Paź 012014
 

Większość z nas kojarzy piosenkę pod tytułem „Wonderful life” śpiewaną przez takiego pryszczatego młodzieńca z krzywymi zębami. Był czas kiedy leciała ona właściwie non stop ze wszystkich głośników. Nie wydaje mi się, by wykonawca ten nagrał jeszcze coś prócz tego, nadmuchanego przecież i nieprawdziwego przeboju, skonstruowanego z okazji kolejnego sezonu ogórkowego i kolejnego wyjazdu na wakacje setek tysięcy dzieci i młodzieży. Był ów człeczyna żywym przykładem tego co ja tu nazwałem fałszem wczesnych debiutów. Otóż w prawdziwym życiu jest tak, że im wcześniej ktoś robi artystyczną lub publicystyczną karierę tym gorzej dla niego. Wielu osobom trudno jest to zrozumieć, mam tu na myśli na przykład Grzegorza Wszołka, ale taka jest niestety prawda. W Polsce ma ów fałsz kilka stałych i niezmiennych aspektów. Wczesne debiuty związane są z misją propagandową zleconą przez rodzinę lub środowisko, które wypuszcza jakiegoś młodego zdolnego, by ten mydlił oczy słabszym emocjonalnie i intelektualnie rówieśnikom. Czyniąc to w nadziei na zysk lub jakiś efekt polityczno-propagandowy. Zawsze, podkreślam, zawsze kończy się to klęską i kompromitacją, po której owego młodzieńca chowają na pawlaczu, by wyciągnąć go za 20 lat, nieco już posiwiałego. Wtedy ma on misję podobną, ale nieco zmodyfikowaną, robi za tak zwanego zdolnego i zapomnianego, który powrócił, by rzec słowo prawdy. Patrz: Zenon Laskowik. Jeśli za wczesnym debiutem nie kryje się misja propagandowa to stoją tam pedały, albo starsze kobiety mające prawo do emocji. Trzeciego wyjaśnienia wczesnych debiutów nie ma w Polsce doby obecnej, a ja stawiam śmiałą hipotezę, że nie ma go w ogóle. Autentyczne są jedynie debiuty późne, czego dowodem może być choćby Henryk Sienkiewicz.
Wczoraj, ku uciesze gawiedzi, czyli nas tutaj licznie zgromadzonych, prawdy opisane tu przeze mnie potwierdziły się po raz kolejny. Bezwzględny i czyściutki jak dziecięca łza grafoman, bez odrobiny polotu, spokrewniony z salonowym artystą Tarasewiczem, wykreowany wskutek swojego prawosławnego, wymieszanego z komunizmem i głupotą wyznania, niejaki Karpowicz, dokonał auto-demaskacji. Pociągając przy okazji w otchłań swoje psiapsiuły, czyli Kingę Dunin, Kazimierę Szczukę i Kaję Malanowską, niedawno jeszcze płaczącą nad nędzą autorskich honorariów. Tu zatrzymam się chwilę i uczynię wtręt. O ile wczesne debiuty chłopców są podejrzane i nieważne z zasady, o tyle wczesne debiuty dziewcząt są jeszcze do tego komiczne. Nikt poza samymi autorkami nie traktuje tego poważnie. A dzieje się tak z powodu zbyt dużej ilości debiutantek gotowych na tak zwane „wszystko”. W finansach nazywa się to, o ile pamiętam, dewaluacja.
Karpowicz napisał wczoraj, że Kinga Dunin molestowała go seksualnie. No, a co miała robić? Panu się wydawało panie Igancy, że jak ma pan znanego wujka, to się obejdzie bez, przepraszam wszystkich serdecznie, dymania? Mowy nie ma. Tym bardziej owej mowy nie ma, że i o wujciu różne historie po świecie krążą. Wszyscy więc dookoła, łącznie z Karpowiczem, wiedzieli co jest grane. On jednak wskutek niewypłacalności postanowił rzecz całą naświetlić inaczej i opowiedzieć światu jak to było z tą Kingą „naprawdę”. Szczegóły znajdziecie sobie w sieci, a temat jest wałkowany naprawdę poważnie. My nie będziemy go drążyć od strony moczopłciowej, ale od propagandowej i misyjnej, jak zwykle. Oto Agnieszka Graf napisała, że póki Karpowicz nie odda Kindze pieniędzy, ona nie będzie podawać mu ręki. Potem już będzie, ale wcześniej nie. Szczuka zaś rzekła, że co prawda pisarze mają szczególne prawa, ale….
