lip 182019
 

Nie pamiętam już przy jakiej okazji pojawiły się informacje, że po roku 1989 był taki plan, żeby Polskę przyłączyć do Niemiec. Plan ten nie został jak wiemy zrealizowany, ale na jego miejscu pojawił się inny plan – decentralizacja. To jest to samo, tyle, że koszta takiego przyłączenia ponosić będą lokalsi, a nie centrala w Berlinie. Czy ci lokalsi, to znaczy ludzie tacy jak Dutkiewiczowa to rozumieją? Nie, ponieważ oni uważają, że ich pozycja będzie lepsza niż pozycja reszty lokalsów na obłożonym dodatkowymi obciążeniami terenie, a poza tym cieszą się, że zostaną awansowani na Niemca.

Po napisaniu książki o św. Stanisławie i kilku rozmowach z Rafałem, uważam, że kwestia decentralizacji jest jedną z kluczowych w naszej historii. Tak się jednak jakoś składa, że cały ów proces nie jest w naszej państwowej mitologii traktowany zbyt serio. Podaje się za to liczne przykłady korzyści, jakie przyniosło zdecentralizowanie państwa. Człowiek odpowiedzialny zaś za pierwszą decentralizację uważany jest za bohatera. Sam zaś proces za „naturalną tendencję w historii”. To są idiotyzmy. Musimy to powiedzieć wprost, bo jeśli przyłożymy do całej tej hagady naszą, tutejszą miarkę, wyjdą nam rzeczy następujące. Średniowieczna decentralizacja objęła tylko Ruś i Polskę, czyli obszary leżące na skrzyżowaniu szlaków północ-południe i wschód zachód, na granicy ówczesnej Europy i wielkiego stepu. Jeśli tak, to znaczy, że towary przewożone tamtędy musiały przechodzić przez granice wewnętrzne zdecentralizowanych państw i poszczególne księstwa na tym obrocie zarabiały. To się z pewnością nie podobało wielkim eksporterom i importerom z południa, ale dla kogoś miał ów system sens. Politycznie decentralizacja miała znaczenie takie, że obszar jej poddany w zasadzie tracił podmiotowość. Nic nie jest jednak wieczne i kiedy jedno czy drugie księstwo zaczynało lepiej prosperować natychmiast zgłaszało akces do tego, by centralizować rozbite dzielnice, albowiem istniały po temu przesłanki silne – po pierwsze tradycja lokalnej dynastii, po drugie organizacja kościelna prowadząca coraz bardziej niezależną od mocarstw politykę. Dlaczego decentralizacja nie mogła być tendencją ogólnoeuropejską? Bo Węgry nie zostały zdecentralizowane. Węgry pozostały tym czym były i nikomu na myśl nie przyszło, by je podzielić. Nie wiem dlaczego tak było, być może plemienna lojalność Węgrów to uniemożliwiała, a być może były jakieś inne przyczyny. Oczywiście próbowano narzucić Węgrom obcą dynastię i to się udało, ale do rozbicia królestwa potrzebne były siły z zewnątrz i musiały to być siły poważne. W Polsce decentralizacja była po prostu decyzją księcia. Kim był ten książę dokładnie nie wiemy, bo oceniamy go wyłącznie poprzez pryzmat legend, z których wiele nie ma w sobie ani ziarna prawdy. Realne oceny nie wchodzą w grę albowiem Bolesław III stał się elementem propagandy różnych reżimów z komunistycznym włącznie i tak już zostało. Nikt nie wie dokładnie nawet czy bitwa na Psim Polu rzeczywiście się rozegrała czy była tylko wymysłem. Jego zaś decyzja o decentralizacji uważana jest za błąd polityczny, ale mieszczący się w ówczesnych standardach. To nie może być prawda, a kwestia – dlaczego na niektórych obszarach dziedziczenie przebiegało w myśl zasady senioralnej, z wykluczeniem młodszych potomków, a na innych dominował równy podział ziemi, ze szkodą dla lokalnej doktryny politycznej, powinna być przedmiotem osobnych studiów. Nie można bowiem wykluczyć, że mechanizm tego dziedziczenia był stymulowany przez organizacje handlowe, te jawne i te ukryte. Takie zaś przypuszczenie stawia nas wobec następujących pytań – komu tak naprawdę służył Bolesław III, a także – czy jego konflikt z rodem Awdańców reprezentującym te same siły, które przysłały do Polski Galla Anonima, miał związek z koncepcją decentralizacji. Jeśli przyjmiemy, że Gall przybył z terytorium zarządzanego przez Wenecjan, to można stworzyć następującą hagadę – Wenecjanie nie są zainteresowani podziałem obszaru między Karpatami a Bałtykiem, a kronika Galla, ma ową tendencję ilustrować. Miejscowy władca jest w niej przedstawiany jako sukcesor Bolesława II, weneckiej kreatury zarządzającej scentralizowanym obszarem i stawiającej warunki Kościołowi. Ponieważ Wenecjanie nie chcą wojny z Kościołem, opis konfliktu króla i biskupa z Krakowa jest pojednawczy, choć używa się w nim słów ostrych. Generalnie jednak sprawa jest bagatelizowana i przesuwana w sferę legend z podtytułem „dawno i nieprawda”. W pewnym momencie jednak Bolesław III zmienia swoją politykę, wypędza kronikarza, a ludzi mu przychylnych likwiduje bądź oślepia. Dlaczego? Być może dlatego, że ktoś zaproponował mu następujący deal – podziel państwo, ono będzie i tak miało zwornik w postaci seniora, a te twoje dzieci, ta banda rozwydrzonych gamoni, zarobi sobie trochę na przepływie towarów z północy na południe, na prawie składu i na innych prawach, które sama będzie stanowić. Nie twierdzę, że tak było, ale pokusa by stworzyć taką wizję jest silna. – Deal – powiedział Bolesław – ale teraz strach panie, może jak będę umierał? I pacz pan, jak raz w niedługi czas potem zaczął umierać, ale na tyle wolno, że zdążył jeszcze ten swój testament napisać. Que coincidencia? Czyż nie?

