sty 202023
 

Diogenes Laertios, którego nie czytałem nigdy wcześniej jest niewyczerpanym źródłem inspiracji. Nie mogłem się wczoraj oderwać od lektury, tylko 7 zyli na allegro i tyle frajdy. Chylę czoła przed filozofami Grecji, albowiem udało im się, mimo licznych przeszkód, utrwalić swoją tradycję i przekonać ludzi, po tysiącach lat, że ich misja polegała na filozofowaniu właśnie. Nie wierzymy bowiem chyba w to, że ktoś celowo utrwala taką wersję, żeby coś ukryć? Na przykład jakaś grupa wtajemniczonych, którzy działają po to właśnie, byśmy nie widzieli rzeczy oczywistych. Ja na pewno w to nie uwierzę, a to ze względu na Diogenesa z Synopy, który miał do czynienia z wtajemniczonymi. Jego imiennik, autor książki, którą wszyscy oprócz mnie znali, nie wyjaśnia kim byli owi wtajemniczeni, ale pojawili się u Diogenesa pewnego dnia i zaproponowali mu wtajemniczenie, w zamian – uwaga – za lepsze miejsce w Hadesie. Diogenes ich wyszydził. Czy możemy do analizy tego zdarzenia zastosować metodę czystej spekulacji, którą zaproponowali światu filozofowie? Myślę, że tak. Ktoś określany wyrazem wtajemniczony, a jest to cała grupa osób, co implikuje wniosek następujący – grupa osób musi mieć jakieś wpływy – nie szuka popleczników. No chyba, że ten o kogo zabiega – co zostało odnotowane przez Laertiosa – ma jakieś atuty, których wtajemniczonym brakuje. Jakie atuty mogą uwodzić wtajemniczonych w Diogenesie? Osobniku, który jadł publicznie, masturbował się publicznie, żebrał nachalnie, włączał się do dyskusji niepytany, wdawał się w liczne awantury, nie szanował hierarchii jawnych, w dodatku nędzarzu? To może być tylko jedno – głębsze wtajemniczenie. Musiało być ono bardzo głębokie, skoro ci kolesie, co tam przyszli położyli na szali argument tak ważki, jak miejsce w piekle. Musieli być oni jeszcze w dodatku bardzo religijni, a także ufać, że podobną postawę reprezentuje Diogenes.

Fragment o wtajemniczonych jest absolutnie demaskatorski, ale są tam lepsze kawałki. Diogenes w drodze z Aten na Eginę, gdzie nie jest wcale daleko, został porwany przez piratów. Na omówienie roli piratów w polityce wewnętrznej polis, przyjdzie chyba kiedyś czas. Na czele tych piratów stał osobnik imieniem Skripalos. I ja wczoraj wpisałem sobie tego Skripalosa w gogle i oto co mi wyszło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Siergiej_Skripal

Nie mówcie mi, że to jest przypadek. Żadnych innych Skripalosów w całym, wielkim Internecie nie ma. Diogenes, znany w całych Atenach i okolicy został zabrany na Kretę i tam sprzedany w niewolę. Kupił go bogaty mieszkaniec Koryntu imieniem Kseniades. Na targu niewolników Diogenes zachowywał się ze zananą wszystkim bezczelnością i to on wybrał Kseniadesa, jako swojego pana, co zostało potraktowane jako ciekawostka i nie podlega żadnym interpretacjom. Kseniades zabrał Diogenesa do swojego domu w Koryncie i zrobił go zarządcą, a także wychowawcą synów. Diogenes zaś – tak to opisuje jego imiennik – poustawiał wszystko tak, że chodziło jak w zegarku. Synów zaś ostrzygł najpierw do gołej skóry, zabronił im upiększać ciało czymkolwiek, nie pozwalał – kiedy chodzili po mieście – na oglądanie się na boki i rozmowy z kimkolwiek, szczególnie zaś ze starszymi mężczyznami, a także nauczył ich jazd konnej, strzelania z łuku, rzucania oszczepem i walki mieczem. Jak na żebraka żyjącego w beczce, abnegata i wygnańca bez domu, który kręci się po kraju w pożyczonym płaszczu, z jedną żebraczą torbą, Diogenes prezentował dość zaskakujący zestaw umiejętności.

