Sty 182020
 

Są sytuacje, których człowiek twórczy i przewidujący stara się za wszelką cenę uniknąć, a one i tak się zdarzają. Dobrym przykładem są imprezy rodzinne. Jedziemy na nie i zaklinamy siebie samych w duchu, że tym razem nie dopuścimy do tego, by wujek Zdzisiek, po raz nie wiadomo który opowiadał te same kawały. Wcześniej nawet zadzwoniliśmy w tej sprawie do szwagra i on zgodził się z nami w całej rozciągłości, a nawet podsunął plan, jak Zdziśka wyautować i nie dopuścić do głosu, żeby raz wreszcie przy tym stole było normalnie i żeby każdy mógł powiedzieć coś od siebie.

Można to określić inaczej – żeby raz na zawsze złamać konwencję i zmienić rytualny charakter spotkań, który jest udręką dla wszystkich. Niestety kapłan tego kultu – Zdzisiek, ma na wszystkich wpływ tak przemożny, jak druid Panoramix na mieszkańców wioski, w której mieszkają Obelix i Asterix. Kiedy dochodzi do spotkania, wszystko jest jak dawniej i nie ma ludzkiej siły, która mogłaby to zmienić. Każdy, od zdrajcy szwagra poczynając, na wujence Marysi kończąc, poddaje się tyranii Zdziśka i przyjmuje narzuconą przezeń konwencję. Czyni to dla świętego spokoju, bo wie, że impreza kiedyś się skończy i Zdzisiek, tak naprawdę nie jest jego problemem. Potem tylko, kiedy już nie będzie okazji do spotkań, bo Zdzisiek odwali kitę, pozostanie żal, że z tym czy z tamtym nie zamieniło się nawet pół zdania, bo wszyscy słuchali jak Zdzichu pieprzy te swoje komunały i nie ma nikogo, kto by mógł to przerwać.

Pieprzenie komunałów ma bowiem charakter rytualny, a ten jest wrośnięty w serca. Konwencję bycia przy stole utrwala się latami i ona jest wciskana bardzo podstępnie. Najpierw nie można Zdziska uciszyć, bo ma coś ciekawego do powiedzenia, a do tego jest instruktorem nauki jazdy i czasem powie coś śmiesznego ze swojej pracy. Potem nie można go uciszyć, bo może powie coś śmiesznego, ale okazało się, że jednak nie. Później Zdzisiek zachorował i nieładnie było tak mu przerywać. Na koniec nikt już nie wyobrażał sobie jaki to może wyglądać kiedy Zdzisiek milczy. Kiedy w końcu dobry Pan Bóg zabrał Zdzisława do siebie, rodzina przestała się spotykać, bo nie było po temu żadnego powodu.

Ten sam mechanizm działa w polityce i publicystyce politycznej. Żyjemy w sytuacji przymusowej imprezy rodzinnej, siedzimy przy stole, a z nami nie jeden, nie trzech Zdziśków, ale pół setki. I każdy pieprzy coś pod nosem. Pardon, że jestem takie wulgarny, ale czasem nie mogę się powstrzymać. Przypomnę teraz sytuację, o której już kiedyś pisałem. Było to na początku pierwszej kadencji Obamy, który ogłosił reset. Ledwie to zrobił, Terlikowski w salonie24 ogłosił, że będzie wojna. Puścił nawet jakiś wiersz Herberta na tę okoliczność i zachowywał się tak, jakby miał zamiar położyć się na jezdni wprost przed tymi nadjeżdżającymi ruskimi czołgami.

Inni publicyści mu wtórowali. Miało to charakter psychotyczny. Nie jest bowiem tak, jak się wydaje wielu ludziom, że Zdzisiek jest bezradny i nie umie się opanować. On nie chce się opanować i nie chce przestać mówić, bo wtedy straci jedyne co ma – dominującą pozycję przy stole. To samo jest w publicystami i nie mającymi wpływu na nic i politykami partii kanapowych. Oni muszą ogłaszać apokalipsę, albo walczyć ze smokami, które nie mają zamiaru ich nawet zauważyć, bo inaczej będzie po nich.

