Sie 252014
 

Kiedy tak sobie myślę o tym dlaczego media wyglądają tak jak wyglądają, myśli moje szybują ku tym wszystkim redaktorom, których kiedyś poznałem. Ku tym sławnym i tym całkiem zapomnianym, ku tym wszystkim ludziom, którzy pośredniczą w przekazywaniu treści od autora do czytelnika. I wiecie co Wam powiem, to są wszystko jeden w drugiego bałwany. A nie dość, że bałwany to jeszcze napompowane agresją i tak wystraszone, że trudno to nawet opisać.
Taki redaktor, kiedy zostanie na swoje stanowisko mianowany, chce czy nie chce usiłuje dorosnąć do nowej sytuacji. Nikt mu nie kazał dorastać, ale on wie, że musi, bo redaktorów prowadzących rekrutują wyłącznie spośród ludzi ze strasznie zaniżoną samooceną.. Zmienia się więc taki redaktor nie do poznania, a jak jeszcze do tego dostanie gabinet osobny to zmienia się tak jakby był motylem wykluwającym się z poczwarki. Zmienia się o wiele bardziej niż menedżerowie ze średniego szczebla w korporacjach, bo do tamtych na pewno nie przyjdzie telewizja, nikt nie będzie oceniał publicznie ich pracy, no i oni nie mają społecznej misji. Redaktor zaś ma, szczególnie jeśli pracuje w tygodniku opinii. Wierzcie mi jednak, że misja to jest znamię, które noszą również redaktorzy pism sportowych i kobiecych i w ogóle wszystkich, jakie są, nawet redaktorzy „Wiadomości wędkarskich”.
Jeśli weźmiemy pod uwagę media elektroniczne, czyli telewizję po prostu, dołożyć do tego smutnego podołka musimy jeszcze agentów służb, przy których normalny redaktor ze zwykłymi szajbami, to jest prawdziwe Królestwo Boże na Ziemi. Tamci mają po prostu nasrane, a ich podstawowa aktywność polega na tym, żeby się nie dać zdemaskować. W związku z tym w każdej redakcji już pierwszego dnia wszyscy wiedzą kto jest kim i skąd przyszedł, kogo znał i gdzie donosi. Tak to już bowiem bywa z pragnieniami i staraniami bliźnich, że są one przez otoczenie interpretowane całkiem na odwrót.
Ze służbowymi agentami kłopot jest też taki, że oni muszą być lansowani jako najlepsi, najskuteczniejsi i w ogóle cool. W zależności oczywiście co to cool oznacza. Są więc albo ludźmi sukcesu, albo ludźmi dramatu, ale zawsze niezwykle ludzkiego i głębokiego. Nie wiem jak to się godzi z ich misją, ale według moich prostych wyobrażeń nie powinno się godzić wcale. No chyba, że chodzi wyłącznie o to, by sobie dorobić na jeszcze jednym etacie. O ile jeszcze parę lat temu te medialne kreacje robiły na kimś wrażenie, o tyle teraz to jest całkiem przebrzmiałe. Nikt już nie wierzy mediom, a wynika to wprost z długotrwałej i głębokiej pracy prawdziwych redaktorów idiotów i podstawionych redaktorów-agentów-idiotów. Tylko i wyłącznie oni są odpowiedzialni za to, że ludzie olewają treści medialne, tylko i wyłącznie oni są odpowiedzialni za to, że jedyne co przyswaja tak pogardzany tutaj leming, to portal „Pudelek”. Tylko oni i nikt więcej.
