Wrz 232019
 

Na własne uszy słyszałem taką gawędę – stara komunistka, angażując się w sprawy sercowe swojego syna rzekła, o jego dziewczynie – znać rasę. Rzecz miała miejsce w Warszawie, a ja byłem wówczas w tym mieście przybyszem z miejsc, których istnienia wszyscy ci państwo nawet nie podejrzewali. Rzeczona anegdota podawana była z lekkim przekąsem, ale naprawdę z lekkim, widać było, że rzecz jest, mimo przekąsu, traktowana serio. A rasy wcale nie było znać…Można rzec, że temat jest wzięty wprost z Mniszkównej. To prawda i właśnie tak ma być, albowiem prócz rasy, tematem naszej dzisiejszej notki jest także klasa i kasa.

Zajrzałem mimochodem na kilka prawicowych portali i na stronę pewnego wydawnictwa, które wydaje książki o podobnej tematyce jak my. Czyni to jednak z większym sprytem i po mniejszych kosztach. Nie ma takiego portalu walczącego o dobro nas wszystkich i tak zwaną poprawę ogólnej sytuacji, który nie włączyłby opcji „kiwnij kasę”. To się nazywa różnie, ale przeważnie chodzi o to, by ratować duszę i ciała przed grzechem, zatraceniem i wszechogarniającą degrengoladą. U mnie sprawa wygląda inaczej, o wiele naiwniej i poczciwiej, co nie znaczy, że bardziej przekonująco. Mam wrażenie, że mniej. Po czym to poznaję? Po pewnych postawach, które można by nazwać niezłomnymi. Oto wspomniane wydawnictwo – Napoleon V – przymierza się do wydania książki „Pieniądz i przewrót cen”, która od jakiegoś czasu leży już u nas w magazynie. W przeciwieństwie do mnie, który wydałem tę książkę po prostu, Napoleon wyda ją w systemie subskrybcyjnym. To jest ciekawe rozwiązanie i zapewne bezpieczne. Wyklucza jednak ten element mojego działania, do którego jestem najbardziej przywiązany – jakość grafiki i jakość edycji. Nie wyklucza jednak zaangażowania czytelników. To bowiem można pozyskać bez specjalnych poświęceń, za pomocą gawędy o odwiecznej walce dobra ze złem, w której my stoimy oczywiście po stronie dobra. Napoleon nie uruchamia przycisku „kiwnij kasę”, ale inni – w imię owej walki i dobra – tak właśnie czynią. Wspomniane wydawnictwo ma rzesze wiernych fanów, którzy kupują od nich książki, po to, by wesprzeć firmę, walczącą lepsze jutro. I ja to rozumiem, a nawet pochwalam. Chcę tylko zwrócić uwagę na jeden ważny i wcale nie drobny szczegół, na pewną część wspólną zbiorów, z których jeden nosi nazwę „jakość edycji”, a drugi „jakość tekstu”. Tak to już jest z prawicowymi wydawnictwami, że zawsze owa wspólna część nosi nazwę „nędza”. Przyczyny są zapewne różne, ale ja sądzę, że jedna jest zasadnicza – przekonanie, że tylko poprzez płacz i lamenty można coś ugrać i zainteresować czytelnika. Być może to prawda, ale ja nie dopuszczam tej myśli do siebie, albowiem epatowanie nędzą drażni mnie bardzo. Dlatego nie jestem w stanie zrozumieć jak to jest, że wydana przez Napoleona książka o sztuce wojennej Turków ma na okładce fragment obrazu „Bitwa pod Byczyną” i dlaczego te ich indeksy są tak nieprawdopodobnie nędzne. Podobnie nie potrafię zrozumieć dlaczego treścią wszystkich propagandowych, patriotycznych produkcji – czy to filmowych, czy literackich – ma być miłość młodzieńca do pięknej, szczerej i prostodusznej blondynki. To jest powielanie schematu znanego z powieści „W pustyni i w puszczy”. Schematu, który przy takim stopniu nasycenia naszego życia legalną obsceną i emocjonalnymi oszustwami nie może zadziałać. Może jedynie posłużyć za pretekst do przewalenia budżetu.

