Gru 292017
 

Wczoraj ktoś tutaj poruszył ciekawą kwestię. Chodziło mianowicie o zachwyty Wojciecha Cejrowskiego nad tak zwaną prywatną inicjatywą w Meksyku, czyli nad całą znajdującą się poza nadzorem państwa patologią, która rzekomo ułatwia ludziom życie, bo mogą wiele rzeczy załatwić pokątnie, a śmieci wywieźć na nielegalne wysypisko. Ja nie bardzo rozumiem, czym się zachwyca Wojciech Cejrowski, syn starego Cejrowskiego, animatora jazzu w Polsce w latach siedemdziesiątych. Przecież on był, jako dziecko, w samym centrum takich prywatnych inicjatyw i dobrze powinien wiedzieć jak to wyglądało. Ja wiem i pamiętam, bo w czasach kiedy ludzie stali całe noce w kolejce po meblościankę, u nas taka meblościanka pojawiła się po prostu pewnego dnia. Ojciec ją przywiózł wynajętym samochodem, kazał rozładować i ustawić. Podobnie było z nowymi tapczanami i innymi nowymi meblami. To nie były jedyne wyczyny jakie tatko miał na swoim koncie, ale o innych pisał nie będę. Wspomnę tylko może jeszcze tę historię, którą opisałem w „Dzieciach peerelu”. Przyszła do nas kuzynka moich sióstr, to istotne, że moich sióstr, a nie moja. Było już dobrze po stanie wojennym. Przyszła i powiedziała w pewnym momencie tak – bo u was zawsze było mięso na obiad, a u nas tylko kartofle i kartofle. My zaś popatrzyliśmy na nią wzrokiem niewidzącym, bo nawet nam nigdy przez głowę nie przeszło, żeby tę biedną dziewczynę poczęstować cukierkiem czekoladowym. Dowiedzieliśmy się wtedy, że w innych domach nie było po prostu okresami jedzenia. My zaś, przyzwyczajeni, że tatko zawsze coś wymyśli, kaprysiliśmy i wydziwialiśmy nad różnymi przysmakami, które dla wielu ludzi z naszej ulicy były w tamtym czasie egzotyką. Oczywiście, tak jak wszyscy nie mieliśmy bananów, coca coli i pomarańczy, ale jedzenia nam nie brakowało. Co trzy miesiące na stół wjeżdżała połówka świniaka, którą ojciec „rozbierał”, a następnie robił z tego mięsa różne przysmaki. Pożeraliśmy to wydziwiając przy tym ponad wszelką miarę i czekaliśmy, aż na stole pojawi się nowa świnia, z której ojciec zrobi nową kiełbasę. W dawnych czasach o naszym tatku krążyły po mieście różne legendy, a w domu bywali wszyscy znaczący lekarze z wojskowego szpitala. I każdy miał do ojca jakąś sprawę. I nie chodziło o kiełbasę czy meble, mogę Was zapewnić. Przy tym wszystkim trzeba jasno powiedzieć, że ojciec był, jako towarzyska czy biznesowa atrakcja, nikim. Ot, magazynier na kolei. Patologia wokół była jednak tak wielka i dolegliwa, że każdy kto potrafił cokolwiek załatwić urastał w oczach innych do wymiarów demiurga. A tatko potrafił wiele i miał wiele dziwnych znajomości. To znaczy sam z siebie, rękami nic nigdy nie zrobił, poza tymi wędlinami. Nie był, jak to się mówi czasem, techniczny, ale jeśli idzie o tak zwane załatwianie spraw, był mistrzem. Kiedy o nim myślę przychodzi mi zawsze do głowy książka zatytułowana „Król szczurów’. Jest ona mocno zafałszowana, a to z tego względu, że człowiek działający na styku piekła i zarządzających nim diabłów, nie może być – jak główny bohater tej powieści – eleganckim gentlemanem, dokonującym z niezwykłą finezją różnych wymian i transakcji. To musi być człowiek bezwzględny i brutalny, często ponad miarę. Taki jak nasz świętej pamięci tatko. Taka bowiem jest logika systemów patologicznych, że dają one szansę tylko ludziom naprawdę zdecydowanym. A i to nie na zawsze, jedynie na te lata kiedy mają oni siłę walczyć i pić wysokoprocentowy alkohol, towarzyszący każdej transakcji, w ilościach dla normalnego człowieka zabójczych.

Ponieważ jako dziecko wysłuchałem, lekceważony przez dorosłych, wielu straszliwych historii, całkiem dziś nie do uwierzenia, mogę, mając to wszystko w pamięci, powiedzieć jedno – nie ma patologii poza kontrolą państwa. Tak się może wydawać całkowicie zdeprawowanemu i zakłamanemu Cejrowskiemu, ale ja to wiem z całą pewnością – nie ma gospodarczych i urzędniczych patologii poza kontrolą państwa. I lepiej to sobie zapamiętać, bo prawda ta może się jeszcze kiedyś przydać. Żeby więc przetrwać w systemie patologicznym trzeba być jego częścią. Nie może być inaczej, a do tego trzeba być tą częścią, która bez mrugnięcia okiem gotowa jest na ponoszenie wszelkiego ryzyka. To się wydaje na pierwszy rzut oka trudne, ale w rzeczywistości trudne nie jest, bo skala ryzyka jest tak naprawdę mniejsza niż to deklarują kodeksy. Jest ona wypadkową strachu i palących potrzeb urzędników, milicji i tajniaków, którzy też są ludźmi, też chcą żyć i też chcą jeść kiełbasę oraz pyszną szynkę z białą obwódką tłuszczu na brzegach. Prócz podstawowych ludzie ci mają także inne potrzeby, a także są częścią tajnego systemu podwieszonych, który działa na nierozpoznanych zasadach. Żeby się w tym systemie poruszać konieczna jest odwaga, a także pewne rozeznanie, no i rzecz jasna tak zwane znajomości. Nigdy nawet nie próbowałem zgadywać kogo zna mój tatko. Do dziś się tym nie interesuję. Wystarczyło mi, że w domu bywał leśniczy z odległego bardzo leśnictwa, lekarz w stopniu pułkownika i dziwni faceci, tacy jak pan „Czterdzieścia”, którzy mówili mało, za to potrafili zrobić bardzo dużo za niewielkie pieniądze. Ludzie w potrzebnie, gotowi świadczyć usługi innym ludziom, na rynku, na którym praca była poszukiwanym towarem.

Wracajmy jednak do patologii. Na nią zawsze jest pozwolenie. To prawda podstawowa, a skoro jest pozwolenie, to znaczy, że ryzyko jest mniejsze niż się wydaje. Żeby je jeszcze zminimalizować trzeba dotrzeć z jakąś ofertą do ludzi, którzy tym ryzykiem zarządzają. To jest rzecz najważniejsza i najtrudniejsza, bo istotą patologi jest mechanizm następujący – człowiek zarządzający ryzykiem nie jest tym człowiekiem, którzy de nomine wydaje rozkazy. To jest ktoś inny. Nie wiadomo dokładnie kto.

Nie wiem jak to było w innych miastach, ale u nas bandytyzm i chuligaństwo utrzymywało się na poziomie straszliwym. Gorzej było chyba tylko w Puławach, ale ja mam wrażenie, ze Puławiacy to samo mówili o nas. Strach było wieczorem iść do miasta, a nawet nie wieczorem, ale ciemnym, zimowym popołudniem. To się później zmieniło, ale skala bandytyzmu i tak była duża. I nikt mi nie wmówi, że ci co stali na rogach ulic i zaczepiali niewinnych puszczając im krew z nosa i krojąc portfele nie mieli na tę swoją działalność pozwolenia. Oczywiście, że mieli, a znam takich, co z tego rogu ulicy poszli potem wprost do różnych resortów i zrobili kariery. Ponieważ pozwolenie na patologię szło z góry i wiązało się nierozerwalnie z dystrybucją dóbr rzadkich, pożądanych przez wszystkich, także przez osoby zarządzające ryzykiem, do tego systemu podłączeni byli także złodzieje pospolici. Nie wiem czy pamiętacie, ale nie można było zostawić roweru pod płotem, bo znikał on w jednej sekundzie. Podobna sytuacja miała miejsce, w znacznie większej niż za komuny skali, na początku tak zwanych przemian demokratycznych. Bandy złodziei w Warszawie kroiły ludziom portfele w biały dzień, w tramwajach i autobusach, a wszyscy udawali, że tego nie widzą. Gazety raz może czy dwa coś o tym wspomniały, a proceder ciągnął się latami. Po mieście jeździła policja, w telewizji mówiono o planie Balcerowicza, a Wałęsa budował drugą Japonię. Na ulicach zaś dochodziło do takich historii. Na studiach miałem koleżankę z Budapesztu. Jeździła do domu pociągiem przez Katowice, to był taki międzynarodowy pociąg. Opowiadała straszne rzeczy o tych podróżach. Nie można było zasnąć i spuścić z oczu bagaży, ludzie zamykali przedziały o środka, na jakieś zatrzaski samoróbki, żeby złodziej nie mogli ich okraść. Załoga pociągu nie interweniowała, bo wiedziała, że i tak nikt tym ludziom nie pomoże. Tak było przez wiele lat. I co? Czy to się Cejrowskiemu podobało? Czy on wyrażał radość z tego powodu, że w latach dziewięćdziesiątych można sobie było na górniaku w Łodzi kupić dowolny dyplom dowolnej uczelni, a prośba o prawo jazdy wywołałaby chyba tylko śmiech oraz pytanie – a jakiego kraju potrzebne ci to prawo jazdy synu? Czy Cejrowski się tym ekscytował i mówił, jakie to fantastyczne, że Polacy tak świetnie radzą sobie poza systemem? Nie. O spieprzył wtedy do USA i nakłamał w telewizji, że bilet kupił po sprzedaniu lodówki. On wtedy zaczął podziwiać te wszystkie zagraniczne patologie, które mu tak imponowały i zaczął promować prawdziwą wolność gospodarczą.