Nie potrafię do końca wyjaśnić tego fenomenu, ale jednakowoż spróbuje. Ze zwykłymi redaktorami sprawa jest prosta. Biorą najgłupszego, najbardziej usłużnego, najdłużej siedzącego w pracy i go awansują. On się potem stara jak nie wiem co, czyli ignoruje wszystkie sygnały dochodzące doń ze świata, poza chrząknięciami i beknięciami dyrektora wydawniczego, albo wyższej jakiejś góry. Interpretacja owych chrząknięć i beknięć to treść gazety lub magazynu. Z opiniotwórczymi mediami jest trochę inaczej, bo tam redaktorzy usiłują zgadnąć co myśli czytelnik. Nie znają żadnego czytelnika, więcej nie znają żadnych ludzi poza własnym środowiskiem i dochodzące stamtąd informacje biorą za tak zwany puls świata. Wobec takiej konstatacji pozostaje nam już tylko czekać na wywiad, który Gociek przeprowadzi z Wolskim. Oni nic więcej nie wymyślą. Z trzecia kategorią, która dziś nie prezentuje się już tak nachalnie jak w połowie lat dziewięćdziesiątych, czyli z zatrudnionymi w mediach funkcjonariuszami rzecz wygląda tak, że zachowują się tak, jakby całe te media zostały zorganizowane dla nich. Nie dla czytelnika, nie dla zespołu redakcyjnego, ale tylko i wyłącznie dla nich. I po tym się ich właśnie poznaje. Być może nie jest to ich wina, być może mają na swoje zadania przeznaczony określony czas i muszą się spieszyć. No, ale w takim razie my, czytelnicy i widzowie, możemy im tylko powiedzieć, że też bardzo się spieszymy i nie mamy dla nich czasu.
Efektem takiego systemu rekrutacji redaktorów jest to przerażające ubóstwo treści, o którym tu ciągle piszemy oraz aspiracyjny i agresywny charakter mediów. To nie są po prostu media dla nas. To są media dla szefów tych ludzi. Nie ma się więc co dziwić, że wszyscy się od tego odwracają ze wstrętem i trzeba dodatkowo zatrudniać blogerów, żeby nakręcali różne koniunktury pisząc, jakie to ważne teksty drukowane są tu i ówdzie. Zabieg ten wywołuje efekt jeszcze bardziej komiczny, który znany jest także na rynku książki. Pytają mnie często ludzie, dlaczego ja się nie staram o recenzje. No kurcze, nie staram się, bo jeśli książka nie sprzedaje się dzięki mnie, to tym bardziej nie sprzeda się dzięki autorom słabszym ode mnie. To jest oczywiste. Z innymi książkami zaś jest tak, że one są z istoty słabe. No i żeby sprzedać te słabe książki wydawcy wpadają na pomysł, że trzeba dać recenzję w jakimś piśmie. I tę recenzję pisze człowiek, który nie dość, że książki nie czytał, to jeszcze warsztatowo jest dużo biedniejszy niż jej autor. O czym tu gadać. Wiódł ślepy kulawego, dobrze im się działo.
Jak więc, powiedzcie mi, bloger lansujący teksty Targalskiego, w niezależnej, może przyczynić się do wzrostu popularności pomienionego? Może się przyczynić jedynie do wzrostu szyderstwa z tej biednej gazety, bo to teksty Targalskiego między innymi, sprawiają, że ludzie się od GP odsuwają i wolą „Pudelka”. Nikt nie lubi bowiem jak się z niego robi idiotę. No, ale cała ta sprawa ma jeszcze jeden istotny rys i on jest niestety tragiczny. Ludzie ci są w większości nieusuwalni. Do redakcji trafili ze względu na swoje powiązania rodzinne i muszą żyć w tym intelektualnym klinczu. Im głupiej i bardziej beznadziejnie piszą, tym głośniej wyrażamy krytykę pod ich adresem, im głośniej ją wyrażamy, tym bardziej oni uważają nas za oszalałych profanów, którzy nie rozumieją niczego. Wybraniec bowiem, szczególnie wyznaczony przez rodzinę, albo pion administracyjno-służbowy nie może się mylić nigdy.
