Lis 132020
 

Pojawienie się Jana Pawła II, było przede wszystkim problemem komunikacyjnym. Politycznym też oczywiście, ale nie ma polityki bez komunikacji. Nie ma kłamstw politycznych bez komunikacji, to będzie precyzyjniejsze określenie. Kiedy więc z niebytu wyłania się ktoś taki jak Jan Paweł II, nie można o nim nie mówić. Samo jego pojawienie się blokuje wszystkie wrogie narracje z miejsca i nawet jak ktoś chce umniejszać jego rolę, ma nielichy kłopot. W zasadzie musi czekać aż Jan Paweł II umrze, potem jeszcze parę lat, a następnie jeszcze parę i dopiero wtedy, licząc, że wszyscy już zapomnieli jak było, może zacząć odkręcać znaczenia które towarzyszyły temu pontyfikatowi.

I teraz istotna kwestia, który już tu wybrzmiała, ale chyba za słabo. Symbol jakim Jan Paweł II stał się tuż po wybraniu na Stolicę Piotrową, nadawał się do wykorzystywania na różne sposoby, ale komunikacyjnie był eksploatowany słabo. W zasadzie biernie. I to głównie wrogowie Jana Pawła, oraz jego fałszywi sojusznicy zaczęli o nim mówić, głównie po to, by osłabić wymowę tego symbolu. Korzystali ze znanej wszystkim zasady – jeśli nie możesz kogoś pokonać, przyłącz się do niego. Wierni, lub tak zwani wierni słabo interesowali się Janem Pawłem i jego przesłaniem, a także realnymi okolicznościami jego pontyfikatu. Nawet po zamachu. Chcieli po prostu ogrzać się w jego blasku, albo posłuchać jak mówi i to w zasadzie wszystko. No i utwierdzić się w tym, że wraz z nim stoją po właściwej stronie. Pontyfikat Jana Pawła wytworzył pewien rodzaj pobożności, która dziś jest, w mojej ocenie do niczego nie przydatna. To znaczy jest to wiara, że mamy papieża i on wszystko za nas załatwi. Wystarczy, że raz na pięć lat tu zjedzie i powie pięć zdań w dobrze nam znanym duchu. Nie jest to winą Jana Pawła, co oczywiste, ale jest to winą ludzi pośredniczących pomiędzy Janem Pawłem a wiernymi. Dopóki istniał komunizm, wszystko wydawało się proste, ale później się skomplikowało, bo świat wysunął swoje oferty. I Jan Paweł II stał się nie tylko sposobem komunikacji, ale także towarem.

Ktoś powie, że był towarem już wcześniej, bo komuna wypuszczała serie znaczków z papieżem. To nie był towar. Znaczki były sposobem na zakomunikowanie wiernym, że władza rozumie jaki mamy etap, nie zwalcza papieża Polaka, ale współpracuje z nim w dziele montowania kompromisu o zasięgu globalnym. Towarem z prawdziwego zdarzenia stał się Jan Paweł II, po upadku komuny, kiedy okazało się, że jego oferta ma jednak luki i nie jest już taka fajna, jak wcześniej. I wtedy ludzie odpowiedzialni za legendę mocno już postarzałego papieża zaczęli ową legendę uatrakcyjniać. Wywołało to dwojaki efekt. Po pierwsze dewaluację symbolu, który stawał się powoli folklorem i laurką, bajką jakąś dla grzecznych dzieci, po drugie Jan Paweł II, zaczął być wykorzystywany jako element uwiarygodnienia demaskatorów politycznych. Powstawały liczne publikacje demaskujące prawdziwe oblicze jego pontyfikatu, szczegóły zamachu i inne takie. Mit Jana Pawła II zaczął się kruszyć i łuszczyć właśnie wtedy. I wtedy też zaczęto go sztukować kremówkami, bo nikomu nie przyszło do głowy, by zrobić coś innego, albowiem rzesze wiernych wychowanych na tym micie mogłyby przeżyć zbyt duży szok. Mechanizm ten działa i dzisiaj. Jest on powodem tego, że Kościół jest zawsze dwa kroki za swoimi prześladowcami, albowiem księża muszą przede wszystkim zadbać o to, by ich owieczki nie przeżyły zbyt dużego szoku, albo żeby się nie rozbiegły nie wiadomo gdzie, jak nagle coś się powie takiego, o czym one wcześniej nie słyszały.

