Pojawiła się tu wczoraj kwestia wpływu bitwy radzymińskiej na Powstanie Warszawskie. To znaczy, by starcie to, przegrane przez sowietów, wpłynęło na decyzję o pomocy dla Powstania. Niektórzy wierzą, że tak było. Jest to najbardziej oczywista nieprawda, albowiem w samym środku tej bitwy, 31 lipca 1944, już po pierwszej mobilizacji powstańców, Radio Kościuszko nadało komunikat wzywający wszystkich mieszkańców stolicy do zrywu. Radio Kościuszko to komunistyczna rozgłośnia czynna przy 1 armii LWP. I mowy nawet być nie mogło, żeby pojawił się tam jakiś komunikat bez zgody Stalina.
1 sierpnia ogłoszono mobilizację prawdziwą, która była niewypałem. Bitwa Radzymińska jeszcze trwała i miała trwać przez pięć najbliższych dni. I można teraz postawić hipotezę, że to Powstanie miało wpływ na jej przebieg, a nie na odwrót. Widząc bowiem, że dowództwo AK zdecydowało się na rozpoczęcie walki Stalin mógł wydać rozkaz, by czołgi nie angażowały się w walkę z Niemcami dając mu w ten sposób dodatkowy pretekst do zatrzymania frontu. Wyraźny, bezpieczny i rozwiązujący ręce także sojusznikom zachodnim. Otwarte pozostaje pytanie – kto odpowiada personalnie za zmianę decyzji o dacie wybuchu Powstania w dniu 28 lipca. Bo na pewno decyzja ta została odwołana w porozumieniu z sowietami.
W dniu 15 sierpnia 1944 Radio Moskwa wysłało w eter taki oto komunikat:
„W Warszawie wywołano zbrojne powstanie nie porozumiewając się z dowództwem sowieckim. Sosnkowski i jego klika nie licząc się z realnymi możliwościami wywołali powstanie nie czekając na wkroczenie Armii Czerwonej i regularnych wojsk polskich. Żołnierze polscy i ludność Warszawy padli ofiarą oszustwa”.
Komunikat ten wywołał poruszenie wśród Powstańców, którzy nie spodziewali się takiej reakcji sowietów, przekonani, że w tej wojnie są sojusznikami wielkich mocarstw, a nie ich wrogami. Jak wszyscy widzą, komunikat wydano już po Bitwie Radzymińskiej, a uczyniono to w tym celu, by odebrać Powstaniu jakikolwiek sens. Oczywiście, gdyby działająca w Warszawie AL zajęła kilka punktów miasta i utrzymała się przez parę dni front ruszyłby bez względu na to, jaki byłby wynik bitwy pod Radzyminem.
Wracamy więc do problemu – jak oceniać decyzję naczelnego dowództwa? Nie oceniać ich w ogóle, albowiem nie były to decyzje samodzielne. Były one sugerowane z Moskwy i Londynu. I niech mi nikt nie mówi, że Stalin nie mógł zaaranżować klęski własnych czołgów, by pozbyć się kłopotu w postaci zdyscyplinowanych oddziałów AK. Oczywiście, że mógł, tak samo jak Brytyjczycy mogli wysyłać nad Warszawę Liberatory ze zrzutami, licząc się przecież z ogromnymi stratami. Ani ilość zabitych, ani strata sprzętu nie ma bowiem znaczenia wobec celów strategicznych. A zniszczenie Warszawy było celem strategicznym zarówno Niemców, jak i wszystkich sojuszników. Wskazywanie więc teraz, że Bór podjął złą decyzję jest dziecinadą, albowiem należy przede wszystkim zmienić optykę tych zdarzeń i nie obawiać się wskazania zdrajców. Nie można jednak udawać, że Londyn miał wobec Powstania dobre zamiary.