Wenecjanie widząc co się święci od razu zaczęli buntować juniorów przeciwko seniorowi, a to dlatego, że nie mogli ani podważyć testamentu, ani wysłać na północ kontyngentu, który zdewastowałby państwo i postawił na jego czele jakiegoś posłusznego republice żyda. Działali na zasadzie – o żesz ty chamie, jak ty mnie to ja tobie. Powstałego stanu rzeczy jednak nie mogli zakwestionować. I tak aż do momentu kiedy w rozbitym państwie zaczęły pojawiać się tendencje do ponownej centralizacji. Czyli w chwili kiedy najbogatsza dzielnica, to znaczy Śląsk, wpływać zaczął na politykę nie tylko lokalną, ale także regionalną. Wenecjanie pomyśleli wtedy o tym, że warto by może powrócić do starej koncepcji scentralizowania rynków, ale nie w skali regionu, ale takiej trochę większej. Jak pomyśleli tak zrobili – wysłali swoich ludzi do Azji, a ci gdzieś w szczerym stepie spotkali się z przedstawicielami wielkiego chana. Pomysł by scentralizować rynki i jak to się dziś mawia – je uwolnić, połączony został z pomysłem zlikwidowania największej politycznej konkurencji Wenecjan czyli królestwa Węgier. Próba taka została podjęta, ale na nieszczęście dla weneckich planów umarł chan i w scentralizowanym państwie mongolskim rozpoczęła się walka o władzę, nie dzika bynajmniej, ale bardzo kulturalna. Obszar wolnego rynku zarządzanego przez mongolską konnicę udało się rzeczywiście stworzyć, ale tylko do Bugu. Czy to dla nas dobrze czy źle? Trudno dziś oceniać, ale możemy na podstawie powyższych hipotez spróbować ocenić decentralizację współczesną. No więc jest tak: nikt nigdy nie pozwoli na to by Polska połączyła się z Niemcami, tak samo jak nikt nie pozwoli na połączenie się Niemiec z Austrią, choć wszyscy wiedzą, że nie ma czegoś takiego jak naród austriacki. Obszar wolnego handlu na wschodzie i swobodnego przepływu wszystkiego, a także robienia dowolnych przekrętów powstać rzecz jasna może, ale tylko do Bugu. Nie będą go dziś firmować Mongołowie, ale kto inny. Decentralizacja w wydaniu naszych rodzimych kacyków jest próbą powtórzenia średniowiecznego dealu, bez zrozumienia jego istoty. Nikt nie pozwoli Niemcom podzielić Polski, bo to oznacza jej przyłączenie do Rzeszy. Na to nie będzie zgody. Nie będzie też zgody na różne unie z Ukrainą i tworzenie czegoś większego „w podobie I RP”. Mowy nie ma, bo tam właśnie ma się rozciągać wielkostepowa strefa ekonomiczna. Tendencje odśrodkowe będą widoczne, ale będą słabnąć, a spoiwem scentralizowanego na nowo i zabezpieczonego państwa, będzie – wśród rzeczy poważniejszych – także patriotyzm a la Sakiewicz, lansowany od lat uporczywie i z wielką powagą. Mnie to nie przeszkadza, jeśli będę mógł swobodnie robić i mówić to co do tej pory. Niech sobie spajają państwo Pileckim czy nawet Bolesławem III. Miałbym inne propozycje, ale niech tam…Tak to mniej więcej wyglądało i wygląda przed oczyma duszy mojej.