Rzeknę jeszcze słowo w kwestii prawdziwej wolności gospodarczej. Na początku lat dwutysięcznych współpracowałem z tygodnikiem „Kurier PKP”. Nie wiem, czy to jeszcze wychodzi, ale był to periodyk, świadczący o bardzo głębokiej patologii dręczącej koleje. Oczywiście, jak zwykle, chciałem, żeby było w tej gazecie coś ciekawego, no więc szukałem różnych tematów spoza standardowego zakresu zainteresowań czytelników takiej prasy. Dodam tylko jeszcze, że pismo to było rozdawane w pociągach intercity. Trafiłem wtedy na aferę złomiarzy. Pamiętacie na pewno taki moment, kiedy to każdy kawałek drutu miedzianego był na wagę złota. Ludzie kradli co popadło i podejmowali wielkie ryzyko dla takich zdobyczy. Policja w Zielonej Górze opowiedziała mi taką historię – przed ekspresem z Poznania, jakiś poszukujący gotówki człowiek, zapewne zaznajomiony z osobami zarządzającymi ryzykiem, wyciął kilkaset metrów trakcji kolejowej. Tak po prostu. Odizolował i uziemił interesujący go fragment linii wysokiego napięcia, odrąbał na dwóch końcach, zwinął i wywiózł w nieznane. Nie pamiętam czy go schwytano, ale podejrzewam, że nie. Życie pasażerów uratowała przytomność maszynisty. Podobnych historii była masa i trudno dziś uwierzyć w to, że działy się one poza kontrolą organizacji związanych z państwem. Kwestią istotną pozostaje ustalenie co rzeczywiście jest państwem, a co nim nie jest, a także na ile państwo jest silne oraz jakie miejsce w jego strukturze przewidziano dla obywateli, czyli dla tych ludzi, którzy nie mają odwagi kraść trakcji pod wysokim napięciem, a jakie dla funkcjonariuszy państwa – jawnych i tajnych. Tajni to co co kradną trakcje. Co do tego, że państwo realizuje wobec obywateli cele niejawne, nie muszę nikogo przekonywać. U nas jest na tyle jeszcze dobrze, że droga do realizacji celów niejawnych degeneruje się szybciej jeszcze niż oficjalne mechanizmu państwowe. Ludzie zaś zarządzający nimi są najbardziej chyba zdeprawowani. W takiej Szwecji jest na odwrót, bo oni są nauczeni traktować wszystko serio. Mają więc to na co zasłużyli. U nas każdy pomysł na zmianę życia i przyzwyczajeń zostałby okradziony z budżetu, opisany w prasie z fałszywą troską o jego powodzenie i przebieg, a następnie zapomniany. Tak jak wszystkie opisane tu przeze mnie patologie, których już dziś nikt nie chce pamiętać. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy bezpieczni, a Polska to – jak zwykł żartować wojskowy krawiec Pietrzak – najweselszy barak w obozie socjalistycznym. Prawda jest inna. Metody ulegają wysubtelnieniu i zarządzanie obywatelami bojącymi się wyrąbać 300 metrów drutu przed najeżdżającym pociągiem, ulega znacznym zmianom. Nie potrzeba już na przykład mafii pruszkowskich i wołomińskich, żeby utrzymywać dyscyplinę w sektorze prywatnych przedsiębiorstw oferujących wyszynk. Nawet w sutenerstwie sprawy są pewnie subtelniej rozgrywane niż dawniej. Nie oznacza to jednak, że zarządzając emocjami obywateli państwo cofnie się przed zastosowaniem narzędzi z zakresu określanego jako patologia. I możecie być już dziś pewni, że zrobi to dla naszego wspólnego dobra, po to, by żyło się lepiej – wszystkim. Dodam jeszcze tylko, że działania państwa w tym zakresie spotkają się ze zgodnym i całkowitym milczeniem mediów, zwanych dawniej środkami masowego przekazu.

Aha, pewnie Was ciekawi co zrobiłem z tą meblościanką, co ją ojciec kiedyś zwiózł do domu, żeby jakoś wreszcie to wnętrze wyglądało. A nic, uznałem, że mi się już nie przyda i oddałem ją Mirkowi.

Zbliża się koniec roku, a ja muszę opróżnić magazyn. Postanowiłem więc, że zrobimy późną, grudniową promocję i przecenimy stare numery nawigatorów do 10 zł za egzemplarz. Do tego poziomu obniżmy też cenę „Straży przedniej” księdza Mariana Tokarzewskiego. Uwaga, numer 3 nawigatora nie jest już dostępny. Trzeba było się spieszyć.

  124 komentarze do “O normalności i jej braku”

  1. Dawno temu Urban pisał, że łapownictwo jest konieczne, bo bez niego wszystkie dobre posady i interesy byłyby wyłącznie dziedziczne, a konieczny jest dopływ nowej krwi.

  2. Mój tatko nie zajmował dziedzicznej posady, a choć z łapownictwem radził sobie świetnie, nie pomogło mu to wcale. Przyszli lepsi od niego

  3. Wysubtelnienie polega na przeniesieniu zarządzania na płaszczyznę instrumentów finansowych i niejasnych w interpretacji zapisów prawnych. Zrozumienie, umożliwiające operowanie nimi lub obronę przed skutkami używania tych narzędzi przez władzę, jest niedostępne dla większości populacji nie tylko ze względu na niewykupienie licencji. Zwykle skuteczna  obrona jest niemożliwa, np. składki dla systemu emerytalnego i zasady wyliczania świadczeń, bo temat zazwyczaj jest zamilczany, a pojedyncze głosy nic nie znaczą w demokracji. O różnych innych figurach intelektualnych z rynku finansowego nie ma co mówić. Głośna sprawa Amber Gold zakończy się oczywiście uniewinnieniem prezesa spółki od oszustwa, bo każdy widział co podpisuje itd. Przybiją mu pewnie tylko kradzież złota i błędy w zarządzaniu.

    Jeśli chodzi o zapisy prawne, to dobrym przykładem jest niezdefiniowana w sposób jasny „należyta staranność”, a podlegająca rozmaitym interpretacjom o bolesnych finansowo skutkach dla podatników i podsądnych. Pojawiły się ostatnio nawet opinie, że nie należy tego terminu definiować, bo oszuści użyją definicji do obrony przez zarzutem o przekręty. Czy takie tematy podejmują propagandyści jakiejkolwiek opcji politycznej? Nikt nie chce nawet przypomnieć starego hasła prezydenta Regana, które brzmiało chyba tak: najważniejsze są podatki – reszta to pierdoły. Podatki oczywiście w rozumieniu – wszelkie opłaty jakie wnosi biomasa, a przeznaczone na utrzymanie sytemu.

  4. Tak. Człowiek z gminu mógł sobie kupić np prawo jazdy ale już nie dziedziczną posadę.

  5. Ojciec opowiadał jakim panem był zwykły furman, który mógł dowieźć pustaki na budowę albo i nie. Z tym bandytyzmem lat 90 to fakt.  Ginęły rowery, radia z  samochodów. Istniały całe dzielnice patologii. W jednej z nich u nas na wsi, pamiętam, mieszkał milicjant.

  6. …albo słynne fawele brazylijskie. Cejrowski kiedyś był tam z kamerą. I  – trudno w to uwierzyć- pośród tych lichych domków mieszkał wysoki stopniem wojskowy.

  7. nie ma patologii poza kontrolą państwa

    Przypominają się żebracy-weterani na ulicach Berlina.

    Dzisiejsi imigranci w Niemczech, czy Szwecji to też nie przypadek. Korupcja w sporcie takoż, wykrywanie dopingu u niektórych tylko, też. Przemyt itd itp.

