Wrz 162014
 

Dziś znowu będzie o elitach. W związku z upartym lansowaniem tez o wychowaniu i kształceniu elit nie można tego tak po prostu zostawić. Będzie też o Kulczyku, ale zaczniemy od kogoś innego. Oto toyah opisał wczoraj niejakiego Polkowskiego. Ja do tego czasu pojęcia nie miałem kim jest ten facet, ale teraz już mam. Otóż to jest ojciec najsłynniejszego rapera IV RP niejakiego Tadka, który mówi i pisze o sobie „Tadek Firma” próbując w ten sposób skokietować osoby w jego wieku i młodsze, ale środowiskowo całkowicie mu obce. Skąd ja wiem, że obce? Bo Tadek jest synem Polkowskiego, a Polkowski to były rzecznik prasowy Jana Olszewskiego, a do tego były dyrektor do spraw rozwoju Mennicy Polskiej i poeta, który już w roku 1978 założył podziemne czasopismo i drukował tam swoje wiersze. Polkowski zebrał wszystkie możliwe nagrody literackie jakie wręcza się w Polsce, ale trudno znaleźć kogoś kto znałby choć linijkę jego prozy i ekscytował się nią tak, jak dawniej ludzie ekscytowali się na przykład Hłaską. No więc to jest tata rapera Tadka. Mamy tu jak widzicie do czynienia z formułą familly biznes, która wykorzystując koniunkturę, na którą jest akurat pozwolenie, usiłuje ściągnąć z rynku ile się da aktywów. Ja nie będę teraz szedł tropem firm, które produkują koszulki z emblematami żołnierzy wyklętych, z orłami i postaciami Inki oraz Zapory, ale jak ktoś ma cierpliwość to może takie śledztwo przeprowadzić. Nie jest to chyba zabronione. Dziwne jest tylko to, że wcześniej, mimo rzecznikowania Olszewskiemu, mimo piastowania różnych ważnych stanowisk, nie udało się Polkowskiemu przepchnąć w przestrzeni medialnej i sprzedażowej żołnierzy wyklętych i ich znaków, a dziś jakoś tak, dziś już można.
Jest to oczywiście przyczynek do dyskusji o elitach. Obaj Polkowscy to elita, bez dwóch stań, starszy jest po prostu legendą Solidarności i pewnie też jakąś inną legendą, ale ja jej akurat nie znam. Młodszy chce być legendą i właśnie, śpiewając swoje raperskie kawałki wychowuje młodzież w szkołach, przygotowując ją do kolejnych poświęceń. No więc mamy elitę. To jest elita patriotyczna, niezależna finansowo, elita oparta o Kościół, jak tego się domagał doktor Przybył, elita ukształtowana w walce o wolność, jak tego domagałem się ja, wczoraj jeszcze. Czego więc chcemy? Dlaczego nam się Polkowski i jego syn nie podobają. Ja mogę powiedzieć tyle jedynie, że mnie się nie podoba formuła „Tadek firma” nie podoba mi się rap patriotyczny i chcę stać od tego jak najdalej. Po prostu. Kiedyś proponowali mi, żebym te płyty sprzedawał i ja się o mało nie złamałem, bo myślałem, że to jest biedny chłopak z przedmieścia „Tadek firma”, który nawet jak mu źle wychodzi, to chce dobrze, ale coś mi w sercu podpowiedziało, żebym się jednak trzymał od tego z daleka. I popatrzcie jakie to szczęście, że się trzymałem. Dziś bym był sprzedawcą płyt syna Jana Polkowskiego. Który nie ma pojęcia do kogo adresuje swój przekaz, ale w domu mu powiedzieli, że jak będzie rapował o śmierci Łupaszki to naród się wokół tego zbierze. O starszym Polkowskim zaś mogę powiedzieć, że jeśli ktoś w wiki umieszcza zamiast swojej fotografii jedynie portret malowany przez zaprzyjaźnionego, a słabego artystę, to znaczy, że coś tam jest mocno nie halo. No, ale najważniejsze jest to, że ta patriotyczna, solidarnościowa elita, związana z Kościołem czekała aż 25 lat, żeby sobie przypomnieć o żołnierzach wyklętych i rzucić ich wizerunki na koszulki.
Przypadek Polkowskich to elita, powtarzam to jeszcze raz. To jest prawda nie do zakwestionowania. Gdyby doktor Przybył ze Skierniewic zobaczył gdzieś w wielkiej sali tego Polkowskiego to biegłby doń z wyciągniętą ręką i uśmiechem spod przeciwległej ściany. To jest elita. Jej zaś immanentną cechą jest podporządkowanie innej elicie, póki co nierozpoznanej. Nie można bowiem wpaść na pomysł rapowania na tematy patriotyczne ot tak sobie. To musiało skądś przyjść, ktoś to musiał zasugerować temu Tadkowi i nakręcić całą koniunkturę. Słabą, bo przecież gdyby była mocna to nie przychodzili by do mnie z propozycją sprzedaży. No, ale najistotniejsze jest to, skąd się wzięło pozwolenie na to wszystko. Wcześniej go nie było, wcześniej stary Polkowski pisał jedynie wiersze i szefował mennicy, a dziś uprawia gorący patriotyzm w najbardziej narodowym wydaniu.
