wrz 272026
 

Po raz kolejny słychać w sieci lament, że firmy AI skupują, a następnie niszczą książki. Pani przewodnicząca Związku Antykwariuszy w Polsce ubolewa nad tym i mówi, że „dusza księgarza” wzdraga się przed takimi praktykami. Doprawdy? Nie jestem przekonany. Uważam wręcz, że jest na odwrót. Książki starej, nie będącej oczywistym zabytkiem, nie da się obronić. Za to wiele ciekawych rzeczy może się okazać po wpakowaniu wszystkiego jak leci, z druków XIX wieczny i nieco wcześniejszych do pamięci AI. I żeby nie było – ja nie jestem zwolennikiem niszczenia książek. Jestem zwolennikiem dostępu do informacji w możliwie szerokim spektrum. Obawiam się, jak większość ludzi zainteresowanych książką, że AI zacznie cenzurować treści, albo profilować jest pod określonym kątem. Takie działania mają jednak zawsze krótkie nogi jeśli dostęp do informacji jest powszechny, bo chodzi o to, by ukryć jakieś niepiękne momenty z przeszłości ludzi i narodów, albo zbrodnicze plany. Wobec globalnego charakteru AI, nie za bardzo można ukryć zbrodnicze plany, można je tylko ujawnić i w ten sposób terroryzować całe populacje. No, ale nie po to tworzy się AI. Poza tym AI nie jest narzędziem, które pozbawia ludzi mózgu. Myśleć będzie można dalej i prowadzić dowody logiczne na podstawie dostępnych informacji. No chyba, że ktoś nie będzie chciał tego czynić, bo książki służyły mu zawsze tylko do afirmowania własnej niezwykłości i nadwrażliwości. Bo do tego, wyznajmy szczerze, służy większość literatury napisanej w ostatnich dwustu latach. Mam tu na myśli także literaturę naukową z zakresu tak zwanych nauk humanistycznych.

Ja najbardziej czekam na to, kiedy w zasobach AI znajdą się informacje dotyczące działalności Kompanii Moskiewskiej oraz poszczególnych jej agentów. No chyba, że się nie znajdą, bo Rosjanie tego nie pozwolą wprowadzić do systemu. Wtedy cały system będzie kulawy, a wnioskowanie na temat przeszłości, tak jak dziś, nie będzie wiążące. Przydałoby się rozwiązać też parę innych palących problemów, ale one nie zajmują antykwariuszy płaczących nad losem papierowej książki. A to jej istnienie utrwala całkowicie anachroniczny format historii i uniemożliwia wprowadzenie doń nowych, a raczej starych i dobrze ukrytych wątków. Bo istnieje hierarchia autorów, których dzieła strzegą obecnego, dalekiego od zadowalającego stanu rzeczy.

Popatrzcie teraz jak różne małpy rozumieją działanie AI. Taka noblistka, na przykład…ona uważa, że AI jest potrzebne, bo jak wyda jej polecenie to maszyna napisze za nią, w stosownym stylu i z odpowiednim zaśpiewem, cały rozdział książki. – Radion sam pierze – była przed wojną taka reklama proszku do prania. W oczywisty sposób kłamliwa, bo proszek Radion należało wsypać do balii, a potem trzeć brudami ile sił w rękach, żeby były czyste. Nie było bowiem jeszcze pralek w Polsce. W taki sposób nasza wybitna pisarka rozumie działanie AI. Z Mrozami, Twardochami i Bondami będzie jeszcze gorzej, bo ja sobie ze spokojem potrafię wyobrazić, że ktoś wrzuca do AI polecenie, by ta napisała „Pana Tadeusza” prozą, w stylu Tardocha, albo Bondy. I potem wszyscy mają bekę…A czekaj, nie mają, albowiem ludzie nie czytali już od dawna starych papierowych książek, nad którymi płaczą antykwariusze. Nie mogą więc zrozumieć kontekstu. A jeśli mogą, to mechanizmy poza AI, które możemy nazwać administracyjnymi, będą z całą powagą bronić tej bandy grafomanów. Będą jej zapewne też bronić księgarze i krytycy, albo lepiej powiedzieć – ludzie za księgarzy i krytyków poprzebierani, którzy książkę traktowali i traktują tak, jak napisałem wyżej – jako afirmację wrażliwości i niezwykłości. Czytelnicy nic już z tego nie zrozumieją, bo oni przeważnie domagają się produktu, który ma gwarancję i certyfikat, to znaczy takiego, co zawiera dobrze znane i we właściwy sposób przetworzone emocje.

I teraz ważna rzecz – stado ludzkie reaguje w przewidywalny sposób. Twórczość zaś, w której może pomóc AI, rozumiana nieco inaczej niż to pojmuje pani Olga będzie nieprzewidywalna. To znaczy miłośnicy średniowiecza będą mogli się z niej dowiedzieć, że Rajmund hrabia Trypolisu, nie był tym człowiekiem, za którego go uważali. I wcale nie uratował się z pogromu pod Hittin, z powodu rycerskości Saladyna. Być może dociekliwi badacze dziejów reformacji, dowiedzą się w końcu i to bardzo łatwo, jakie były związki Marcina Lutra i jego współpracowników z uniwersytetu w Wittemberdze, z dworem sułtana. W grę wchodzi sporo kwestii dość, moim zdaniem, nieoczekiwanych. Takich w dodatku, których obsługa maszynki do mielenia książek nie będzie w stanie nawet zauważyć. Algorytmy przepuszczą je jako coś nieważnego i będziemy mieli trochę frajdy, zanim AI zacznie być usługą płatną.