Przeczytałem opis powitania Bora w Londynie, kiedy wrócił z niemieckiej niewoli. Idiota Arciszewski, wciągany dzisiaj na sztandary niepodległościowe, przywitał go z pompą i wzruszeniem. Co powinno być ostatecznym dowodem na głupotę i ubezwłasnowolnienie wszelkiej maści socjalistów. Zachowanie zaś Brytyjczyków wobec generała Sosnkowskiego tylko to potwierdza. Jakoś mało kto przypomina, że Sosnkowski, pozbawiony przez Raczkiewicza na polecenie Churchilla stanowiska wodza naczelnego został de facto zesłany do Kanady. Tam pozostawiono go bez środków do życia, w politycznym zawieszeniu. Generał zajął się więc hodowlą świń. I tak do momentu, kiedy nie zmieniła się polityka Korony, czyli do chwili rozpoczęcia Zimnej Wojny. Churchill więc szafował życiem Powstańców i Polaków w ogóle, dla osiągniecia swoich doraźnych celów, których i tak nie osiągnął. A Wielka Brytania weszła, dzięki jego decyzjom, w jeden z najczarniejszych okresów w swojej historii. Nasz problem polega zaś na tym, że żaden polski polityk nie potrafił tego zrozumieć, nie mówiąc już o postawieniu właściwej politycznej diagnozy. I z tym bagażem pozostaliśmy do dzisiaj. Każdy bowiem polityk dopatruje się dobrych intencji w decyzjach sojuszników, nie biorąc pod uwagę, że mogą mieć oni inne zupełnie rachuby. A także, że potrafią wiele ukryć, by osiągnąć swoje cele.
Kwestia najistotniejsza w naszych okolicznościach wygląda tak – czy politycy w Polsce mogą w ogóle prowadzić jakąkolwiek działalność na forum międzynarodowym, nie biorąc pod uwagę głosów narodu? Ktoś mnie tu zaraz wyśmieje i powie, że inaczej nie można postępować, bo naród jest tępy i ogłupiały, a także łatwy do zmanipulowania. No, nie. To jest właśnie ciężkie złudzenie. AK wychowała dużą grupę ludzi nie dających się zmanipulować i świadomych tego co się dzieje, bynajmniej nie tępych. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że była to grupa poprzerastana agenturą, niewiele to zmieni. Zadaniem polityków jest bowiem, by zawsze liczyli się ze zdaniem takiej grupy, lub grup, jeśli mamy ich kilka. Jeśli jednak oni tego nie czynią, świadomie zmieniając wektor powstępowania wobec własnych podwładnych, należy im odebrać mandat, w przypadkach zaś szczególnej nielojalności wobec elitarnych grup reprezentujących naród, można ich nawet powiesić na suchej gałęzi. Nie można też w żadnym wypadku pozwolić, by – inspirowani z obcych ośrodków – snuli jakieś wizje. Tak, jak to czyni obecnie premier Morawiecki.
Wiele złego można powiedzieć o przedwojennych socjalistach, ale nie to, że stawiali oni sobie za wzór jakichś zagranicznych szamanów kolportujących dziwne idee. Oczywiście Piłsudski był wielbicielem takiego oszusta jak Żeromski i sam był przekonany, że pozjadał wszystkie rozumy. To jednak i tak było lepsze niż oddawanie czci Harariemu, a także współczesna budowa jakiejś patriotycznej lewicy w oparciu nie o teksty nawet, ale o wypowiedzi kilku dziwnych panów puszczane w sieci.
Nie można wychowywać narodu i jednocześnie traktować go jako zasobu, który poświęci się w imię jakichś strategicznych celów narzucanych przez obcych. Tymczasem wielu polskim politykom wydaje się, że właśnie tak trzeba. Więcej – wielu zdaje się, że to jest słuszna metoda, patriotyczna i polityczna edukacja zaś to gawędy dla frajerów. I nie mówię tu o Tusku, bo on kręci numery innego rodzaju. Kto okaże się takim politykiem, przekonamy się w ciągu najbliższego roku. Ja zaś nieustająco polecam wspomnienia Jana Piotrowskiego.
No i jeszcze ogłoszenia
W sobotę 5 września będzie konferencja w Drzonkowie (a nie w Zatoniu jak podawałem wcześniej) pod Zieloną Górą, a w piątek 4 września o 15.00 wystąpię, jak w zeszłym roku w bibliotece w Dzietrzychowicach pod Żaganiem i opowiem o okolicznościach śmierci króla Stefana Batorego.
