Gru 042018
 

Przeczytałem wczoraj informację, która latała na pasku WP po lewej stronie dość wysoko. Raz nawet opatrzono ją fotografią zatroskanej twarzy księdza Lemańskiego, ale potem zdjęcie zniknęło. News dotyczył pięści księdza, które same się zacisnęły kiedy czytał on opublikowany w gazowni tekst na temat innego księdza – prałata Henryka Jankowskiego. W tekście tym jakaś pani opowiadała o molestowaniu jakiego dopuścił się na niej ksiądz Jankowski dawno temu. Jak wiemy Henryk Jankowski nie żyje od ośmiu lat. Wiemy też co to znaczy kiedy wyciąga się z grobu nieboszczyka i stawia mu różne niepiękne zarzuty. Jest to oznaka nasilania się propagandy antykościelnej, która – mimo filmu Kler puszczanego w kinach – zabuksowała i nie pędzi z takim impetem jak to się zleceniodawcom Smarzowskiego zdawało. Trzeba więc atmosferę podgrzać, a ponieważ nie ma, jak raz, w pobliżu żadnego żywego pedofila w sutannie, wyciągamy zmarłego i stawiamy mu zarzuty. Wiadomo, że się nie obroni. Żeby zarzuty wzmocnić uruchamiamy tego całego Lemańskiego, który ponoć jeszcze jest księdzem. Pan Lemański opowiada o swoim oburzeniu, które nie może być prawdziwe, albowiem spowiadał on przez długi czas wiernych i z całą pewnością uodpornił się już na historie jakie serwuje w tym materiale gazownia. Wiem to na pewno, bo rozmawiam czasem z księżmi i to są najmniej ulegający emocjom ludzie na świecie. Kiedy więc Lemański mówi, że pięści mu się same zaciskają to kłamie, a mówi tak, ponieważ najprawdopodobniej dostał za to honorarium.

Wracajmy jednak do księdza prałata Jankowskiego. Za życia stawiano mu zarzut antysemityzmu i podśmiewano się zeń, że ma skłonności do bombastycznych przedstawień z własnym udziałem. Są chyba gorsze rzeczy niż operetkowe stroje prałatów? Są, wiemy o tym z całą pewnością.

Nie chcę tu rozwodzić się nad postawą bohaterki tekstu, która teraz przypomniała sobie, że była molestowana, a wcześniej kiedy gazownia nie ruszała Jankowskiego, bo był – jak wszyscy z Solidarności – jeszcze swój, nie wpadła na pomysł, by to zrobić. Ludzie mają dziwne pomysły, dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn i czasem chęć zwrócenia na siebie uwagi jest tak przemożna, że nie ma siły by się jej oprzeć.

Jak łatwo możemy sprawdzić, choćby w wiki, ksiądz Jankowski nie był tym człowiekiem, za którego go brano. Rzeczywiście lubił pompę, ale nie był ani kutwą, ani wariatem. Wspomagał finansowo różne instytucje i pojedynczych ludzi. Różnił się rzecz jasna od Jerzego Popiełuszki, ale wszyscy się od siebie jakoś różnimy i nie ma w tym nic dziwnego. Opowiadano cuda o jego bogactwie, które chyba nie było tak wielkie jak by ludziska chcieli. Z całą pewnością ksiądz prałat nie miał tak luksusowych samochodów, jak choćby Kuba Wojewódzki, któremu nikt przecież nie wyrzuca, że jeździ BMW.

No dobrze, ale dość już tego soft porno, przejdźmy do ostrzejszych kawałków. Oto fragmenty tekstu:

Dopadł mnie z 10, może nawet 20 razy – wspomina Barbara Borowiecka. – Ale nie jestem w stanie odtworzyć tego w porządku. Pamiętam strzępy zdarzeń, wyrwane z czasu, z chronologii. Był jak bestia – mówi w rozmowie z „Dużym Formatem”

Nie jestem śledczym ani prokuratorem, ale z filmów wiem, że mogliby oni w tym momencie zadać takie pytanie – łaskawa pani, pomiędzy 10 a 20 razy jest spora różnica, minęło ponad 30 lat od tych wypadków, dlaczego zgłasza się pani z tym teraz i to od razu go gazety, kiedy sprawca już nie żyje?