Potraktowałbym więc AI raczej jako szansę na wyjazd z ciemnego tunelu, w którym tkwimy od dawna, trzymani w nim przez bandę oszalałych kanciarzy z tytułami profesorskimi, ewentualnie przez rzekomych odkrywców prawd przedwiecznych, wmawiających wszystkim  dookoła, że piramidy zbudowali kosmici. To są dwa ramiona tej samej maszyny, dewastującej mózgi i serca. Jedni afirmują metodę a drudzy kłamstwo. Jeśli zaś wybucha w tym szacownym gremium jakaś kłótnia to przeważnie o jakość przypisów i zawartość bibliografii. Tę zaś AI potrafi fałszować, ale i tak wielu z wymienionych wyżej, uważa ją za narzędzie ułatwiające karierę naukową. No więc, pora to już zauważyć, AI nie ułatwia kariery naukowej. Ona podważa jej sens. Bo jeśli – a zakładam, że tak będzie – Do AI trafią teksty starsze niż pięćdziesięcioletnie, znaczna część osiągnięć naukowych z zakresu humanistyki będzie się nadawała do śmieci. I to wynikać będzie z logiki opisanych zdarzeń, z których część po prostu nie była znana, albowiem nie istniały źródła. Teraz okaże się, że niektóre z nich jednak istnieją, a na pewno istnieją ślady po nich w innych publikacjach. I zrobi się ambaras. Pojawi się także kwestia, mam wrażenie, że dziś całkowicie nieobecna w dyskusji a dotycząca braku źródeł. Ów brak zakrzywia optykę, bo wszyscy – poprawcie mnie jeśli się mylę – uważają, że jeśli nie ma źródła to zdarzenie nie miało miejsca i można je lekceważyć, albo wręcz uznać za niebyłe. Nawet jeśli jego konsekwencje są odczuwalne i widoczne.

Wobec takich zawirowań, moim zdaniem, rośnie znaczenie twórczości literackiej rozumianej w sposób nowoczesny. To znaczy nie tak, jak to widzi noblistka Olga i wymieniona wyżej czereda, ale jako wynik następującego działania – ilość informacji, podzielona przez współczynnik dostępu do nich, wynikający z osobniczych pomiarów IQ i natężenia uwagi, którego wynikiem jest całkiem nowy format prezentowania treści. Ja oczywiście wiem, że większość i tak nie zrozumie dopóki nie zobaczy. Bo każdy postrzega twórczość autorską poprzez własne emocje. Nawet patentowani historycy, bo gdyby było inaczej, nie sprawdzali by tak dokładnie przypisów i bibliografii w pracach swoich kolegów, a następnie nie lecieliby z tym do kierownika katedry wołając już z daleka – gewałt, gewałt…

Myślę, że nasze relacje z AI są dziś analogiczne do tych, jakie wywołało w populacji ludzkiej odkrycie pierwiastków promieniotwórczych. Niektórzy nosili je w majtkach, żeby wyleczyć bezpłodność. Teraz wielu wierzy, że AI wyleczy ich z bezpłodności twórczej. Nie wyleczy. Nic Wam nie pomoże biedni durnie. Bo z tego co tam się znajdzie, w tych zasobach, nie będziecie umieli skorzystać, nawet o tym nie pomyślicie, a jeśli nawet, to dostaniecie zakaz korzystania z różnych informacji.  My zaś zajmiemy się obsługą dyskusji dotyczących twórczości na poziomie nieco innym niż te prowadzone przez wielbicieli Tolkiena. Istnieje jednak niebezpieczeństwo takie oto – ludzie, nie zechcą wyrzec się emocji, które towarzyszą im przy czytaniu słabych, sprofilowanych propagandowo i dewastujących wrażliwość książek. Bo to było przecież częścią ich życia i traktują takie zajęcie bardzo serio. I dla ocalenia tych szaleństw zgodzą się na ograniczenia w dostępie do AI. I wtedy wszystko zostanie po staremu. Analfabeci będą mogli odbierać nagrody Nobla w dziedzinie literatury, histerie wariatek ogłoszone zostaną triumfem ducha w literaturze, historycy będą robili, jak dzisiaj, z gówna piernik. I wszyscy będą zadowoleni. Jak w kawale o złotej rybce i uwięzionych na bezludnej wyspie rozbitkach. Każdy miał jedno życzenie – jeden chciał do domu, drugi gdzieś tam jeszcze, a ten trzeci, który został sam, poprosił rybkę, żeby ich ściągnęła do niego z powrotem, bo czuje się samotny.

