październik 022014
 

Obejrzałem sobie wczoraj nagranie z Klubu Ronina, to w którym pan Woyciechowski opowiada z jaką empatią i ciepłem potraktowali profesora Kieżuna, a on w zamian za to zaczął wymachiwać pistoletem. I wyobraźcie sobie, że wcale przy tym nie było córki jak twierdził. Był sam i o mało nie zabił Woyciechowskiego, ale mu magazynek wypadł. W czasie tego spotkania wystąpił również człowiek nazwiskiem Roch Baranowski. Wcielono go, bo jakoś mi się nie chce wierzyć, że on to zrobił samodzielnie, w rolę polemisty z wymienionymi panami. Kiedy skończył, Sławomir Cenckiewicz, powiedział mu, że mógłby polemikę z nim zakończyć z wyżyn swojego autorytetu, tak jak kiedyś czynił to profesor Geremek, ale nie zrobi tego. Po czym rzecz jasna to zrobił. Ja również mógłbym już dać sobie spokój z Kieżunem i jego lustratorami, bo cóż mnie w końcu obchodzi, że Wojciechowski w miarę jak wspina się po szczeblach kariery zmienia sobie nazwisko na Woyciechowski, cóż mnie obchodzi, że mówi „gówny temat”, zamiast „główny temat”, albo że nie może się zdecydować, czy Cenckiewicz jest dla niego Sławkiem, profesorem Cenckiewiczem, czy nie wymienionym z nazwiska doktorem habilitowanym? No, nic mnie to nie obchodzi i postaram się nie napisać dziś o tym ani słowa. Będę się tylko zastanawiał, czy Wojciechowski, pardon, Woyciechowski i Sławomir Cenckiewicz, mogliby w dzisiejszych okolicznościach dostać nagrodę Nike.
Zacznijmy od merytorycznej zawartości ich wypowiedzi. Dwie rzeczy zwróciły moją szczególną uwagę. Pierwsza to nazwanie przez Woyciechowskiego tygodnika „W sieci” konkurencyjnym pismem. Druga zaś to wspomnienie przez Sławomira Cenckiewicza, że o agenturalnej działalności Witolda Kieżuna dowiedział się od zaprzyjaźnionego dziennikarza z tegoż tygodnika. Nie wymienił go jednak z nazwiska, a szkoda. Nikt z sali zaś o to nie zapytał, wszyscy bowiem byli skupieni na tak zwanych sprawach merytorycznych. Ja się trochę dziwię Sławomirowi Cenckiewiczowi, bo mógł przecież o Kieżuna zapytać swojego kolegę Piotra Gontarczyka, który o wszystkim wiedział od dawna i wyjawił to przed kilkoma dniami. No więc mamy dwóch sławnym autorów: Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. Jeden z nich jest lepiej poinformowany, a drugi gorzej. I tu spotyka nas pewne zaskoczenie, bo kiedy obserwujemy ich w tak zwanej publicystycznej codzienności, nigdy by nam do głowy nie przyszło, że to akurat Gontarczyk wie lepiej niż Cenckiewicz, a ten drugi, żeby wnieść coś nowego do kwestii lustracji musi się wspierać na zaprzyjaźnionych dziennikarzach z gazety Karnowskich. No, ale pozory mylą. Może to Gontraczyk jest tą lepszą, a Sławomir Cenckiewicz tą słabszą częścią tandemu.
Woyciechowski zaś twierdzi, że dokumenty na Kieżuna były dostępne powszechnie, ale on się o nich dowiedział dopiero jesienią zeszłego roku. No, jak to? Jeśli do dawna wiedział Gontarczyk, jeśli wiedział Jan Żaryn, jeśli dokumenty były dostępne, to jak Woyciechowski i Sławomir Cenckiewicz mogli dowiedzieć się o tym jako jedni z ostatnich? Przecież Cenckiewicz to autor książki „Długie ramię Moskwy”, a Woyciechowski to członek zespołu Antoniego Macierewicza. Jak to możliwe, że oni dowiedzieli się ostatni? I jeszcze do tego od razu postanowili wiedzę swoją przekuć w czyn i opublikować materiał o agenturalności Kieżuna.
Przez cały czas trwania tego spotkania, Sławomir Cenckiewicz przestrzega widzów przed podnoszeniem argumentów emocjonalnych. Mówi to już po tym, jak Woyciechowski wygłosił swoją tyradę i empatii i współczuciu, które towarzyszyło im obydwu kiedy siedzieli długie godziny i rozmawiali z Kieżunem o jego agenturalnej przeszłości. Tej empatii Sławomir Cenckiewicz nie zalicza jakoś do argumentów emocjonalnych, które wytropił w tekście Rocha Baranowskiego.
Najbardziej jednak ucieszyła mnie wypowiedź Cezarego Gmyza, który – przytaczam jego słowa – do 14 lat siedzi w teczkach IPN. Powiedział on, że gdyby nie opublikowano tych materiałów teraz to, w czasie przyszłorocznych wyborów mogłoby się zdarzyć, że opublikowałby je Newsweek i wtedy dopiero byłaby afera, bo w dokumentach są adnotacje dotyczące osób, które je wcześniej przeglądały. – Wiedzieliście – argumentował Gmyz – a nie powiedzieliście – tak by napisali w Newsweeku. Dlaczego ja się z taką radością do tej wypowiedzi odniosłem? Oto kilka dni temu nasz kolega Ironiczny Anglosas napisał notkę pod tytułem „Kto mi wcisnął Kieżuna”. No więc drogi Grzegorzu, masz już odpowiedź. Udzielił Ci jej Gmyz Cezary, który od 14 lat siedzi w teczkach IPN. Kieżuna