Cze 242019
 

Wszelkie poważne projekty zaczynają się od solidnego przygotowania propagandowego. To zaś musi, aby zaważyć na skuteczności, trwać całe dekady. Tylko ludziom nieskończenie naiwnym wydaje się, że gwałtowne wypadki polityczne rozwijają się bez żadnego planu i przygotowania. Zanim cokolwiek się wydarzy musi pojawić się proroctwo. Ono dawniej miało wymiar religijny, a dziś ma wymiar naukowy, choć sama jego istota zaprzecza nauce i jej metodom. Tak się jednak zmienił świat, że ludzie już nie wierzą za bardzo w ekstatyczne wizje, wierzą w wizje naukowe. Proroctwo nie może być firmowane przez byle kogo. Ono ma swoją mechanikę i formowane jest oraz kolportowane dwuetapowo. Najpierw jego założenia wykłada i głosi jakiś wybitny i uznany przez ośrodki władzy i propagandy mędrzec, a potem jest ono powielane przez „proroków mniejszych”, przez ludzi „dotkniętych darem” jasnowidzenia, a wśród nich także nieletnich, głównie niewinne (albo udające niewinne) dziewczęta. To jest system kopiowany mechanicznie i ja mam na to dowód, a Wy, jeśli się dobrze zakręcicie, znajdziecie pewnie inne, lepsze dowody.

Pewnie mało kto to pamięta, ale w książce „Niedźwiedź i róża czyli tajna historia Czech” opisałem historię Krystyny Poniatowskiej, nastoletniej histeryczki, której przepowiednie, dotyczące losu Europy Środkowej, w tym Polski znalazły się w zbiorze proroctw wydanych przez Jana Amosa Komenskiego, zatytułowanym „Lux in tenebris”. To jest niesamowite, bo zbiór ten był po prostu wyłożonym czarno na białym planem zdewastowania katolickiej Europy za pomocą armii protestanckich, na które pieniądze wyłoży Paryż. Zawarte w nim teksty to przepowiednie wspomnianej tu Krystyny, ale także Krzysztofa Kettera oraz Mikołaja Drabika, dwóch agentów dworu paryskiego, zajmujących się prorokowaniem na terenie środkowej Europy. Piszą oni, szczególnie Ketter, w dwa stulecia przed rozbiorami, że konieczny jest podział Polski, żeby zatriumfowała Ewangelia. Piszą też, i to jest stały element politycznego profetyzmu, że ten zepsuty świat nie może istnieć dalej, bo Bóg tego nie ścierpi i koniecznie trzeba to zmienić. Początek proroctw umieszczonych w „Lux in tenebris” to rok 1616. Do wkroczenia wojsk szwedzkich, a także do wystąpienia Chmielnickiego jest jeszcze mnóstwo czasu, ale ludzie skupieni wokół Jana Amosa Komenskiego już wiedzą co się stanie. Czy proroctwa się spełniają? Częściowo tak, nie udaje się co prawda wprowadzić na tron polski Zygmunta Rakoczego, ani jego brata Jerzego, co również było zapowiedziane, ale dochodzi do serii krwawych wojen, które dewastują kraj. Ten jednak pozostaje przy katolicyzmie. Czyżby Pan Bóg jednak zmienił plany i uznał, że katolicka Polska jest lepsza niż jej podział na protestanckie kantony? Nie wiem co zamierzał i zamierza Pan Bóg, wiem, że Paryż – sponsor agentur protestanckich na terenie Niemiec, Czech i Polski, zwalczający bezwzględnie podobne agentury u siebie – zdecydował się na sojusz z Wallensteinem. Proroctwa poszły w kąt, albowiem drugi sponsor protestantyzmu i prawosławia w Europie Środkowej – dwór w Londynie, natychmiast wyczuł zagrożenie – Wallenstein na tronie w Czechach, a na to właśnie opiewało porozumienie tego pana z Francuzami, to katastrofa planów Londynu w regionie. Natychmiast zawarto porozumienie pomiędzy Wiedniem a Londynem, a w Czechach pojawił się nieznany jeszcze szerzej dowódca irlandzkich najemników, Walter Deveroux, nieślubny syn księcia Essex, który w odpowiednim czasie zamordował Wallensteina, kładąc kres planom francuskim. Plany protestantów jednak ciągle były aktualne i próbowano wprowadzić w życie zawarte w „Lux in tenebris” proroctwa. Co prawda Habsburgowie zdążyli otruć Zygmunta Rakoczego i jego angielską żonę, wnuczkę króla Jakuba, ale żył jego brat Jerzy, a nad granicą zachodnią Polski gromadziły się wojska szwedzkie, których wkroczenie, a jakże było przepowiedziane przez Poniatowską, Kettera i Drabika.