To jest jedna strona naszych elit, które wychowują się same. A jakby nie dość tego było to jeszcze wychowują nasze dzieci poprzez te patriotyczne rapy. Tadkowi żadna szkoła elit jest niepotrzebna, bo on ma inny sposób na zarobienie paru złotych. On się chce upodobnić do tych, którym śpiewa i dlatego wygląda tak jak wygląda i mówi tak jak mówi. Ja się wczoraj zastanawiałem dlaczego jego tata nie wyśle go po prostu na studia do Oxfordu, dlaczego on musi nas tutaj dręczyć tym rzekomym śpiewem i jedna odpowiedź mi przyszła do głowy. Bo dla niszy zwanej patriotyzmem nie przewidziano autorytetów po Oksfordzie. Muszą być takie właśnie jak Tadek, nie inne.
Drugą stronę naszych rodzimych elit reprezentuje doktor Jan Kulczyk. Jest on ucieleśnieniem marzeń Jana Przybyła o elicie prawdziwej. Jan Kulczyk ma doktorat, jest bogaty, sponsoruje różne kościelne imprezy, bodajże sam Klasztor Jasnogórski sponsorował, ma rozliczne kontakty za granicą, interesuje się sztuką, kulturą i biznesem. Po prostu ideał.
My jednak Jana Kulczyka za elitę nie uważamy. Dlaczego? Bo on chce być elitą. I tu dochodzimy do momentu najważniejszego. Jak ktoś chce być elitą to nią po prostu być nie może. Czy to działa w drugą stronę? To znaczy, czy Tadek, który nie chce być elitą, bo mu to sprzedaż płyt załamie, chce być „chłopakiem z przedmieścia” jest elitą przez sam fakt rapowania? Oczywiście, że nie, on tylko ujawnia swoje przyrodzone deficyty i nieuzasadnioną ufność w moc swojego taty, który niestety nie pomoże mu sprzedawać płyt, bo nie odeń to zależy.
Wracajmy teraz do Skierniewic. Czego chcą ludzie, którzy zapisują się do szkoły elit? Chcą być elitą to jasne. Czy nią będą? Nie ma mowy. I wynika to z definicji.
Wracajmy do Jana Kulczyka. Wśród tych wszystkich idiotycznych z istoty, mających pocieszać biedaków i nieudaczników formuł, produkowanych przez naszych namaszczonych przez nie wiadomo kogo elitariuszy, znajduje się zwrot „arystokraci ducha”. Ja teraz podam prostą i jedyną ważną definicję arystokraty ducha, która sprawdza się wobec wszystkich kontekstów historycznych. Otóż arystokraci ducha to brytyjscy szpiedzy o skłonnościach homoseksualnych. Powtarzam: definicja ta jest powszechnie ważna i działa zawsze. Dlatego należy być niezwykle ostrożnym, kiedy się wygłasza takie formuły, a najlepiej unikać ich w ogóle.
Aspiracyjny charakter tego zwrotu powinien go dyskwalifikować, ale ludzie chcą mieć coś takiego w zanadrzu, bo kiedy już nic im nie zostaje, kiedy okazuje się, że nic nie potrafią, nie potrafią narysować nawet kotka, wtedy mogą sobie powiedzieć, że są arystokratami ducha. I w tym właśnie momencie wpadają w pułapkę. Za zastawianie takich pułapek powinni tłuc po łapach metrową linijką, obojętnie czy jest ono świadome czy nie.
Skąd się bierze ten ogłupiały pęd ku owej arystokracji ducha? Z nieumiejętności zrobienia czegokolwiek własnymi rękami, z przeczuć, że może się coś ta zarobić nie męcząc się zbytnio, z chęci służenia silniejszym i groźniejszym niż krajowa elita raperów. Po czym poznajemy arystokratę ducha? Po tym, że sprawnie porusza się on wśród produkowanych na uniwersytetach kalek pojęciowych (możecie słowo „kalek” interpretować dwojako, obydwa znaczenia tej formy pasują do tego co chcę powiedzieć). Mamy więc kalki pojęć i kalekie pojęcia, czyli propagandę wielkich ośrodków tworzoną przez ostatnie 500 lat, która brana jest za tak zwaną wiedzę humanistyczną. Kto się sprawnie wśród tych memów porusza i jest pedałem ten zasługuje na miano arystokraty ducha. Przybył nie jest arystokratą ducha, bo nie dość, że porusza się słabo to jeszcze ma rodzinę. On tylko do arystokracji ducha aspiruje. Jak jest z Kulczykiem nie wiem, bo różne słuchy chodzą na jego temat, ale skłaniałbym się do sugestii, że on akurat jest arystokratą ducha. I nawet jak nam się to nie podoba to jedno trzeba mu oddać, nie próbuje wychowywać dzieci i nie chce czynić z nich elity. To przy wszystkich wadach ociepla nieco jego wizerunek.

