cze 262026
 

Puściłem wczoraj na iksie obszerny fragment pamiętników Wacława Lasockiego, które w tym roku wydamy. Dotyczył on człowieka o nazwisku Antonowicz. Na pewno o nim nie słyszeliście, a jeśli tak, to w kontekstach nieistotnych.

Włodzimierz Antonowicz, lub jak piszą dzisiaj Wołodymyr Antonowycz, był ukraińskim działaczem niepodległościowym. W rzeczywistości był kimś innym, ale to właśnie za chwilę wyjaśnię. Matka Antonowicza była Rusinką, a ojciec Polakiem. Nie ma jednak tego ojca w życiu Antonowicza, więc pewnie zwiał, albo umarł. Wychowywał go, jak podaje wiki, Bonifacy Antonowicz, Polak – guwerner. Lasocki jednak pisze, że dzieciak wychowywał się w Odessie, w pensjonacie ojczyma – Węgra.

Antonowicz był modelowym przykładem prowokatora, który w umiejętny sposób prowadził młodzież ku zagładzie. Można by rzec, że to aż dziwne, iż nie został rozpoznany, bo w jego czasach, a nawet w trochę późniejszych, nie było lepszego naśladowcy szczurołapa z Hammeln, niż on właśnie.

Antonowicz, jako dwudziestokilkulatek pojawił się na uniwersytecie kijowskim, pełnym studentów rosyjskich, ukraińskich i polskich i rozpoczął tam działalność dość swoistą. Był poetą, ponoć historykiem i archeologiem, choć do końca nie wiadomo co to mogło znaczyć w tamtych czasach i tamtych okolicach. Odkrywał przeszłość w każdym razie i ją opisywał.

Jego popisowym numerem były zainicjowane w roku 1858 wycieczki młodzieży polskiej, poprzebieranej w stroje ukraińskich chłopów, do chutorów pod Kijowem, ale także tych dalszych porozrzucanych po całej Ukrainie. Antonowicz chciał by w ten sposób młodzież polska zapoznała się z życiem ludu, a także by zrozumiała potrzebę dokonania reformy rolnej. Czy to nie dziwne – na pięć lat przed Powstaniem Styczniowym, jakiś Antonowicz w Kijowie ciąga dzieciaki z ziemiańskich domów, odziane w czamarki i świtki, po wioskach, gdzie ludzie żyją jak za czasów Chmielnickiego?

Szybko stał się Antonowicz najważniejszą postacią w ruchu chłopomańskim i wzbudzał we wrażliwej młodzieży ciepłe uczucia do ludu, a także dbał o to, by młodzież ta – całkowicie polska i pochodząca z dworów – nabierała sympatii do ludu ukraińskiego. I to się Antonowiczowi udało w pełni. Rozumiał on bowiem dobrze, że uwłaszczenie chłopów nadejdzie tak czy inaczej. A raczej rozumieli to ci, którzy go do Kijowa przysłali.

Był bowiem, w mojej ocenie Antonowicz najbardziej oczywistym agentem ochrany działającym według dobrze rozpoznanego modus operandi. Wacław Lasocki opisuje nam całe zamieszanie wokół reformy rolnej, jakie dokonało się na Ukrainie, Wołyniu i Podolu w czasach przedpowstaniowych. Ziemianie, chcąc sami ulżyć doli poddanych wprowadzali w swoich majątkach jakieś rodzaje uwłaszczenia. I wszyscy, którzy to zrobili zostali ukarani więzieniem, zsyłką, albo konfiskatą. Mnożyły się prowokacje, których natury i charakteru nikt nie rozumiał i do dziś nie rozumie, albowiem nikt nie czyta pamiętników szlachty, algorytmy zaś dbają dziś o to, byśmy myśleli dokładnie tak, jak to sobie ochrana zaplanowała. Bo nie łudźcie się, że w czasach przed Internetem nie korzystano z algorytmów. One  były tylko inaczej nazywane, bardziej poetycko. Grupy konspiratorów przeznaczone do eksterminacji wyznaczano w taki sposób w jaki dziś się to czyni, poprzez charyzmatycznych liderów poruszających kontrowersyjne tematy. Takich jak Antoniewicz właśnie.

