cze 162026
 

Z Leszkiem Kraskowskim rozmawiałem może raz, może dwa, w czasach kiedy był dziennikarzem Życia z kropką. Ja zaś siedziałem tam w archiwum i miałem dobrą okazję, by oglądać ich wszystkich. Spostrzeżenia miałem zaś takie, że Leszek, bo wszyscy wtedy sobie mówiliśmy po imieniu, jest w sumie najsympatyczniejszym i najbardziej kontaktowym człowiekiem z całej tej ekipy. Potem ponoć mieszkał tu gdzieś w okolicy. Takie słuchy chodziły. No, ale chyba krótko, bo ani razu go nie widziałem. Dziś pół prawicowego Internetu żyje sprawą jego aresztowania i łączy ją z aferą Polnordu. Ja zaś składam sobie do kupy to wszystko, co przeczytałem na iksie na temat pana Leszka i to, co on sam tam wpisał. I od wczoraj zastanawiam się co łączy go z Michałem Piekarskim? Od razu może powiem – obaj zostali wrobieni przez najbliższe otoczenie. Takie są moje subiektywne odczucia i wrażenia. Być może mylne i błędne. I oby na tym się te podobieństwa skończyły. Ponieważ jak wiecie, odwrotnie niż sam Leszek Kraskowski, nie jestem entuzjastą i kiedy ktoś do mnie z czymś przychodzi zwykle odpowiadam – nie – zacznę może ten swój tekst od negatywnych odczuć względem pana Leszka. Większość bowiem komentatorów z prawicy uważa za swój obowiązek entuzjazmować się jego dziennikarską pracą, albo lamentować nad aresztowaniem. I to jest dość znamienne.

Przewaga emocji, często naiwnych, we wpisach Leszka Kraskowskiego  była znacząca i zauważalna. To zaś z kolei oznaczało, że on nie kontroluje swojego życia, albo kogoś takiego udaje. Nie wiem, być może nie było takiej możliwości, ale uważam, że ktoś z jego znajomych powinien go z tej drogi sprowadzić. Tak się nie stało. Mam wrażenie, że wszyscy na coś czekali, a kiedy to coś wreszcie nastąpiło, mamy całą paradę współczujących aresztowanemu dziennikarzowi przebierańców.

Ponawiam pytanie – nie wiedzieliście wcześniej co się dzieje z Leszkiem Kraskowskim? Bawiły was opisy rozwalania skrzynki z prądem, bo odcięto mu energię i nie wiedział co zrobić? Podniecaliście się jego bezkompromisowością, licząc, że ktoś dzięki niemu wsadzi do więzienia Romana Giertycha? Przypomnę, Roman Giertych, to jest ten pan, który publicznie, na mównicy sejmowej żartował z Jarosława Kaczyńskiego. Prezes zaś był wobec niego całkowicie bezradny. Leszek Kraskowski zaś podjął przeciwko niemu jakieś działania w sieci, coś tam publikował, coś sprzedawał, ale jakoś nie było chętnych na te rewelacje. Nie miał wtedy wokół siebie przyjaciół, którzy dziś mu tak szczerze współczują? Nikt się do realizacji jego misji nie przyłączył? Czemu?

W całym tym szale, bo nie można tego nazwać inaczej, pojawiają się informacje dość szokujące. Oto ktoś opublikował twitta Leszka Kraskowskiego, w którym ten domaga się, by Karol Nawrocki, jeszcze nie prezydent, przyznał się do tego iż leczył się psychiatrycznie. Potem ktoś inny wskazuje, że Leszek Kraskowski, w ramach dziennikarskiej bezstronności, znalazł się w studio Jana Pińskiego, czy też wręcz bywał tam i coś ogłaszał. Nie wiem dokładnie, bo tego nie oglądałem. Może jednak przypomnę, że w dawnych czasach, kiedy jeszcze nic nie wskazywało, że moja działalność rozwinie się jakoś sensownie, napisał do mnie Jan Piński z propozycją współpracy. Zrobiłem to, co robię zawsze – powiedziałem – nie. I jak widzicie była to decyzja rozsądna. Uważam bowiem, że jeśli ktoś sam nie potrafi utrzymać się na rynku wydawniczym, przy pomocy oddanych czytelników, niech poszuka sobie innego zajęcia. Wiem, wiem, to też jest naiwność. W Polsce nie ma nikogo, poza mną, kto sam utrzymuje się na rynku wydawniczym. Wszyscy mają jakieś wspomaganie. Ono zaś zawsze wiąże się ze zobowiązaniami. Te można ukrywać na różne sposoby. Na przykład powołując się na rzetelność dziennikarską i takową bezstronności.

