Zacznę może od powtórzenia jednej z wypowiedzi Radosława Sikorskiego, z tych umieszczonych tutaj wczoraj.
Moja osobista obserwacja jest taka, że wiara, gdy jest żywotna, przyciąga najbardziej utalentowanych ludzi danej epoki. W rezultacie powstają wielkie dzieła, czy to intelektualne, czy artystyczne, czy architektoniczne. Kiedy natomiast wiara staje się skostniała, wtedy rodzi w tych dziedzinach brzydotę. Wystarczy porównać świątynie średniowieczne z większością nowych kościołów w Polsce. A te nawet z większością meczetów na Bliskim Wschodzie.
Aspiracje pana ministra, jak widzimy rosną. Łączy on – wbrew temu co zaleca jego rozmówca – język przeżyciowy z racjonalnym. Nie tylko w tych wymiarach, które omówiłem wczoraj. Chce być również arbitrem w dziedzinie estetyki. Nie wie jednak za bardzo co powiedzieć. Nie można utożsamiać jakości architektury z jakością wiary. Bo też i w czym tę jakość wiary mierzyć? Szczególnie, że minister Sikorski nie wierzy tak, jak inni katolicy, ale jakoś po swojemu. Co on wobec tego może wiedzieć o naszej wierze i jakimi metodami szacuje jej wielkość?
Szczyt swoich architektonicznych możliwości, a nie dla nich wszak Kościół został powołany na Ziemi, osiągnęło chrześcijaństwo w XII, XIII i XIV wieku. Sikorski o tym wie, ale po prostu uważa, że powinien – niejako na wizji, bo na wizję przeznaczona jest ta książka – dokonywać jakichś błyskotliwych syntez. Dlatego pisze o tej wierze, jej skostnieniu i wielkich dziełach. Nie wspomina słowem o kontrreformacji, której jest zapewne przeciwny, bo kojarzy mu się ona ze skostnieniem właśnie, choć wybitne dzieła sztuki wtedy jak najbardziej powstawały. Wraca jednak do średniowiecza i mówi tak:
Dominikanie zawsze cieszyli się opinią świetnie wykształconych, ale też liberalnych. Zwrócę jednak uwagę, że w przeszłości zajmowali się, na potrzeby inkwizycji, precyzyjnym wyznaczaniem granicy pomiędzy ortodoksją a herezją. Nie są to najpiękniejsze karty w historii ani zakonu, ani Kościoła w ogóle.
Można by powiedzieć, że Sikorski przeczy sam sobie, ale nie będzie to dość precyzyjne stwierdzenie. Mam wrażenie, że jego celem jest prezentacja, którą realizuje przed oczami Wojciecha Giertycha.
Ów czas – Nie są to najpiękniejsze karty w historii ani zakonu, ani Kościoła w ogóle – to także ten czas – Moja osobista obserwacja jest taka, że wiara, gdy jest żywotna, przyciąga najbardziej utalentowanych ludzi danej epoki. W rezultacie powstają wielkie dzieła, czy to intelektualne, czy artystyczne, czy architektoniczne.
Czy Sikorski tego nie rozumie. Rozumie wszystko dokładnie, ale jego przekaz adresowany jest do ludzi, którzy mało rozumieją, a chcą stać po stronie prawdy, dobra i piękna, chcą także by wyróżniano ich za każdym razem kiedy zabierają głos. To znaczy do kogo on ten przekaz adresuje? Moim zdaniem do faryzeuszy. Bo tak by można było ich zdefiniować, posiłkując się – ale tylko trochę – metodologią ministra Sikorskiego.
No, ale zobaczmy, co mówi Wojciech Giertych, teolog domu papieskiego.
Nie są to dobre strony historii, ale też trzeba powiedzieć, że mogło być gorzej – na szczęście udało się pewne działania wyhamować. Samo słowo „inkwizycja” oznacza wybadanie, dojście do tego czy głoszone poglądy są zgodne z wiarą czy może ją deformują. Dominikanie, właśnie ze względu na wykształcenie tym się zajmowali.