Jakie są pragnienia tych ludzi? Takie same jak wszystkich frustratów – być kochanym. Tam już nie chodzi o pieniądze i kredyty. Takimi głupstwami nikt się nie przejmuje. Myślicie, że o czym myśli Gadowski dzień i noc, albo taki Janecki, który się chwali publicznie znajomościami z jakimiś amerykańskimi pismakami. Oni wszyscy chcą, by publiczność ich szczerze i autentycznie kochała. To jest jednak niemożliwe z istoty, bo jak ktoś występuje pod wewnętrznym przymusem, nie może liczyć na nic poza obrzuceniem pomidorami.
Może trochę przesadziłem z tym kochaniem…może jeszcze trochę o darmową wódkę chodzi o jeszcze o prestiż. Obojętnie co byśmy pod tym słowem nie rozumieli. Prestiżu jednak nie ma już dziś nawet w gazowni, z jej nakładami i rozmachem. Postarali się o to swoją długoletnią działalnością ludzie tacy jak Orliński, Varga i Staszewski. To jest jedno z największych złudzeń jakim hołd oddaje głupie plemię redaktorów – prestiż. Warto zapamiętać.
Podstawowym zawodowym pragnieniem redaktorów jest, cytuję „by czytelnik zrozumiał”. Tu się wszystko zaczyna i tu się kończy. Oni dzięki tym wszystkim szkoleniom, tym kursom dżu-dżitsu i feng szui zatracili wiarę w czytelnika i teraz muszą się martwić, czy czytelnik zrozumie, co oni chcą mu przekazać. Oczywiście, że zrozumie i zaraz odsunie się od jednego z drugim jak od śmierdzącej ryby. Wszyscy widzimy te proces w wymiarze indywidualnym i zbiorowym, widzimy go na blogach, widzimy go w dyskusjach przy stole, widzimy go w czasie każdego spotkania z jednym czy drugim redaktorem, który żeby ratować swoją reputację i życie postanowił zmienić nieco swój profil i zamienić się…w co? No w co może zamienić się redaktor? W autora rzecz jasna, w autora może się zamienić. Bo nawet ktoś tak beznadziejny jak ten cały Janecki zorientował się w końcu, że to autorów pożąda publiczność, że to o autorów chodzi, że oni mają to wszystko czego mieć nie może mianowany redaktor. No więc od kilku już lat mamy desant redaktorów na planetę „Autor”. Całe szczęście, że redaktorzy-funkcjonariusze nie zostają autorami, ale to chyba z tego powodu, że wymagałoby takie przejście nowej instrukcji i nowej misji. Tak tylko zgaduję, bo nie wiem. Redaktorzy stają się autorami i piszą książki, potem książki te idą na przemiał, ale oni je dalej piszą, bo bez tego nic by im nie zostało. No chyba, że zostaliby krytykami filmowymi, ale tam też nie jest lekko.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl gdzie do niedzieli trwa wielka świąteczna promocja Baśni jak niedźwiedź. Dwa tomy w cenie jednego.

