Lip 272020
 

Jak wiecie nadużywam wyrazu „uporczywy”. Nie potrafię nic z tym zrobić, albowiem uważam, że jedynie uporczywe działania z właściwie ustawionym wektorem przynoszą skutek. Od kilku dni eksploatuję tematykę związaną z organizacją edukacji. I nie mogę się od tego oderwać, podporządkowując wszystkie spływające do mnie newsy tej właśnie eksploatacji.

Powtórzmy założenie podstawowe – wychowanie jest ważniejsze niż program nauczania. Ten bowiem można poszerzać i redukować dowolnie, w zależności od potrzeb, a potencjały uczniów i tak się ujawnią. Ci bardziej zainteresowani matematyką i tak będą swoje zainteresowania pogłębiać, a tych, których matematyka nie ciekawi, nie usatysfakcjonuje zredukowanie jej do działań arytmetycznych. Będą się nudzić tak samo, jak nudziliby się przy określaniu przebiegu funkcji. Wychowanie zaś tworzy po pierwsze wewnętrzną lojalność grupy, tradycję, hierarchię i wszystkie te rzeczy, które potem są rozpoznawalne na zewnątrz i pozwalają absolwentom jakiegoś zakładu świecić przykładem i osiągać sukcesy indywidualne i grupowe. Wychowanie jest stokroć ważniejsze niż program, dlatego właśnie jest dziś i było wcześniej całkowicie lekceważone. Odbywa się to zawsze w taki sam sposób – wychowanie redukuje się do tak zwanych właściwych zachowań, a następnie każdy kto jest od ucznia starszy o lat parę, uzurpuje sobie prawo do egzekwowania tych zachowań. Jeśli nie osiągnie sukcesu lamentuje głośno i płacze nad zepsuciem młodzieży. To jest mechanizm ostatecznie i na zawsze pogrążający całą ideę wychowania. Dziś załatwia to internet, gdzie krąży masa filmików o tym, jak należy się właściwie zachowywać. Pokazują w nich synów co nie szanują starych ojców, ale potem przychodzą do opamiętania i płaczą w ich ramionach. Pokazują tam gitowców, co podskakują do staruszków siedzących w autobusie, a następnie przywoływani są do porządku za pomocą pięści jakiegoś wyglądającego na bandytę, ale za to dobrze wychowanego pana. Nie o to chodzi w wychowaniu młodzieży. Wychowanie to tworzenie nieformalnych, wewnętrznie spójnych organizacji, których członkowie potrafią wziąć za siebie i innych odpowiedzialność i mają – jeśli nie wrodzone, to wyuczone zdolności przywódcze. Wychowaniem w takim rozumieniu nie jest zainteresowane państwo, które lojalnych wobec siebie obywateli szkoli w placówkach policyjnych i wojskowych. Czyniąc tym samym wielką szkodę społeczeństwu. Tego nikt nie chce zrozumieć uporczywie, mając przecież przed oczami tragedie wojenne z przeszłości, kiedy to owi lojalni i wychowani na państwowców obywatele w mundurach byli w całości przejmowani przez systemy państwu wrogie. I żaden nie protestował. A jeśli to się nie udawało, mordowano ich bez litości, zmuszając niektórych do porzucenia idei lojalności wpojonej im w szkołach. Powtórzę – nie na tym polega wychowanie.

Teraz po kolei będę podawał różne przykłady, które są pozornie tylko oddalone od naszych tutaj rozważań.

