Cze 222020
 

Dziś będzie trochę rozrywkowo…

Gabriel Maciejewski

Nie wiem co mnie podkusiło, żeby oglądać wczoraj na Netflixie polski serial zatytułowany W głębi lasu, przypuszczam jednak, że był to diabeł, który postanowił odwieść mnie od intensywnej promocji moich wydawnictw i narazić na straty. Nie mogę bowiem oprzeć się napisaniu recenzji tego dzieła. Zacznę jednak od czegoś innego. Od kilka razy już przypominanego fragmentu książki Marka Hłaski Piękni dwudziestoletni. Konkretnie zaś tego fragmentu, który dotyczy pobytu autora na emigracji w Paryżu. Oto pan Marek zamiast uczęszczać na kurs francuskiego, przesiaduje w restauracji Cher Wania, gdzie w rolach kelnerów występują dawni oficerowie białogwardyjskich pułków. Jeden z nich, mocno już posiwiały, robi wszystko, żeby zniechęcić klientów do zamawiania dań. Opowiada jakie są wstrętne, jak śmierdzą i jak niestarannie zostały przygotowane. Uśmiecha się przy tym diabolicznie i nieszczerze. Oczywiście osiąga efekt odwrotny. Restauracja Cher Wania pełna jest ludzi i wszyscy coś jedzą, popijając przy tym alkohol. Drugi zaś kręcąc się między stolikami, na wszelkie indagacje odpowiada zawsze jednym i tym samym zdaniem – eto wsio czieriez Jewrejew…!

No to teraz możemy lecieć z tą recenzją. Nie wiem tylko czy będziecie mogli uwierzyć w to, co napiszę poniżej. Oto na letnim obozie położonym w środku całkowicie nieatrakcyjnego, sosnowego lasu, suchego jak Sahara, mieści się obóz dla młodzieży. Młodzież pochodzi z różnych stanów i środowisk, a akcja rozgrywa się w roku 1994. W pobliżu jest jakaś woda, ale nie wiadomo dokładnie czy to rzeka czy jezioro. Pomiędzy uczestnikami obozu powstają więzi, które mocno komplikują ich sytuację, co w końcu prowadzi do tragedii. Sprawy mają się tak, kierownik obozu, grany przez faceta, który wygląda jak „ucieknięta” z kreskówki Myszka Miki po radioterapii i występował w roli szefa kancelarii w serialu „Chyłka”, ma romans z lekarką, matką głównego bohatera. Ten bohater z kolei ma na imię Paweł i widzimy go w odsłonach z przyszłości, kiedy jest już prokuratorem i przeżywa różne przygody. Matka ma romans z kierownikiem, a córka kierownika traci cnotę na tych wyschniętych szyszkach i igłach (doradzam scenarzystce by zdjęła majtki i sama przekonała się, co to znaczy bór sosnowy suchy – taka jednostka siedliskowa lasu jest) pewnej, upiornej nocy. Na obozie jest jeszcze seks bomba mącąca w głowie wszystkim chłopakom, syn sprzątaczki, zakochany w niej po uszy, Daniel, który podoba się siostrze głównego bohatera i sama siostra, która ma na imię Kamila i jest zakochana w tym Danielu.

Tu przerwijmy na chwilę, bo jak w każdym polskim serialu wszystkie dowcipy i suspensy popalone są już na samym początku. Pewnie w trosce o nerwy widza. Serial nazywa się W głębi lasu, a na samym początku widzimy scenę jak Adam Ferecy każe ściągać policjantom trupa znalezionego tuż przy ruchliwej drodze. I tak jest ze wszystkim. To niezwykłe, ale wytłumaczyć się tego inaczej nie da, jak tylko uporczywym idiotyzmem i nadużywaniem narkotyków przez scenarzystów. Dziwne jest tylko to, że nikt z ekipy nie protestuje przeciwko tym absurdom. Wszyscy grzecznie pracują, kamerzysta kręci, reżyser reżyseruje, aktorzy grają…

