Mar 222021
 

Jak wszyscy wiedzą z wielką zaciekłością zwalczam wszelkiego rodzaju entuzjastów. Podobny stosunek mam do ludzi, którzy zaczynają rozmowę od wyjawienia, że coś ich silnie fascynuje. Gdybym potrafił walnąć kogoś pięścią w twarz, z całą pewnością czyniłbym to po usłyszeniu każdego takiego stwierdzenia. Jeśli ktoś bowiem czymś się fascynuje, to oznacza tyle, że ma to, pardon, głęboko w dupie, ale uważa iż przedmiot jego fascynacji podniesie jego atrakcyjność towarzyską. I nic poza tym aspektem go nie interesuje. Pół biedy jeśli taki zafascynowany nie ma wpływu na nic, a jego fascynacje służą mu jedynie do tego, by bajerować dziewczyny. To się da przeżyć. Gorzej jeśli człowiek ulegający swoim fascynacjom, jest na przykład artystą, w dodatku osadzonym w jakimś wpływowym środowisku. Wtedy może narobić szkód. Może na przykład zabetonować swoimi fascynacjami jakiś ważny temat, albo go zdegradować poprzez swoje nieodpowiedzialne działania. Może wreszcie sprawić, że jego poczynania wynikające z fascynacji spowodują u ludzi niechęć do tematów ważnych i głębokich, które mogłyby stać się przedmiotem poważniejszych jakichś studiów.

Przejdźmy do konkretów. Większość ludzi, nawet jeśli nie interesuje się muzyką poważną, kojarzy operę Karola Szymanowskiego Król Roger. Libretto do tej opery napisali Karol Szymanowski i Jarosław Iwaszkiewicz, czyli wszystko jest jasne i nic do tego nie trzeba dodawać. Ja sam, choć kojarzę operę, nie znałem libretta, ani też nikogo, kto by tego dzieła wysłuchał w całości. Powód zwykle podaje się taki, że jest ono zbyt nowatorskie. To zdaje się znaczy, że jest okropne i nie do wytrzymania, a mówi się o nim dlatego, że Karol Szymanowski był wybitnym polskim kompozytorem. Skąd się w ogóle wziął pomysł na napisanie takie opery? Oto Szymanowski wiele podróżował po Europie i zafascynował się Sycylią, a także średniowieczną kulturą arabską, no i w średniowieczem w ogóle. Postanowił więc napisać o tym operę. W życiu nie byłem na żadnej operze i pewnie już nie będę. Nie mam też w sobie tyle siły, by streścić Wam libretto, a więc wstawię tu stosowny fragment z docenta wiki.

Akt pierwszy – „Imperium Bizantyjskie, akt chrześcijański”.

Sycylia, połowa XII wieku. Król Roger przybywa do katedry, w której trwa msza (śpiewy chóralne Hagios, hagios, hagios [Święty, święty, święty]). Archiereios i Diakonissa żądają, aby zabronił szerzenia herezji przez tajemniczego Pasterza, który głosi wiarę w nowego boga. Roksana prosi, aby przed skazaniem, Roger go wysłuchał. Pojawia się Pasterz, tłum żąda jego śmierci. Pasterz śpiewa bluźnierczą arię Mój Bóg jest piękny jako ja, która na wszystkich zgromadzonych robi wielkie wrażenie, oczarowuje Roksanę. Roger skazuje Pasterza na wygnanie, szybko jednak zmienia zdanie i każe mu przyjść do siebie do pałacu. Tłum modli się do Boga.

Akt drugi – „Orient, akt arabski”

W atmosferze niepokoju, oczekując Pasterza, Król rozmawia z mędrcem z Edrisim, swoim arabskim doradcą. Roksana śpiewa pieśń Uśnijcie krwawe sny Króla Rogera. Przybywa Pasterz z garstką swoich wyznawców. Pozdrawia króla w imieniu wiecznej miłości, opowiada, że przybywa z daleka i jest wysłannikiem Boga. Roger denerwuje się, ale uspokaja go Roksana. Wszyscy ulegają urokowi Pasterza, oczarowuje tłum tańcem dionizyjskim. Król każe go pojmać w kajdany, Pasterz zrywa łańcuchy i odchodzi, wraz z nim odchodzi także Roksana. Król pozostaje z Edrisim, po chwili decyduje się iść za Pasterzem.