Wyobraźmy sobie teraz, że toczą się wielkie negocjacje. Jest stół i siedzą przy nim strony. Przez dekady całe negocjatorzy strony przeciwnej, przy udziale ludzi Kościoła demontowali, bardzo podstępnie mit Jana Pawła. Dlaczego to było w ogóle możliwe? Bo ci, którzy stali za Janem Pawłem i uważali, że go bronią, czynili to w taki sposób, jakby Jan Paweł był już za życia martwy. I to samo czynią dzisiaj. Zachowują się tak, jakby przeniesienie go do świętości nie miało znaczenia, a chodziło jedynie o to, by ocalić ten coraz bardziej łuszczący się wizerunek dobrego wujka. I nic więcej. Negocjatorzy strony przeciwnej czekali na ten moment długo i wreszcie się doczekali. Teraz przyślą ekipę z wiadrami i mopami i całą tą dekorację usuną ze ściany. Kościół zaś na to pozwoli i zrobi to w dodatku z niezwykłą dyskrecją. Tak, byśmy tego w ogóle nie zauważyli i dalej myśleli, że wszystko jest tak samo jak dawniej. Intencja tego ruchu będzie identyczna jak ta, którą komuniści chcieli obezwładnić Jana Pawła w oczach narodu – jesteśmy z nim i współpracujemy w dziele globalnego kompromisu. No, a poza tym musimy odnieść się jakoś do zarzutów o ukrywanie pedofili. To można zrobić tylko z wielką dyskrecją. No i jeszcze jedna sprawa – nie można przecież negować czyichś intencji, jeśli deklarujący je ma taki szczery blask w oczach. Każdemu trzeba dać szansę.

Wyobraźmy sobie teraz, że te negocjacje dotyczą jakiejś transakcji. Ona jest poważna i wielka, ale każda transakcja rządzi się tymi samymi prawami. Sprzedający, żeby osiągnąć sukces musi stworzyć sytuację przymusową. Zaczyna się to zawsze w ten sam sposób – trzeba podnieść samoocenę kupującego i przekonać go, że zawarcie transakcji, da mu korzyści nie tylko wymierne, ale przede wszystkim uczyni go lepszym człowiekiem. Musimy też pamiętać, że nie ma transakcji bez wzajemnego szacunku. Sprzedawca powinien więc przede wszystkim okazać kupującemu szacunek. Wszyscy to wiedzą i myślę, że jest pewnie z pięćset podręczników marketingu bezpośredniego, które wyjaśniają, jak to zrobić w sposób najbardziej przekonujący. To jest oczywiście pułapka, albowiem prawdziwi kontrahenci, zawierający prawdziwą, a nie oszukaną transakcje przede wszystkim plują jeden na drugiego i mówią sobie w oczy rzeczy takie, jakie się żadnemu biskupowi, może z wyjątkiem Paetza, nawet nie śniły. Ponieważ jednak hierarchia tkwi w pułapce, którą zbudowała sama, wierząc że Jan Paweł II jest w rzeczywistości martwy i nic nie znaczy, nie ma ona wyjścia, jak tylko wierzyć w to, że okazywany szacunek, to wyraz autentycznych uczuć. To nieprawda i my to widzimy dzisiaj, albowiem kończy się epoka okazywania szacunku, a zaczyna się epoka finalizowania transakcji, czyli uzgadniania poszczególnych punktów umowy. Te zaś, w wyniku zaniechań, złudzeń, wiary w to, że święci, w których większość nie wierzy, staną w naszej obronie, będą skrajnie niekorzystne.

Czy nie można było zachować się inaczej? Można było. Nawet dzisiaj można, ale jad kiełbasiany wstrzyknięty do mózgów niektórych charyzmatycznych duchownych i wiara w to, że postawą swoją, która w całości jest jednym wielkim brakiem pokory, zjednają sobie negocjatorów strony przeciwnej jest przemożna. Podobnie jest z wiarą w to, że różne wygłupy osób przebranych w sutanny, kogoś uwiodą swoją autentycznością. Nic takiego się nie stanie, bo tamci ani na moment nie tracą z oczu celu. Tym zaś jest zdewastowanie Rzymu jako żywego symbolu władzy ziemskiej i nadprzyrodzonej.