Nie wiem, co odpowiedziałaby pani Barbara, ale byłoby to zapewne coś równie wstrząsającego, jak owe zdarzenia wyrwane z czasu czy chronologii.

Teraz kolejny fragment. Tym razem opowiada ksiądz, który nie ujawnia rzecz jasna swojego nazwiska, ale w tamtym czasie pracował w Kurii. Dziś więc musi być emerytem. Łatwo chyba sprawdzić kto to taki, mimo tego, że pani Barbarze wydarzenia powyrywały się z czasu i chronologii. Oto fragment.

W artykule opisane są także inne historie, rzekomych kontaktów ks. Jankowskiego z nastoletnimi chłopcami. Na pytania „Dużego Formatu” odpowiadał ksiądz pracujący w tamtych czasach w kurii. – Ludzie byli zniesmaczeni, ale traktowali to z uśmiechem: „Ma słabość do blondynów” albo „Prałat nie lubi być sam” – mówi.

Nie rozumiem dlaczego ksiądz nie ujawnił swojego nazwiska, skoro – mniemam – zależy mu na oczyszczeniu Kościoła z brudów.

Najlepsze jest jednak to. Uwaga! Teraz będzie popis warsztatowego mistrzostwa autorów z gazowni.

Gdy oglądałem jeden z obrazów, ksiądz podszedł do mnie i zaczął głaskać po głowie, po chwili muskał ustami policzki. Kiedy pocałował mnie w usta, odruchowo odepchnąłem go. Jankowski skarcił mnie i kazał się rozebrać. Gdy stałem nagi, proboszcz spytał się, czy napiję się drinka. Szybko wychyliłem szklankę i zaszumiało mi w głowie. Ksiądz jedną ręką rozpiął rozporek, drugą trzymał mnie mocno za plecy. Klęknąłem, wtedy zbliżył się i włożył mi członka do ust. Powiedział, że nie będę tego żałował. Po wszystkim zrobiło mi się niedobrze i pobiegłem do toalety zwymiotować. Rano Jankowski dał mi 1000 złotych i wypchnął za drzwi. „Należy ci się, bo byłeś dobry” – zeznawał chłopiec.

Załóżmy, że to prawda. Jeśli tak jest, to kim jest ten facet, który poszedł dobrowolnie na plebanię, mając zapewne świadomość tego, co się wydarzy, najadł się, napił, rozebrał i wziął bez szemrania 1000 zł? Może po tym artykule powinien je oddać, to znaczy wrzucić do puszki w kościele św. Brygidy? Jak wiemy nie jest łatwo dokonywać czynów lubieżnych, a skalę trudności zna każdy, kto się kiedyś wstawił i próbował porozmawiać tak bardziej przyjacielsko z jakąś koleżanką. Na prawdziwe czyny lubieżne, takie jak opisane w powyższych fragmentach musi być zgoda. Inaczej to się nie uda. I nie muszę mam nadzieję opisywać dlaczego. Zmuszenie zaś nastolatka do czynności opisanych wyżej to jest wręcz straszliwe ryzyko, no chyba, że zmuszający ma świadomość iż ów nastolatek jest całkowicie bezradny nie tylko wobec 1000, ale nawet już wobec 700 złotych. I nawet nie próbuje się targować.