Akt trzeci – „Antyk, akt grecko-rzymski”

Król, wraz z Edrisim dociera do ruin starożytnej świątyni greckiej. Na wołanie odpowiadają mu głosy Roksany i Pasterza. Zjawia się Roksana, która mówi, że nowa wiara przywróciła jej radość życia, Pasterz objawia się jako Dionizos. Po złożeniu ofiary i rozpaleniu ognia przed ołtarzem przybywają nowi wyznawcy Pasterza. Po ekstatycznym tańcu, w którym Roksana jawi się jako menada, wszyscy odchodzą. Wschodzi słońce, Król, pozostając z Edrisim, wita z radością jego blask.

 

Jak widzimy są to brednie, które mają podnieść znaczenie Karola Szymanowskiego w międzynarodowym światku wpływowych homoseksualistów, udających znawców dawnych epok. Do tej dętej i fałszywej historii, a właściwie histerii, dołożona jest kakofoniczna muzyka.

I teraz pomyślcie sobie, że ktoś chciałby napisać powieść historyczną, albo jakiś esej na temat czasów, w których żył król Sycylii i Afryki Roger II z dynastii d’Hauteville. Nie ma szans by to zaistniało. Każdy kto wziąłby to do ręki, zaraz przypomniałbym sobie, że gdzieś już o tym królu słyszał…tylko gdzie? Aha! Opera Karola Szymanowskiego…! Libretto napisane razem z Iwaszkiewiczem!!!! I to byłby koniec zainteresowania tą książką.

O tym by jawnie skrytykować Szymanowskiego i jego dzieło nie może być nawet mowy, bo człowiek w ten sposób sam wyklucza się z grona ludzi kulturalnych. To nic, że Szymanowski, pardon, gówno wiedział o królu Rogerze, że nie miał pojęcia co to jest średniowiecze, a swoją operę podzielił na akty według niczego nie wyjaśniającego klucza akademickiego. To nic, że nie służy ona poznaniu prawdziwej historii króla, bo ważne jest, że ma wzruszać i wznosić człowieka na jakieś emocjonalne wyżyny – powie ktoś rozumiejący więcej niż ja oraz kulturalnie i towarzysko bardziej otrzaskany. Niestety nie wzrusza i nie wznosi. To jest chyba jasne. Jeśli coś rozmija się z prawdą, niech chociaż będzie spójne wewnętrznie i ma jakąś dającą się zaakceptować bez wstrętu strukturę. Taki stawiam postulat. Szymanowski go nie zrealizował, król Roger jednak powinien nas zainteresować szczególnie. Człowiek ten bowiem był niezwykle sprawnym przedsiębiorcą oraz politykiem. Miał właściwie poukładane priorytety, ale popełnił wielki błąd strategiczny, który stał się w jego rodzinie pewną tradycją i doprowadził ją w końcu do upadku. Trudno znaleźć w XI i XII wieku kogoś, kto dokładniej i precyzyjniej wyznaczyłby swoje cele polityczne niż Normanowie z Sycylii. Nie dość, że właściwie wskazali wroga najważniejszego – Bizancjum, to jeszcze podeszli z sensem do jego likwidacji. Zaczęli od pocięcia potęgi ekonomicznej cesarstwa, to znaczy wykradli Konstantynopolowi tajemnicę produkcji jedwabiu. Zainstalowali warsztaty produkujące jedwab na Sycylii i sprowadzili nowych rzemieślników z krajów arabskich. Ich następnym celem były porty na wschodnim wybrzeżu Adriatyku, ale to już nie za króla Rogera. Atakowanie tych portów, a także umieszczenie ich na liście priorytetów politycznych, to był właśnie ów błąd. Kiedy bowiem człowiek prowadzi wielką, logiczną i mającą widoki na sukces, a tym było opanowanie Bizancjum i ogłoszenie się cesarzem, musi przede wszystkim uważać na naśladowców tej polityki. Ujmując rzecz w poetyczne ramy zaproponowane kiedyś przez Stanisława Grzesiuka, trzeba uważać na tego co stoi z boku i tylko się przygląda. Nie trzeba było drażnić Wenecjan. Oni dokładnie przeanalizowali wszystkie błędy, które popełniła dynastia d’Hauteville, a kiedy przyszła ich pora, nic się, pardon, nie opieprzali. Popłynęli prosto do Konstantynopola i załatwili sprawę po swojemu. Króla Rogera już wtedy nie było na świecie, bo nie żył od lat pięćdziesięciu.