Wszyscy pamiętamy książkę zatytułowaną „Dzieci peerelu”, którą napisałem dawno temu, a potem wznowiłem pod tytułem „I co? Kiedyś było fajniej?”. Nie ma tam ani jednego nazwiska poza moim własnym, ale i tak niektóre osoby się rozpoznały i zrobiło się z tego trochę afer. Zadzwoniła między innymi do mnie moja dawna polonistka, która z wielkim smutkiem i pretensją w głosie oznajmiła mi, że bardzo zabolało ją to co napisałem. Pominę szczegóły, bo nie są one tu istotne, ale pani ta zwróciła mi uwagę na rzecz szalenie istotną – zarzuciła mi, że nie napisałem o tym, jak zaangażowała się w tworzenie szkoły specjalnej, dla dzieci opóźnionych, która w tamtym czasie powstawała w naszym mieście. To prawda, nie napisałem tego, albowiem mnie przy tym nie było, byłem dzieckiem w innej szkole i spisywałem swoje wrażenia po latach. Co jest istotne? Nauczycielki, bo w większości były to nauczycielki, postrzegały swoją misję w specyficzny sposób – czuły się predysponowana do pomagania najsłabszym, dzieciom pochodzącym z zabitych wiosek, albo opóźnionym w rozwoju. Pewnie nie było to łatwe i pewnie dawało im mnóstwo satysfakcji. Ja jednak nie mogę zrozumieć dlaczego nikt nie zajmował się nami – dziećmi wykazującymi jakieś zdolności? Gdzie byli ludzie, którzy powinni się zaopiekować dzieciakami posiadającymi potencjał ponadprzeciętny? Ja wiem, gdzie oni byli w naszym mieście – w jednostkach wojskowych i w strukturach tajnych, do których nauczyciele nie mieli dostępu, albowiem system wyznaczył im rolę pasterzy owieczek pokornych i głupich i nazwał to wychowaniem. Uczniowie zdolni byli w zasadzie na przegranej pozycji. Jeśli nie mieli głęboko uświadomionych rodziców, a przeważnie ich nie mieli, ich losy układały się bardzo różnie. W ciekawy sposób ujawniły się też – w czasie rozmowy telefonicznej z panią od polskiego – kryteria sukcesu i tych mitycznych zdolności. Dla naszych preceptorów sukces życiowy, to było zdobycie zawodu lekarza, a zdolności, to uporczywe podążanie w tym właśnie kierunku. A co jeśli ktoś nie chciał zostać lekarzem? Bo miał inne całkiem plany? Takich opcji nie przewidziano, albowiem wychowanie dorastającej młodzieży, w systemie który PRL odziedziczył po Nowosilcowie, powierzano tradycyjnie oficerom zupakom, albo tajnym pracownikom MO i SB. Nauczyciele zaś, tak jak dziś, mieli realizować program. No i opiekować się muminami, żeby się trochę dostymulować emocjonalnie. Wiecie jaka jest konsekwencja tego systemu? Likwidacja tradycji i porozumień międzypokoleniowych. A raczej przeniesienie ich do sfery tajnej i stworzenie czegoś w rodzaju antyświata i antyjęzyka – obszarów działania i porozumiewania się środowisk robiących kariery w strukturach państwa, które przeznaczone jest do likwidacji lub gruntowych przeobrażeń, ze zmianą granic włącznie. I my to mamy od samego początku, czyli od odzyskania tak zwanej niepodległości.

I teraz kolejna kwestia – dostałem dziś rano link, do wypowiedzi Sławomira Cenckiewicza, który promuje opublikowany w Glaukopisie tekst prof. Rafała Łatki, znanego niektórym z ostatnich targów w Bytomiu. Dotyczy on agenturalnej działalności kardynała Gulbinowicza i jest ponoć wstrząsający. Zapewne wszyscy go chętnie przeczytają i może nawet ktoś coś w związku z tym tekstem opublikuje. Mnie w wypowiedzi Cenckiewicza uderzyło jedno, oto w rozmowie z oficerami SB, kardynał Gulbinowicz wypowiada dość kokieteryjne słowa

Ja nie jestem taki, jak mnie większość księży ocenia. Jestem człowiekiem patrzącym realnie na zachodzące zjawiska społeczne. Wiem, że tylko realna obiektywna ocena faktów i dialog z władzami, może być podstawą do pracy na takim stanowisku.

