cze 222026
 

Dziś będziemy mówić o nader subtelnych sprawach. Dlatego już na samym początku uczulam wszystkich, którzy mają zwyczaj wpisywać tu komentarze na chybcika i bez związku z treścią tekstu, żeby się jednak wstrzymali i chwilę zastanowili, co rzeczywiście jest w tym tekście opisane i pokazane. I nie stawiali siebie w roli ekspertów i autorytetów.

Komunikację wewnętrzną buduje się w oparciu o paradygmat mądrości. I to jest właśnie główna przyczyna tego, że mamy tylu agresywnych idiotów w przestrzeni publicznej. Wynika to wprost z faktu, że ów paradygmat mądrości rozumiany jest bardzo swoiście. Po pierwsze: grono ekspertów kreowane jest w oparciu o powiązania resortowe i towarzyskie. Po drugie: eksperckość poruszać się może jedynie w obszarze, który dziś jeden z użytkowników iksa nazwał bardzo celnie gnozą dla ubogich. Mędrcy zaś pilnują, i takie jest ich rzeczywiste zadanie, by obszar ów nie został powiększony, albowiem to mogłoby zogniskować dyskusję na innych niż suflowane problemach, a co najgorsze na innych osobach. Istota więc komunikacji publicznej, rozumianej, jako dialog wewnętrzny Polaków polega na tym, by będąc głupkiem wyłonionym w procesie kooptacji, udawać mądrego. Liczne przykłady tego procederu możemy oglądać codziennie. Każdy wie, że mędrzec nie musi być ani ładny, ani szczególnie charyzmatyczny. Ma jedynie postarać się o przekonanie do siebie znacznej ilości osób. Z pojemności tego paradygmatu, jakże przecież nieistotnego, korzysta się u nas często. I dzięki temu mamy w przestrzeni publicznej całą galerię postaci silnie dysfunkcyjnych fizycznie, które ze swoich dysfunkcji zrobiły atut. No dobrze – nie one same, ale ktoś z nich zrobił atut. Wszyscy wiemy co stanie się, jeśli ktoś jąkający się, albo nie realizujący niektórych głosek, ma jeszcze parcie na szkło. Otworzy się pole do parodii. U nas jeszcze się nie otworzyło, a na pewno niezbyt szeroko, bo – niestety – kabarety działają w tym samym systemie. To znaczy, jak ktoś niedomawia, albo ma giełkot, albo szczękościsk natychmiast zostaje gwiazdą estrady. Tak samo jest ze śpiewaniem i grą aktorską. To zaś prowadzi nas do wniosku, że system wyłaniania liderów zamienił się u nas, już dawno, w parodię. I z tego właśnie powodu nikt już parodystycznych akcentów nie zauważa. Ktoś powie, że za komuny było tak samo. W telewizji pracowali ludzie z resortu, powiązani ze sobą towarzysko. Tak, ale nie wpuszczano do studia osób z giełkotem. To się zaczęło dopiero po roku 1989, kiedy karierę medialną zaczął robić Kraśko, który zresztą poszedł od razu do logopedy i nauczył się wymawiać głoskę „r”, a także kiedy w mediach zagościł na dobre Korwin, nie uczący się niczego od bardzo dawna.

Można zadać pytanie czy takie okoliczności zachodzą jedynie na naszym podwórku? Nie wiem, przypuszczam, że nie, ale w krajach poważniejszych, które mają doświadczenia związane z komunikacją i masową promocją swoich wartości wypracowano pewne mechanizmy obronne. To znaczy dyskusja wewnętrzna może przypominać klatkę z pawianami, gdzie jeden drugiego tłucze po łbie kaczanem kukurydzy, a dwa inny wąchają sobie nawzajem zadki. To nie ma znaczenia. Bo oto w komunikacji zewnętrznej wyłączony zostaje świadomie paradygmat mądrości. Każdy bowiem doskonale rozumie, że w zetknięciu z hierarchiami zewnętrznymi może on zostać zdemaskowany jako systemowa głupota i brak zrozumienia dla spraw najprostszych. A także jako system aspiracji elit, co właśnie dokonało się na Ukrainie. Wyłącza się więc ów guzik z napisem „eksperckość” czy też „mądrość” i włącza kanał z emocjami. Te zaś oddziałują na każdego z osobna poprzez zmysły. I tu mamy całą piramidę różnych hierarchii, z których organizacje i narody korzystają pełnymi garściami. Z wyjątkiem nas oczywiście, albowiem u nas wspomnianego paradygmatu wyłączyć nie można. Zbyt wiele wpływowych osób poczułoby się zawiedzionych. No, ale próby czyniono. Taki Mazurek, dla przykładu – żeby nie zostać na wizji jedynie ze swoją, przyrodzoną, mądrością, strategicznie uczynił z siebie jeszcze znawcę win, czyli odwołał się do jednego z pięciu zmysłów. W dodatku w tak chytry sposób, że nie da się jego kompetencji zweryfikować. Bo jak ktoś nieprzygotowany ma gadać o smaku wina? Nie da rady, bo nie przebije się do tego momentu, przez mądrość Mazurka. No, a nawet jakby, to kto by potem zrozumiał ich winiarski dialog? Gdyby, rzecz jasna, udało się go puścić na wizji.

