sie 022026
 

Dziś mija siedemnaście lat od momentu kiedy założyłem bloga w salonie24. Przez te siedemnaście lat pisałem dzień w dzień oryginalny tekst. Wyjątkiem były dwa dni świąteczne w roku – Boże narodzenie i Wielka Niedziela. A także te dni kiedy miałem gorączkę powyżej 38 stopni. Nie mogę podać dokładnej liczby tekstów, które napisałem, ale jeśli odliczymy dni świąteczne wychodzi nam liczba 6170 tekstów pisanych na blogu, a do tego książki. Pewnie było tych tekstów trochę mniej, ale jeśli mniej to o 10 lub 20, tak więc nie ma to znaczenia. Kiedy więc czytam, że ktoś się chwali bo napisał 800 felietonów, wszystkie na tematy bieżące, mogę tylko wzruszyć ramionami. Przez te lata mój blog był inspiracją i nadzieją dla wielu bardzo ludzi. Całkowicie mi obcych dodajmy, bo takie przedsięwzięcia realizuje się dla ludzi nieznanych, a nie dla wąskiego kręgu przyjaciół. Przez te 17 lat wokół bloga najpierw, a potem strony „Szkoła nawigatorów” zgromadziło się kilka tysięcy czytelników. Powstało wydawnictwo, które stało się rozpoznawalne na rynku, ale było całkowicie zamilczane. Podobnie jak blog. Przyczyn tego stanu można dociekać, ale pewnie do końca się ich nie odkryje. Na początku było, jak sądzę tak, że tematy tu poruszane, choć bliskie sercu wielu ludzi zredagowane zostały w sposób, który nie kojarzył się nikomu z niczym. Wielu więc ludzi wpływowych, którzy po roku 2010 szukało czynnych i sprawnych autorów nie patrzyło w moją stronę, bo według nich nie rokowałem. Potem rozwinął się Internet i style, które proponowaliśmy na tym blogu w roku 2009 i 2010, stały się powszechną modą. Mam na myśli to, co zaprezentowałem w I tomie Baśni. No, ale w zasadzie poza ten styl lub jego krytykę robioną w sposób głupkowaty, Internet nigdy nie wyszedł. I w tym stanie trwa on do dzisiaj. A co z nami? Minęło 17 lat, jak z knuta trzasnął, a my dalej nie rokujemy. Ja nie robię szczególnie pozytywnego wrażenia, a do niedawna nie miałem nawet okularów, nie wyglądałem więc na kogoś kto ma coś ciekawego do powiedzenia. I te okulary wiele nie zmieniły. Autorzy zaś, dzisiaj, ale także wcześniej, dbają przede wszystkim o własny wizerunek. To znaczy sieć jest pełna upiornych zupełnie stylizacji, które mają przekonać odbiorcę, że jeden z drugim świetnie pisze. Proszę Państwa, jeśli ktoś świetnie pisze, to ma czytelników i oni go utrzymują. Inne kryteria oceny świetnego pisania nie istnieją. Jeśli ktoś twierdzi inaczej – kłamie. Jeśli pięciu kolegów w tym jeden z „Tańca z gwiazdami”, dwóch z programów sportowych Polsatu, trzeci z lokalnej akademii, twierdzi że Marian świetnie pisze, to znaczy tyle jedynie, że Marian nie umie pisać. I to jest oczywiste dla każdego kto potrafi czytać. Problem jednak w tym, że przez te 17 lat, kiedy my w portalu „Szkoła nawigatorów” żyliśmy własnym życiem, poza naszą bańką dokonywała się totalna dewastacja czytelnictwa. Promowano teksty słabe, gawędy oczywiste, banalne i głupkowate, no i Remigiusza Mroza. W końcu ktoś doszedł do wniosku, że tekst pisany w ogóle nie jest potrzebny, bo wystarczy jak facet gada. Pojawiło się mnóstwo postaci po różnych kursach wymowy, które – gładko niezwykle – tłumaczyły zdumionej publiczności dlaczego słońce świeci i jak to Niemcy sprytnie obeszli Linię Maginota latem 1940. Wszystko to w atmosferze niesłychanych zupełnie sensacji. Myślę, że celem tych zabiegów było stworzenie przestrzeni do działalności agenturalnej korzystającej z metody kopiuj/wklej. Tak to widzę, albowiem nikt już nawet nie próbuje naświetlać żadnych problemów w inny niż w taki właśnie sposób. Polak w tekstach i podcastach może być więc tylko biedną ofiarą, albo zimnym łobuzem mordującym Żydów. Najlepiej zaś by był jednym i drugim na raz. Do tego zasłuchanym w różne słodkie pierdzenia i końcu cywilizacji. Tak to bowiem jest, że ludzie nie posiadający żadnego już rozeznania w kwestiach elementarnej kultury, słuchają w zamyśleniu oszustów bredzących o tym końcu cywilizacji. Nie chodzi o cywilizację ale o kokieterię i takie zaniżenie poziomu, by można było tym ludziom wcisnąć każdy kit.

