Paź 042018
 

Nie przeczę, że jestem zdumiony wczorajszą deklaracją toyaha, z którą zapoznałem się dopiero przed chwilą. Jestem nią zaskoczony z kilku powodów. Po pierwsze uważam, że jako właściciel oraz główny moderator treści w SN mam prawo zwracać uwagę innym autorom na takie czy inne zachowania i nie motywować tego stosownymi okólnikami o dużej objętości, a pozostać jedynie przy formie tradycyjnej prośby. Po drugie, kwestie, które są omawiane na moim blogu ostatnio uważam, za kluczowe, to znaczy takie, od których zależy los całego wydawnictwa i całego projektu. Ponieważ wydawnictwo nie ma żadnego oparcia nigdzie i trzyma się wyłącznie na mnie i moich pomysłach oraz przebiegłości, ja muszę reagować na wszystko co się dzieje wokół wydawnictwa i muszą to być reakcje stosowne. Nie łudźcie się, że jeśli coś stanie się wydawnictwu, SN zostanie przy życiu, jako taki elegancki ogródeczek dla zwariowanych wujciów. Tak nie będzie. Wobec przytoczonych tu wczoraj i przedwczoraj faktów trzeba zająć jakieś stanowisko i trzeba określić zagrożenia, a także mieć jakąś przed nimi ochronę. Jasne jest, że wszystko zmierza do zabetonowania treści. Nie ważne czy istotnych czy nie, ważne, że ciekawych i pobudzających dyskusję. Ta zaś nie może utrzymywać się na poziomie – bo Ewaryst jest głupi i manipuluje. Nie będziemy tu nikogo cenzurować, bo to jest przestrzeń wymiany myśli, a te każdy produkuje takie jak potrafi i uzyskuje stosowny do ich jakości efekt.

Wobec próby wprowadzenia cenzury globalnej i zablokowania dostępu do publikacji w językach obcych, które uważam za ważne i cenne z punktu widzenia rynkowego przede wszystkim, powinniśmy zachować następującą postawę – trzeba, póki czas, wydawać ile można i gromadzić domowe biblioteki. Poza tym należy bez przerwy wskazywać na istniejące już zagrożenia i ponawiać próby zainteresowania nimi innych. Po kolejne trzeba pisać i do tego są potrzebni autorzy. Ja nikogo do pisania nie nakłonię, wielokrotnie próbowałem to robić, zawsze z miernym skutkiem. Kilka razy jednak udało mi się parę osób skutecznie do pisania zniechęcić. Mogę śmiało rzec, że im bardziej zachęcałem tym wyraźniejszy był efekt odwrotny – pisać się nie chciało. Nie powinienem więc może w ogóle zabierać w tej sprawie głosu, ale jednak się nie powstrzymam. Proszę Państwa, autorzy są najważniejsi. Jeśli bowiem nawet zabetonują dostęp do wszystkich treści, zadekretują wprowadzenie analfabetyzmu, a wszystkie ważne informacje będą selekcjonowane przez tak zwane autorytety, to pisać i mówić ciągle będzie wolno, albowiem pozory muszą być zachowane. Być może trzeba będzie przy tym znosić jakieś szykany i szyderstwa, ale to jest doprawdy nic wobec jawnego idiotyzmu treści lansowanych już dziś przez system, który szykuje się do przejęcia globalnego rynku treści. Nie rozumiem więc dlaczego Toyah podjął taką decyzję, motywując to tym, że w Szkole Nawigatorów coś się wyrabia. A co takiego konkretnie? Poza tym, że wokół każdego z autorów zaczął się tworzyć osobny, wyrazisty kosmos, który można na przykład powiększać, albo też zmniejszać jak kto woli? Co takiego się, poza tym faktem, sprowokowanym przyznam, przeze mnie celowo, w SN zmieniło? Wydaje mi się, że nic. Prowadzimy taką samą politykę jak dawniej, ja w ograniczonym co prawda zakresie, ale jednak wróciłem do komentowania. Poszły do druku nowe książki, a dziś na stronę wejdą dwa tytuły z rynku. Wszystko jest jak dawniej. Co takiego więc dzieje się na SN, że Toyah postanowił się stąd zwinąć? Ja tego nie wiem, ale bardzo mnie to martwi, bo idą nieciekawe czasy i warto by było raczej zwierać szeregi niż je rozluźniać, warto by było może wzmacniać pozycję poszczególnych autorów, nie uciekając przy tym od polemik, nawet ostrych. Najgorsze bowiem co nas może spotkać to ospałość wynikająca z przekonania, że wszystko będzie już zawsze takie samo. Nie będzie, bo nigdy nie jest i lepiej się z tą myślą pogodzić.