Dla mnie osobiście największym szokiem w życiorysie Diogenesa było coś innego.  Zanim zdradzę co, opiszę pewną wizję tej postaci. Jego najbardziej zapamiętuje się z kursu filozofii, a tym co zostaje w pamięci, są podkreślane przez wykładowcę kontrowersyjne cechy Diogenesa. Zminimalizowanie potrzeb, weredyczne usposobienie, gwałtowny temperament, wszystko to, jednym słowem, co odróżniało go od ateńskiej elity i powodowało, że działał jak magnes, przyciągając młodych i starych, którzy chcieli zostać jego uczniami. Na podstawie tych informacji każdy sobie jakoś tego Diogenesa wyobrażał. Czytamy ten jego życiorys złożony z trudno układających się w chronologię kawałków i nagle dowiadujemy się, że wydawał pieniądze na fryzjerów i golarzy. To jest duża rzecz. Facet, co śpi z psami w beczce, je byle co, wyznaje iż zebrane pieniądze przeznacza na utrzymywanie schludnego wyglądu. Mamy tu więc pewną sprzeczność. Tylko skąd ona się wzięła? Bo mam wrażenie, że Laertios nie widzi w tym żadnej sprzeczności. Widzimy ją tylko my, albowiem przez wieki postać i zachowania Diogenesa zostały utrwalone w pewnych schematach, najprawdopodobniej całkowicie fałszywych. Diogenes miał pieniądze. Miał ich nawet całkiem sporo, albowiem nie tylko brał chadzał do fryzjerów, ale także bywał na składkowych ucztach organizowanych przez Platona. Jego relacja z Platonem jest interesująca, bo wygląda na to, że Diogenes zwalczał Platona i jego idee. Jakże słusznie zresztą. Platon, człowiek wpływowy, zapewne wtajemniczony, zajmujący się pisaniem i upublicznianiem swoich myśli, musi – tak to wygląda – tolerować u siebie Diogenesa, który robi mu same przykrości. I jeszcze wytka mu obżarstwo. Idee zaś wyszydza i znajduje w tym zwolenników. Postawa Diogenesa nie jest więc przymusem, ale wyrazem woli, a poza tym jest pewną stylizacją i dowodem przeprowadzonym na samym sobie. Diogenes negując ateńską hierarchię stylu życia zyskuje zwolenników gotowych mu płacić za to, że istnieje. I to jest ważna wskazówka. Można oczywiście dyskutować czy Diogenes był samodzielny, ale nikt tego nie czyni – chyba. Postawmy więc tu taki problem – czy Diogenes wykreował sam siebie, czy ktoś może stymulował tę jego kreację? Bo, że nie miała ona nic wspólnego z wizją, którą nam przekazano na kursie filozofii, to już raczej pewne.

Diogenes jest człowiekiem moralnym, ale pod pewnymi względami jedynie. Gros jego życiorysu u Laertiosa zajmują opisy interwencji w molestowanie młodzieńców. I to jest – jak sądzę – znamienne i decydujące. Diogenes, widząc jak jakieś dziady prowadzą chłopaczka na ucztę, odbiera im go i zwraca rodzicom. Kiedy widzi wystrojonych młodzieńców prawi im kazania, szydzi z nich i zachęca do prowadzenia życia surowego. Jego postawa, czy też stylizacja, służy więc temu, by wyemitować komunikat – chłopcy, nie musicie żyć tak, jak ja, ale przynajmniej przestańcie się łajdaczyć. To jest oczywiście moja opinia, a nie dowód. Kilka razy wspomina Laertios, że jacyś ludzie próbowali za pomocą kijów albo pięści wymusić coś na Diogenesie. To się za każdym razem kończyło dla nich źle. Nigdzie nie jest powiedziane, że Diogenes był atletą, ale jak jeden taki napadł go na ulicy i trochę pobił, na drugi dzień Diogenes pożyczył skórzane rękawice, znalazł go i spuścił mu publiczny łomot. I nikt nie protestował, ani nie stawał w jego obronie. Większość Ateńczyków musiała dobrze wiedzieć, że nie należy zadzierać z Diogenesem. Jak inaczej tamci, co prowadzili to dziecko na ucztę, pozwoliliby je sobie odebrać komuś takiemu jak Diogenes?

Najciekawszy jest jednak początek kariery Diogenesa. Był on mianowicie synem bankiera z Synopy, państwowego bankiera dodajmy. No i obaj – ojciec i syn – fałszowali pieniądze, żeby trochę zarobić. Tak to jest przedstawiane. Potem, kiedy sprawa została wykryta, wypędzono ich z miasta. Fałszowanie pieniędzy w centralnym banku nie służy, jak sądzę, realizowaniu osobistych korzyści. Służy temu, by niewielkim i cudzym kosztem zdobyć budżet na jakiejś przedsięwzięcia polityczne. Takich rzeczy się nie udowadnia, ale jak ktoś się trochę w tych sprawach orientuje, potrafi wskazać momenty w historii, gdzie już z daleka czuć zapach stali i skór przeznaczonych na wyposażenie armii zwerbowanej za to zaoszczędzone przy produkcji monet srebro.