Rozpoczęliśmy wczoraj sprzedaż wydanego przez IPN komiksu pod tytułem „Wrzesień pułkownika Maczka”. Komiks ten jest pierwszym albumem zawierającym płytę z muzyką autora rysunków Tomasza Bereźnickiego. Uważam, że wobec tej budżetowej nędzy jako mamy to właśnie jest dobra droga. Dystrybucja tego komiksu jest z mojej strony czymś w rodzaju rozpoznania walką. Za miesiąc bowiem debiutujemy z własnym wydawnictwem komiksowym. Na targach w Krakowie sprzedawać będziemy album „Święte królestwo”, który opowiada o upadku Węgier w XVI wieku, o Jakubie Fuggerze, królu Ludwiku II z dynastii Jagiellońskiej, o braciach Hohenzollern i innych znanych Wam motywach z II tomu Baśni jak niedźwiedź. Zrobiliśmy ten komiks ponieważ nie mamy budżetu na film o tych czasach. Komorowski nie da nam za to medalu, bo on nic nie zrozumie z tego komiksu, podobnie jak ci wszyscy „nasi” i nie nasi, poruszający się na poziomie Hansa Klossa i komiksów o Wojewódzkim. I to jest uważam szalenie ważne, żeby nie konkurować z nimi w tych obszarach, które oni uznają za najłatwiejsze i najbardziej zyskowne. Jestem głęboko przekonany, że przyszłość polskiego komiksu to ciężkie, wysokiej jakości albumy, w miarę możliwości z muzyką, pełne autorskich pomysłów, odchodzące od standardowej narracji z dymkami i podziałem na kadry. W tym kierunku będziemy dążyć. Mam nadzieję, że na początku października Tomek Bereźnicki pokaże trailer tego albumu i że ten trailer wyrwie wszystkich z butów.
Na razie Maczek, nowy numer Szkoły nawigatorów gdzie znajduje się fantastyczny tekst Joli Gancarz pod tytułem „Jak powstał Paradis Iudaeorum”, oraz książka Tomasza Antoniego Żaka pod tytułem „Dom za żelazną kurtyną”. Autor jest reżyserem teatralnym, menedżerem i dyrektorem teatru „Nie teraz”. W nowym numerze Szkoły zamieściliśmy obszerny wywiad z nim na temat kondycji współczesnego teatru. Człowiek ten w pełni rozumie i realizuje postulaty, które my tutaj podnosimy codziennie. Wystawia sztuki o żołnierzach wyklętych, o księżach ratujących Żydów podczas wojny i o Wołyniu. Zrobił nawet antyfeministyczne przedstawienie na podstawie tekstów Sylwii Plath. „Dom za żelazną kurtyną” to rzecz o Kresach, w Szkole Nawigatorów, prócz wywiadu z autorem znajduje się także fragment książki. Zapraszam na stronę www.coryllus.pl. No, a teraz jeszcze trailer komiksu o Stanisławie Maczku. 