Jak wielu z nas pamięta, za komuny bezwład umysłowy utrzymywano w ludziach wierzących, za pomocą tak zwanych proroctw Michaldy. Nie wiem, jaki ubek to wymyślił, ale kobiety, szczególnie starsze podawały sobie w wielkiej tajemnicy te kartki i czytały z wypiekami na twarzy, co też ta wieszczka, w I czy II stuleciu naszej ery napisała na maszynie do pisania Łucznik.

Dziś proroctwa Michaldy są przeskalowane i mają taką wielkość jak cały internet. Do tego jeszcze traktowane są tak, jak źródła historyczne o charakterze propagandowym – dosłownie. Ponieważ coś zostało napisane, nam nie wolno w to wątpić, ani – wobec oczywistych faktów przeciwstawiać się złu – albowiem….tu wstawcie sobie co tam chcecie.

Powtórzę – wszystko to, służy podniesieniu samooceny Kościoła jako organizacji i poszczególnych wiernych, a jest przy tym elementem toczących się negocjacji. Ich przedmiotem jest nasza osobista wolność, której gwarantem z kolei jest tradycja rzymska. Zmierzamy wprost to tego, by sprzedać ją za garść fałszywych przepowiedni.

Ma dziś to tyle. Muszę odpocząć, nie czuję się jednak najlepiej.

  40 komentarzy do “Jan Paweł II, komunikacja i dystrybucja”

  1. Mądre rzeczy piszesz, Gospodarzu. Niech Bóg Ci da zdrowie.

  2. Cyceron się przypomina: „Naród może przetrwać głupców, nawet ambitnych. Ale nie może przetrwać zdrady z ich rąk. Wróg u bram mniej wzbudza strach, ponieważ wiadomo, że niesie swój sztandar jawnie.”  – i dlatego wściekłe lewactwo to mniejszy problem niż kilku czczących święty spokój purpuratów, a Rodrigo Borgia jako papież narobił dużo mniej złego niż Jorge Bergoglio.

  3. Jestem pod wrażeniem książki wydanej przez wydawnictwo Świętego Wojciecha: „Święty Jan Paweł II. Myśli na każdy dzień”.  To ważna lektura. Można ją czytać na dwa sposoby. Każdego dnia – zgodnie z tytułem odczytywać sobie jeden cytat „z papieża” przypadający na ten właśnie dzień. Można też po prostu przeczytać je „hurtem”, a potem do nich wracać. Te cytaty z wystąpień polskiego papieża pokazują nie tylko to, że był mądrym człowiekiem i charyzmatycznym przywódcą, ale także jego wiedzę, znajomość historii Polski i świata, a także wizje samego człowieka oraz jego własnej – i naszej – Ojczyzny i Kościoła, któremu przewodził. I właśnie teraz, 15 lat po śmierci tego największego w naszych dziejach Polaka, jednego z najwybitniejszych w historii Kościoła Rzymskokatolickiego, papieży jacyś nieszczęśni barbarzyńcy – a co gorsza: bezkarni barbarzyńcy – dewastują nad Wisłą jego pomniki…

    I kto tak ładnie pisze

  4. kościół w Polsce,  jest w ciągłym okrążeniu ogniowym, więc może tamten pontyfikat wydawał się kościołowi  chwilą spokoju bo atutem w rękach kościoła był papież no do zamachu, ..

    ale jak walczyć /negocjować/ ze stroną posuwającą się do kłamstwa, morderstwa, ustawionych kraks samochodowych, bluzgów, ordynarności  itp

  5. „I wtedy też zaczęto go sztukować kremówkami, bo nikomu nie przyszło do głowy, by zrobić coś innego.” Wg mnie wystarczyłoby wówczas naprawdę niewiele, np. wydać na dobrej jakości papierze, w powszechnym obiegu i koniecznie po dobrej (tzn.: po niezbyt niskiej) cenie pozycję „Miłość i odpowiedzialność”, z odpowiednio wyeksponowanym tytułem i autorstwem pomniejszoną czcionką „K. Wojtyła”, bez ozdabiania jej inicjałami JPII, bez przezłoconych odpustowych obwolut itd., im skromniej tym lepiej. Słowo samo by się obroniło. Książka zadziałałby jak Ewa Demarczyk dla gawiedzi ogłupionej Tercetem Egzotycznym.