Akcja idzie tak: Laura, córka kierownika obozu, tego co ma romans z matką Pawła idzie z tym Pawłem uprawiać debiutancki seks w stylu jogin/fakir, to znaczy na szyszkach i igłach. Nie mogę, po prostu nie mogę…ludzie przejedźcie sobie dupą po nieheblowanej desce, to może zrozumiecie, co to jest natura i czym ona się różni od kultury. Niestety do spełnienia nie dochodzi, albowiem z lasu dobiegać zaczynają dziwne głosy, a potem słychać straszliwy krzyk młodej kobiety. Laura ucieka w jedną stronę bez gaci całkiem, a Paweł w drugą. Potem przenosimy się w tak zwane „nasze czasy’, które nie przypominają niestety żadnych znanych nam z doświadczenia, choćby pobieżnie, okoliczności. Oto Paweł, posiwiały już prokurator, wdowiec, opiekujący się małą córeczką, prowadzi sprawę zgwałconej na imprezie dziewczyny. Czynu tego dopuścili się dwaj młodzieńcy ze sfer, a dziewczyna była zakochaną w ich koledze siksą z prowincji. Nie ma więc szans, żeby utrzymała swoją wersję wydarzeń, tym bardziej, że na zdjęciach z imprezy widać, że ma tatuaż na tyłku. Tatuaże zaś jak wiadomo są oznaką degeneracji obyczajowej i satanizmu. W dodatku ojciec jednego z gwałcicieli, to znany dziennikarze telewizyjny, grany przez Pazurę. Jest to cynik i cham, który próbuje terroryzować naszego prokuratora. To nie jest trudne, bo cały czas przeżywa on traumę z młodości. A w dodatku, o czym dowiadujemy się niejako przy okazji, matka zostawiła go w dzieciństwie. To nam trochę nie pasuje, bo ta matka ciągle przy nim jest kiedy pokazują te przebitki z dawnych czasów, ale potem okazuje się, że ona zniknęła zaraz po tym obozie, jak jej mąż wykrył, że ma romans z kierownikiem.

I teraz najlepsze. Kierownik, grany przez tego dziwnego gościa, którego widać też w reklamach męskiego odzienia, gdzie wygląda on gorzej niż Twardoch, co przyznacie, jest jakimś tam osiągnięciem, otóż kierownik ten nazywa się Dawid Goldstein i jest żydem. Jego córka zaś, której posuwisto zwrotne ruchy plecami po szyszkach zafundował przyszły prokurator, jest żydówką. Ferency Adam zaś, którego wspomniałem na początku, nosi w filmie nazwisko Lubelski i wygląda jak wcielenie samego siebie z filmu Bitwa warszawska. No i on przesłuchuje Goldsteina w roku 1994 i mówi do niego „ty żydu”, a następnie próbuje coś na nim wymusić. Konkretnie zaś przyznanie się do winy. Bo Goldstein miał klucze do obozu, a okazało się, że czworo uczestników wyszło z tego obozu i gdzieś polazło. Potem zaś, kiedy okazało się rano, że ich nie ma, zrobiła się, przepraszam, zadyma. No i później policja odnalazła dwa ciała – gołej Moniki, obozowej seksbomby i Daniela – obozowego amanta. Ona miała poderżnięte gardło, a on był podziurawiony nożem. Prócz trupów mamy też dwoje zaginionych – Artura, syna sprzątaczki i Kamilę, siostrę głównego bohatera, tego co wiecie, wpadł na pomysł z tymi szyszkami…

W nowszych czasach problem Pawła, prokuratora, który ma do pomocy jakąś androgyniczną istotę wyglądającą, niczym dojrzewający do roli wynajętego grabieżcy, młody wiking, polega na ustaleniu czy Artur i jego siostra Kamila zostali zamordowani, czy nie. To nie daje mu spać. Aha, jego żona umarła na raka, a fundacja, którą prowadziła przeszła w zarząd jej siostry. Co jest mało prawdopodobne, jeśli brać pod uwagę obowiązujące prawo. No, ale kto by się przejmował prawem, skoro bór sosnowy suchy i występujące w nim ograniczenia nie zrobiły na scenarzystach wrażenia.