 

  24 komentarze do “Jan Kulczyk arystokratą ducha?”

  1. [Kulczyk] – „nie próbuje wychowywać dzieci i nie chce czynić z nich elity.”
    Wprost przeciwnie !
    Kulczyk próbował do elit się trwale wpisać przez ślub Dominiki Kulczyk i Jana Lubomirskigo Lanckorońskiego ! Podobnie postępowali nowobogaccy Żydzi w XIX wieku 😉

  2. No, ale nie zauważyłeś szyderstwa, chyba. Kulczyk jest elitą według definicji Przybyła. Czegóż więc chcemy? Cieszmy się, ożenił się z Lubomirską do tego.

  3. posłałam Ci wiosną powieść , jedyną , starszego Polkowskiego … czarna okładka ,,Ślady krwi ” albo tak jakoś… poszukaj sobie w ksążkach

    Lecę w świat.

  4. Elita z pierwszego pokolenia nie jest elitą, bo brak samoświadomości dziejów i dorobku własnej rodziny, a jest świadomość, że ta pozłotka jest bardzo cienka i ścieralna, więc bronią się przed większością, a lgną do tych, jak napisał HENRY.

  5. „Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który zasiał na swoim polu dobre ziarno. Gdy ludzie spali, przyszedł nieprzyjaciel, nasiał chwastu pomiędzy pszenicę i odszedł. Kiedy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wówczas ukazał się także chwast. Wtedy słudzy poszli do właściciela i zapytali: Panie! Przecież dobre ziarno zasiałeś na polu. Skąd więc wziął się chwast? A on odpowiedział: To dzieło nieprzyjaciela. Wtedy słudzy rzekli: Czy chcesz, żebyśmy poszli i powyrywali go? On odparł: Nie, gdyż w czasie zbierania chwastu moglibyście wyrwać z nim także pszenicę. Pozwólcie im rosnąć razem aż do żniw. A w czasie żniw powiem żniwiarzom: Zbierzcie najpierw chwast, zwiążcie go w snopy i spalcie. Pszenicę natomiast zanieście do mego spichlerza.”

  6. Już przestańcie pieprzyć o tych pokoleniach i elitach. Nie widzicie jak was to wkręca?

  7. No więc mamy „kult wyklętych” i kult powstania warszawskiego. Ten drugi z większym budżetem bo: muzeum, 2 filmy i serial i murale i mnóstwo wydawnictw i nowe fryzury a la okupacja i coś pewnie pominąłem. A muzeum zawdzięczamy prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, tak jak i muzeum żydów, które robi szkolenia z antysemityzmu prokuratorom, których całą siatkę wyspecjalizowanych stworzył już minister Sienkiewicz, o czym poinformował Belkę (po co go o tym informował ?). Przed śmiercią prezydent poleciał do Gruzji która przegrywała konflikt z separatystami z południowej Osetii, a korzystała z usług amerykańskiej agencji PR, co pokazano nawet w filmie nakręconym w Hollywood, gdzie obok Andy Garsyii – Saakaszwilego jest cały czas ten doradca od PR. Czy zlot kilku prezydentów to taki chwyt PR, czy polityka neojagiellońska ? Gruzja to kraj nr 2 na liście dotowanych przez USA na cele obronności po Izraelu. Czy nakłady na kult wyklętych to po prosty propaganda wojenna ? Żebyśmy nienawidzieli Ruskich i chcieli ich zabijać i ginąć. Czy jesteśmy od paru lat przygotowywani do czegoś co za parę lat nastąpi ? Do wojny niekoniecznie na naszym terytorium, ale n.p. w Iranie ? Chyba mi tego posta Pan nie puści. Pozdrawiam

