Gru 052018
 

Zanim przejdę do meritum, muszę dać kilka ogłoszeń związanych z konferencją w Tłokini i nie tylko w Tłokini. Liczymy się bowiem z sukcesem i już planujemy kolejną konferencję, na której organizację będziemy mieli niestety dużo mniej czasu. Tak to się jednak układa. Teraz rzeczy ważne. Kilka osób zadeklarowało chęć posiadania faktur i te faktury zostaną wystawione. Jeśli ktoś jeszcze chce fakturę niech powie, bo dziś moja żona będzie nabijać na kasę fiskalną tę usługę i wszyscy, którzy nie zadeklarowali chęci posiadania faktury dostaną paragon.

Tak się składa, że musimy pojechać do Tłokini wszyscy, całą rodziną, zabieramy jeszcze babcię, która wymaga stałej opieki. Niech więc nikt się nie zdziwi, że takie będą okoliczności. To się pewnie już nie zmieni. Michalina ma sprzedawać książki, a Gabryś pomagać przy wszystkim przy czym się da. Jeśli okoliczności nie pozwolą mojej żonie pojechać po doktora Gliwę do Ostrowa Wielkopolskiego, a może się tak zdarzyć, będę musiał poprosić o to któregoś z kolegów. Zdecydujemy o tym na miejscu, a sprawę rozstrzygnie praktyka. Zabieram dużo książek, ale nie mogę wziąć wszystkich. Jedziemy co prawda dwoma samochodami, ale jest nas dużo i wszystkie książki się nie zmieszczą. Wiem, że wielu uczestników zrobiło już zakupy, ale lepiej przywieźć więcej niż mniej i potem żałować. Przyjedziemy w piątek, raczej późno, bo inaczej się nie da. Wcześniej będzie Michał z doktorem Kaczmarskim. Wszyscy prelegenci będą bardzo chętnie rozmawiać z uczestnikami konferencji, także przed i po wykładach, do czego zachęcam. Po to między innymi organizujemy te imprezy, żeby wykładowcy i autorzy mogli poznać czytelników, a czytelnicy autorów i zapytać ich o różne ciekawe rzeczy. Powtórzę raz jeszcze to, o czym już pisałem – ja tam jestem tylko konferansjerem i służę do pomocy. Na żadne sugestie, że powinienem stworzyć jakiś wewnętrzny krąg wtajemniczeń, w którym będę przyjmował specjalnych gości i jeszcze liczył za to osobne wpisowe nabrać się nie dam. Niech nikt nawet nie próbuje podsuwać mi takich pomysłów. Wszyscy tworzymy wewnętrzny krąg, a imprezy organizowane są przede wszystkim z myślą o czytelnikach. Chodzi o to, by poznali oni autorów, posłuchali ciekawych wykładów, zobaczyli miejsca, w których być może już byli, a jeśli nie to z całą pewnością sami by tam nie dotarli. Nie jest moim celem lansowanie siebie. Wykładowcy także wynoszą z konferencji różne korzyści, jak ta na przykład, że będzie coraz więcej nagrań z ich udziałem w sieci i nie będą to nagrania przypadkowe i oderwane od kontekstów. Wykładów rzecz jasna nie wyemitujemy, ale wyemitujemy wywiady i ciekawe fragmenty wystąpień. Fragmenty – podkreślam….

To jest dopiero początek przygody, która mam nadzieję nabierze rozpędu, a może nawet pofrunie. Pora na wyjaśnienie dlaczego wybrałem taką formułę. Częściowo i bezwiednie wyjaśnił to wczoraj Toyah, a ja dziś dokończę jego myśl. Oto cała plejada gwiazd czynna w tak zwanym mainstreamie dokonuje właśnie harakiri na oczach wszystkich. Książki przez nich pisane, książki lansowane i promowane zawalają biblioteki, nikt ich nie kupuje, a jedynym sensem ich istnienia jest przewalenie budżetu. Można się oczywiście ustawić w pozycji demaskatora, ale….Jeśli idzie o „naszych” to demaskują oni głównie Żydów, co uważane jest za akt odwagi, a w przypadku „onych” chodzi wyłącznie o zdemaskowanie samego siebie. Widziałem wczoraj w Empiku książki Kuby Wojewódzkiego zatytułowaną „Nieautoryzowana biografia”. Oczywiście na okładce była gęba pana Kuby sfotografowana z bardzo bliska. Kogo to, przepraszam, może obchodzić? Obserwacje poczynione na targach i na rynku w ogóle podsuwają mi myśl następującą – otwiera się wielka przestrzeń, ale otwiera się ona na chwilę i wejście do niej nie zawsze jest widoczne. Żeby tam wkroczyć trzeba mieć też sporo odwagi, bo nie każdy, kto przez całe życie oklepywał jeden i ten sam temat, zdecyduje się teraz na zmianę i na zaistnienie w nowych formach, nie tylko literackich, ale także dystrybucyjnych. Zresztą, o jakich formach ja mówię…co jo godom, jak czasem pisze Wacek. Kiedy zaczynam o tych formach, widzę, jak oczy niektórych rozmówców zachodzą szkłem…Co on chrzani – myślą – jakie formy, kiedy tu trzeba pisać o tym jak Stalin mordował Polaków i Żydów demaskować, a także tę no, historię odkłamywać. Powtórzę raz jeszcze – z odkłamywania historii nic nie wynika, naszą misją jest utrwalanie prawdy. W umysłach, w sieci i na papierze. Prawdy, czego chyba każdy już się domyślił, nie da się utrwalić na papierze toaletowym lub takowy przypominającym. To jest jasne. Nie można jej utrwalić oprawiając ją w pudełko po butach opatrzone nędznym jakimś symbolem albo słabym rysunkiem. Takie zachowanie prawdę unieważnia, wręcz ją likwiduje. Tego na szczęście nikt z czynnego na rynku książki cyrku pcheł nie rozumie, albowiem misją tamecznych pchlarzy nie jest utrwalanie prawdy, ale przewalanie budżetu. A jak ktoś raz przewalił budżet, to już jest od tego uzależniony i za jasną cholerę się nie uwolni od tej przemożnej chętki. Będzie po prostu czekał na następną okazję.

