Jak niektórzy wiedzą, jestem człowiekiem, który dużo traci w sytuacjach kryzysowych, albowiem bezmyślnie i wbrew okolicznościom bardzo uparcie broni rzeczy małych. A czasami nie trzeba. I rzeczywiście, czasami nie trzeba, a wywoływanie awantur o kwestie mało znaczące, albo takie, na które nie ma się wielkiego wpływu nie wygląda ładnie. Ja jednak uważam, że taka postawa jest konieczna. Kształtuje ona bowiem emocje, zarówno w człowieku, jak i w jego otoczeniu. I nie chodzi o to, że nie można odpuścić. Opisuję zupełnie inną sytuację, taką w której rzekoma małość sprawy skrywać może bardzo nieczyste intencje. Toyah zacytował wczoraj na iksie fragment przemówienia papieża Leona do członków hiszpańskiego parlamentu, w którym padły słowa: na Królestwo Hiszpanii – naznaczone apostolski śladem św. Jakuba oraz macierzyńską obecnością Matki Bożej z Pilar. Po czym nastąpiła dziesięciominutowa owacja na stojąco w wykonaniu dominujących w sali posiedzeń komunistów. Dlaczego oni klaskali – zastanawiał się Toyah, a ja stwierdziłem, że uczynili to albowiem słowa papieża dziś już nic w Hiszpanii nie znaczą i tymi oklaskami komuniści po prostu obwieścili swój triumf. Prawica zaś jest w tak głębokim lesie, że nie wie jak z niego wrócić. I po czyich śladach. Komuniści klaskali bowiem było ich na to stać…Nie mają już lęków i nie muszą okazywać zdenerwowania albowiem wzięli wszystko. Mogli więc nawet pozwolić sobie na coś w rodzaju entuzjazmu. Toyah zaś stwierdził, że za tą bezczelnością może stać już tylko szatan. To oczywiście możliwe, ale zanim on tam się zjawił, stanęła tam całkowita i absolutna bezradność prawicy wyżywającej się w formułach, które już dla nikogo nie mają znaczenia. W dodatku w fingowanych obrazach, opowiadających o Hiszpanii zamieniane są one na obrzędy pogańskie. I nie ma doprawdy znaczenia, że wygląda to beznadziejnie głupio i wszyscy przytomni się śmieją. Większość jest bowiem półprzytomna. Obejrzałem sobie właśnie hiszpański serial kryminalny – Kryształowa kukułka – jeden z najgłupszych i najbardziej beznadziejnych seriali, jakie udało mi się zobaczyć. Kulminacyjnym momentem jest coś w rodzaju procesji ludzi poprzebieranych w maski zwierząt, a wszystko ma charakter znanych dobrze hiszpańskich procesji, ale odbywa się w lesie, a nie w mieście. Tak, za tą bezczelnością musi stać nie tylko szatan, ale nie tylko. Ktoś powie, że to tylko głupi serial…oczywiście, zaczyna się od głupiego serialu, potem życie go naśladuje, potem różni cwaniacy występują o dotacje na urządzenie eventu i mamy gotową świecką tradycję. Oj tam, oj tam, powie ktoś…No właśnie, i tu dochodzimy do początku naszych rozważań. Ja bardzo rzadko mówię – oj tam, oj tam. Postawa taka bowiem otwiera drogę, na końcu której mamy pełną salę klaszczących komunistów, którzy patrzą na całkowicie bezradnego papieża.
Oczywiście, są sprawy, do których nie można się wtrącać, ale czasem nie sposób się powstrzymać, nawet jeśli nic już nie da się zrobić. Opowiem Wam pewną historię. Byłem właśnie w Dęblinie, mieście gdzie chodziłem do szkoły podstawowej, gdzie przystąpiłem do Pierwszej Komunii Świętej, mieście pełnym wspomnień, i takim do którego zawsze wracam. Wpadamy tam na krótko, właśnie po to, by Michalina mogła poszaleć na rolkach jeżdżąc po wiślanym wale i odpocząć do szkoły, a w tym roku od matur.