  8. Ale dopiero znienawidzimy Ruskich jak nam zakręcą gaz, który przesyłamy na Ukrainę, która za niego nie płaci. Czy my płacimy za ten gaz który przesyłamy na Ukrainę ?

  9. teraz jest jasne dlaczego Pawlak zakupił takie duże ilości gazu

  10. Gospodarzu, nic nie wkręca, bo tu ci od Pudelka nie przychodzą, a wiemy kto zacz i że jest arystokratą z nie zawsze legalnej forsy.

  11. Z lotnisk w Gruzji miały startować do nalotów na Iran samoloty izraelskie.

  12. a Pan z Mossadu, czy z Tehranu??

  13. za komuny nie mowilo sie o elitach, mowilo sie o inteligencji (bo nikt nic nie mial z $$$$)
    kulczyk – jemu, najpewniej, jest obojetne czy sie go zalicza czy nie – jest zaliczony tam gdzie $ sie liczy
    raper – facet ze sluchem ale bez glosu? – czy gorale z murzasikla rapuja czy spiewaja?
    szkola elit – moze trzeba otworzyc / zalozyc szkole swieckich blogoslawionych i uniwersytet swieckich swietych, albo filantropow (nowa fucha dla owsiaka, ktory juz jest … )

    text celny
    bye

    ps czytam wspak – lutowe texty 2014 – jak np dziennik pilcha tylko ciekawsze
    @coryllus – komentarze na s24 bywaja absolutnie nie na temat i nikt nie protestuje – dlaciego?

  14. wie Pan , zastanawiam się ile tekstów Coryllusa musi Pan jeszcze przeczytać , żeby odpowiedzieć sobie na pytanie o komenty na salonie …

    może być , że Pan się nigdy nie połapie ….

    Po prostu Pan nie ogarnia …..

    Może jakąś inną lekturę trzeba znaleźć , bardziej jednowymiarową ?

    I niech Pan przestanie seplenic . Ja grzeczna jestem generalnie ……. ale to nie wygląda na literówkę , tylko na co innego ……

  15. moze tak a moze nie…
    jednowymiarowosc jest ogolnie dostepna… nawet tutaj w 12wymiarowym wnetrzu…
    wielki dzieki za uprzejme uwagi…

  16. Tak w nawiązaniu do tej elity co pierwszy milion musiała ukraść, a teraz ma ich (tych milionów) już dużo więcej – to myślę, że ci nachapani i nażarci to mają jeden żal do losu, że nie będą żyć wiecznie. No nie mają tego i mimo kasy nie mogą sobie tego jednego kupić tj.bezgranicznej nie ograniczonej czasem możliwości wydatkowania nagromadzonych funduszy, zawsze przyjdzie kres tej ich homeostazy sfinansowanej z ukradzionego.

