Sty 152021
 

Jak wiecie, na allegro jest mnóstwo książek wycofanych z bibliotek. Znalazły się one tam, albowiem ludzie do bibliotek chadzający przestali się nimi interesować. Znalazły się tam także dlatego, że biblioteki mają tak zwane wytyczne, w myśl których muszą zamawiać książki pojawiające się właśnie na rynku. Jakie to książki wszyscy wiemy. Tak zwane biblioteki publiczne wyczyszczone zostały z pozycji, które można by uznać za cenne i napełniły się makulaturą. Można powiedzieć, że to dobrze, bo po cóż ludziom w małych miastach naukowe lub popularnonaukowe książki, wydane za komuny? Trzeba czytać to co ukazuje się teraz. Poza tym – argumentują zwolennicy czyszczenia bibliotek – jak ktoś się zainteresuje literaturą lekką, łatwiej przyswoi sobie treści trudniejsze. To jest, jak wszyscy wiemy, jedna z większych gównoprawd. Wyrzuca się książki dobre, a na ich miejsce wstawia śmieci, bo jak ktoś przeczyta te śmieci, to może poleci na biblioteczny hasiok poszukać tych wyrzuconych. Taka to jest logika. Poza tym, jak ktoś zacznie słuchać disco polo, nie będzie potem chodził do filharmonii. Choć przyznam, że kiedy byłem młodym człowiekiem wydawało mi się, że będzie. Nie o disco polo chodziło akurat, ale to nie ma znaczenia.

Tak więc książki są wyrzucane z bibliotek, a na ich miejscu pojawiają się wyroby książkopodobne, które stanowią pretekst do jumania budżetów na różne promocje czytelnictwa. Promowanie czytelnictwa stało się bowiem pasją urzędników, a nawet samego prezydenta. No więc ja mówię wprost – promowanie czytelnictwa jest jedną z najbardziej szkodliwych i bezrozumnych misji, jaką człowiek mógł w ogóle wymyślić. Nie ma sensu zachęcanie nikogo do książek, nie ma sensu ułatwianie mu kontaktu z nimi. Z czytelnikami jest dokładnie tak samo, jak z pisarzami, trzeba im wykonywanie tej misji, o której marzą skrycie, możliwie skutecznie utrudniać. Tylko wtedy można liczyć na jakieś efekty. Jeśli ktoś więc myśli, że ja będą wspierał jego twórczość, bo wtedy zdobędzie więcej czytelników, ten jest w błędzie. To jest zła droga. Człowiek, który zdecydował się na pisanie, podobnie jak ten, który zdecydował się na czytanie książek z pasji musi być samotny. Jeśli coś potrafi zawsze ktoś do niego przyjdzie, jeśli nie, niech sobie poszuka innego zajęcia.

Zachęcanie do czytania to udział w oszustwie, które bardzo łatwo się demaskuje, ale nikt nie wyciąga z tego żadnych konsekwencji. Wspomnę tu jeszcze raz o tym profesorze, który napisał powieść o XVII wiecznych burdelach, a firmuje Katolicki Uniwersytet Lubelski. To jest wynik opisanego wyżej obłędu. Człowiek ten zapewne wierzy w to, że takie działanie ma sens. Więcej, wierzą w to inni pracownicy KUL. Co jakiś czas przeglądam ich ofertę i dobieram z niej pozycje, które uważam, za wartościowe, nawet takie, które są napisane w duchu dalekim od tego, unoszącego się nad naszą tutaj działalnością. Czynię to, albowiem ilość informacji i metoda, jaką stosują historycy, pisząc o XVI wieku, na przykład, mają właściwości autodemaskatorskie.

