lt. 022014
 

Powrócimy dziś do tematu, który był już tu eksploatowany, do twórczości Mario Vargasa Llosa. Zacząłem w końcu czytać zakupioną latem książkę „Marzenie celta”, która jest fabularyzowaną opowieścią o człowieku nazwiskiem Roger Casament, irlandzkim bohaterze, powieszonym przez Brytyjczyków za zdradę imperium. Zanim Casament skończył życie na szubienicy był konsulem brytyjskim w Kongo a także reprezentował koronę na kauczukowych terenach w Putumayo w Peru. W Kongo Casament pozał Conrada, który przybył tam jako młody kapitan rzecznej jednostki, a wyjechał jako zmęczony i złamany życiem pisarz, autor „Jądra ciemności”. No i w ogóle Roger Casament to postać barwna i ciekawa, w sam raz nadająca się do tego, by opisał ją ktoś taki jak Mario Vargas Llosa. Czytałem to wczoraj, bo akurat miałem gorączkę i nie mogłem pisać. I pomyślałem sobie, jak ważne dla piszącego człowieka jest by nie zadebiutował zbyt wcześnie i nie osiągnął zbyt wcześnie sukcesu, jak ważne jest by nie chodzić na żadne kompromisy i nie przyjmować od nikogo żadnych nagród Nobla, żadnych papierośnic złotych, ani jaworowych gęśli. Jeśli bowiem przypomnimy sobie Llosę z „Wojny końca świata” i porównamy go z tym Llosą, który napisał „Marzenie celta” nie uwierzymy, że to ten sam człowiek. Llosa zamienił po prostu dramaturgię w swoich powieściach na dramatykę (tak mawiała moja szefowa z jednego wydawnictwa: musi być dramatyka Gabriel, pamiętaj, dramatyka) i to jest po prostu nie do wytrzymania.
Tragizm losów pana Casament polega bowiem w książce Llosy na tym, że publiczną sprawą okazał się jego homoseksualizm. To jest punkt centralny książki, to oraz niedola Murzynów w Kongo i Indian w Putumayo. Kwestie takie jak przygotowanie powstania w Irlandii przy pomocy Niemców, dziwaczna wiara w to, że Wilhelm II każe wysadzić desant na Wyspie, żeby wesprzeć powstańców i całkowity brak połączenia tego wszystkiego z Kongo, które jest początkiem i końcem wszystkich tak dawniejszych jak i współczesnych rozważań na temat wybuchu I wojny światowej, jest co najmniej dziwne. Wygląda to tak, jakby Llosa pisał na zlecenie. Jakby sobie siedział w tej swojej willi nad oceanem i odbierał maile z wydawnictwa, a w nich polecenia. „Mario, kochany, mamy tu takiego faceta, nazywa się Roger Casament, był – to okropne wiem – pedałem, ale musimy mieć o nim powieść, taką, żeby ludzie płakali. Sam wiesz najlepiej o co chodzi. Twoja Megan.”
No więc sprawa Casamenta i publikacji jego dzienników jest wtórna nieco, bo wcześniej była równie głośna sprawa Oskara Wilde, także Irlandczyka. Skoro zaś, jak mawiają kryptolodzy, udało nam się znaleźć powtórzenie, to znaczy, że szyfr jest prawie rozwiązany, trzeba jeszcze tylko trochę popracować.
Mamy oto Irlandię i jej bogów, wygnanych do Anglii, bo tylko tam niestety istnieją jakieś przyzwoite warunki do życia, warunki, w których bogowie Irlandii, tacy jak Oskar Wilde, mogą się realizować i błyszczeć. Tam też najłatwiej ich kontrolować, a kiedy zrobią coś głupiego, wykoleić za pomocą prostej prowokacji. Homoseksualizm nie został wymyślony w Irlandii, wszyscy o tym wiemy, on się tam nawet nie za bardzo przyjął. Co innego na Wyspie, gdzie pedalskie numery, to jest chleb powszedni ludzi uczestniczących w życiu publicznym, od parlamentarzystów począwszy, na ostatnim kolonialnym oficerze kończąc. Ja nie chcę pisać za Llosę jego książki, chcę tylko powiedzieć, że sprawa Rogera Casament podobnie jak sprawa eksportu kauczuku i przemysłu chemicznego, którego rozwój był przyczyną wybuchu I wojny światowej, jest o wiele bardziej złożona. I szkoda, że pisarz tej klasy jak Llosa tego nie zauważył. Może po prostu zlecenie nie obejmowało tych obszarów i nie ma się czemu dziwić.