Do Pierwszej Komunii Świętej rocznik nasz i kilka późniejszych przystąpił w starym jeszcze drewnianym kościele, w parafii pod wezwaniem św. Piusa V, jedynej takiej w Polsce. Ten patron parafii jest moim zdaniem szalenie ważny, nie tylko w moim życiu. Ten mały kościółek, w którym przez lata tłoczyliśmy się jak śledzie w beczce, był kiedyś unicką cerkwią w Łosicach, potem zarekwirowało go carskie wojsko i stał się cerkwią garnizonową w Dęblinie. Następnie po roku 1918 konsekrowano go, jako katolicką świątynię dla całego miasta. Od roku 1929 stał w tym miejscu, w którym stoi teraz duży kościół, zbudowany na jego miejscu. Ten zaś, o którym piszę, przeniesiono na ulicę Wiślaną. I tam służył wiernym, w nowej parafii, od roku 1986 do dziś. Kilka lat temu zaczęto budować nową świątynię na Wiślanej, dużą, z klinkierowej cegły. Nie będę oceniał jej wyglądu, dam sobie z tym spokój. Żeby mi potem ktoś nie powiedział, że czepiam się wszystkiego. Nasz mały kościółek zaś stał sobie z boku i czekał na dalsze poczynania proboszczów. I teraz okazało się, że zniknął. Minąłem, jak zawsze rondo, jadąc do domu od strony mostu, patrzę, a kościoła nie ma. Okazało się, że został z powrotem przeniesiony do Łosic. Ludzie zaś piszą w internetach, że wrócił do swoich i to bardzo dobry pomysł, że go stąd zabrano, bo zajmował tylko miejsce. Ludzie….ponad osiemdziesiąt roczników zostało tam ochrzczonych, przystąpiło do komunii, patrzyło co niedziela na późnobarokowy ołtarz wykonany na zlecenie biskupa Naruszewicza, na portret Piusa V, który na szczęście został w starej parafii, na św. Tereskę z Lisieux w lewej nawie, gdzie zawsze stałem. I na inne stare i piękne detale ten skromnej w istocie, ale budzącej ciepłe uczucia świątyni. I nagle zabierają ten kościół, a cały Dęblin stać tylko na słowa – wrócił do swoich?! Do jakich swoich?! W Łosicach nie ma ani jednej osoby, która by ten kościół pamiętała. W Dęblinie pamiętają go wszyscy. Szukałem jakiejś wzmianki o tym gdzie go postawiono, ale nie znalazłem. Może więc w ogóle go nigdzie nie postawiono! W Łosicach są dwa olbrzymie kościoły i dwie chyba kaplice. Miasto liczy trochę ponad 6 tysięcy mieszkańców. W Dęblinie, który ma około 15 tysięcy mieszkańców i jest niemożliwie rozwleczony na wszystkie strony, mamy tylko dwa kościoły i jedną kaplicę na Masowie. Naprawdę nie było miejsca, gdzie można by ten kościół przenieść? Sam mógłbym wskazać ze trzy.
Historia zaś przeniesienia tego kościoła „do swoich” jest taka oto, a można ją znaleźć w Internecie: burmistrz Łosic przypomniał sobie o tym kościele, pojechał do Dęblina na wycieczkę z rodziną, pogadał z proboszczem, który stwierdził, że kościół zabiera miejsce, bo stoi na placu koło nowej świątyni. Dogadali się, a biskup wyraził zgodę, pod warunkiem, że świątynia będzie dalej pełnić funkcje sakralne. I co? Pełni? Gdzie ona w ogóle jest? I co się stało z wyposażeniem?
Wyjechałem z Dęblina mając 15 lat, zostali tam rodzice i ja zawsze tam wracałem. Dziś rodziców już dawno nie ma, ale stale tam wracam. Ludzie, jak można było dopuścić do tego, żeby z krajobrazu miasta zniknął kościół, który łączył wszystkich dawnych i obecnych mieszkańców?! Tych, którzy wyjechali i tych, którzy zostali? Nikt nie napisał żadnego listu do biskupa? Z prośbą i wyjaśnieniem, jak ta świątynia jest ważna dla wszystkich? Myślę o tym od kilku dni. A od wczoraj słyszę tych klaszczących bezradnemu papieżowi hiszpańskich komunistów. I nie mogę tego znieść.