  6. Kościół polski jest dziś cholernie miałki. Nie umie wykorzystać przyzwyczajeń i kontekstu historycznego dla siebie i dla kraju. Nie ma tam nikogo, kto potrafiłby wyartykułować i przeforsować zasadę rozdziału państwa i kościoła i uzmysłowić wszystkim: wiernym, hierarchom, urzędnikom, że konsekwentne wycofanie religii ze szkół, usunięcie krzyży z przestrzeni publicznej, oddzielenie uroczystości państwowych od religijnych itd. wyszłoby wszystkim na dobre. Po roku, góra dwóch, procesje byłyby pełne, kazania byłyby treściwe, msze – patriotyczne, salek religijnych nie trzeba byłoby zimą w ogóle ogrzewać, tak by je ogrzewał żar zaangażowanych w modlitwę. A uroczystości państwowe? Ano odbywałyby się… jak to drzewiej bywało… jak dla mnie mogłyby się odbywać i pod flagą unijną, umieszczoną na różowym maszcie… i tak nie chodzę. Tylko że wtedy pani Magda Lumpart utraciłaby swą cywilizacyjną misję… nie pierwsza zresztą, jak pokazuje przykład Palikota.

  7. Trele morele, przestrzeń publiczna nie znosi próżni ☺

  8. przeciwnik /pahdą/  negocjator nie zasypuje gruszek w popiele, jak negopcjować z bojówkami wyszkolonymi przez ratusz na wykładach; taktyka miejska/uliczna/ gimnastyka czyli działania grupowe organizowania zadym; strategia i organizacja manifestacji ulicznych; jak skutecznie Kościół ma przewidzieć, wyreżyserować obronę i wiary i  budynków i nie naruszyć wolności ucznia którego razi krzyż na ścianie klasy w szkole.

    Atak jest bezpardonowy i jest to oblężenie

  9. „wściekłe lewactwo to mniejszy problem niż kilku czczących święty spokój purpuratów” – absolutnie tak samo myślę. Im więcej wściekłego lewactwa, tym dla Kościoła lepiej. Gdy do Polski gomułkowskiej przyjechał jakiś reporter z RFN (z nieformalną misją Adenauera), Wyszyński, prowadząc go po Polsce, jak po nitce, wskazywał mu dokładnie, z jakimi księżmi ma się kontaktować, gdzie ma spać i z kim rozmawiać. Wyszyński doskonale wiedział, na kogo może liczyć, a na kogo nie. (Zresztą wtedy właśnie nawiązały się kontakty, które zaowocowały później np. pokaźną pomocą RFN dla polskiego społeczeństwa w stanie wojennym…. ). Wyszyński doskonale wiedział, że liczyć może na mniejszość wśród księży. Efekty tego mamy dziś…

  10. Ja bardzo przepraszam, ale tylko przypomnę: „nie zasypia gruszek w popiele”. W tym porzekadle nie chodzi o zasypywanie gruszek.

  11. Im bardziej miałcy ludzie rządzą Kościołem, tym większa wśród purpuratów chęć spoczęcia na laurach i popuszczania pasa (kult świętego spokoju), tym intensywniejszy też ów debilny tryumfalizm rzekomego zwycięzcy (powaga lokalnego proboszcza, którego rozsadza duma z powodu zaproszenia na święcenie lokalnego sklepu mięsnego – właśnie to zraziło swego czasu do Kościoła wielu – przebój „ZChN zbliża się” Kukiza jest oczywiście denny, ale pod względem socjologicznym na swój sposób genialny). Wystarczy zresztą spojrzeć na to, jak wyglądał Wyszyński, a jak wygląda Dziwisz. Pal licho wygląd, Wyszyński mówił absolutnie poprawną polszczyzną, skąpe zdania (nie tak wylewne jak u Wojtyły) ociekały treścią, a Dziwisz gada jakimiś strzępami zdań, wyrywkami, nie jest w stanie sklecić porządnej wypowiedzi. Pod względem polszczyzny tylko Jędraszewskiego potrafię słuchać: tam współbrzmi wszystko: intonacja, syntaktyka i semantyka. Od tego trzeba zacząć.