Redukując rzecz do formuły najprostszej – i najwygodniejszej przy tym – prawica, szczególnie ta zajmująca się propagowaniem treści patriotycznych, handluje podrabianymi emocjami. Nie ma w tym odrobiny autentyczności, ale jest duże ciśnienie na sukces. I ten sukces przychodzi. Ja oczywiście uważam, że to nie jest sukces, ani nawet pół sukcesu, ale tego ludziom wytłumaczyć nie można, albowiem popyt na nieautentyczne, sformatowane emocje jest spory. Wynika to wprost z faktu, że emocje są trudne do opisania, a ich wdrożenie do sprzedaży i atestacja to cały proces, który angażować musi wielu bardzo autorów, ale także urzędników decydujących o centralnych systemach promocji i w ogóle wiele głów, które zajmują się rynkiem treści. O wiele łatwiej handlować tym co jest, dopisując co jakiś czas nowe, coraz bardziej koślawe wątki. I tak prawica jedzie na biało-czerwonym rowerze z husarskimi skrzydłami przypiętymi do pleców, a na bagażniku wiezie grubą Kaśkę, sklepową z mięsnego, przebraną za Zosię z Pana Tadeusza. Lewica czyni mniej więcej to samo, ale bez skrzydeł i Kaśki, za to z młodzieńcem wymalowanym jak ta Kaśka, w którym z łatwością rozpoznamy samego Pana Tadeusza. W czasie zderzenia tych rowerów uwolnić się powinna energia, która napędzi koniunktury na treść. Oczywiście nic się nie uwalnia, wszyscy są potłuczeni, marudzą, liczą kasę i domagają się zapomóg jeśli nie od państwa, to od prywatnych obywateli, którzy widząc katastrofę winni biec na pomoc i wspierać potłuczonych ile sił.

Ja, przyznam szczerze, nie wiem skąd bierze się w ludziach przekonanie, że proste rozwiązania są najskuteczniejsze. To nie działa nawet przy wbijaniu gwoździ. Żeby osiągnąć cokolwiek i uzyskać zadowalający efekt w jakiejkolwiek działalności, trzeba się naprawdę natrudzić. Nie wystarczy przebrać Szyca za Hałabałę, nie wystarczy przenieść historii Stasia i Nell do roku 1914 i obsadzić w roli Mahdiego cara Mikołaja. To są wszystko chwyty mające za zadanie usprawiedliwić twórców, którzy nie posiadając ani talentu, ani chęci, a dysponując jedynie odziedziczonymi miejscami w hierarchii budżetów, chcą nam mówić w co i jak mamy wierzyć i czym żyć. To się oczywiście może udać i można taki numer przeprowadzić, ale – powtarzam to nie wiem który raz – w warunkach pełnej cenzury. Tyle, że wtedy ludzie o cenzurze decydujący natychmiast przywołają do porządku wspomniany twórców mówiąc im – towarzysze, musicie przyhamować, takiego gówna (pardon) nasza partia firmować swoim szyldem nie może. Tak by było za PRL. Obecne partie jednak mogą to firmować i tu pojawia się kwestia najistotniejsza – dlaczego? Być może my tutaj, mam na myśli całą populację, jesteśmy przez partie traktowani jako pewien etap na drodze ich ewolucji. Etap nie na tyle długi i nie na tyle obciążający budżety, żeby było się czym przejmować. W końcu to organizacje są najważniejsze i to ona decydują jak będzie wyglądał świat, nam zaś można rzucić cokolwiek, byśmy się tym ekscytowali. Posegmentować to jakoś, żeby były widoczne różnice i finansować z tych samych funduszy. Ja nie wiem czy tak jest z całą pewnością, ale taką mam sugestię.

Wracając do sprawy najistotniejszej – pewnie też rozpoczniemy w naszym sklepie sprzedaż subskrybcji, ale dopiero wtedy kiedy parasol podłączy SN do tegoż sklepu i do Prawego Górnego Rogu. Tak żeby oba okienka były widoczne na stronie, tam gdzie teraz jest ryba. Nie wiem kiedy to nastąpi, czekajmy cierpliwie. Potem zajmiemy się ustawianiem tych subskrybcji.

Zapraszam do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze i na stronę www.prawygornyrog.pl

 

 

Tak się niestety składa, że dynamika rynku (a nie mówiłem, a nie mówiłem) w związku z okrągłymi rocznicami politycznych sukcesów Polski, jest tak słaba jak nigdy chyba do tej pory. Mamy wielkie plany dotyczące tłumaczeń, które od kilku lat są realizowane z budżetów, generowanych bieżącą sprzedażą. Niestety budżety te nijak nie pokryją dalszych, będących w trakcie realizacji projektów. Jeśli więc ktoś ma taki kaprys, żeby wspomóc mnie w tym dziele i nie będzie to dla niego kłopotem podaję numer konta. Ten sam co zwykle

 

47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

i pay pal [email protected]

Jestem tą koniecznością trochę skrępowany, ale ponieważ widzę, że wielu mniej ode mnie dynamicznych autorów nie ma cienia zahamowań przed urządzeniem zbiórek na wszystko, od pisania książek, do produkowania filmów włącznie, staram się odrzucić skrupuły. Jak nic się nie zbierze trudno, jakoś sobie poradzę…

  13 komentarzy do “Rasa, klasa i kasa”

  1. ŁaŁ a „Pieniądz i przewrót cen” są dostępnę w basnjakniedzwiedz.pl ?