Miał on jeszcze jeden priorytet w swoich planach. Była nim Afryka, ale nie w wąskim rozumieniu. Król nie zamierzał poprzestać na zajęciu północnych części dzisiejszej Tunezji. Jego plany były bardzo szerokie. Musimy pamiętać, że Normanowie z Normandii, siali postrach na wybrzeżu berberyjskim jeszcze w X i na początku XI wieku. Tam zaś położona była Ceuta, najważniejszy port w całej północno zachodniej części ówczesnego świata, gdzie kończył się złotonośny szlak wiodący z Ghany. Król Roger miał plan opanowania całego wybrzeża Afryki od Ceuty do Aleksandrii i miał możliwości, by ten plan zrealizować. Dysponował przede wszystkim sprawą, w zasadzie najlepszą na całym wielkim morzu flotą. Mógł nią straszyć kogo chciał. No i rzeczywiście – kogoś śmiertelnie wystraszył i w kranie Berberów zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Gwałtownie awansowane saharyjskie plemiona, podbijać zaczęły wielkie i ludne miasta, a także kontrolować złotonośne szlaki. Król Roger zaś sprowadził sobie do Palermo, urodzonego w Ceucie arabskiego geografa, który sporządził dlań mapę świata. Było to w roku 1138. To jest ważny rok, także dla naszej historii. Ów geograf nazywał Al Idrisi, a na jego mapie umieszczona jest także Polska. Oto opis naszego kraju pozostawiony przez żyjącego w Palermo, arabskiego geografa z Ceuty. Podają go za docentem wiki.

 

Co się tyczy ziemi B(u)luniia, która jest krajem wiedzy i mędrców rumijskich (ar-Rum)[a], wspomnieliśmy ją już poprzednio. Jest to kraj o pięknej ziemi, urodzajny, obfitujący w źródła i w rzeki, o ciągnących się bez przerwy prowincjach i dużych miastach, bogaty we wsie i domostwa… Posiada on winnice, oliwki i mnogie drzewa różnych gatunków owoców. Do miast jego należą: IkrakuG(i)nazna-r(a)t(i)-slabaS(i)rad(i)jaN(u)gradaS(i)tnu[b][2] Wszystkie one są sławnymi stolicami i silnymi centrami, w których zebrane są dostatki rozmaitych krajów. Prócz tego zażywają one szacunku, ponieważ przebywają w nich uczeni wykształceni w dziedzinach nauk i zaznajomieni ze swymi zawodami. Co się tyczy miasta (I)kraku, miasta G(i)nazna i reszty jej (Bulunji) wspomnianych miast, są to miejscowości o blisko siebie stojących budowlach… Ze wszystkich stron otaczają ją góry ciągnące się nieprzerwanie i oddzielające ją od kraju S(a)sun(i)ja (Saksonia), kraju B(u)amija (Bohemia – Czechy) i kraju ar-Rusija (Ruś)[3][4].

 

Jak widzimy, można się do tego opisu przyczepić, głównie przez te oliwki, ale tak naprawdę nie wiemy czym charakteryzował się ówczesny klimat, więc nie dajmy się ponieść. O co innego chodzi. Oto w roku 1138 Bolesław Krzywousty podzielił państwo w myśl zasady tyleż niezrozumiałej, co zbrodniczej. Było bowiem na świecie wystarczająco wiele ziem, które chroniły swoją całość przez odpowiednie prawo dziedziczenia. Temu durniowi jednak ktoś coś podpowiedział. Nie wiemy kto, ale ktoś, komu na pewno zależało na podziale królestwa, którym zainteresowany był dwór w Palermo. A jeśli on, to także inne dwory. I teraz spróbujcie mi wyjaśnić, jak to się stało, że z czasów, kiedy Al Irdisi tworzy na Sycylii swoją mapę, kiedy w krainie Bulunia, czynni są, w gęsto zaludnionych miastach rumijscy, czyli chrześcijańscy mędrcy, została tylko kronika Galla. I nic więcej. Jest to w dodatku jedyny zabytek piśmiennictwa z czasów polskiego średniowiecza. – A bo to panie, taka umowna formuła – powiedzieliby Szymanowski z Iwaszkiewiczem – siedział sobie na Sycylii, coś tam słyszał, miał zlecenie i napisał, nie trzeba się tym przejmować, opowiemy panu o swoich fascynacjach…Bo wie pan, w tej Polsce to się z pewnością nic nie działo. Lej po bombie normalnie tu był…

