Zanim ktoś się na mnie oburzy za ten tytuł, niech lepiej przeczyta tekst. Rozmawiałem wczoraj z Hubertem o zasięgach na iksie, a konkretnie o tym, dlaczego ostatnie teksty, poruszające tematy ukraińskie, mają tam tak małe zasięgi. Doszliśmy do wniosku, że przyczyną jest brak słów kluczy. To znaczy dla algorytmu nie ma znaczenia o czym jest tekst, jeśli nie widzi właściwych słów. Ludzie zaś, inaczej niż na dawnych platformach blogerskich nie mają wielkiego wpływu na to czy tekst jest popularny, czy nie. Algorytm bowiem tnie zasięgi. I tak doszliśmy do wniosku, być może błędnego, bo co my też możemy wiedzieć o algorytmach, że są one narzędziem cenzury, znacznie sprawniejszym niż urząd przy ul. Mysiej. Cenzura zaś to nie żaden zakaz, ale profilowanie dyskusji. I tak było zawsze. Za komuny gazety pełne były fotografii gołych dziewczyn, bo w ten sposób udowadniano, że nie ma cenzury. Łamy gazet i półki księgarskie w latach osiemdziesiątych pełne były literackiej i medycznej pornografii zwanej uświadomieniem seksualnym. Wszystko po to, by każdy wiedział, że nie ma cenzury. Tej zaś podlegały treści i motywy, dla osobników wchodzących w życie, takich jak ja, całkowicie nieistotne. I w zasadzie nie były one istotne dla większości ówczesnej populacji. Dlaczego więc je cenzurowano? Żeby nie odrodziły się w umysłach kolejnych pokoleń. I wiecie co myślę? Niewiele brakowało, a wszystko poszłoby po myśli komunistów. No, ale trafił się ten papież Polak i spawy się odwróciły.
Dziś już nie jest tak łatwo. I ja się przekonałem o tym wczoraj, w dyskusji z jednym panem. Cenzura, dzięki algorytmom jest dziś w każdym sercu i umyśle. I działa bez dodatkowych wspomagań. Cenzura oznacza też brak wstydu, tak jak w dawnych czasach. I żeby to udowodnić wystarczy przywołać pewne zdarzenia sprzed lat. Oto reżyser Smarzowski, przez wielu uważany za postać wybitną zrealizował film Wołyń, który był takim samym narzędziem cenzury, jak dzisiaj algorytmy. Po udanej premierze zaś wystawił na allegro atrapę okrwawionej siekiery. Był to wielki bezwstyd, ale wielu ludzi uważało, że to znakomity pomysł. I w żaden sposób nie dało im się wytłumaczyć, że to skandal. Dyskusja bowiem na temat Wołynia, została już sprofilowana, cenzorski algorytm zadziałał. Kiedy okazało się jednak, że kilku blogerów opisało ten wyczyn krytycznie aukcja zniknęła. Czyli mimo zabiegów cenzorskich realizowanych w manierze prowokacji, jakoś się udało je przełamać. Stąd moja sugestia, by nikt się dziś nie oburzał na tytuł, bo jest on prowokacyjny celowo. Testujemy dziś za jego pomocą, czy nasze wyobrażenie o algorytmach ma coś wspólnego z prawdą, czy nie.
To co opisałem wyżej nie jest jedynym narzędziem cenzorskim używanym dzisiaj. Są inne, znacznie bardziej podstępne. Mamy oto upiorny zwyczaj przypominania bohaterskich postaw żołnierzy, powstańców, wszelkiej maści konspiratorów, a także osób wybitnych. Dokonuje się to in crudo – na surowo, poprzez zabieg kopiuj/wklej bez żadnej refleksji, za to z głupkowatą nadzieją, że jak będziemy to powtarzać cyklicznie, to przybędzie nam patriotów i bohaterów, bo każdy będzie chciał naśladować tych pomordowanych. Sens tych działań umykał mi długo, a nie chciałem przyjąć na wiarę, że stoją za nim wyłącznie szlachetne intencje upaprane w szczerej głupocie. Każdy bowiem kiedyś dorasta i rozumiejąc bezskuteczność swoich działań, podejmuje inne, trochę bardziej efektywne. W tych przypadkach to nie działa. Pomyślałem więc, że zabieg ten ma na celu wymieszanie w medialnym kotle życiorysów pięknych ze zdradzieckimi. Bo i jakiś inny cel mogłoby mieć takie działanie, kiedy jednego dnia wspomina się Zygmunta Szyndzielarza, a drugiego Dragana Sotirovicia, którego życiorys jest jawnym szyderstwem z półinteligentów?
Wczoraj ktoś na tym nieszczęsnym iksie znów wpuścił gawędę o bohaterskim Kazimierzu Leskim, co prowadził inspekcje na Wale Atlantyckim w przebraniu niemieckiego generała, z genialnie podrobionymi papierami. I na to odezwał się redaktor Gmyz, z wielkim oburzeniem, że już nie można pisać tych głupstw, bo historycy dawno udowodnili, że to nieprawda. Tak? Ja nie mogę sobie jakoś przypomnieć, by którykolwiek z historyków zdemaskował Leskiego, jako oszusta. Przypominam sobie za to, że sam to zrobiłem, być może post factum, ale jakie to ma znaczenie, kiedy postać ta dalej jest przez algorytm rozpoznawana i ciśnięta przed oczy nieświadomych niczego frajerów. Tekstów zaś ją demaskujących nikt nie kolportuje, nawet redaktor Gmyz.
