cze 102026
 

O tym, że Ukraińcy znacznie poważniej myślą o swoim państwie niż Polacy nie muszę chyba nikogo przekonywać. Działają w trudniejszych warunkach, mają autentyczne karty przetargowe w rozmowach z UE i USA i prezydent tego ostatniego kraju traktuje ich prezydenta serio. To znaczy oskarża go o wywołanie wojny, próbuje straszyć i generalnie stosować wymuszenia. To właśnie jest oznaka poważnego traktowania, na którą Zełensky odpowiada równie poważnie, to znaczy lekceważy te zachowania. Ukraina jest dla Zachodu ważniejsza niż Polska, bo ta traktowana jest już jak teren skolonizowany, a zamieszkujący ją ludzie są po prostu ubezwłasnowolnieni. Jako tacy, nie mogą więc prowadzić autentycznej polityki wobec Ukrainy, a przez to stają się dla niej partnerami drugiej kategorii. I to jest rzecz naturalna wynikająca z prostych bardzo mechanizmów politycznych. Czy z takich właśnie mechanizmów i ich działania przez wieki narodziła się państwowość ukraińska? No nie. W mojej ocenie ma ona dwa źródła, jedno dość oczywiste, a drugie tajemnicze, o którym nikt nie mówi. Zacznę jednak od tego, że opowiadanie o krótkim trwaniu idei państwowej Ukrainy i czerpanie z tego jakichś satysfakcji jest dziecinne i głupkowate. Relacje bowiem z Ukrainą i zamieszkującymi ją ludami, a także działającymi tam organizacjami były kluczowe dla istnienia bądź nieistnienia Rzeczpospolitej. Można to oczywiście lekceważyć, ale w sytuacji jaką mamy lepiej tego nie czynić.

Można więc powiedzieć, że dla zachowania i utrwalenia państwowości na jakimś obszarze konieczne jest określenie się wobec ośrodków posiadających charyzmaty doktrynalne i religijne, albo po prostu siłę. I teraz uwaga – ośrodki te mogą być niewidoczne dla przeciętnego obserwatora. Najważniejszym ośrodkiem, wobec którego musiały określić się narody polski i ukraiński w czasach kiedy żaden z nich nie posiadał własnego państwa, była Moskwa. I to ona wywierała decydujący wpływ na to, jak będzie wyglądał kształt państwa polskiego i czy państwo ukraińskie będzie istnieć. Ilość świadomych osób określających się jako Ukraińcy była w tamtych czasach znikoma, a ilość Polaków przytłaczająca. Nie przynależność narodowa była jednak najważniejsza. Najistotniejsza była rewolucja. To wobec niej musieli się, w czasach nowoczesnych określić Polacy i Ukraińcy. Jak to zrobili? Polacy, ze względu na swoją świadomość narodową, wiarę i tradycję, w większości określili się przeciwko rewolucji. Zrobili to nawet socjaliści, choć nie wszyscy. Ukraińcy, nawet bardzo nacjonalistycznie nastawieni nie mogli wystąpić przeciwko rewolucji, albowiem ich plan na własne państwo był rewolucyjny z ducha. To znaczy wszelkie zachowawcze instytucje, z cerkwią włącznie, stawały się wrogiem powstającego państwa ukraińskiego. Ono samo zaś uosabiać chciało rewolucję, ale nie moskiewską. Ta zaś gwarantowała rzecz dla Ukrainy najważniejszą – zmianę własności gruntów. Czym się to skończyło wiemy, ale w czasie wybuchu rewolucji i kształtowania się władzy na Ukrainie w początkach XX wieku nikt tego jeszcze nie mógł przewidzieć. Oferta Piłsudskiego była dla Ukrainy i Ukraińców nie do przyjęcia, albowiem Polska nie zademonstrowała odpowiednio atrakcyjnej siły, która mogłaby być odebrana na Ukrainie jako dobry omen na przyszłość. Polska, tak jak wcześniej w historii, zapisała się w roku 1920 w pamięci i sercach Ukraińców, jako partner słabszy, niezdecydowany i anachroniczny w stosunku do rewolucji, która była dynamiczna i groźna. Petlura zaś był jakimś tam epizodem, niekoniecznie ważnym. Sama zaś idea niezawisłej Ukrainy upadła, bo nacjonalizm ukraiński też nie był wystarczająco silny by kogokolwiek uwieść.