  8. wczoraj u Rachonia w tv Kurskiego pan Cejrowski ubolewa nad brakiem poparcia ze strony Polski dla zadymy jaką zrobiło USA woku Jerozolimy. Pierwszy raz od kilku lat wskoczyliśmy jak sądze przypadkowo w buty Niemców. Otóż nasz neutralność w tej sprawie została bardzo serdecznie i dobrze odczytana w Turcji co należy czytać ( w Chinach) ! Oczywiście p. Cejrowski uważa to za błąd…

  9. Nie jest tak prosto. Dziedziczną posadę, to dziadek musiał wywalczyć strzałami w tył głowy, ojciec obronić, a syn rozwinąć w zmiennych okolicznościach przyrody Międzymorza. Jeśli zaniedbano odpowiedniego kształcenia charakterów zstępnych, to np. córka pierwszego prezydenta nowej RP musi się poniewierać po rozmaitych mediach, by  reklamować swoją, jakże interesującą, książkę. O ciężkim losie Michała Komara trudno mówić, łza się w oku kręci.

    Jakoś nie słychać o oszałamiających sukcesach latorośli rozmaitych utrwalaczy. Dzieci Kulczyka muszą już tylko konsumować zgromadzone, o rozwoju wpływów nie ma mowy. Przyroda jest okrutna. Zstępni rozmaitych generałów mogą co najwyżej czerpać korzyści ze zgromadzonych przez dziadka i tatkę nieruchomości. Są też chlubne wyjątki, ale nie jest ich wiele. Panowie Balcerowicz i Święcicki, zięciowie dzielnego enkawudysty z Republiki Hiszpańskiej odziedziczyli nieco wpływów teścia i z sukcesami meblują główki finansującym ich posady. O przepływach finansowych towarzyszących temu zajęciu, sza. Pan Cimoszewicz i jego syn dają radę, i dzielnie stają w potrzebie ale o sensownym rozwoju trudno mówić.

    Widać tylko, że  od pokoleń dobrze umocowani  w silnych centralach mogą skutecznie obronić odziedziczone posady. Tego się nie da kupić w prosty sposób.

  10. PRLowski system zniewalania ludzi przez większe czy mniejsze nieuczciwości – dzięki temu każdego w razie potrzeby można było zastraszyć, zaszantażować, przyłapać na czymś a nawet zamknąć.

  11. „można było”

    a teraz nie?

  12. pokusa była i jest zawsze, wtedy uczciwie niewiele dało się zrobić, było trochę kasy ale nie było towaru dzisiaj nie ma kasy, towaru jest w bród ale za to pojawił się trzeci gracz: kredyt

  13. Dzieci Kulczyka? Dwa pokolenia po Jakubie Fuggerze potęga rodziny była już tylko mgłą. Pan Bóg jest dobry, Pan Bóg jest bardzo dobry….

  14. byłem kiedyś na seminarium dla sprzedawców tzw. Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej w ich siedzibie. Wynajęte całe piętro wysoko, tak wyżej zegara na PKWiN. Na jednej z pogadanek był obecny brylujący wówczas w Mediach „doktor” Richard Mbewe. Regularnie go zapraszano, „analizy” rynku też często upubliczniano, w Polsacie, akcentując kilkukrotnie i wyraźnie, że „analizy” dokonała „WGI !”, poza blokiem reklamowym. Straszny szum robili.

    Notka w wiki o WGI pokazuje patologię „państwa” III ŻP – skradziono ponad 340 mln zł, a po latach procesu, w trakcie którego „państwo” okradło wierzycieli po raz drugi, ostatecznie skazano 2 członków zarządu na śmieszne kary finansowe i zawiasy.

    W czasie seminarium u nich, usłyszałem dwie, kontrowersyjne dla mnie wówczas rzeczy. Pierwsza – że emeryci mało wydają bo „nie mają potrzeb”, choć w powszechnym przekonaniu było wówczas, że emeryci dostają głodowe emerytury. Druga – że afery początku III ŻP to była „alokacja kapitału”, tzn. żaden spontaniczny i przypadkowy proces, a celowa i zamierzona polityka kierowania pieniedzy do osób, które potrafią z nich korzystać.

    Po kilku latach usłyszałem, że WGI padło i zniknął ogromny majątek, a mi przypomniała się ta „alokacja kapitału” – tj. od drobnych ciułaczy skuszonych wysoką stopą zwrotu, do zwykłych grandziarzy, którzy swoją stopę zwrotu widzą w goleniu frajerów.

  15. Dziękuję, bardzo mocna rzecz.

    Baśń socjalistyczna w końcu przeczytana 🙂

  16. Kiedyś słyszałem jakąś dyskusję z Braunem o dzieciach prlowskich, 40 letnich milicjantów, wojskowych, sbków, że piją, że żyją na koszt emerytur rodziców i z zasiłków, zniewoleni przez liczne nałogi i Braun wtedy odpowiedział mniej więcej coś takiego: „no ale sam Pan widzi jak takie zatrute źródło nie wydaje zdrowych owoców, wystarczy tylko poczekać”

  17. Kolega poszuka w necie, jak to pan Mbewe toczył walkę o ochronę dobrego imienia przez pozwy o naruszanie dóbr osobistych. Chyba już nie występuje w TV po tej hucpie?

  18. „…U nas każdy pomysł na zmianę życia i przyzwyczajeń zostałby okradziony z budżetu, opisany w prasie z fałszywą troską o jego powodzenie i przebieg, a następnie zapomniany…” – i Bogu dzięki. Jakub Wędrowycz (bimbrowniko-kłusowniko-awanturnik) dawał sobie rade kiedyś, daje dzisiaj, i, z Bożą pomocą, da sobie radę jutro.

  19. „Zdefraudowano ponad 340 mln złi prokuratura nie ustaliła, gdzie i w jaki sposób zniknęły pieniądze poszkodowanych klientów WGI. Syndyk WGI DM na koncie domu maklerskiego znalazł tylko 200 tys. zł. Żeby postępowanie upadłościowe WGI DM mogło się toczyć, wierzyciele musieli wyłożyć własne pieniądze – w sumie prawie 800 tys. zł zaliczek na prowadzenie postępowania upadłościowego, które jednak po wykorzystaniu tej kwoty przez syndyka WGI DM umorzono z powodu braku środków”
    W sprawie karnej przeciwko zarządowi WGI Consulting sp. z o.o. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli wyrokiem z dnia 29 kwietnia 2015 r. uznał winę oskarżonych za 4 z 5 zarzutów. Łącznie sąd skazał Macieja S. i Łukasza K. na rok i dwa miesiące więzienia w zawieszeniu na 4-letni okres próbny (prokurator wnosił o 2-letni okres próbny, ale zdaniem sądu było to zbyt łagodne). Ponadto S. miałby zapłacić 200 tys. zł grzywny i ponad 50 tys. zł różnych opłat sądowych. Arkadiusz R. został skazany na łączną karę 175 tys. zł grzywny i obowiązek poniesienia ponad 50 tys. zł kosztów oraz opłat sądowych. Sąd Okręgowy w Warszawie w dniu 15 stycznia 2016 r. złagodził wyrok sądu I instancji, utrzymując trzy z czterech przestępstw, za które w kwietniu 2015 r. szefów WGI Consulting skazał sąd pierwszej instancji. Sąd odwoławczy zmniejszył jednocześnie wymiar kary finansowej. Arkadiusz R. otrzymał 125 tys. zł grzywny, a Maciej S. 180 tys. zł.
    Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił dnia 19 maja 2015 r. zakaz opuszczania kraju i zatrzymanie paszportów wobec trzech szefów Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej”
     

    i puff, się po kościach rozeszło, sprawa zapomniana w codziennym zabieganiu, to zorganizowano Amber Gold, z aktorami polskiej sceny potylicznej ciągnącymi samolot włącznie.

  20. Mwebe ma tytuł doktora

    prowadził dobre, trzeźwe wykłady

    kilkanaście lat temu

    kto chciał – rozumiał

  21. WC skończył się na Boso przez świat, poglądy ma jak rasowy neokon, siedzi za Oceanem i poucza Polaczków – dziękuję środkowym palcem takim suflerom.

    Aleć w radiowej Trójce daje radę. Społeczno-polityczne wypowiedzi WC nadają się – nomen omen – do spuszczenia paroma litrami wody.

  22. super… właśnie czeka nas kilka nowych alokacji

  23. „Skombinować, takie układy, załatwić, masz dojście? znasz kogoś kto ma dojście…” słowa klucze lat 70 i 80-tych. Pewnie wcześniejszych też.

  24. witam,

    będzie wznowienie Milewskiego?

  25. W pociągach tak było, byłem świadkiem takich zajść  pociągu relacji Krynica – Kołobrzeg. W wagonie 1 – klasy , bandyci wchodzili do każdego przedziału i kroili co im wpadło w oko. Ja stałem na korytarzu i miałem niezłego pietra. Ale jako biedny student, musiałem mieć wygląd lichy i durnowaty.

