styczeń 172021
 

Ktoś tu wczoraj napisał zdanie – ilu badaczy tyle hipotez. Nie wiem w zasadzie co powiedzieć, bo zdanie to jest często używaną torpedą, która ma rozwalać demaskację wydarzeń i okoliczności istotnych i dobrze ukrywanych. Ja to piszę wprost, żeby się nikt nie musiał zastanawiać o co mi chodzi. Pochodną metody publicystycznej, która wyraża się w tym zdaniu jest konstruowanie tak zwanych ciekawych historii i interesujących hipotez. No i ciekawostek historycznych rzecz oczywista. A także stworzenie złudzenia, że wszystkie one są równoprawne i tak samo ważne. Jeśli do tego dodamy pracę akademików publikujących artykuły na podstawie niedostępnych dla nikogo poza nimi źródeł, mamy żyzną glebę, na której wyrastają łany całe propagandy wymierzonej w istniejące i jak najbardziej czynne organizacje. Ja oczywiście wiem, że sam skorzystałem z tego zamieszania i stworzyłem swoje wydawnictwo, które ma jednak nieco inny charakter niż typowe ośrodki kolportowania ciekawostek i sensacji. Wiem też, że nie powstrzymam tych swobodnych dyskusji prowadzących na coraz dalsze manowce, ani też nie powstrzymam profesorów upatrujących swoją misję w pisaniu książek o Józi w burdelu. Jedno mogę jednak zrobić. Nikt tu nie będzie sadził mi kwiatków opakowanych w folię z napisem – ilu badaczy tyle hipotez. Ostrzegam. Wiem bowiem co się za tym kryje. Otóż kryją się za tym tak zwane „fajne historie”. One właśnie, obok obłąkanych „badań” dotyczących kultury, sztuki i ich rozwoju, są najgroźniejszym zamulaczem umysłów. Tego jednak nie da się nikomu wyjaśnić, albowiem owe fajne historie pomyślane są tak, by podnosić samoocenę czytającemu. Już o tym kiedyś pisałem, ale powtórzę, jeśli ktoś chce tu lansować hipotezy zawarte w książce Manuela Rosy o tym, że Kolumb to syn Władysława Warneńczyka, bo to takie fajne, niech się opamięta póki czas. Najważniejszą bowiem zdobyczą tego portalu jest metoda polegająca na omijaniu takich raf. Z takimi historiami jest dokładnie tak samo, jak z Józią w burdelu i gołą babą na okładce. Mają zwrócić uwagę czytelnika, ale kiedy się bliżej zaczynamy temu przyglądać okazuje się, że nic takiego nie następuje, a jedynym uwiedzionym jest sam autor. Kolporterzy zaś tych treści, przyłapani na gorącym uczynku, usiłują schować do kieszeni zestaw do gry w trzy karty, tak żeby nikt nie widział.

Proszę Państwa, mnie już trochę nudzą te szarady i zdaje się, że będę musiał pokazywać palcem co jest ważne. Ktoś tu wspomniał wczoraj, ze upadek Konstantynopola ma na pewno związek z Wojna Trzynastoletnią. Ma. To jest, w przeciwieństwie to opisanych wyżej przeze mnie miraży, trop dobry. A jak sobie na sznureczek naniżemy trzy koraliki, jeden z napisem Warna, drugi z napisem Konstantynopol, a trzeci z napisem Województwo Malborskie, to się zrobi tak ciekawie, że wszystkie teorie na temat pochodzenia Kolumba można przeznaczyć na wyściółkę budy dla psa. One nie są fajne. I w ogóle nie chodzi o to, żeby było fajnie, jak się niektórym wydaje. To jest ostatnia rzecz o jakiej tu myślimy. O tym, żeby było fajnie, rozmyślają za to istoty takie jak Robert Tekieli, który w jakimś wywiadzie – ktoś mi go przesłał – powiedział, że Brulion i postawa jego redaktorów to prawie takie samo bohaterstwo jak postawa męczennika Andrzeja Boboli w godzinie śmierci. W ten sposób zachowują się ludzie, którzy chcą, żeby było fajnie. Myśli też o tym Jacek Bartosiak, który w sieci recenzuje listy Jerzego Giedroycia i myślał o tym sam Jerzy Giedroyć, człowiek niby przytomny i ciężko doświadczony, a reprezentujący nurt umysłowy, który – ujmując rzecz oględnie – nie pasuje do niczego, ani do realiów politycznych, ani do politycznych fantazmatów. O tym, żeby było fajnie, myślą wszyscy producenci komunikatów obłych i łatwo przełykalnych. Tutaj się ich nie sprzedaje, o czym lojalnie uprzedzam wszystkich, którzy by takich praktyk próbowali.