Sytuacja w przeszłości rozwija się następująco. Pan Goldstein i jego córka zostają przez polskich antysemitów oskarżeni o doprowadzenie do śmierci dwóch osób i zaginięcie kolejnych dwóch. Polscy antysemici rozpoczynają dziką nagonkę na Bogu ducha winnego Goldsteina, polega ona na tym, że malują na jego bloku napis – Polska dla Polaków, a na samochodzie napis – ty żydu. Potem Goldstein przeżywa załamanie nerwowe i płacze, a jego córka nie może chodzić po osiedlu z obawy, żeby jakiś antysemita nie najechał na nią rowerem.

W „naszych czasach” sprawy idą tak – policja, ale już inna, grana przez Jakubika, który nosi nazwisko Jork, zupełnie jak taki mały, piskliwie szczekający piesek, odnajduje trupa, który ma fałszywy dowód. Prokurator Paweł rozpoznaje tego trupa. To Artur zaginiony w epoce komisarza Lubelskiego, syn sprzątaczki zakochany w zarżniętej Monice seks-bombie. Poznać to można po dużej bliźnie na lewym ramieniu. Do kostnicy doprowadzeni zostają także rodzice tego nieboszczyka i oni uważają, że to nie ich syn, bo tamten miał bliznę na prawym ramieniu. No, ale prokurator Paweł ma w domu zdjęcia z dawnych czasów i widzi, że rodzice, szczególnie matka, kłamią, bo dobrze widać, na którym ramieniu była ta blizna. Prokurator Paweł, prócz tego, że usiłuje pomóc zgwałconej przez syna Pazury nastolatce, to jeszcze rozpoczyna prywatne śledztwo w sprawie zamordowania tego gościa z blizną na ramieniu. W międzyczasie wychowuje córkę, albowiem jest wdowcem i kochającym ojcem.

Scenarzysta miał, zdaje się zamiar, przedstawić sprawy tak, by widz miał wrażenie iż wszyscy kłamią, bez porozumienia między sobą. Kłamią, bo przytłacza ich ciężar odpowiedzialności za to co się stało, a o czym widz jeszcze nie wie. Efekt jednak jest inny – widz ma wrażenie, że zarówno w scenariuszu, jak i na planie, wszyscy chlają i poprawiają efekt alkoholowy wciągając nosem inne jakieś substancje.

Nie mogę niestety opisać tu wszystkich wątków, bo musiałbym mozolić się z tym do wieczora. Po latach odnajduje się też Laura, ta żydówka, co to położyła się w tę straszną noc odważnie na wyschniętych szyszkach. Jest wykładowcą czegoś, na jakiejś uczelni i żoną rektora tej uczeni, mocno od niej starszego. Kiedy spotyka po latach prokuratora Pawła wspomnienie szyszek powraca i miłość rozkwita na nowo. Trzeba jednak o tym bez przerwy mówić, albowiem aktorzy nie potrafią w przekonujący sposób oddać tych emocji. A co robi pan Goldstein? Siedzi w domu starców, gdzie opiekują się nim brzydkie, owłosione pielęgniarki w grubych okularach. Coś przeżywa, bo w czasie szkicowania widoczku jakiegoś malarycznego bajora, kiedy ostrzy ołówek, zacina się w palec i nawet tego nie zauważa. A kiedy zauważa, popada w zamyślenie i smaruje tą krwią po czarnym szkicu, co ma wywołać efekt grozy. W dodatku tanio, bo na tym polega produkcja polskich seriali. Są one montowane pod zbiorowym hasłem: Jak za pomocą kotka Mruczka, krzywej Kazi i Józia z procą na nakrętki, zaaranżować polowanie na syberyjskie tygrysy w górach Sichote Alin. Widzimy to w każdej scenie, każdego polskiego serialu.

No, ale….Pazura zaczyna szantażować Pawła, jego szwagierka, która wbrew logice i prawu przejęła fundację żony, okazuje się malwersantką, a policja z Jakubikiem- Jorkiem w roli głównej zaczyna podejrzewać Pawła o to, że on zabił faceta z blizną czyli tego całego Artura.