Niestety mój kolega Sasza, dzięki któremu nagrywam pogadanki i promuję przez nie książki, nie poradzi sobie sam, z wynajęciem lokalu w kolejnym sezonie. Opisywałem jego sytuację wiele razy. Na razie udało się nam uzyskać tyle, że może płacić za lokal z miesiąca na miesiąc. Ja oczywiście rozumiem, że wszyscy są wkurzeni postawą polityków ukraińskich i zachowaniem niektórych uchodźców, ale te kwestie nie dotyczą naszej sprawy. Tak się złożyło, że Bóg doświadczył mnie opieką nad tą rodziną i ja nie za bardzo mam wyjście. Nie zostawię ich na bruku. Relacji z rodakami Sasza w zasadzie nie ma bo czas wolny poświęca dla córki, którą samotnie usiłuje wychowywać, pracując jednocześnie na Żeraniu w jakiejś ukraińskiej firmie. Do tego pomaga mi w promocji. Stosuneczki w tej firmie możecie sobie wyobrazić. Jeśli więc ktoś ma ochotę wspomóc moją zrzutkę, bo sam naprawdę nie dam rady tego uciągnąć, zważywszy na stale zmniejszającą się sprzedaż, będę wdzięczny.
https://zrzutka.pl/438wfv?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification
Ruska szczekaczka, wcześniej chyba Retinger knujący w stronę powstania, wypowiedzi wysokich narodowych socjalistów w stylu „mamy wspaniałą okazję , żeby zniszczyć jądro tego narodu, który od stuleci stoi nam na drodze na wschód”. No i Brytyjczycy.
Jest taka scena w Dzikiej bandzie, jak jeden z Meksykanów otaczających na szczytach paru gangsterów amerykańskich, wystrzelił. Dowódca Meksykanów krótkim ruchem ręki kazał natychmiast niesubordynowanego chłopaka zastrzelić, co zostało skrupulatnie wykonane i porządek na liniach powrócił.
Może zamach na Retingera był taką próbą opanowania sytuacji?
Czasami najważniejsze jest powstrzymać emocje. A tu chodziło o wulkan wściekłej energii drzemiącej w mieszkańcach Warszawy.
A skończyło się jak w scenie finałowej „Wroga publicznego” – w mafijnej knajpie, przypadkowo wplątanej w rozgrywki wywiadów, wszyscy strzelali do wszystkich, by aranżerzy tej prowokacji, Hackman i Smith, bezpiecznie wyczołgali się pod stołami.
Leżymy na styku politycznych płyt tektonicznych.
Od stuleci persony polityczne usiłują sobie znaleźć dobrą afiliację. Co jakiś czas zdarzył się rodzynek, co chcąc się z tej sytuacji wywinąć patrzył daleko poza strefę zgniotu. Tyle że dla tych odległych protektorów zawsze byliśmy tą prowincją, którą można poświęcić, gdy muszą się skupić na bliskich sobie sprawach.
Tak było i jest.
Potrzeba polityka o wielkiej osobowości, żeby taką grę rozumiał i umiał w nią grać. Nie widzę takiego.
Dlatego ludzie nie chcą głosować na PIS bo ci traktują ich jak durniów i tym właśnie pozbawiają się tego najbardziej świadomego elektoratu który zapewnił by im zwycięstwo. To jest ten elektorat który chce wychowywać świadome przyszłe pokolenia i który ma siłę szukać ale jest zawłaszczany przez konfę która więcej wysiłku wkłada w komunikację lub niemiłosiernie dewastowany przez polityczne New Age.
Przede wszystkim należy ograniczyć wpływy obcej agentury i lobbystów – od razu kraj nabrałby mocy. Czyli inwestycja w kontrwywiad i gra na własne interesy – co najmniej jak u Walaszka 🙂
https://youtube.com/shorts/wdcyL1Pei4A?si=mUCX6AxZMRzjEpue
Ciekawe kto go ostrzegł
Ja też nie
No, ale oni traktują nas jak durniów w zasadzie w interesie Sakiewicza i Karnowskich, którzy reprezentują nie wiadomo kogo
Zegarki, yerbamate, skarpetki Rachonia.
Zbieramy 200 tys. na transmisję by pokazać jak Jastrzębowski pakuje na silowni.
Ciekawostka ten apel w radiostacji kościuszko czytała podobno niejaka Ryszarda Hanin. Tak, tak. Ta aktorka pózniejsza.