Sty 022021
 

Leży tu przede mną książką zatytułowana Historia antysemityzmu w latach 1945 – 1993, bardzo ciekawa, ale nie dająca w zasadzie żadnych szans na polemikę. Myślę, że należałoby ją dedykować tym wszystkim żartownisiom, którzy szydzą ze spiskowych teorii. Oto można w niej znaleźć taki fragment:

Aby zrozumieć taktykę Austrii tuż po zakończeniu II wojny światowej, należy uwzględnić rozgrywki polityczne w skali międzynarodowej, w wyniku których Austria jako taka, uniknęła jakiejkolwiek kary. Już w listopadzie 1943, Deklaracja Moskiewska, uwalniała Austrię jako państwo, które miało być uważane za neutrale, od wszelkiej odpowiedzialności za zbrodnie, popełnione przez Trzecią Rzeszę. Dzięki temu socjalista Karl Brenner, który był prawą ręką Otto Bauera, żydowskiego przywódcy jego partii, mógł utworzyć rząd tymczasowy, a w grudniu tego samego roku, został wybrany prezydentem nowo powstałego państwa. A przecież on także był zwolennikiem Trzeciej Rzeszy zaraz po tym, jak nastąpił Anschluss…

To wszystko jest oczywiście prawda, ale wykluczająca pewne istotne okoliczności. Do roku 1951 Austria była pod okupacją radziecką, Deklaracja Moskiewska była deklaracją, jak sama nazwa wskazuje, wymuszoną przez Stalina, a zaraz po tym, jak nastąpił Anschluss nikt nie miał pojęcia co to jest holocaust. Okay, potem to pojęcie już wszyscy mieli i nie ma ich co usprawiedliwiać. Można pomyśleć, że tak właśnie czynię, ale to nie prawda, umieściłem ten fragment, żeby wskazać na dwie kwestie. Pierwsza: jeszcze nie słyszałem, żeby ktokolwiek oskarżył ZSRR o antysemityzm, nawet po sprawie moskiewskich lekarzy. Druga: w oskarżeniach o antysemityzm tak zwane okoliczności nie grają roli. Nie mają znaczenia po prostu. Austria miała podzielić los demoludów, a wtedy nikt by jej o antysemityzm nie oskarżał. Stało się jednak inaczej i grupa lewicowych, żydowskich historyków, bez jednego mrugnięcia okiem takie oskarżenia formułuje, mając przy tym świadomość, że w polityce po wojnie, byt taki jak Austria, nie znaczył zupełnie nic. Pomijam już postać Krajskiego, którego pamiętam z telewizji, socjalistycznego premiera, żydowskiego pochodzenia, o którym komunistyczny telewizor mówił przynajmniej co drugi dzień. Na tyle często, bym ja, dziecko przecież, zapamiętał jego nazwisko. No, ale nie o Austrii i nie o antysemityzmie jest dzisiejszy tekst. Pomyślałem, że napiszę go, żeby wskazać jak dziwnie interpretowana jest historia, w której pojawiają się postaci wpływowych Żydów. Informacje, które tu umieszczę są dostępne w powszechnie kolportowanych publikacjach, wydanych bynajmniej nie przez antysemitów, ale nakładem oficyn uniwersyteckich z Wielkiej Brytanii, których nikt też o antysemityzm podejrzewał nie będzie.

Steven Runciman w swojej książce o upadku Konstantynopola, o Jakubie z Gaety napisał raz tylko. A pisał o wszystkim; o kolonii aragońskiej w Konstantynopolu, o rycerzu z Kastylii, który towarzyszył ostatniemu cesarzowi, o niedoli Greków w zdobytym mieście, o dwuznacznej postawie Wenecjan i dwuznacznej postawie papieża. O Jakubie z Gaety napisał raz. Nazwał go żydowskim lekarzem sułtana Mehmetaa II. Pomyślałem, że w zasadzie ja także w tym tekście powinienem raz jeden tylko wymienić nazwisko Jakuba, no ale już zrobiłem skuchę, bo wymieniłem je dwukrotnie. No, ale postaram się więcej go nie powtarzać, choć uczciwie mówię, że jest on solidnie opisany w oksfordzkich publikacjach.