Po co ja to wszystko piszę? Proszę Państwa, mamy taką oto sytuację, pod sejmem od kilku dni siedzi trzynastoletnia dziewczynka – Inga Zasowska. Prowadzi ona, na wzór swojej szwedzkiej koleżanki Grety, którą wczoraj opisał Toyah, tak zwany strajk klimatyczny. Dziecko to, jak można przeczytać, mieszka w Grodzisku Mazowieckim, jej mama zaś Patrycja Zasowska pracuje w firmie Gedeon Richter Polska. To jest firma zajmująca się produkcją leków, firma farmaceutyczna po prostu. Mamy więc z jednej strony protest klimatyczny dziecka i jego matkę, która jest zatrudniona w najbardziej chyba ponurym i obrosłym mitami sektorze produkcji chemicznej. Jeśli oczywiście nie liczyć produkcji zbrojeniowej. Ów protest dziecka, które straszy nas, że zmiany klimatu mogą doprowadzić planetę do śmierci, nie jest odosobniony. Towarzysza mu demonstracje, wystąpienia i happeningi opatrzone hasłami – nie ma planu B, to już ostatnia szansa – i podobnymi. To jest dokładnie ta sama sytuacja jaką opisałem wcześniej, tyle że w XVII wieku zagłada miała nastąpić w wyniku interwencji samego Boga. Tu zaś natura zostanie unicestwiona przez człowieka, a ostrzegają nas przed tym kataklizmem niewinne dziewczęta – Szwedka i Polka. Ta Szwedka, jak napisali jej rodzice, leczy się psychiatrycznie, a jej stan – permanentna nadwrażliwość wywołana zespołem Aspergera – pozwala jest widzieć kumulujący się w atmosferze dwutlenek węgla. To niezwykłe. Krystyna Poniatowska też widziała różne ciekawe rzeczy, ale powodowane to było jej kontaktem ze sferą bytów wyższych. Tu zaś mamy szczególną wrażliwość zmysłową, spowodowaną stanem psychicznym. Obydwie sytuacje owocują darem prorokowania. Niebawem czeka nas katastrofa. To wiemy, ale co będzie na końcu i po co zaplanowano te proroctwa, które – i to współczesne i to XVII wieczne – dotyczą Polski i jej losów. Otóż sądzę, że lansowana od ponad pół wieku, a więc przygotowana zawczasu, jak Potop szwedzki, herezja ekologiczna, służy temu, by mocarstwa przestawiły globalną gospodarkę z kopalin na inne źródła energii. To się, co oczywiste, nie może obyć bez wojny, bo dystrybutorzy kopalin nigdy dobrowolnie ze swojej pozycji nie zrezygnują. Staliby się nikim przecież, wróciliby do stanu wspólnoty pierwotnej. Przestawianie gospodarki wymaga też licznych eksperymentów, które są kosztowne i ryzykowne. Trzeba nimi kogoś obarczyć. Najlepiej taki kraj jak Polskę. Tyle, że czas pędzi i jak widzimy, po nasileniu proroctw, nikt nie chce czekać zbyt długo. Zmiany muszą nastąpić szybko i Polska powinna się na nie zgodzić, a także ponieść koszta ich wprowadzenia. Jeśli nie Bóg będzie bardzo zdenerwowany, to jest przepraszam, nie Bóg, ale natura, która uwrażliwiła Gretę i Ingę na sprawy dotyczące klimatu i ekologii.

Histeria wokół protestu Ingi zaczyna narastać i wypowiedzi na jej temat już są obłożone ryzykiem. To znaczy nie takie wypowiedzi jak moja, bo ona nie wpisuje się w koniunkturę nakręcaną wokół proroctwa, chodzi mi o wypowiedzi polityków i tak zwanych „znanych osób”, które są natychmiast oprotestowywane jako niegodne i podłe. Ja nie będę komentował ani stylu wypowiedzi tej małej, ani stopnia jej uświadomienia ogólnego. Niech się tym zajmą inni.

Chcę tylko zwrócić uwagę na to, że pod sejmem protestuje dziecko menedżera firmy farmaceutycznej. To nosi wszelkie cechy nie tylko proroctwa, ale także promocji. A jakiej przy tym taniej.

