Zadam Wam zaraz zagadkę, ale najpierw podkreślę, jak ważne dla mnie zawsze jest, by tekst miał swój klimat i urodę. Nie każdy oto dba i nie każdy potrafi taki tekst napisać. No, a teraz zagadka, który ze współczesnych mistrzów pióra jest autorem tego fragmentu:
Na trzecim piętrze w watykańskim Sekretariacie Stanu znajduje się wyjście na balkon. Przy nim można obejrzeć mapę świata z XVI wieku, na której brak jeszcze Australii, ponieważ nie była wówczas odkryta. Z balkonu ulokowanego powyżej logii znanej z papieskich wystąpień wielkanocnych rozciąga się widok na Plac i Bazylikę św. Piotra. Widzimy też Kaplicę Sykstyńską z zewnątrz i jej malutki komin, który wypuszcza z siebie dym obwieszczający wynik konklawe. W dalszej perspektywie mamy widok na cały Rzym oraz na dziedziniec św. Damazego z placem i pałacem papieskim, gdzie na trzecim piętrze znajduje się apartament głowy Kościoła. Natomiast na samej górze Pałacu Apostolskiego ulokowano krużganek, po którym można spacerować i na którym rosną cytryny, a z nich, jak widomo, można zrobić pyszne limoncello.
Prawda, że smaczne? Mnie najbardziej uwiodła personifikacja komina, który wypuszcza z siebie dym, tak jakby był istotą szczególnego rodzaju, bytem samoistnym. No i to zestawienie smaku limoncello z ogromem i ponadczasowym charakterem otoczenia, a także błyskawiczne przejście od szerokiej perspektywy do szczegółu, który barwą i smakiem kontrastuje z dostojeństwem architektury i tradycji.
Czy wiecie już kto jest autorem tych słów? Jasne, to nasz niezawodny Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych. Fraza ta zaś rozpoczyna pierwszy rozdział książki Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju, w której Radosław Sikorski dyskutuje wraz z Wojciechem Giertychem o najważniejszych sprawach naszego świata. Wiem, że aż drżycie z emocji, czekając kiedy wyjawię Wam, cóż to za pytania. Otóż będę to czynił wolno, niczym strażnik labiryntu, który oświetla drogę podążającym za nim profanom wątłym światełkiem lampy oliwnej, tak starej jak sam Kościół, wyrzuconej na plażę gdzieś w pobliżu Ostii przez fale, z głębi morza, gdzie przeleżała dwa tysiące lat. Teraz zaś oczyszczona z piasku, na nowo napełniona oliwą, służy nam, oświetlając drogę w ciemnościach. Podążajmy więc, może na końcu tej drogi na nas także czeka szklaneczka pysznego limoncello, choć nadzieja na to jest słaba i drżąca jak płomyk naszej lampy…nikt bowiem w labiryntach nie serwuje wędrowcom napojów chłodzących.
Co uderza nas już na początku tego tekstu? Oto mówi Radosław Sikorski – rozmawiamy nie pierwszy raz…Ojciec już we wcześniejszych rozmowach mówił o kryzysie, który zaczyna trawić polski Kościół…Dziś do Ojca oceny przychyla się coraz więcej osób, z wyjątkiem…polskich hierarchów, których znakomite samopoczucie przywołuje skojarzenie z balem na Titanicu…
W tym fragmencie zaskakujące jest już pierwsze zdanie – rozmawiają nie po raz pierwszy? A który, bo każdy ma w pamięci karierę polityczną Radosława Sikorskiego i dla postronnego obserwatora, jej trajektoria zarysowała się dziwnymi błyskami w tych rejonach politycznego kosmosu, w które Wojciech Giertych nie wysyłał żadnych sygnałów…Tak myślą maluczcy…ale czy to prawda?