No, ale wracajmy na Ukrainę połowy XIX wieku. Podole za nic na świecie nie chciało się zgodzić na parcelację majątków, uznając że pańszczyzna może być co najwyżej zamieniona na czynsz. Nie miało to i tak wielkiego znaczenia, bo wszystko przecież zależało od cara, a ten przygotowywał przez różne fermenty grunt pod zmianę stosunków własności w południowych guberniach państwa. Ziemianie więc spierali się o formę uwłaszczenia, a najbardziej liberalnym regionem w tej kwestii był Wołyń, zaraz za nim Ukraina, czyli obszar wokół Kijowa i dalej na wschód. Podole pozostało konserwatywne. Ciekawe swoją drogą czemu? I na to zjawia się Antonowicz, który przebrany w czamarkę, wiedzie ziemiańskie dzieci na wieś, by pokazać im życie chłopów, a także nastawia te dzieci przeciwko rodzicom, którzy wszak  nie są jakimiś zakutymi łbami i rozumieją potrzebę reform. Nie rozumieją tylko, że to oni będą ofiarami tych reform. Opisane bowiem wyżej przedsięwzięcia, były całkowicie oderwane od politycznych i prawnych realiów, a ich celem było zastawienie pułapki i dokonanie szeregu konfiskat, na rzecz państwa, rdzennych Rosjan, albo najbardziej oddanych urzędników. Chodziło też o to, by zdewastować relacje między dworem a wsią, które – zanim pojawiła się kwestia reformy rolnej – układały się poprawnie. Bo też i obszar konfliktów w kraju tak zasobnym i żyznym nie był zbyt wielki. Szlachta więc żyła sobie, a chłopi sobie wypełniając wzajemne zobowiązania w ramach imperialnego porządku. Polacy oczywiście myśleli o niepodległości. I ten moment został wykorzystany przez licznych prowokatorów, ale nie o nich dziś będziemy mówić.

Narastający na uniwersytecie w Kijowie ferment prowadził młodzież wprost ku powstaniu, a kiedy to w końcu wybuchło, Polacy, także ci zafascynowani Antonowiczem i jego ideami, czyli również autor omawianych wspomnień, byli gotowi zginąć, byle konsekwentnie walczyć o swoje ideały. Lasocki, podejrzewając już kim jest Antonowicz odwiedził go w jego kijowskim mieszkaniu, żeby dowiedzieć się czy on także będzie walczył. Tak opisuje tę sytuację.

 

Już nawet po naszem ostatecznem zerwaniu z Antonowiczem i jego sobowtórem, a moim bardzo bliskim i wielce kochanym Tadeuszem Rylskim, nigdy nie mogłem pogodzić się z tą ciężką utratą i nie marzyć o jej odzyskaniu. Taka apostazja nie mogła pomieścić się w mojej biednej głowie i jako wieczny optymista wciąż się łudziłem nadzieją, że to tylko czasowe nieporozumienie, że te dwie w całem znaczeniu wyrazu potężne i, zdawało mi się, głęboko uczciwe siły powrócą do nas, jako rdzennie nasze. Już wtenczas nie byłem w Kijowie, a było to na parę dni przed pamiętnym 26 kwietnia 1863 r. Rozwodzić się nad stanem psychologicznym każdego z nas uważam za nieodpowiednie w tem miejscu. Muszę jednak zaznaczyć, że był to stan dziwnie podniosły i uroczysty, tem bardziej, że byłem już wtedy w wieku dojrzałym i że mieszkając na wsi, a bliżej znając ówczesne usposobienie ludu, ani przez chwilę nie łudziłem się nadzieją zwycięstwa. Z głęboką jednak rezygnacją gotowałem się do spełnienia tego, co uważałem za święty obowiązek i za konieczność dla wytworzenia nowej bohaterskiej tradycji. Głęboko byłem przeświadczony, że nie wyjdę cało z tej okazji. W takiej więc chwili, przybywszy z jakiemś zleceniem do Kijowa, nie chciałem zeń wyjechać, nie widząc się z Antonowiczem i Rylskim. Na krótko przed wyjazdem zabiegłem do nich. Mieszkało ich kilku, tworząc jakąś gromadę czy komunę rusińską. Tylko ich dwóch znałem. Przyjęli mię wprawdzie sarkastycznie, ale po koleżeńsku. Dopóki byli obcy, mówiliśmy o rzeczach powszednich. Wkrótce jednak, może przez delikatność, może po jakimś tajemniczym znaku, zostaliśmy we trzech.