Nie to jest dziś jednak najważniejsze. Dziś Ukraina powróciła w swoje stare koleiny określania się wobec mocarstw i ośrodków zachodnich. To jest długa i stara tradycja, która w Polsce w ogóle nie jest rozpoznana, albowiem Polska – nie ma co ukrywać – jest pewnym anachronizmem. Budowane tu hierarchie nie obowiązują nigdzie, w żadnym innym miejscu. Koncepcje polityczne tworzone w Polsce są wtórne i nie obejmują kwestii tak istotnych jak bezpieczeństwo Polaków, założenie zaś doktrynalne mające utrzymać państwo na powierzchni dziejowego oceanu jest dziecinne i brzmi – żeby było jak w Europie. Nikt dziś nie wie co to znaczy. Ukraina zaś juuż wie, że bycie w Europie to jest atrakcja mocno podejrzana i można się bez niej obejść.

No więc dziś, jak za dawnych czasów, Ukraina określa się wobec największych potęg świata tego. A Moskwa jest słabsza niż w XVII i XVIII wieku, i nie ma żadnej oferty doktrynalnej poza obroną swojego stanu posiadania. Nie zrobi już rewolucji. Nie może też żyć bez Zachodu. Ideologicznie Moskwa jest anachronizmem osuwającym się w kult siły, przy czym siłę tę reprezentują panowie zbliżający się do osiemdziesiątki i opowiadający o nieśmiertelności. I to też jest pewien dziejowy standard.

No, ale przejdźmy do rzeczy najważniejszej – zanim Moskwa stała się centrum rewolucji w Europie, była tym centrum Sicz Zaporoska. Głównym celem mieszkających na Siczy rewolucjonistów zwanych Kozakami, było miasto Stambuł, dawniej Konstantynopol, stolica Cesarstwa Wschodniego. Ta stolica interesowała wiele potęg zagranicznych, które chciały mieć nad nią kontrolę – nieważne czy poprzez sprzedajnych tureckich urzędników, czy w jakikolwiek inny sposób. Istotne, że to Konstantynopol był tym miastem i tym ośrodkiem wobec którego musieli określić się mieszkańcy Ukrainy i jej przywódcy, czyli żywieni z budżetów Rzeczpospolitej Kozacy. Ujmijmy więc rzecz tak oto – wszelkie dogowory i porozumienia polsko-kozackie, a także bunty i wojny są niezrozumiałe bez Konstantynopola. Czy ktoś w Polsce bierze tę okoliczność pod uwagę? No nie. Albowiem polska historiografia uważa, że Ukraina prowadziła z Polską jakieś realne negocjacje, których efektem mogło być jakieś porozumienie. Nic takiego nie mogło nastąpić, albowiem – najprawdopodobniej – od czasów Sahajdacznego, Ukraina jest przez banki greckie w Konstantynopoli traktowana jako być samodzielny. W Polsce nikt nic o tym nie wie i wiedzieć nie musi. Polska bowiem jest przez te same banki, skupione w dzielnicy Fanarion, traktowana jako żywiciel, z którego wysysa się wszystkie soki, a następnie niszczy, kiedy przestanie być już potrzebny. Polacy mają inną wizję własnej historii i ona stała się wersją obowiązującą – mniej więcej – ale też dla zachodu pewną egzotyką. Dlaczego w ogóle przetrwała? Bo dla ekspandujących na wschód organizacji z zachodu Europy droga do wnętrza Azji poprzez całkowicie ubezwłasnowolnioną Moskwę była łatwiejsza niż przez Imperium Osmańskie pełne łapczywych urzędników, buntującej się armii, dzikich plemion i innych, licznych przeszkód. Poza tym oferta jaką zachód, a konkretnie Londyn, miał dla Fanariotów obejmowała zmianę wyznania na anglikańskie. Na to nie mógł zgodzić się żaden grecki patriarcha. Każdy z nich za to łatwo mógł się zgodzić na połączenie Konstantynopola z Moskwą za pomocą pomostu o nazwie Ukraina. I tu szukać należy przyczyn dla których Chmielnicki tak łatwo się Moskwie podporządkował. Był to jednak tylko pierwszy level gry, bo nie zrozumiał on jednego – wszystko zależy od tego, w jaki sposób greckie i moskiewskie prawosławie ustawi się wobec Londynu. Konstantynopol odrzucił ofertę z przyczyn doktrynalnych, a Moskwa ją przyjęła z przyczyn praktycznych. Rozumiejąc przy tym, że sam Londyn ma różne kłopoty i lepiej by dla niego było, gdyby Grecy się jednak na unię kościołów prawosławnego i anglikańskiego zgodzili. No, ale się nie zgodzili. I na tej niezgodzie wyrosła potęga Moskwy, która stała się głównym ośrodkiem prawosławia, zorganizowanego przez cara Piotra na wzór angielski.

