Co jakiś czas jakaś osoba z aspiracjami przypomina sobie wiersz Juliana Tuwima Straszni mieszczanie i cytuje go pozostając jednocześnie najlepszą ilustracją pointy tego wiersza – a idąc, widzą wszystko oddzielnie – że dom, że Stasiek, że drzewo. Tego oczywiście już nie zauważa, albowiem przekonany jest ów człowiek, że sama moc cytatu stawia go poza podejrzeniami i poza strasznym mieszczaństwem.
Ta pointa nie jest bynajmniej zabawna, ale wskazuje nam, że mamy tendencję do anegdotycznego ujmowania kwestii ważnych. Taki na przykład Michał Piekarski zapisał się w naszej pamięci, jako szaleniec co podniósł rękę na królewski majestat. No, a potem plótł jak Piekarski na mękach. I tyle. Wielka szkoda, że nie zanotowano co on tam mówił, albowiem z całą pewnością nie były to brednie człowieka przerażonego. Mogła to być najszczersza prawda, ale dziejopisowie, którzy – niczym straszni mieszczenia Tuwima – widzą wszystko oddzielnie, uznali że to co mówił Piekarski nijak się nie łączy z innymi okolicznościami. Bo też i jak połączyć szlachcica, podobno arianina czy kalwina, z wybuchem antyhabsburskiego powstania w Czechach? Jak tu go połączyć z bitwą pod Humiennem, a także tą ważniejszą – pod Cecorą? Przecież to się nie da zrobić, albowiem, jak piszą w mądrych książkach Piekarski był niespełna rozumu, pozbawiono go władzy nad majątkiem i pilnowano, by nie robił głupstw. I co, w tym momencie nic nikomu w głowie nie zaświta? Nikt nie wziął się jeszcze za opisanie sprawy Piekarskiego inaczej niż metodą – że dom, że Stasiek, że drzewo? No, jak widać nikt. Wszyscy ekscytują się opisami tortur jakie mu zadano. Nikt nie interesuje się tym, co mówił w czasie śledztwa. Podobnie jak nikt nie interesuje się tym, że obłąkany, pochodzący rzekomo z Gdańska, a mieszkający w Sandomierskiem, młody szlachcic, postanowił zabić Zygmunta III na wieść o zamachu na Henryka IV we Francji. Wobec tej bredni jesteśmy wręcz bezradni. Henryk IV zginął w 1610 roku, kiedy Piekarski miał około 13 lat. Ktoś w tym dziecku musiał tę ekscytację wzbudzić. Kto to mógł zrobić? Nie mamy żadnych dokumentów na ten temat, a być może mieć nie chcemy, bo po co komplikować sobie życie, jak można z tej historii uczynić zbiór pysznych anegdot, o tym, jak faceta rozerwali końmi. Śmiechom i zabawom nie ma końca. Tak to jest podawane i nie mówcie, że nie.
Piekarski w młodości miał wypadek, uderzył się w głowę i przez to stracił władzę nad swoim życiem. Nie wiemy kiedy to się stało, być może nigdy się nie stało, a wszystko to ktoś wymyślił. Albo ktoś celowo uderzył go w głowę, a następnie sprokurował całą historię o jego szaleństwie. Nie wiemy też bowiem jakie dobra dziedziczył Michał Piekarski i ile one były warte.
Nie był to człowiek na dworze nieznany, albowiem król osobistą swoją decyzją ustanowił nad nim kuratelę szwagrów, którzy twierdzili, że jest niespełna rozumu. No, ale jeden z nich zabrał go nawet do Warszawy. Nazywał się ten szwagier Erazm Domaszewski, drugi zaś był burgrabią krakowskim i nazywał się Jan Płaza. Potem do tej „kurateli” dołączyło jeszcze dwóch krewnych, ale żaden z nich nie upilnował Michała Piekarskiego, a to znaczy że nie czuł się zań odpowiedzialny. Poza tym – cóż to za kuratela, skoro szalony Piekarski mógł chodzić swobodnie przy szabli i nadziaku? I znalazł się w bliskim otoczeniu króla.
Oczywiście byli historycy, którzy sugerowali, że to był przygotowany przez rokoszan zamach, ale ich opinie nie liczą się dziś wcale. Należała do nich Wanda Dobrowolska, na przykład. Piekarski ze swojego zamiaru spowiadał się w Częstochowie, a zakonnik, który tej spowiedzi słuchał, złamał tajemnicę. Inaczej przecież byśmy o tym nie wiedzieli. Kim był? I komu przekazał informację? Nie wiemy i nikt nam tego nie wyjaśnia. Bo najważniejsze jest, że Piekarski był szalony i plótł coś tam na mękach.
Interesujący jest kontekst wyznaniowy całej sprawy. Nie tylko zamachu na Zygmunta, ale także zamachu na Henryka IV. Obaj władcy bowiem zachowywali daleko idącą powściągliwość wobec innowierców i nie prześladowali ich. Czego nie da się powiedzieć o Anglikach, wielbicielach Ravaillaca. I właśnie owa miękkość w polityce wewnętrznej sprowadziła na nich nieszczęście.