Nie wiem czy Wam to już mówiłem, ale w ofercie KUL były przez moment dwie pozycje, które sprzedałbym w ilości, nawet nie chcę myśleć jakiej. Nie dość, że już ich nie ma, to jeszcze wydane zostały po angielsku. To jest obłęd, mam na myśli wydawanie ważnych książek po angielsku. To jest sposób zubażania języka i kultury tak samo perfidny jak promowanie czytelnictwa. To jest nowy rodzaj cenzury. Oto linki do tych, nie istniejących w obiegu książek.

http://www.wydawnictwokul.lublin.pl/sklep/product_info.php?cPath=69&products_id=3724

http://www.wydawnictwokul.lublin.pl/sklep/product_info.php?cPath=69&products_id=3725

Dziwne, prawda? Katolicka uczelnia w Polsce wydaje pisma Jana Kapistrana po angielsku. Dziwne i zagadkowe. W dodatku pisma te dotyczą jak najbardziej spraw Europy środkowej, a jakby tego było mało kwestii tak poważnych jak relacje z imperium osmańskim w czasie kiedy imperium tym rządził wspominany tu ostatnio sułtan Mehmet II, zwany zdobywcą.

Jan Kapistran po angielsku, a przygody Józi z burdelu po polsku. Dla każdego coś miłego. W tej metodzie wyraża się najpełniej misja uniwersytetu i jego poszczególnych pracowników. Ktoś powie, że dziś każdy zna angielski. Dobrze, to niech prezydent zacznie promować czytelnictwo po angielsku i niech sejm zacznie po angielsku procedować ustawy. I niech już wszyscy skończą to pieprzenie o wzbogacaniu kultury i języka. Można tak zrobić, czy nie można? Zapewne nie można, a język angielski służy to tego o czym już pisałem, to miękkiej, na razie, cenzury. Jej mechanika polega na tym, by wokół pewnych treści stworzyć krąg osób wtajemniczonych. One zaś, rozumiejąc, albo na pół rozumiejąc treść czytaną będą robić mądre miny i patrzeć wyniośle na innych, podsuwając im książki profesora Bednaruka, wydane przez Superak.

Jak powiedziałem, to jest cenzura miękka, którą nam fundują dziś, bo pozory muszą być zachowane. Jest jeszcze allegro, gdzie są książki wycofane z bibliotek, my możemy je sobie kupić i coś z nich zrozumieć. Może się jednak zdarzyć, że połączone siły ekologów, policji politycznej, mediów, urzędników, bibliotekarek i speców od IT oraz digitalizacji zbiorów, zaczną propagować potrzebę zmielenia wszystkich książek z allegro i domowych zbiorów, po to, by ratować lasy. Na papierze z tych zmielonych książek wydrukuje się Biegunów Tokarczukowej i każdy będzie miał obowiązek kupić egzemplarz i postawić w domu na półce. Póki tego nie zrobili, póki nie firmuje tej akcji prezydent, przytoczę Wam fragment książki, nad którą siedzę od kilku dni. Nosi ona w języku polskim idiotyczny tytuł Z dziejów imperium osmańskiego, choć w istocie jest biografią sułtana Mehmeta II.

Pałac sułtański, zbudowany przypuszczalnie około roku 1417, przez Mehmeda I, wznosił się opodal późniejszego meczetu Selimije, na Placu Platanów, w środku miasta. Tam właśnie urodził się sułtanowi w niedzielę Laetare, o świcie, a więc 30 marca 1432 roku, trzeci z kolei syn Mehmed Czelebi. Ojciec nie przeczuwał wówczas, rzecz prosta, że syn ten dwukrotnie obejmie po nim sukcesję i stanie się jedną z najwybitniejszych postaci schyłku średniowiecza. Kim była jego matka pozostaje do dziś dnia niewyjaśnioną tajemnicą. Brak jakichkolwiek przekazów dotyczących jej rodowodu, wymieniających właściwe jej imię. Nie przekazała tego imienia żadna ze znanych dotąd inskrypcji. Później przezywano ją Huma Chatun, Huma – to imię rajskiego ptaka z perskiej legendy. Nosiła je również matka Kserksesa. Według pewnej, nie poświadczonej zresztą należycie wersji, matka Mehmeda była Włoszką imieniem Stella (Estella). Ponieważ imię to, będące odpowiednikiem, perskiego imienia Ester, tzn gwiazda, Stella, nadawano we Włoszech, przynajmniej w owych czasach, wyłącznie w rodzinach żydowskich, mógłby przeto nasuwać się wniosek, że matka przyszłego sułtana była Żydówką. Osobliwym zbiegiem okoliczności Żydówka Estera została, według Starego Testamentu (Księga Estery) drugą żoną króla perskiego Ahaswera, czyli Kserksesa.