Dziękuję, ale nie skorzystam. Tym mniej mam ochoty na korzystanie z takich wytrychów, że w czasie kiedy to wszystko wczoraj analizowałem, przypomniało mi się nagranie z muzeum Polin, gdzie przewodnik opowiadał o tym, jak to przybyli do Polski żydzi, zastali tu las jedynie i zwierzęta. No i oni widząc to postanowili założyć na tych ziemiach wysoko rozwiniętą cywilizację, co jak wiemy wyszło tak sobie, raczej średnio.

Żydów do Polski sprowadził Władysław Hermann, ojciec Bolesława Krzywoustego, którego czcimy z niewiadomych powodów. A kiedy ktoś, zadaje pytanie, dlaczego doszło do rozbicia dzielnicowego, mędrcy i specjaliści zafascynowani średniowieczem odpowiadają – bo taka była tendencja. Gdzie? Na Rusi – brzmi zwykle odpowiedź. Ja zaś mogę dodać, że nie tylko na Rusi, także w arabskiej Hiszpanii, ale o tym nikt nie wspomina, albowiem to był inny krąg kulturowy i nie należy tego mieszać. Innych przykładów na „naturalne” tendencje do rozbijania dzielnicowego brak.

Jeśli teraz wyobrazimy sobie Morze Śródziemne jako jeden wielki szlak handlowy z mnóstwem stacji przeładunkowych, który obsługują kupcy z wielu krajów wyznający trzy w zasadzie religie, uświadomimy sobie, że priorytetem dla czynnych tam ludzi było szykanie lub kreowanie nowych rynków. Środkiem zaś owego systemu była Sycylia, gdzie produkowano mnóstwo jedwabiu. Nie ma więc możliwości, w mojej, być może błędnej ocenie, by król Roger nie interesował się Bulunią, mając wokół siebie silną konkurencję. Musiał kogoś tu przysłać, żeby załatwiał interesy. Mam jednak wrażenie, że jego karty były za słabe.

Karol Szymanowski zrobił z tego wszystkiego historię transwestyty w ciąży pozamacicznej. I nikt tego już nie ruszy nigdy, nawet bardzo długim kijem.

  28 komentarzy do “O straszliwych skutkach gejowskich fascynacji”

  1. Dzień dobry, znowu dotknął Pan tematu prawdziwie „fascynującego”, lub jak mówią fachowcy – „skrytego w pomroce dziejów” Temat nadaje się na to, żeby się nim obsesyjnie interesować, bo bardzo mało można na te tematy znaleźć, a to co jest brzmi mało wiarygodnie. Przeciętny czytelnik skazany jest na składanie puzzli z okruchów wynalezionych w sieci. Na przykład słowo „sclavus” – podobno obce łacinie, a obecne w starożytnym Rzymie i oznaczające niewolnika, w większości – słowiańskiego. Ktoś tym towarem musiał handlować i te karawany prowadzić, może to nie sól, ale też trudne, no i rozliczać się z władzą miejscową. Ciekawe czym płacono, bo z pieniędzy to leża głównie dirhemy, wskazujące na epokę późniejszą. Może polowano na tych ludzi, zapewne wynajmując różnych Markomanów – znów pytanie o zapłatę. Barter? Kanał przerzutowy był w każdym razie i to utrwalony, zapewne też obsługiwany przez tą samą ekipę. Podobno nawet istniał wtedy język hebrajsko-słowiański, kandydował nawet na „język urzędowy” diaspory, ale grupa niemiecka okazała się silniejsza, zdominowała słowiańską i tak powstał jidisz. Czyż to nie fascynujące? Nawet jeśli tylko częściowo prawdziwe…

  2. Z tymi niewolnikami było inaczej, Szymon to kiedyś tłumaczył

  3. – w Wiekach Brązu i Żelaza? – nie pamiętam, muszę sobie powtórzyć…

  4. Nie na blogu, ale zwinął go już niestety

  5. Ha, szkoda. To potwierdza Pana pogląd, że książki papierowe są lepsze. No i kolejny element układanki to ten arabski opis Polski. Też potwierdza tezę, że my żyjemy na najważniejszym kawałku świata. I wszyscy się nami interesują i mają plany wobec nas, naszej ziemi, kobiet i innych bogactw naturalnych. Nie możemy spać spokojnie.

