reakcje na pokazywanie bohaterów sprzeciwu – bo ten sprzeciw jest czytelny i został wykonany z sukcesem; a obecnie błądzimy z braku realnych wskazań oraz z braku tzw. ikon sprzeciwu [nie mylić z ofiarami], słusznie sięgamy do wzorów postaci  świętych KK lecz brak jest intelektualnego i zrozumiałego przełożenia ich cech na dzisiejsze czasy

  219. Uderzenie na przygotowane pozycje obronne powoduje straszliwe straty u atakującego i daje możliwość wyprowadzenia skutecznego kontruderzenia.

    Co do podatków i przepisów, to jest ich tyle, że nie da się ich wszystkich spełnić nawet nie przez ich sens, lecz z powodu choćby  nieświadomości istnienia.

  220. diabeł tkwi w szczegółach i w wiedzy; ziemianom do głowy nie przychodziło, że zasady są na niby a prawo jest tylko narzędziem czy też instrumentum, a bajania o wspólnotach idei wzięli za prawdy; po prostu nie doszło do nich, że umowne chamy żądne cudzego mienia i władzy nad wszystkim osiągną sukcesy; dzisiaj jest podobnie i też mamy problemy z definiowaniem i opisywaniem świata

  221. ???

    Onet donosi o pracach związanych z barwami narodowymi i samym godłem.

  222. cd.. ..” Zawód księgarza jest dzisiaj ginącym zawodem. Anonimowy sprzedawca z sieciówki również nie zastąpi czytelnikowi kontaktu z prawdziwym księgarzem, dla którego sprzedaż książek to nie tylko biznes, ale też misja.”

    a masarze, szewcy, krawcy, …. to gorsi? stała cena na kiełbasę [wyborczą?] przez dwa lata

  223. to oni: „Dowiadujemy się z niego, że zbieranie podpisów pod listem rozpoczęto 13  października 2014 r. a w ciągu kilku dni list otwarty „Polska książka potrzebuje ratunku” wsparło ponad 800 osób, w tym pięćdziesięciu znanych ludzi kultury. Do lutego 2015 na liście ”VIP” widniało siedemdziesiąt nazwisk. Podpisali się m.in.: Hanna Bakuła, Marek Bieńczyk, prof. Jerzy Bralczyk, Sylwia Chutnik, Krzysztof Daukszewicz, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Krystyna Janda, prof. Jerzy Jarniewicz, Małgorzata Kalicińska, Ignacy Karpowicz, Piotr Kofta, Sławomir Koper, prof. Ewa Łętowska, Zygmunt Miłoszewski, prof. Anna Nasiłowska, Michał Nogaś, Maria Nurowska, Olga Tokarczuk, Szczepan Twardoch, Janusz Leon Wiśniewski, prof. Franciszek Ziejka.”

    i jakie książki oni chcą ratować Kapitał, Materializm i empiriokrytycyzm,..

  224. Querty – tak ziemianom na ziemiach polskich nie przychodziło to do głowy, że idee są na niby. I kiedy rozgłaszano na targowiskach propagandę o  odbierania im ziemi, to ze zdumieniem pytali a dlaczego nie odbierać banków, proces wyrównywania szans społeczeństw przebiegłby dużo szybciej. (vide lektura A. Pawełczyńskiej), Ziemianie tak jak nakazywało chrześcijaństwo traktowali zasady na poważnie.

  225. Mam ad blocka, nie widzę co tam jest napisane

  226. https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/05/Proporzec_Prezydenta_Rzeczypospolitej_Polskiej.svg

    Być może chodzi o to. Nowe regulacje, kiedy i gdzie ma być podnoszony. Mignęła mi wczoraj na fb informacja, niestety nie pamiętam, z jakiego portalu. Może Pan dać linka do onetu?

  227. etna rocznica odzyskania niepodległości ma być okazją do rewolucji w polskich symbolach narodowych. Należy spodziewać się zmian barw na fladze i poprawionego wizerunku orła w naszym herbie. Resort kultury i Komisja Heraldyczna zapowiadają także poważne zmiany wyglądu korony orła – informuje „Rzeczpospolita”.
    Udostępnij
    2
    Skomentuj
    Komentarze
    788
    Eksperci podkreślają, że barwy flagi w Sejmie są niezgodne z obowiązującą ustawą
    Foto: Marcin Obara / PAP Eksperci podkreślają, że barwy flagi w Sejmie są niezgodne z obowiązującą ustawą

    Ministerstwo podkreśla, że prace są na „wczesnym etapie” i nie powstały żadne konkretne założenia ani projekty nowelizacji. „Rzeczpospolita” zaznacza, że zmiany mają poprawić największe błędy zarówno w ustawie, jak i w samych symbolach narodowych. A jest ich sporo.