  26. uwaga na prowoka „piotr kozaczewski”. Parę felietonów temu odpowiedział na post „Henrietty” o hugenotach atakiem na antyszczepionkowców. Teraz się wygadał, że jego idolem jest menda bez sukcesu kreowana przez najemnika niemiec – piździpiuka – na polskiego spidermana.

  27. Czy może pan się opanować i nie używać wyrazów?

  28. za Wiki: „W skład rady nadzorczej spółki WGI TFI S.A. weszły znane osoby: Dariusz Rosati, Henryka Bochniarz, prof. Witold Orłowski, które w ocenie klientów WGI oraz ekspertów finansowych[5] uwiarygadniały działania spółki WGI DM SA[6]. Zarząd WGI DM S.A. wykorzystywał ten fakt w celach marketingowych, aby przyciągnąć nowych klientów i zatrzymać dotychczasowych, m.in. poprzez stałe podkreślanie współpracy z tymi osobami i publikowanie ich wizerunków w czasopiśmie „Inwestor finansowy” (czasopismo wydawane w celach marketingowych przez WGI Consulting sp. z o.o.) m.in. w postaci fotoreportaży z seminariów i konferencji organizowanych przez WGI z udziałem członków rady nadzorczej WGI TFI S.A.”

    O wysokiej koordynacji działań i profesjonalizmie w zarządzaniu przedsięwzięciem w trakcie i po wydarzeniach świadczy fakt, iż  nie upubliczniono w żaden sposób listy osób, które nie tylko nie straciły ale zyskały na inwestycjach WGI. A są takie i nie jest ich mało. Nawet przecieków nie było, taki był porządek. Ci co zwykle pyskują w mediach na zadane tematy i chodzą w aureoli niezależnych publicystów milczeli z godnością, a plotki przecież znali. Składu wewnętrznych kręgów prawdziwej władzy się nie ujawnia, prawo Coryllusa się kłania.

    Ciekawe czy ujawnią tych, co nie stracili na inwestycjach w Amber Gold? Taki test na wiarygodność spektaklu.

  29. No i te wyroki… nie wiem czy w ogóle ktoś po 89′ roku został w Polsce sprawiedliwie skazany za tego typu przestępstwo. Nic się nie zmieniło po przyjściu PiS do władzy i wydaje się, że nie zmieni.

    Wiem, można się nabijać z amerykańskiej „sprawiedliwości” ale taki Madoff został skazany na 150 lat więzienia po półrocznym (sic!) procesie.

  30. no i „koszty uzyskania przychodu” – wdzięczne pole interpretacji dla urzędników skarbowych

  31. Kogo w tym WGI nie było, salon profesorski z SGH, premierzy i ministrowie, sędziowie i prokuratorzy.

  32. są w tle zupełni inni gracze

  33. beneficjentów się nie ujawnia to podstawowa reguła systemu

  34. …Przyszła do nas kuzynka moich sióstr, to istotne, że moich sióstr, a nie moja. Było już dobrze po stanie wojennym. Przyszła i powiedziała w pewnym momencie tak – bo u was zawsze było mięso na obiad, a u nas tylko kartofle i kartofle. My zaś popatrzyliśmy na nią wzrokiem niewidzącym, bo nawet nam nigdy przez głowę nie przeszło, żeby tę biedną dziewczynę poczęstować cukierkiem czekoladowym. Dowiedzieliśmy się wtedy, że w innych domach nie było po prostu okresami jedzenia. My zaś, przyzwyczajeni, że tatko zawsze coś wymyśli, kaprysiliśmy i wydziwialiśmy nad różnymi przysmakami, które dla wielu ludzi z naszej ulicy były w tamtym czasie egzotyką…

    W kontekście tego fragmentu mam dwa skojarzenia.

    1. Moja mama w drugiej połowie lat pięćdziesiątych uczyła się w liceum z dala od domu. Jak większość młodych ludzi miała bardzo duży apetyt, stołówkowe obiady znaczyły dla niej tyle co dla psa mucha. Tym bardziej że uprawiała sport. Pewnego dnia po szkole i treningu, zaprosiła ją do domu koleżanka. Z dużego garnka nalała sobie pelen talerz apetycznego barszczu ukraińskiego i rozmawiając zjadła.  Nie zaproponowała poczęstunku. Minęło dziesiątki lat, a tamten talerz zupy, głód i przykrość związaną z brakiem gościnności, mama nosi w pamięci.

    I odwrotne skojarzenie.

    2. Jako niejadek we wczesnym dzieciństwie, byłam zachęcana, namawiana, zmuszana do jedzenia.  Okropnosc. Dla mnie i dla mojej kochanej karmicielki. Nie raz nawet za to, że nie chciałam jeść (więcej zjeść, bo przecież jadłam), w końcu zniecierpliwiona mi przylała. Dlatego przez długi czas miałam błędne wrażenie,  że inni jedząc przeżywają takie same katusze.

    Później, już w podstawówce, wracając do domu, sprawdzałam czy aby nie zostało mi w teczce drugie śniadanie, żeby je po drodze wyrzucić, bo by była draka. A mogłam je wcześniej oddać przyjaciółce.  Zmadrzalam dopiero w piątej klasie. Zresztą wtedy sama miałam już większy apetyt i potrafiłam głodnego zrozumieć.  Do jakiego stopnia mnie to ukształtowało i jak dziwnie musiałam się zachowywać,  co gadać, że przyjaciółka z którą naprawdę byłysmy szczere i zżyte, nigdy, aż do momentu kiedy sama to zaproponowałam, nie powiedziała. -” Weź nie cuduj i daj mi swoją kanapkę, chętnie zjem.”

    Szkoda, bo mi do tej pory głupio za moje zachowanie.

  35. ale każdy przewał jest wg tych samych zasad;- OLT express i samolot ciągnięty po lotnisku przez …., premiera filmu Bitwa Warszawska 1920, …; i każdy przewał ma swoją ochronę oraz centrum decyzyjne,..;- to tylko taki ‚biznes’

  36. Dla Cejrowskiego normalnością jest egzotyka, polegająca na możliwości kupienia pieczonego szczura na patyku, upieczonego w piecyku zrobionym z felgi samochodowej, opalanego starymi oponami – za 5 centów.

    Wolny rynek polega na tym, że jak jest wolny rynek i niskie podatki dla small biznesu, to ten pieczony szczur kosztuje tylko 5 centów. Normalność, która odróżnia ją od patologii – to fakt, że szczura nie nabija się na kasę fiskalną, nie dolicza VAT, a piecyk ze starej felgi nie ma certyfikatu HACCP.

    W latach 90 było tak, że np. wokół Dworca Centralnego, w biały dzień kręcili się młodzieńcy, którzy bez żenady sprawdzali, co da się ukraść z samochodów – czy też które samochody warte są wysiłku, by je zabrać w całości. Niedaleko stał hotel Marriott, w którym mieściły się biura, wynajmowane przez gentlemanów, którzy nie byli objęci procesem wtórnej i nieformalnej redystrybucji pojazdów – co najwyżej końcowymi użytkownikami lub nabywcami podzespołów do naprawy, pochodzącymi z tych znikniętych spod dworca.

    Była to epoka, kiedy pewna firma (spory gracz na obecnym rynku) doznała gwałtownego przyspieszenia gospodarczego w oparciu o usługi świadczone firmom państwowym – a otoczona była opieką zawodowego gangstera. Ten gangster bywał na salonach, dostał jeszcze w stanie wojennym tytuł zasłużony dla miasta (…) – system wyeliminował go jednak – niemniej odszedł z honorami, bo ceremonia pogrzebowa była prowadzona przez samego biskupa. Można powiedzieć, że ustosunkowany, podobnie, jak ten od Amber Golda – tyle, że trochę inaczej skończył.

    Czy teraz jest inaczej? I tak i nie. Jest subtelniej – ale to nie znaczy, że nie może być nawet brutalniej.

    Pewien gentleman, dosyć znany, uprawniony mocą władzy nadanej przez państwo do stosowana przemocy – chędożył sobie w najlepsze, być może nawet, jak wynika z doniesień prasowych – z pomocą wiedzy, jaką dysponowało ABW. O tym, że chędożył wiem, bo mojego klienta też próbował. Był tak mocny – że jak Gazeta Wyborcza wytknęła mu kilka lat temu łamanie prawa – to poszczuł ją prawnikiem. Był używany np. do dyscyplinowania takich tuzów, jak aktor Karolak.

    Pewnego dnia stał się cud – sąd uznał, dwukrotnie, że to ja mam rację – a nie funkcjonariusz, który zapewniał bezkarność – sprawa stała się tak pilna, że rzeczony gentleman trafił do aresztu i raczej prędko z niego nie wyjdzie, a ja musiałem zeznawać w Niedzielę.