Oczywiście, większość ludzi nie wespnie się powyżej pewnego poziomu. Nie będzie słuchać o historii Sycylii, barwnikach w średniowieczu i ich pozyskiwaniu, ani o niczym co nie dotyczy ich bezpośrednio. Złudzeniem jest jednak wiara, że uda się uwagę tak wychowanej publiczność zatrzymać na dłużej. Nie uda się. Jeśli zaś podobne podcasty stale są obecne w sieci, to znaczy że ktoś to wspomaga i futruje, albowiem gwiazdorzący tam ludzie są emitentami treści propagandowych. Cała zaś mechanika tego show polega na ogłupianiu. I z tego też powodu ja zostanę tu gdzie jestem, a przez 17 lat swojej działalności, która nie rokuje w oczach różnych cwaniaków, naoglądałem się wzlotów i upadków aż nadto. I wiem, że najgorsze co można zrobić to kokietować publiczność wizją rozwiązania ich duchowych, cywilizacyjnych, moralnych i w ogóle każdych problemów. No, ale co kto lubi.

Nasze wydawnictwo istnieje trochę krócej niż blog. Nie dostajemy żadnych dotacji znikąd. Raz wziąłem jakąś zapomogę od ministra kultury i musiałem wypełniać tyle papierów, że postanowiłem sobie nigdy więcej tego nie robić. Co jakiś czas otrzymuję różne propozycje sponsoringu, naprawdę rzadko. Jestem pełen wahań w związku z nimi i długo się zastanawiam. No, ale może się jednak zdecyduję, bo mam świadomość, że wszyscy wokół wydają książki za dotacje. To znaczy nie prowadzą wydawnictwa sensu stricto, ale zajmują się przekazywaniem nieswoich pieniędzy podmiotom zajmującym się składem i drukiem książek. Nie muszą przy tym dbać o promocję i sprzedaż, bo moment generowania zysku następuje już na początku. To co mamy później jest jedynie folklorem udającym działalność wydawniczą. Czasem zdarzało mi się współpracować z różnymi wydawnictwami. To znaczy kupować od nich książki i wstawiać do swojego sklepu. Za każdym niemal razem byłem traktowany jak uzurpator, który nie wiadomo po co i dlaczego istnieje. Zaprzestałem tej praktyki, albowiem mnie to irytowało. Teraz – jeśli dobieram jakieś książki z rynku – to głównie z hurtowni, albo z jednej dużej księgarni w Krakowie. I to wszystko.