Spieszmy się kochać książki, tak szybko odchodzą. Autorem tej fantastycznej pozycji jest niemiecki badacz Franz Babinger, którego życiorys, także szczerze Wam polecam.

Niestety, nie mogę wydać tej książki, ale jest jeszcze trochę egzemplarzy na allergo. Na znalezienie Jana Kapistrana nie macie szans. Ja zaś mam jeszcze trochę egzemplarzy tych książek wydanych przez KUL, które uznałem za wartościowe.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/firlejowie-leopardzi/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/ksiazki-na-lato-i-ksiazki-na-lata/

  25 komentarzy do “Po co to robimy, czyli nauka czytania”

  1. literatura jest wtedy, gdy człowiek posiadający warsztat pisze książkę, w której potrafi świadomie lub nieświadomie przekazać treść ważną. Aktualnie, z powodu upadku edukacji, która namnożyła analfabetów, za pisarza uważa się osobę potrafiąca pisać poprawnie na wskazany przez wydawcę temat.

  2. A jaki jest odzew warstwy akademickiej? Czy oni rozumieją, albo próbują zrozumieć, że to jest droga donikąd, czy zwyczajnie poczucie bycia w kaście zwycięża?

  3. Ale można chyba powiedzieć, że edukacja powszechna przyczyniła się do rozwoju literatury badziewnej? Wydaje mi się, że upadek edukacji spowoduje poprawę jakości książek. Będą po prostu ładniejsze i lepsze. My tego pewnie nie dożyjemy, ale tak będzie, natomiast obecna nędza jest chwilowa. Chyba, że, jak pisze Gospodarz, wszystko zostanie spalone  w imię planety.

  4. Dzień dobry. Ja wiem, że to trąci spora naiwnością, ale ilekroć czytam coś na ten temat, bywa ten temat poruszany regularnie, nie mogę oprzeć pokusie by zbadać możliwości  prawne wyegzekwowania takich książek od instytucji uzurpujących sobie prawa autorskie (konkretnie majątkowe ale i na innych tzw. polach eksploatacji) na drodze prawnej. Myślę o przepisach dotyczących informacji publicznej. Uczelnie są albo wprost państwowe albo na państwowym budżecie. Pod paragrafy np. o tajemnicy wojskowej taki Kapistran nie podpada. Ja sam nie jestem prawnikiem ale w codziennej pracy muszę właściwie wszystkie swoje ruchy konsultować a prawnikami, żeby pozostawać na zewnątrz więzienia. Stąd wiele się nauczyłem. Niestety prawo w Polsce jest tak zawiłe, że nie mogę twierdzić, że wszystko wiem. Może ktoś z obecnych tu prawników potrafi np. podać podstawę prawną, która pozwala np. władzom KUL odmówić np. mi – obywatelowi wydania dokumentu publicznego jakim zapewne jest ta książka. A może nim nie jest? Jeśli nie – to czym jest? I na jakiej ustawie się to opiera, jakie są możliwości użycia ewentualnej interpelacji poselskiej? Ja wiem, że taki legalizm to był dobry w Cesarstwie przed I wojną, ale tak dla ćwiczenia umysłowego – wiemy to?

  5. Kilka lat temu kupiłem na Allegro wycofany z biblioteki egzemplarz opowiadań Babla, wydany jeszcze w latach ’80 ubiegłego wieku. Czytałem go potem ze scyzorykiem w ręku, bynajmniej nie z powodu jakiejś nienawiści ale dlatego, że książka miała jeszcze nierozcięte niektóre strony. Nikt przede mną widocznie jej nie czytał. (Musiał to być jakiś inny Babel, inny niż ten, którego wszyscy czytają.)