Może ktoś mi wyjaśni teraz taką kwestię, której zrozumieć nie potrafię. Moja rodzina zawsze trzymała się raczej daleko od Kościoła. To znaczy mama chodziła na mszę, a ojciec nie. My z siostrą chodziliśmy, ale jak to było ze starszym rodzeństwem, tego powiedzieć nie umiem. Nigdy w życiu nie zdarzyła się ani mi, ani nikomu z moich kolegów, bliższa relacja z księdzem. To znaczy nie służyliśmy do mszy, nie łaziliśmy na plebanię, nie uczestniczyliśmy w oazie czy innym ruchu i nie chodziliśmy na pielgrzymki. Ja nie byłem ani razu. Nie widziałem też papieża na żywo. Jest dla mnie więc szalenie interesujące, kto i dlaczego, mając do wyboru telewizję, hasanie po łąkach, grę w piłkę nożną, albo łowienie ryb nie czyni tego, wybierając w zamian wizytę na plebanii u księdza o którym w kurii krążą plotki, że ma słabość do blondynów. Kim są tacy ludzie? Ja rozumiem, że wiele z obecnych tu osób wybierało w dzieciństwie Kościół a nie wędkarstwo czy piłkę, rozumiem, że wielu ludzi o innej niż ja wrażliwości modliło się żarliwie i uczestniczyło w młodzieżowych i dziecięcych ruchach moderowanych przez księży. No, ale oni nie zeznają teraz w gazowni. Pytanie brzmi – kto zajmował się deprawacją polskiej młodzieży w czasach intensywnego nasilenia się tych wszystkich oaz i pielgrzymek. Ja wiem skądinąd, że stopień tej deprawacji był zauważalny, może nie znaczny, ale zauważalny, bo rozmawiałem kiedy z kilkoma osobami, które nawet tego nie próbowały ukryć. Nie wiem jednak skąd one się wzięły i kto ukształtował ich psychikę. Na pewno nie byli to młodzi księża. Może ktoś z Was będzie wiedział jak to było naprawdę.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

  15 komentarzy do “Pięści księdza Lemańskiego”

  1. Najpierw z autopsji, księdza Jankowskiego poznałem prywatnie pod koniec lat 90 będąc świadkiem na ślubie mojego brata w Parafii Św. Brygidy. Rozmawialiśmy ok 20 minut o geopolityce, zauważyłem jedno, facet był naprawdę bystry i o bardzo szerokich horyzontach intelektualnych, dlatego mógł być niebezpieczny dla systemu, każdego systemu.

    Wczorajsza wrzuta owej pani, nie klei mi się w jednym: skoro ksiądz wielokrotnie ją molestował/gwałcił, a chwilę później dowiadujemy się że był pedofilem/pederastą, to coś tu nie gra? Nie znam się na zboczeństwach wszelakich, ale agresywny pederasta gwałcący kobiety? Coś tu chyba jest szyte. Pytanie kto następny, z tych co mają status ŚP, czyli bez możliwości obrony. Apropos niejaki Latkowski w związku z powyższą aferą dopytuje co z aferą „pedofili z dworca centralnego” np. ze znanym eterycznym reżyserem?

    pozdrawiam

    Szczęść Wam wszystkim Boże.

  2. Latkowski chce jeszcze pożyć, czy już mu się znudziło? Nie doczytałeś tekstu o księdzu, tam jest wyraźnie napisane – był jak bestia. Bestia kochany może wszystko. – Jak przyjdzie ochota to i pies kota wychrobota – że pojadę klasykiem

  3. Latkowski miał zarzuty o bodajże sprawstwo kierownicze w podwójnym zabójstwie, zupełnie normalne w kategorii dziennikarz i redaktor? Czyli robi dla kogoś wysoko/daleko. Tekstem „jak przyjdzie ochota…” rozwaliłeś mnie zupełnie… patrzę na moje trzy koty porozwalane na kanapach… kotki w dodatku, ale tak jak mówiłem na „wszetecznościach” znam się słabo. Poruszyłeś ważny aspekt na końcu notki- pamiętam doskonale drugą połowę lat 80, kiedy znaczna część mskiej populacji mojego LO, zaczęła nosić jakieś dziwne symboliczne skórzane znaki na szyi pod tytułem „Mietek” i „Oaza”. Skojarzyło mi się to na początku z francuskim „OAS” i nawet pomyślałem, że to fajne (miałem 16 lat), dopiero przy winie marki „wino” (u nas rządził produkt o nazwie „maślacz gorzowski” :)) wytłumaczono mi, że Oaza plus Pielgrzymka równa się seks. Oaza żeby ofiarę namierzyć, pielgrzymka żeby skonsumować. Ponieważ już wtedy byłem najgorszym z synów Matki naszej Kościoła, postanowiłem w procederze tym nie uczestniczyć. Jakieś circa 20 lat potem, funk FSB wkur…. moim katolicyzmem wyryczał mi w twarz, że może mi pokazać listę 300 alumnów których zwerbowali w latach 80 z pominięciem naszego SB, odmówiłem tej wątpliwej przyjemności. Argumentu, że w KK, to my jesteśmy Kościołem nie „paniał” i tyle.