Zacznijmy od tego jak sułtan Mehmet doszedł do władzy, był przecież trzecim synem Murada II, a do tego stosunkowo mało rozgarniętym. Pretendentem do tronu był najstarszy – Ahmet, ale ulubieńcem ojca był średni syn Alladin. W dużym skrócie wypadki wyglądały tak: Ahmet umiera nagle bez przyczyny, a sprawa wygląda tak, jakby to ojciec otruł go, po to, żeby legalnie utorować drogę do tronu ulubieńcowi. Takie postępowanie, z moralnego punktu widzenia jest naganne, ale naganne jest też z praktycznego, politycznego punktu widzenia. Nie można dawać złego przykładu, jeśli się jest sułtanem i kochającym ojcem. Zły przykład bowiem przyciąga naśladowców, którzy także mają swoich ulubieńców. A nie dość, że przyciąga, to jeszcze uwalnia ich od odpowiedzialności. Zupełnie tak samo, jak to było z tym Związkiem Radzieckim i antysemityzmem.

Wkrótce umarł także Alladin, a o jego otrucie oskarżono Mehmeta, choć przecież był dzieckiem. Nikt jednak nie wyciągnął z tego żadnych konsekwencji i Mehmet został sułtanem. Miał jeszcze jednego brata, młodszego i jego również kazał zabić. Utopiono go w kąpieli.

Zanim przejdę do rzeczy najważniejszych w tej historii czyli do zdobycia Konstantynopola, wskazać chcę na jedną jeszcze dziwną okoliczność. Oto w wielkiej dwutomowej historii Wenecji napisanej przez Johna Juliusa Norwicha, nie ma słowa o tym, jaką politykę prowadziła Wenecja w roku 1444. Nasza rodzima tradycja piśmiennicza, wywodząca się wprost z radzieckiego antysemityzmu, wskazuje że głównym winowajcą klęski pod Warną był nuncjusz Cesarini no i papież, który uwolnił króla od przysięgi złożonej w czasie negocjacji z Turkami po zwycięskiej kampanii letniej roku 1444. Wenecjanie są winni trochę, albowiem, jak mówią słowa harcerskiej piosenki wycofali swoją flotę. Ta zaś miała blokować Bosfor i Dardanele, nie dopuszczając do przerzucenia wojsk z Anatolii na europejski brzeg. Poważna operacja, przygotowana szybko, z dużym rozmachem i jednak nie wykonana. Dlaczego? O tym można już od jakiegoś czasu przeczytać w wikipedii – bo Turcy przekupili Wenecjan. To jest duża rzecz – przekupić Wenecjan, jeszcze większa niż ta cała operacja. Czym ich przekupili tego nikt nie mówi, ale sądzę, że potrzebne było ze sześć ton złota, albo jakiś solidny straszak na dożę. Nie podejmuję się odgadnąć jak było naprawdę. Zajmę się formułą Turcy przekupili. Ona jest ciekawa, albowiem w roku 1444 sułtan Murad II powrócił do władzy, którą wcześniej oddał swojemu małoletniemu synowi, dwunastoletniemu Mehmetowi, późniejszemu zdobywcy Konstantynopola. Oddał władzę dziecku, bez wyraźnej przyczyny, a Wenecjanie, papież i król Węgier i Polski postanowili to wykorzystać, bo przecież dziecko się nie obroni…Zastanawiam się, kto wymyślił tę pułapkę, bo kto w nią wpadł, wszyscy wiemy. Rozejm letni roku 1444 dawał Węgrom taką przewagę, że w zasadzie oddalał niebezpieczeństwo zajęcia Konstantynopola na zawsze. Można było się wręcz pokusić o zajęcie go i przyłączenie do korony św. Stefana w następnej dekadzie, kiedy król Władysław byłby trochę bardziej dojrzały. No, ale stało się inaczej. Pojawiła się tak zwana okazja, którą tak zwany świat chrześcijański, postanowił wykorzystać. Jak się sprawy potoczyły wszyscy wiemy. Sułtan Murad II wrócił na chwilę do władzy, pokonał Węgrów, a potem dyskretnie zszedł z tego świata, pozostawiając państwo ciągle nieletniemu Mehmetowi, człowiekowi o którego deficytach i ograniczeniach piszą wszyscy autorzy, wskazując na to, że sułtan nie był empatyczny. Oczywiście, że nie był, a ZSRR uwolnił antysemicką Austrię z odpowiedzialności za zbrodnie Niemców już w roku 1943.

