Nagrałem o tym dwie pogadanki, które niebawem tu puszczę, ale pomyślałem, że jeszcze napiszę tekst. Nie mogę się bowiem od tej lektury oderwać. Autor bowiem, poprzez swój osobisty los, opisuje Powstanie inaczej niż wszyscy. To znaczy jest to opis z jednego miejsca. Jego oddział nie przemieszcza się, nie wycofuje się z Woli na Starówkę, nie przechodzi potem kanałami do Śródmieścia. Po prostu operuje cały czas w kwadracie ulic: Krakowskie Przedmieście, Świętokrzyska, Mazowiecka, Traugutta. I tam kreowane są sytuacje bojowe. Tak to trzeba nazwać, bo Piotrowski bardzo dokładnie zapoznaje nas ze szczegółami swoich decyzji i ich motywacją. Pisze tak, jakby to pisał specjalnie dla nas. Pamiętnik ten powstawał wiele lat po wojnie, ale nie ma wahań przed opisywaniem szczegółów, których – mam wrażenie – nie ocenia, albowiem nie potrafi ich ocenić. To dopiero ja, po 30 latach od wydania tego pamiętnika, czepiam się wszystkiego i oceniam to, według naszych tutaj wymyślonych kryteriów. Czy słusznie? Nie wiem. Wydaje mi się, że słusznie, ale co jakiś czas mam wątpliwości. Może wyjaśnię po kolei. Najpierw zdziwiłem się, bo jednym z oficerów zaopatrzeniowych, dla zgrupowania Krybar, w ramach którego utworzono kompanię „Lewar”, którą dowodził Piotrowski, był „dobry komunista” Klemens Burzycki. Nie mogliśmy niestety do końca ocenić jak dobrym komunistą był ten człowiek, bo zginął przypadkowo w pierwszym dniu Powstania. No, ale fakt odnotowałem. Zgrupowanie Krybar, którym dowodził Cyprian Odorkiewicz składało się z członków Unii czyli Federacji Organizacji Narodowo-Katolickich, która powstała w roku 1940, a założył ją Jerzy Braun, stryjeczny dziadek Grzegorza Brauna. No, ale mniejsza, bo to są rzeczy, których w pamiętniku nie ma, tylko ja je teraz wyciągam.
Kompania Lewar powstać miała na Żoliborzu, Bielanach, Powązkach i Marymoncie. W tamtej też okolicy – na północy miasta – wyznaczono obiekty, które kompania miała zdobyć w czasie walk powstańczych. Były to: główny magazyn SS w Instytucie Chemicznym i Baza Paliw Płynnych przy Tatarskiej. Przez długi czas żołnierze rozpoznawali teren, uczyli się topografii obiektów, oswajali się z nimi, a samo ich wyznaczenie Piotrowski skwitował takimi oto spostrzeżeniami:
Pierwsze zadania zaczepne to wyznaczenie obiektów do zdobycia. Przewidywano zatem nie – wielkie akcje, ale drobne walki. Wydzieranie obiektów z rąk okupanta, którego załogi były gęsto rozrzucone po kraju. Wiele drobnych walk stanowiłoby przejście z konspiracji do otwartych działań bojowych: w tym duchu szkolono.
Być może za mało czytałem o Powstaniu i w ogóle okupacji, ale po przeczytaniu tego zdania bardzo się zdziwiłem. Jak to – przewidywano drobne walki, a nie wielkie akcje zaczepne?
