cze 062026
 

Parę lat temu napisał do mnie prof. Shaul Stampfer z Jerozolimy, z pytaniem czy mam jeszcze książkę o wołach. Miałem jeden egzemplarz. Chciał kupić, a ja mu chciałem podarować. Droczyliśmy się dłużysz czas, a w końcu powiedziałem, że książka jest uszkodzona i mu ją wysłałem w prezencie. Wymieniliśmy jakieś uwagi na temat jego pracy, ale on się wkrótce zmęczył, bo trzeba powiedzieć wprost, że bywam bardzo namolny. W każdym razie dowiedziałem się, że powstaje duża praca naukowa o handlu żydowskim w I Rzeczpospolitej. Chyba jednak jeszcze nie powstała, bo Shaul Stampfer, jak sam wyznał, pracuje wolno. No, ale w trakcie tej naszej rozmowy zeszło się na Natana Hannowera i jego relację z wojny z Chmielnickim. Kiedy to zadnieprzańscy Żydzi zostali wyprowadzeni z zagrożonych terenów przez Jeremiego Wiśniowieckiego. Tekst ten, wydany i opracowany w XIX wieku nie doczekał się później wznowień, poza moim sprzed kilku lat. No, ale po kolei. Prof. Stampfer napisał mi, że uważa iż dane dotyczące liczby ofiar żydowskich w czasie wojny z Chmielnickim są przeszacowane. Jednym słowem, że Natan nie miał racji i oskarżenia przeciwko Chmielnickiemu są oczywiście poważne, ale nie tak poważne jakby się zdawało. Może nie wszystko dobrze zrozumiałem, albo translator był za słaby, ale chodziło z grubsza o to, że w kahałach na Ukrainie, nie zapisano tylu osób ile podaje Natan w swojej książce – Jawein mecula – co przetłumaczono w XIX wieku na – Bagno głębokie. Natan wydał swoją książkę w Wenecji, w roku 1654 i raczej nie ma szans na to, by znał dokładne dane dotyczące ofiar rzezi dokonanych przez kozaków, których nazywa Jonami. W sensie – Jonowie czyli Grecy, ludzie greckiej wiary. Nie można jednak założyć, że na Ukrainie w tamtym czasie przebywali wyłącznie ci Żydzi, którzy się tam urodzili. No, ale o tym już z prof. Stampferem nie rozmawiałem.

Książkę Natana warto przeczytać, bo jest to relacja – z pierwszej ręki – opisująca wypadki jednej z najgorszych wojen jakie spadły na Rzeczpospolitą. Trzeba mieć jednak przy tym świadomość, jak bardzo nie rozumiemy Ukrainy i jej historii oraz literatury, co dość istotne, bo tam się owa historia odbija.

Przypadkiem zupełnie, jeden z kolegów, czynnych na naszej stronie szkolanawigatorow.pl odkrył istnienie zupełnie w Polsce nieznanego pisarza Jurija Kosacza. Pan ten był siostrzeńcem czy też bratankiem Łesi Ukrainki, sławnej poetki. Napisał wielką powieść o Chmielnickim zatytułowaną Dzień gniewu, nigdy nie tłumaczoną na polski. Jest to bowiem powieść antypolska. No i według mnie z tego właśnie powodu powinna być na polski przetłumaczona. Nie będzie, bo jako czytelnicy, konsumenci kultury i ludzie, nie jesteśmy w stanie przejść przez pierwszy poziom gry zwanej poznaniem historii. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby uwagi naszej nie oderwały od spraw ważnych jakieś głupstwa. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby nasza własna pycha i lekkomyślność nie zaprowadziły nas na manowce.

W zapomnianym już nieco 31 numerze kwartalnika Szkoła nawigatorów opublikowaliśmy kilka fragmentów prozy Kosaczaw tym tekst, dotyczący ukraińskiego mistrza szermierki pana Morozeńko, który załatwia różne, ważne dla Ukrainy i dla sprawy w ogóle, rzeczy w Paryżu. Uważne przeczytanie przez Polaka zainteresowanego historią dziejów Morozeńki, który był postacią autentyczną, ale silnie zmitologizowaną, nie wchodzi w ogóle w rachubę, albowiem zacznie się on w trakcie lektury zastanawiać czy Morozeńko był lepszy czy gorszy od Michała Wołodyjowskiego, postaci całkowicie fikcyjnej. Zachowa się więc tak, przy realizacji ważnej misji, jak to Gustlik z Czerech pancernych zasugerował kiedy Tomek Czereśniak miał iść na swoją ważną misję – jak mu się trafią po drodze podkowy, to zacznie zbierać i nie dojdzie.