Kolejna kwestia – kryzys zaczyna trawić polski Kościół? Czyżby minister Sikorski rozróżniał dwa Kościoły? Jeden jest polski, a drugi zagraniczny? Precyzyjniej byłoby chyba napisać – Kościół w Polsce…No i dalej – teolog domu papieskiego, w prywatnych rozmowach z ministrem, ale także z nieokreślonymi bliżej – osobami, których jest coraz więcej – krytykuje Kościół w Polsce…Następnie informacje o tej krytyce, bez podania szczegółów, ujawnione są w publikacji, której masowy charakter nie ulega kwestii. Czy to tak wolno? I kim są osoby, których jest coraz więcej? Rozumiem, że ministrowi nie chodziło o takich jak my, ale o osoby wpływowe, z których zdaniem liczy się hierarchia. A przynajmniej powinna się liczyć, bo końcowy wniosek jest niewesoły – Kościół w Polsce to Titanic, który tonie, albowiem hierarchowie nie słuchają rad osób oraz teologa domu papieskiego, który z nimi rozmawiał. Mam tu pewną wątpliwość jednakowoż – może oni słuchają kogoś, kto stoi ponad teologiem domu papieskiego? Na przykład papieża? Wojciech Giertych, choć przechodzą przez jego biurko wszystkie dokumenty sygnowane potem przez Ojca Świętego, nie jest polskim hierarchą, a zakres jego kompetencji jest jednak ograniczony. Choć – jak podkreśla Radosław Sikorski – może zostać kardynałem. Ja zaś dodam, że skoro kardynałem, nie można wykluczyć opcji, że obecny teolog domu papieskiego sam zasiądzie kiedyś na Tronie Piotrowym. Uważacie, że to niemożliwe? He, poczekajcie w spokoju.
Odpowiedź Wojciecha Giertycha jest zaskakująca. Zacytuję ją w całości:
Od dawna modliłem się o nadejście tego kryzysu. Kryzys to moment, gdy Bóg wymusza sytuację, w której musimy się jednoznacznie określić. Albo wykonamy krok w głąb, ku prawdzie i Bogu, albo wykonamy jakiś unik, który zrani Kościół i innych ludzi.
Przyznam, że otworzyłem szeroko usta, kiedy przeczytałem ten fragment, a ich wnętrze wyschło błyskawicznie, albowiem, jak wiecie w Polsce mamy teraz iście rzymskie upały. Nie było jednak w pobliżu szklaneczki z pysznym limoncello, nie mogłem więc mych ust zwilżyć. A na dodatek o mało nie wleciała w nie mucha. Na szczęście w czas zacisnąłem szczęki.
Nie jestem przekonany czy słowa – Bóg wymusza – oddają należycie i poprawnie, a przede wszystkim istotnie, relacje Boga z Kościołem w Polsce, bo o Kościele w innych miejscach dostojni interlokutorzy nie rozmawiają przecież. Jak na teologa tej rangi ta wypowiedź jest nieco zaskakująca. Zawsze mi się wydawało, że Bóg niczego nie wymusza. Może dać nam wybór. Wymuszeniami zajmują się istoty innego rodzaju. No, ale co ja tam mogę wiedzieć? Potem jest jeszcze lepiej – musimy się jednoznacznie określić? Kto? Wszyscy wierni? Wierni w Polsce? Hierarchia w Polsce?
Odpowiedzialność za słowa to naprawdę kłopotliwa rzecz. Coś człowiek palnie, a jeszcze wydrukuje i nie wiadomo co potem z tym zrobić. Całe szczęście Bóg dał nam wolną wolę i nawet jak coś takiego się zdarzy, mamy kilka opcji do wyboru. Możemy udać, że nie słyszymy, możemy rozłożyć ręce w geście bezradności i uśmiechnąć się kokieteryjnie tak, jakbyśmy chcieli powiedzieć – no cóż, zdarzyło się. Możemy też, o czym wiem aż nadto dobrze, zakrzyknąć w stronę zwracającego nam uwagę człowieka, niczym nocny stróż na Krowodrzy w stronę pałętającego się po ulicach psa – a pódziesz! Oczywiście w miejscowym, krowoderskim dialekcie. Opcji jest kilka i zawsze można coś wybrać.
Spróbujmy teraz, korzystając z dostępnych narzędzi, ujmując rzecz w żelazne szczypce logiki, zbadać co wynika z tej wypowiedzi teologa domu papieskiego, że on sam, a także inni ludzie wespół z ministrem Sikorskim muszą się określić jednoznacznie wobec kryzysu Kościoła w Polsce. Po pierwsze – kiedy już to uczynią, konsekwencją będzie krok w głąb. Coś tam mi zostało w głowie z lekcji religii, a także z kazań licznych proboszczów i wikariuszy, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć, by jakiś duchowny namawiał mnie, bym wraz z nim, zrobił jeden choćby krok w głąb. Było coś o wypłynięciu na głębię, ale to nie jest tożsame przecież. Kołacze się wręcz w mojej biednej głowinie, że było całkiem na odwrót – oni wszyscy przestrzegali mnie przed krokami w głąb. Żebym do żadnych piwnic, ani lochów nie schodził. – O, to taki z ciebie przewodnik – zawoła zaraz ktoś – sam nie schodziłeś, a nas ciągasz po labiryntach, choć nie masz nawet uczciwej latarki, a jedynie płomyk lampy i jeszcze opowiadasz o jakichś napojach chłodzących co mają stać na stoliku w tych ciemnych piwnicach! No, jakoś tak się złożyło…ale…przypominam nieśmiało, nikt tu do niczego nikogo nie zmusza. Można nie podążać za mną, a zdać się na inne jakieś intuicje, Bóg bowiem niczego na nas nie wymusza, a jedynie daje nam wybór.