wcisnęli Ci ludzie, którzy dziś go zdemaskowali. A zdemaskowali go, bo się przestraszyli, że ktoś w nieodpowiednim momencie zrobi to za nich. Postawiłbym tu jeszcze jedną, śmiałą hipotezę, wcale nie emocjonalną. Skoro Sławomir Cenckiewicz dowiedział się o papierach Kieżuna od kogoś z „W sieci”, to znaczy, że wszyscy mieli pewność, że sprawa Kieżuna wypłynie przy okazji wyborów, ale Karnowscy zdecydowali po prostu, że nie będzie to miało znaczenia. Być może uczynili tak, bo mają lepszą sprzedaż niż „Do rzeczy”, a być może z jakichś innych powodów. Wydawca Lisickiego zaś, zasłaniając się Woyciechowskim, Cenckiewiczem, prawdą i empatią zdecydował się na publikację. Bo rozumiem, że odbyło się to za zgodą wydawcy, a nie wbrew niemu czy wręcz przy jego sprzeciwie, albo pod jego nieobecność.
Wróćmy jeszcze do tak nielubianych przez Sławomira Cenckiewicza argumentów emocjonalnych. Powiedział on, że Kieżun był, mimo swojej przeszłości lansowany na bohatera, a setki innych akowców żyło i umierało w nędzy. Ja mam w związku z tym pytanie: ilu z tych biednych akowców przedstawionych zostało jako bohaterowie na łamach tygodnika „Do rzeczy”. Ile materiałów o tych ludziach napisał pan Woyciechowski i co na ich temat znalazł w teczkach IPN? Dlaczego akurat Kieżun został medialnym bohaterem prawicy? Bo miał ładne zdjęcie w hełmie?
Teraz pora na argumenty nieemocjonalne. Mówi Sławomir Cenckiewicz, że Kieżun firmował swoim nazwiskiem jedne z najbardziej zafałszowanych wyborów w PRL. Jak to „jedne z najbardziej”? To znaczy, że były wybory mniej lub bardziej fałszowane? Albo inaczej; były trochę uczciwe, trochę mniej uczciwe i całkiem załgane? A czym się mierzy tę gradację, bo nie zrozumiałem. Witold Kieżun był prominentnym doradcą partyjnych bonzów. Wszyscy o tym wiedzieli. Niemożliwe jest, żeby nie wiedzieli, ponieważ to właśnie przez swoją agenturalną przeszłość Kieżun został wypromowany na bohatera mediów, superpowstańca i autorytet moralny. Przecież gdyby nie był człowiekiem władzy nikt by go do tego interesu nie doprosił. Nie kłamcie więc panowie w żywe oczy, żeście o tym nie wiedzieli, bo nie możliwe jest by ktoś będąc na takim stanowisku jak Kieżun nie miał czegoś w papierach. W to może uwierzyć chyba tylko Roch Baranowski, ale nie Sławomir Cenckiewicz i ktoś taki jak Woyciechowski.
W pewnym momencie w nagraniu występuje pewien, bardzo gwałtownie reagujący mężczyzna, który opowiada, że wydawał jakieś broszurki dotyczące powstania i życia bohaterów z AK, w której sam służył. Pan ten głośno nazywa Kieżuna zdrajcą, był bohaterem, ale teraz jest zdrajcą. W porządku, Kieżun jest zdrajcą, ale dlaczego ludzie, którzy na co dzień demaskują kłamstwa naszej najnowszej historii dopuścili, że zdrajca stał się bohaterem mediów?
Patrzę na Woyciechowskiego i myślę, że przez ten strach, od którego trzęsie mu się głos, ta wysilona i przećwiczona wielokrotnie pewność siebie, to jest coś absolutnie i ostatecznie demaskującego jego intencje. No i ten Gmyz, który się obawia, że przez Kieżuna PiS mógł przegrać wybory.
Może niech Lisicki, kiedy już ucichnie sprawa Kieżuna, zaangażuje do współpracy tego krzyczącego staruszka. On nie zrobił kariery w PRL, na pewno jest autentycznym bohaterem, a do tego jeszcze wydaje broszurki. Może on zagości na łamach „Do rzeczy” ze swoją historią, a wtedy PiS z pewnością wygra wybory. Myślicie, że tak się nie stanie?
Odpowiedzmy sobie na pytanie czy Woyciechowski i Sławomir Cenckiewicz mogliby dostać nagrodę Nike? Myślę, że z całym spokojem. Zważywszy na to co się dziś dzieje po tamtej stronie, Michnik może potrzebować jakiejś gwałtownej zmiany dekoracji, jakiegoś nowego i zaskakującego otwarcia. Czy może być coś lepszego niż powstaniec-kapuś, który w dodatku nie zgadza się na zaakceptowanie dokonanej w Polsce transformacji?
Przy sprawie Kieżuna, pada zwykle argument, że lustracja powinna być totalna. Ja też jestem tego zdania. No, ale Kieżun jest dowodem na to, że nie jest ona totalna, a wybiórcza. W dodatku wybiórcza w sposób charakterystyczny – im ktoś silniej eksponuje swoje bohaterstwo, tym bardziej jest podejrzany. Warto więc zapytać: kto po Kieżunie. Bo skoro papiery IPN, jak twierdzi Woyciechowski są dostępne, to nie ma co czekać, trzeba kuć żelazo póki gorące? Kto następny pytam. Wybory już w listopadzie, potem drugie w przyszłym roku. Śpieszcie się panowie, nie wolno osiadać na laurach.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl gdzie można nabyć pierwszy tom Baśni jak niedźwiedź w cenie 20 złotych za egzemplarz.