  6. Jestem zafascynowany tym wpisem. Najciekawszy jest wniosek, że wystarczy dany temat poruszyć, by oficjalnie został on uznany za nudny. Trochę żartując, a trochę nie, napiszę, że świadczy to o równaniu słowo=prawda, które nosi w sobie każdy z nas. W sercu znaczy. I nie przeszkadza nam, że każdy z nas potyka się o te równanie piętnaście razy dziennie. Myślę, że to budujące.

  7. Wysłuchałem i obejrzałem całego Króla Rogera. Było to w 1969 roku w Teatrze Wielkim. Miałem 13 lat. Nigdy później nie poszedłem do opery. Trauma była zbyt wielka. Moc gejowskiej fascynacji zdolna była zakiepścić (grypsera z owej epoki) mi sztukę operową na całe życie. Myślałem że spektakl ten nie skończy się nigdy.

  8. Trzeba mieć odwagę, by powiedzieć w towarzystwie, że Roger Szymanowskiego to nuda nie do wytrzymania. To ja już wolę obrazki.

    Kamienna chrzcielnica z czasów Rogera, Chrystus koronuje Rogera i wózek czyli pielęgnowanie historii. A do tego historia handlu z atlasu katalońskiego z 14. wieku.

  9. Drogi Coryllusie, jak się produkuje jedwab a z niego tkaniny jedwabne to cały czas jest to jedwab surowy. Trzeba go uszlachetnić np farbując pastą z pewnego czerwia zwanego polskim. Nic dziwnego, że ów kraj, Bulunia, ojczyzna czerwia, jest w polu głębokiego zainteresowania producentów jedwabiu. Drugi kolor to indygo z Indii. Reszta się nie liczy.

  10. Tak, jeśli tylko próbujemy uszczegółowić narrację, zaraz pojawiają się macherzy od jej upraszczania, które ma być rzekomo bardziej atrakcyjne

  11. Podziwiam Cię i współczuję jednocześnie 🙂

  12. Bo to jest nuda nie do wytrzymania

  13. Wiem, ale z pewnych powodów nie chciałem o tym pisać. Odbiorcami jedwabiu są mocno rozbudowane dwory. Im więcej dworów, im więcej dostojników tym więcej jedwabiu się sprzedaje. Odbiorcą jedwabiu bizantyjskiego była Ruś, jej książęta i ich kochanki, matki oraz siostry. Sycylia też musiała mieć swoich odbiorców, takich samych jak w Hiszpanii, gdzie jedwab sprzedawali muzułmańscy przyjaciele króla Rogera, licznym tam dostojnikom. Na razie jednak o tym nie wspominajmy.

  14. Oczywiście pytanie – komu udało się opanować rynek luksusowych tekstyliów w podzielonej na dzielnice Polsce – Palermo czy Konstantynopolowi – pozostaje otwarte

  15. No tak. Do XVI w. głównym towarem eksportowym Polski był czerw. Potem wyparła go meksykańska koszenila.

  16. Myślę, że pierwszym odbiorcą pasty z czerwia było Bizancjum, któremu, z czasem, przybył sycylijski konkurent. Zakończyło się to banalnie – monopol na czerwia przejęli Żydzi z Wenecji. Swoją drogą czasami zastanawiam się ile gwałtownych zdarzeń w ówczesnej Polsce da się wytłumaczyć walką o ogień, tj o pastę z czerwca polskiego.

  17. …toczoną przez obce potencje na naszym terytorium?

  18. Dr .Andrzej Michałek w ,,Wyprawach krzyżowych ,,cz .bizantyjska pisze że odbiorcy jedwabiu na dworach byli drugimi w kolejce.Pierwszymi zawsze i wszędzie byli żołnierze.Jedwab ,mianowicie nie przerywał się podczas wbicia strzały z zadziorem.Można tę strzałę było wyjąć bez zaczepiania zadziorów o ranę .To był materiał ,,strategiczny,,

  19. A jedwabne płaszcze malowniczo powiewające za jeźdźcami chroniły przed strzałą w plecy podczas ucieczki. Zresztą kamizelki kuloodporne też początkowo były jedwabne.

