Byłby to miły gest, a jego patronką mogłaby zostać Ołena Zełenska. Sympatyczna w sumie osoba, która ma jakieś prywatne aspiracje. Tak jak wielu Polaków pomagam ukraińskiej rodzinie, ale jest coraz gorzej, bo ta rodzina to dwie osoby – tata i dorastająca córka. Wiek trudny, ojciec musi jeździć do pracy na Żerań, a dziecko zostaje samo. Teraz idą wakacje. Jeszcze gorzej. W szkole gdzie pracuje moja żona, jest nauczycielka z Ukrainy, samotna pani, opiekująca się ukraińskimi klasami. Nie można z jakichś powodów zatrudnić jej na stanowisku nauczyciela wspomagającego, zarabia więc mało, a wynajęcie mieszkania to 3 tysiące, czyli prawie cała jej pensja. No, a poza tym, jak tu znaleźć mieszkanie, kiedy tylu uchodźców jest w Polsce? To niemożliwe. Ona nie chce wracać na Ukrainę, bo wie że potem już do Polski nie wjedzie, a bardzo by chciała zostać. Gdyby czterech, w tym trzech byłych już prezydentów Ukrainy, połączyło się w geście solidarności i każdy przeznaczył milion euro z prywatnych swoich pieniędzy z przeznaczeniem na takie osoby, byłby to naprawdę miły gest. Wszyscy jednak wiemy, że tak się nie stanie. Nikomu z tych ludzi, wliczając w to prezydenta Juszczenkę, którego – sam nie wiem dlaczego – uważam za najbardziej ludzkiego – nawet taka myśl w głowie nie postanie. A byłby to polityczny gest wielkiej wagi. Nie tylko dla Polski i Polaków, bo nas, jak wiemy prezydenci Ukrainy mają w dupie, ale dla tych, którzy dzięki ich niedawnej postawie, jakże przecież solidarnej, stanęli wobec wyzwań ponad siły. Przeciwnie, słowa ministra spraw wewnętrznych Ukrainy, którego nazwiska nie zapamiętałem, zapowiadają, że te pojedyncze tragedie, połączą się niebawem w okoliczności, które państwo ukraińskie wykorzysta przeciwko Polsce, wskazując iż Ukraińcy są tu prześladowani. Słowa pana ministra są więcej niż zasmucające, bo te biedne, ukraińskie dzieci, które przychodzą do polskich szkół, często z domów silnie patologicznych, po raz pierwszy – w polskiej szkole właśnie – spotkają się z ludzkim traktowaniem. To jest aż nadto widoczne. Pan minister zaś, słowami bez żadnego pokrycia, sugeruje, że polska szkoła prześladuje ukraińskie dzieci. To jest coś wyjątkowo podłego. Szczególnie, kiedy popatrzymy na pana ministra i wsłuchamy się w jego słowa. Bo deklaruje on, że będzie pomagał tym prześladowanym. Niech lepiej tego nie robi, niech najpierw spróbuje pomóc sobie, bo najwyraźniej jakiejś pomocy potrzebuje.
Z czym kojarzymy prezydentów Ukrainy? Nieżyjącego Leonida Krawczuka zwykle z rozpadem ZSRR. Kuczmę, z zamordowaniem Georgija Gongadze, Juszczenkę z majdanem i obecnością w Tbilisi wraz z prezydentem Kaczyńskim, a także ze słynnym zdjęciem, na którym widać, jak całuje w rączkę wnuczkę prezydenta. Janukowycza kojarzymy z portretem na goło i złotym sanitariatem, Poroszenkę z czekoladą, a Zełenskiego z aktorstwem. W Polsce polityczne aktorstwo jest bardzo marnej próby, dlatego my już się odzwyczailiśmy od polityków grających dobrze. Mistrzem sceny jest u nas Hołownia, który gra zawsze pierwszą naiwną. Prezydent Ukrainy zaś potrafi zagrać co chce. I to nas trochę zmyliło. Poza tym, no ludzie, nie możemy poświęcać całego swojego czasu Ukrainie. Patrzymy więc na prezydenta Zełenskiego oczami opisujących go dziennikarzy, albo też oczami ukraińskiej propagandy, która w sposób przebiegły, niedostępny polskim twórcom propagandy lansuje jego wizerunek.