Nie lamentujmy więc nad niszczonymi książkami, lepiej wznówmy je w niewielkim nakładzie, a także starajmy się pisać coś naprawdę wartościowego i oryginalnego. I AI, jeśli będziemy ją traktować odpowiednio, może nam w tym pomóc. A lęk przed jej mocami widać przede wszystkim u zawołanych grafomanów i śmierdzących leni. Miłej niedzieli życzę wszystkim.

Jak wiecie wydajemy, i to od dawna, książki których w AI nie będzie, bo nikt nawet nie pomyśli, by je tam umieścić. Właśnie wznowiliśmy „Przemysł polski w XVI wieku”. W niewielkim oczywiście nakładzie, ale wystarczającym, by przetrwał on liczne kataklizmy wieszczone przez antykwariuszy.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przemysl-polski-w-xvi-wieku/

 

Postanowiłem też, w związku z tymi wieszczbami przedłużyć promocję do poniedziałku rano. Każdy, kto chce, będzie miał okazję zakupić ważne i zagrożone zniszczeniem przez macherów od AI książki, a potem przechowywać je w swojej bibliotece dla przyszłych pokoleń. Naprawdę, nie ma co płakać…już lepiej pomóc książkom przetrwać.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rydwany-bojowe-boguslaw-sujkowski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-brandenburska-ludwik-kubala/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-wojny-chocimskiej-1621/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-48-hohenzollernowie/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zmierzch-izraela/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-komunizmu-w-starozytnosci-i-w-sredniowieczu-karl-kautsky/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/maryna-mniszchowna-aleksander-hirschberg/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/dymitr-samozwaniec-aleksander-hirschberg/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-polskie-historie-tom-1/

 

 

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  9 komentarzy do “Czy AI jest groźna albo jak zachęcić ludzi do twórczości?”

  1. Jako dowód na słuszność moich przemysleń zostawiam Wam tekst naszego kolegi Juliusza, do którego muzykę i aranżację zrobiła AI

    https://www.youtube.com/watch?v=Ffc7Ee35hMs

  2. AI coś tam wie już dziś. Częściowe tanie z części okresie są dostępne. Nie wiem jak bardzo wartościowe ale są.

    https://grok.com/share/c2hhcmQtNA_57f848f6-6d5f-4530-b494-7fe3a3da5f77

     

    Szczegółowiej o towarach

    https://grok.com/share/c2hhcmQtNA_3b9b8a89-7745-4c90-ae34-bb3e83897c12

  3. Źródeł najważniejszych nie ma…bardzo dobrze…

  4. Te wszystkie pomysły, w czym może pomóc czy wyręczyć człowieka AI są podobne do wbijania gwoździa w ścianę smartfonem.

    Po pierwsze odnoszą się do modeli językowych. Wszyscy mają skłonność nieodpartą antropomorfizacji AI. To jest bzdura. Już widać, że różne aje buszują po świecie. Ostatnio Australijczycy odkryli, że aja włamała im się do systemu informacji medycznej. Open AI napisał im o tym kila miesięcy temu zwykłą pocztą maila na adres powszechnie dostępny każdemu. Australijczycy twierdzą że nie przeczytali, pewnie jakiś urzędnik myślał że to fake i nie zareagował.

    Są modele trenowane inaczej. Linkowałam tu kiedyś jakaś firmę polskiej pani informatyk, działającą w Paryżu. Tam się nie pcha ton tekstów. Nie potrzeba tak ogromnych data Center.

    Założenie, że aja dąży do upodobnienia się do nas jest nieuprawnione. Roboty ani już teraz nie są człekokształtne, poza tymi reklamowymi. Ani nie dysponują takimi zmysłami jak człowiek. Przecież nawet prosty przykład: sporo zwierząt ma inny zestaw zmysłów już my. Widzą w nocy, widzą podczerwień. Nietoperz ma radar. Itd itp.

    Coś powstaje, a hasła o narzuceniu temu kontroli są oszukane. Meta firmy jedno mówią w drugie robią.

  5. Czytając wytwory AI ulegamy złudzeniu, że są to wytwory odczuwającej i postrzegającej świadomości. Tak jednak nie jest, a zatem sens którego doszukujemy się w takim tekście jest złudzeniem.  Tekst AI, ponieważ nie jest wytworzony przez świadomość jest jedynie imitacją tekstu – z definicji pozbawioną sensu.

    W takim razie skąd wiemy, że jakikolwiek tekst, który czytamy ma jakikolwiek sens i że nie ulegamy jedynie wrażeniu, że taki sens on ma? To pośredni dowód na to, że cały otaczający nas świat jest jedynie złudzeniem. Doznaniem nie wiadomo czego przez nie wiadomo co. Dotyczy to również tego tekstu, oraz osoby, która ma wrażenie, że go właśnie czyta.

  6. https://youtu.be/iOtJAOV82IM?si=XBibbLaQc3Km6Rat

    Dziennikarka, bliska kiedyś środowisku twórców AI opowiada, co im się bzdura. Nowa religia panuje w Kalifornii.

  7. Tak… Pan Cogito kłania się Kartezjuszowi…

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)