  25 komentarzy do “Czy Cenckiewicz i Woyciechowski dostaną nagrodę Nike?”

  1. Fundatorem nagrody jest „Gazeta Wyborcza” i Fundacja Agory – no w zasadzie, w tej sytuacji, to chyba, raczej, na pewno, w związku z linią i celem oraz na bazie, wydaje się że jest to bardzo możliwe, może nawet w bieżącym październiku.

  2. Lustrcją totalną to straszył „Alek” Kwaśniewski 😉

  3. Ale ja nie straszę, ja się jej domagam.

  4. Pobożne życzenia! 25 lat spóźnione 😉

  5. Wystarczyłoby żeby Kieżun przynzał się. Po prostu przyznanie się. Człowiek honoru mówi w takiej sytuacji „byłem, jest to skaza w moim życiorysie, ale lat powstania i poglądów nie żałuję, wiem teraz gdzie jest prawda”. I to wystarczy.

  6. To powinien Pan sam pisać teksty lustracyjne. W kraju gdzie lustarcji nie było, nie będzie to jedyna droga, stety czy niestety, t.j. droga indywidualna typu Cenckiewicz i mu podobni. Lustracja totalna to już jest marzenie ściętej głowy. Lustarcją jest tylko co co zrobią pojedyńczy ludzie.

  7. Jak się można spodziewać lustracji, skoro jeszcze nie można wyjaśnić sprawy takiej jak zabójstwo ks. Suchowolca. Ilu dobrych ludzi „nieznani” sprawcy wykończyli i są nadal bezkarni.

  8. Jasne. Faceci współpracujący w jednej redakcji z Zacharskim mówią byłemu powstańcowi: wystarczy, żeby się pan przyznał. Czy pan jest zdrowy?

  9. Toyah napisał, że nasz grzech główny to pycha – a ja myślę, że na odwrót – jakieś postkolonialne przekonanie, że wszyscy jesteśmy do niczego – prof. Kieżun więc też.