Ja spróbuję może nakreślić pewien schemat operacyjny tej sytuacji. Posłużę się, jak to już nie raz czyniłem, przykładem ze szkoły. Otóż miałem w szkole średniej głupi zwyczaj poruszania publicznie tematów, które dla większości otoczenia, były nieznane, bądź nieciekawe i czyniłem to uporczywie. Koledzy, którzy więcej cenili sobie rozmowę o różnych egzotycznych kwestiach niż hierarchię towarzyską, jakoś to znosili, ale większość próbowała mnie uciszyć. Szczególnie intensywnie szydził ze mnie zawsze kolega Andrzej, który preferował rozmowy „o życiu” i w tym kanonie chciał utrzymać całość klasowego życia towarzyskiego. Dochodziło między nami do spięć na tym tle, które przeważnie przegrywałem, bo rozmowa o dupie Maryni i huzarach jest zawsze ciekawsza niż o czymś innym. Niech nikt mi nie próbuje zarzucić, że chcę tu trywializować decyzję czy wybory Toyaha. Chodzi mi o to, że doszliśmy do dość istotnego punktu, w którym wielu kolegów uważa, że praktyka polityczna dnia codziennego jest od kwestii związanych z rynkiem treści na którym się poruszamy oddzielona wielkim, wypełnionym wodą rowem. To nieprawda. To są sprawy ściśle ze sobą sprzęgnięte, jestem o tym przekonany, i tylko głupie szkolne nawyki każą nam budować i lansować inną niż rzeczywista hierarchię dyskusji. Ja oczywiście nikomu niczego nie narzucę, ale sam będę robił to co uznam za słuszne i stosowne. Nie uważam także, by na SN działo się coś szczególnie niepokojącego. Jeśli tak sądzicie, to proszę o wyłożenie tych kwestii w komentarzach.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl gdzie od wczoraj wisi nowa pogadanka z Grzegorzem Kucharczykiem.

  24 komentarze do “Co się wyrabia w Szkole Nawigatorów?”

  1. Po Pana interwencjach sytuacja zmieniła się na korzyść, SN czyta się dobrze. Czemu ktoś odchodzi po tylu deklaracjach bezwarunkowej lojalności? Wygląda na to, że ego pana Krzysztofa nie mieści się już narzuconych ramach. Ktoś, słusznie, porównał kiedyś Pana do mistrza zen, który okłada kijem swoich uczniów. Ale pamiętajmy, ze największe manto zbierają ci od których mistrz wymaga najwięcej.

  2. „Trzeba gromadzić domowe biblioteki”, żeby nasze dzieci uchronić przed analfabetyzmem! Szacunek dla gospodarza, że do tego gromadzenia dokłada cegiełkę, oferując interesujące treści!

  3. Dlaczego ludzie mowia roznymi jezykami? Tylko w jezyku polskim istnieje slowo, pojecie – „wolnosc” pochodzace od wolnej woli zdefiniowanej w sposob katolicki. W zadnym innym jezyku nie ma slowa „wolnosc”. Jezeli jest, ktos znajdzie, to prosze o poprawienie mnie. Freedom to jest wyidealizowany brak czegos, brak ograniczen, a liberty to jest wyzwolenie, svoboda to jest swoboda, ale na pewno nie „wolnosc”!. Arcybiskup Monachium Marx studiowal kilka lat, zeby zrozumiec czym jest „wolnosc” i nie pojmie tego, jesli nie pozna polskiego slowa „wolnosc”. Freiheit to nie jest to samo, co „wolnosc”. Jezeli zlikwiduje sie jezyk polski lub fizycznie Polakow, to swiat nie pozna, czym jest wolnosc tak, jak my ja rozumiemy. Wyrafinowana kulture mozna tworzyc tylko w jezyku ojczystym, dlatego tak nachalnie propaguje sie jezyk angielski (nie tylko w rozrywce, ale tez obligatoryjnie w pracach naukowych), zeby splycic kulture, ograniczyc lub wykorzenic jezyki narodowe oraz, zeby moc kontrolowac przekazy, bo trudno jest kontrolowac przekazy wytwarzane w kilkuset czy tysiacach roznych jezykow na calym swiecie, w tym rowniez w jezykach historycznych.