To jest szalenie istotne z mojego punktu widzenia, owe szczególne prawa pisarzy, bo jeśli takowe są, chętnie bym z nich skorzystał. No, ale Szczuka ogranicza je od razu głosząc, że prawa prawami, ale forsę trzeba oddać, bo dla ludzi kultury te 13 kawałków to jest jednak kawałek grosza. Potwierdziły się moje najczarniejsze obawy, w środowisku uznanych i poważnych literatów, krytyczek i krytyków, forsy nie ma. Malanowska nie ma więc czego płakać, tam jest po prostu bieda i pieniądze dostają po cichu jedynie wybrani. Jakiś Sierakowski może dostaje, albo ktoś równie eksponowany. Reszta musi szukać innych satysfakcji, a te mogą być dwojakiego rodzaju: sex and drugs. Wszystko oczywiście w umiarkowanych cenach, bo literaci mają szczególne prawa.
Prócz aspektów rozrywkowych ma to wszystko jeszcze wymiar propagandowy. Gazownia od dawna promuje twórców, którzy mają się publiczności jak najsłabiej kojarzyć z Polską. To jest wymóg podstawowy, by zostać uznanym i poważanym pisarzem. Trzeba mieszkać w Polsce i do Polski mieć różne anse. Karpowicz wpisuje się w to idealnie i on doskonale wiedział co robi publikując, za wstawiennictwem wujcia, te swoje brednie. Oto pochodzący z małej, białoruskiej wioski chłopiec robi karierę dzięki swojej przyrodzonej wrażliwości i pięknej duszy. Potem zaś mówi „spierdalaj” i jest w porzo. Ja już kolejny raz chciałem przywołać w tym miejscu innego chłopca o pięknej duszy, niejakiego Mirosława Nahacza, który pochodził rzekomo z wioski łemkowskiej, a w rzeczywistości był synem nauczycielki z Dukli. Jemu we łbie przewrócił Stasiuk i jego żona, zwana wydawczynią. Tak piszą, serio – wydawczyni. No i ten Nahacz, jak już się nahaczał, to jest nachapał, wielkiego świata, jak już przenocował parę razy w tych zaprzyjaźnionych warszawskich mieszkaniach, u tych wszystkich wspaniałych ludzi co kochają sztukę, prawdę, dobro i piękno, to wziął się i powiesił. Było troszkę szumu, ale wszystko ucichło, bo i o czym tu gadać, nie zrozumiał gówniarz, gdzie jest i o co w tym wszystkim chodzi, zaczął strugać pisarza i we łbie mu się poprzewracało. Co innego Ignacy. Kinga zaprosiła go do łóżka, gadka szmatka, może seks? Na co Ignac; a i owszem miła pani, ale najpierw kasa. Dalszy ciąg historii już znacie.
Dlaczego ja dołączyłem do tej ponurej historii taką wariatkę jak Malanowska? Otóż Karpowicz jest autorem środowiskowej powieści, w której odnaleźć mogą się wszyscy tu wymienieni. No i tylko jedna osoba nie chciała, by w tej arcyciekawej publikacji zmieniano jej imię. Był to mały synek Malanowskiej o imieniu Bruno. Chłopczyk chciał być po prostu sławny, chciał być w książce. Matka nie powiedziała mu widać jeszcze nic o tym jak niebezpieczne są wczesne debiuty.