Co to jest? To jest kapitulacja i przyznanie się do bezradności. Ktoś może powiedzieć, no tak, ale też jest w tym lęk przed prowokacją, bo niechby kardynał zdradził się z jakimiś niechęciami, to zaraz by mu zamontowali gdzieś jakiegoś księdza, który zrobiłby szereg demonstracji patriotycznych w wyniku których zginąłby jakiś młodzieniec i pozamiatane. Może tak, a może nie. Pomijając wszystkie aspekty dotyczące postaw księży wobec komuny, uważam, że to jest wynik braku wychowania, lub jak kto woli formacji. Braku wychowania katolickiego, które nie stroni od ryzyka i polityki. Czyli takiego, którego się nie uświadczy, bo dziś wychowanie katolickie rozumie się, w mojej ocenie trochę inaczej, tak jak moja dawna pani od polskiego rozumiała swoją misję – trzeba pomóc najsłabszym. Nie jest to do końca prawda. Organizacja taka jak Kościół powinna stworzyć przestrzeń, w której odnajdywać się będą najsilniejsi. Gdyby taka przestrzeń istniała, Henryk Gulbinowicz nie byłby kardynałem, a z oficerami SB rozmawiałby kto inny, z kim oni nie spoufalaliby się tak bardzo.

Pamiętam jak przysłuchiwałem się rozmowie jednego z księży profesorów z rektorem jednego z seminariów duchownych. Dotyczyła ona UKSW i tego, że uczelnia upada, najważniejszym zaś kierunkiem kształcenia jest bezpieczeństwo, które zostało całkowicie sfeminizowane. To jest przykład ciężkiego kryzysu, który łączy się wyraźnie z postawą Henryka Gulbinowicza. Uczelnia katolicka, zamiast budować swoją doktrynę wokół postaci takich jak święty Bernard i święty Ludwik, otwiera kierunek studiów dla przyszłych policjantek. Bo to jest takie życiowe i praktyczne.

Poza wszystkim zaś nie ma czegoś takiego jak realnie zachodzące zjawiska społeczne. Komunizm nie jest żadnym zjawiskiem społecznym, jest herezją narzuconą w warunkach wojennych. Podobnie jak wszystkie inne, dawniejsze herezje. Wiara w nauki społeczne w oderwaniu od historii Kościoła, to jest okultyzm najcięższego kalibru, szkoda, że duchowni tego nie widzą. No i nie do pomyślenia jest, by duchowny poświęcał czas jakiemuś trepowi. On może porozmawiać z opóźnionym w rozwoju dzieckiem, z panią od polskiego, albo z ciężko pracującym na polu rolnikiem, nie zaś z wiecznie aspirującą trepiarnią.