  4. Latkowski siedział za wymuszenia rozbójnicze

  5. Co do stanu prawnego masz rację.

    Natomiast M. Gorzeliński (swoją drogą arcyciekawa postać, nawiasem mówiąc kolega z DS Zbyszko Obornicka 80b Poznań) twierdzi, że stał za zabójstwem znanego pasera/złodzieja samochodów ze Szczecina i jego kochanki (podczas gdy z prawowitą małżonką zamordowanego byłem wtedy na roku na prawie) świat jest mały 🙂

  6. Plotki o tych molestowaniach i podobnych rzeczach rozpuszczają przeważnie  ludzie  o dość kruchej moralności i stuknięci .Do normalności  psychicznej w takich środowiskach jest dość daleko .  Ile z plotek to prawda ? No ale  można się zastanowić nad niektórymi przypadkami . Stanisław Michalkiewicz miał latem sporo kłopotu z powodu puszczenia paru inwektyw (że  niby dla  rozśmieszenia ?)w pedofilskiej sprawie w Towarzystwie Jezusowym . Zdarzyło się i panu Michalkiewiczowi chlapnąć ,ale możliwe że lubi sobie tak mówić . To troszkę prostował Witold Chake  wypowiadający się u Rafała Mosskowskiego  rzekomo obeznany w  kwestiach wpływu na umysł człowieka falami elektromagnetycznymi .Rzeczywiście  naświetlił aferę z innej strony . Zaznaczył również ,że  do walki z pedofilią ,pewnie tą istniejącą fizycznie jest w  kościele za mało ludzi .

    Tu od  23 minuty wywiadu poświęconego tematowi podobnemu do dzisiejszego ,pan Chake komentuje  wypowiedzi Michalkiewicza jako oczywiście uznanego i polecanego politologa .

    https://www.youtube.com/watch?v=6fPOvOG7QZs

    Trudno jednak ,żeby było to brane pod uwagę , pan Chake jest bardziej  znany z opowieści o control mind niż z wiedzy historycznej o heraldyce .

  7. Zapytałem kolegę po jaką cholerę chodzi na Oazę, odpowiedział, że są tam fajne dziewczyny. Do dzisiaj nie mam nic przeciw fajnym dziewczynom ,więc zapytałem o szczegóły, rojąc trochę o finale na obozie wędrownym pełnym różnych sytuacji. Odpowiedział niejasno acz wesoło ,że powinienem mieć dobrą ,,intencję” przed wyruszeniem bo się przyda. Przyciskany wyjaśnił ,że przyda się powód dla którego lezie się na ostatnich nogach, z zakrwawionymi stopami, sra w krzakach itp. Słabo już pytałem o ewentualny przygodny sex ,  odpowiedział, że zawsze warto próbować, ale to przecież wie każdy. Potem jeszcze dodał, że wybiera się znowu , pewnie miał dobrą intencję.

    ps Są pewnie również fajne pielgrzymki

  8. Temat ponury, ale nie ma tego złego…Utrata zaufania do księży, to także utrata zaufania dzieci do nauczycieli i innych dorosłych. Tego uczy znana mi kultura amerykańska. Nigdy nie bierz cukierka od obcego.

    A ponieważ dzień był od rana ponury i samochód nie odpalił, więc miałem czas, by zająć się innym nieoczekiwanym efektem tej kultury. Otóż w roku 1894 pewien krytyk sztuki pisał, że pejzaż nie powinien być tym, co może dostrzec każdy filistyn. Ma żyć, nawet jeśli to życie nadadzą tańczące wróżki. Jego uwagi były związane z twórczością Charlesa Harolda Davisa (1856-1933). Czarnoszara reprodukcja wieczornego pejzażu Davisa jest w wiki. Ale gdy sięgniemy do reprodukcji w magazynie z roku 1894, to samoistnie pojawiają się kolorowe „tańczące wróżki”, jako efekt dyfrakcji. Dla uzupełnienia obrazu zamieszczam też wersję podkoloryzowaną przez sztuczną inteligencję.