  54 komentarze do “Głupie plemię redaktorów”

  1. strach rodzi agresję
    nawet jest to podstawa
    dopiero mocniejsze natężenie strachu daje inne objawy

  2. Witam Szanownego autora,
    ja na tych redaktorzynach sie nie znam, ale analizuje wlasnie zycie korporacji. Wydaje mi sie ze pewne przemyslenia moznaby rozciagnac takze na media itp.
    Oczywiscie ludzie awansuja i zaprzedaja sie glownie dla pieniedzy, ale pomijajac juz nawet managment sredniego szczebla. To niezwykle bawia mnie ci wszyscy prezesi, gosciu tyra 30 lat dla firmy i mpomimo, ze nawet rzuca mu sie jakis calkiem spory ochlap, to jest to zabawne bioroc pod uwage prace 12h/6,5 dnia w tygodnii tak do usranej smierci. I doszedlem do wniosku ktory powinien byc oczywisty wszak zyjemy w rzeczywistosci niewolniczej i to wcale nie omija tych wszystkich pacanow. W systemie niewolniczym poniewaz nie o to chodzi by placic uczciwie za prace, trzeba jednak wymyslic jakas „marchewke” za ktora ludzie beda biegac. Najprostrza marchewka jest kij, tj taki kij ktory wreczamy za poswiecenie by taki delikwent mogl nim dowolnie tluc pomniejszych i tak to sie kreci. Przychodzi taki prezes w pomieszczeniu zapada cisza i to jest wszystko czego on chce ludzie sie rozstepuja gdy go widza bo od jego widzimisie zalezy ich los/kariera itp. Moze wymyslic sobie najwieksza bzdure(np. sprzedaz miksera 🙂 ) i wszyscy karierowicze dookola zawezma miksery i beda latac od drzwi do drzwi. I tyle nic wiecej mu nie potrzeba. Mysle ze podobnie jest z redaktorzynami. Oni mimo misji itp, rzeczy ktore sami musza robic dla swoich Panow, zawsze mogas wezwac sobie kogos do gabinetu i kazac posprzatac ze stolu czy cos w tym stylu i jest gitara nic im wj nie oczekuja czuja, ze sa sluchani.
    Pozdrawiam

  3. Papuasi 😉

    Od papu nie od PAPu 😉

  4. Metadefinicja redaktora – wszechstronny dyletant.

    Ta taksonomia redaktorów niczemu nie służy, bo oni są jednego gatunku (inaczej: to jedna i ta sama swołocz, tylko rozmaicie umaszczona, opierzona, wydająca zróżnicowane dźwięki…). oprócz tego oni nie są żądnymi redaktorami, niczego nie redagują, bo to wymaga specjalnej wiedzy i umiejętności. Szczególnie ci z TV i radia nie są żądnymi redaktorami, tak jak nie są nazywani profesorami nauczyciele liceów czy nauki gry na instrumencie w szkołach podstawowych i średnich.

    Czy Pan im nie zazdrości tych apanaży? (każdy Pana artykuł kończy się zachętą do zakupu, a publikuje Pan nawet w niedziele i święta katolickie; jak to się ma do jednego z przykazań?)

  5. Traktuję to jak rozrywkę, nie jak pracę. Chyba nie kłóci się to ze świątecznym nastrojem? Zachęcam do zakupu, bo to jedyny kanał dystrybucji jaki mam.

  6. Uważam, że Waszmość pracujesz zarobkowo, bo ta niedzielna czy świąteczna zachęta, oferta – jak zwał – może skończyć się transakcją. To jak z tymi „niewinnymi” zakupami w cukierni albo w kwiaciarni.

  7. Pozostanę przy swoim.

  8. Może by najpierw zapytał Najwyższego, jak to widzi?

  9. Tak, na kapo w niewolniczym obozie nie idzie bylekto.

  10. Po co?
    Pomnażaj talenty swoje, a nie zakopuj ich w ziemi.

    Czy jeśli przy niedzieli rolnik przejdzie się polem zobaczyć jak marchewka rośnie – to czy nie odgoni dzika? A jak zobaczy początek choroby płodów ziemi, to czy niemiłe Panu będzie, jeżeli poczyta o tej chorobie i przygotuje interwencję? Natura nie zna „przerw świątecznych”.

    No i – esse – jeśli w niedzielę robisz zakupy, to czy grzeszysz pomagając w grzechu innym (właścicielowi, pracownikom sklepu)?

    Czy wierzący właściciel grzeszy, jeśli w niedzielę nie kiwnie palcem, ale jego niewierzący pracownicy tyrają – po to, żeby konkurencja nie wykasowała sklepu, co odbierze im obecną pracę?

    Ja nie znam odpowiedzi na te pytania. Są one typowo erystyczne, ale Twoje pytanie – prowokacyjka, leżało obok nich na półeczce. I w odpowiedź na takie pytania nie mieszaj Najwyższego.

  11. Właśnie, nie mieszaj Najwyższego.

  12. Wszystko, co nie podoba się Bogu lub jest mimo Boga jest czcze.

    W niedzielę niczego nie kupuję, również przez internet.