Wracajmy do sułtana. Przepowiednia mówiła, że on właśnie zajmie Konstantynopol. No i ten młody człowiek, zabrał się za realizację przepowiedni z niesłychanym zapałem. Zgromadził 80 tysięczną armię, rozbudował flotę, nabrał kredytów, a wszystko to pomiędzy 13 a 21 rokiem swojego życia, kiedy to był już gotowy do akcji. Jak pamiętamy Zachód nie pomógł upadającemu cesarstwu, ale wykonał kilka ruchów, które mogły wskazać na to, że ma dobre chęci. Z Wenecji wypłynęła nawet flota, która jednak zatrzymała się na Chios w oczekiwaniu na jakieś wieści. Samo oblężenie przebiegało bardzo dynamicznie, ale nie rokowało za dobrze. Wielkie mury broniły dostępu do miasta, a szczupła załoga walczyła dzielnie, szczególnie ci Aragończycy dawali wielkie dowody odwagi i poświęcenia. Miasta bronili też Wenecjanie i Genueńczycy. Dwudziestojednoletni sułtan nie miał w zasadzie pomysłu na kontynuowanie oblężenia, ale zarządził w końcu generalny szturm na mury. Ten szturm skończyłby się tak samo, jak wszystkie inne, ale okazało się, że w murze, nieopodal pałacu Blachernae jest furtka, której jeden z obrońców zapomniał zamknąć. No i sami rozumiecie…a prawie się udało…

Kiedy myślimy furtka, wydaje nam się, że to takie drzwiczki z drutu. No, ale przecież nie mogło tak być. Furtka to tunel w grubym murze, zamykany z jednej strony ciężkimi drzwiami z brązowej blachy, a z drugiej pewnie czymś jeszcze poważniejszym. Żeby pozostawić ją otwartą, nie wystarczy był roztargnionym. Trzeba mieć sporą dozę złej woli, albo wykonywać czyjeś zlecenie.

Po wszystkim Wenecjanie, którzy – jak mówią słowa harcerskiej piosenki – po raz drugi w ciągu dekady – wycofali swoją flotę, wystraszyli się nie na żarty. Okazało się bowiem, że sułtan nie zamierza wcale maszerować na Węgry, ale zamierza uderzyć na Italię. Co było wreszcie zrozumiałe, jeśli brać pod uwagę doktrynalne aspekty polityki tureckiej. I dość łatwe do przewidzenia. Jakoś jednak nikomu w Wenecji nie przyszło do głowy.

Cóż takiego zrobili Wenecjanie po tym, jak Turcy zajęli stolicę Bizancjum? No dobra, przegrałem, muszę wymienić to nazwisko. Otóż oni się skontaktowali z Jakubem z Gaety, osobistym lekarzem sułtana, który przybył do stolicy imperium Edirne z Wenecji właśnie i poprosili Jakuba, żeby Mehmeta otruł. On zaś im odpowiedział, że zobaczy co da się zrobić, ale ponieważ był lojalny wobec swojego pana, nie spełnił prośby Wenecjan. Doża był rozczarowany i chyba nawet wystosował jakieś pismo do Jakuba, coś w sensie nie tak się umawialiśmy ty Żydu. Ten jednak pozostał głuchy na te pretensje. Sułtan Mehmet Zdobywca panował trzydzieści lat i został w końcu otruty, w obozie wojskowym na Rodos, ale było to już w chwili kiedy jego syn Bajazyt mógł przejąć władzę. Zmienił on nieco priorytety swojej polityki, a to oznacza, że musiał wziąć jakieś pieniądze od Wenecjan. Nie zdecydował się jednak na usunięcie Jakuba ze swojego otoczenia, na to był za cienki. Poprosił go tylko grzecznie, żeby przeszedł na islam. Jakub, człowiek już mocno posunięty w latach, zgodził się, ale postawił warunek, żeby tego nie rozgłaszać.