  9. Dodatek techniczny

    Obrazy reprodukowane w czasopismach z 19. wieku nie były fotografiami lecz zrobionymi na ich podstawie rycinami. Były firmy i grawerzy, którym można to było zlecić. Najwyższej jakości ryciny miały detale robione tak cienką i gęstą kreską, że dzisiejsze skanery lub aparaty fotograficzne dają kolorowy efekt siatki dyfrakcyjnej, którego nie ma w starych wersjach papierowych. Obraz Davisa jest w kilku reprodukcjach roczników czasopism z amerykańskich uniwersytetów. Z pewnością wersje czarnoszare są wierne, ale te z efektem dyfrakcji są bardziej fascynujące.

  10. Trzeba przyznać że mają rozmach w tej Gazowni. Ostatni raz uśmiałem  się tak dobrze przy ich opisie innej dwudziestokrotnej bestii – o. Rydzyka. To bylo dość dawno temu, jeszcze przed epoką. #metoo, więc o gwaltach nie pisali, za to zrelacjonowali ślub pierwszej naczelnej Naszego Dziennika na którym o. Rydzyka ostentacyjnie nie bylo, gdyż sam wiazal nadzieje matrymonialne z owa naczelną, a tu mu w drogę wlazł jakiś konkurent, że nic, tylko fochy strzelać.

  11. Przez całą szkołę średnią jeździłam na rekolekcje oazowe w lecie i brałam udział w spotkaniach oazowych w czasie roku szkolnego w parafii.  I dlatego nie zgadzam się z oceną Oazy, jako miejsca demoralizacji.  Po pierwsze był podział na dziewczęta i chłopców. Po drugie dzień na rekolekcjach składał się wielu modlitw i mszy swiętej w kaplicy, plus zajęć w grupach polegających na czytaniu Pisma Świętego i dyskutowoniu. Codziennie uczyliśmy się też śpiewać.   To dzięki Oazie w szkole średniej nie interesowałam się specjalnie chłopcami i bardzo dbałam o czystość.

    Z perspektywy czasu widzę jednak, że Oaza była miejscem, w którym wprowadzano zmiany modrnistyczne do liturgii i dlatego nie oceniam jej teraz tak jednoznacznie pozytywnie, jak ją oceniałam dawniej.

  12. A mnie najbardziej zadziwił twiter Pana Cenckiewicza – ze wszyscy o tym wiedzieli, czy coś w tym stylu. Skoro wszyscy wiedzieli łącznie z Panem Sławomirem, to czego nikt tego wcześniej nie ujawnił.

  13. Nic mi tam nie „pływa”. Próbowałem z okularami i bez. Pewnie się nie znam na malarstwie nowoczesnym. A może to widać po absyncie, dopiero?!

  14. Dzielimy się tu na blogu wiedzą, mam więc nadzieję że nikt mnie nie skarci za podzielenie się wspomnieniem, i nikt nie weźmie za prowokatora.

    Jeszcze jak byłem nastolatkiem wrył mi się w pamięć wywiad z ks. Jankowskim. Nie pamiętam gdzie, w Wyborczej chyba. Z dzisiejszej perspektywy, mam wrażenie, że wówczas ks. Jankowski był bardzo promowany przez media.
    Jako grafik, pamiętam, np., rysowane przez profesjonalnych grafików jego podobizny, przedstawiające go jako twardziela itd…

    Ale do rzeczy:
    Otóż do tej pory pamiętam, jak ks. Jankowski chełpił się że uratował życie Wałęsie, bo mu powiedział że nad celą w której siedzi, ustawili aparat rentgenowski żeby Lech dostał raka.
    I że dzięki temu „grepsowi” Wałęsa każdej nocy spał w innym miejscu celi, i to mu ocaliło życie.

    Dzieciak wtedy byłem, co ja mogłem wiedzieć, ale tak jakoś ten fragment wywiadu zapadł mi w pamięć.
    Dzisiaj, no cóż. Z perspektywy czasu (i zdobytej wiedzy) człowiek inaczej to wszystko postrzega.
    I jeszcze raz pokornie proszę o nie branie mnie za jakiegoś prowokatora.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)