  17. Nie na temat.
    Ja tam lubię sobie posłuchać rapu patriotycznego. Tadek Firma wypada dość słabo na tle innych wykonawców. Zresztą. Każdy robi to co lubi. Jedni piszą książki, inni rysują komiksy a jeszcze inni robią muzykę. Są gorsi i lepsi a wszyscy robią to „…dla sławy, dla zysku czasem…” 🙂
    Od rapu trafia się czasem do Coryllusa

  18. Z mossadu to raczej są ci,którzy zdecydowali że Polska zakupi 6 śmigłowców wyspecjalizowanych do wyszukiwania i niszczenia łodzi podwodnych.Na Bałtyku niepotrzebne,ale w Cieśninie Ormuz-sze przydadzo…

  19. no, prawda, uprzejmość generalna; ze szczegolwa to chyba gorzej troche…

  20. …. może nie ? owszem …..

    ale ta stylistyka , na gapę która nic nie rozumie …. po co w takim razie ?

    jedno .. dwu … i n – wymiarowiść jest wszędzie dostępna … lepiej wyjaśnił by to boson , ale go nie ma ……

    a pytanie : czemu nie rozumien wielowątkowej książki , która czytam od tyłu , które Pan poztawił … no nie wiem jakigo typu odpowiedzi Pan oczekiwał ….

    w każdym razie jedyną odsobą , która by się nadawał a do spokojnego tłumaczenia tu , w tym gronie , była bym ja ….. ale nie mam czasu ostatnio … i uwazam pytanie za dziwaczne …..

    Zanim się Pan obrazi proszę się zastanowic nad przyjętą stylistyką , czy może maską….

    Nie znając się , sądzimy się wzajemnie po prxybranych maskach …

    Proszę się zdecydować , co nam prezentować , bo ja już się wyłaczam .Zainteresowałam się tylko przelotnie . Reszta to pański wybór.

  21. milo, ze pani zauwazyla (pani przez p – przpraszam, pisze tylko malymi literami – takie mam wadoglowie)…

    pytanie ‚dlaciego’ bylo retoryczne… raczej uwaga wynikajaca z porownania pomiedzy dwoma miejscami publikacji… ciekawostka…

    pisze tak jak pisze – nazywam siebie typem spod ‚poltora slowa’, poza tym nie mam czasu i / lub cierpliwosci…

    ad personam – cos jak nadgryzani cytryny w zimny dzien, gwozdz po szkle… niepotrzebne, nie na temat… zauwazam… unikam…

    corellus wstecz – uwagi – dla mnie kontradykcja – gdybym byl tak debilny, za jakiego mnie wzieto, pewnie unikalbym meandrow myslowych z coryllusowego pisania… wrecz przeciwnie, nie unikam itd… texty coryllusan to nie lokomotywa a ciagna… wiec chyba nie jest jeszcze tak bardzo zle ze mna… pocieszam sie… niestety, istnieja ‚dwa zdania / opinie’ na temat kazdego z nas – nasze wlasne i tych z naszego otoczenia… to ostatnie bardziej sie licza… wiec tu, z kretesem, przepadam…

    u mnie teraz mily wieczor (~18:00 albo ~6:00pm) – akurat mam czas, i bardzo daleko do krakowa (polska ojczyzna – krakow matczyzna) – zwykle czytam rano, tak do kawy (zamiast croissanta)… zaczynam od coryllusa a potem, dla zmniejszenia cisnienia oraz delikatnego oslodzenia dnia, zagladam do toyaha / k osiejuka (rozumiem, ze on kumplem ww), bo mniej zadziorny… taka rutyna…

    komentarze – czasem cos napisze, niestety niepotrzebnie – ale jeden, oczywiscie nie moj, pewnie najbardziej zabawny, na pewno nie na temat, dotyczyl malowania sciany w kuchni i radosci wynikajacej ze znalezienia dychy za lodowka… to bylo bardzo wstecz, moze pani pamieta?… ja pamietam… nie oburzylem sie… usmiechnalem sie tylko… nawet komus zacytowalem jako ciekawostke, hahaha

    obrazanie i obrazanie sie – unikam… choc nie lubie byc obrazany… szczegolnie bezinteresownie lub bez powodu… to chyba ma kazdy, wiec latwo zrozumiec…

    bylo jeszcze kilka… ale dosc tego…

    spisalem sie…
    I znowu nie na temat…

    wybacz autorze bloga, to ostatni juz raz..
    czasem chce sie zareagowac… sam pan dobrze wiesz..
    dobrej nocy
    a

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.