Zapraszam do naszej księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl a także na stronę www.prawygornyrog.pl

Przypominam także, że nasze książki są dostępne w księgarni „Przy Agorze” w Warszawie – ul. Przy Agorze 11a, a także w sklepie Foto Mag przy stacji metra Stokłosy.

  21 komentarzy do “O decentralizacji”

  1. U mnie na wsi nie ma partii chlopskich. Generalnie rzadzi CSU, a lokalnie – sporadycznie – SPD lub inne partie.

    Ponizej plakaty wyborcze przed pierwszymi wyborami do Bundestagu w 1949 roku.

    Wszystkie partie w Niemczech Zachodnich mialy wtedy takie same plakaty z Pomorzem i Slaskiem i nic mi o tym nie wiadomo, zeby cos sie zmienilo do dzisiaj lub zrezygnowano z obietnic wyborczych danych Niemcom w 1949 roku, a w miedzyczasie odzyskano juz Niemcy Wschodnie. Istnieje tylko spor wewnetrzny, czy bedzie szariat i kiedy.

    Wybralismy przedstawicielke CDU na szefowa KE z calym dobrodziejstwem inwentarza.

    https://de.wikipedia.org/wiki/Datei:KAS-Oder-Neisse-Linie-Bild-5870-3.jpg

    https://www.gutefrage.net/frage/wie-kann-ich-das-plakat-der-cdu-interpretieren

  2. czyli co. jak dano słowo społeczeństwu niemieckiemu, to słowo będzie dotrzymane ? Wiesz już miała być 1000 letnia rzesza a chyba dekadę ledwo miała. Komu jest potrzebne aby 150 milionów w środku kontynentu mówiło po niemiecku.? Spokojnie.

  3. Slowo jest dane i jest aktualne, ale w tym momencie Niemcy nie maja srodkow ani mozliwosci do dzialania. Jezeli pani Dulkiewicz robi na zlosc PiSowi, Walesa potwierdza przewodnia role Niemiec w Europie, a PO wspolpracuje z CDU, to oni daja Niemcom te mozliwosci. W naszym kraju, poza Wielkopolska, nie ma tradycji samodzielnosci politycznej.

  4. Dokładnie tak – to są powoli jakieś zamierzchłe czasy. W końcu niedługo minie 100 lat od tych wydarzeń. Niemcy nigdy już nie przejdą za Odrę, nawet jako Kalifat.