Ja już, wyznam, nie mogę słuchać o tej bezstronności. Łajba tonie, trzeba to powiedzieć wprost. Pierwszymi ofiarami, które wyrzuca się za burtę, są osoby nadwrażliwe, nie radzące sobie z życiem i dziewczyny. Leszek Kraskowski uwierzył w swoją misję i znalazł się w areszcie. A to dopiero początek. Bo jak patrzę na występy jego adwokata puszczane w prawicowych mediach, to widzę demonstrację absolutnej bezradności. I nieprawdopodobną zupełnie wiarę, że świat mediów może cokolwiek poradzić i jakoś pomóc Leszkowi Kraskowskiemu. Tak nie jest. Na własne życzenie przez ostatnie lata dziennikarze, szczególnie ci, których dawno temu miałem okazję poznać, dość zresztą powierzchownie, degradują się na własne życzenie. To co oglądamy dzisiaj, jest wyraźną korektą wskazującą na nieskuteczność ich zachowań. Nie umiecie pomóc Leszkowi Kraskowskiemu, a być może nawet nie chcecie tego robić. Czekacie co się stanie, żeby lansować się na wydarzeniach. Łajba, jak powiedziałem tonie. Magda Ogórek nagrywa podcasty bez makijażu, zapewne dla większej autentyczności, w których opowiada o jakichś swoich nieszczęściach. Anna Popek wyleciała z Republiki i ma jakiś własny kanał, gdzie ogłasza zbiórki pieniędzy. Wszyscy zachowują się tak, jakby brakowało im powietrza i chcieli go nałapać na zapas. Tematy omawiane w mediach zredukowano do niezbędnego, silnie sensacyjnego minimum, a to oznacza że sterują nimi politycy najwyższych szczebli i to nawet nie polscy. Od dwóch tygodni cała polska sieć podnieca się tym,  co – pardon – wypierdział Zełenski. Wszyscy zachowują się jak pijane dzieci we mgle, licząc na to że zwiększą sobie zasięgi. Żeby zwiększyć zasięgi mili państwo musicie zacząć napieprzać na Żydów, tak jak to swego czasu robił Marcin Rola. Nic mu jak wiecie złego się nie stało, jest dziś szanowanym dziennikarzem i liczą się z nim wszyscy. Liczył się z nim nawet minister Ziobro. Wszelkie inne próby zwiększania zasięgów nie mają znaczenia. Wszelka treść dająca się wprasować w bieżącą nawalankę polityczną została unieważniona. Jak widzę Igora Janke, prowadzącego dyskusje w jakimś bieda-saloniku, której treścią jest podobieństwo AK do UPA to mam ochotę wyjąć kanapkę z tornistra i się nią z nim podzielić. Do tego poziomu wszystko zostało sprowadzone. No i na tle tej nędzy rysuje się monumentalna postać Rafala Aleksandra Ziemkiewicza, który sprzedaje swoją biografię właśnie. W niej zaś udziela odpowiedzi na wszystkie dręczące prawicową publiczność pytania. Promocja tej książki jest ustawiona i prowadzona w taki sposób, jakby po jej wydaniu cały świat miał zamilknąć, albo wręcz zapaść się w nicość, a nad wodami chaosu przemawiać miał jedynie Ziemkiewicz. Tymczasem wspomnianego powietrza, czyli miejsca do robienia zasięgów jest coraz mniej. Prawie wszystko zabiera Sakiewicz, a jeśli nie on to Stanowski, który już rozpoczął zabawę w kalifa z Bagdadu, co się kończy w każdym przypadku identycznie – spaleniem Bagdadu przez Mongołów. Wielki wezyr Mazurek okrąża codziennie, po dziesięć razy, minarety ogromnego meczetu na latającym dywanie i wyśpiewuje jakieś swoje kuplety. Nie omija też sprawy Leszka Kraskowskiego. Piętnuje władzę, wskazuje na podobieństwa Polski do Białorusi i Rosji, podkreślając jednocześnie wagę niezależnego dziennikarstwa. Nie ma żadnego niezależnego dziennikarstwa wielki wezyrze Mazurku, i to już od dawna. Jest wyłącznie zależne dziennikarstwo i można sobie jedynie wybrać od kogo chce się być zależnym. Dlatego lepiej w ogóle nie uprawiać żadnego dziennikarstwa, bo można się natknąć na ludzi, którzy zaczną nam na chama wmawiać, że jednak to niezależne istnieje, dawać liczne dowody bezstronności w opiniach, a na koniec okaże się, że człowiek ląduje w areszcie. I wszyscy poza Leszkiem Kraskowskim to rozumieli, ale jemu ktoś powiedział, że jest inaczej i wykorzystując wszystkie jego, tak dobrze przecież widoczne, deficyty, wpakował go w tę horrendalną kabałę.