    Niech nie miesza porządków; spacerować po polu z wymienionym przez Pana skutkiem, to jak wyciągnięcie wołu ze studni. To jest jasne, usprawiedliwione.

  13. Ja nie mieszam Najwyższego, bo to jest niemożliwością.

  14. Postępowanie Twoje, esse, to rezultat interpretacji przez pryzmat jednego z odłamów jednej z religii. A co na to Najwyższy, nikt z nas tego nie wie i się nie dowie. Nawiasem mówiąc, gdyby takich jak Ty było 90%, niedzielnego handlu by nie było.

    Powtórzę, prowokacja niepotrzebna całkowicie. Nie o Gospodarzu źle mówi ta prowokacja.

    Swoją drogą, Gospodarz robi co może żeby sprzeciwić się głównemu nurtowi czy też rynsztokowi informacji niezbyt miłemu dla religii katolickiej; zauważ, że nie pisze nic o własnej religijności nie mówiąc już o wierze. To ostatnie zresztą bardzo szanuję.

  15. Pan Szanowny co zydek jaki? Pstryczka elektryczka tez nie wlancza w niedziele? W elektorwni ludzie pracuja. A do mamy/babci nie dzwoni bo u mnie w telekomunikacji tez nie ma wolnego. Kibel tez trzeba przepchnac nawet w niedziele, a nie czekac z cieknacym szambem do poniedzialku.

  16. Ooo, ma Pan pretorianów-desantników: paraszutnikoff, Marcin W. Kadry czuwają. Tak trzymać.

  17. @parasolnikov
    Kolega esse już kilka razy dał odpowiedzi, czy komentarze tchnące poczuciem wyższości. Ciekawe jak długo będzie to mu się udawać.

  18. Od jakiegoś czasu czytam w internecie już tylko komentarze, blogi i demotywatory itp. Martwi mnie pewna atrofia tej aktywności, którą obserwuję ostatnimi miesiącami. Może to tylko wakacje..

    Regularnie obserwuję narrację G Wybiórczego czy Potyliki ale czytam tylko komentarze pod artykułami (same artykuły przewijam, szkoda czasu, wszystko jest w tytule i wstępniaku). Czasami zaglądam też na portale żydo”prawicowe” typu NIE-zależna.pl czy wPotylicę.pl.

    Na obu tych odłamach żydowskich mediów polskojęzycznych obserwuję zjawisko zmniejszenia liczby komentarzy.

    Od czasu rozpoczęcia operacji „szczujemy Polaków na Rosję bo blokuje demokratyzację irańskiej ropy”, w ramach depopulacji Polski i przygotowywania lebensraumu pod Judeopolonię, żydo”prawicowe” portale NIE-zależna i wPotylicę ograniczyły lub utrudniły możliwość dodawania komentarzy, więc spadek może być zrozumiały, ale nie aż tak duży. Artykuły zbierające kiedyś po kilkaset komentarzy, teraz z trudnem zbierają 10, z czego połowa jest nieprzychylna, albo nabijana dyskusjami typu „jesteś głupi”.

    Od kiedy G Wybiórcze żąda „logowania” się, najlepiej z facebooka, aby dodać komentarz, zostały niedobitki.
    Z kolei klasyczne media żydoubecka Potylika bardzo ograniczyła moderację, zdarza się ona ostatnio rzadko, można sobie popisać – jak się chce. Jeszcze jakiś rok temu, zarówno Potylika jak G Wybiórcze na wstępie atakowały żebraczymi próbami wyżydzenia pieniędzy, a na umieszczenie komentarza trzeba było długo czekać, o ile w ogóle został uznany za jakiegoś Srula Cenzursteina w redakcji za zgodny z linią pluralizmu potylicznego w Polsce.

    Jak wiadomo, do przeczytania i oceny tysięcy przychodzących komentarzy potrzeba zatrudnić ludzi, a do tego trzeba pieniędzy, których polskojęzyczne media żydowskie mają ostatnio jakby mniej.