Tak, jak napisałem wcześniej – rynek wydawniczy i rynek treści to obszar działania wrogiej propagandy. Ta zaś ma długie tradycje i jest przez wielu ludzi nierozpoznawana. Przeciętny odbiorca treści żyje demaskacją. To znaczy wierzy, że ten czy ów autor albo dziennikarz zdemaskuje agenta i on będzie mógł z tego czerpać jakieś satysfakcje. To są głupoty. Nikt nikogo nie zdemaskuje naprawdę, a jeśli nawet to zrobi, nic się nie stanie. Jedyne co można robić to proponować ludziom inne niż ułatwiające działalność propagandową narracje. I tym się właśnie zajmujemy, a ja w tym jedynie widzę sens. To jest oczywiście niezrozumiałe całkowicie, albowiem politykom polskim, przede wszystkim tym z obozu patriotycznego, wydaje się, że wystarczy opowiedzieć kilka rzewnych historii o Powstaniu w Warszawie i już mają rzesze wyborców, albo o przeniewierstwach Tuska, i już, sukces w kieszeni. Takie złudzenie podtrzymywane jest przez zbiórki pieniędzy, które ludzie wpłacają na różne prawicowe inicjatywy, w przekonaniu, że w ten sposób ratują ojczyznę przed jakimś tam upersonifikowanym złem. Stworzenie tego złudzenia to wielki sukces agentury. Tak to mogę określić. Kiedy bowiem okazało się, że istnieje kluczyk do serc Polaków, który otwiera te serca i portfele, cóż łatwiejszego niż korzystać z niego ponad miarę? Jeśli do tego dołożymy praktyczne jakieś porady z zakresu doradztwa podatkowego albo inwestowania na giełdzie, mamy gotowe do wszelkich poświęceń stado baranów. Przepraszam jeśli ktoś się poczuł urażony, ale tak to wygląda. Ja zaś przez 17 lat swojej działalności nie ograniczałem się w słowie i nie zamierzam tego czynić w przyszłości. Bo niby z jakiej racji?

Podsumujmy więc  w tym miejscu nasze rocznicowe rozważania. Doszliśmy do momentu, w którym wiadomo, że poprawianie komunikacji i wzbogacanie jej o nowe wątki nie służy nikomu z ważnych graczy. Należy więc obniżyć jej loty, spłaszczyć tę komunikację do granic, powstawiać w kluczowe miejsca gdzie omawia się sfingowane problemy różnych głupich Jasiów i oczekiwać na sukces. A ewentualne dziury w konstrukcji zatkać projektami AI. Jako osoba z dużym doświadczeniem na rynku wydawniczym jestem pewien, że ta konstrukcja wkrótce się zawali. Głównie z tego powodu, że żyje ona dzięki wojnie. I wszyscy, którzy w tym schemacie prosperują liczą, że to wojna ich utrzyma. Ja taką postawę nazywam – pardon – skurwysyństwem. A to z tego powodu iż cały czas pamiętam o swojej, a nie tylko innych, śmiertelności.

Siedemnaście lat prosperity na rynku, który jest dewastowany, psuty, zakłamywany, spłycany i wykorzystywany na różne dalekie od szlachetnych sposoby nie byłoby możliwe gdyby nie czytelnicy i inni autorzy czynni w portalu „Szkoła nawigatorów”. Dziękuję więc wszystkim, którzy przez te lata zaglądali na mój blog i do „Szkoły nawigatorów”, wszystkim którzy inspirowali promowaną tu treścią. Tym, którzy się rozczarowali też dziękuję. Oczywiście najbardziej dziękuję tym, którzy trwają tu ze mną od lat, a jest takich bardzo wielu. Szczególne podziękowania należą się tym autorom, którzy zostawiają w „Szkole nawigatorów” odważne, głębokie, interesujące i błyskotliwe teksty. Nie będę wymieniał nicków i nazwisk, każdy wie kogo mam na myśli – wszystkich tam piszących. Nie ma doprawdy powodu, by kogoś szczególnie wyróżniać. Nie przetrwalibyśmy tych 17 lat bez zaciekłych, przekonanych o swojej racji komentatorów. I niech mi tu nikt nie zarzuca, że nie pozwalam komentować wszystkim. Nie pozwalam tym jedynie, którzy chcieliby zdewastować nasz portal, a takich prób było bardzo wiele.