Co udało się wyhamować? Owo wyhamowanie, to jeden z największych kryzysów w historii kościoła – niewola awiniońska i schizma zachodnia. No, ale jeśli Wojciech Giertych modli się o kryzysy, to czego możemy się spodziewać? Może tylko trzeba by ustalić do kogo on się o te kryzysy modli. No, ale to nie jest zadanie dla mnie.
Dalej jest jeszcze lepiej. Okazuje się bowiem, że teolog domu papieskiego, modlący się o kryzysy poprawia, pod względem zgodności z doktryną, teksty przeznaczone sygnowane przez papieża. To w ogóle tak można? Chodzi mi o postawę – tu kryzys, świetnie, a tu sprawdzamy, czy ten papież, albo inne osoby z Sekretariatu Stanu nie napisały czegoś nieodpowiedniego?
Sikorski reaguje na to tak:
Żeby się nie okazało, że sam papież głosi herezje.
Hmmm, a co z powagą konklawe, które przecież decyduje o wyborze papieża. No i co z Duchem Świętym, który z pewnością w tych okolicznościach działa. Załatwiamy to takim zdaniem? – Żeby się nie okazało, że sam papież głosi herezje?
Mniejsza…przeskoczmy teraz kilka stron w tekście i wskażmy na pewien ważny fragment. Radosław Sikorski usiłuje się dowiedzieć, czy Watykan posiada deep state i jak dokonał się wybór Leona XIV. Wojciech Giertych zaś odpowiada tak:
Timothy Radcliffe, biorący udział w tym konklawe, potwierdził że byli całkowicie odcięci od świata, bez dostępu do żadnych technologii. To sprawiło, że byli skłonni słuchać się wzajemnie. Jeśli słucha się drugiego człowieka można usłyszeć też podszepty Ducha Świętego…
Podszepty Ducha Świętego?!!!!!!!!!!!!!!! Może czegoś nie rozumiem, ale niech któryś z obecnych tu duchownych spróbuje nam wszystkim wyjaśnić, czy Duch Święty stosuje metodę podszeptów! Ja tego wcale nie jestem pewien, bo podszepty kojarzą mi się z kimś zupełnie innym, zamieszkującym obszary odległe od tych gdzie stale przebywa Duch Święty. W mojej nieuprawnionej opinii, bo i cóż ja mogę wiedzieć, stosuje on raczej metodę autodemaskacji, czyli czyni człowieka gotowym do stanięcia w prawdzie, nawet wbrew jego intencjom.
Nie mogę cytować Wam całej książki, ale rozmowa ta toczy się w taki właśnie sposób, jakby Duch Święty czuwał, by obaj interlokutorzy stawali w prawdzie wobec nas, czytelników. Najpierw Radosław Sikorski usiłuje udowodnić, że dwór papieski to struktura skostniała i średniowieczna, potem zaś przywołuje mechanizmy, z tegoż średniowiecza i późnego antyku, które świadczą, że właśnie nie. Bo kardynałem nie musi zostać biskup, a papieżem może być każdy ochrzczony mężczyzna. Musi mieć jednak jakieś charyzmaty. I to świadczy właśnie o tym jakie są priorytety władzy duchownej – musi być porządek, ale jesteśmy otwarci na decyzje z Nieba. Na co Wojciech Giertych:
John Courtney Murray, który był ważnym współautorem deklaracji o wolności religijnej Soboru Watykańskiego II, przywołał galezjański model sprawowania władzy. Pokazał, że rozdział Kościoła od państwa prowadzi do demokracji.
Nie wiem, jak to się tam ułożyło w głowie ojca Murraya, ale państwo, które kojarzy się wszystkim z demokracją parlamentarną, czyli Wielka Brytania, to cezaropapistyczne monstrum, którego parlament realizuje interesy oligarchii. Demokracja zaś w USA, skąd ojciec Murray pochodził, prowadzi nieustającą walkę z tendencjami monarchistycznymi. I zwykle likwiduje prezydentów je reprezentujących w zamachach. Oczywiście zamachowcy nie mają nic wspólnego z demokracją. To nieodpowiedzialni wariaci, działający na własną rękę.