Natychmiast skorzystałem z tego i odezwałem się w te słowa: „Nie chciałem wyjechać z Kijowa bez pożegnania was obu. Nie wiem dobrze, jak obecnie myślicie i co zamierzacie robić. Przypuszczam jednak, że nie możecie być na tyle ślepi, żeby nie wiedzieć, ku czemu idziemy. Ponieważ długo dzwoniliście na to samo kazanie, chcę was zapytać, co o tem myślicie i jak się zachowacie? Pytam o to całkiem prywatnie i po przyjacielsku. Zanadto dobrze i długo znaliśmy się, abym mógł się w tym razie zawahać. Od razu usposobienie ich obu zmieniło się. Spojrzeli po sobie i Antonowicz odpowiedział mi mniej więcej w następujący sposób:

Koledze i przyjacielowi nie mogę na tak ważne pytanie odpowiedzieć wymijająco albo półsłówkiem. Powiem więc wszystko, co o tem myślę, a na wszelki wypadek zanotuj to sobie w pamięci. Otóż, ponieważ my z ludem, a lud przeciwko wam, my z wami być nie możemy. Przedsięwzięcie wasze musi mieć fatalny dla was koniec. Najlepsi z pomiędzy was wyginą. Inni usunięci zostaną na daleki Wschód, jeszcze inni sami się usuną na Zachód. Zostanie śmiecie, które już nam nie zdoła stawić czoła. Tak więc sprawa nasza na tem może tylko wygrać, gdyż z dwóch wrogów naszych silniejszy zostanie zniszczonym, a z pozostałymi łatwiej już nam będzie dać sobie radę.

I tak właśnie, w mieszkaniu policyjnego prowokatora, w obecności polskiego konspiratora i jednej wtajemniczonej osoby, bez udziału postronnych, narodziła się doktryna nowoczesnego państwa ukraińskiego. Jej korzenie tkwią w raportach ochrany, czego nikt uporczywie nie chce zrozumieć. Także współcześni politycy ukraińscy. Sądzą oni bowiem, że ten proces, dziś przeskalowany, którym przecież nie kierują, można zatrzymać w połowie. To znaczy, że oni sami nie zostaną wydani na rzeź. To jest myślenie idioty, a zagadką pozostaje jedynie to, który z nich odegra dziś rolę Wołodymyra Antonowycza, przybłędy poczętego przez nieznanego ojca i wstawionego na czoło młodzieżowego ruchu patriotycznego, z którego w niedługim czasie wypączkowała doktryna Hruszewskiego, bo to Antonowicz, jak podaje wiki, stał za nominacją Hruszewskiego na katedrę Historii Ukrainy we Lwowie. Jak widzimy wielkie miał ów człowiek wpływy. Mógł ingerować w obsadę stanowisk akademickich w sąsiednim mocarstwie i nikt nie widział w tym niczego zaskakującego.

Oczywiście ochrana nie zamierzała patyczkować się z ruchem ukraińskim i został on wykorzystany do przejęcia majątków polskich powstańców, a następnie wyciszony, ale tylko w pewnych zakresach. Chłopi mordowali studentów odczytujących im Złota Hramotę, a następnie sami lądowali na Syberii, ale uniwersytet lwowski przeszedł trwałą przemianę i stał się ośrodkiem propagującym włościańską wersję historii Ukrainy, która – z niewielkim poprawkami – obowiązuje do dziś. Antonowicz był autorem jeszcze jednego ważnego sformułowania. To on wprowadził do publicystyki określenie – wielmożni koloniści. Tak młody ruch ukraiński określał polską szlachtę. I nie miało znaczenia, że liderzy tego ruchu z owej szlachty się wywodzili, albowiem – tak przypuszczam – wszyscy oni byli policyjnymi prowokatorami.

Trzeba było być bardzo bezczelnym, żeby o ludziach mieszkających na Podolu, Wołyniu i Ukrainie od setek lat, w ramach państwa wielonarodowego, mówić – wielmożni koloniści. No, ale to się utrwaliło. Kiedy więc dziś mówimy o jakichś wielonarodowych tradycjach I Rzeczpospolitej, kiedy się tym ekscytujemy, i uważamy, że inni podzielają nasze poglądy na historię, powinniśmy przyłożyć sobie coś zimnego do czoła i zrozumieć, że znajdujemy się w środku prowokacji. Tylko my bowiem, tak jak powstańcy roku 1863, wierzymy w walory tej wielonarodowej Rzeczpospolitej. Wszyscy inni nie chcą się z nikim dzielić tym co z niej zostało i zamierzają resztki tych aktywów przejąć.