    Tu pewnie wszyscy są ciekawi, czy to może prawo zadziałało – czy też dobra zmiana. Trochę tak, ale – główną przyczyną odwrócenia wektora był fakt, że ów gentleman przekroczył granicę, której nie powinien – wszedł w prerogatywy państwa i zaczął grzebać, ujmując metaforycznie w biurku Anny Streżyńskiej. Jakiś czas to trwało, prasa pisała: oj tam, oj tam, zaraz grzebać – ale i zwykli obywatele zaczęli pisać, że w ich biurkach też grzebie, chociaż oni go nie znają i nie maja nic wspólnego. Ktoś ważny uznał, iż de facto w jego biurku też grzebie – a na to pozwolenia nie miał.

    Morał z tego taki – że cierpliwość bywa nagrodzona, wzorców nie należy szukać w dziwnych opowieściach o zamorskich krajach, robić swoje, korzystać ze sprzyjających okoliczności – być odważnym – i nie bać się opowiedzieć po stronie tych, co dzierżą osobiście miecz, którego mogą użyć w dobrym celu – o ile uznają, że ich sprawy są zagrożone.

  37. Zajrzałem do wiki i wśród założycieli WGI pojawiają się: Maciej Soporek, Emil Drożdża, Łukasz Kaczor i Arkadiusz Rybak. Mam hopla na punkcie nazwisk i pojedyncze nazwisko nie budzi moich skojarzeń, bo ludziska różne dziwne nazwiska noszą, ale jeśli słyszę, że w jakiejś „wrażliwej” grupie zawodowej (tu generałowie LWP) jej prominentni członkowie noszą nazwiska: Oliwa, Żyto, Baryła, Koper, Marchewka, Kufel i Buła (dzięki sigma) to one same moją wesołość pomieszaną z przeczuciem złowieszczym budzą i w uchu zestaw ten długo mi dzwoni.

    Marchewka i Koper to niezła oliwa, bo wypili baryłę żyta, zagryźli bułą i popili kuflem piwa. Widać, że do zestawu brakowałoby jeszcze generała Piwo. Ale za to pojawił się generał Głąb, który zakazuje żołnierzom oglądać TVP Info.

  38. Cejrowski służy do wyjaśniania gawiedzi planów suwerena.

  39. A według mnie Cejrowski daje nam szaraczkom taką „otuchę” – jak już państwo zrobi z was dziadów w fawelach to sobie będziecie mogli bezkarnie pędzić bimber – a on smakuje lepiej niż wódka akcyzówka.

  40. Panie Tadman, jak Pan jesteś ten cały Lisiewicz z „Gazety Polskiej” Sakiewicza, to pozdrów Pan brata ode mnie. http://niezalezna.pl/67294-kufel-demaskuje-komorowskiego

  41. „…będziecie mogli bezkarnie pędzić bimber – a on smakuje lepiej niż wódka akcyzówka….” – bo smakuje lepiej, :-), i łeb po nim nie boli.

  42. Cejrowski jest propagatorem tzw. kłamstwa korwinowskiego – legendy o tym, że gdzie indziej jest fajnie, bo tam sa mądrzy ludzie i wiedzą, co dobre – a u nas biedactwa nie wiedzą, bo nie rozumieją, co służy pomyślności.

    Po pierwsze stopień bezpieczeństwa tzw. ulicznego jest nieporównanie wyższy w Polsce niż w osławionych krajach Ameryki – tej czy innej.

    Po drugie – że jeżeli przykładowo na Wyspach Marshalla, będących pod jurysdykcją USA rejestr spółek umożliwia ukrycie wspólników i zarządu – i jest de facto firmą prywatną, zarządzaną przez firmę z Londynu – to nie wynika z mądrości marszalczyków – tylko z decyzji wielkich, że tak ma być, bo są sprawy, których ujawniać nie należy. Nie wynika to z tego, że marszalski rząd kocha szewców, restauratorów i drobnych rzemieślników.

  43. lepiej domową

    śliwowicę

  44. do k*rwina zniechęcają sami k*rwinowcy (np. latający czasami i tu leaf z liczbami), głoszący, że wszystko przez to, że ludzie nie głosują na antysocjalistów. Jeśli wierzą, że wszystko zależy od „pójścia na wybory”, to tym gorzej świadczy o nich.

  45. w metrze podszedł do mnie

    Murzyn z brzytwą

    daj dolara

    dałam

  46. Aż tak zabolało?

  47. Można i sliwowicę – co tam w ogródku obrodziło. Dobre węgierki, nie pryskane, owocują co 2 lata …

  48. Przy współczesnych technologiach przestępczość niewykrywalna praktycznie nie ma już niemal możliwości zaistnieć. Jeżeli istnieje, to tylko dlatego, że ktoś ”zarządzający ryzykiem” zdecydował, że ma istnieć.

  49. No właśnie – a Cejrowski przekonuje nas, że ta brzytwa to stąd, że tam wszyscy są konserwatywni – i stąd takie tradycyjne narzędzie do golenia. I są przyjacielscy – a ten pan grzecznie poprosił o drobny datek za przedstawienie.

    Swego czasu zrobiłem kwerendę po tych pięknych miejscach, gdzie podobno jest lepiej – pod kątem – religii, bezpieczeństwa, języka, możliwości zarabiania, obowiązującego prawa – i uważam, że tak różowo to nie ma nigdzie – a są takie miejsca, że bez kałasznikowa i układu z miejscowymi gangami lepiej się nie pokazywać.

  50. Zalinkowana informacja jest w temacie tzw. bezpieczeństwa ulicznego w Polsce. Swoją drogą nikt w tej całej prokuraturze i milicji od 25 grudnia 2017 r. nie wpadł na to, aby wystąpić do operatorów sieci komórkowej o odtworzenie miejsc logowania się telefonów tych dziewczyn??? http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22837033,w-swieta-pojechaly-z-kolegami-na-pizze-i-juz-nie-wrocily-policja.html#BoxNewsImg&a=167&c=96

  51. Obawiam się że „maluczcy” tylko bardzo rzadko mają cokolwiek do powiedzenia. Zazwyczaj mog a tylko „jechać z prądem” jak na wielopasmowej autostradzie. Tylko czasami, o ile w ogóle, poawia sie tzw „realny wybór”, czyli wtedy, gdy władza lezy na ulicy a ważne sprawy załatwia sie za pomocą rozlewu krwi. No, ale taka sytuacja nie trwa długo, pojawiaja sie „duże misie” i wynajei przez nich, świeccy i duchowni, „inzynierowie dusz”. I jest pozamiatane.

  52. był naćpany

    dobrze że miałam dolara

  53. Swoją drogą nikt w tej całej prokuraturze i milicji od 25 grudnia 2017 r. nie wpadł na to, aby wystąpić do operatorów sieci komórkowej o odtworzenie miejsc logowania się telefonów tych dziewczyn

    Z tekstu to nie wynika. Poza tym, że Policja oficjalnie szuka nie wynika nic. Możemy jedynie modlić się, by się odnalazły żywe. Piszę o relacji w stosunku do wspaniałych krajów – a nie o tym, że w Polsce nie ma w ogóle przestępstw.

    http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/zaginieni/50885,Zaginieni.html

  54. Policja działa profesjonalnie tylko w wypadku silnego nacisku z góry lub z mediów. Plus wyjątkowe przestępstwa jak morderstwo lub porwanie, szczególnie porwanie dziecka.

    Tak jest praktycznie na całym świecie, przeciętny obywatel może sobie pomarzyć o pomocy. Miałem do czynienia z naszą policją w sprawach takich jak pobicie i kradzież. Oczywiście umorzenie w najkrótszym możliwym terminie, wątpię czy cokolwiek oprócz wypełnienia stosownych druków i spisania zeznań zrobili. I tak zajęło im to wiele godzin, więc na pewno uważali, że swoją pracę za którą im płacą wykonali sumiennie. 🙂
    Odpowiedz

  55. a

    stacja metra przy Federal Plaza

  56. Zazwyczaj mogą tylko „jechać z prądem” jak na wielopasmowej autostradzie.

    Owszem – ale jak się wie, kto z tym prądem jedzie i jak, to można poprosić o podwiezienie.

  57. czy wydał by mi resztę

    gdybym miała banknot 5$ ?

    z tej grzeczności?

  58. Na miejsce wielu funkcjonariuszy (tych wyżej, bo nie szeregowych) czeka kolejka – a metodą zmiany na stanowisku jest postępowanie dyscyplinarne – to nie szeregowy obywatel usuwa gnuśnych – a koledzy.