I jeszcze jedno. Trzeba wyjaśnić dlaczego o tym piszemy. Otóż powód jest jeden sprawa Karpowicza i sprawa Kieżuna łączą się w pewien sposób. Unieważniają bowiem fałszywe charyzmaty.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl skończyły się co prawda promocje, w cenie 20 złotych mamy jeszcze tylko pierwszy tom Baśni, ale za to rozpoczęło się pełne niepokoju oczekiwanie na Baśń czeską i na album komiksowy pod tytułem „Święte królestwo”. Wczoraj go skończyliśmy, okładka dziś poszła do druku.

  16 komentarzy do “Łąderful lajf czyli fałsz wczesnych debiutów”

  1. Dziewczyny smsują z Sopotu: Jak damy, to będziemy damy a jak nie damy to wracamy 😉

  2. Obejrzałem wczoraj Ronina o Kieżunie z udziałem Cenckiewicza i Woyciechowskiego (Normalnie to on jest Wojciechowski ale od czasu Komisji Maciarewicza zaczął się pisać przez „y”). Cenckiewicz jeszcze próbował ratować sytuację i wydawało się, że zdaje sobie sprawę z co najmniej z dwuznaczności sytuacji ale ten drugi nie zdradzał oznak głębi refleksji na twarzy. Po wczorajszym występie w Roninie przyznaje panu rację. Tu idzie tylko o nakład „naszych” tygodników.
    Trochę mi tylko szkoda Cenckiewicza, bo to chyba rzetelny facet tylko nie jest na właściwym miejscu. Zbyt bardzo chce gdzieś przynależeć. Nie ufa samemu sobie.

  3. Ta nasza Agnieszka Graff to ona się zajmuje badaniem związków między homofobią a antysemityzmem (a poważna to sprawa)…Nie mogę się doczekać ,kiedy zbada związki między homoseksualizmem a filosemityzmem.Chyba pożyczę od Kingi Dunin parę groszy i nie oddam…

  4. Rzeczywiście, straszne to wszystko. Spojrzałam ile książek Karpowicz napisał w kilka lat. Prawdziwy przodownik pracy twórczej- 300% normy. Szybko zaczął i szybko skończył.
    Poglądy na temat roli dziewcząt na ASP wyłożył wuj Ignacego w jakimś wywiadzie i są mniej więcej takie, że najlepiej jakby się zajęły smażeniem kotletów.

  5. To wszystko jest groteskowo zabawne. Problemy zaczynaja sie jesli ta bande przyglupow i golodupcow zaczac traktowac poaznie.

  6. Ciekawe, kiedy ludzie przestaną kupować książki mędrców ze wschodu podobnych Karpowiczowi, na które w ich stronach nikt trzeźwy nie spojrzy. Jak próbują opowiadać bzdury, to im się mówi „weź się człowieku do roboty”. I wtedy z płaczem jadą do Warszawy zaprzyjaźnić się z Kingą Dunin, a potem zakochać w jakiejś sekretarz nagrody Nike.

  7. do telewizji śniadaniowej zaproszono pisarza z grona w gronostajach i prowadząca pyta – co było najtrudniejsze przy pisaniu tej książki dla Pana ? Nie goliła

  8. Ca que la famme veut,Dieu veut…

  9. Badz bardziej precyzyjny z tym „nie golila”. Mniemam, ze nie chodzi o to, ze nie lubila wodeczki golnac.

  10. A ten Woyciechowski juz wyszperal przodkow w postaci hetmana Zamojskiego albo Koniecpolskiego?

  11. To od czego one są wyzwolone, te wyzwolone kobiety, no mnie się wydawało że one mówiły że są wyzwolone właśnie od mężczyzn. To po co jej ten Karpowicz? Gdyby Kinga była wierna swoim ideałom, gdyby… Teraz tyle wstydu…
    Jak było w dowcipie? Kiedy kobieta się wstydzi po raz trzeci ? kiedy musi płacić za seks. Tych dwóch pierwszych wstydów to nie pamiętam jak to szło.

  12. dobrze przystaje na to – nie goliła brody 🙂

  13. ależ masz tych kołczów ostatnio… idzie nowe, czy co?

  14. No i wszystko jasne, a Ignac z dzika zwierzyna nie mial do czynienia. Ani z bobrem, ani z peknietym jezem.

  15. Nie wiem. Ale on grzebie w archiwach IPN a IPN nie obejmuje tak długiego okresu.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.