No, ale idźmy dalej. Pół roku przed powstaniem Cyprian Odorkiewicz zastępca szefa Unii czyli Federacji Organizacji Narodowo-Katolickich poinformował swojego podwładnego, że wyznaczono inne cele dla Zgrupowania, a tym samym i dla kompanii Lewar. Już nie będą zdobywać obiektów w północnej części Warszawy do czego przygotowywali się przez lata, ale ich celem będą obiekty na północnym Powiślu i w Śródmieściu. Rozumiecie? Jeśli nie powtórzę sformułowania z tekstu: w tym duchu szkolono, pierwsze zadania zaczepne to wyznaczenie obiektów do zdobycia, nie wielkie akcje, ale drobne walki. Do owych walk przygotowywano żołnierzy bardzo szczegółowo i nagle wszystko się zmieniło. My zaś dzisiaj, nieświadomi takich okoliczności zastanawiamy się, korzystając z suflowanych przez Zychowicza formatów, czy Powstanie miało sens, czy dowództwo było winne, czy może kto inny. Jak można było ocalić cywilów. I ten styl popiera jeszcze prof. Cenckiewicz, a przynajmniej popierał do niedawna. Macie napisane wprost – doktryna walki zbrojnej przeciwko Niemcom była do roku 1944 całkiem inna. Potem ją zmieniono na pół roku przed wybuchem Powstania. Posłano więc w bój żołnierzy, których nie przeszkolono do wykonania nowych zadań. I my to wiemy od człowieka, który takie nowe zadanie dostał. Miał obsadzić kwartał ulic w centrum miasta, a jego nowym celem był obiekt położony przy Krakowskim Przedmieściu pod numerem 1 – Komenda Główna Policji. Czym on się różnił od centralnego magazynu SS i Bazy Paliw Płynnych, to wiem nawet ja, całkowity wojskowy laik, bez pojęcia o czymkolwiek. Otóż tym, że tamte obiekty atakowano w poziomie. Nie było na drodze wysokich piętrowych budynków, ale obszar, który można było zająć, atakując go z różnych stron. Do Komendy Głównej Policji można się było dostać tylko w jeden sposób – przez wejście główne, w którym stał wartownik. Następnie zająć parter i ryzykując wiele zdobywać kolejne kondygnacje. Budynek znajdował się w miejscu, gdzie siły Niemców były bardzo skoncentrowane. Cały Uniwersytet był przez nich opanowany, tak samo Poczta Główna, a także Dom bez Kantów, gdzie znajdowała się siedziba generała Stahela, no i Plac Teatralny. Jankowski zbudował barykadę przy wylocie ulicy Czackiego w kierunku Traugutta, bo tam spodziewał się ataku czołgów.
Na początku tych wspomnień mamy dokładny opis tego, jak zorganizowana była konspiracja. Jak działała służba łączności przede wszystkim, bo to było najważniejsze, od niej zależała bowiem koncentracja. W kolejnych opisach i odsłonach różnych działań, możemy ten schemat przywoływać jako tło. I to dopiero robi wrażenie. No, ale po kolei. Na pół roku przed wybuchem zmieniono całkowicie doktrynę wojskową. Na czyj rozkaz? Ja tego nie wiem i być może nie jest to żadną tajemnicą, ale moim zdaniem jest to dziwne. Zważywszy, jak różniły się warunki, w których mieli działać żołnierze. A także zważywszy na ich stan uzbrojenia. Tam cały czas jest mowa o potrzebie dozbrojenia, a opis kiedy dowództwo przekazuje Lewarowi 40 granatów, 280 sztuk amunicji i jeden damski pistolet z pięcioma nabojami powinien wejść do jakiegoś kanonu wojennych absurdów. Kiedy Piotrowski wiózł ten ładunek okazało się, że Krakowskie przedmieście jest już przecięte przez dwie linię żandarmów. No, ale jakoś tych, co jechali w pojazdach, na przykład w rikszach przepuszczali, zatrzymywali jedynie pieszych i nie pozwalali im wejść do Śródmieścia. Piotrowski – jak wspomniałem – przywołuje z pamięci takie szczegóły, ale ich nie komentuje. Za to my możemy to zrobić. Na kilka dni przed wybuchem Powstania, Niemcy podzielili miasto na dwie części – północną i południową. Na kilka dni też przed tym wybuchem zaczęli gromadnie do Warszawy wracać. I wtedy zarządzono pierwszą, próbną mobilizację. Żołnierze jednak nie wiedzieli, że to jest próbna mobilizacja i my dziś także nie wiemy dlaczego była ona próbna, skoro Niemcy już wracali, było to dokładnie widać, bo motyw ten powtarza się w wielu relacjach. Ta mobilizacja ściągnęła na punkt zborny przy Mazowieckiej 8 prawie cały skład kompanii Lewar – 180 żołnierzy, każdy z bronią. I teraz trzeba wspomnieć o służbie łączności. Tempo przenikania rozkazów w dół konspiracyjnej drabiny Piotrowski ocenił na jakieś 10-13 godzin. I zapewne tak samo ocenili to Niemcy. Pierwsza mobilizacja wypadła świetnie, przynajmniej jeśli chodzi o kompanie Lewar. Żołnierze czekali do piątej rano 29 lipca, po czym dowiedzieli się, że rozkaz wybuchu Powstania odwołano. Kolejna mobilizacja ogłoszona została 31 lipca, ze wskazaniem na dzień 1 sierpnia, na godzinę 17.00. Dwa dni później, w chwili kiedy wiadomo, że rozkazy potrzebują połowy doby, by dotrzeć do wszystkich żołnierzy. Po ogłoszeniu drugiej mobilizacji na punkt zborny przy Mazowieckiej 8 stawiło się 4 – słownie – czterech żołnierzy kompanii Lewar.