    Oni aby ograniczyć konieczność sprawdzania wszystkiego, pewnie używają programu poszukującego tylko słów „wrażliwych”, z „żyd” na czele. W komentarzach zaś bogactwo neologizmów, które przedzierały się przez automatyczne filtry.

    Artykuły szczególnie wrażliwe często mają w ogóle wyłączaną możliwość dodawania komentarzy, bo można by się z komentarzy za dużo o historii dowiedzieć. Artykuły które zbierają szybko dużą ilość „niekorzystnych” komentarzy szybko „znikają” z głównej, a nawet z archiwum.

    Ostatnio publicyści w Potylicę w ogóle wyłączają moderację, aby chociaż pies z kulawą nogą przyszedł i podbił licznik wejść i komentarzy. A tymczasem… pustki.

    Żydoubeckie Media polskojęzyczne zrezygnowały z ankiet. Bardzo mi tego szkoda, to była fajna zabawa codziennie wejść na G Wybiórcze czy Potylikę i we WSZYSTKIM zgadzać się z linią redakcyji, kasować pliki coockies i głosować po sto razy, tak aby mieli i 105% poparcia. Z resztą na GaPolu, NIE-zależnej czy wPotylicę też można było zawsze wybrać opcję: „tak, chcę by Polacy byli mięsem armatnim w wojnie przeciwko Rosji”, mieli piękne wyniki – pod 98% ! ! ! 😀

    A teraz ankiet praktycznie już nie ma :-(. Komentarzy też bardzo mało, mało nowych memów.

    Czyżby do ludzi zaczynało pomału docierać, że podając swój numer IP komputera pod określoną treścią, sami na siebie piszą donos do żydowskiej policji potylicznej ?

  19. nie popadajmy w przesadę

  20. Chciałam się dopytać u Marii, czy zwiększenie natężenia strachu co to wg niej daje inne objawy to nie są przypadkiem opisane przez Adama Mickiewicza w pewnym wierszu co to nosi tytuł: Przyjaciele ?

  21. Esse – oddaj co boskiego Bogu a co coryllusowe oddaj Coryllusowi. A tak na marginesie czy w soboty podróżujesz?

  22. Sądzę, że nie pracuje Pan w korporacji, a jeśli Pan pracował to przypadkiem i za krótko, by ją poznać. Zdradza Pana język: zdania wielokrotnie złożone, słownictwo, jakiego w korporacjach się nie używa (np. pacan, widzimisię, redaktorzyna, tyra). Head hunter szanującej się korporacji nawet nie spojrzałby na CV kandydata, który potrafi potrójnie skomplikować prosty przekaz. Nikt nie ma czasu na wgłębianie się w myśl, kiedy trzeba asap generować raporty i wykresy.
    W korporacjach nie pracuje się do „usranej śmierci”, chociaż niektórzy bardzo by tego chcieli, a zwłaszcza prezesi. Korporacja uwalnia zasób ludzki wraz z pierwszą wygłoszoną wolną myślą, która zasobowi przejdzie przez głowę, a potem usta.

  23. Myślę, że myli Pan porządki i obrządki. Zakaz pracy wszelakiej dotyczy siódmego dnia tygodnia czyli soboty (szabatu), dnia, w którym Bóg spoczął. Niedziela jest pierwszym dniem tygodnia co łatwo stwierdzić wsłuchując się słowa liturgii katolickiej przed Podniesieniem. Jeśli chodzi o niedzielę i inne święta przykazanie kościelne mówi aby dzień święty święcić. Nakaz powstrzymania się od pracy jest nadinterpretacją. Nikt nie ma grzechu gdy pracuje w niedzielę nawet świadomie i dobrowolnie, co jest jego warunkiem koniecznym i dostatecznym. Fajnie jest trzymać się tego co się wie na pewno.

  24. Blog można potraktować jako cykliczne wydarzenie medialne, choćby jak radio nadające określony program o określonej porze.