Zapytałem więc, kiedy historycy zdemaskują Piwnika? Odpowiedzi jednak nie usłyszałem. Pewnie wtedy kiedy dostaną taki rozkaz z centrali przy Mysiej.
Prawda odsłania się w akcie twórczym, taki aforyzm bym tu umieścił. W twórczym ludzie, a nie odtwórczym. I po tym też ją poznajemy. A jak poznać, że akt jest twórczy a nie odtwórczy? Z grubsza? Jak jest goła baba z siekierą na obrazku – to odtwórczy. Na bank, ręczę za to. O reszcie możemy dyskutować.
No, ale wracajmy do aktów cenzorskich. Rozmawiałem tu ostatnio z innym kolegą, który właśnie zabiera się za lekturę książki Rozmowy rzymskie. Okładka tej książki od razu rzuca się w oczy, bo jest tam właśnie goła baba z siekierą. I niech mi nikt nie tłumaczy, że wcale nie, bo wyraźnie widać Sikorskiego i Wojciecha Giertycha. Mylicie się wszyscy, ja tam widzę gołą babę z siekierą. Kiedy rozmawiałem z tym kolegą, on jeszcze czekał na nadejście tej książki, a czas oczekiwania skracał sobie czytając w wiki życiorys Jędrzeja Giertycha, działacza narodowego, który pozostaje dziś wzorem dla wielu innych narodowych działaczy. Ja też ten życiorys, za jego namową, przeczytałem. I powiem Wam, że wszystkie życiorysy niezłomnych, wyklętych, przeklętych, rozstrzelanych i powieszonych, to jest nic w porównaniu z niezłomnością życiorysu Jędrzeja Giertycha.
On na przykład 6 razy uciekał z niemieckich obozów dla jeńców wojennych. Sześć razy! I Niemcy stale go łapali i odsyłali z powrotem. A ci z Żagania, co zrobili wielką ucieczkę, zostali połapani raz tylko i mimo iż byli Brytyjczykami, czyli w ówczesnych kategoriach nadludźmi, wszyscy dostali czapę. Jeden Norweg się uchował i dotarł do domu.
To nie jest koniec wyczynów Jędrzeja Giertycha. W roku 1945 przyjechał on do Polski, rozumiem, że do Warszawy, zabrał stąd dziewięcioro członków rodziny i wszystkich wywiózł do brytyjskiej strefy okupacyjnej. Następnie zaś cała rodzina pojechała do Londynu i tam osiadła. Jędrzej Giertych, żeby utrzymać tę rodzinę wydawał książki i pracował fizycznie. Matko, jak to dobrze, że ma nie mieszkam w Londynie i prócz wydawania książek nie muszę jeszcze pracować fizycznie.
Jędrzej Giertych miał dwóch synów. Jeden z nich – Wojciech jest dziś w Rzymie, a trafił nam następującą drogą – opuścił w roku 1970 Londyn, przyjechał na studia teologiczne do Polski, odbył nowicjat u dominikanów, a potem pojechał do Rzymu. Dziś jest teologiem domu papieskiego.
Jego brat Maciej przybył do Polski jeszcze wcześniej, bo w roku 1962 i rozpoczął tu studia na wydziale leśnym. Potem został profesorem i głosił kontrowersyjne, kreacjonistyczne poglądy. Jego syn z kolei – Roman jest dziś właściwie władcą Polski. Tak to można nazwać, bo nikt – mimo licznych prób – nie potrafi umniejszyć jego władzy. Ta zaś jest dyskretna, zakulisowa i chyba nawet przebiegła, ale z tym bym się nie rozpędzał.
Dziś zaś na iksie pewien pan umieścił skan ukraińskiej gazety Nasze słowo, z roku 1996, w którym wydrukowano obszerną relację ze spotkania byłego żołnierza AK – Andrzeja Żupańskiego z byłym żołnierzem UPA – Wasylem Kukiem. Obaj panowie dyskutowali ze sobą o sprawach trudnych i bolesnych, w atmosferze wzajemnego zrozumienia. Odruchowo zajrzałem na wiki do życiorysów obydwu panów. Aż dziw, że nie trafili oni jeszcze do panteonu bohaterów. Przypuszczam, że ktoś tego pilnuje, bo są przecież granice hucpy. Życiorys Andrzeja Żupańskiego wygląda tak, jak życiorysy innych bohaterów – żołnierze 27 Wołyńskiej Dywizji AK, schwytany, wcielony do armii Berlinga, zdobywał Wał Pomorski, po wojnie został jednym z dyrektorów Polfy na Tarchominie. Życiorys jednak Wasyla Kuka to jest prawdziwa perełka.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wasyl_Kuk
No, ale wracajmy do meritum. Pan, który zamieścił skan tej rozmowy – może się wklei – https://x.com/TyMeniNeBrat/status/2069260811286040883/photo/1
https://x.com/TyMeniNeBrat/status/2069260811286040883/photo/2
wyraził oburzenie, że dziś nie potrafimy rozmawiać w ten sposób. Chciałem od razu mu wyjaśnić dlaczego tak jest i dać link do tego życiorysu Wasyla Kuka, ale wiecie co się okazało? Nigdy byście nie zgadli. Tylko wybrane osoby mogą komentować na jego profilu. Pewnie dlatego, że tylko prawda jest ciekawa.
Nie sądzę bym dotarł dziś do jakichś szczególnych tajemnic, wskazałem jedynie to, co widać gołym okiem, bez przesadnych dociekań. Narzędzi zaś służących do profilowania dyskusji z całą pewnością jest więcej. I te nieszczęsne algorytmy nie są bynajmniej najgorsze. No nic, zobaczymy jakie zasięgi będzie miał dzisiejszy tekst.