Źle się czuję czytając tą książkę, szczególnie, że w sieci pełno jest relacji z Powstania, nasączonych skrajnymi emocjami, nie odnotowujących żadnych faktów poza tymi najbardziej drastycznymi. Czuję się jakby pływał w gęstej zupie, którą w dodatku ktoś co jakiś czas podgrzewa do temperatury bliskiej wrzenia. Nie ma mowy, żeby to zmienić, bo zbyt wielu bęcwałów się na tym lansuje, niestety. Brnijmy jednak dalej, może zmienimy to choć trochę.
W sytuacji kiedy ma wybuchnąć Powstanie, a na zbiórce zamiast 180 żołnierzy stawia się czterech, nie można przystąpić do realizacji zadań bojowych, które zostały zmienione na pół roku przed wybuchem – przypominam. Trzeba zająć się organizowaniem kompanii, którą wcześniej organizowano przez lata, przygotowując ją do realizacji zupełnie innych zadań. Tę nową kompanię organizuje Jankowski z całkiem przypadkowych ludzi, także żołnierzy, którzy nie dotarli do swoich jednostek. A takich było bardzo wielu. I niech mi nikt nie próbuje nawet tłumaczyć, że to jest jakiś przypadek, albo że nie ma w tym złej woli. Oczywiście, że jest. Do rozstrzygnięcia pozostaje jedynie czy jest to zła wola wynikająca z głupoty, czy zła wola o charakterze agenturalnym.
I teraz ważna rzecz – porucznik Lewar wysyła łącznika do swojego dowódcy Krybara – Cypriana Odorkiewicza, że musiał wskutek okoliczności, zmienić hierarchię zadań. Nie zaatakował więc Komendy Głównej Policji, albowiem miał do dyspozycji trzech ludzi plus dowódca, a Komenda została dozbrojona na dwa dni przez godziną W, między innymi poprzez ustawienie dodatkowego wartownika i karabinów maszynowych w oknach podpiwniczenia. Dlatego – zamiast we czterech atakować Komendę – przystąpili do rekonstrukcji kompanii. Na co dostał odpowiedź, że stanie przed sądem polowym za niewykonanie zadania. W tym samym czasie Cyprian Odorkiewicz zarządził atak na Uniwersytet Warszawski silnie obsadzony przez Niemców. Atak zaczął się od strzałów z moździerza, następnie do szturmu poszły trzy kompanie. Ruszyły pod górę od strony Powiśla i zostały odparte ze znacznymi stratami, zgiął jeden z dowódców kompanii. Ta informacja rzuca ciekawe i nowe – dla mnie przynajmniej – światło na relacje pomiędzy oficerami działającymi w ramach jednego zgrupowania.
Podsumujmy: 4 ludzi ma zdobywać Komendę Główną Policji przy Kościele św. Krzyża. A w tym czasie – naprzeciwko niemal znajduje się jeden z najsilniej umocnionych punktów niemieckie obrony – Uniwersytet. Atakują go trzy kompanie zaopatrzone w moździerz. Natarcie zakończyło się klęską, podobnie jak dwa późniejsze. Wygląda to więc tak, że jakiś strateg wymyślił, iż skoncentrowany atak na Uniwersytet i Komendę wystraszy Niemców i odbierze im wolę obrony, albowiem pomyślą, że powstańców jest dużo więcej niż w rzeczywistości. Tak to widzę, być może błędnie.
I teraz pointa. Cyprian Odorkiewicz, dowódca zgrupowania Krybar dostał się do niewoli, znalazł się w obozie jenieckim wyzwolonym potem przez Brytyjczyków. Został na Zachodzie i mieszkał w Kanadzie chyba. Zaczął pracować dla Radia Wolna Europa i zmarł w Monachium. Jan Piotrowski – Lewar, został ranny na Powiślu i wydostał się z Warszawy wraz z innymi rannymi. Od sierpnia 1945 roku był – jak czytamy na strona IPN – pełnomocnikiem rządu lubelskiego na powiat lęborski. Pełnił funkcję starosty lęborskiego do listopada roku 1946. Potem mieszkał w Warszawie.