Prócz linku do wypowiedzi Cenckiewicza dostałem jeszcze inny link – do występów człowieka nazwiskiem Franz Zalewski, o którym już tu kiedyś wspominałem. Pan Zalewski jest archeologiem z Ukrainy, który zajął się propagowaniem idei Wielkiej Lechii. Włączył do tego dość sprytnie dobrze wszystkim znane z trzeciego tomu Baśni wątki dotyczące Kompanii Moskiewskiej. I zrobił z tego program edukacyjny, którego wszyscy słuchają jak świnia grzmotu. W mojej ocenie, jego występy, to ostateczna kompromitacja samej idei programu nauczania w oderwaniu od wychowania. Pan Zalewski przekazuje niby wiedzę, którą tłoczy do głów, odprawiając ten dziwny taniec na scenie i zarzucając kosmyki włosów za uszy. Z czym my tu mamy do czynienia? Z tym, co zostało wspomniane wyżej – tak się po latach materializuje duch aspirującej trepiarni. Goście chodzący tanecznym krokiem po scenie, modulujący głos i mrugający okiem do asystentek, pieprzący przy tym coś o Wielkiej Lechii. To są koledzy tych, co wciągnęli na listę Gulbinowicza. Wychowanie szeregu roczników mają już odfajkowane i teraz zabierają się za program nauczania. I nie ma w polskich grajdołkach mowy, by ktoś przeciwko temu procederowi zaprotestował, albowiem wszędzie tam siedzą ludzie, którzy zostali wychowani i wyedukowani, tak jak to opisałem powyżej. Teraz zaś domagają się oni jedynie emocjonalnej stymulacji i ciągłego potwierdzania swoich wyjątkowych predyspozycji. Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam, to już lepiej iść na spotkanie klasowe do dęblińskiej jedynki zwanej motylami, co ją dawno temu pani Basia organizowała, niż słychać tych ludzi i z nimi przestawać. I pod żadnym pozorem nie można się tak stroić i uprawiać takiej choreografii jak to pokazuje doktora habilitowany Franz. To jest gorsze niż wypowiedzi Gulbinowicza o zjawiskach społecznych. Tak kończy się system Nowosilcowa, a pan Zalewski to jego ostatni delegat na Polskę, który ma za zadanie dokonać destrukcji ostatecznej w tych biednych mózgach aspirujących, prowincjonalnych trepów i urzędników, pragnących za wszelką cenę i wbrew faktom uchodzić za naród. A takiego wała!

Wspominam o tym Zalewskim nie bez przyczyny. Był tu kiedyś pewien czytelnik, który bardzo nieufnie traktował moje rewelacje na temat Kompanii Moskiewskiej i domagał się potwierdzenia tych hipotez za pomocą dokumentów. – Ale skąd pan to wziął – pytał bez przerwy – gdzie to jest napisane, ale wie pan, tak wprost i wyraźnie. Tłumaczyłem mu, że wobec braku dostępu do archiwów, to są wysoce prawdopodobne poszlaki. Kręcił głową i odchodził niezadowolony. Dziś już w ogóle nie przychodzi. Był on, co pewnie już wszyscy odgadli, wielkim propagatorem idei Wielkiej Lechii. I nie potrzebował do tego źródeł pisanych, wystarczyło mu słowo autorytetów takich jak Franz i jego własna imaginacja. Był całkowicie przekonany co do tego, że ma rację. Dziś pan Zalewski, dla bezpieczeństwa swojego programu nauczania połączył Wielką Lechię z Kompanią Moskiewską i wszyscy absolwenci szkół senatora Nowosilcowa mogą już spać spokojnie.

My zaś, musimy walczyć.

  21 komentarzy do “Wychowanie vs program – konflikt postaw i kreacji”

  1. Motywacja jest ważniejsza niż wiedza ☺

  2. Mi wiele mówi o wychowaniu to, gdy ktoś wita się ze mną,  czy mówi cześć,  czy siema, a może hej,  hej.

  3. Wychowanie to jest montowanie w dziecku sprawnej wyszukiwarki. I w sercu i w rozumie. Jeśli będą niewłaściwe tagi lub brak tagów, to lipa. Program może być łatwo zmieniony, jak wspomniał Gospodarz. Ja bym dodał – musi być zmieniany, bo zmieniają się dane i potrzeby obcych. Wychowanie musi być jedynie uaktualniane. Całe szczęście, że są jeszcze na świecie rodzice. I rodziny.

    Konflikt: wychowanie vs program, to konflikt: prawda vs potrzeba.

  4. >Wychowanie zaś tworzy po pierwsze wewnętrzną lojalność grupy, tradycję, hierarchię i wszystkie te rzeczy, które potem są rozpoznawalne na zewnątrz i pozwalają absolwentom jakiegoś zakładu świecić przykładem i osiągać sukcesy indywidualne i grupowe

    „Wszystkie te rzeczy” wspólne dla wychowania cywilnego i wojskowego to dyscyplina wewnętrzna i zewnętrzna. Nie bez powodu angielska wersja wiki w artykule o Eton poświęca cały podrozdział karom cielesnym. Duke of Wellington, który uczył się w Eton we wczesnych latach 1780-tych, miał podczas wizyty tam w 1855 powiedzieć hrabiemu Montalembert  „C’est id qu’ a ete gagne la bataille de Waterloo” (To tu została wygrana bitwa pod Waterloo).