    Dołączenie reklamy w niedzielę jest może jakimś drobnym niedzielnym handelkiem, ale nie sądzę, aby Św.Piotr zwracał uwagę na takie szczegóły.

    Tym bardziej, że ponoć tradycją było w dawnych wiekach chodzenie w niedzielę po mszy na huczne targi, odpusty i festyny.

  25. wniosek:
    nie ma redaktorow,,, sa wylacznie marne plazy klepiace w koslawa klawiature…
    i tylko w przerwach kiedy nie musza, z wlasnej potrzeby, sluzyc za podnozek oberredaktorow

    butelka jest calkiem pusta? czy tylko w polowie?
    moze znajdzie sie cos dla pokrzepienia ducha lub tylko, zeby powstrzymac atak czarnej depresji?
    pije poranna kawe… mysle jak tu przezyc ten nowy dzien

    ‚halo, no gdzie my som?’ pytala szewcowa na placu sw marka w wenecji

  26. W portalu „Gazeta Niezalezna” jest zdjecie Putina ubranego we wdzianko I maske jaka nosil Anthony Hopkins (Hannibal Lecter) w filmie „Milczenie owiec” I podpis: „Bestie Putina. Zatrwazajace relacje!”

    Niedlugo Gazeta Polska zacznie pewnie sprzedawac dodatek do numeru: figurka smoka z glowa Putina, po przycisnieciu guzika smok zieje ogniem.
    Brak jakiegolwiek szacunku dla czytelnika.

  27. też czytałam głównie komenty , teksty mało wazne :))))))))))

  28. z Mickiewiczem to zabawne 🙂

    Nie , ja myślałam o czym innym ….. całkiem serio ….Ale juz dziś nie napisze , bo wróciłam do domu ledwie zywa …..Pozdrawiam 🙂

  29. Pani może ma rację. Mości Maciejewski jest ponad dekalogiem i co tam Najwyższy będzie mu zawracał […] jakimiś duperelami, przecież nie jest detalistą, prawda Mości Maciejewski?

    Tak, podróżuję, pracuję. Sobota to dzień roboczy.

  30. Dopóki Pan nie zadeklaruje czynu ściganego prawem, to ta żydowska policja nic Panu nie zrobi. Przecież oni doskonale wiedzą, że nikt ich na świecie nie lubi – najdelikatniej mówiąc. Oprócz tego nie ma się czego i kogo obawiać. Oni mają jaki taki respekt tylko wobec tych, którzy się ich nie boja i mówią im co o nich myślą, pod warunkiem, że wiedzą o nich to, co trzeba. Żyda bowiem, zresztą wszystkie narody semickie, szerzej – wschodnie, trzeba brać krótko, pod but, bo inaczej wchodzi na głowę. A przy tym broń Boże motywować swoje zachowanie jego tożsamością, bo to początek prawdziwych kłopotów. Może Pan to przetestować na jakiejś wycieczce z Izraela. Mam na myśli mossadowców, którzy te wycieczki obstawiają.

  31. Na czyje zamówienie robią to ludzie Gapola to można sprawdzić tu:
    Numer 7/8 (77/78) 2012

    http://www.panstwo.net/archiwum

  32. Czy ktoś próbował przewidywać temat, na jaki Gospodarz napisze jutrzejszy felietonik?

  33. To zależy od m.in. teściowej 🙂

  34. Tak się złożyło, że wiosną kupiłem ostatni egzemplarz NP. 🙂

  35. Tamtego 2012 roku i mam spokój i do złego nie przykładam ręki.

  36. wcale nie kupowałam , ale zaglądałam na nasze blogi …. tam wpadłam w nałóg czytania coryllusa :)))))))))))

  37. podżegacze wojenni spod znaku żydo”prawicowych” Mediów są chyba nawet gorsi od zdrajców jawnych i oczywistych.