Nasz problem polega na tym, że w Polsce mamy nieliczną bardzo grupę polityków o realnym wpływie na rzeczywistość i ani jednego publicysty, który nie byłby wujkiem Zdziśkiem. Wczoraj na przykład, na hot spocie WP ukazał się tekst Wiktora Świetlika, zatytułowany „Putin może wywołać kolejną pożogę”. No, żesz….I tak wkoło Wojtek. Ludzie ci, nie są w stanie dokonać żadnej analizy, a jedyne co mogą zrobić to porównać tego czy tamtego do Hitlera. Nie mogą też po prostu zamilknąć, albowiem wykupili sobie dawno temu certyfikat na pieprzenie komunałów. Wydała im go wujenka Marysia, dla której imprezy rodzinne były pewną ulgą, albowiem po nich, przez krótki czas miała spokój, bo Zdzisiek czuł się dowartościowany i nie tłukł jej, ani nie wymyślał od zdefektowanych rur. Mniej też wypijał. I tak jak w rodzinie, dla źle rozumianego dobra wujenki i świętego spokoju wszyscy godzimy się na stan faktyczny. I nie jest doprawdy tak, że nie ma żadnego sposobu na ucieszenie tych durniów. Moim zdaniem jest i ja będę pracował nad jego udoskonaleniem. Uważam, bowiem, że tyranii należy się przeciwstawiać, a Zdziśka trzeba było uciszyć już dawno i wysłać na odwyk. Wujence zaś zafundować pobyt w SPA i kupić bombonierkę. Tak by się zachował człowiek twórczy, świadomy siebie i otoczenia. Niestety w realnych okolicznościach cuda takie się nie zdarzają. Czymu?

To proste. Zdzisiek daje otoczeniu komfort najważniejszy – zdejmuje z nich odpowiedzialność za słowo. Jeśli się zastanowicie nad tym głębiej, sami dojdziecie do wniosku, że to jest najważniejsza rzecz w wymiarze indywidualnym. Każdy bowiem ma jakieś swoje życie wewnętrzne i chce je za wszelką cenę ocalić, życie zaś zbiorowe de facto nie istnieje. Jest pozostawione na pastwę różnych Zdziśków, którzy biorą w swoje ręce odpowiedzialność za jego kształt. I my się na to godzimy, bo ciągle mamy gdzie uciec – to znaczy do środka. W jakiś swój świat. W pewnej chwili jednak łapiemy się na tym, że nie ma żadnej ucieczki i sami zaczynamy pieprzyć jak Wiktor Świetlik, to jest, chciałem rzec, jak wujek Zdzisiek. I orientujemy się, że to wokół nas zaczynają chodzić na palcach, że to na nasz widok przewracają oczami i silą się na uprzejmości. I nie rozumiemy dlaczego tak się dzieje, gdzie jest początek tej katastrofy? Otóż on jest tam, gdzie po raz pierwszy milcząco zgodziliśmy się na dominację Zdzisława przy stole. Katastrofa zaczęła się wtedy kiedy przyjęliśmy na wiarę, że ludzie przemawiający do nas z telewizora mają rzeczywiście coś do powiedzenia. Najgorsze jest to, że oni w to sami uwierzyli. I teraz, nie dość, że będą pierniczyć te swoje dyrdymały w programach publicystycznych, to jeszcze będą wydawać książki. Skoro ktoś osiągnął bowiem sukces nie może ustawać w wysiłkach. Daliście Zdziśkowi szansę i on ją wykorzystał, wszyscy inni ją stracili, ale on jeden zwyciężył. I nie miejcie potem pretensji do nikogo, o to, że żadna z przepowiedni politycznych się nie sprawdziła, a żaden żart Zdzisława, który słyszeliście przy stole nie ma poza gronem rodzinnym najmniejszej mocy. Kiedy zaś próbujecie te wice powtarzać, ludzie patrzą na was, jakbyście mieli rozpięte spodnie. Tak to właśnie jest, kiedy człowiek rezygnuje z wyrażania własnych opinii i godzi się na podrzędne miejsce w hierarchii, fałszywej całkiem i bardzo nędznej.