Wydawnictwo „Klinika Języka”, żyje od samego początku dzięki poświęceniu mojej żony Lucyny, która zajmuje się pracami redakcyjnymi, cały czas będąc osobą aktywną zawodowo. Nie byłoby ono aż tak widoczne i rozpoznawalne gdyby nie współpraca z naszymi grafikami, czyli Tomkiem, Hubertem i Rafałem. Nie osiągnęlibyśmy takich wyników, gdyby nie wieloletnia współpraca z Jarosławem, a dziś z Maćkiem. Od niedawna także z panem Bartkiem, czyli tymi osobami, które zajmowały się składem książek, ale także projektowały okładki. Myślę, że możemy otworzyć wirtualnego szampana i pogratulować sobie tu wszyscy tego sukcesu, który osiągnęliśmy działając w całkowitym i absolutnym zamilczeniu i bez żadnego wspomagania. I oby to tak zostało. Jakoś sobie poradzimy, a reszta niech goni za wiatrem.

Tak się kochani złożyło, że przez ostatnie dwa lata, z przyczyn których sam do końca nie potrafię zrozumieć, zamieniłem się z autora w wydawcę. I aktualnie mam  na składzie niewiele swoich tytułów. Nie chciałbym wznawiać starych, jeśli nie ma ich kontynuacji, a do roboty nad nimi zabieram się bardzo powoli. Tak więc chciałem dziś przypomnieć, to co jest w sklepie, a także obiecać, że kontynuacje będą. Muszę po prostu, na powrót, zamienić się w autora. Oby to nastąpiło jak najszybciej. Projekty wydawnicze inne niż moje także będą kontynuowane. Na jesieni, mam nadzieję, wrócimy do serii „Biblioteka historii gospodarczej Polski”. Wymyślę też całkiem nowe rzeczy.

Z moich zaś tytułów mamy dziś w sprzedaży takie oto:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-polskie-historie-tom-1/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/i-co-kiedys-bylo-fajniej/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/miedzy-proznia-a-metafizyka-czyli-histerie-starozytnych-grekow-gabriel-maciejewski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-domowa-w-polsce/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/porwanie-krolewicza-jana-kazimierza-gabriel-maciejewski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/ludzie-zakonu/

 

Przypominam też o naszej nowej książce, którą wstawiłem do sklepu wczoraj

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pamietniki-szymon-konopacki/

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  6 komentarzy do “Jeśli sami tego nie zrobimy, nikt nas nie pochwali…”

  1. To prawda. Po prostu dziękuję i życzę wytrwałości.

    Nie ma szans na trafienie do mas, elita dlatego właśnie jest elitą.

  2. wszystkiego naj. grzebałem w biblioteczce, mam niektóre pierwsze wydania pana ksiażek. bloga czytam od czasów solan24.pl

  3. Pierwsze wydania może Pan sprzedaż z dużym zyskiem…

  4. Trochę obok, ale skoro pojawił się wątek AI,

    https://www.axios.com/2026/08/02/ai-manifesto-open-weight-models

    Warto to przeczytać, bo te wyścigi o kształt prawa dzieją się teraz.

  5. To jest w sumie dziwne. Te zmieniające się niby tematy plejady czynnych podcasterów są nudne. Może gdyby były pogłębione to coś by się dało wydobyć. Kłopot jest w stałym składzie osób kursujących po jutubowych kanałach. Gdziekolwiek zajrzę, znowu ci sami. Poprzebierani, każdy ma coś wystylizowany. Nic nowego. Wiem że żaden z nich nie ma nic nowego do powiedzenia. Na dowolny temat plotą to samo. Nic się z tym nie zrobi, bo każdy ma wąską i płytką specjalizację i wezwany przed kamery w dowolnej sprawie, musi obsłużyć temat skromniutkim zasobem swojego mózgu.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)