Wróćmy do wypowiedzi teologa domu papieskiego – jeśli nie zrobicie tego kroku w głąb, zachowacie się nieodpowiednio, zranicie Kościół i innych ludzi, czyniąc wcześniej jakiś nieprzystojny zupełnie unik. Widzimy więc wyraźnie, że inni ludzie, to nie jest określenie na jakąś nieopisywalną precyzyjnymi wyrazami masę, ale byt bardzo konkretny, a w dodatku równorzędny Kościołowi. Każdy zaś w swoim sercu powinien rozstrzygnąć czy inni ludzie są bytem tożsamym z osobami, których przybywa.
Mówi nam bowiem Wojciech Giertych – unik zrani Kościół i innych ludzi – uważam więc, jak można te dwie grupy utożsamić. I teraz musimy wrócić do kwestii – kto ma się jednoznacznie określić? Na pewno nie wszyscy wierni. Ci bowiem nie czytają książki Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju. To nam, dzięki Bogu, zawęża obszar poszukiwań. Więc kto? Wierni w Polsce? Też raczej nie, albowiem oni nie są przez rozmówców traktowani podmiotowo. Określać zaś siebie wobec kogoś lub czegoś, można jedynie w wymiarach indywidualnych. Masa, może zostać określona, przez istoty autonomiczne i sprawcze, pochodzące z wyżyn masom niedostępnych. Na przykład z krużganków, gdzie rosną cytryny, z których, jak wiadomo można zrobić pyszne limoncello.
To kto do diaska?! No hierarchia w Polsce, taki stan rzeczy bym ustalił. Hierarchia w Polsce musi się określić, żeby nie zrobić uniku i nie zranić Kościoła, w którego imieniu – nie chce być inaczej – przemawia Wojciech Giertych teolog domu papieskiego. No, ale nie przemawia on jedynie w imieniu Kościoła, ale także innych ludzi. Ci zaś stanowią odrębną, upodmiotowioną i zindywidualizowaną organizację o podobnej do Kościoła mocy. Można ją jednak zranić. Podobnie jak Kościół. I teraz ważne pytanie – jakie będą konsekwencje zranienia Kościoła, a jakie będą konsekwencje zranienia innych ludzi? Dla hierarchów oczywiście, bo nie ma uprzedmiotowionej masy wiernych. Ja tego nie wiem, ale jestem przekonany, że wszyscy hierarchowie w Polsce, którzy tę książkę kupili i czytają myślą o tym intensywnie. Mając cały czas w pamięci, że to przez ręce Ojca Wojciecha Giertych przechodzą wszystkie dokumenty sygnowane potem przez papieża. On sam zaś może, już wkrótce, zostać kardynałem.
Ktoś się pewnie zastanawia, po co ja to wszystko piszę? Otóż mam w tym swój osobisty interes. Kiedy zacząłem czytać ten fascynujący tekst przyszło mi do głowy, że jeśli coś w całym, wielkim Internecie, może złamać tyranię algorytmów, to właśnie ta rozmowa. I ja teraz będę tu codziennie omawiał jej fragmenty, dopóki nie przekonam się czy miałem rację. Lub też czy jej nie miałem. Pan Bóg daje nam wybór, zawsze, nie musicie więc za mną podążać, bo przecież wyraźnie widać, że – zgodnie z sugestią teologa domu papieskiego – schodzimy w głąb. I to taki głąb, że…
Na dziś to tyle. Mam nowe książki w sklepie. Niektóre z nich będą też na targach w Ojrzanowie. Niektóre, podkreślam. A targi już za tydzień – 4-5 lipca.
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/moje-zycie-wsrod-ludozercow-bialy-wodz-nuku-hivy/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/druga-wojna-punicka/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/robert-e-lee-zolnierz/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojsko-polskie-w-ii-polowie-xvii-wieku/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/los-rzymu-klimat-choroby-i-koniec-imperium/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojny-polski-z-zakonem-krzyzackim-1308-1521/
Minister inspiruje się prozą Dana Browna.
Stawiałbym raczej na Aleistera Crowley