Wczoraj pojawiła się w sieci informacja, że w czasie przesłuchania po aresztowaniu Leszek Kraskowski wyznał iż leczy się psychiatrycznie. Ponoć wszyscy o tym wiedzieli. Ta okoliczność wystawia bardzo ważne świadectwo moralne środowisku dziennikarskiemu. Można rzec, że jest to świadectwo z czerwonym paskiem. Nikt jednak, mam nadzieję, lodów nikomu za to nie postawi.

Oceniając rzeczy po tym, co się wydarzyło w polityce i tak zwanej aferze Polnordu do tej pory można wyciągnąć wnioski następujące – Leszek Kraskowski, ani też nikt inny, nie wygra z Romanem Giertychem. Żeby to zrobić trzeba zmienić zasady gry, te bowiem ustala pan Roman. Nie ma nikogo, kto miałby możliwości i siłę, by taką operację przeprowadzić.  Komuś się zdawało, że jak napuści na Giertycha reportera takiego jak Leszek Kraskowski, to może coś się stanie. Tak, może coś się stanie Leszkowi Kraskowskiemu. To jedyna rzecz, która może się stać. I módlcie się wszyscy, by do niczego nie doszło. To jest oczywiście moja opinia i można się z nią nie zgadzać.

Z całej tej historii płynie jeszcze jeden morał. W tak zwanym świecie dziennikarskim, medialnym czy jak to tam nazywamy liczą się tylko ci, co możliwie mocno napieprzają w PiS. Oni dostają od polityków tej partii jakieś propozycje, bo tylko po takiej nawalance ci politycy widzą, że jednak taki dziennikarz jest jakoś tam skuteczny. Potem okazuje się, że nie jest, bo żadne dziennikarstwo od dawna już nie istnieje. A jeśli nie jest, przestaje być potrzebny. I dotyczy to wszystkich. Także grona najbardziej dziś hołubionych wybrańców. Łajba tonie, ale ci co siedzą najwyżej uważają, że to nie ich sprawa i wyrzucają wprost w morze słabszych i mniej rozumiejących. Licząc, że kiedy PiS wygra wybory sytuacja się zmieni. PiS zaś liczy, że wybory wygra za nich prezydent Trump, a oni nie będą musieli nic robić. Co w tym czasie robi Tusk, który jest najważniejszym dla PiS i prawicowego dziennikarstwa punktem odniesienia? Daje gwarancje swoim ludziom, że są oni całkowicie bezpieczni. I podkreślają to zawsze nawet najbardziej oczadziali pisowcy. Donald Tusk robi też jeszcze coś – poprzez oddanych sobie dziennikarzy, udających bezstronność, sakralizuje własną osobę. I nie naraża się na głupie, fizyczne i słowne ataki. Idzie mu to raz lepiej, raz gorzej, ale PiS-owi i Jarosławowi Kaczyńskiemu nie idzie to wcale. PiS bowiem nie ma swoich dziennikarzy, sprawy mają się – w mojej ocenie – wręcz tak, że to niektórzy dziennikarze są przekonani iż mają PiS. Na dziś to tyle. Ja zaś, jak zawsze, podejmuje swój skromny, codzienny trud, związany z promocją książek. Tym razem pościągałem różne rzeczy z rynku.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/sybir-dzieje-polskich-zeslancow-xviii-i-xx-wieku/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/socrealizm-architektura-polska-1949-1956/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/artysci-prl-i-bezpieka/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/ulani-karpaccy-zarys-historii-pulku/

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  3 komentarze do “Michał Piekarski i Leszek Kraskowski. Czy są między nimi podobieństwa?”

  1. Dzień dobry. Cóż, potrzeba kozła ofiarnego jest silnie zakorzeniona w naszej tradycji politycznej. Padło na niego. Ale jakoś nie potrafię go żałować. Dookoła nas wielu ludzi robi wszystko, żeby sobie zaszkodzić, a kiedy im się to uda biega po świecie i krzyczy, że krzywda im się dzieje. Może i dobrze… Starszym dla zabawki, młodym ku nauce.

  2. No, ale on się leczy. Ktoś powinien o tym pomyśleć

  3. (…) jak napuści na Giertycha reportera takiego jak Leszek Kraskowski, to może coś się stanie. Tak, może coś się stanie Leszkowi Kraskowskiemu. To jedyna rzecz, która może się stać. (…)

    Macherzy od początku oczekują, że to się stanie.

    Nikt w skuteczność ataku nie wierzył, ale jak do tego dojdzie to otworzą się nowe możliwości.

    Teraz pewną szansą reportera jest, że to jest zbyt niewygodne dla dla obozu władzy, że to by jednak brzydko wyglądało.

    Jeszcze dwa tygodnie i reporter zostanie zwolniony, pójdzie do dobrowolnego leczenia, może nawet zakład energetyczny skrzynkę mu naprawi?  Będzieć jakiś mandat w wysokości 500 złotych, no i koszt naprawy skrzynki.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.