  59. na wielopasmowej autostradzie

    na przykład

    w weekend

    stoi się w korku – gigancie

    nad nim latają

    policyjne helikoptery

    nie podwiozą

  60. Nie, mógłby ukarać za rozrzutność. Albo za to, że tylko tyle. Logika takich typów jest pokrętna.

  61. a gdybym od razu poprosiła o resztę?

    w rzeczywistości

    wytrząsnęłam z obu kieszeni jakieś drobne na jego oczach

    było około dolara 🙂

  62. „…

    Policja działa profesjonalnie tylko w wypadku silnego nacisku z góry lub z mediów. Plus wyjątkowe przestępstwa jak morderstwo lub porwanie, szczególnie porwanie dziecka.

    Tak jest praktycznie na całym świecie, przeciętny obywatel może sobie pomarzyć o pomocy….” – a od czego jest mafia? Parę lat temu eden facet załozył we Wrocłaiu warsztat samochodowy. Zadłuży sie, wyremontoł stary budynek, kupił wyposażenie i UBEZPIECZYŁ się, m.in. od pożaru i od kradzieży. Parę dni po zawarciu umow ubezbieczenia zajechało do majstra duże bmw z kilkoma łysolami w czarnych dresach, wypytali o warunki ubezpieczenia i zasugerowali, żeby le ubezpieczył sie u nich (nie wiem, czy w całości czy w części). Gość, przerażony, zapłacił. Zostawili mu numer telefonu. Jakis czas potem miał włamanie: zgineły jkieś narzędzia i, bodajżę, jakiś sprzęt diagnostyczny. W każdym razie – duża strata. Facet zadzwonił do ubezpieczalni, cos tam zaczęli ściemniać. No to zadzwonił do łysoli. Po paru dniach przyjechali. Pokazali narzedzia, spytali, czy to te skradzione. Potem otworzyli bagaznik, w którym był sprawca. Spytali , czy poszkodowany sam go skatuje. Bo, nawet gdyby nie, to i tak dostanie „wp*dol od firmy, któren sie nalezy w ramach odszkodowania”.

  63. szkoda że to była alokacja dla własnych potrzeb ale jednak ukradzionego kapitału. Natomiast to profesorskie frajerstwo co tam w radzie nadzorczej zasiadało, ci to mieli przekonanie o własnej wielkości na prawie  „czikago  boys”‚

  64. Takie przewały to jest sedno polskiego życia gospodarczego. On onemu. Nie ma przypadkowych nazwisk i firm.

  65. OT – Myślę, że powinno Panią zainteresować do obejrzenia: http://www.proroctwo.com.pl/, może nie tylko Panią.

  66. WC tylko udaje, że są jakieś miejsca, gdzie nie sięga władza (a jeśli jest głupi to w to wierzy). Tam gdzie oficjalnie nie sięga władza państwowa – władza ta jest sprawowana przez miejscowe gangi – które mają „umowę” z władzą oficjalną – tak jak to napisał Autor.

  67. WC (co za inicjały), który się żegna krzyżem świętym zanim powie dzień dobry, zrobił/miał program o wspaniałości islamu, bo się trza (jego język) modlić i myć 5 razy dziennie, bo jeść i nie pić itd. Jednym słowem miód malina życia bez grzechu i w głębokiej wiarze oraz zgodzie z naturą. O innych atrakcjach islamu nie mówił.

  68. https://youtu.be/psBSWQ13CMA?t=42

    Warto posłuchać od tego momentu wyżej – on to mówi o kraju, w którym nie tak dawno wieszano katolików na słupach telegraficznych. I do tego passusy, jak to koncerny muszą się dostosowywać do lokalnych warunków, nie to co w Polsce.

    Albo to:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_narkotykowe_w_Meksyku

    Meksykańskie kartele narkotykowe powstały w latach 80. XX wieku. Za ich założyciela uznaje się Miguela Ángela Félixa Gallardo, byłego funkcjonariusza meksykańskiej policji federalnej.

  69. Np.można było wybudować dom bez kredytu…fakt budowało się 10 lat ale można…teraz buduje się 30lat…spłacanie kredytu.

  70. Jednym z szefów WGI był niejaki Orłowski,oficjalny doradca ekonomiczny Kwacha,

  71. czy lubisz mafię?

  72. „Jeśli chodzi o zapisy prawne, to dobrym przykładem jest niezdefiniowana w sposób jasny „należyta staranność”,…”

    Równie ciekawym jest słowo „może” w ustawie, które , nawet po spełnieniu warunków ustawodawcy, dla zwykłego zjadacza chleba, nadal jest słowem : może …

  73. czy w jakimś innym języku niż polski istnieje słowo „załatwić”?

  74. opieratywnyj czieławiek 🙂

  75. Kiedyś, będąc w Playa del Carmen (cudo w Yucatan, Mex), byłem na niedzielnej, wieczornej Mszy Św. Datki zbierał niski, drobny meksykanin o urodzie mayów, ubrany odświętnie w nowe jeansy i t-shirt z radosnym, kolorowym nadrukiem: Maybe I’m shy, but I have a big dick.

    Viva Mexico! Pomyślałem sobie.

  76. to są funktory adekwatne do logiki rozmytej; może ale nie musi bo jest niezawisły, itd., skutkiem jest podmienianie pojęć. artykulacji, znaczeń, etc [ byle kasa dla swoich i ‚sprawiedliwość’ była po właściwej stronie];- np. prosty czyn kryminalny [fałszowanie dokumentów] wobec aparatu kwalifikowany jest jako niedopełnienie obowiązków, – kluczem jest też przyznawanie racji jednej stronie wbrew dokumentom urzędowym – to jest właśnie niezawisłość sędziowska funkcjonująca wg rozpoznawalnych modeli

  77. zwykli zjadacze chleba po kontakcie z wymspr w RP wymagają reedukacji, przede wszystkim co do znaczeń pojęć podstawowych

  78. portal sz.n. robi teraz za użytecznego dla styropianowej princessy, poczuła misję (prywata pewnie) i szczuje gdzie się da…

  79. Tak stoi w Biblii. Ze nie moze dobrych owocow wydawac drzewo zle.

  80. Ja zawsze mowilem i mowie ze Bog pokaral ich nazwiskami. Byl tam jeszcze wsrod politrukow – oficjeli niejaki pulkownik Antoni Ratafia.

    No i z mlodszego komsomolskiego pokolenia jeszcze Jerzy Jaskiernia ktorego nazwisko uparcie mi sie kojarzy z latarnia.

  81. WC niech sp.dala z poparciem dla żydowskich uroszczeń majątkowych…

  82. Wszak o Cristeros oglądaliśmy film i czytaliśmy. WC katol i pateryjot, ale mieszkanko w Meksyku, firma w Ekwador, rancho w Teksasie. W PL sprzedaje książki, bombille i standupy.

  83. „Po pierwsze stopień bezpieczeństwa tzw. ulicznego jest nieporównanie wyższy w Polsce niż w osławionych krajach Ameryki – tej czy innej.”

    To fakt. Jechalem ladnych pare lat temu gdy mieszkalem w Chicago z kumplem w srodmiesciu wczesnym marcowym wieczorem, a tu nagle strzelanina na ulicy. Takie lepki po 16-17 lat, Meksykanie glownie i Portorykanczycy. A przerazeni ludzie kucali za samochodami.

    Chicago jest straszne pod kazdym wzgledem, w Detroit jeszcze gorzej.

    Ponoc w Sacramento, w srodkowej Kalifornii Murzyni nacpani strzelaja sie w bialy dzien.

  84. W raju robotników i chłopów niektórzy zostawiali drzwi otwarte, by złodziej ich nie wyważył, gdy dokonywał próby włamania. Wiedzieli, że to jedynie słuszna władza deleguje w teren element socjalnie bliski.

  85. Swoją drogą ten temat stanowi świetny papierek lakmusowy. Jak ktoś się boi, a nie popiera uroszczen, siedzi cicho.

  86. Jest ona wypadkową strachu i palących potrzeb urzędników, milicji i tajniaków…

    Butlegierzy, policja i wyżsi urzędnicy

  87. Alez wpis, Panie Gabrielu… no  CYMES  !!!

    Moj tata tez pracowal na kolei, ale nie byl magazynierem… stad pewnie nie mial tylu mozliwosci zalatwienia czegokolwiek, nie mial tez znajomosci… moze to i dobrze, ze ich nie mial… ale kolezanki z klasy mama byla kierowniczka w miesnym – lata 70/80… mowie Panu ona to dopiero byla „figura” w naszym lokalnym srodowisku… ona to dopiero miala „chody”… ona dzisiaj juz nie zyje, ale jej corcia – a moja kolezanka – nosi zadarty leb do dzisiaj, choc „kariery” oszalamiajacej nie zrobila.

    Wpis – jak zawsze –  fantastyczny  !!!…

    … jak to nasze Mniszysko mowi – wyryc w marmurze i zapamietac… do smierci  !!!

    Jutro przeczytam go jeszcze raz.