  2. Z taką okładką i wydaniem chcą 48zł? Kpiny! Moim zdaniem ktoś właśnie zapewnił Panu dodatkową sprzedaż.

  3. >Podobnie nie potrafię zrozumieć dlaczego treścią wszystkich propagandowych, patriotycznych
    >produkcji – czy to filmowych, czy literackich – ma być miłość młodzieńca do pięknej, szczerej
    >i prostodusznej blondynki.

    Może i Stulecie Winnych jako książka jest nędzna, serial (mam nadzieję że sezon 1 a trzy następne zostaną dokręcone) jest świetny. Nie ma prostodusznej i szczerej blondynki, w sezonie 1 jest szczwana ruda i uparta panienka co woli naukę, od zamiany na 3RP nie widziałem filmu gdzie niemieccy żołnierze tak widowiskowo zabijają polaków – w czasie 1 wojny światowej jak i na samym początku 2. No i księdza pokazali jak faceta z „jajami” z doświadczeniem walki fizycznej i duchowej.
    No i żeby nie gadali przy filmie zarobiona była pani Holland de domo. Czyli jak dla mnie z gniota, o ile nim jest, można wystrugać fajny film. No a z fajnej książki można nakręcić słodkiego gniota z blondynką.

  4. no tak jakoś refleksyjnie się robi, żeby nie powiedzieć że smutno, znaczy się dekadencja czy jakoś tak ?

  5. Przepraszam, że jak? Stulecie winnych dobrym filmem? Jak mawia mój serdeczny kolega: „Z gówna biczu nie ukręcisz”. Na tym kończę bo nie chcę trollować notki.

  6. Nie oglądaj nie ma przymusu !

  7. A to gdzie  wtedy będzie  ryba  ? Chyba  jakoś zostanie  co ?

  8. Nie wiem czy smutno…

    … ale, ze  dekadencja sie juz dzieje i  BEDZIE  SIE  DZIAC  jeszcze wieksza  to  FAKT…  nawet  OECD  o tym trabi juz bezustannie… na 2020 rok  zapodaja  spowolnienie o 30% w stosunku do tego syfu co juz obecnie wytworzyli,  ci  „rzadowi giganci”  !!!

    To tylko te niemoty intelektualne z kurwizora  i od Sakiewicza widzo i majo  „sukces”  w swoich pustych lbach  !!!

  9. Tak…

    … „Zeby osiagnac  COKOLWIEK  i  uzyskac zadowalajacy efekt w  JAKIEJKOLWIEK  dzialalnosci,  trzeba sie  naprawde natrudzic”  !!!

    To swiete  slowa… a te rzadowe patalachy  i  „narracyjne”  pacholki  nie majo  o tym  JAKIEGOKOLWIEK  pojecia…  z wyjatkiem ludzi pracujacych u siebie i na swoim,  bez grantow i dotacji, tacy jak Pan,  moja skromna osoba i jeszcze wielu  nam podobnych  !!!

  10. „Obecne partie jednak mogą to firmować i tu pojawia się kwestia najistotniejsza – dlaczego?” – a może  za PRL poziom edukacji wśród ludzi był większy niż dziś. żyło jeszcze pokolenie sprzed wojny, wiadomo było kto wróg i kto bzdury gada a wiedze chłonęli po kryjomu ludzie bo zakazana od starszych członków rodziny + pochowane po strychach książki.  Ja np. bardzo szanowałem dziadka – facet przeżył wojnę – moje dzieci już tak dziadków nie szanują. Nie są to dla nich bohaterowie a więc nie spijają z ich ust wiedzy o historii. Wychowuje czerwona „wolna od cenzury” szkola.

  11. były brunatne hrabiny, czerwone hrabiny, no ale zielone – miło że grono się poszerza, jeszcze przed nami tęczowe hrabiny, ciekawe która to będzie

    zwłaszcza że u tych jaśnie państwa zawsze jakieś fiksum dyrdum…

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.