Do tej samej kategorii należy zjawisko znane z dawnych lat, czyli kariery porno- gwiazd z Europy wschodniej na rynku niemieckim. I nie mam tu na myśli Teresy Orlowsky, bo my jako naród traktujemy takie rzeczy jednak z pewną rezerwą i się do takich karier nie przyznajemy. Co innego Czesi. Oni uważali i nadal uważają, że porno-soft-power było znakomitym sposobem na wyjaśnienie Niemcom, że oni jednak istnieją i mają pewne aspiracje.

Dziś narody nieco wydoroślały i traktują te kwestie inaczej. Myśmy jednak pozostali w tym samym miejscu, mimo że pani Orlowsky się zestarzała i nie trzeba już się za nią wstydzić.

No, dobrze, ale postarajmy się być bardziej poważni. W skali międzynarodowej, na różnych szczeblach hierarchii propagandowej liczą się tylko emocje. Te zaś biorą się z kreacji całych systemów estetycznych. I dotyczy to zarówno filmu jak i muzyki, a także kuchni. W mniejszym stopniu sztuk przedstawiających, które znacznie straciły na znaczeniu. A teraz dodatkowo, w związku z AI, do klatki naszych pawianów wstawiono jeszcze radziecki telewizor Rubin i najważniejszej małpie powierzono pilot do niego. I ona już uwierzyła, że jest Ridleyem Scottem. Nie zajmujmy się jednak patologią. Co to znaczy – systemy estetyczne? To znaczy takie projekty, które tworząc wysoką jakość rządzącą się prawami dla widza nie do końca zrozumiałymi, ale silnie działającymi na zmysły i emocje, blokują jednocześnie polityczne resentymenty. A na pewno je osłabiają. Moim zdaniem mistrzami, okresowo detronizowanymi, ale stale powracającymi na podium, są w tym sporcie Rosjanie. Niskim bardzo kosztem potrafią oni zbudować jakość, która uwiedzie bardzo wielu i nawet jeśli nie zmieni nastawienia do ich politycznego modus operandi, to z całą pewnością wywoła zastanowienie. I teraz uwaga – jeśli ktoś myśli, że sztuka i szeroko rozumiana kultura są oddzielone od polityki, ten z całą pewnością musi być Polakiem, wychowanym na polskich programach publicystycznych, gdzie kwestią najważniejszą jest demonstrowanie niekompetencji…to jest , chciałem rzec…kompetencji właśnie.

W Rosji nikt się w demonstrowanie niekompetencji nie bawi. Sołowiow realizuje program partyjny, na chama, a współczesna rosyjska muzyka kolportowana przez niezależne kanały wygląda tak:

 

https://www.youtube.com/watch?v=5FEOUP1BBRg&list=RD5FEOUP1BBRg&start_radio=1

 

I niech mi nikt nie mówi, że czegoś nie rozumie, albo nie chrzani o tym, że o gustach się nie dyskutuje. Jeśli się nie dyskutuje to właśnie dlatego, by ukryć polityczny aspekt projektów estetycznych. Które zawsze – podkreślam – są z polityką związane. Tym silniej i większy profesjonalizm i estetyczną autonomię prezentują. Panie z zespołu Spokanki, realizujące wokalizy w wymyślonych językach, a ich misją poza muzyczną jest krzewienie pokoju i zrozumienia między narodami. Dlatego właśnie śpiewają w językach niezrozumiałych dla nikogo, a poprzez swój profesjonalizm warsztatowy są jednak rozumiane wszędzie. I to widać w kwestii najbardziej dziś w Polsce fetyszyzowanej, czyli w zasięgach. I możecie być pewni, że kto jak kto, ale one sobie tych zasięgów nie kupują.

Gdyby ten i inne występy Spokanek pokazać naszym mędrcom pewnie zdrowo by się pośmiali, bo ich ekscytuje jedynie dwugodzinna dyskusja grzybów z brodami przebranych za krakowskich trumniarzy z początku XX wieku. Takie rzeczy bowiem są uznawane u nas za jakość.

Ostatnio, przy okazji dyskusji o emeryturach artystów, wynikła kwestia polskiej soft power. Jakiś przygłup, chyba aktor, powiedział, że te dopłaty są po to, by polscy artyści mogli robić soft power na Ukrainie. Wypowiedź ta odbiła się szerokim echem, ale moim zdaniem nie dość szerokim. Musimy tu bowiem rozważyć dwie kwestie. Pierwsza – ilu polskich artystów jest czynnych i rozpoznawalnych na Ukrainie? Moim zdaniem nie ma takich osób. Kwestia druga – ilu ukraińskich artystów żyje w Polsce i pobiera dotacje od państwa na swoje projekty? Jest ich wielu. To jest problem, ale moim zdaniem mniejszej wagi niż inny, dotyczący obecności ukraińskich artystów w przestrzeni kulturalnej Europy. Jest ich jeszcze więcej i mają oni w tej przestrzeni obszary zarezerwowane. To są wysokiej klasy muzycy, bo na muzykach się dziś skoncentruję, którzy porozumiewają się z publicznością bez jednego słowa, wyłącznie za pomocą samych emocji, które wywołuje dźwięk i stylizacja. I znów – niech nikt nie mówi, że on woli operę, albo poezję śpiewaną, a o gustach lepiej nie dyskutować. Taka postawa bowiem zdradza wszystko. Nie rozmawiamy tu dziś bowiem o osobistych ograniczeniach odbiorcy, ale o zasięgach i ich skali.