Jedno w tej książce jest warte uwagi, sposób w jaki kolonizatorzy, przedstawiciele prywatnych firm, które wykupiły koncesje od Leopolda II, zagospodarowywali obszary Wolnego Państwa Kongo. Jeśli odejmiemy elementy takie jak bat, gwałty i morderstwa, wszystko wygląda dokładnie tak samo jak dziś w Polsce. Najpierw przedstawiciele lokalnych władz podpisują, lub raczej stawiają jakieś znaczki na umowach, które podsuwa im urzędnik z korporacji, a potem wszyscy poddani tego kacyka już są niewolnikami, a ich aktywa, w postaci czasu i pracy należą do firmy. Jeśli dochodzi do buntu zabija się najpierw kacyka, a resztę przywodzi do przytomności za pomocą bata i rozstrzeliwań najbardziej aktywnych przywódców. Dziś będzie podobnie, rząd wdroży niebawem program dotyczący budowy mieszkań pod wynajem i tym samym wyda aktywa swoich obywateli w ręce niemieckich banków. Młodzi ludzie, o których pisał będzie laureat nagrody im Ryszarda Kapuścińskiego Filip Springer, uwierzą, że lepiej jest wynajmować niż mieć i zaczną wynajmować, żeby w ogóle móc żyć. A żyć, to znaczy spędzać długie godziny w pracy, której nienawidzą, bez możliwości realizacji osobistych planów. Być może uda się nawet stworzyć jakieś osiedla branżowe, korporacyjne szczury na prawo, pracownicy fabryki na lewo. Tu ulica Drukarek laserowych, a tam Wielkich Pieców. Ktoś może powiedzieć, że to nie jest jednak zbieranie kauczuku w dżungli. Rzeczywiście nie jest, a młodzi ludzie mogą przecież, w razie jak ich wyleją z pracy, wyjechać do rodziców. Fakt mogą, przynajmniej do chwili, kiedy ci rodzice nie będą musieli płacić podatku katastralnego. Potem może być różnie. I zwróćcie uwagę, że u nas nie ma raczej gdzie uciec, nie można schronić się w niedostępnej dżungli. Jesteśmy na widelcu, a i lasy zostaną wkrótce sprywatyzowane, tak więc o zwyczajnym schowaniu się także nie będzie mowy. O nazbieraniu sobie za darmo grzybów na kolację także nie.
Nagonka na tych młodych już się zaczęła, mówią o tym codziennie w radio, o tej wyjątkowej ofercie, jaką banki i rząd przygotowały dla nich, biednych zbieraczy kauczuku. I podobnie jak w Kongo za czasów Rogera Casament firmy nie ponoszą żadnego ryzyka, ograbiając nas z czasu i pieniędzy. Są po prostu bezkarne.
Ktoś może zapytać co to wszystko ma wspólnego z ikonoklazmem. Teoretycznie nic, ale ja od dłuższego czasu myślę o ruchach ikonoklastycznych, myślę po swojemu jak się domyślacie i widzę, choć na razie nie bardzo wyraźnie, bo nie mam czasu nic doczytać, rzeczy bardzo ciekawe. W zasadzie już o tym mówiliśmy, ale jakoś tak ogródkami, teraz jednak jest dobry powód, by do tematu wrócić, bo we Francji zaczęto wyprzedawać wyposażenie katedr, paramenty, ornaty, wszystko co tam w kościele do nabożeństwa jest potrzebne. Rodzi się pytanie kto to kupuje i po co? Skoro unieważniona zostaje podstawowa funkcja świątyni i przedmiotów, które się w niej znajdują, nie widzę możliwości, by ta nowa funkcja której się je