Czy to znaczy, że nie ma – poza śmiercią Władysława Warneńczyka – żadnych tajemnic związanych z bitwą nad morzem Czarnym określaną jako bitwa pod Warną. Oczywiście, że są. Najważniejsza zaś nie dotyczy króla, ale legata papieskiego Giuliano Cesariniego. Nikt nawet nie próbuje postawić żadnej hipotezy w związku z jego śmiercią, choć, jak mniemam są jakieś relacje dotyczące tego zgonu. Pozostaje on jednak tajemnicą. Armia wycofała się we względnym porządku, pościg ruszył za nią po upływie doby niemal, bo Turcy nie wierzyli, że król zginął i że zwyciężyli. Nie wierzyli, mimo tego, że świadomi byli swojej czterokrotnej przewagi. Ktoś z uciekających na pewno widział Cesariniego. No, ale my nic o tym nie wiemy. Ekscytujemy się za to Warneńczykiem na Maderze, bo to jest, prawda, fajne i podnosi samoocenę, nam Polakom. Oto król Polski i Węgier był ojcem transoceanicznego admirała. Manuel Rosa, wśród licznych argumentów, z których jedne są zrozumiałe, a inne wcale, przytacza i taki, że Kolumb nie mógł być potomkiem genueńskich tkaczy, bo nie awansowałby tak wysoko. Radzę, by pan Rosa sięgnął do prac prof. Quirini-Popławskiej, które dość dokładnie ilustrują jak wyglądała struktura handlu niewolnikami w koloniach genueńskich i jaki w tym handlu mieli udział tak zwani prości rzemieślnicy. To ważne, bo wskazuje, że mogli oni całkiem łatwo awansować w dowolne miejsce, o ile byli obrotni i mieli jakieś zasoby, nawet skromne. Dodam tylko, że większość Genueńczyków, to byli ludzie bardzo obrotni.

No, ale wracajmy pod Warnę. Flota wenecka, a raczej papieska, nie nawaliła, jak śpiewają harcerze, ale została uwięziona na Morzu Marmara. Armia sułtańska tymczasem przeprawiła się przez Dardanele, na genueńskich statkach. Legenda – ale wcale nie fajna i rzadko kolportowana – mówi, że sułtan musiał zapłacić sztukę złota za każdego przewiezionego wojaka. Do tego mamy jeszcze spór o to, czy Murad abdykował, czy nie, na rzecz Mehmeta. Runciman twierdzi, że tak, Babinger i Halecki, że nie, uważają oni, że było to przekazanie władzy nad Tracją w ręce małoletniego, a prawdziwa abdykacja nastąpiła później. Znów wskażę palcem o co chodzi. Zmontowano pułapkę na papieża i króla Węgier. Pułapkę tę zmontowali genueńscy finansiści, wespół z kimś jeszcze. Chcieli się odkuć za klęski poniesione na Krymie. Poza tym Genua panowała nad cieśniną Kerczeńską i można zaryzykować hipotezę, że sułtan obiecał im jakieś fory w związku z tranzytem towarów przez Bosfor i Dardanele. Pamiętajmy, że Pera, miasto naprzeciwko Konstantynopola, należało do Genui.

Nasza uwaga skupiona jest tymczasem na rozstrzyganiu kwestii czy król Władysław złamał dane sułtanowi słowo czy nie. Nikt jakoś nie zastanawia się nad tym, że Mehmet, dziewięć lat później złamał słowo dane Konstantynowi XI i zbudował naprzeciwko murów Konstantynopola, w ciągu pięciu miesięcy zaledwie, twierdzę, nazywaną przez Greków podżynaczką gardeł, a potem nie przejmując się traktatami, zaatakował miasto. Nasza uwaga skupiona jest na złym kardynale Cesarinim, który podpuszczał młodego, nieodpowiedzialnego, króla do szaleńczych czynów w imię zgubnych i niepotrzebnych koncepcji polityczno-religijnych. Za co oczywiście spotkała go zasłużona kara.

Proszę Państwa, miejsce w którym się znajdujemy, to teren wymiany poglądów, zwany też czasem publicystyką, który z istoty jest zachwaszczony. Nie możemy jednak, jak te krowy i cielęta przeżuwać wszystkiego co tu nanieśli jacyś ludzie, bo dostaniemy wzdęcia. A być może się po prostu tym potrujemy.

  14 komentarzy do “Fajne historie”

  1. Moja wina. Przez sześć miesięcy robiłem , zakupy w markecie Sahem. Na swoją obronę powiem, że mają dobre sery o jagnięcinę

  2. Rzadko mi   sie  zdarza…

    …  czytac  takie  BZDURY  u  Gospodarza,  ale  zalaczony  fladrowaty  wpis  to  WYJATKOWY  SMIEC  !!!