    Ten epizod ilustruję żarcikiem, a myśl rozwijam w następnych: francuscy majtkowie w kajdanach, wagarowicze zebrani z ulicy i polscy kadeci w Anglii.

  5. Ciężki temat. Dużo ostatnio o tym myślę. O tym czego mi nie przekazano i o tym, że wychowywać trzeba tak, żeby wychowywany nie wiedział, że jest właśnie wychowywany:)

  6. Dokumentów  nie  ma  bo pewnie  sporo z nich Franc i Olo gdzieś tam w lesie spalili .Za wiele nie  mogli bo przy tym pili ,noce  były zimne  jakby paskiewiczowskie  . Dzisiaj już nie  palą Cameli tylko gandzie na  zagranicznych stypendiach albo w  Kiejkutach .

    Całe  to polskie  wykształcenie pamiętam jako jeden wielki badziew  dający utrzymanie  nauczycielom wszystkich szczebli nauczania  a nawet akademickim . Wielką sprawą było nabycie wykształcenia by potem wylądować w jakiejś czarnej dupie  ,czyli w robocie bez szansy na awans albo w szkocji w tzw. pracy na  telefon .

    Mam w  rodzinie  trepów  a właściwie  cieci tych trepów  . Zapatrzeni są w skanen wojskowy jeszcze z PRL u .Żyją tym jak wiadomościami z polsatu . Reszcie rodziny nie są w niczym pomocni ,chyba  tylko w  degradacji psychiki . W myśl zasady ,że mundurowi w towarzystwie są zawsze atrakcyjni i sypatyczni a  i za mundurem panny sznurem . Tylko ,że  powoli się starzejemy drogi narodzie ,gdzie tu atrakcyjni kawalerzyści i panny na  wydaniu .

  7. Myślę, że temat dyscypliny wewnętrznej i zewnętrznej powróci kiedyś u Coryllusa, choćby dlatego, że wszystko, co robi wymaga ogromnej dyscypliny wewnętrznej, a jego projekty wymagają ludzi z dyscypliną zewnętrzną, o którą dzisiaj trudno. Skoro wspomniałem o projektach, to dodam, że nuda w szkole (i na studiach) to brak własnych projektów uczniów. A dalej ciągnąc wspomnę o projekcie Churchilla MACMIS i absolwencie Eton. Otóż szkocki baronet Sir Fitzroy Hew Royle Maclean, jeden z dwóch angielskich szeregowców, który w czasie II WŚ doszedł od szeregowca do brygadiera i był zapewne jednym z wzorów agenta 007, po ukończeniu szkół, w tym Eton, dostał się do pracy w dyplomacji brytyjskiej, z której nie jest tak łatwo wyjść. Gdy wybuchła wojna znalazł pretekst, bo chciał zostać członkiem parlamentu. Gdy dowiedział się o tym Winston Churchill, miał powiedzieć, ze skoro musi do publicznego kibla to trudno. W każdym razie został dowódcą angielskich komandosów do partyzantów Tity. Churchill nie wiedział, czy poprzeć czetników Michailovića czy Titę, ale polegał na doniesieniach wywiadu (dziś wiemy, że powiązanego z radziecką siatką szpiegowską), że Tito zabija więcej Niemców. Gdy stawało się jasne, do czego to prowadzi i Maclean wyrażał wątpliwości, Churchill miał zapytać go, czy zamierza po wojnie zostać w Jugosławii. „Nie?” „Ja też nie”, dopowiedział – „więc niech sami urządzają swój kraj”. Sądy zaczęły od skazania na śmierć Mihailovića.