próbuje nadać miała jakąś trwałość. Nie wierzę po prostu by kolekcjonerzy, którzy to kupują coś na tym zyskali. No chyba, że biorą to jacyś sataniści, którzy wieszają sobie te ornaty przed drzwiami swoich willi, tak jak Indianie wieszali skalpy swoich wrogów. Ok, póki co kupujący mogą żyć złudzeniem, że ta cała olbrzymia piramida, zbudowana na świętej wierze w Trójcę i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa nie runie, że te przedmioty wyniesione z katedry w Amiens, będą miały jakąś wartość nawet wtedy kiedy odejmie im się liturgiczny sens. Otóż według mnie nie będą miały żadnej wartości, będą warte tyle ile skóra ze starego, zdechłego psa. I to jest oczywiste dla każdego przytomnego człowieka. Likwidacja Kościoła i jego dóbr doczesnych oznacza likwidację całej kultury wizualnej i kultury związanej z pięknem oraz kunsztem. Ci zaś którzy świadomie do tego dążą są gorsi niż kacykowie z Kongo podpisujący krzyżykami i kółkami wyroki na swoich ludzi.
Czy ta likwidacja jest ostateczna? Mam nadzieję, że nie, ale wiele wskazuje na to, że to może być jednak koniec. Ikonoklazm jak widzimy zwyciężył już dawno, sztuka, prawdziwa i wartościowa została z przestrzeni sakralnej skutecznie usunięta, a hierarchowie zgodzili się na to bez szemrania. Co to oznacza w praktyce? Otóż to, że całe olbrzymie grupy ludzi, w dodatku wpływowe, grupy czynne zawodowo i świadome swojej wartości, zostały zlikwidowane. Pozostali producenci witraży, ale wśród nich pierwsze skrzypce gra jak wiecie Jerzy Owsiak, co jak sądzę nie jest bez znaczenia dla naszych rozważań.
O to bowiem chodziło w każdym ruchu ikonoklastycznym, o kontrolę nad pieniądzem, który płynął z diecezji, klasztorów i pałaców biskupich, ku artystom i cechom i dawał utrzymanie ludziom, którzy z istoty byli wolni i pozostawali poza kontrolą władzy świeckiej i banków. Nie pamiętam już, który cesarz bizantyjski zdjął ze ściany w sali audiencyjnej wizerunek Chrystusa i zawiesił na tym miejscu krzyż, ale od tego rozpoczął się wielki ruch ikonoklastyczny w cesarstwie. Ruch, który, jak wszystkie po nim odwoływał się do ewangelii i czystości przekazu, a w istocie miał za cel podporządkowanie władzy ludzi wolnych i potrafiących pracować rękami i głową. Dziś ludzi ci, również będą niepotrzebni, no chyba, że dostaną zlecenia z burdeli na ozdabianie ścian jakimiś scenami stosownymi dla tego miejsca. Do niczego więcej bowiem nie będą potrzebni. Wyobraźcie sobie te rynki, kamieniarski, wyrabiający dekoracje na fasady katedr, rynek przedmiotów i szat liturgicznych, no i obrazy, bez obrazów nie da się o tym nawet myśleć. No i zastanówcie się skąd Kościół miał na to wszystko pieniądze? Z datków i z dochodów ziemskich. Jak na widok całego tego potężnego obrotu gotówką, będącego poza jakąkolwiek kontrolą mogły reagować banki? Nerwowo to jasne. Zlikwidowanie sztuki w Kościele nie było zadaniem prostym, bo sztuka to także komunikacja, w dodatku jednowymiarowa, jasna i prosta: narodził się i zmartwychwstał. No, a teraz wyobraźcie sobie komunikację pomiędzy poganami co nie szanują sztuki i jej nie znają. Nie potraficie, to jasne, nic bowiem nie będzie tam zgodne z powierzchowną deklaracją i nic nie będzie tam proste. Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno, jak pisał poeta, a władza jest tajna. Jawne pozostaje tylko kłamstwo…

Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły pojawią się niedługo na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca. Póki co czekajcie cierpliwie.
 
Mam też inne ogłoszenie. Jeden z naszych przyszłych autorów, Robert Gawkowski, którego tekst będzie można przeczytać w najnowszym numerze „Szkoły nawigatorów” zaprasza wszystkich czytelników tego bloga na spotkanie autorskie i promocje książki FUTBOL dawnej Warszawy. Spotkanie organizuje Towarzystwo Miłośników Historii
oraz Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego
Prezentacja książki odbędzie się we wtorek, 4 lutego 2014 r.
o godzinie 17.00 w siedzibie Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk
(Rynek Starego Miasta 29/31) w Sali Kościuszkowskiej.
W trakcie prezentacji przewidywany pokaz fragmentów filmów
archiwalnych sprzed 75 lat.
 
Mnie tam niestety nie będzie, bo akurat mam swój wieczór autorski w Gdańsku, w Manhattanie. Ten sam dzień i ta sama godzina.
 
Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a.

  29 komentarzy do “Ikonoklazm, kolonializm i kredyt”

  1. A koniec ten sam co przed tysiącami lat, rozpusta, złoto i krew 😉

  2. Numer z najmem mieszkań to jawny „numer grecki” ; państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego, w ramach programu, a jakże, Polskie Inwestycje wykupi od deweloperów wszystkie niesprzedane mieszkania. Będą one wprowadzone do programu wynajmu mieszkań młodym małżeństwom. Teoretycznie fajnie: i pro rodzinnie i pro prokreacyjnie, po prostu miodzio! To wersja dla ludu. Tyle, że tak na końcu łańcucha żywieniowego są banki, którym deweloperzy wiszą prawdziwą kasę. Nie spłacają kasy bo nie sprzedali mieszkań po chorych cenach. Nie sprzedali bo banki stawiają takie warunki kredytu hipotecznego, że nie ma w tych trudnych czasach chętnych. No i pro społecznie zrzucimy się wszyscy z majątku Skarbu Państwa na banki w potrzebie. Będzie juma a ludność miejscowa będzie wyć z zachwytu.

  3. „Istnieje 15 metod zniszczenia Twojej Oczyzny”

    ..”Jak żydowscy hegemoniści rujnują Amerykę (odnosi się to także do każdego kraju europejskiego).

    Dokonałem aktualizacji mojej listy metod niszczenia Ameryki przez żydowskich suprematystów.
    Lista dostarcza dobrych argumentów dla neofitów anty- syjonistycznego ruchu oporu oraz
    przeciw żydowskiej supremacji w świecie.

    Lista pokazuje niezliczone sposoby żydowskiego ekstremizmu niszczącego inne kraje.
    Jest to szybki i łatwy sposób by oświecić i wyedukować naszych ludzi (Amerykanów i Europejczyków), przygotowując ich do zmagań o przeżycie, które muszą podjąć i wybrać walkę,
    jeśli naprawdę myślą o przyszłości swoich dzieci jako wolnych ludzi na naszej planecie.

    Żydowscy dyktatorzy po prostu dokonują mordu na nas, mordują nasze dusze,
    mordują naszego ducha i wolę, zabijają naszą dumę i mordują nasz naród.
    Ich polityką i celem jest zabijanie nas.

    Musimy otwarcie przedstawić okropną rzeczywistość i porażającą prawdę
    w sposób możliwy do zrozumienia przez ludzi.