Po zamachu, biskup Szyszkowski sprowadził do miasta 200 własnych żołnierzy, żeby chronić króla, był powiem przekonany, że akcja będzie kontynuowana. W Internetowym Słowniku Biograficznym przeczytać możemy, że śledztwo nie wykazało udziału osób postronnych, choć Wanda Dobrowolska podejrzewała, że za zamachem stali Zbarascy. Nic nie wiemy o Wandzie Dobrowolskiej, a w sieci znajdujemy jedynie jej tekst, który jest w zasadzie listą zaniechań i hańby historyków. Nosi on tytuł Czasy Zygmunta III. Bibliografia, stan badań, postulaty.
Cała stolica, jak czytamy w ISB uważała, że zamach ma związek z klęską cecorską. A także z bitwą pod Humiennem, gdzie Lisowczycy pokonali wojska siedmiogrodzkie. Ich wódz zaś Gabor Bethlen napisał cały szereg listów do sułtana, gdzie wykazywał, że Polacy naruszyli granicę krajów sułtańskich i przez to koniczna jest interwencja turecka w Polsce. Nie wiemy do kogo dokładnie miał dostęp Bethlen, ale było to już w czasach kiedy stara, wesoła Anglia nie mogła za bardzo wpływać na dwór w Stambule i chronić swoich wełnianych interesów w Rzeczpospolitej. Kto inny decydował, ale nie wiemy kto. Lisowczycy nie naruszyli granicy tureckiej, ale mobilizacja w Turcji postawiła na nogi hospodara mołdawskiego Kacpra Grazzianiego. Postać bardzo tajemniczą. Pan ten zmobilizował ponoć 25 tysięcy ludzi, wymordował Turków w swoim państewku i w ten sposób nakłonił hetmana Żółkiewskiego do akcji zaczepnej. Wojska polskie wkroczyły do Mołdawii licząc na pomoc Grazzianiego. Ten jednak sam przeliczył się mocno. Ludzie porzucili go na wieść, że nadciąga armia sułtana i Żółkiewski został ze swoją szczupłą armią sam wobec potęgi tureckiej. Co było dalej wszyscy mniej więcej wiemy. Kolejność zdarzeń więc wygląda tak – rok 1618 wybucha antyhabsburskie powstanie w Czechach. Idzie ono od sukcesu do sukcesu i Czesi oblegają Wiedeń czekając na przybycie wojsk siedmiogrodzkich. Te nie nadchodzą, albowiem wykoleiły się pod Humiennem po spotkaniu z chorągwiami lisowskimi. Gabor Bethlen rozpoczyna więc akcję propagandową, której cel jest nadto wyraźny wciągnięcie całej potęgi tureckiej do rozgrywki, albowiem plan dotychczasowy, czyli wojna domowa, grzebiąca dynastię habsburską, nie wypalił. Bethlen nie chce jednak w tym uczestniczyć, bo nie lubi ryzyka. Wskazuje więc jako główny cel swojej prowokacji Rzeczpospolitą. Ta jest chroniona jedynie przez około 10 tysięcy żołnierzy Żółkiewskiego. Zostają oni wciągnięci w pułapkę. Jest wrzesień roku 1620. Mimo przegranej bitwy, Turcy nie kontynuują kampanii. Szykują się na rok przyszły. Na tronie bowiem siedzi młodociany sułtan Osman II, który doszedł do władzy w roku 1618. Można więc przypuszczać, że cała opisywana to sekwencja zdarzeń była całkowicie poza nim. Akcję zaś przygotowała jedna z dworskich koterii – matka sułtana, kierownik eunuchów, albo janczarzy. Oczywiście mogła to też zrobić agentura francuska w Stambule we współpracy z jedną z wymienionych wyżej sił.
Turcja przygotowuje się do generalnej rozprawy z Rzeczpospolitą w roku następnym. I ma to być rok triumfu. Dwa miesiące po bitwie cecorskiej Piekarski usiłował zamordować króla. No, ale uzgodniono, że nie był to zamach przygotowany przez obce potęgi, a wybryk szaleńca. I tak proszę państwa ze wszystkim. Przypomnę jeszcze może na koniec, że Gabor Bethlen, elektor pruski i król Szwecji Gustaw Adolf to szwagrowie. Zupełnie jak Płaza i Domaszewski dla Piekarskiego. Powiadają co prawda u nas, że szwagier nie rodzina, ale sami widzimy jak jest. Od zwycięstwa pod Chocimiem do wkroczenia Szwedów na Pomorze mija ledwie 4 lata. Tych faktów także nikt nie łączy, a wręcz czytamy w podręcznikach, że Polska nie brała udziału w Wojnie Trzydziestoletniej. No, jak nie brała? Nie została spustoszona przez tę wojnę, ale udział, jak najbardziej brała. Polskę i podległe jej kraje zdewastowała dopiero kolejna wojna, a raczej seria wojen.
Nie będę tu nikogo nawoływał do łączenia kropek, bo wiadomo – oskarżenia o szurię już są w gotowości, ale przeczytajcie chociaż tę 40 stronicową broszurkę Wandy Dobrowolskiej i zobaczcie jaka jest skala zaniechań.
Przypominam o naszej nowej książce, gdzie sprawy te są omówione bardzo dokładnie.
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-wojny-chocimskiej-1621/