W nim zaś nie ma miejsca na odruchy ludzkie. Może kiedyś było, ale już się wymydliło. W wizerunku tym jednak jest miejsce na projekty polityczne dalece wykraczające poza ramy międzynarodowych ustaleń doby obecnej. Aspiracje Ukrainy rosną, a jak dobrze wiemy rosną one zawsze czyimś kosztem. I trzeba mieć naprawdę mężne serce i naprawdę trzeźwy umysł, żeby się nie dać ponieść aspiracjom. Czy prezydent Ukrainy, a także jego otoczenie legitymuje się takimi walorami. No, raczej nie.
Pamiętam jak w drugim roku wojny prezydent Zełenski zaapelował do nas, byśmy nie zwracali uwagi na to, że czasem coś tam zgrzyta we współpracy polsko-ukraińskiej, bo czas jest wojenny i ludzka małostkowość nie raz bierze górę nad poświęceniem – cytują te słowa z pamięci. I myśmy go posłuchali. I nadal słuchamy. No, ale teraz ten jego minister mówi, że prześladujemy dzieci. No, kurwa…, że zmienię nieco to, na bardziej zrozumiały dla ścisłego grona ukraińskich elit. Może czas zmierzyć się z małostkowością panowie i panie? Może czas spojrzeć nieco szerzej na okoliczności?
To zdaje się już jest niemożliwe, bo prezydent Zełenski, jego żona i współpracownicy ugięli kolana przed bożkiem aspiracji politycznych i popłynęli z prądem zdarzeń, których nie są niestety sprawcami. I od tego nie ma odwrotu. To znaczy jest ale potrzebne są do tego walory, których w rządzie Ukrainy nie posiada nikt.
W ostatnich dniach przez sieć przeleciała informacja, że w roku 2024 Zełenski złożył Amerykanom propozycje, by Ukraina została przyjęta do NATO, a wojska ukraińskie zastąpiły w krajach NATO wojska amerykańskie. Jakoś dwa lata temu nikt tego newsa nie zauważył, a należało to zrobić. Sam bowiem fakt, że ktoś go kolportuje, nawet jeśli jest to fake news, a Zełenski nie ma z nim nic wspólnego, powinien wszystkich postawić do pionu.
Szczególnie w Polsce, gdzie wszyscy pamiętają wypowiedź Sikorskiego, że przyjęcie Rosji do NATO jest możliwe, a wtedy rosyjskie wojska będą mogły stacjonować w Polsce – poprawcie mnie jeśli coś pokręciłem.
Przez te cholerne algorytmy na iksie ludzie zamieniają się w zombie i niczego już nie kojarzą. O wyciąganiu wniosków zaś nie może być nawet mowy. Taka propozycja – zastąpienia wojsk amerykańskich ukraińskimi – w krajach, które mają swoje armie i swoje organizacje paramilitarne, jest propozycją agenturalną, obliczoną na oddziaływanie w społeczeństwach silnie ogłupionych. Z jakiej niby racji ukraińskie wojska – po wojnie, która raczej zakończyłaby się utratą części ukraińskich terytoriów – miałyby stacjonować w Europie? No i w których krajach? W Rumunii? Na Węgrzech czy na Słowacji? I przed kim miałyby tych krajów bronić?
Powtarzam – samo pojawienie się tej informacji, nawet jako fejk newsa powinno obudzić wszystkich. Ona jednak powraca w dwa lata po jej wyemitowaniu i budzi powszechną wesołość. Bo przecież to niemożliwe. A Sikorski mówiący o Rosji, która wstąpi do NATO, też was ludzie bawi? Mnie nie, bo on znów jest ministrem. I z pewnością tych swoich słów nie zapomniał.