W tej chwili jesteśmy na etapie dzielenie na mniejsze przestrzeni publicznej, przestrzeni służącej do dystrybucji. Złudą jest myśl, że ten podział ułatwi sprzedaż i każdy przez to znajdzie tam swoje miejsce i swoją niszę. To jest wręcz idiotyzm, bo wszyscy od lewa do prawa powinni teraz, w najlepszej zgodzie, zajmować się poszerzaniem tej przestrzeni i czynieniem jej bardziej jednolitą. Tylko wtedy zwiększą się zyski i tylko wtedy będzie można myśleć o strategii. Jak ktoś będzie miał ochotę to na pewno uda mu się też wdać w polemikę z ideowymi adwersarzami, a może nawet nie w polemikę, ale w regularną bójkę dającą wiele satysfakcji. Żeby tę satysfakcję uzyskać należy jednak otworzyć przestrzeń dla wszystkich – podkreślam – dla wszystkich. Tego nikt nie zrobi, a jeśli idzie o mnie osobiście, to wszyscy starać się będą, żebym był wykluczony z dyskusji, przestrzeni i obrotu. Do tego nie dojdzie rzecz jasna, bo pozory muszą być zachowane, ale o tym, by włączyć Klinikę Języka w normalny obieg dyskusyjny, który – przypomnę – toczy się w kurczącej się coraz bardziej przestrzeni, nie ma mowy. Wczoraj w „Do rzeczy” Komuda napisał felieton zatytułowany „Holocaust Chmielnickiego” czy jakoś podobnie. Powołał się tam rzecz jasna na ‘Bagno głębokie” Natana Hanowera, które wydaliśmy wiosną, ale nawet się nie zająknął na temat tego wydania. Wcześniej nawet mu do głowy nie przyszło, żeby o tym wspominać. Świat komiksu reaguje na nasz komiks „Noc św. Bartłomieja” uwagami w rodzaju – podstawowe błędy w scenariuszu. Czynią to ludzie, którzy nie funkcjonują bez dotacji i nie potrafią sprzedać tysiąca egzemplarzy własnego produktu.

Powtórzę więc jeszcze raz – otwiera się nowa przestrzeń, ale nie dla wszystkich jest to widoczne. My tutaj wszyscy nie znikniemy z przestrzeni publicznej, a do tego urządzimy sobie własną, do której nie będą miały wstępu żadne kreatury, a jedynie ludzie zaufani i zaproszeni. Obszar ten będzie funkcjonował na kilku poziomach nie dla wszystkich widocznych – będą spotkania w pałacach i zamkach, książki nowych autorów, dyskusje oficjalne, wywiady i dyskusje kuluarowe. Do tego nagrania, cześć dostępna i część niedostępna. Wszystko dostępne będzie jedynie dla uczestników konferencji, wszystkich bez wyjątku i bez żadnego hierarchizowania. Urządzenie tego wszystkiego będzie wymagało sporo wysiłku, ale możecie być pewni, że nikt z czytelników i uczestników nie będzie się nudził.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

  12 komentarzy do “Tłokinia vs cyrk pcheł”

  1. Tylko szkoda, że mnie tam nie bedzie…

  2. No to masz czas na ogarnięcie się i weźmiesz udział w następnej konferencji.

  3. Czy ktoś będzie jechał na konferencję z Opola lub okolic i będzie miał wolne miejsce?

  4. Na następną muszę koniecznie zorganizować wyjazd. Powodzenia.

  5. Cala rodzina z Panem  !!!

    I zona… i dzieci… i babcia… cos wspanialego… wiem, ze bedzie sukces… wiem, ze 99% uczestnikow bedzie zadowolonych… i ja tez, pomimo nieobecnosci ciesze sie z tych fragmentow z konferencji…

    … serce mi bije z radosci  coraz szybciej i coraz mocniej  !!!

  6. Chciałbym tylko dla formalności dodać, że jak ,być może jak paru innych obywateli, bardzo chciałbym być w Tłokini, ale będę. I oczywiście nie chodzi o koszty, lecz o brak czasu . Korzystając też że sposobności dodam, iż odnoszę wrażenie, coś mądrego i dobrego mi umyka .

  7. Miało być „nie będę „. Mój komentarz jest po to, byście się tak nie cieszyli, Szanowni Państwo .

  8. Poczytaj „Pchłę Szachrajkę” humor wróci.

  9. Nie wiem dlaczego Coryllus skontrastował Tłokinię z cyrkiem pcheł. Nie sądzę, by zajmował się przemyślnymi pchłami, które w Londynie prezentował Bertolotto na Regent Street. Nie sądzę, by czytał tego Dickensa, który wspomina o losie pcheł robiących za Napoleona (na mojej ilustracji) lub Wellingtona. Zapewne nie tracił czasu na wiki, gdzie opisane są pchły uwięzione w złotej uprzęży. I małe są szanse, by natrafił na podbudowany naukowymi zdjęciami artykuł o edukacji pcheł (aby obejrzeć wymagana jest cierpliwość, bo Biblioteka Kongresu nie wyrabia). Ale trafił w punkt kontrastując Tłokinię z przemysłem rozrywki polegającym na osobnikach w uprzęży.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)