  88. Znajac poczynania DZ  i  tej  sprzedajnej presstytucji – pewnie sprawa AG tak sie zakonczy…

    … a Suski  Marek… ten cymbal – co go kiedys Wasserman osmieszyla – juz nawet zostal awansowany  w poblize  juniora MM…  BANDA  zwyklych baranow  ukladajaca sie z takimi samymi baranami w Paryzu… jak chocby Jupiter, wystrugany z kartofla, czy te zdegenerowane knury z brukseli  !!!

    To jest wlasnie  PATOLOGIA… ale to banda  biurasow, szumnie zwana SYSTEMEM  z premedytacja  wprowadza te patologie… bo w „metnej wodzie” lepiej sie ludzi okrada  !!!

  89. Mozna sobie pouzywac na tzw. system, na ich głupotę, buractwo, że barany-z-baranami etc. etc. – ale, niewątpliwie: są skuteczni. A inni, onegdajsi, co to i z wartosciami mieli po drodze, i do zbawienia ponoć prowadzili swoich chłopków – przegrali, slad po nich – mizerny, sympatie – niszowe, tęsknota za nimi – takaż. Jakieś wnioski? Wysocki Wołodia śpiewał coś takiego mniej wiecej, że prawda może i kiedyś zatriumfuje, jeśli od blagi nauczy sie reguł złej gry.

  90. Tak…

    … z  TYM  sie trzeba urodzic  !!!

  91. Tak…

    … a dzis priorytety to –  lotnisko kolo Baranowa  i  budowa centrum strategicznego – jak zapodal wystrugany z kartofla junior Morawiecki  !!!

  92. No i Szczecin dla Niemców.

  93. Dzisiaj tez doradza…

    … ten cymbal i pasozyt… i to PAD’owi  !!!

  94. Jeszcze parę lat temu WC reklamował jakim to rajem turystycznym jest Amazonia i okolice. Nie wiem czy on to robił wespół zespół z żoną – nieżoną Pawlikowską, czy osobno ale na fali tego trendu pojechało tam małżeństwo kajakarzy z Gdańska, których na Amazonce zastrzelono. Sprawa była dość głośna.  Małżeństwo było doświadczone w dalekiej turystyce kajakarskiej, bo spłynęli sporo rzek świata. Później Pawlikowska w prasie pouczała, że popełnili błąd, bo trzeba wynająć indiańskiego „przewodnika” itp. Kolejny znany kajakarz z Polski A.Doba co to przepłynął Atlantyk kajakiem, już sam nie wiem ile razy w tę i  z powrotem, najgroźniejszą przygodę przeżył jak dobił do amazońskiego raju. Powitali go przesympatyczni indiańscy tubylcy z kałachami w łapach i ograbili zmęczonego bidoka z konserw.

  95. żebracy – weterani na ulicach Berlina? w jakich latach ?

  96. „Vitamin-B” w Niemczech a B to Beziehungen co znaczy układy, stosunki etc. 

  97. Tak ,,na marginesie”.

    Pan Grzegorz Braun świetnie zareklamował książkę ,,Kredyt i wojna”;
    https://www.youtube.com/watch?v=n14YZi-1IRw

  98.  … jak chocby Jupiter, wystrugany z kartofla …

    no tutaj to Pani nieco przeholowała. Owszem powiada się, że osobliwa ta kariera polityczna byłego asystenta filozofa Paula Ricoeur! Asystenta? Przeciera oczy inteligencja paryska. Toż on tylko uczestniczył przy opracowaniu jednego dzieła szacownego mędrca. Jaki z niego filozof u władzy, cała akcja z podczepianiem Emmanuela do filozofa to jakaś ‚obsceniczna mise en scène’ jak się wypowiedziała osoba znająca układy i zależności w tamte czasy. 
    Ale takie piękne imię Emmanuel albo co ważniejsze data urodzin: 21.12.1968 W tych cyfrach zawarty jest dech wieczności 336. Inni kandydaci być może i większymi walorami intelektualnymi dysponują ale EM czując dech wieczności ‚336’ stworzył ruch ogólnokrajowy REM! I za to jest kochany przez elity właściwe i nawet nagrodą ‚Karola Wielkiego’ za rok 2018 odznaczony został. No gdyby nie te sporadyczne zaniżenie formy i maczanie dziubka w szklance to można byłoby powiedziać idealny a tak to jednak coś nie tak… Na arenie jeszcze się nie pojawił lepszy, więc występ trwa…

  99. W Święta dostałem się w zasięg działającego odbiornika TVP. Zwróciło moją uwagę, że obecna telewizja grzeje pewne tematy do mdłości. Oczywiście nachalnie reklamowano sylwestra w Zakopanem, dzieło obecnego prezesa TVP. Natomiast zdumiało mnie ustawiczne powtarzanie, że polska złotówka to obok czeskiej korony najstabilniejsza waluta świata. Czyli odesłano Beatę Szydło do kąta i to spowodowało, że dosłownie z dnia na dzień złotówka porosła nam w siłę i ten fakt należy łączyć wyłącznie z NUMem, który stał się NUPem. Tego zabiegu oszczędzono Beacie Szydło, która przez ostatnie dwa lata kierowała rządem. Cóż, siostry Wanke nadal zajmują się pijarem swojego krajana.

  100. Dzieki! Dobrze posluchac. Zwlaszcza jak dopiekl polskim „patriotom, wolnosciowcom”, zyjacym w zludzeniach.

  101. Dokładnie robi to od 1:04′ (to dla tych, którym nie chce się słuchać całości, bo się G. Braun mocno powtarza)

  102. Gospodarz wydaje się pozbawiony złudzeń, wszędzie węszy państwowy podstęp. Dobrze

    Mnie w kółko dziadek opowiada, że kiedy był na służbie na Kaszubach to zachwycały go wyższe standardy tam panujące w porównaniu z resztą Polski. Wspomniane tutaj notoryczne kradzieże rowerów nie miały tam miejsca, rower potrafił zgnić oparty o płot.

    Widzę tutaj desperacki krzyk o jakieś organizacje katolickie organizujące życie społeczne i gospodarcze, zamiast tych propagowanych przez Cejrowskiego patologii. Wydaje mnie się mogło mieć to miejsce w stopniu zadowalającym, ale w czasach, które możliwe nigdy już nie wrócą!

    Autor wydaje się próbuje wcisnąć się ze swoją ofertą gdzieś pomiędzy patologię (nielegal, półświatek, szara strefa) a państwowców socjalistów i ich rozwiązania. Dokonanie wydaje się dla mnie trudne jeśli w ogóle wykonalne w tym stuleciu i w tym położeniu geograficznym.

    Problem społeczeństw katolickich dopada inne społeczeństwa również, a polega to na prostych zmianach pokoleniowych gdzie percepcja i priorytety zmieniają się, wartości dewaluują, przewartościowują. Niezrozumienie jeden drugiego. To na co patrzymy to jest tylko wypadkowa. Obecnie tych wypadkowych jest wiele za sprawą faryzejskiej wizji świata, świata materialnego chaosu gdzie jest wiele prawd i wiele wypadkowych a niewiele z nich wskazuje na nowotestamentowego Boga, każdy woli starotestamentowego bożka chroniącego kolejny już naród wybrany.

    Dziad buduje, syn konsoliduje, wnuk gubi i zaprzepaszcza. Czasami można ten proces spowolnić o jedno pokolenie.

    Co na ten temat mówią nauki Kościoła? Wszyscy mają być kochani, także syn marnotrawny. A może ludzie źle pojmują i myślą, że każdy ojciec musi być miłosierny jak sam Bóg?

    Wydaje mnie się naiwność w pojmowaniu jest wielka a im głupszy tym bardziej naiwny i upraszcza swoje pojęcie świata. Już lepiej jakby go nie miał wcale i żył jak XVI-wieczny chłop.

    Istnienie Michalkiewicza zależy od jego regularnych wystąpień, ale jestem przekonany, że ten człowiek w myślach puka się w głowę, kiedy po swoim bogatym wykładzie nadal słyszy mało bystre wypowiedzi i pytania z widowni.

    Po dzień dzisiejszy to Polacy kradną samochody w Niemczech a nie Niemcy w Polsce. Zależność podobna jak USA i Meksyku, którego południe lubi Cejrowski a mieszka w Arizonie. Rzeczywiście Polacy są jak Meksykanie, w Stanach też są pojmowani jako ci do najtańszych prac i zagospodarowywania amerykańskiego półświatka.

    Tak jak już w wieku 17 lat powtarzałem bardzo świętobliwej katechetce, że Kościół jest w potrzasku. Po latach dowiedziałem się, że zanim padła na kolana za młodu puszczała się. W między czasie doszedłem do wniosku, że człowiek to stworzenie empiryczne i każdy chce sobie poszaleć, chce życia doświadczać na tyle na ile może.