Wobec takich okoliczności, Polska przestała być żywicielem pasożyta, którego futrowały fanariockie banki i zyskała szansę na to, by stać się podmiotem w polityce. Niestety kraj był już tak zniszczony, że podnosił się z trudem z ruin, a rosnąca w siłę Moskwa, korzystając na zmianach koniunktur i rywalizacji angielsko-holenderskiej postanowiła przejąć go w całości. Dlaczego tak się nie stało, to już osobna historia, którą mniej więcej wszyscy znamy.

Ukraina zaś pełna rewolucjonistów gotowych na wszystko straciła charyzmatycznych przywódców, a ci którzy jej zostali byli całkowicie nieodporni na prowokacje. Jej duch, wraz  przyłączeniem Kijowa do Moskwy, też się tam przeniósł i stał się zalążkiem rewolucji, kontrolowanej później przez różne inne organizacje, a można rzec nawet, że przejęty został przez Żydów.

Tak więc doktryna państwowa Ukrainy urosła poprzez osłabianie Polski i aktywność banków Fanarionu, których właściciele chcieli reaktywować Cesarstwo Wschodnie. Oni sami dysponowali pieniędzmi na ten cel przeznaczonymi, a Kozacy mieli dostarczyć wojska i broni. Polska zaś miała – nieświadomie – być zapleczem tego projektu, które w odpowiednim momencie miało zostać zlikwidowane. Tak się nie stało, z powodów wyjaśnionych wyżej. Czy tak się stanie teraz? Jeśli Moskwa zacznie rosnąć w siłę, Polska zostanie zwinięta, jako być państwowy. Ukraina zaś ocaleje, bo jest zachodowi bardziej potrzebna. I nie musi być wcale kolonią. Chrześcijańskie doktryny religijne są dziś słabe i politycznie bez znaczenia, ale mamy inną doktrynę, której jedno z centrów mieści się w Konstantynopolu. Jest to islam, mający różne postaci – zinstytucjonalizowanego państwa tureckiego, banków mieszczących się w krajach na Zatoką Perską, Iranu, i szaleństwa migrantów na ulicach Zachodu. Londyn i Konstantynopol znów stają się najważniejsze. I to jest szansa dla nas, tak myślę, bo główny teatr konfrontacji będzie odległy. O ile oczywiście ktoś nie doinwestuje Moskwy.

No nic, taka propozycja do przemyślenia na dzień dzisiejszy.

Przypominam też, że mamy o tym książkę

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/anglikanizm-i-prawoslawie-grecko-slowianskie/

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

  7 komentarzy do “O źródłach ukraińskiej doktryny państwowej”

  1. Zabrakło mi tutaj Chin.  Oś Pekin – Waszyngton decyduje. Rosja jest dzisiaj przydupasem Chin. Ukraina to kultura stepu. Nigdy nic trwałego nie stworzyła. Tam nie ma ciągłości instytucjonalnej. Jedyna ciągłość o jakiej ja słyszałem to ta oligarchiczna. Dawniej byli Potoccy  dzisiaj jest Achmetow. Ich dzisiejsza bezczelność nie jest niczym podbudowana. Nie mają kart w ręku, mówiąc Trumpem (moim zdaniem, mogę się mylić ale tak to widzę).