  4. Na podstawie kilku fundamentalnych stwierdzen filozoficznych (logicznych, religijnych etc. ) mozna zbudowac cala kulture i cywilizacje. W razie jakiegos kataklizmu nie trzeba wiec ratowac calej biblioteki, tym niemniej duza, gotowa biblioteka dziel zawierajacych wartosciowe tresci i pogladowe ilustracje znakomicie ulatwia sprawe. Przedsiewziecie zwane digitalizacja zbiorow, ktore mozna skasowac jednym kliknieciem myszy to jest jeszcze inny temat.

  5. Moje dzieci maja rygorystyczny i frustrujacy je (celowo) zakaz nabywania slodyczy i lodow, natomiast maja swobode zakupow w ksiegarni (poza szkodliwymi ksiazkami z dzialu „fantastyka i bajki dla dzieci”, ktory to dzial nazywam „zabobon i ciemnota”). Efekt po 2-3 latach: dzieci ciagna mnie do kazdej ksiegarni, jaka sie tylko trafi i jak tylko jest mozliwosc i wybieraja cos dla siebie. Ze zlosliwa satysfacja mowie wtedy glosno do dzieciakow, ktore ksiazki akceptuje, a ktore sa „zle”, a ekspedientki slyszac to tak sie wsciekaja, ze prawie maja piane na ustach 🙂

  6. Ten tekst jest bardzo merytoryczny. Nie może zatem uwzględniać pewnych kwestii osobowościowo-emocjonalnych.

    Zauważyłem, że Bohater Twojej notki nie może się wyzwolić od pewnego irytującego schematu postępowania. Ten schemat jest prosty jak cep i polega on na tym, że:

    1. Bohater posiadł aksjologiczne uwielbienie dla niektórych znanych postaci (premier MM, prezez JK, papież F itd.) i grup (PIS, jakieś zespoły rockowe itp.)

    2. Jakiekolwiek naruszenie tego aksjomatu przez innych komentatorów na SN powoduje u Bohatera głęboką frustrację nierzadko przechodzącą w zwykłą chamówę

    3. Bohater wspierany przez grupkę swoich niezawodnych wyznawców skutecznie doprowadza do usunięcia się niektórych ciekawych blogerów i komentatorów z obszaru SN

    4. Jednocześnie wymiana uprzejmości wywołuje u Bohatera kolejną spiralę frustracji zwłaszcza, gdy niepokojąco wzrasta klikalność pod notką blogerów mających inne zdanie

    5. Finałem jest naturalnie śmiertelna obraza „co się tu wyrabia” i głośne (chyba już dwu lub trzykrotne) „auf wiedersehen”.

    Podsumowując uważam, że merytoryczny tekst nie wywrze na Bohaterze większej zadumy, może natomiast sprowokować do jeszcze większej determinacji w obronie swoich aksjomatów.

  7. Wobec próby wprowadzenia cenzury globalnej i zablokowania dostępu do publikacji w językach obcych, które uważam za ważne i cenne z punktu widzenia rynkowego przede wszystkim, powinniśmy zachować następującą postawę – trzeba, póki czas, wydawać ile można i gromadzić domowe biblioteki.

    Z uwzględnieniem wydawnictw Kliniki Języka, stoją u mnie na tej samej półce co Cat-Mackiewicz

  8. Czy jest Pan zwolennikiem kalwinskiej predestynacji? Ten popularny koszmarek jezykowy „wierze, ze bedzie dobrze” jest idealnym zaprzeczeniem wolnej woli. Ps. W Bibliotece Narodowej w Warszawie znajduje się calkiem niedawno odkryty i zbadany egzemplarz dzieła św. Tomasza z Akwinu „Summa theologica”, inkunabul wydany w 1479 roku w Wenecji, pierwotnie wlasnosc Hieronima Savonaroli, ktory trafil do Polski – kawal historii, kawal filozofii omawiajacej poruszone wyzej tematy. Sugerowalbym korekte stanowiska, inaczej nie pozostanie mi nic innego, jak wydac polecenie, aby przygotowano stosowny stos 🙂

  9. @Walther…

    Ten niepopularny koszmarek językowy „predestynacja” jest idealnym zaprzeczeniem wolności p. Gabriela.