Od lat czynny jest na zachodzie taki oto zespół:

https://www.youtube.com/watch?v=aFJ717atqaw&list=RDEMoJgetcEP3qdH_ZAr9dcEAw&start_radio=1

Ukraińcy są słabszymi nieco mistrzami soft power i czasem osuwają się w dosłowność, ale zdarza im się to naprawdę rzadko. Możecie sobie posłuchać innych nagrań tego zespołu, gdybyście mi nie wierzyli. Specjalnie wybrałem taki utwór, gdzie polityka jest widoczna w sposób oczywisty.

I teraz wychodzi na to, jakiś dureń w Polsce, łasy na pieniądze i mówi, że będzie robił soft power. Przecież tu nawet nikt nie wie co to znaczy. Jeśli ktoś się u nas zabiera za jakieś śpiewanie, to każdym przypadku jest to naśladownictwo czegoś, na czym on się zupełnie nie zna. Za projekty zaś autentyczne uchodzą tu frazy w rodzaju – ogniska już dogasa blask, albo – każdy laskę krzepko dzierży w dłoni. I ani mowy nie ma, żeby to się zmieniło. A wiecie dlaczego? Bo trumniarze by się zdenerwowali. Okazałoby się bowiem, że ludzie mają inną wrażliwość i podążają za emocjami, których oni nie tyle nie potrafią wywołać, co nie przewidują w ogóle ich istnienia. Nie ma więc i w przewidywalnej przyszłości nie będzie takich momentów, kiedy Polska zrobi jakiś konkurencyjny projekt w zakresie soft power, wobec tych zaprezentowanych tu przez mnie.

Sytuacja ta jest także prostym bardzo przełożeniem deficytów naszych polityków, szczególnie zaś polityków patriotycznych, na komunikację. Tylko bowiem ludzie z prawicy zaprzątają sobie głowę takimi kwestiami, jak soft power, ale kiedy im każemy wskazać co przez to rozumieją pokazują o takie rzeczy:

https://www.youtube.com/watch?v=iT0GyqRpGQM

 

I nie mówcie mi, że w Polsce też mamy zdolnych artystów. Zapewne tak, ale żadna ekipa politycznych mędrców nie ma im nigdy żadnej szansy. Bo wtedy zubożony zostanie znacznie pakiet emocji, którymi te ekipy żyją.

Jeśli zaś chodzi o uniwersalny język, którym polscy artyści mogliby się porozumiewać z zagraniczną publicznością, to szczytowym naszym osiągnięciem w tym zakresie jest ten oto utwór

https://www.youtube.com/watch?v=Af92WPgc0Y4&list=RDAf92WPgc0Y4&start_radio=1

Miłego dzionka.

 

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  2 komentarze do “Między hucpą a soft power czyli o wartościach estetycznych”

  1. Kilka przykładów pozytywnych. Jednak coś się dzieje ale, wydaje mi się, że dzieje się pomimo wysiłków naszego państwa aby wszystko było nijakie. Jest cały ogromny aparat urzędniczy i finansowy, który maszeruje w kierunku przeciwnym.

    Laboratorium pieśni, grupa wokalna z Gdańska

    https://www.youtube.com/watch?v=04fEWQOwUD4

    W kinie malarska ekranizacja „Chłopów”

    CD Projekt z „Wiedźminem”

    Igor Mitoraj i jego rzeźby

  2. Brak mi kompetencji w zakresie soft power, w zasadzie te obszary mało mnie dotykają, ale zgoda tak jak już wielokrotnie Pan już pisał poważne państwo wykorzystuje kulturę w rywalizacji z innymi. Poważnie uznani – niekoniecznie utalentowani artyści są projektami propagandowymi, zostali wykreowani w określonych celach.  Mnie tam bardziej jest w stanie poruszyć sztuka filomwa – tu przez lata były straszne potworki robione typu ten film Hoffmana z bitwą warszawska, czy Skolimowski jako Jan III i odsiecz wiedeńska. Biedakino patologicznie słabe. Budżet robi swoje , a jak jeszcze 3/4 trzeba przepalić to robi się tragedia. Artyści pewnie gdzieś tam są i klepią biedę, pytanie czy ludzie pokroju Szczerby mają cokolwiek do zakomunikowania- o zgrozo tak – za pomocą tego fircyka Kamiśnkiego z nocnikiem na głowie.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)