    REKLAMA
    Obowiązujące kolory flagi, które są określone w tzw. przestrzeni barw CIELUV, okazują się być, nie bielą i czerwienią, a kolorem jasnoszarym i buraczkowym. – Dzieje się tak, bo barwy dobierano do bandery na płótnie wełnianym. Te same wartości na innej tkaninie przyniosą odrębny efekt – mówił „Rzeczpospolitej” grafik Andrzej Ludwik Włoszczyński. Dlatego barwy narodowe mają być określone na nowo, tym razem za pomocą współczesnych palet kolorów. Jaki zatem odcień czerwonego pojawi się na dolnym pasie flagi? Po uwagę bierze się używane w okresie międzywojennym: karmazyn i cynober.

    Zmiany nie ominą również wizerunku orła w koronie. Nasze godło straci cieniowanie, które jest niezgodne z zasadami heraldyki i zostanie przerysowane za pomocą grafiki wektorowej – ma to wzmocnić jego kontury. Przerysowana zostanie również korona, która zyska prześwity między kwiatonami. – Kwestią otwartą jest dodanie do korony krzyża. Byłoby to silnie umotywowane heraldycznie, jednak obawiamy się, że sprawa nabrałaby kontekstu politycznego – mówił „Rzeczpospolitej” jeden z urzędników.

    Rok stulecia odzyskania niepodległości minie więc pod znakiem sporych zmian w polskich symbolach narodowych. Niedawno „Rzeczpospolita” donosiła również o pracach Senatu nad przywróceniem Chorągwi Prezydenta, której tradycje sięgają II Rzeczpospolitej.

  228. Querty – oni chcą ratować „Historię WKPB”  (dla urodzonych w latach transformacji rozwinięcie skrótu: Wielkiej Komunistycznej Partii Bolszewickiej)

  229. WKP(b)

    to skrót od:

    Wszechzwiązkowa Komunistyczna Partia (bolszewików)

  230. Czyli jednak orzeł będzie pogański….

  231. „Byłoby to silnie umotywowane heraldycznie, jednak obawiamy się, że sprawa nabrałaby kontekstu politycznego – mówił „Rzeczpospolitej” jeden z urzędników.”

    Urzędnik to byt który składa się wyłącznie z sumy wszelakich obaw.

  232. Kisiel pisał o komunistach bojowych, ktorzy boja sie wlasniego cienia

  233. Ani krzyża na zwieńczeniu nie przywrócą, ani gwiazd ze skrzydeł nie odgwożdżą.

    A jazgot i tak będzie, myślą, że go unikną…

  234. „Nikogo już więcej nie mamy.”
    ————————————————————————
    Wierzę, że będę „wyrazicielem”, jeśli powiem, że przemawia przez Pana oczywista w tym miejscu skromność. Tak to widzę.

    „Czeka nas więc prawdziwa bieda.”
    ————————————————————————-
    To całkiem możliwe. Ale „będziemy walczyli w cieniu”.
    Oraz, zgadnijcie, mili Państwo, czyje to jest:

    wiatr to po prostu zwykła tajemnica
    gdy chłopiec zerka na sukienkę obok
    już podmuch mąci czerwcowe kolory
    szarzeje w szafie biały tiulu obłok
    zwyczajnie tak dziewczęta pozmieniał nam w żony
    . . . . wiatr wiatr wiatr. . . .
    jakbyś zgadł
    wiatr to po prostu zwykła obietnica
    gdy chłopiec patrzy tak jak patrzą chłopcy
    rozchyla bluzkę tak bliski zagadki
    jak dziecko piersi.
    chłopiec dalej obcy
    zwyczajnie tak dziewczęta zmieniają się w matki
    . . . . wiatr wiatr wiatr. . . .
    nam je skradł
    wiatr to po prostu zwykła nawałnica
    odbierze oddech drzwi zatrzaśnie tylko
    otuli szczelnie w płaszcz czarny deszczowy
    pozmiata liście z nieba i lastryko
    zwyczajnie tak dziewczęta ubiera jak wdowy
    . . . . wiatr wiatr wiatr

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.