  30 komentarzy do “Certyfikat na opowiadanie komunałów”

  1. Gada tylko łatwo uciszyć (wersja dla ekologów – zabrać mu certyfikat na pieprzenie) jak jest mały ☺

  2. Antoni Sałata – nowy mistrz świata. Dobry tekst. Komentatorzy i politycy to w dużej mierze energetyczne wampiry , spokój zyskuje się po oderwaniu od tego informacyjnego matriksu. 

  3. W sprawie oskarżeń Putina zapominamy albo nie chcemy pamiętać o tym, że pierwszy rzucił Polskę na pożarcie amerykański senat. Putin jedynie poszedł za ciosem, bo skoro przyjaciele nas kopią, to dlaczego on ma tego nie robić? Jeszcze wcześniej błędem było szydzenie z Rosji przez Schetynę i nie zapraszanie Putina na uroczystości w Oświęcimiu. 
    W mediach mamy na szczęście wielogłos, bo jest wujenka Olejnik i wuj Grzegorz (Braun) i wielu innych.

  4. No skaranie boskie z tymi Zdziśkami

  5. Ja zawsze kasuje Zdziskow przy stole, tylko zaczynam sie zastanawiac czy sam nie jestem Zdziskiem. Bardzo dobry tekst. Dziekuje. 

  6. Ja bym odwrócił tę analogię. Postawiłem wcześniej tezę, że Polacy nie rozmawiają ze sobą, a jeśli coś mówią, to zazwyczaj kłamią. W związku z tym tradycja dyskusji przy stole jest ważna i warta pielęgnowania, nawet jeżeli ma to formę „babskiego”, ciotkowego paplania czy wujowego politykowania nie dopuszczającego innych do głosu i do krytyki. 
     
    Problem z otwieraniem ust u Polaków bierze się w dużej mierze z popularności telewizji. Uważa się, że jeżeli coś zostało powiedziane w telewizji, to tak jakby zostało powiedziane przy stole, zresztą często w salonie podczas spotkania rodzinnego stoi telewizor mrugający i generujący dźwięki. Rozmawiamy półgębkiem, hasłami, memami sądząc, że wszyscy zrozumieją o co chodzi, co jest oczywiście nieprawdą. W Hiszpanii o sprawy mało ważne pyta się dwa razy (np. częste pytanie czy jedzenie smakowało, co w Polsce jest uważane za afront), a o ważnych sprawach dyskutuje się namiętnie. W Niemczech jest lepiej, niż w Polsce, ale gorzej niż w Hiszpanii. W Polsce często spotyka się takie reakcje: myślałam, że ci o tym mówiłam (w rzeczywistości tylko w myślach albo się śniło), jak to, to nie wiedziałeś? itp. a jeśli ktoś próbuje dopytać albo nie ogląda telewizji i pewnych spraw nie wie, to reszta popatrzy w milczeniu jak na dziwaka i na tym komunikacja się kończy Zdecydowanie łatwiej Polakowi dogadać się z Niemcem lub z Hiszpanem, niż z Polakiem bo wiadomo, że jak ktoś jest z innego kraju, to nie wie nawet, która jest godzina, gdzie jest lewo i prawo, bo on jest nietutejszy i takiemu człowiekowi tłumaczy się wszystko od początku i to jest fajne. Nie ma założeń a’priori.
     
    Oprócz telewizji jest jeszcze internet, komórki oraz koncepcje edukacji dzieci, w ramach których podporządkowuje się człowieka technologii (słynna sztuczna inteligencja), są translatory, które „odmóżdżają” i oduczają rozmowy, myślenia, komunikowania się. Podstawą tych koncepcji pedagogicznych realizowanych przez KEN i MEN jest teza, że jesteśmy zwierzętami przeznaczonymi na rzeź i dopóki podtrzymuje się atmosferę poczucia bycia w stadzie to większość się zgadza na to i nie widzi nic niewłaściwego. Zdzisiek jest samcem alfa, tak już jest i nic na to nie poradzimy. Na tym analogie rodzinne się kończą.
     