  12. Dzień dobry. Istotnie, infantylizacja religii, z którą mamy do czynienia w Polsce od dawna prowadzi do jej likwidacji – prędzej czy później. Nie mogę się oprzeć podejrzeniu, że to te same siły promowały powierzchowny kult JPII – portret papieża w każdej kuchni, ale także użytki zgoła pogańskie – Papież-Polak – atrapa zmontowana dla pseudonarodowców i inne podobne a z drugiej strony ogólnooświatową kampanię ośmieszania Papieża, uczynienia go symbolem ciemnoty i wstecznictwa, którego można utożsamiać tylko z prostą, obrzędową pobożnością babć, których wnukowie nawet nie pomyślą, żeby przeczytać to, co Jan Paweł II napisał, co myślał, w czym jest Jego wartość nieprzemijająca. Siły zła są potężne, ale też nasz święty Papież musiał im zaleźć za skórę, że taką machinę uruchomiły.

  13. „Atak jest bezpardonowy i jest to oblężenie.” Zgoda, to atak systemowy, prowadzony z dwóch stron, od wewnątrz i od zewnątrz. Jedną trzecią kleru, czyli tych, których komuna przeszmuglowała w szeregi Kościoła lub którzy tam poszli dla wygody (bądźmy szczerzy) i sobie przez lata nabijali kabzę, przy okazji deprawując owieczki, no i wszystkich tych zdeklarowanych lawendowych, zwolniłbym od razu, dając im jakieś głodowe emerytury na odczepnego. Nawet za cenę zamkniętych kościołów. Na resztę aparatu zadziałałoby to orzeźwiająco. Czy msza w Pcimiu Dolnym musi być codziennie? Wystarczy „od wielkiego dzwonu”, raz na tydzień… reszta na Magadaskar, uczyć alfabetu tych, którzy tego potrzebują.  

     

  14. Rację miał Ratzinger, gdy mówił, że lepszy nieliczny, a świadomy i jakościowo spójny Kościół, niż miałkie tłumy otumanione zapachem kadzidła.

  15. i koniecznie w XXXVIII tomach sprzedawanych co miesiąc w subskrypcjach

  16. – „fondato da Antonio Gramsci”. Ci to się naprawdę nie mogli doczekać, aż go na katafalku zobaczą…

  17. Według mnie odbywa się operacja zasłaniania afery Jefreya Epsteina sprawcą moralnym KK, ze szczególnym uwględnieniem Jana Pawła II. Nie ma w tym Pawła VI, Benedykta XVI ani Franciszka. Uniważniają nas. Mamy być niemi.

  18. A pamięta pan co powiedział Benedykt XVI w Auschwitz?

  19. I jeszcze jedno, Kardynał Wyszyński postawił na katolicyzm ludowy, nie na małe grupki. bo te stale rzucały mu kłody pod nogi.

  20. Zgoda, ale wtedy realia geopolityczne były zupełnie inne. Powiedziałbym nawet, że odwrotne niż dziś. Nie ma jedynie słusznych strategii. Są dane realia i trzeba wybrać (nawet najbardziej denną) strategię, która w danych realiach przyniesie założony skutek. Wyszyński wybrał genialnie – wiejskie odpusty kwitły życiem, w przeciwieństwie do partyjnych nasiadówek. (Przecież kapiszony i te czarne pistolety, które psuły się po tygodniu, to był szał dzieciństwa…). Dziś to nie przejdzie, bo te potrzeby spełniają supermarkety, dziś trzeba inaczej.

  21. „Boże, gdzie byłeś?” – co innego mógł Niemiec powiedzieć w Auschwitz….

    Benedykt XVI stawił się tam nie tylko jako papież, ale także jako Niemiec biorący (marginalny, ale jednak czynny) udział w czasie II w. św.  Jak dla mnie – najmądrzejsze co można było zrobić, było to, że on tam w ogóle pojechał. I bardzo dobrze, że kilka zdań powiedział właśnie po niemiecku.