    Kto nie poszaleje za młodu ten na pewno będzie szukał wrażeń i atrakcji na starość – wydaje mnie się z gorszym skutkiem. Tak samo jest z kobietami i ich podnietami. Oczywiście są wyjątki, ale lepsza wydaje się kobieta, która poszalała sobie za młodu a następnie wychodzi na prostą niż jakieś wiecznie bogobojne cichodajki. Z tym „szaleniem” związane jest oczywiście ryzyko, bo skutki tego mogą być różne i tylko część kobiet wychodzi z tego ogromną ręką. W każdym razie od tego zależy ich przyszłe pojęcie na temat związków i mężczyzn w ogóle.

    Cejrowski akcentuje wartość wolnej woli w wierze katolickiej a nie jakieś tam patologie.

    Natomiast Gospodarz próbuje sprzedać katolickie podejście do gospodarki tzn. kapitalizm z moralnością, coś co już dawno przykryte jest grubą warstwą kurzu, coś o czym też namiętnie opowiada, bajeruje Karoń.

    Zgadzam się z Cejrowskim odnośnie fascynacji światem latynoskim. Tamtejsze patologie nawet jeśli ustanowione przez państwo dla dobra państwa, ale tam nie ma socjalu, podobnie jak w Azji, kto nie pracuje albo nie ryzykuje ten nie je.

    Widzę, że Gospodarz szuka złotego środka dla współczesnego Europejczyka i próbuje wcisnąć się pomiędzy patologię a socjalistów. Życzę powodzenia.

    W sumie gratuluję Gospodarzowi postawy tzn. żołnierskiego „Innym dodawaj odwagi, a lęk pozostaw dla siebie”.

    Wielu ma i ich życie jest w pewien sposób zbudowane wokół tych lęków. W każdym razie jest to wariant życia bardziej ambitnego od tego pozbawionego lęków, stresu, takiego pustego, konformistycznego.

    Mnie tylko martwi, że Gospodarz śmie używać takich określeń w kierunku człowieka, który co jak co, ale jest inteligentnym i wybitnym Polakiem, którego można jeszcze zobaczyć w mainstreamie, nawet jeśli miałby tylko robić za takiego klauna, stand-upowca. Oczywiście nie oszukujmy się, że Cejrowski nie waży i nie kalkuluje z dokładnością ojca – menadżera artystów.

    Oby nie okazało się, że Gospodarz robi to, tylko po to aby uzdatniać wypadkową, którą sam tworzy i pielęgnuje. Tylko po to, aby na tym blogu regularnie padały jakieś kluczowe nazwiska, które następnie mają przechwycić roboty mainstreamowych wyszukiwarek.

  103. a nieprawda:) bo w 1:o4:o6, scislej mowiac

    link:

    https://youtu.be/n14YZi-1IRw?t=3846

  104. Tobie wydaje się niezwykle wprost  dużo

  105. tyle że musiano mu przypomnieć tytuł…

  106. … i co dalej?.. ukamienować, ukrzyżować?..  czy puścić wolno??! A może wymienić na Barabasza? A może zapytać kogoś z Sanhedrynu, np. Jonny Daniels’a?

  107. skazać na wspólną celę z „Obserwatorem”

  108. to jak… ,,Skazani na Shawshank” 🙂

  109. policz, ile razy użyłeś zwrotu „wydaje mi się”.

    może przeżegnaj się znakiem krzyża, to  pomaga na zwidy.

  110. Oj dluuugo bedzie musial  Hollande i reszta tych czerwonych wykolejencow strugac kolejnego  pajaca…

    … przeholowalam czy nie przecholowalam… ale srodkiem prawdy, mily Panie Saturnie  – dla mnie EM od samego poczatku „strugania” przez Hollande to wieeelkie  polityczne  ZERO…   DNO  i 2 metry  mulu  !!!

  111. @Rozalia

    A wystarczy TYLKO wychować dzieci w przekonaniu, że jedzenie jest „święte” (zwłaszcza chleb) i nie wolno go wyrzucać. Dać zwierzętom lub wylozyc na murku -to „ktos” przyjdzie i moze zjeść….

    Ja tak bylam wychowana

  112. @Radek
    Kiedys, dawno temu, na samym początku wydawania „W sieci” (a może „Do rzeczy”?) przeczytałam (tam wtedy byly takie kryminalno -detektywistyczne kawałki) o śledztwie w sprawie napadu na kantor w Ursusie i zabojstwie właściciela wraz z matką. Bylo to wczesnym popołudniem, w tłumie powracających do domu , w centrum miasta.  Śledztwo przez przeszlo rok stało w martwym punkcie. Aż wreszcie „przyjechała zupełnie nowa ekipa” i zaczęło sie cos dziać (bylo dla mnie oczywiste, że zamordowany miał jerozolimskie pochodzenie, a ekipa to Mosad, -tylko jak sie to ma do eksterytorialności?)
    Otóz zaczęli sprawdzać wszystkie logowania się do sieci komórkowych-nie na darmo kraj pokryty jest siatką -na podobienstwo kartograficznej – gdzie każdy przechodzeń mając komorkę w kieszeni loguje się do systemu i WSZYSTKO TO JEST ZAPISYWANE! Praca była gigantyczna „ale dali radę”. Wytypowali grupę kręcącą sie w poblizu kantoru, zaczęli sprawdzać ich przeszlość -byli notowani. No i juz ich mieli! Z wyjątkiem szefa: „mózgu” akcji, ktory wymyślil to wszystko, ale sam nie bral udziału . ZAKAZAŁ IM UŻYWANIA KOMÓREK -ale wystarczylo że je mieli. W momencie publikowania artykulu pozostawal nadal nieuchwytny.
    Dlaczego o tym piszę? W jakis czas póżniej miałam poważne włamanie na działce. Miałam podejrzenia (ale tylko podejrzenia ) kto to zrobil, a prowadzący dochodzenie policjant naprawdę sie starał i był pełen dobrej woli. Opowiedziałam więc mu tę historię i prosiłam, aby wystąpił do operatora o spis logowań do sieci w moim pobliżu. BARDZO MU SIE TO SPODOBALO, ale zgody NIE uzyskal. Śledztwo umorzono.
    …a wkrótce tygodnik ten zaprzestał opisywania „kawałków detektywistycznych”
    A ja przestałam ich kupować.

  113. Szanowna Pani Paris ciągle intersuje się mułem, który pokrywa obszar Europy, który na mapie politycznej jeszcze określany jest krótko: Francja. Według mojego wyczucia tu nawarstwiło się 6 metrów mułu. Tradycja tutaj odrobinę dłuższa a i działaność grupy uderzeniowej spod znaku ‚9 plus 6 czytelniejsza również dla francuzkich obserwatorów i uczestników sceny politycznej.

    Niebacznie postarzałem EM o 9 lat. On rocznik 1977. Właśniej z obiecującego „39-letniego uzdrowiciela” nawy państwowej stanął na szczycie swych potencjałów. A z górki – jak wiadomo – na pazurki. „Między czterdziestką a śmiercią” jak powiada moja znajoma z PL.

    Rocznikiem 1968 jest NUP! Szukałem wspólnego wątku, jakim można związać EM i MM. Pani Rozalia pokładała we mnie nadzieję, że coś znajdę… Może liczby z daty urodzin? EM to 21.12.1977 = 336 ; MM to 20.06.1968 = 266. Obaj politycy mają liczbę szejść szczęśliwym trafem w swoim życiorysie. Konstelacje liczb gwiazdy dały a ‚gwiazdorzy polityczni’ wynieśli na piastowane stanowiska. ‚Gwiazdorzy polityczni’ aka ‚władza właściwa’ lubuje się zanurzać w astrologicznych odniesieniach. To pomaga orientować się i żyć w tym chaotycznym nurcie wydarzeń i przypadków.

    Jak by Pani przetłumaczyła na polski „vieux con„? Czy słyszała Pani raz jeden: Corses, toujours Corses coby odpowiadało sytuacyjnie ‚eskimosi/etruski’ …

  114. „…I nikt mi nie wmówi, że ci co stali na rogach ulic i zaczepiali niewinnych puszczając im krew z nosa i krojąc portfele nie mieli na tę swoją działalność pozwolenia…”

    Są tacy którzy do dziś uważają że „za komuny przynajmniej był porządek na ulicach”. Dziś też można się dowiedzieć że „jako obywatele czujemy się coraz bardziej bezpiecznie”. Bo jak tu nie czuć się bezpiecznie skoro (zwłaszcza pod koniec roku, jak się różne budżety zamyka… i dla statystyki) „porządkowy” potrafi złapać rowerzystę na chodniku i stosownie ukarać za niemanie swiatła lub kamizelki… Super bezpieczne mamy znowu państwo (jak za niesłusznie minionych czasów). No i wszędzie obiecują że ma być jeszcze lepiej.  😉 Więc czegóż chcieć więcej skoro (z tych samych nieomylnych źródeł) możemy się dowiedzieć że „jako obywatele najbardziej cenimy sobie bezpieczeństwo”

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.