  5. Ja tylko przypomnę, że zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z Karlsruhe do dziś istnieje Rzesza Niemiecka w granicach z 1938 r (przed Anschlussem) (25 września 1952 roku niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe, który stwierdza, że Rzesza Niemiecka istnieje nadal jako „jedność państwowoprawna”;
    – orzeczenie z 17 sierpnia 1956 roku, które potwierdza, że Rzesza Niemiecka „pomimo załamania w 1945 roku nie uległa likwidacji”;
    – kolejne orzeczenie z 31 lipca 1973 roku, które ponownie stwierdza, że „Rzesza Niemiecka nie przestała istnieć pomimo bezwarunkowej kapitulacji sił zbrojnych w maju 1945 roku i sprawowania przez cztery lata obcej władzy na jej dawnym terytorium”). Aby zakończyć II WŚ należy zawrzeć traktat pokojowy właśnie z z Rzeszą w granicach 1938. Więc najpierw oddajcie a potem my, Niemcy, pomyślimy czy w traktacie pokojowym coś oddamy. RFN zaś, czyli to co istnieje współcześnie, jest zarejestrowaną w Rejestrze Handlowym w Kolonii sp. z o.o. (GmbH) i należy do USA.

  6. Mojemu mężowi ostała się taka mała niebieska książeczka ze służby wojskowej, odbytej w końcu lat osiemdziesiątych. Jest to swoite kompendium wiedzy żołnierza Luftwaffe. Książeczka zaczyna się od wytłumaczenia rekrutowi, co to jest nasze państwo,  obok zamieszczona jest mapka pokazująca przedwojenne granice Niemiec. Potem następują wyjaśnienia jakie prawa i obowiązki mają obwatele względem swojego państwa. Dopiero w kolejnych rozdziałach jest zawarta wiedza praktyczna związana z wojskowością. Skoro mój mąż w latach osiemdziesiątych był tak formowany, to na pewno wszystki roczniki przed nim i wiele roczników po nim było tak samo uczonych w wojsku, że ich państwo sięga aż do Królewca i Gliwic.

  7. Ale nie przewidzieli Kaczynskiego w tej ksiazeczce.

  8. tak w kościele anglikańskim przegłosowano że piekła nie ma i dobrze, a co dopiero niemiaszkowie sobie w 1956  przegłosowali, że co ?, że w 1945 wrócili do siebie, w swoje teutońskie granice,  ale tylko na chwilę i jak się zastanowią (czyli wzmocnią) to może wrócą? albo może zawrą pokój albo nie zawrą i oni wybiorą z kim ?. Nie da się. Mogą sobie w Karlsruhe kuglować – tam mogą.

  9. Byłam wczoraj na wspomnieniach kresowych i prezentowano kurort Połąga. Daj Boże , żeby był w naszych granicach. Dojeżdżano tam dyliżansem  z Kłajpedy 12 km, brzegiem morza , przecudną plażą z drobniutkim piaskiem,. Było to ze 150 lat temu, kiedy zbudowano piękny kurort (Tyszkiewicze) razem z pałacem właścicieli i francuskimi ogrodami, kościołem, łaźniami, oczywiście kasynem itd.

    Dziś w pałacu Tyszkiewiczów muzeum bursztynu. Daleko ta Połąga to ale ziemie naszej arystokracji. Podczas wykładu zaprezentowano fotkę Zofii Tyszkiewiczowej otoczonej wnukami. Na mój intelekt – 40 wnuków. Mniej więcej 15 dzieci i młodzieży  po lewej stronie babci Zofii po prawej drugie tyle i pięcioro za plecami i pięcioro przed babcią posadowieni na dywanie.  Tak sobie myślę i nie pozostawili pamiętników? Może nie zdążyli, może się nie spodziewali finału, finał wykańczania arystokracji rzeczywiście był zaskakujący.