Kiedy już nam się wydaje, że prześladowani przez polskich antysemitów żydzi są całkiem niewinni na scenę wkracza jeszcze jedna postać – wychowawca Malczak. Widzimy go już wcześniej i jest on tak zrobiony, że od razu rozpoznajemy w nim psychopatę. To znaczy odgadujemy, że to prymitywna małpa nie panująca nad instynktami, która udaje rozedrganego wewnętrznie intelektualistę. Okazuje się, że to Malczak jest mordercą, bo miał jeszcze na sumieniu jedną kobietę, całkiem obcą i sprawa ta została wykryta w dawnych jeszcze czasach przez młodego Pawła, który go śledził i spostrzegł, że rzeczy po tej zmarłem Malczak ukrywa w starej szklarni pod plastikowymi doniczkami do rozsad. Doniósł o tym Lubelskiemu i ten Malczaka aresztował i jeszcze przypisał mu dwa morderstwa z obozu. No i Malczak siedzi, a Paweł już dorosły, próbuje wyciągnąć odeń informacje o tym, czy jego siostra przeżyła czy nie. W tym czasie Laura żydówka ujawnia mężowi, że się zakochała w koledze z dawnych czasów, a on przyjmuje to ze spokojem i smutkiem. Policja czyli Jakubik-Jork „daje dupy”, tak się w tym filmie określa drastyczne zaniedbanie obowiązków służbowych, bo okazuje się, ze pod mostem gdzie znaleziono faceta z blizną na ramieniu są kamery i one nagrały jak ktoś podrzuca tam trupa…Odkrył to Paweł rzecz jasna.

Aha! Byłbym zapomniał! Jeszcze Chinka! Pojawia się tam Chinka, która pracuje w chińskiej restauracji. Ona jest taką samą Chinką, jak kot Mruczek tygrysem syberyjskim spacerującym po ośnieżonych zboczach gór Sichote Alin. To jakaś pani z Targówka w peruce i makijażu, która wskazuje Pawłowi gdzie mieszkał człowiek z blizną na ramieniu, który był jej narzeczonym. On idzie od tego mieszkania i tam spotyka policję czyli Jakubika. Ten zarzuca mu zamordowanie dawnego kolegi, a potem okazuje się, że jednak przesadził. W czasie oględzin miejsca czyli tego mieszkania, wychodzi na jaw, że ktoś umył podłogę, ale zostały na niej ślady krwi, układające się w napis PAWEŁ. No w to, że zamordowany przed śmiercią napisał na podłodze własną krwią imię mordercy, nie uwierzy nawet Jakubik. I od tego momentu sprawa nabiera tempa. To taki żart oczywiście, ona się ciągnie, jak guma z tych majtek co je Laura żydówka pozostawiła w borze sosnowym suchym w noc morderstwa.