  22. Prości ludzie są wierni, wiarę w Boga traktują serio.

  23. Być może się mylę, ale czy nie jest tak, że Kościół zawsze (przeważnie) reaguje z opóźnieniem, źle, niezręcznie itp..? Może przedwcześnie się martwimy? A może, krytykując, sam świadczę o tym, że u mnie Wiara zanika?

    To nie są stwierdzenia, tylko pytania. Ostatnio kolega zapytał mnie: co to znaczy działać? Zastanawiam się nad odpowiedzią. Bo nie można w tej chwili „nie-działać”, ale jeśli wezmę na siebie zbyt duże obciążenia dotyczącego tego właśnie działania, to może się skończyć jeszcze gorzej, niż gdybym w ogóle nic nie robił.

  24. Powiedział, że Niemcy były pierwszą ofiarą nazismu.

  25. A nie byli? Oczywiście że byli. Byli jednocześnie i ofiarą faszyzmu, i (zaraz potem) jego nosicielem. To samo było z AK-owcami na Kresach: Banderowcy niszczyli polskie wsie, Akowcy palili wsie ukraińskie. No może nie byli przy tym aż tak brutalni jak ci pierwsi i mniej było tych mordów… co nie zmienia faktu, że na Wołyniu w 1943 r. „samoobrona”= zabójstwo niewinnych.

    W ten sam sposób Rosjanie byli pierwszą ofiarą komunizmu.

    Wielu dzisiejszych księży ze strony swych przełożonych w dzieciństwie molestunek i też to powielają.

    Ofiary oddają to, co otrzymały: i tak oto postępuje ekspansja zła.

    Dla mnie wcale ta wypowiedź BXVI wcale nie umniejsza winy Niemców. Ona pozwala dostrzec w nich ludzi, a nie tylko sprawców.

  26. Polscy szmalcownicy też byli ofiarą faszyzmu. Faszyzm nakłonił ich do zachowań, na które w innych warunkach zapewne nigdy by się nie odważyli.

  27. To, co w Auschwitz zaprezentował BXVI, to jest podejście chrześcijańskie, a jeśli ktoś oczekuje podejścia tzw. „obiektywnego”, naukowego, niech czyta opracowania historyczne, jakich pełno.

  28. BXVI nie byłby w pełni człowiekiem, gdyby wyrzekł się swojej „niemieckości”, jaka by ona nie była. Dokładnie na tej samej zasadzie Adenauer nie mógł uznać granicy na Odrze i Nysie, bo był kanclerzem RFN 10-20 lat po wojnie i działał w takich a nie innych realiach.

    Na tym polega potęga chrześcijaństwa, że Niemiec 70 lat po wojnie mówi w Auschwitz po niemiecku, a większość słuchaczy doskonale rozumie, że tak właśnie musi być. Tylko „dzicz” niszczy kulturę (język) innych narodów.

  29. Ale ten człowiek ma wklepane brednie rosyjsko – niemieckie uzasadniające ich bezwględną, ludobójczą, złodziejską i kłamliwą politykę kolonialną.

  30. To są jakieś dyżury? Tak sobie myślę: to już nie jest natręctwo, to już jest religia…

  31. Panie złoty… Samoobrona to samoobrona, to np.: Przebraże. Akcję odwetowe, czy zastosowanie odpowiedzialności zbiorowej, to inne słowo, odrębne, wykraczające poza zakres piewszego. Proszę nie relatywizować. Po drugie Niemcy nie byli ofiarą faszyzmu, bo w Niemczech nigdy go nie było. Znowu relatywizacja. W Niemczech był narodowy socjalizm, zwany nazizmem, a to znowu nie to samo i znowu odrębne słowo. Podobnie jak nazwał pan kapelana AK i przedstawiciela rządu londyńskiego kardynała Kominka wyrwanym z kontekstu folksdojczem a po wytknięciu manipulacji udał pan, ze to nie pana ręka.

  32. Gromolak herbu czerwony piorun? 🙂

  33. W pierwszym momencie przestraszyłem się, że B16 był biorący 🙂

    Potem wyjaśniło się, że był piorący!

  34. Bogu zależy na powszechności kościoła.

    Poza tym małe grupki podchodzi się po kolei, wybiera i krzyżuje wzdłuż pobliskich dróg.

  35. Precyzyjnie. Dziękuję.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)