Jeśli myślicie, że ta historia kończy się w tym miejscu, mylicie się niestety. Sułtan Bajazyt miał brata, Cema, którego powinien według tradycji zapoczątkowanej przez swojego dziadka Murada II, zamordować. No, a on go wypuścił. Cem zaś schronił się na dworze papieskim w Rzymie. Na stolicy Piotrowej zasiadał wówczas papież Aleksander IV Borgia, Hiszpan.

Musimy teraz, powołując się na te oksfordzkie wydawnictwa, przypomnieć skąd wyrastała żydowska sztuka medyczna, gdzie były jej korzenie. Otóż w Hiszpanii właśnie, to stamtąd uczeni lekarze, a ci co wydają książki w Oksfordzie twierdzą, że nie tylko lekarze, ale też truciciele, wyjeżdżali do Italii i tam oddawali różne usługi ludziom poważnym i wpływowym, takim jak doża wenecki. No, a potem jechali dalej, do Turcji. I nie było w nich lęku, ani wahań, albowiem czuli się wszędzie jak u siebie, ich niezwykłe umiejętności i wiedza dawały im tę pewność.

Sekwencja zdarzeń jest więc następująca: nieodpowiedzialny, młody król Węgier łamie słowo dane sułtanowi i uderza na jego posiadłości. Ponosi klęskę, co uzależnia obronę Konstantynopola od decyzji i posunięć Wenecjan i Genueńczyków. Pada Konstantynopol, a przerażona Italia widzi, że sułtan nie każe armii maszerować na Węgry, ale uderza wprost na Rodos, która to wyspa jest furtką w murze chrześcijaństwa. Joannici, całe szczęście mają wiadomo gdzie decyzje Wenecjan, sułtana, a nawet samego papieża, Rodos więc udaje się na razie ocalić. Potem zaś na tronie w Rzymie zasiadają Borgiowie. Taki układ zdarzeń wyjaśnia, w mojej, być może błędnej ocenie, aktywność iberyjskich posłańców na krańcach wschodnich chrześcijańskiego świata, a także bohaterstwo aragońskich marynarzy i kastylijskich rycerzy broniących Konstantynopola.

  15 komentarzy do “Jakub z Gaety”

  1. nie tylko nie ma złego słowa o tym co robili Austriacy podczas II WŚ, ale nawet gdzieś czytałam info, że przez cały czas okupacji radzieckiej  społeczeństwo austriackie gorąco sie modliło o wyjście wojsk radzieckich , nie pamiętam która to była modlitwa, ale lansowana była taka teza, że Austriacy sobie wyzwolenie wymodlili.

  2. nie kwestionuję możliwości uproszenia u Opatrzności danej łaski, itp ale zadziwia mnie, że Polakom się to nie udało ani modlitwą, ani oporem podziemia, ani Dywizjonem 303, ani Karskim, ani uratowaniem iluś tam członków społeczności żydowskiej  i przez pojedynczych obywateli i przez urzędników polskich ambasad.

    Polacy „be”, Austriacy „cacy” .No i źli naziści.

    Minie niedługo 100 lat od zakończenia II WŚ i my będziemy coraz gorszą prasę a zasługi wojenne polskiego podziemia i polskich żołnierz będą unieważniane. Zostanie pamiątka w postaci – niedźwiedzia Wojtka .

  3. Krucjata różańcowa. Nie lekceważył bym siły modlitwy.

    Stawiam raczej tezę, intencja modlitwy plus ilość modlących jako miara poparcia. Taki sondaż nastrojów

  4. oczywiście, ja też  nie lekceważę

    dzięki za podpowiedź, że to była Krucjata Różańcowa

  5. Zaleci Bartosiakiem, jaka głębię strategiczną ma Austria a jaka Polską, raczej polskie ziemię. Austria dobre miejsce do ukrycia niemieckojęzycznych „bohaterów”. Stalin umarł, nowi kupili se spokój oddając Austrię.