  10. Panie Gabrielu, kilka razy (wystarczająco dużo) zetknąłem się z pracownikami niektórych (tych gorszych) wymienionych „instytucji dziennikarskich”, zarówno z kręgu zbieraczy informacji, jak i z kręgu ich „przetwarzania”. Żadna radość. Zimno mi się robi na wspomnienie, jak udało mi się kiedyś (w sposób hm… bardzo zdecydowany) wyrwać młodego człowieka ze szponów takiego „zbieracza”. Ten młody człowiek po paruminutowej „rozmowie” przez kilka godzin był w szoku, bo wyrwano z niego mnóstwo prywatnych informacji, łącznie z miejscem zamieszkania, danymi o przyjaciołach, itp.. Dlatego dziękuję za teksty odkrywające wokół jakich ciemności te księżyce „empatii” krążą.
    Żeby nie o złych rzeczach jedynie, więc brałem parę razy udział w programach Radia Maryja. Zupełnie inny świat, a dobro duchowe otrzymane łatwe do wskazania. Jedynym moim lękiem tutaj było to, by… w swojej wypowiedzi nie przekręcić słowa 🙂
    Pozdrawiam.

  11. najgorsza więc jest nasza gnuśność,

  12. Dlaczego atak na Kieżuna? Oni to piszą wprost: „..Bezpośrednią inspiracją do przygotowania tekstu były dwie okoliczności: wyjątkowa aktywność medialna prof. Kieżuna, którą umożliwiły mu zwłaszcza prawicowe media, oraz postawa tych, którzy znając prawdę o jego uwikłaniu w kontakty z SB, w dalszym ciągu kreowali jego wizerunek bez skazy, wprowadzając w błąd wielu Polaków szukających ideału i prawdziwych autorytetów. Efektem tej manipulacji stały się później liczne zaproszenia kierowane przez środowiska patriotyczne do prof. Kieżuna, jego podróże po kraju, wykłady, książki wywiady, okładki prasowe, wyróżnienia, nagrody, a nawet aktywność na Facebooku…”

    Nie doczytałam żadnych polemik z tą 'aktywnością”. Nie doczytałam żadnych kontrargumentów na jego „Patologię transformacji”. Nic mu nie można zarzucić, a to co mówi bardzo boli, ponieważ Kieżun jedzie równo po wszystkich budowniczych nowej Polski. Przekaz jest jasny dla innych, siedź cicho nie podskakuj , bo wyciągniemy kwity.
    Po drugie Kieżun jest twarzą jednej z najlepszych prywatnych uczelni, np. wg prestiżu międzynarodowego notowaną na 3 pozycji za UW i UJ. Nie muszę chyba w tym środowisku mówić, że uczelnia nie ma szans utrzymać się na wysokim poziomie tylko z czesnego. Skąd zatem Akademia Koźmińskiego dostaje granty?, przypuszczam że od środowiska z kręgów Kieżuna.

  13. Media kreują wizerunek partii na użytek wyborców. Partie i politycy chcą mieć w swoich szeregach lub wśród doradców profesorów, a PIS wręcz to uwielbia. Więc Pan prof Kieżun jest idealny, bo: powstaniec, ekonomista, prawicowiec, PROFESOR. Osób o takich cechach nie jest nieskończenie wiele, więc trzeba brać co jest. A może oni się w redakcji wahali czy to zrobić, czy nie i trafili na kogoś „uzależnionego od demaskacji”, kogoś kto dzięki książce polemicznej z filmem Wajdy był na niezłej fali przez moment, i ten ktoś po prostu nie wytrzymał, jak trafiła się okazja zdemaskowania „agenta”. Czy można się uzależnić od „demaskowania Agentów” ? Jeżeli tylko to gwarantuje popularność … Bo od popularności z pewnością można się uzależnić. „Kariera, sława, blaski, oklaski, ach oklaski, to tylko są obrazki”. Jeżeli dzięki całej aferze z Kieżunem, Do rzeczy i Cenckiewicz zarobią trochę więcej to powinni uczciwie odpalić dolę Kieżunowi, tak jak Wprost powinno odpalić Sienkiewiczowi i Belce. A jak nie to niech piszą o wędkowaniu lub psach rasowych.