    Otóż to media i publicyści są koryfeuszami i przekaźnikami tezy o naszym „bydlęctwie” i są winni rozpadowi więzi rodzinnych na poziomie codziennej komunikacji. Przykładem, jak działa ten mechanizm, jest absolutnie chamskie domaganie się, żeby dzieła pani Tokarczuk były wprowadzone na listę lektur szkolnych, chociaż nie są ani popularne, ani lubiane, ani wartościowe. Autorka ma tylko „certyfikat na opowiadanie komunałów” ze Sztokholmu wydany przez starych, zboczonych ludzi. Nic więcej.
     
    Dlatego moim zdaniem zło tkwi w systemie edukacji i propagandy (książki, prasa, telewizja), a nie u przysłowiowego Zdziśka, który jako gatunek powinien być objęty częściową ochroną (do odstrzału poza okresem ochronnym).
     

  7. Co do treści tych rozmów przy stole rodzinnym, to są one zazwyczaj jałowe. Niemcy dążą do unifikacji technologicznej i organizacyjnej, a sowieci (lewicowi Żydzi) do unifikacji światopoglądowej (mentalnościowej) w naszej części Euroazji i jedynym sensownym powodem do strzępienia języka jest przedyskutowanie, jak możemy się włączyć w tę unifikację technologiczną i światopoglądową, żebyśmy mieli z tego jakąś korzyść. Szamotanie się i próby negowania tych procesów albo sabotażu nic nie dają, bo jesteśmy za słabi. W najlepszym wypadku sfrustrowany wujek Zdzisiek będzie się wyżywał na krewnych, albo popełni seppuku, co wszyscy przyjmą z ulgą w milczeniu.

  8. Kiedyś Pan napisał,  że publicyści prawicowi nie chcą w Polsce nic zmienić na lepsze.  Ten tekst jest chyba dopełnieniem tamtego tekstu.
    Nędzna ta polska publicystyka.  Mi osobiście to zostało tylko to miejsce.  Szkoda życia interesować się tymi nędzarzami.  Jak popatrzeć wstecz to zawsze pieprzą to samo. Wpuszczają opinię publiczną w jakiś kanał ze śniętymi rybami. 
    Aby kasowac Zdziskow na imprezach nie trzeba ogladac wczorajszych „dzienników” telewizyjnych, aby być na bieżąco.  Zawsze zsuwam się z krzesła i popadam w zamyślenie co się z Polską porobiło jak słyszę wywody wujków dobra rada.  Dyskusja z nimi nie jest ubogacająca.  Bardziej jak rozmowa z dzieciakiem,  który się pogubił w życiu. 
     

  9. No proszę, „pierwszy rzucił Polskę na pożarcie amerykański senat”, a lewacki PiS wmawia naiwnym, że USA to nasz sojusznik.
    Czy już wspomniałem, że Izrael czci Armię Czerwoną i jest sojusznikiem Rosji? PiS jest mocno proizraelski, więc de facto prowadzi też politykę prorosyjską. Właśnie dlatego PiSowska propaganda rozpaczliwie próbuje odwrócić uwagę od prorosyjskości PiSu i szuka tzw. „ruskich onuc”. A tymczasem PiS wciąż rusyfikuje Polskę imigrantami z byłego ZSRR…

  10. Organizacje żydowskie jako jedyne uzasadnienie swoich roszczeń mają podpisy osiemdziesięciu starców z senatu, których twarze z uwiecznionym grymasem wysiłku można rozpoznać na nagraniach z imprez u Epsteina i dzięki temu przepchnęli wiadomą ustawę w Kongresie. Każdy głos antypolski przez te organizacje jest naturalnie mile widziany.
     
    Tarmoszenie za nogawkę atomowego mocarstwa mogło się skończyć znacznie gorzej, bo zając myślał, że niedźwiedź zgodzi się być w nieskończoność chłopcem do bicia przy wszelakich okazjach. Aż się w końcu odwinął.
     