  6. jestem za,

    nie wiemy jaka jest w tej materii sytuacja prawna, może jednak w ustawie o języku polskim jest punkt wskazujący na obowiązek: najpierw drukowania w języku polskim zanim nastąpi tłumaczenie i drukowanie w  języku obcym.

  7. Jestem prawie pewien, że ta banda tak sobie wszystko poustawiała, że formalnie jesteśmy bez szans. Jednak problem polega wręcz na tym, że nie wiemy, gdzie stoi wiatrak, z którym trzeba walczyć. Np. przez zaproponowanie obywatelskiego projektu ustawy/poprawki. Jak kiedyś powiedział Stwórca: Mosiek, daj mi szansę…

  8. Poczytałam sobie o Babingerze.

    https://translate.google.pl/translate?hl=pl&sl=en&u=https://journals.openedition.org/ejts/5468&prev=search&pto=aue

    W świetle tego co napisał autor tego artykułu, jest absolutnie zrozumiałe dlaczego wymiata się z bibliotek wartościowe książki. Wybrał pan, panie Coryllusie genialny przykład. Pozamiatał pan.

  9. Nikt nie będzie czytał książek nie promowanych

  10. Poczucie bycia w kaście zwycięża. Jest przemożne i nie się nikomu wytłumaczyć, że punkty w systemie bolońskim są tym samym co naklejki z Biedronki

  11. To nie z powodu upadku, edukacji, tylko z powodu triumfu edukacji

  12. Dobrze? Fantastycznie. Gratulacje.

  13. nie edukacja powszechna ale zmiana edukacji człowieka na edukację obywatela a aktualnie na edukację konsumenta

  14. Zbiegiem okoliczności właśnie skończyłem oglądać w TVP Historia program (chyba francuski, ale nie dam głowy) o Persji, nawiązujący do czasów Kserksesa. A więc w tym historycznym duchu załączam ilustrację Kapistran und Zorro der Fluch

    Wieczorem dołączę przetłumaczony z łaciny list króla Kazimierza do Kapistrana.

  15. Polajkowana odpowiedź 🙂

  16. Tak jak przypuszczałem ten film na TV Historia (nazywał się Wszystkie kolory świata – Iran. Skarby Persji) był produkcji francuskiej. A dlaczego tak myślałem? Bo nie było w nim propagandy, jeśli nie liczyć prawdy o Aleksandrze Macedońskim, który na stu mułach wywiózł skarby miasta Shiraz, a miasto spalił.

    A teraz zapowiedziany list króla do Kapistrana. Bardzo ciekawe, czy autorzy z KULu umieścili to źródło, a jeśli tak, to w jakim języku?

  17. Kapistran ciągle budzi emocje. We Wrocławiu niedawne podejście do wymazania go z nazwy ulicy nie udało się: https://bip.um.wroc.pl/petycja/48594/petycja-w-sprawie-zmiana-nazwy-ulicy-jana-kapistrana-we-wroclawiu

  18. „Mróz, głód i wszy, Życie codzienne wyklętych.”

    Czy nie można wymyśleć innego tytułu książek ?

    Każdy żołnierz wyklęty miał wobec tytułu wszy ?

    Czy ludzie młodzi zafascynowani żołnierzami niezłomnym mają chodzić glodni i mieć wszy ?

    Przesadzam

  19. Kto napisał tę książkę?

  20. Stanisław Płużański być może to rodzina Tadeusza Plużańskiego. Jakaś nowość frondy.

  21. Próbowałam to sprawdzić, ale mi nie wyszło. Tytuł kuriozalny.

  22. Facebook i po Tadeuszu Pluzanskim można znaleźć, gdyż to udostępnił.

  23. tak samo, można powiedzieć kobiecie, że jej los to obieranie ziemniaków i pranie kolorów , no i co z tego, że tez jest taka proza życia – kiedy ona tworzy rodzinę będącej sensem jej życia

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.