    Sądzę, że lista poniższa jest krokiem w tym kierunku.
    PATRICK GRIMM”…..

    ciąg dalszy na przykład na :
    http://forumemjot.wordpress.com/2013/04/24/15-metod-zniszczenia-twojej-oczyzny/

  4. Zdrowia , zdrowia , Panie Gabrielu …

    tekst jest taki , że aż boli … prawdziwy ..

    przeczytałam opowiadanie dane na konkurs komiksowy , to o Loyoli …

    mam i czytałam ,, Opowieść pielgrzyma ,, natomiast o pozostałych księgach właśnie się dowiedziałam ….
    I tak ….jest znane takie oto stwierdzenie , czy konkluzja :
    gdy się modlisz , to rozmawiaj z Bogiem wiedząc , że absolutnie wszystko zależy od jego woli , a ja , Człowiek , nic sam nie mogę ..
    gdy potem działasz , zgodnie z wolą Boża , to działaj tak jakby wszystko w 150 % zależało od Ciebie …. tylko wtedy się uda być doskonałym narzędziem w ręku Boga …
    Tak modlili się i działali wielcy święci … taki był Loyola …… i tylko wtedy może się znowu udać , tak jak Jemu ..

    Bo inaczej , bez nadzieji , jest tylko to poczucie bezsilności które gdzieś w powyższym tekście na moment zamigotało ….

  5. Gdybyś mógł przedstawiać otwarcie tę upiorną rzeczywistość na innym blogu byłbym ci nieskończenie wdzięczny. Póki co dajesz dowód upiornego wprost skretynienia.

  6. skusiło mnie zajrzeć na salon … a tam Katedra i Wawel …. Otóż jest jeszcze u nas w muzeum narodowym wystawa Szsko Bohusza …. monograficzna , wielka …. I dowiedziałam się , że poza tymi wszystkimi znanymi zrealizowanymi budowlami w Krakowie i poza …..m yślał on o kompletnej przebudowie wzgórza Wawelskiego .. cał,ościowo
    Nie mogę się zmobilizowac , ale chyba w końcu pójdę to zobaczyć…..nie wiem czy na katedrę też miał zakusy ..

    A znany nam tu tfuurca komiksu do słuchowiska Klaty , niejaki Kuba …. wygrał konkurs na polski pawilon w Wenecji … i to jest jakby kopia tego baldachimu kamiennego , pod którym się zchdzi do krypty z Grobami Piłsudskiego i Kaczyńskiego ….. Taki zdolny …..

  7. Szyszko Bohusza

  8. A co z grupami wiekowymi w konkursie?
    Bo par.1.5 jednak nic o nich nie mowi , a mowi par.5.4?

  9. Nie ma grup wiekowych. Co się musiało pokręcić w trakcie redakcji. Kwestia jest taka, że małoletni mogą brać udział za zgodą rodziców. I tyle.

  10. Wyobraź sobie, że nie ma tam słowa „wiekowej” po prostu. Potem je usuniemy.

  11. Drzwi się otwierają i do środka wchodzi Ignacy Loyola. Następna w kolejce pokornie stoi św. Urszula Ledóchowska. Postać niestandardowa, piękna i pełna poświęcenia, a także niemałej odwagi i pomysłowości.

  12. Nie jest to głupia sugestia….

  13. Korespondencyjnie względem salonu24
    W odniesieniu do Roty wygrywanej uprzednio (przed prezydentem Adamowiczem (PO)) przez karylion na Ratuszu w Gdańsku. radny K. Koralewski z PiSu zgłosił w 2007 roku polubowny projekt co do wygrywania Roty.