  8. OP J.Woroniecki „Katolicka etyka wychowawcza” z rozdziału Wychowanie, podrozdział cnoty kardynalne i wewnętrzny ich związek stanowiący o moralnym charakterze człowieka:

    ” składnikami roztropności są wyrobiona pamięć, pojętność, rozsądek, uleglość radom innych, oględność, zdolność przewidywania, pilność i inne…Dopiero te składają się na roztropność a ta wiąże wszystkie władze duchowe człowieka w jedna harmonijną całość zwaną charakterem …Już u filozofów greckich znajdujemy pojęcie charakteru całkowicie zanalizowane. Terminy „arete” – cnota , lub „ethos” – obyczaj, używane przez Platona i Arystotelesa  oznaczają to, co dziś określamy terminem charakter,  czyli zespół moralnych sprawności człowieka powiązanych  wewnętrznymi więzami w jedną organiczną całość… Trzy są cechy,  które charakter powinien nadawać naszemu postępowaniu : stałość, umiar, jednolity kierunek do naczelnego celu życia.”

    Niby oczywiste ale można przypomnieć

  9. Mc Lean patrzy na Tito jak na martwego ptaszka

  10. Cytat w temacie:

    „Nie dziwmy się, że na początku tego stulecia centralizacja została we Francji przywrócona z tak cudowną łatwością. Ludzie roku 89 zwalili gmach, ale jego fundamenty pozostały w duszach tych, co go burzyli, i na tych fundamentach można go było szybko wznieść od nowa i zbudować solidniejszym, niż był kiedykolwiek.”

    Biorąc pod uwagę, iż wszyscy jesteśmy po prostu bękartami po komunie, wypada zrozumieć konsekwencje tego zdarzenia.

    Buziaczki :)^:)_

  11. do PZPR wstępowali koniunkturalnie, nikt nie wierzył w ideały komunizmu … no może jedna Wasilewska … a tym bardziej katolicy nie traktowali komunizmu poważnie, stąd to określenie „bękarty po komunie” to może pasuje do jakiegoś urwanego z choinki cytatu, ale dlaczego do nas…

    kto w minionych latach centralizację przywrócił we Francji ? Emigranci z Maghrebu?

  12. Znam pewnego młodego człowieka, który postanowił studiować w Polsce na jednej z najlepiej notowanych warszawskich uczelni. Studiował w języku angielskim, maturę zdobył w jednym  z krajów skandynawskich. Wytrzymał rok. Wrócił na studia do siebie. Dlaczego? Raziła go nachalna propaganda na zajęciach, wykładowcy nie mogli się powstrzymać by nie komentować poczynań rządu, a właściwie wymyślac pod jego adresem. Nieuczciwość na różnych egzaminach i zaliczeniach pisemnych. Pewna grupa studentów ściągała, a nauczyciele udawali, że tego nie widzą. Brak możliwości przedyskutowania z wykładowcami interesujących go problemów, co w jego kraju zamieszkania jest normą, bałagan organizacyjny …

  13. no właśnie ci dydaktycy, którzy zachowują się tak jak opisałaś, to może oni wyczerpują to określenie … „bękarty po k0munie” ?

  14. Dołoże historie z własnego życia. Mam syna w przedszkolu, żona dzisiaj po jego odbiorze wysyla mi zdjecie, że pani przedszkolanka, młoda  dziewczyna, założyła mu skarpety do sandałów,prawie płakał, ta nimo wszystko kazala mu tak spacerować cały dzień, pomijam upał. Zapytalem, czy mu to pasowało , odpowiedziedział czy zartuje… Udzielilem rady, żeby nastepnym razem nie płakał, tylko odpowiedział pani, że jest chłopakiem z miasta, a tak ubierają się dzieci ze wsi. Co jest z tymi ludzmi nie tak?

  15. Syn w styczniu skonczy 4 lata 🙂

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)