    Tak sobie o tych pamiętnikach napisałam, bo niedaleko Moskalewszczyzny,  mój przodek właśnie od Tyszkiewiczów odkupił młyn, nie drogo zapłacił,  bo hrabia chciał spieniężyć to co mogło zostać po traktacie ryskim za granicą.

    Taka swoista „decentralizacja” warstw społecznych.

  10. Rzeczywiscie, bardzo ladnie i nawet jest kemping. Na pewno jest to znakomita alternatywa dla naszego aktualnego wybrzeza.

    http://palangacamping.lt

  11. Mogą sobie orzekać – tylko co z takim pergaminem zrobią? Przecież od takich orzeczeń stan faktyczny – w empirycznej rzeczywistości nie ulega zmianie. Proponuję więc dla większego efektu, aby sobie ten „wyrok” czy „orzeczenie” Niemiaszki napisali jeszcze na ośle, a osła wygnali na pustynię.

  12. Skoro mój mąż w latach osiemdziesiątych był tak formowany, to na pewno wszystki roczniki przed nim i wiele roczników po nim było tak samo uczonych w wojsku, że ich państwo sięga aż do Królewca i Gliwic.

    … a potem konfrontuje to z rzeczywistością i widzi, że te dwa światy (ten realny i ten z książeczki) jakoś się rozjeżdżają . Można od tego dostać zawrotu głowy – i do tego jeszcze ten niemiecki angst. W sumie to dla nas dobrze, gdy przeciwnik żyje w świecie wyimaginowanym. Niech tam dalej pozostanie.

  13. adekwatnie , stosownie i w dobrym guście

  14. O tak…

    … „patriotyzm a la Sakiewicz”  to wszystko na co stac te debilna, zlodziejska  CZEREDE… piosneczki, koszulki, choragiewki… a dzis  „nalepki”…  a wszystko to  za  granty  albo  „nulandowe srebrniki”…

    … nic wiecej ta sakiewiczowa swolocz nie jest w stanie wystrugac  !!!

  15. Dziękuję, ale muszę przyznać, że natchnienie do obrazków przyszło samo z notatki „W czasach centralizacji” o dworcu w Pipidówce z Głosu Porannego z 1933 oraz ilustracji Bramy Brandenburskiej i fontanny Neptuna, które pojawiły się na hasło „centralization” z książki „Romantic Germany”.  Co do współczesnej Pipidówki na prawach miejskich, jej samorządu i centrali, pozostawiłem skojarzenia Czytelnikom

  16. a co to znaczy ta centralizacja w XIII w. i XIV w. ?  czy Cesarz Rzymski Narodu Niemieckiego lub Król Francji mogli narzucać swoją wolę księstwom, hrabstwom czy większym miastom (ich związkom), które wchodziły w skład ich koron, czy te państewka lub związki nie prowadziły własnej polityki ? Czy np. Hrabstwo Burgundii, rep. Genui , elektor Palatynatu, ks. Bawarii, ród Habsburgów w XIII w i XI w. będący członkami Cesarstwa nie prowadzili własnej polityki często odmiennej od polityki Cesarza ? Nie do końca jest zatem tak, że decentralizacja objęła tylko Ruś i Polskę, chyba że szanowny autor ma co innego na myśli. Wtedy pytanie o jakiej centralizacji i decentralizacji mówimy, co te pojęcia znaczą ?

  17. No właśnie, Niemcy sie łączą i unifikują wielkim kosztem, a tu prezydenci miast chcą kroić i dzielić. Co za głupki, lub sprzedajni zdrajcy.

  18. a ława miejska każdego miast I RP też jakąś politykę prowadziła , jaką ? jasne, że dobrze wykalkulowaną, satysfakcjonującą członków ławy miejskiej.

  19. jeśli się nie mylę to dopiero ksiąstewka niemieckie scentralizował Napoleon tworząc związek reński i zaraz pod pruskim butem poszłooooo… w kierunku centralizacji….. z czasem to mieli plany centralizować aż do Uralu

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.