  20. To stwierdzenie jest dyskusyjne, gdyż nie wspomina o zbrojach i kolczugach. Otóż te części nie mogły być nakładane bez dobrej grubej „bielizny”, która chroniła ciało przed ranami od złączeń metalu.

  21. Ten temat jest bogaty, ale niebezpieczny w rękach popularyzatorów piszących książki dla dzieci i popularyzatorek popularyzatorów (mam na myśli TVP Historia, ale nie wspomnę tej entuzjastki z imienia, bo musiałbym napisać o jej szkolnych błędach języka polskiego), którzy zmyślają pamiętniki księżnej kijowskiej. W każdym razie dzieci wyciągają słuszne wnioski, że za wczesnych Słowian nie było prądu a nawet ajpadów. Dość jednak wspomnieć, że były w Europie czasy, gdy dominowała pstrokacizna strojów, której nie powstydziliby się klauni, a powodem były barwy herbowe.

  22. W moich ilustracjach z atlasu katalońskiego łatwo stwierdzić, że karawana wielbłądów, za którą podążają jeźdźcy konni to jedwabny szlak. Przyczyna jest prosta. Muzułmanie, którzy podbili Afrykę Północną, gdzie z soli budowano nawet domy, musieli przez Saharę dojść do sawann (Sahel)  i lasów imperiów Ghany (IV-XI wiek), Somalii (XII-XIV) i Songhay (XV-XVI), aby wymienić sól na złoto  Jedynym zwierzęciem, które mogło przebyć Saharę bez wody był wielbłąd. Do dziś w ZEA łatwiej uniknąć kary za przejechanie człowieka niż wielbłąda. Ok. roku 1350 2/3 światowej podaży złota pochodziło z Afryki Zachodniej. Tak Islam podbijał Afrykę na południe od Sahary. Handlem a nie przemocą. Czy postać na mojej drugiej ilustracja z atlasu katalońskiego, to imperator Mansa Musa, który udał się Jerozolimy i Mekki obładowany złotem. tego nie badałem.

  23. Oczywiście że jedwab nie służył do totalnej ochrony wojownika.Myślę że nosili go jako bieliznę .Na niej była koszula potem przeszywanica i wreszcie kolczuga albo zbroja płytowa.Jak strzała przeszła przez te wszystkie warstwy (A niejedna przeszła )to wbijała się w ciało razem z jedwabiem.I tu jedwab nie chronił przed wbiciem się ale przed zaklinowaniem się zadziorów.Trzeba by przeprowadzić jakieś testy z użyciem tusz zwierzęcych aby to zweryfikować .Jeśli ktoś zna kogoś  ze średniowiecznych grup rekonstrukcyjnych to można ich poprosić o to .Te grupy już niejedne mity obaliły .

  24. To wyjaśnienie brzmi nieźle, ale nasuwa wiele pytań, zwłaszcza dotyczących chronologii. Czy Polscy i Krzyżaccy rycerze pod Grunwaldem mieli jedwabne podkoszulki? A Żmudzini co mieli pod skórami? Nie cofam się do hoplitów i Rzymian i nie oczekuję odpowiedzi, bo to nie jest moja fascynacja, choć tematy bez wątpienia fascynujące.

  25. Hoplici ani hetairoi chyba nie wchodzą w grę. Jedwab zachodni wprowadzono za Justyniana.

  26. Bogatsi i bardziej bywali w świecie rycerze pewnie mieli ,choćby jako modowe nowinki.Na pewno Mongołowie mieli taką bieliznę .To że nosili jedwab to nie znaczy że byli jacyś szczególnie subtelni i wypachnieni.Smarowali się łojem baranim i nim śmierdzieli na odlegółość.Ich bielizna jedwabna też.Służyła tylko do wyjmowania strzał .Per analogiam ,Hunowie nosili ubrania na sobie aż zgniły .Może Mongołowie co jakiś czas te jedwabie zmieniali .Nie wiem .Faktycznie te rozważania są fascynujące i prowadzą do dalszych pytań .Prędzej je rozstrzygną bractwa rycerskie niż akademiccy nauczyciele.

  27. W. Zatorski w Wojnach Czyngis chana napisał, że Mongołowie nosili takową bieliznę. Oczywiście sprowadzali jedwab z Chin. Skoro Mongołowie to być może i nasi mieli.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.