  10. Przepraszam, ale nie śledzę pana Toyaha, czy mogę prosić o link?

  11. Tez tak mysle. Zazartowalem sobie. Czasami sa sytuacje lub takie dyskusje, ze precyzja myslenia i wypowiedzi jest jednak potrzebna, zeby nie dac sie zniszczyc przeciwnikowi. Teraz jest na tapecie temat szczepien profilaktycznych i czlowiek logicznie myslacy (nawet w ogole nie zwiazany z medycyna) jest w stanie obudzony w srodku nocy recytowac liczne racjonalne argumenty przeciw obecnemu stanowi rzeczy w tej dziedzinie. Logika przydaje sie wszedzie.

  12. Pan Osiejuk jest propagandystą. Za darmo?

  13. Mnie Coryllus objechał jak przed opublikowajiem wysłałem mu swój pierwszy tekst z pytaniem, czy jest wystarczająco dobry.

    Bardzo mile wspominam tę lekcję.

  14. Jestem wprawdzie powaznie poklocony z p. Osiejukiem, ale pewnie nadal pisze tak ciekawie i dobrze jak dotad. Moze nie odejdzie, albo wroci.

  15. >co się wyrabia…

    Retrospektywa czyli Meissonier jako socjolog blogerów

  16. No – może, ale nie za zbytnio. Nie wróci jak dotąd …zanim odejdzie; ale nigdzie nie poszedł bo jest w tym samym miejscu, i robi to co zazwyczaj – jedno, że teraz jest święcie spokojniejszy.

  17. Trzeba gromadzić domowe biblioteki jako rozproszone skarbnice pamięci narodu. To się może przydać wcześniej niż się wszystkim wydaje.

  18. No na autoportrecie, to wyraz twarzy malarza wskazuje na wielką powagę, może rozmyśla nad marnościami świata tego, może nadziwić się nie może jak można było zniszczyć kolumnę Napoleona, ale jakoś ta portretowa refleksja Meissoniera wydaje się podobna do Stańczykowej zadumy.

  19. Zaduma to dobre słowo, zwłaszcza po przeczytaniu kompletu kuchennej psychologii w komentarzach na SN przy dzisiejszym wpisie Coryllusa.

    Nie bez kozery umieściłem trzy obrazy Meissoniera w kontekście socjologii. Kiedy w końcu polscy socjologowie (czy jeszcze są tacy?) osiągną poziom swych socjalistycznych pierwowzorów sprzed stu lat i zajmą się Coryllusem & Co.? Bo przecież wypociny dzisiejszych „ekspertów”, to tylko pokarm dla „dziennikarzy” i nie nadają się nawet na zakąskę.  A może jest taki i Coryllus go odkryje, tak jak świetnych autorów na LPR?

  20. Pewnie, ze bedzie…

    … to Pan jest  SKALA  SN’ow  i  PGR’u  !!!   A takie wolty jak wczorajsza Pana Osiejuka to zadna nowosc… ludzie sie rozchodza, potem schodza, potrzeba czasu, refleksji i odpoczynku… chociaz za Panem Osiejukiem wcale mi nie teskno, ale juz Valser’a mi brakuje… dobrze, ze dal znac, ze jest z nami i czyta… wierze, ze wroci z jakimis ciekawymi wpisami, chociaz  od czasu do czasu…

    … a ja, coz… ani mi w glowie Pana opuszczac… nie ma takiej opcji  !!!

    Zapewniam Pana o modlitwie i samych dobrych zyczeniach od kiedy tylko zaczelam Pana czytac… zycze  stalowego zdrowia,  anielskiej cierpliwosci i zelaznej konsekwencji dla Pana,  szanownej Malzonki i Wspolpracownikow…

    … a ostatnie Pana wpisy na SN albo filmy na PGR’ze to po prostu z butow wyrywaja  !!!

    Dobrze, a nawet bardzo dobrze wyrabia sie na SN  !!!

  21. Korekta: ostatnie słowo to PGR,

  22. polscy socjologowie to 50 lat temu przekwalifikowana grupa filozofów,  trzeba było mieć socjologów, no to na ochotnika zgłosiła się grupa kolegów z marksistowskim filozoficznym przygotowaniem i powstała socjologia polska.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.