Będę co jakiś czas wracał do tej książki. Uważam, że jej przeczytanie to konieczność. Jest to relacja, która otwiera – dla mnie przynajmniej – nowe perspektywy. Najlepsze zaś jest to, że nie słychać w niej strzałów. Jest za to dużo o podejmowaniu decyzji i organizacji.
Mam jeszcze nowe książki z rynku:
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czechy-nieoczywiste/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rewolucja-husycka-tom-i-i-ii/
No i ogłoszenia
W sobotę 5 września będzie konferencja w Drzonkowie (a nie w Zatoniu jak podawałem wcześniej) pod Zieloną Górą, a w piątek 4 września o 15.00 wystąpię, jak w zeszłym roku w bibliotece w Dzietrzychowicach pod Żaganiem i opowiem o okolicznościach śmierci króla Stefana Batorego.
Niestety mój kolega Sasza, dzięki któremu nagrywam pogadanki i promuję przez nie książki, nie poradzi sobie sam, z wynajęciem lokalu w kolejnym sezonie. Opisywałem jego sytuację wiele razy. Na razie udało się nam uzyskać tyle, że może płacić za lokal z miesiąca na miesiąc. Ja oczywiście rozumiem, że wszyscy są wkurzeni postawą polityków ukraińskich i zachowaniem niektórych uchodźców, ale te kwestie nie dotyczą naszej sprawy. Tak się złożyło, że Bóg doświadczył mnie opieką nad tą rodziną i ja nie za bardzo mam wyjście. Nie zostawię ich na bruku. Relacji z rodakami Sasza w zasadzie nie ma bo czas wolny poświęca dla córki, którą samotnie usiłuje wychowywać, pracując jednocześnie na Żeraniu w jakiejś ukraińskiej firmie. Do tego pomaga mi w promocji. Stosuneczki w tej firmie możecie sobie wyobrazić. Jeśli więc ktoś ma ochotę wspomóc moją zrzutkę, bo sam naprawdę nie dam rady tego uciągnąć, zważywszy na stale zmniejszającą się sprzedaż, będę wdzięczny.
https://zrzutka.pl/438wfv?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification
No i jeszcze linki do ostatnich pogadanek
https://www.youtube.com/watch?v=OLTBaeHa7UU&t=5s
To jest taki szantaż, nie wolno nic mówić ani myśleć nawet, bo to uwłacza bohaterom. To że walczyli bez sensu. Byli w pułapce braku decyzji co dalej ma z tej walki wyniknąć.
Swoją drogą wracając jeszcze do września 39′, czemu masa wojska uciekła na kresy? Co niby miało tam być.
A czemu Rydz zabronił strzelać do sowietów?
Wiesz, ci co walczyli trafili do Oflagu Woldenberg, ci co uciekli do Katynia. Zaraz się ktoś na mnie rzuci, za takie uogólnienie.
„Ostatnie dni lipca 1944 zmieniły radykalnie sytuację na Woli (kluczowa dzielnica do osiągnięcia jakiegoś sukcesu) .Od wieczora26VII zaczęły wyładowywać się na zachodnich krańcach miasta oddziały pancerno spadochronowe dywizji Herman Göring – jednej z najlepszych w Wermachcie. Zajęły one m.in. kwatery w ogrodach zakładów Ulricha,gdzie mieściły się magazyny broni I i III Rejonu AK .Uniemożliwiło to w dniu wybuchu Powstania wydobycie broni z kryjówek i sprawiło że ok 1500 żołnierzy AK było bez broni. Sytuacja była tragiczna”- wspomina kpt „Hal” Wacław Stykowski dowódca II Rejonu Obwodu Wola Warszawa OkręguAK. Podczas odprawy dowódcy I i III Rejonu wobec całkowitego braku broni, odmówili udziału w beznadziejnej walce……..
https://www.dw.com/en/germany-news-search-for-second-drone-after-leipzig-incident/live-78259460
Nie tylko u nas latają tajemnicze drony. I sąsiadów nawet czają się na lotnisku.
Linia obrony.
Słuszna?
Trzeba zapytać generała Komornickiego.
Moim zdaniem przy istniejącym potencjale obronnym zawiodła przede wszystkim łączność. Na którą nakłady byłyby promilami kosztów ponoszonych na wojsko.
Bawiliśmy się w 4 telewizję na świecie, a nie mogliśmy wyprodukować paru tysięcy małych radiostacji?
Teraz ważne co będzie dalej. Dlatego trzeba analizować historię i rozumieć błędy.