Na początku napisałem, że naukowy charakter współczesnych proroctw stoi w jawnej sprzeczności z metodami przez naukę stosowanymi. To jest oczywiste. Każdy prorok fałszywy, umocowany politycznie i biorący udział w projekcie propagandowym, a niechby to nawet było niewinne dziecko, musi wystąpić z tym nieszczęsnym hasłem – Bóg tego dłużej nie zniesie. Praktyka zaś dowodzi czegoś innego – Bóg wszystko znosi i świat istnieje nadal. Jeśli ktoś nie wierzy w Boga, może w jego miejsce wstawić naturę, czy co tam chce, ale wynik wyjdzie mu podobny. Mimo szeregu kataklizmów, świat ciągle istnieje, a wręcz wydaje się, że ulubionym zajęciem Stwórcy jest demaskowanie fałszywych proroctw i szydzenie z tych, którzy je głoszą. Wrócę jeszcze do mechaniki kolportowania proroctw – w XVII wieku najpierw pojawił się Komenski, a potem Poniatowska i reszta tej bandy. W świecie współczesnym mieliśmy najpierw Ala Gore, a potem te biedne dzieci, oszukane przez własnych rodziców. Tak to działa.

Na dziś to tyle, zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  20 komentarzy do “Elementy profetyczne w polityce i propagandzie mocarstw”

  1. PRECZ Z UPAŁAMI!!!

  2. Ręka mnie swędzi żeby panu przypierdolić

  3. ciekawe jak to było przed potopem z tą propagandą proroczą 🙂 Od lewaczkow na grillu się dowiedziałem, ze zostało nam 30 lat bo asteroida leci 🙂

  4. A oto fragment nowego felietonu Szymona Hołowni, całość tutaj:

    https://www.tygodnikpowszechny.pl/porcja-nadziei-159307
    W swoim słynnym przemówieniu w Davos 16-letnia szwedzka aktywistka ekologiczna i klimatyczna Greta Thunberg wbiła w mięciuchne fotele wszystkich piaskowych dziadków i starych wyjadaczy polityki i biznesu twardą mową: „Nie chcę waszej nadziei. Nie chcę, żebyście żyli nadzieją. Chcę, żebyście wpadli w panikę. Chcę, żebyście czuli strach, który ja czuję każdego dnia. A wreszcie – chcę, żebyście zaczęli działać. Chcę, żebyście zachowywali się tak, jakby nasz dom płonął. Ponieważ tak właśnie jest”. Mocno kibicując Thunberg (i wielu jej podobnym nastolatkom, którzy lepiej od nas widzą, jak pokolenie ich rodziców zabija ich świat, ich przyszłość, ich marzenia), uważam, że ten pożar da się ugasić jednak tylko i wyłącznie nadzieją. Nie teoretyczną, rzecz jasna. To chore, że chrześcijanie postrzegani są dziś przez wielu jako w pierwszym rzędzie kierunkowi specjaliści od etyki seksualnej czy szerzej – bioetyki, technik wywierania wpływu czy nawet edukacji.
    Chrześcijanin, którego obraz wyłania mi się z Nowego Testamentu, to specjalista od jednej tylko rzeczy, od nadziei. Ktoś, kto samym swoim pojawieniem się w otoczeniu sprawia, że jest w nim mniejsze stężenie lęku, że w ścianach pojawiają się drzwi. To ktoś, kto robiąc wieczorny rachunek sumienia nie tyle spędza minuty nad rozdłubywaniem na atomy swojej ulotnej „nieczystej” myśli, ale zadaje sobie to zasadnicze pytanie: „czy dzięki temu, że ja żyję, mógł żyć dzisiaj na świecie także ktoś inny?” (to ważny, a często sprowadzany wyłącznie do biologicznej prokreacji wymiar chrześcijańskiej, z pochodzenia boskiej, płodności).

  5. Napisał Pan:

    Wszelkie poważne projekty zaczynają się od solidnego przygotowania propagandowego.

    Proszę przykład:

    https://znaj.ua/history/legendarnyj-korol-artur-vyyavyvsya-ukrayincem

  6. Rzeczywiście prawdziwa nauka nikogo już nie przekona.  Ta bowiem podaje, że np. w Jurze poziom CO2 był kilka razy wyższy niż obecnie i co? Czapy lodowe topiły się wielokrotnie, morze raz zatapiało ląd raz cofało się. Dzięki temu np. mamy złoża soli. Jeszcze dalej w Permie w czasie zwanym „matką wszystkich wymierań” zginęło ponad 90 % !!! wszystkich gatunków.