Jeśli więc opiszemy w ten sposób dwa najbardziej demokratyczne kraje świata, to co nam zostanie? Francja, której demokracja polega na tyranii organizacji niejawnych. To znaczy podporządkowanych w praktyce Londynowi. I Niemcy, których demokracja najpełniej zatriumfowała w roku 1933, kiedy to wybrano na kanclerza pewnego malarza akwarelistę z Austrii.
Rozdział Kościoła od Państwa nie prowadzi więc do demokracji, bo to jest figura z obszarów gdzie królują pojęcia przeżyciowe. Ten rozdział ratuje Kościół przed degradacją. I umacnia jego hierarchiczny charakter. I on się już dokonał. To zaś co dziś niektórzy nazywają rozdziałem Kościoła od Państwa, jest w istocie próbą powrotu do czasów sprzed rządów papieża Gelazjusza czyli do podporządkowania Kościoła państwu. I dopiero po takim sformułowaniu problemu znajdziemy się znów na płaszczyźnie logiki i realizmu politycznego.
Dlaczego więc w ogóle toczy się ta dyskusja o demokracji i rozdziale Kościoła od państwa? Albowiem o co innego chodzi. I minister Sikorski łatwo, korzystając z dobrodziejstwa wolnej woli, wskazuje nam o co dokładnie. Oto bowiem od problemów demokracji, autokracji, dworu i wyborów parlamentarnych, płynnie przechodzi o grzechów ciężkich i aborcji. No i pisze tak:
Gdy byłem na Harvardzie pytałem kolegów, jak to jest że najwierniejszym elektoratem Donalda Trumpa są ewangelicy i to ci najbardziej zasadniczy. Uważam, że to fascynujące, że polityk, który ma na koncie poważne grzechy obyczajowe, stał się idolem entuzjastów religijnych. Wytłumaczono mi, że jeśli aborcję uważa się za morderstwo, czy wręcz holocaust niewiniątek, to osobista moralność Trumpa jest drobnym grzeszkiem w porównaniu z tym, że istnieje szansa na ocalenie ofiar aborcji, w związku z tym nie tylko można, ale nawet trzeba go popierać.
Nie wiem, jak Wy, ale ja tu widzę działanie Ducha Świętego. On się bowiem realizuje w działaniu, nie w podszeptach. I Radosław Sikorski, płynnie przechodząc od kwestii demokracji do kwestii aborcji, dał dowód, że Duch Święty nie myli się nigdy.
Potem jest jeszcze lepiej, bo obaj panowie wskazują, kto jeszcze, prócz niemoralnego Trumpa jest największym wrogiem demokracji. Otóż jest nim wiceprezydent Vance. I sugerują, że wybór papieża Leona dokonał się właśnie po to, by miał on władzę nad świeżo przyjętym do Kościoła wiceprezydentem największej na świecie demokracji. Bo to on zapewne będzie następcą Trumpa. Teraz zaś zaczyna głosić, jakieś rzekomo katolickie prawdy, które godzić mogą w istotę demokracji. I to wszystko obydwu panom jakoś się w głowach układa. Nie widzą sprzeczności, albowiem oddzielili w swoich przeżyciach – już dawno – Kościół od państwa.
No nic, dalej jest jeszcze gorzej.
A ja zostawiam Wam dziś takie oto książki.
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/duchy-zywi-i-umarli-w-spoleczenstwie-sredniowiecznym/
https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/historia-armii-rzymskiej-753-przed-chr-476-po-chr/
Obaj panowie mają niewidoczny dla zwykłego odbiorcy, obszar wspólny, na rzecz którego wytrwale fastrygują ten tekst. Dla każdego coś ciekawego. Tu akurat łatka o nazwie inkwizycja powinna zelektryzować czytelnika.
Śliczne całe te podszepty. Pełna szczerość to na pewno działanie Ducha Świętego w płaszczyźnie niedostępnej obu panom.
Nawiasem, jesienią podczas uroczystego ogłaszania wyników Konkursu Chopinowskiego ten kontrast „elegancji” i elegancji bił w oczy. Prezydent Nawrocki formalnie ubrany i minister Sikorski oraz prezydent Trzaskowski jak dwa pstre fircyki.
Trudno pomylić.
Też tak myślę
Mają to w genach, a gena, jak mawiają mędrcy, nie wydłubiesz
Genialne.