    Jestem jednak ciekaw pewnej rzeczy: czy gdyby jakiś Ktoś zaczął tych Sakiewiczów, Ziemkiewiczów i Warzechów, Feusetów itd zabijać, to ciekawe, jak opisały by to Media otwarcie żydowskie ? Antysemityzm ??

  38. A ja na ohydnym portalu gdzie wygruziłem się przed portiernią. 🙂

  39. Nieopiszą, nie będzie takiej potrzeby,

  40. nikt i w całym świecie nie zyskał więcej niż ten kto stracił wszystko Nie wiem sam gdy trci sie wszystko czym się jest Na ten czas.

  41. „Kochaj i rób co chcesz”, jak powiedział św.Augustyn.Esse, nie martw się tak przykazaniami. Pan Jezus powiedział:”Byłem chory, spragniony,głodny…” Kupienie czegoś w niedzielę czasem jest konieczne, tak jak praca w szpitalu na przykład. Nie mówiąc już o pisaniu, malowaniu, graniu, śpiewaniu w niedzielę. Czy koncertów w niedzielę też nie powinno być Twoim zdaniem? Przecież jedni pracują, żeby inni mogli odpocząć.

  42. Poczytuje to jako komplement, tak czy inaczej w CV nie mam ani jednego zdania, nawet rownowaznika zdania nie mam, wiec jest debiloodporne 🙂

  43. Ma Pan rację, drogi molu książkowy. Problem w tym, że kilka dni w innym miejscu p. Maciejewski wyraźnie stwierdził, że blog ma na celu osiągnięcie sukcesu komercyjnego i dlatego uważam, że pisanie i publikowanie w tym celu w niedziele i święta ma znamiona moralnego nadużycia.

  44. pełna zgoda, tytuł i komentarze – reszta mało ciekawa

  45. Osiągniecie sukcesu komercyjnego to cel każdej działalności, także muzeów, kin, teatrów otwartych w niedzielę.Kryterium dochodowości jest błędne, ponieważ gdyby w niedzielę rozdawali węgiel to mam zamówić 2 tony z transportem gratis?

  46. P.S.Dla porządku-jestem molem książkowym rodzaju żeńskiego.

  47. W przykazaniu dot. święta chodzi o powstrzymanie się od prac niekoniecznych. Służby ratunkowe, telekomunikacja, część transportu itd. to oczywista konieczność. Pisanie i publikowanie felietonów w celu zarobienia pieniędzy – z pewnością nie.

  48. A czy placówki typu muzea, kina, teatry powinny być Pana zdaniem w niedziele zamknięte?

  49. Pomiędzy synagogą a teatrem nie ma żadnej różnicy (św. Jan Chryzostom, Pierwsza mowa przeciwko Żydom, 847); tenże,

    Kina, teatry, stadiony, cyrki powinny być zamknięte w niedziele i święta katolickie, ponieważ to, co się tam dzieje jest współzawodniczeniem z Bogiem i przeciwstawianiem się Duchowi Świętemu (tenże, Mowa siódma p. Żydom, 916).

    Kościół od początku sprzeciwiał się igrzyskom, cyrkom, teatrowi a nawet tańcom, czyli ówczesnym odpowiednikom dzisiejszych form rozrywki, porównując je nie bez powodu do pewnych elementów żydowskiej politeji. Jeśli więc św. Hieronim, zgodnie z prawdą, nazwa synagogę prostytutką, co mu Pani odpowie?

  50. Nie wiem, spytam się św. Moniki i św.Augustyna. Dziś i jutro jest ich święto.Doceniam Pana gorliwość, ale z poglądami się nie zgadzam.

  51. P.S. to odpowiedź dla Pana esse.

  52. A nikt nie każe się pani zgadzać z moimi poglądami, bo i one nie są moje, lecz Ojców Kościoła, do nich więc proszę pisać odwołania.

    To bardzo dobrze, że zapyta pani św. Augustyna, bo on niewiele ustępuje pola innym ojcom w krytyce Żydów i rozrywek, bez których dzisiejsi katolicy nie wyobrażają sobie życia.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.