  14. Zgadzam sie, Cenckiewicz szczegolnie tropi zawziecie agentow i zdrajcow, na tym tez mozna jechac, robic kariere, sprzedawac ksiazki I zarabiac. Wyjsciem byla sprawnie przeprowadzona I powszechna lustracja w 1990r. Usuniecie od stanowisk panstwowych I zakaz pelnienia funkcji publicznych dygnitarzy bylego PZPR, SB, MO, kontrwywiadu PRL.
    Ale kto to mial wszystko robic? Opozycja, ci chlopcy ktorzy jeszcze niedawno machali flagami I drukowali ulotki zajeli sie walka o przezycie a potem o „ustawienie sie”, podobnie jak spoleczenstwo. Przeciez to reform Balcerowicza stworzyly sytuacje „ratuj sie kto moze”.
    A kto mogl? Dukaczewski I inni. Przypomina mi sie dziwnie film z mlodosci – „Frankenstein I inni” ktory mnie straszyl zawziecie.

  15. Pamiętam jak na początku lat 90-tych wisiały wszędzie w Warszawie plakaty Gazety W. ostrzegające przed skutkami lustracji czyli paleniem czarownic na stosach. Dziś czarownice(y) rządzą , a na stosach lądują ich ofiary.
    Film”Życie na podsłuchu” – o życiu w NRD – polecam. Też chciałabym wejść do archiwum i wyciągnąć kilka dokumentów. Na razie nie wiem kto pracuje w IPN.

  16. Panowie Gmyz i Ziemkiewicz własnie co wyruszyli na podbój onetu. Jak widać odrzwia do Nike otwierają się szeroko. Pan red. Gmyz nie jest co prawda jednym z dwojga, ale juz na tego trzeciego sie załapuje.

  17. Michalkiewicz powiedział że trzeba ich przekonać lub zabić. Nie powiedział że wystarczy zlustrować. I myślę że ma rację. Gdy ktoś zapytał patriarchę Rosji czy był agentem on odpowiedział: ” Tak. I co z tego ?” . Nie zabijemy ich bo oni są lepsi w te klocki. Więc trzeba ich przekonać czyli nawrócić. Niewykonalne ? Kilka razy w historii już się udało

  18. Jakby Kiezun nie wyskakiwal po 25 latach z rewelacjami na temat transformacji i „reform Balcerowicza”, to nikt by mu nie odkopal jakis kwitow wspolpracy.

  19. A kto powiedział, że to skaza?
    Z drugiej strony, co mieli zrobić Ci wówczas młodzi ludzie rzuceni na pożarcie w Powstaniu Warszawskim, rzuceni wcześniej przez Józefa Becka i spółkę – gdzie po 30 marca 1939 roku było już wszystko pozamiatane. W wojnie ideologicznej wygrał marksizm i Lock.
    Nie widzieli co się stanie. Przywódcy nie wiedzieli co znaczy marksizm w aspekcie społecznym, politycznym i gospodarczym?. 99% to były cielaki – podobnie jak dziś nie mające pojęcia o co wówczas była gra i o co jest teraz gra np. na Ukrainie.
    Nieliczni wiedzieli co jest grane – jak płk. Ignacy Matuszewski – a co ciekawe po dzień dzisiejszy nigdy żaden minister spraw zagranicznych czy Premier czy Prezydent nie złożył na jego grobie w Nowym Jorku nawet kwiatów i nie zapalił znicza.
    PRL – budował każdy, kto żył w tamtym czasie. Macierewicz, matka Cenckiewicza, Miller, Coryllus itd. Również ja.
    Do szkół nie chodziliście w PRL-u, nie byli pracownikami, nauczycielami, rolnikami itd.
    To też jest budowanie PRL-u. Skoro wszystko było takie złe w tym PRLu- to niech powrzucają te swoje dyplomy do kosza – bo większości są tyle warte. Zwłaszcza w szeroko rozumianych naukach humanistycznych – stojących na szczycie budowania marksizmu.
    A współcześnie to mam wrażenie, że lustruje się tych, którzy zerwali się ze smyczy lub na stare lata zaczęli opowiadać ciekawe rzeczy.
    A pro po pana Woyciechowskiego i Macierewicza – ponoć super specy od służb. Jednak nie potrafili ochronić swojego Prezydenta, ba nawet dobrze prześwietlić otoczenia Premiera i Prezydenta. Ciekawe dlaczego? Z głupoty? Czy może ktoś im od czasu do czasu przypomina z czyjej d… im korzenie wyrastają?
    Skoro obaj są takie kozaki – to dlaczego dalej nie piszą o resortowych dzieciach, swoich rodzin nie zlustrują, tych rodzin politycznych – co kilka razy nazwiska zmieniali – korzeni i prawdziwych nazwisk z przeszłości obecnej „elity” politycznej – pchającej nas ponownie jak w 1939 roku na rzeź. Niczym mięso (mężczyzn) i kobiety (jako pojemniki na spermę) – jak w kolektywizmie.
    Jakoś żaden z asów się nie zająknie – na temat – czy indywidualizm może przegrać z kolektywizmem?
    A może nie mają pojęcia – bo to taka niestety „elita”.