    Panie Przewodniczący.
    Wysoka Rado.
    Panie Prezydencie.
    Dzisiaj klub PiS próbował zgłosić uchwałę, wprowadzić do porządku o wprowadzeniu Roty, jako znaku muzycznego Gdańska. Nie trzeba mówić czym jest Rota dla Polaków, a wypadałoby przypomnieć, że Rota kiedyś była grana z wieży Ratusza Głównego Miasta i dobrze byłoby wrócić do tej tradycji. Ponieważ nie udało się to dzisiaj, spróbujemy wprowadzić to albo inna uchwałą, albo wprowadzić to do statutu miasta. Trzeba pamiętać, że w czasach kiedy Gdańsk i cała Polska była pod obcą władzą była to pieśń, która Polaków budziła, w Polakach budziła uczucia patriotyczne, budziła poczucie tożsamości. Dlatego dzisiaj, kiedy zwracamy się, spotykamy się z postulatami, że Gdańsk zlikwidował taką muzyczną wizytówkę na głównym mieście, pragnę tylko przypomnieć Wysokiej Radzie, że owszem zdarza się, że karylion odgrywa Rotę, ale ona jest odgrywana w towarzystwie innych pieśni, również kompozytorów niemieckich. Chcielibyśmy żeby równo w południe była grana Rota, tylko i wyłącznie Rota, nic więcej. O innych porach można grać inne melodie.

    Nie przeszło.

    Taki to chyba optimum, bo przewoźny i programowalny.
    http://www.youtube.com/watch?v=PC2n26umVaw

  14. Wsród znajomych tradycyjnie zawierano sakrament małżeństwa w Kościele SS Wizytek na Krakowskim Przedmieściu, no nie mogę sobie wyobrazić że następni przystępując do tego sakramentu nie skorzystaliby z tego adresu – bo go na przykład zabraknie…..
    A że jest to realne, to wystarczy na YT obejrzeć film „Warszawa 1947”.
    Pan niejako wskazuje, że są takie (czyjeś) zamiary, że ktoś czuwa się nad tym, ….. aby to szło w tym kierunlku…., polski rolnik nie może zakupić ziemi w Polsce, polski przedsiębiorca musi płacić wyższe podatki w relacji do wyniku niż ogromnie dochodowe zagraniczne sieci handlowe, w ośrodkach kultury organizowane są wystawy nie wiążące się z naszymi sprawami, itd…
    A młodzi,co są przyszłością narodu, młodzi z ich kredytami to idealny wieloletni „wypełniacz” interesów bankowych, to taka ma być przpisana im/nam rola, Nieciekawie . I znikąd pomocy.

  15. Coryllus ma racje. To co Nobel i inne zaszczyty z ludzmi robi to fakt. PS. Nie chce sie czepiac, ale Vargasa Llosa to chyba podwojne nazwisko, które zawsze trzeba pisac razem. Hm, tak mi sie zdaje. Pozdrawiam.

  16. Otoczenie bardzo wpływa na odbiór książki. Z rozrzewnieniem wspominam pochłanianego w wojsku Pantaleona i wizytantki oraz Paragraf 22 (niektóre postaci miały swe odbicie w realu). Również swój schizofreniczny urok miał Ulisses, lecz Joyce pokonał mnie po 1/3 rundy. 🙂

  17. zanim sie wezmie jakikolwiek tekst do reki to trzeba spenetrowac zyciorys autora. Wtedy zwykle sie okazuje, ze wiecej niz polowa literatury sie nie kwalifikuje do czytania, a nad reszta zachwyty sa po prostu nie mozliwe. Poza tym czerpanie emocjonalnych i duchowych inspiracji z literackiej fikcji prowadzi do wytworzenia falszywych odruchow i zachowan w rzeczywistym swiecie.

  18. Za „Ulissesa” się nie zabrałam, ale pokonałam „Ze wspomnień kaptolickiej młodości” (nie była gruba), taka silna była presja środowiska, że jak się chciało być uczciwym to nie można było się od lektury wymigać a poza tym te 3 – 4 zdania w dyskusji trzeba było zabrać. . .