Załóżmy – czysto hipotetycznie – że do takiej operacji by doszło. Jaką mamy gwarancję, że owe ukraińskie kontyngenty, przy delikatnym nawet wahnięciu koniunktur politycznych, a przede wszystkim przy jakiejś zmianie sytuacji w Niemczech, nie zamienią się w kontyngenty rosyjskie? I nie mówcie mi, że w czasach formułowania tej propozycji nikt o tym nie pomyślał.
Dla każdego też było jasne, że ukraińskie wojsko w ramach NATO może stacjonować tylko w jednym kraju – w Polsce. To zaś oznacza – przy lekkim wahnięciu koniunktur politycznych i zmianie sytuacji w Niemczech, likwidację państwa polskiego, oczywiście wraz z całym NATO, które przestanie być już potrzebne, skoro konflikt na wschodzie wygaśnie, bo jego główny generator zostanie zlikwidowany. USA zaś, dzięki takiej operacji zostaną trwale usunięte z Europy. Mam nadzieję, że wszyscy to rozumieją, a także że wszyscy rozumieją jak wysokiej klasy aktorstwo prezentuje prezydent Zełensky.
Pojawiają się głosy, że trzeba budować architekturę bezpieczeństwa w Polsce bez Amerykanów. Ludzie, to oznacza wprost likwidację Polski, a także likwidację znacznej części Polaków. Bo to my najbardziej przeszkadzamy. I nie wiem już sam co moglibyśmy zrobić, żeby to się zmieniło. Chyba nic. Taki nasz los. Skowo nic nie możemy zrobić, to znaczy też, że nic nie musimy robić. I to jest wielka, moim zdaniem, ulga. Nie możemy więc przede wszystkim brać za dobrą monetę żadnych słów prezydenta Zełenskiego, bo jego kredyt zaufania w Polsce właśnie się wyczerpał. Nowego zaś nie zaciągnie. No chyba, że wraz z kolegami prezydentami utworzy ten fundusz pomocowy. No, ale to także jest obarczone ryzykiem, bo nie wiadomo, kto będzie tam dzielił pieniądze. Zapewne jakiś oddany sprawie minister.
Ktoś powie, że moja wizja jest niespójna, albowiem ewentualna obecność ukraińskich wojsk w Polsce oznacza, agresję ukraińską na nasz kraj. Co to dokładnie by oznaczało zależy wyłącznie od postawy Niemiec. I nie wmawiajcie mi, że Niemcy, po wycofaniu się Amerykanów, mieliby jeszcze jakiś interes w Kijowie. Nie, cała niemiecka polityka skierowana zostałaby do Moskwy. O prezydencie Zełnskym zaś słuch całkiem by zaginął. Czy on to rozumie? Nie przypuszczam.
Na koniec słowo o orderach. Tylko kabotyńskie gesty łączą byłych prezydentów Ukrainy. Nic więcej. Każdy z nich jest z całkiem innej bajki, a jeśli występują razem, to tylko w akcie wrogości wobec kraju i narodu, który opiekuje się ich obywatelami. Nic więcej tych ludzi nie interesuje. Postawmy więc kwestię taką – jeśli ktoś eskaluje, nie można mu przeszkadzać, przeciwnie, trzeba zrobić dżudo i przeciągnąć go w swoją stronę, a następnie podstawić mu nogę. To znaczy trzeba im oddać w cholerę wszystkie te Jarosławy Mądre i inne blaszane ozdoby, niech je sobie powieszą w łazienkach obok złotych sanitariatów.
Kto z polskich polityków zdobył się na taki gest? Michał Kamiński jedynie, pozostali, nie tylko politycy, położyli uszy po sobie i milczą. Źle robicie ludzie. I po złej stronie się stawiacie. Bo nie o dojrzałość polityczną tutaj chodzi.