Synopa była w bliskich związkach z Kolchidą, a obydwie te krainy były koloniami Miletu. Ten zaś został zniszczony przez Persów. Nie wiemy jaka była sytuacja w Synopie, ale obecność Diogenesa w Atenach świadczyć może, że Ateńczycy rozumieli sytuację i nie mieli mu za złe tej afery. Elity Synopy zaś musiały się jakość odnieść do sytuacji, bo nie można było przecież zostawić sprawy tak po prostu – jawna defraudacja mogłaby być przecież uznana za zdradę, a za mniejsze rzeczy niż fałszowanie monet skazywano w Grecji na śmierć.

Na koniec jeszcze jedno. Diogenes brał udział w bitwie pod Cheroneą. Przeżył, a to może oznaczać – choć nie musi – że odznaczał się wyjątkową sprawnością wojskową. Postawiono go przed obliczem samego króla Filipa, kiedy było już po wszystkim. No i Diogenes – jak pisze jego imiennik Laertios – nawrzucał królowi Macedonii od najgorszych. Ten zaś ujęty jego postawą i bezkompromisowością, zwolnił go i pozwolił wrócić do Aten. Później wszyscy  – Macedończycy i Grecy – w najlepszej zgodzie zawiązali porozumienie w Koryncie, połączyli budżety – nie wiemy kto nadzorował mennice, ale pewne sugestie dałoby się wysnuć – a potem ruszyli na Persję. I zatrzymali się dopiero przy granicy z Indiami.

Diogenes został w Koryncie, gdzie to całe porozumienie zawarto, a legenda mówi, że zmarł w sędziwym bardzo wieku, w tym samym dniu, w którym w Babilonie rozstał się z życiem Aleksander Macedoński.

Na dziś to tyle, choć temat jest mocno rozwojowy i zastanawiam się czy nie napisać o tym Diogenesie jakiejś małej książeczki.

  10 komentarzy do “Czy Diogenes z Synopy był ruskim agentem?”

  1. Ciekawe, że wpisując Σκριπαλός również ani jednego wyniku.

  2. Więcej jest tych braków, jak na tak ogarnięty i przesiany przez specjalistów obszar wiedzy to jest trochę dziwne

  3. Dzień dobry. Tak żem czuł – że posłużę się „młodzieżowym” określeniem, że ten Diogenes nie był taki, jak to nam opowiadano. Sądząc po dacie śmierci był związany z pewnym dużym projektem bankowym pn. „Aleksander Macedoński”. Cały zaś folklor związany z jego ateńskim trybem życia świadczy o tym, że miał tam coś do załatwienia, a że miejscowe kliki były silne i niegłupie – postanowił zagrać kartą „a ja coś wiem…” Na potrzeby PR-owe grał cynika i moralnego rygorystę – co załatwiało mu sympatię plebsu i szeptaną propagandę, a z „wtajemniczonymi” umiał zagadać tak, że bali się go ruszyć. Aleksander – takoż. Ja to szanuję, bo jako gówniarz z bogatego domu mógłby być inny zgoła, a o on miał tyle przytomności umysłu, że pożył długo i zapewne osiągnął co chciał, obojętnie co różni filozofowie z nadania później o tym opowiadali. Szacun!

  4. Było tak – stronnictwo ateńskie – Platon i koledzy łudzili się, że uda się utrzymać niezależność po klęsce w wojnie peloponeskiej. Persowie – Demokryt – chcieli przejąć Ateny za bezdurno, a wtedy pojawił się Diogenes, który miał najlepiej napisaną i rozpisaną rolę. I zagrał ją po mistrzowsku. Ciekawe tylko kto kazał zabić Aleksandra…

  5. – ja podejrzewam, że sponsorzy… Często bywa tak, że taki menadżer, na którego postawili lobbyści w pewnej chwili uwierzy we własną wielkość. Jest to efekt uboczny selekcji – wybiera się takiego nie za mądrego, żeby łatwo było nim sterować. No ale też wmawia mu się, że jest wyjątkowy. On – po sukcesach – zaczyna w końcu stawiać warunki trudne do spełnienia. I umiera na własną prośbę…

  6. Może Arystoteles, oficer prowadzący. W końcu syn lekarza. Ale kto stał za nim?

  7. – w jednym z Nawigatorów, tym o Aleksandrze, był artykuł o bankach, które zainicjowały te jego wojny chcąc powiększenia strefy wpływów i większej kontroli nad handlem wschodnim. Niestety – zginął mi gdzieś ten Nawigator…

  8. a który to SN, poproszę o info bo nie mam czasu przeszukiwać

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)