Można oczywiście rzec, że nic mnie to nie powinno obchodzić, ale przecież nie po to chrześcijanie zostali chrześcijanami, żeby mówić – nic mnie to nie powinno obchodzić. Najgorsze jest jednak co innego. Oto przy takiej właśnie okazji widzimy jak znika i wyparowuje duch wspólnoty. Zastępują go zaś całkiem idiotyczne formuły typu – kościół wrócił do swoich. W Hiszpanii zaś, która stale jest królestwem, większość ludzi nie wie jakie znaczenie dla tegoż królestwa miała Matka Boża z Pilar.
Na dziś to tyle.
Dzień dobry. Ano właśnie. Po latach mało skutecznej otwartej walki z Kościołem i nie tylko zmieniono metodę. Dziś najbardziej ostentacyjne postawy religijne można spotkać u ludzi, którzy nie mogliby wyprzeć się swoich organizacyjnych i rodzinnych związków z najzajadlejszymi wrogami Kościoła. Mądrość etapu… Z Hiszpanami nie wiemy co będzie, czasy arcykatolickich monarchów raczej minęły, szatan zaś, który ponad wszelka wątpliwość za tym stoi wykorzysta każdą ludzką słabość do swoich celów i jest jak jest. Z naszą monarchią było nie inaczej. Hierarchom zaś nie zawadzi przypomnieć rolę sztuki sakralnej. Ja wiem, że Bóg jest wszędzie, ale taki kościół jak Pan opisał, czy może obraz, ołtarz, inne przedmioty które samą swoją obecnością z Woli Bożej już uczyniły wiele dobra – mogłyby je czynić dalej.
Ten kościół był naprawdę skromny. A rola sztuki jest kluczowa. Duchowni dali sobie wmówić, że nie jest i to był początek kłopotów. Żeby nawracać słowem, trzeba znać słowa, a wielu z nich po prostu nie umie mówić, albo nie wie co mówi.
Swietne obserwacje – wlasnie takie teksty lubie na blogach…
Papież niedawno napisał prywatny list do hierarchów Kościoła, w którym nakazał głosić Chrystusa niezależnie od okoliczności. Zawsze i wszędzie. Watykan ten list udostępnił na swojej stronie internetowej.
🙂
No i?
na targach książki katolickiej kupiłam broszurkę „Największy cud” . Tajemnica Eucharystii w mistycznej wizji Cataliny Rivas”.
No i całe moje życie wydawało mi się, że wiem wszystko o Mszy św. Wydawało mi się.
Lektura tej broszury uzmysłowiła mi że …. nie dorastam do cudu dziejącego się na ołtarzu.
tak myślę, że wydaje sie nam że jesteśmy w porządku, bo zachowujemy sie w miare poprawnie itd, itd, a czas jest wymagający , zadaniem chrześcijan jest zakrzyczeć taką socjalistkę czy komunistkę, która ludom afrykanskim obiecuje pobyt w Hiszpanii dla osób w liczbie do 0,5 miliona , a oczekuje w zamian tylko stosownego głosowania. Obiecuje dużo i ma jedno oczekiwanie … … tylko stosowny udział w głosowaniach a może nastepnie podział kraju , wydzielenie którejs prowincji ?????
No i nie ma sensu użalać się nad nim, ani nazywać bezradnym. Robi to co powinien. Dali Mu trybunę i mikrofon i skorzystał. Poszło w świat, wielu usłyszało.
Naszego Pana też wyśmiewali i zarzucali Mu co tylko Żydom przyszło na język. Ale na próżno.
Biblia Tysiąclecia – Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu – 1 Kor 9 https://share.google/dfM7VJZfL2V1amXU1
Obawiam się, że strategia lewicy na czym innym polega dzisiaj
To nie ma znaczenia. Leon przecież wie dokąd przyjechał. To nie znaczy że ma zamilknąć.
W Hiszpanii też są ciągle katolicy. Miał ich nie odwiedzić bo to taki kraj na krawędzi?
My w PRL tak cieszyliśmy się z wizyt naszego papieża.
A komuniści hiszpańscy i wszyscy inni odbiorą swoją zapłatę.
12 października wciąż jest Świętem Narodowym Królestwa Hiszpanii – Dia de la Hispanidad, jeszcze go nie odwołali.
Stalin się pytał ile czołgów ma Watykan. A ja wierzę że św. Faustyna może dużo więcej niż Stalin.
w internecie też można przeczytać o Catalinie, jestem pod wrażeniem