  6. W tekście tylko drobny błąd. Od 1945 nie cała Austria była okupowana przez Sowiety, tylko jej wschodnia część. Podobnie jak w przypadku Niemiec, były tam alianckie strefy okupacyjne (zachodnie pod egidą USA i Wielkiej Brytanii), tak samo Wiedeń był podzielony na 4 sektory okupacyjne jak Berlin. Nadanie statusu neutralności Austrii nastąpiło dopiero w 1955 roku i wtedy armia sowiecka opuściła wschodnią Austrię i wschodni Wiedeń, bynajmniej nie z pustymi rękoma, ukradli m.in. tabor kolejowy…

  7. no właśnie , jakie proste, a takie rozwiązanie umyka z pola widzenia, gdy wszyscy wołają że w czasie II WŚ  papież kogoś tam popierał, że papież niewłaściwym osobom  pomagał , że jacyś ludzie gremialnie do Ameryki pd wyjechali i w Europie tych złych już ich nie ma. Zło wyemigrowało. Zostali porządni …  rakuszanie

  8. Za generałem Zachary T. Sweeny, byłym amerykańskim konsulem generalnym w Konstantynopolu, podaję wizerunki sułtanów osmańskich czyli otomańskich czyli wywodzących się od Othmana (czyli łamacza kości).

    Murad podbija Amerykę wykorzystując Konstantynopolitańczykowianeczkę.

  9. Dziękuję link znakomity.

  10. Austria znalazła się pod kloszem z prozaicznego powodu, mogę się mylić, z powodu swojego położenia geograficznego. To taka dziurka w ciasteczku. Kraj wieczyście neutralny i położony centralnie, dobrze skomunikowany, błyskawicznie można sie stąd dostać wszędzie. Do 2000 r. bił rekordy turystyczne. A turyści jak to turyści, do nazistów niechętnie by jeździli… a jeszcze te narty, schroniska w górach… same plusy.

  11. O zbiegach okoliczności

    Turecką truciznę o nazwie tytoń sprowadzał do Ameryki niejaki Allan Ramsay, który w reklamach z roku 1905 określany jest jako rządowy ekspert w sprawach tureckich od 16 lat. Do reklamy użył celebrytów (dodałem ilustrację). Tak się przypadkiem składa, że słynny Richard Sorge używał pseudonimu Ramsay. Podczas pierwszej wojny światowej i Gallipoli pielęgniarki podawały papierosy rannym żołnierzom, a po wojnie Konstantynopolitańczykowianeczka a może Roksolana dodawała papierosom smaku w reklamach. W tym momencie przypomniał mi się klip ukraiński z YouTube, gdy bracia wracają z wojny tureckiej i niosą wiadomość matce, że jeden z nich został posiekany przez polskich Panów. Mam nadzieję, że znajdę i wrzucę link, bo to naprawdę niezłe.

  12. Gdy bracia kozacy wracali z wojny rosyjsko-tureckiej i przekroczyli granicę polską (?) zostali napadnięci przez Polaków. O polskich panach to jest raczej w pieśni Konarmii Budionnego, natomiast motyw trzech ran jest wykorzystany w odeskiej piosence chuligańskiej, którą Stalin kazał odśpiewać ówczesnemu wystraszonemu celebrycie i podobno się dołączył. Są róże wersje. W każdym razie go nie zabił.

  13. Ależ wszystko się zgadza, polscy panowie to okupańci, najpierw Ukrainę wyzwalał Chmielnicki, a potem Armia Czerwona i UPA.

  14. zajrzałam do wiki, żeby wiedzę o Borgiach uporządkować, wiedziałam że nie idealna to była rodzina , stąd zawsze omijałam temat, no ale że aż tak zaskakująco miały się sprawy to nie przypuszczałam .

    mając na uwadze  działania Murada II,  Mehmeta , a raczej kamaryli dworskiej, która zdaje się była kołem zamachowym wszystkich działań na tamtejszym dworze, chyba taka osoba jak Jakub z Gaety pełnił funkcję guru kamaryli i funkcję dyscyplinującą wobec dworaków tzw. niewtajemniczonych,

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.