Prokurator Paweł postanawia odwiedzić ojca swojej dawnej, rozdziewiczonej na szyszkach dziewczyny, która ma męża rektora. Jadą do tego domu starców, z owłosionymi pielęgniarkami w środku i tam on z nim rozmawia na osobności. I teraz normalnie nie uwierzycie w to co się tam stało. Idą na ten pomost nad bajorem, w lesie i tam rozpoczynają rozmowę. I Goldstein, który został pozbawiony majątku, bo musiał zapłacić odszkodowanie za niedopilnowanie obozu, robi tajemniczą minę i mówi – myślałem, że coś wygadasz, ale nie, trzymałeś język za zębami. No i pokazują retrospekcję. Ciemna noc, wrzaski, majtki Laury na szyszkach, Paweł przerażony tym co słychać w lesie ucieka, odprawiwszy wcześniej swoją dziewiczą kochankę. Idzie wolno przez ten ciemny las i widzi nagle, żyda Goldsteina, kierownika obozu i wychowawcę Malczaka w miłosnym uścisku tak silnym, że słychać prawie pękające kości. Tu Goldstein ma romans z matką Pawła, która wcale nie odeszła odeń kiedy był dzieckiem, ale została zamordowana przez ojca nie radzącego sobie z emocjami i zakopana w lesie, a tu się całuje z Malczakiem psychopatą! I to proszę wycieczki nie koniec, chwilę potem wychowawca Malczak, na oczach nieszczęsnego Pawła zaczyna robić, pardon, laskę żydowi Golsdsteinowi, kierownikowi obozu, którego do tej pory uważaliśmy za niewinną ofiarę nagonki polskich antysemitów! Ale się porobiło, co nie! Kiedy retrospekcja się kończy, żyd Goldstein, osiemdziesięcioletni starzec, po przejściach, który kaleczy sobie palce temperując ołówek, sięga do kieszeni wyciąga z niej pistolet i zaczyna nim wymachiwać w okolicach głowy prokuratora Pawła. Boi się bowiem, że tamten ujawni, jego związek z Malczakiem, który odsiaduje wyrok za podwójne morderstwo. Szamocą się szamocą i widzimy, że staruszek, chyba ćwiczył krav magę, bo radzi sobie lepiej niż 45 letni prokurator. Pada strzał, a prokurator wali się na pomost. Żyje jednak tylko strasznie się męczy. Nadbiega żydówka Laura, córka Goldsteina i wydaje okrzyk grozy, taki sam zupełnie jak tamtej nocy przed laty. Pan Goldstein, który nie ma najwyraźniej zamiaru, mordować prokuratora na oczach zakochanej w nim córki mówi, że Kamila siostra tego Pawła, żyje, a potem strzela sobie w łeb. No dobra, nie mogę tego dłużej ciągnąć, zmęczyłem się bardzo opisywaniem tych elukubracji. Powiem o co chodziło.

Matka nie odeszła, zabił ją ojciec i zakopał w lesie. Potem, z niewiadomych przyczyn policja znalazła przypadkowo kości tej matki w jeziorze czy też stawie. Nie wiadomo dlaczego, może ich przemieszczenie spowodowały jakieś niedostrzegalne dla przyrządów pomiarowych ruchy tektoniczne.

W roku 1994 Malczak psychopata pokazał Arturowi zakochanemu w Monice i Kamili zakochanej w Danielu, jak uprawiają oni seks, nie licząc się zupełnie z uczuciami tych dwojga. Po czym zaproponował, żeby wyjść wieczorem na ognisko, napić się, a później wspólnie kąpać się w rzece bez gaci. Kiedy zaś tamci wejdą do wody, zabrać im ubrania i uciec. Taki żart młodzieńczy. Artur i Kamila, zgodzili się, ale na ognisku sprawy się skomplikowały. Dziewczyny pokłóciły się o to, która jest ładniejsza i Kamila trochę poddusiła Monikę. Malczak zaś, ujawniając swoją prawdziwą naturę, poderżnął jej gardło, po czym poszedł uprawiać seks oralny z kierownikiem Goldsteinem. Uczestnicy imprezy przy ognisku wpadli w panikę i zaczęli latać po lesie bez sensu. I tak Daniel wpadł na Artura, a ten go zadźgał, bo myślał, że to Malczak, co było niemożliwe, bo wiadomo co tamten wtedy robił… Kiedy matki – lekarka i sprzątaczka – dowiedziały się o wszystkim, postanowiły ukrywać swoje dzieci i wrobić Malczaka. To im się udało. Przy okazji ucierpiał też trochę Goldstein, bo choć nikt nie dowiedział się o jego związku z Malczakiem psychopatą, to jednak polscy antysemici nacięli go na parę złotych. Na koniec okazuje się, że Kamila żyje, a matka Artura, ta sprzątaczka z obozu wyjawia mu miejsce gdzie ona się przez te wszystkie lata ukrywała. Jest to klasztor. Paweł tam jedzie i spotyka Kamilę, ale nie widzimy jej twarzy, bo serial na szczęście się kończy. Aha wcześniej finał znajduje ta sprawa zgwałconej z tatuażem na tyłku. Paweł rezygnuje z pracy prokuratora, godzi się zapłacić za malwersacje szwagierki, byle tylko posadzić syna Pazury, który po jego przyznaniu się do nie popełnionej winy, traci możliwość szantażowania go. Zapewniam Was, że opisałem może 1/3 wątków w tym sześcioodcinkowym serialu, jest ich tam znacznie więcej. Nie wiem, co napisać na koniec, może tylko jedno tu pasuje, bo współscenarzystą tego dzieła jest brat Zygmunta Miłoszewskiego, a więc proszę wycieczki oto motto na dzisiejszy dzień – eto wsio czieriez Jewrejew….