Żeby to przeprowadzić potrzebna jest jakaś idea, całkowicie dęta i fikcyjna, która będzie kolportowana jawnie i konspiracyjnie. Może to być idea połączenia Polski i Ukrainy. Tak, jak w dawnych czasach jest to pułapka, służąca do tego, by imperium przejęło kontrolę nad ziemią będącą w prywatnych rękach. Ukraińcy jak zwykle są tu tylko narzędziem. Dlaczego oni niczego nie rozumieją? Wyjaśnia to w prosty sposób Wacław Lasocki. Oto stosowny fragment:

 

Przypatrując się zaś usposobieniu dla nas Rusinów w tej chwili, przekonywamy się, że krew naszych młodych rodaków wylaną została na marne, nie zyskując nawet u nich uznania. Zawiść i nienawiść do nas w niczem się wśród nich nie zmniejszyła. Bolejąc nad tem, co się w oczach naszych na Rusi dokonywa, dziwić się wszakże temu nie powinniśmy; ruchy te bowiem pół dzikie, hajdamackie, są dalszym tylko ciągiem dziejów tego ludu, a odpowiedź na to, dlaczego inaczej długo być nie może, dał już nam przed przeszło pół wiekiem ś. p. Konstanty Swidziński. Gdy bowiem w latach czterdziestych w gościnnych jego salonach rozpoczęła się zapamiętała dysputa między nim i jego rusińskimi gośćmi, Kostomarowem i Kuliszem, i gdy ci uporczywie twierdzili, nie dając dostatecznych dowodów, iż szlachta polska dźwiga na sobie całą winę przejścia kozaków pod rozkazy cesarstwa rosyjskiego, odrzekł im zniecierpliwiony Swidziński: — „Chłopi jesteście i dlatego pojąć mię nie możecie. A gdy się panowie ci obrazili, zaczął im spokojnie tłumaczyć, że obrazić ich nie miał wcale zamiaru, pragnął tylko w jednym wyrazie zamknąć orzeczenie stopnia ich kultury, oświaty i pojęć politycznych, a rozwijając myśl swą dodał: „Grać umiecie na dwóch tylko strunach, zawiści i nienawiści stanowej, a nie dorośliście jeszcze do żadnych ideałów państwowych. Na to, by zrozumieć, że tylko w zgodzie i wspólnie z nami coś możecie zdziałać i zdobyć jakieś znaczenie, trzeba być obywatelami kraju, a wy, mimo wasze uniwersyteckie wykształcenie, tego stanowiska nie zajęliście dotąd. Zamiast szukać drogi do zgody, szukacie powodów do kłótni i szczepicie nienawiść, która nic nie buduje.

Jak widzimy sytuacja nie zmieniła się ani na jotę. Pozostaje nam więc uważnie obserwować, co się będzie działo. Prowokacja może się bowiem udać tylko wtedy kiedy władza kontroluje całą komunikację, to zaś czynić może jedynie poprzez kolportaż prowokacyjnych treści, ustami i piórem charyzmatycznych liderów. Oni powinny rozgrzać krew i doprowadzić do serii wystąpień, których konsekwencje będą nieodwracalne. I tak Jarosław Kurski w rozmowie z panią Sznepf w najprymitywniejszy, podlany sosem nieszczerych emocji sposób opowiada, że Polacy także mordowali kobiety i dzieci w czasie wojny, ale nie potrafią się z tym zmierzyć. W całym wielkim Internecie kolportowana jest książka Marcina Roli Garbate nosy czyli kulisy judaizacji. Do wczoraj nikomu to nie przeszkadzało, nawet wydawnictwu Znak, które ją sprzedawało. Wczoraj jednak ktoś się oburzył i będą to wycofywać z księgarń. Rozumiem, że z wielkim hukiem, tak by „najwięksi polscy patrioci”, zdegradowani dziś do roli rusińskich działaczy z połowy XIX wieku, stanęli murem przy autorze i zapowiedzieli zemstę na żydach i wszystkich obcych. W imię wolności słowa rzecz jasna, bo jakże inaczej. To się oczywiście skończy widowiskowym pogromem prawicy i sprawiedliwość zatriumfuje. PiS zaś przegra wybory, bo nikt tam ni cholery nie rozumie z tego co się zaczyna dziać.

 

Zostawiam Wam trochę książek z rynku. Niektóre  z nich będą na targach w Ojrzanowie.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/polska-sztuka-wojenna-za-pierwszych-piastow/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-piractwa/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/andegawenia-w-latach-1009-1151/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wplyw-potegi-morskiej-na-historie/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojny-jagiellonow-ze-wschodnimi-i-poludniowymi-sasiadami-krolestwa-polskiego-w-xv-wieku/

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)