  19. jest w tym dużo racji ….. tyle , że czytałam od małego , nie były to czasy internetu …. teraz zdecydowanie większości tego co czytałam nikomu nie polecam ,,, jeśli chodzi o fikcję …

    ale nawet z jakichś tam innych powodów dziecku dawałam bardziej realistyczne lektury ….. i to daje efekty …

    są jeszcze też dzieci odporne ,,, lub raczej oporne na fikcję…. np moja wnuczka zdecydowanie woli wiedzę np o światowym rynku paliwowym itp … to akurat jak miała 9 lat ją pasjonowało …

    i potem idzie do szkoły i w koło słyszy na historii o egipskich i grackich bogach itp …..

    Dla ostrożności chcąc ją czymś zainteresować nie mogę tego przypisać do hasła historia …. inaczej nazwane , jeśli dotyczące realu …,, owszem ….

    Generalnie nie należy posyłać dzieci do szkoły w tym kształcie jaki ma dziś … ale jak to zrobić…..

  20. za ulisesa się zabrałam …. na szczęście początkowy opis morza i fal pod wierzą czy czymś takim … bodaj do flegmy porównany … brrrr … może nie dokładnie pamiętam , ale tak silny odruch wymiotny to spowodowało u mnie , że jak tylko ktoś wchodził na temat Ulissesa to ja o tej reakcji …. już nie było mowy o tym co dalej się dzieje .. bardzo realistycznie opowiadałam … i następowała zmiana tematu … ewentualnie trzeba było jakaś wrażliwą duszę ratować… 🙂 .. w każdym razie to jest metoda obrzydzenia …

    a paragraf 22 bawił mnie niezmiernie …… ale mnie generalnie dziwne rzeczy bawia … co też się przydaje w rozmowach ….. nikt nie wie czy żartuję tym razem czy serio … 🙂

  21. acha .. teraz to się nazywa bodaj asertywność … ????

  22. Z Ulissesa pamiętam „zaziębiłem się, bo w ogrodzie furtka była otwarta”, czy jakoś tak.

  23. Z rzeczy dziwnych bawi mnie szeroko rozpowszechniony dowcip : „Pole elektryczne jest silniejsze od grawitacyjnego..”

  24. Kupażując nalewki rozgryźliśmy problem niskich płac w Policji-dobrze opłacani nie daliby się tak łatwo korumpować i kto wtedy trzymałby parasol nad np.pracodawcami tirówek?System jest dopracowany.

  25. silniejsze ???? to trochę nie tak … ale jako dowcip ….. Więc rozumiem , że to nie podpucha do zrobienia wykładu …. Od wykładów z fizyki jest blog Boston na salonie .. a GPS dał parę dni temu dobry wykład o matematyce …

    Ja tu przychodzę na blog literacki …. 🙂 … Antyliteracki … 🙂

  26. bo jeśli wierza to otoczona murem i furta porządna … po otwarciu mogło istotnie wiać… było coś takiego ….. ale dla mnie ta flegma ….

  27. A pomyśl przy tym „kupażownaiu nalewek” że na przykład pracodawcy tirówek mają działaność gospodraczą jako np. Ośrodek Badań i Analiz Społecznych (wywiadownia zbierająca opinie społeczne). To byłby wstrząs dla opinii publicznej, gdyby się na przykład okazało że to może byc prawda.

  28. Chrzescijanstwo przetrwalo juz rozne szalenstwa wiec przetrwa I obecne. Wystarczy wspomniec slowa Chrystusa: „Niebo I ziemia przemina a moje slowa nie przemina”.

  29. Czy ktokolwiek czytał 'Historia Alejandra Mayty’? Mario Vargas Llosa ciekawie przedstawia tam dziennikarskie poszukiwanie prawdy o rewolucjoniście sprzed lat. Mit 'komunistycznego bohatera’ zderza się z pamięcią świadków tamtych dni, jak i z postacią samego rewolucjonisty. Może nie jest to najlepsza książka Vargasa Llosy, ale.. właśnie pokazuje co może kryć się za legendą. Może lekkie, ale dobre lekarstwo na czerwoną zarazę.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.