Możecie dziś nie kupować książek, wyświadczycie mi tylko przysługę….

Aha, jeszcze jedno – zastanawiacie się pewnie, kto zabił 37 letniego Artura w jego własnym mieszkaniu i przewiózł go pod most, w sam środek miasta, żeby policja mogła łatwiej znaleźć ciało? Otóż zrobił to biseksualny żyd Goldstein, kierownik obozu dla młodzieży. Urwał się jakoś z tego domu starców, pilnowanego przez owłosione pielęgniarki, pojechał do Artura, zamordował go, napisał palcem umoczonym we krwi imię PAWEŁ na podłodze, a następnie umył tę podłogę chlorem. Luminol jednak wykrył napis, a tajemnicze włókna z mercedesa beczki, którym jeździł Goldstein wskazały Jakubikowi-Jorkowi, że to właśnie on jest mordercą. Niezwykłe prawda?

  22 komentarze do “Eto wsio czieriez Jewrejew!”

  1. Zamurowało cię Heniek, co? 🙂

  2. ? Kto to wytrzyma – nie dałem doczytać połowy tego rysu fabuły.

  3. Powalił mnie bór sosnowy suchy w drugim akapicie, a dalej było tylko lepiej. Dziękuję – ustawił mi Pan dobry humor na resztę dnia.

  4. Powinni kończyć napisem „Audycja zawiera lokowanie polityki historycznej”

  5. To nie jest polityka historyczna, nie wiem co to jest

  6. ale też żyd dla amerykańskiego widza, a przecież jest to Netflix, w kontekście Polski ma znaczenie

  7. Też nie dałem rady. Sen wariata. Polskie seriale i filmy omijam wielkim łukiem.

  8. Co ten korona wirus z ludzi robi Gabryś ☺

  9. Bujasz czyli konfabulujesz?

  10. Panie Gabrielu! Po raz pierwszy nie mogę Pana przeczytać do końca, aż mnie zęby bolą.

    Scenarzysta tego dzieła to: „Wojciech Miłoszewski urodził się w 1980 roku w Warszawie. Jest młodszym o cztery lata bratem innego popularnego pisarza, Zygmunta Miłoszewskiego”

    I wszystko jasne

  11. „Cień wiatru” po polsku?

  12. nie dałam rady, tylko 1/3 tekstu, ale jutro rano obiecuję doczytać

    A ścieżka muzyczna to może małego Maty (Matczaka co jego tata profesorem jest)  ? . No bo to by było właściwe … elita…

  13. Przeważnie czytam od deski do deski, tym razem po dwu fragmentach miałam dosyć,          a jestem twardym zawodnikiem.  Ojciec J. M. Bocheński mawiał : „Głowa to nie śmietnik”   i miał rację.

  14. Dopowiadam, mam na myśli „Cień wiatru”, nie tekst Coryllusa, bo tu się uśmiałam do łez.

  15. Ogladałem , może być , typowy serial o niczym . Polecam na Netflixie Space Force czyli o lądowaniu na księżycu .

  16. Wszystko to jest scenariusz typowego  z l. 70-tych (kiedy dzieła te miały jakiś tam scenariusz). Jest postęp

  17. * typowego pornola

     

    Jewreje wycięli…

  18. PISF dał na to kasę (ile?) i zatrudniono przy tym 223 osoby, czyli taka jest lista płac i do tego na umowę zlecenia jeszcze jest  kilka firm ochroniarskich, p.pożarowych i jeszcze jakieś kilka zleceń typu „dowóz oranżady”.

    aha a film łączy czas lat 90 – tych i jakieś zdarzenia z 2019  roku. Bardzo ciekawe.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.