    Tego ecobełkotu szkoda nawet słuchać.

    Ech… Czego oni ich uczą w tych szkołach…

  7. Katolicki najemnik Walter Devereux of Ballymagir nie miał nic wspólnego z słynnym Earl emEssex (nie był księciem). Pisanie, że to jego nieślubny bękart to nieprawda. To naciągane bujdy.

    Ten który zabił Wallensteina pochodził ze starego irlandzkiego anglonormańskiego, katolickiego rodu z Wexford. Zabił zresztą na zlecenie Habsburgów z Wiednia a nie Londynu, który w latach 30 XVII wieku nie miał zbyt dużego wpływu na Europę, pogrążony w konflikcie Stuartów z Parlamentem.

  8. Takie płomienne przemówienia dziewcząt są możliwe tylko w pewnych okresach.

  9. Po prostu ,,wbiła ich w fotele,,.Teraz pewnie wszyscy oglądają przygody Pipi .

  10. przed wyborami do parlamentu europejskiego promowany był w Niemczech młody youtuber, ktory prorokował 12 lat, no chyba, że wyborcy zdecydowaliby się na zielonych.

  11. Profeta i profity oraz koniec (jego) świata

  12. już niedługo wypuszczą tabletki zmniejszające wpływ człowieka na klimat. Na przykład w pierdzie będzie mniej metanu, a w moczu znajdzie się czynnik rozpraszający gazy cieplarniane.
    I wszystko za jedyne 10 złotych za blister.

  13. A to wszystko dzieki  syntetycznemu zarciu  !!!

     

    Oj sie dzieje…

    … kura wyje, swinia pieje  !!!

  14. Moje ilustracje pochodzą angielskiego magazynu literackiego z roku 1894. Autorem opowiadania jest Harold Spender, który opowiada o wydarzeniach z czerwca 188_, dziesięć lat po przepowiedniach wielebnego Philipa Millwarda z dnia 4 lipca 187_ o końcu świata, który miał nastąpić za dziesięć lat. Choć rzeczywiście wielebny Millward wówczas zginął, to jednak było to wynikiem pożaru w jego domu na londyńskim West End. Nie wiem, czy to była postać rzeczywista czy fikcyjna, ale autor opisuje rzeczywiste miejsca, takie jak kościół świętego Klemensa i Hampstead Heath, do którego mam blisko.

    Podobnych wizjonerów nie brakowało od czasów biblijnych, a masowi mordercy, seksualni naciągacze obrodzili w amerykańskich sektach w drugiej połowie 20. wieku. Nie ciągnę tu tematu wizjonerek, bo temat jest zbyt wrażliwy, ze względu na cienką granicę między świętością a blagą.

    Natomiast z trzech wizjonerów, do których nawiązałem w niedawnych ilustracjach – Wernyhory, Clausewitza i Savonaroli, jeden wiedział, co mówi i pisze – ten, który przepowiadał koniec Prus wraz z niepodległością Polski.

  15. >Londynu, który w latach 30 XVII wieku nie miał zbyt dużego wpływu na Europę…

    A książę Rupert Reński, syn Elżbiety Stuart, siostrzeniec Karola I i wnuk Jakuba, chrześniak Gabora Bethlena ucałował rękę Ferdynanda III Habsburga w roku 1641, tylko dlatego, że zakochał się w rzadkim białym pudlu albo córce hrabiego Kufstein, który przez cztery lata więził go w Linzu.

  16. tak pochłonęły mnie mistrzostwa w pice kopanej do lat 21. że dopiero dziś, na blogu, dowiedziałem się o proteście Ingi. Zwolennicy Prostytucji już się kolo niej kręcą?

  17. Rupert (Ruprecht) miał tyle do powiedzenia w Europie, co jego pudel na polach bitew z Parlamentem podczas wojny domowej na Wyspach.

    Asystował każdej klęsce Stuartów – wojna 30-letnia, wojna domowa z Parlamentem, nieudany rajd floty rojalistów, katastrofalna wojna z Holandią po Restauracji, itd, itp.

  18. jeszcze była dziewucha z Polski która w USA  dostała nie wiem od kogo nie wiem od  jakąś ekologiczną nagrodę, która dziennikarze nazywali zdaje się Noblem ekologii. Jaja jak berety.

  19. i kogo to wówczas obchodziło?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.