    Wzorem do naśladowania są współczesne Niemcy, które kochają wszystkich i wszyscy kochają Niemcy. Stosunki Hitlera ze Stalinem były do czasu wyjątkowo serdeczne, co nie przeszkadzało obu panom trwać przy swoich poglądach, całkiem odmiennych. Jak to mówią – można się pięknie różnić. Generał Paulus żył do 1957 roku, jednak Hitler miał skrupuły i ostatecznie spalił się ze wstydu. No cóż, nie był rodzonym Niemcem.
     
    Poradniki autorstwa księdza Jacka Woronieckiego i doktora Stanisława Krajskiego uczą, jak się zachować w każdej sytuacji, żeby wyjść z twarzą i nikogo niepotrzebnie nie ranić.  Powinny stać na półce u każdego Polaka, bo nie wiadomo, kto ma buławę w plecaku i kiedy może się to okazać przydatne.
     
    PiS nas ukrainizuje ze względu na sentymenty odeskie i koncept Trójmorza. Niestety, jako Polacy nie mamy swojego przedstawicielstwa ani organizacji. Nie mamy swoich mediów.
    https://www.youtube.com/watch?v=3ZQ-Q8nw6NI

  11. Zamierzałem kiedyś zakupić dzieło św Augustyna – De Civitate Dei – Miasto Boże. Wśród kilku propozycji trafiłem na dwa tomy wydane przez polską odnogę francuskiego wydawnictwa Hachette Livre w ramach cyklu „Biblioteki filozofów”. To chyba jest ciekawe, że francuski potentat wydawniczy tłumaczy, przybliża i wydaje tzw. szerokiemu polskiemu odbiorcy nie tylko filozofię ale i religię. W polskiej wiki mamy parę linijek o założycielu wydawnictwa panu Louisie Hachette (1800-1864), który w wieku 26 lat kupuje małą księgarnię należącą do Jean-François Brédif zmieniając jej nazwę na Hachette. Ważne jest także to, że we francuskiej wiki stoi że był chłopskiego pochodzenia https://fr.wikipedia.org/wiki/Louis_Hachette no i tam dowiadujemy się, skąd pan Hachette miał pieniądze na zakup księgarni. Otóż nauczał dzieci „wielkiego” paryskiego notariusza Pierre Fourcault de Pavant. Zgaduję że skoro „wielki”, to ustosunkowany, no a z kim się można było „stosunkować” kilka lat po masakrach rewolucji 1789r.? Zatem wielki paryski notariusz doby rewolucji, nauczycielowi swoich dzieci pomaga w 1826r. otworzyć księgarnię koło najważniejszego stołecznego uniwersytetu – Sorbony. W maleńkiej księgarence pan Hachette pracuje nad wydaniem elementarza i książek dla szkół podstawowych. No i jak raz w 1833r. Zgromadzenie narodowe uchwala „Ustawę o szkołach” z Guizot, która zobowiązuje wszystkie gminy do otwarcia szkoły podstawowej, no i jak raz tylko maleńka księgarnia pana Louisa Hachette’a jest w stanie odpowiedzieć na zamówienie publiczne na… milion podręczników. Ja się nie znam na wydawaniu książek ale na początku XIXw. milionowe nakłady to była chyba nowość… Oczywiście potem było już tylko lepiej  https://en.wikipedia.org/wiki/Louis_Christophe_Fran%C3%A7ois_Hachette . Wychodzi zatem na to, że pan Hachette był słupem który znalazł się blisko jądra ośrodka rewolucyjnej propagandy, gdzie także beneficjenci rewolucji francuskiej legalizowali swoje zagrabione majątki. Skala przedsięwzięcia oszałamia ale też towarzystwo kradło majątki o wartości niewyobrażalnej, było nie było we francuskim imperium kolonialnym. Pan Pierre Fourcault de Pavant zaś zdaje się być takim Thomasem Cromwellem ery post napoleońskiej. Stąd dla żuka jest nauka, że najbliżej czarnego jądro rewolucji drodzy państwo stoją zawsze kręgi PRAWNICZE choć mogę się oczywiście mylić 🙂 

  12. A także lekarze.

  13. a potem było z tym wydawnictwem  tylko lepiej, … no jasne  kiedy człowiek jest dobrze poinformowany… to biznes się układa wyłącznie lepiej,… no i na straży te kręgi w czarnych togach, pilnujące interesu tóg, …   

  14. Kapitalne  !!!
    Mam kilka ksiazek do nauki francuskiego tego calego Hachette’a… a dzis dowiedzialam sie kto on zacz, ten caly Hachette…  dzieki.