Gazownia i jej poplecznicy już szykują dla Zełenskiego jakiś nowy order. On ma to – z całą pewnością – w dupie. Uważa już bowiem, że może ingerować w wewnętrzne sprawy Polski. I potrzebny jest wyraźny gest wskazujący, że jednak nie może. Bo za moment może się okazać, że ordery są jednak ważne i ci, którzy je w Polsce dostali mają wyraźne zobowiązania wobec Ukrainy. I one są właśnie priorytetem.
No nic, na dziś to tyle.
Za tydzień, w sobotę, otwieramy trzecie już Targi Książki i Sztuki w Ojrzanowie. Osoby zainteresowane książkami i sztuką zapraszamy serdecznie. Osoby nie zainteresowane wymienionymi kwestiami, a jedynie ciekawskie, albo takie, którym przyświecają inne jakieś intencje, nie są zaproszone. To jest komunikat na tyle jasny, że każdy go zrozumie.
Prócz swoich książek, będę miał też sporo rzeczy ściągniętych z rynku. Naprawdę ciekawych i zaskakujących. Pojedyncze egzemplarze zacznę wstawiać już teraz. Z tym, że jak je sprzedam to na targach już ich nie będzie, bo – jak mówię – tytuły te występowały w hurtowniach pojedynczo.
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pierwszy-rozbior-polski/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kronika-klasztoru-monte-cassino/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pius-vii-papiez-ktory-pokonal-napoleona/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/bitwa-o-quebec/
Dzień dobry. Cóż, powtarzam to przy każdej okazji, powtórzę jeszcze raz. Sam pomysł na taki kraj czy państwo jak Ukraina ufundowany został na nienawiści do Polski i z myślą praktycznego jej wykorzystania, by tej Polsce zaszkodzić. I to się udało. Zostawmy więc mrzonki o jakiejś polsko-ukraińskiej przyjaźni czy pojednaniu. Możemy i powinniśmy pomagać – ofiarom wojny i innych projektów sponsorów władz ukraińskich, oni bowiem cierpią naprawdę. Ale wyłącznie z powodów religijnych. Bo tak nam nakazuje nasze chrześcijańskie miłosierdzie. I to jest jedna z nielicznych bardzo okazji, by zaprezentować tę mityczną polską soft power. Różni zełeńscy jej nie zobaczą, ale te ukraińskie dzieci – owszem. Ja sam mam pewne kontakty z ukraińskimi rodzinami w Polsce. One są różne. Wnuki jednej z najbardziej lubianych przeze mnie Ukrainek właśnie zostały zabrane przez sąd w Polsce. Z powodu nieustannych pijackich burd urządzanych przez rodziców. Babci przykro, ale przyznaje temu sądowi rację.
Tak właśnie trzeba robić
Właśnie obchodzimy 25 rocznicę wizyty JPII na Ukrainie ,jest świetny artykuł o tym wydarzeniu w Niedzieli, naprawdę warto. Do dziś pamiętam jego słowa o Świętej Rusi jako kolebce chrześcijaństwa wschodniego w Kijowie, o podziękowaniach za obronę Europy przed najeźdźcami,i o przebaczeniu za niewierność zasadom chrześcijańskim,tak aby nie wracać już do przeszłości ale wyżej cenić to co nas łączy a nie dzieli. Kto dziś pamięta i poważnie traktuje te słowa? Ukrainie dały siłę do oderwania się od moskiewskiej niewoli,to był cud,a teraz widzimy zabawy w odbieranie odznaczeń,do czego to prowadzi i komu służy? Odbieranie świadczeń zdrowotnych i zasiłków dla nie mogących pracować uchodźców z Ukrainy jest wątpliwe etycznie,o tym dosadnie mówiła s. Małgorzata Chmielewska ale cóż,katolicka nauka społeczna nie jest już obowiązkowa w naszym kraju odkąd papież Polak nie żyje. Wszystko politycznie jakby jest na sprzedaż ale w mediach jest trochę głosów budzących sumienia.