  3. Przemówienie Trumpa w Warszawie było dobre, ale chyba ważniejsze wygłosił w USA        w Narodowy Dzień Holocaustu w 2020r.

  4. Paryżanko, dlaczego tak?

    Prezydent najważniejszego w świecie państwa, odwiedził nas, mówił dobrze o Polakach, uzasadniał swoje stanowisko nawiązując do dobrych tradycji  .

  5. Cesarini – Possevino – Piazza – Spinola i kilku innych w poprzek interesów politycznych

  6. >ilu badaczy tyle hipotez…

    Szukałem wizerunku Cesariniego i natrafiłem na ciekawe wzmianki o znacznie późniejszych wydarzeniach dotyczących rodu Borgia-Cesarini oraz na opis obrazu profesora Pautscha. Tego obrazu nie odnalazłem ale natrafiłem na krytyczną ocenę pracy doktorskiej malarstwa tego artysty. Recenzentka podkreśla. że „autor recenzowanej rozprawy jest raczej dokumentalistą niż interpretatorem , ale i ten dokumentacyjny wątek ma liczne braki”[…] „wśród prac zaginionych doktorant uwzględnił szkic Łaciaty koń (studium do Warneńczyka), ale obrazu Władysław Warneńczyk (ol., 1910, Muzeum Narodowe w Warszawie), do zachowanych nie wpisał”. A jednak wyszukiwarki muzeów w Warszawie i Krakowie tego obrazu nie odnajdują. Może więc został w Ameryce?

    Ponieważ przy okazji natrafiłem na zdjęcia projektu rzeźby Warneńczyka autorstwa Wittiga, a nawet na zdjęcie modelu wręczonego przez Prezydenta RP bułgarskiej parze królewskiej, więc popatrzyłem na mauzoleum w Warnie, a tam – sami popatrzcie. Na Wawelu oczywiście pusty grobowiec i brak nawet porządnego zdjęcia całej rzeźby. A ponieważ mam prawa do wykorzystania zdjęcia grobowca Kolumba, to też wrzuciłem, bo są przesłanki, by twierdzić, że jego tam nie ma, a prochy są obecnie w latarni morskiej na Santo Domingo w skrzynce z napisem “The illustrious and excellent man, Don Colon, Admiral of the Ocean Sea.”

    PS. Pomnika Warneńczyka w Dubrowniku też nie odnalazłem. Może ktoś widział?

  7. Mysmy  to  juz  przerabiali,  Nebrasko…

    …  Polak-Palkiewicz  bredzi  na  Sssakiewiczowej  fladrze,  jakby  nie  miala  gdzie,…  a  Kurskiemu  od  kurwizora  tez  sie  juz  POGORSZYLO  przy  „udzielaniu  wywiadUF”…  jeszcze  ten  stary  GERIATRYK   nie  zaczal  „dziadzic”,  a  ony  obydwoje  juz  wiedzo  co  bedzie  !!!

    Niech  ten  prezydent  odchodzacy  zacznie  mowic  do  swoich,  bedzie  lepiej…  moze  go  posluchajo…  a  w  ogole  to  niech  nas  nie  odwiedzaja,  nie  mowia  o  nas  zle  ani  tym  bardziej  dobrze.

  8. Czasami trzeba szukać czego nie ma. W opisie bitwy pisze się co robili Turcy, Węgrzy, Polacy ,  a nikt nie pisze co robili Czesi. Może ktoś zna lepiej te sprawy i zaspokoi moją ciekawość?

  9. Z innej zabawnej historii. Omyłkowo wpisałem w przeglądarce stronę Coryllus bez jednego „l”. I wylądowałem na stronie architektów krajobrazu. Ktoś tu jest bardzo obrotny

  10. w ramach „fajnych historii” opisanych przez historyka

    Ignac Romsic w „Historia Węgier” (s.130) pisze, że papież rozochocony próbami zdobycia Ediru w 1443 roku, przystąpił do organizowania następnej wyprawy, z tym że z pomocą Wenecji i Genui. Floty tych miast miały zablokować cieśninę oddzielającą Azje od Europy i odciąć w ten sposób anatolijskie siły tureckie. Warneńczyk  miał zadać ostateczny cios od lądu pozostającym na Bałkanach siłom tureckim.

    Plan jak widać bez zarzutu.

    Tylko że kupieckie statki Genui i Wenecji nie zablokowały cieśniny  a nawet (jak powyżej napisano) za przerzucenie wojsk tureckich na ląd Europy) pobrały po sztuce złota od żołnierza

    Nec Hercules contra plures

  11. w ramach „fajnych historii” – a co za problem zbadać kod genetyczny Kolumba i Jagiellonów ?

  12. Żaba podstawia nogę, kiedy konia kują.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.