  20. Mam wrażenie, że Do Rzeczy – tak jak kiedyś Gazeta Polska na biskupie Wielgusie, chciała się wypromować na prof. Kieżunie. Mam nadzieję, że im się to nie uda. Sam prof. Kieżun w swoich wspomnieniach już dawno temu opisywał spotkania z funkcjonariuszem SB, nie jest to więc żadna rewelacja. Dzięki tym rozmowom mógł jeździć na zachód co było główną motywacją także w przypadku biskupa. Żaden z nich nie był opłacany. W przypadku biskupa jego współpraca miała charakter pozorny. W przypadku profesora swoimi rozmowami usiłował on wpływać na sytuację w PRL , w jego mniemaniu w kierunku korzystnym dla Polski. Nie można zapomnieć o specjalności profesora. Jako prakseolog stosował w życiu zasady skutecznego działania. Wspomnę tutaj o moim ojczymie, który jako były powstaniec warszawski wrócił po wojnie z oflagu i szybko trafił na Rakowiecką. Przeżył tylko dlatego bo udawał niegroźnego wariata. Było to niehonorowe ale skuteczne. Odnośnie biskupa Wielgusa można powiedzieć, że sam Jezus swoim uczniom dał wskazówkę aby byli chytrzy. Jako rektor KUL nieźle musiał kombinować udając miękkiego – jego współczesne teksty publicystyczne świadczą o wielkiej mocy, nie tylko intelektualnej. Bardzo ważne jest to co obydwaj mówią o współczesnym świecie. Są krytyczni i bezkompromisowi mimo, że dzisiaj to też kosztuje

  21. Kto finansuje Do Rzeczy?
    Gazeta kosztuje 5,90 zł. Nakład – nich będzie 150 tysięcy. Fajnie.
    Teraz koszty druku – co najmniej 90 tysięcy – tydzień w tydzień.
    Plus honoraria dla dziennikarzy – przecież za darmo nie pracują! Pewnie co najmniej kilka tysięcy patyków muszą wyciągać. Plus ZUS i zaliczki na podatek i inne koszty.

    Teraz sprzedaż – jak w Polsce sprzedadzą 1/3 – to jest super = przychód około 300 tysięcy. Od tego odliczyć prowizję dla punktów sprzedaży.
    Co ciekawe wydawcą jest ta sama firma, co wydaje Wprost.
    Publikują:
    Paweł Lisicki, Cezary Gmyz, Piotr Semka, Bronisław Wildstein, Rafał A. Ziemkiewicz, Piotr Gociek, Piotr Gabryel, Waldemar Łysiak, Piotr Gursztyn, Wojciech Wybranowski, Sławomir Cenckiewicz, Piotr Gontarczyk, Kamila Baranowska, Marek Magierowski, Andrzej Horubała, Tomasz Wróblewski, Agnieszka Rybak,Jaroslaw Stróżyk, Joanna Bojańczyk, Wiesław Chełminiak, Maciej Chmiel, Anna Herbich, Kataryna, Piotr Kobalczyk, Mariusz Majewski, Krzysztof Masłoń, Piotr Pałka, Anna Piotrowska, Monika Rogozińska, Adam Tycner, Piotr Włoczyk, Marcin Wolski, Igor Zalewski, Eryk Mistewicz, Szewach Weiss.

    Nie lepiej jest z pozostałymi tygodnikami w tym – w Sieci i innymi.

    Czyli kto płaci ten wymaga.

    Cenckiewicz – coś pokazuje, coś próbuje dobrego robić.
    A jakie publikacje ma Woyciechowski?

  22. Woyciechowski terminuje u Cenckiewicza 😉

  23. Albo terminuje Cenckiewicza?

  24. Zdrajcy czy pożyteczni idioci? Akcja po tytułem „zabić Kieżuna”; http://www.polishclub.org/2014/10/13/zdrajcy-czy-pozyteczni-idioci/

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.