Kosacz, prócz wspomnianej powieści, napisał także inne – Rubikon Chmielnickiego i Dunkierkę.

Ta druga opowiada o tym, że w tajemnicy przed królem Władysławem IV, Chmielnicki podpisał z Francuzami kontrakt na udział w wojnie przeciwko Hiszpanii, potem wraz z tysiącem kozaków wyruszył przez Gdańsk do Francji i wziął udział w oblężeniu i zdobyciu Dunkierki, którą Francuzi oblegali bezskutecznie od 10 lat. Polska historiografia szydzi z tej opowieści i badacze uważają, że jest ona zmyślona. Bo nie Chmielnicki, a Sirko miał tam pojechać, a w ogóle to pojechał gdzie indziej. No tak, ale Francuzi wmurowali w tej Dunkierce tablicę dziękczynną ku czci zaporożców, którzy pomogli im wyrzucić Hiszpanów z twierdzy. To co? Francuzi nie wiedzą co czynią? Czy uczeni Krakowa i Warszawy w podzielonej Polsce, wiedzieli lepiej od nich jak było? Musicie to sami ocenić.

Najlepszy jest jednak u Kosacza opis oblężenia Zasławia, miasta na Ukrainie, którego bronią Polacy, a Kozacy za wszelką cenę chcą je zdobyć. I tu Kosacz opowiada rzecz naprawdę niezwykłą. Człowiekiem który pomaga w operacji zdobycia Zasławia jest zięć Natana Hannowera, chyba nawet miał na imię Saul, ale nie pamiętam. To on właśnie wprowadza ukrytym wejściem zaporożców za mury miasta i jest głównym sprawcą klęski Polaków. Dlaczego Kosacz nie opisuje, co w tym czasie robi jego teść znany na całej Ukrainie Natan Hannower? Tego nie wiemy. Musimy jednak rozstrzygnąć komu wierzyć – Natanowi czy jego zięciowi wymyślonemu przez Kosacza? Ten zięć jest postacią autentyczną, ale – podobnie jak Morozeńko – silnie zmitologizowaną. No, ale prof. Stampfer z uniwersytetu w Jerozolimie uważa, że sam Natan Hannower także nie pisał całej prawdy. Jak więc dokładnie wyglądała ta historia?

Zanim spróbujemy coś wyjaśnić dodać trzeba, że Jurij Kosacz, żyjący na emigracji ukraiński pisarz nie cieszył się popularnością wśród środowisk niepodległościowych tejże emigracji. Uważany był bowiem powszechnie za sowieckiego agenta. Odwiedził zresztą też sowiecką Ukrainę i patrzył jak ona rozkwita. Podobną wizytę złożył tam Charles de Gaulle, który podziękował Chruszczowowi, za to że Kozacy zdobyli Dunkierkę w 1646 roku.

Co nam do tego? Otóż książka Natana Hannowera, znajduje się w zbiorze dokumentów i listów opracowanych przez Franciszka Rawitę Gawrońskiego. Zbiór ten właśnie wydaliśmy, a zawiera on prócz dzieła Hannowera, także listy Chmielnickiego i innych osób z wydarzeniami lat 1648-1657 związanych. Franciszek Rawita Gawroński zaś to jest ten autor, który uważa, że Michał Chmielnicki, ojciec Bohdana był żydowskim rzeźnikiem z Chmielnika na Podolu i nazywał się Berko.

Jak widzicie rzeczy ciekawych i wartych omówienia jest sporo. Ja zaś zostawiam Wam dziś tę książkę. Okładkę robił oczywiście Hubert Czajkowski.

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/sprawy-i-rzeczy-ukrainskie/

 

Postaw kawę autorowi! 10 zł 30 zł 50 zł

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)