  15. Kapitalne  !!!
    Dokladnie tak.

  16. Do nauki francuskiego Hachette jest dobry i chwała mu za to. Mam nadzieję, że robi Pani postępy 🙂
    Ja tylko chciałbym dodać, że obecnie głównym zadaniem, jakie realizujemy jest depopulacja, a do tego trzeba prawników i lekarzy. Lekarzy wiadomo dlaczego, bo oni wiedzą najlepiej, jak zabijać, natomiast prawnicy muszą to ubrać w takie piękne słówka, przepisy, ustawy, żeby to przeszło i nie wzbudziło niczyich podejrzeń. Poza podejrzeniami w kręgu takich czepiających się wszystkiego malkontentów, jak my.

  17. Jeszcze wyjaśnię, na czym polega depopulacja. Otóż z depopulacją mamy do czynienia wtedy, gdy np. we własnym ogrodzie chcemy przenieść jakiś długi przedmiot – drąg, pień drzewa i nie ma nikogo, kto by złapał drugi koniec i pomógł. O ile wiem, to Coryllus musi sam dźwigać różne rzeczy i nie wiadomo, jak długo pociągnie.

  18. Paryżanko, jak dochodowy byłby  Twój biznes, gdybyś wiedziała że np. w poniedziałek „tu i tu” zabraknie „tego i tego” i akurat byłabyś w poniedziałek blisko i z towarem którego zabrakło i akurat zarobiłabyś i jeszcze wybawiając kogoś z kłopotów, byłabyś lekiem na zaistniałe zło;
    albo gdyby zmieniła się optyka widzenia historii w Ministerstwa Oświaty i Ministerstwo, poza zmianą podręczników, oczekuje na lekturę uzupełniającą podręczniki tj książki niekonwencjonalne i nasz faworyt zwany Coryllusem dowiedziałby się o tym, a on ma taka ofertę gotową („Baśnie…”) no to  tylko drukować i to dużo; 
    no takie nieśmiałe marzenie o tym, żeby być pierwszym w uzyskaniu informacji  

  19. Oczywiście, wielogłos, a Putin jest niewinny bo dostał pozwolenie, niech pan lepiej przestanie

  20. To o czym napisałem, to jest doświadczenie praktyczne, a nie metafora

  21. Dlatego już prawie nigdzie nie bywam

  22. Mialam go juz prawie zhandlowac…
    … ale jeszcze troche poczekam, bo rzeczywiscie jest niezly, no i mnie sie okazal bardzo pomocny  !!!
    Coz, w dobie dziejacej sie wlasnie depopulacji… jesli idzie o moje postepy w nauce francuskiego – to „korzystam” juz wylacznie z wiedzy meza… zwyczajnie  Panie kPk jestem mocno zarobiona i prozaicznie nie mam czasu na nauke czegokolwiek… 
    … za wyjatkiem, absolutnie wyjatkowego  Coryllus’a  i Jego  SN. 

  23. Pomarzyc dobra rzecz…
    … ale Coryllus i tak ma FENOMENALNA  INTUICJE w tym co robi… napisze do tego, ze na swoja intuicje tez tak po prawdzie narzekac nie moge,  chociaz kokosow nie zwojowalam, ale daj Boze aby zdrowie tylko  bylo.

  24. No to jest…
    … juz nas dwoje,  ja tez juz nie bywam… rodzina uraga sobie, ze sie tak strasznie „odbilam”.  Jedyna mozliwosc do rozmow z ludzmi to przy okazji handlu… no i musze przyznac, ze sa to tozmowy o niebo ciekawsze niz w tzw. kregu rodzinnym… pozwalaja mi „odkryc”, ze takich „samotnikow” jest wielu i chyba ich przybywa.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.