  2. Dzień dobry. Myślę, że Moskwa już się nie podniesie. Kiedyś postawił na nią Londyn, żeby jej rękami zniszczyć Polskę, która stała jej na drodze, głównie do zarabiania na kanadyjskim zbożu. Dziś Polska nie ma znaczenia, przydać się może tylko do dyscyplinowania Rosji i Niemiec, pomiędzy którymi leży i których apetyty na jej połknięcie stale są podsycane. To się nie stanie, ale jest instrument nacisku. Ukraina jest ważniejsza, bo leży bliżej Azji Środkowej, dokąd zmierzają Chińczycy, jedyny w zasadzie poza Londynem całkowicie niezależny ośrodek polityczny. I równie niebezpieczny. Chiński Pas i Szlak z pewnością zostanie zrealizowany, pytanie dokąd sięgnie. Ukraina będzie czymś w rodzaju blokady tego pomysłu w kierunku zachodnim. Oczywiście cały czas trwają prace nad tym by Ukraińcy – jak niegdyś Polacy – całkowicie nie rozumieli swoich atutów i całkowicie nie umieli zagrać swoimi kartami.

  3. https://naszeblogi.pl/76717-wielkie-zwyciestwo-ktorego-nie-bylo-ksef-nie-sledzi-kowalskiego-ale-obce-wywiady-i-tak-wiedza

    My śpimy.

    A słyszę, że Holandia zablokowała właśnie po raz pierwszy w historii, zakup ich firmy odpowiedzialnej za ichni PESEL czyli totalnie całość danych obywateli. Nabywcą miała być firma z USA.

    Polska jest absolutnie zdumiewającym krajem. Nie tracę nadziei że jednak się uchowamy dzięki tej naszej oryginalności.

  4. Turecka lira nie istnieje, waluta upadła, nikt nie chce finansować tureckiego socjalizmu. Jak Stany zaatakowały Iran to Turcja kupowała ropę/energię za rezerwy dewizowe i złoto.

  5. Jeszcze do wczorajszej dyskusji o wystąpieniu Leona w parlamencie hiszpańskim.

    W Barcelonie odniósł się do nocy Kościoła i co to znaczy w Hiszpanii.

    Bardzo precyzyjne wypowiedzi Leona do czekających na niego wszędzie tłumów.

    https://youtu.be/qgt–Qu-n2w?is=BXFzux5r1ID3ciHf

  6. O tym, że Ukraińcy znacznie poważniej myślą o swoim państwie niż Polacy nie muszę chyba nikogo przekonywać.” Już kilka lat temu przekonywał o tym Józef Orzeł – że Ukraina ma silniejsze elity. Może dlatego, że nie pozwoliła sobie ich zamordować w Katyniu ale po wojnie wysłała do Kanady, a częściowo incognito do Polski. Nie zapominajmy, że Polin ma być zapasową ziemią obiecaną w razie katastrofy projektu Isra-el. A Polin to bynajmnie nie ziemie dzisiejszej PRL. Potrzeba nam mądrej strategii politycznej, wykuwanej w thinktankach, ukrytej przed agentami obcych wpłwywów, nawet jeśli krzyczą o patriotyzmie i nawrócili się na katolicyzm –  i bezwględnej wobec wrogów.

  7. Otoka-Frąckiewicz nazwał ich „bandycki stepowy ludek”.

    Asertywny ludek nie dopuszcza Lachów do policzenia i pochowania ofiar.

    Na ziemiach zamieszkałych przez Polaków od setek lat zniknęło około 1000 polskich miejscowości, a ofiary leża w rowach i studniach.

    Przez trzydzieści lat odbyło się 7 ekshumacji, część dotyczyła żołnierzy. Mówił o tym Szwagrzyk, w tym tygodniu, w Radiu Wnet, przy okazji loaklizacji w Hucie Pieniackiej – dzieło zniszczenia SS Galizien, UPA i chłopskich ochotników. 1000 zabitych.

    Nie wiedziałem tego. Tu nie ma miejsca na dyskusję. Tu jest miejsce na stanowcze żądanie i twarde warunki.

    Stepowy ludek pluje nam w twarz, a wcześniej przyczynił się do anihilacji Rzeczyposplitej, w wielkim stopniu, sprowadzając na te tereny i siebie samych morze krwi i nieszczęść.

    1000 miejscowości, zero ekshumacji i 800+, które miało zasilić polskie rodziny.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.