Sie 142015
 

Jakiś czas temu dostałem list od Pani Agnieszki Hryniewickiej, która reprezentuje Mariusza Szczygła i jego inicjatywę Faktyczny Dom Kultury. To jest takie miejsce na tyłach Nowego Światu, gdzie odbywają się spotkania z autorami. Bywały tam, jak przeczytałem w liście, same sławy. Była Hanna Kral i Jacek Hugo Bader i ktoś jeszcze kogo nazwiska nie zapamiętałem. List ten był zaproszeniem do organizacji takiego właśnie spotkania. Miałbym tam przyjść opowiedzieć o swoich książkach, a wynajęty przez organizatorów aktor, na przykład Adam Ferency, przeczytałby fragment mojej książki. List ten zostawiłem bez odpowiedzi z kilku względów. Po pierwsze, zaczynały się wakacje i zapomniałem o nim, po drugie wyobraziłem sobie jaki by się wrzask podniósł, jeśli przyjąłbym to zaproszenie. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że to standardowe zaproszenie jakie wysyła się do wszystkich autorów. Pewnie tak, ale ilu tych autorów w końcu w Warszawie jest? I ilu może ściągnąć zadowalającą publiczność, no i wygłosić coś tak kontrowersyjnego, jak to się zdarza w czasie moich spotkań? Myślę, że niewielu. Poza tym przypuszczam, że Mariusz Szczygieł, który tu czasem zagląda i czyta nasz blog, musiał sam zdecydować o wysłaniu takiego zaproszenia. Myśmy tu kiedyś ostro krytykowali jego postawę, naprawdę nie przebierając w słowach. On zaś wysłał mi w odpowiedzi kartkę z usprawiedliwieniem, pocztą ją wysłał i napisał tam, żebyśmy nie przesadzali, bo już dawno nie kieruje dodatkiem „Duży format” i te syfy co je tam zamieszczają nie mogą iść na jego konto. Ja się do tego odniosłem i napisałem sprostowanie. Od tamtej pory nie miałem żadnej wiadomości od Mariusza Szczygła. Minął rok i przyszło to zaproszenie. Myślę sobie więc, że on ciągle czyta to co piszemy i jest tym szczerze zainteresowany. Czego byśmy bowiem nie mówili o antypolskich i antyrodzinnych fobiach Mariusza Szczygła posiada on pewną cechę, która wyróżnia go na tle wszystkich absolutnie autorów tak ichnich jak i „naszych”. Otóż chodzi o to, że Mariusz Szczygieł jest szczerze zainteresowany tekstem. On się do pisania przygotowuje, on myśli bez przerwy o pisaniu i po prostu tym żyje. Kiedyś było tak, że jak ktoś wysyłał do Szczygła list na skrzynkę mailową odpowiedź przychodziła w pięć minut. On tam siedział cały czas w redakcji i pisał coś albo czytał. Spróbujcie wysłać jakiś list na skrzynkę redaktora Sakiewicza, albo choćby Goćka.
Tak się złożyło, że zarówno żona jak i córka Toyaha zagościły ostatnio na łamach lokalnych dodatków gazowni. Była w związku z tym jakaś awantura i odsądzanie od czci i wiary oraz różne takie bardziej zwyczajne uwagi krytyczne. Ja zaś, czytając tekst żony Toyaha, poczułem się jak za dawnych czasów, kiedy można było coś przynieść do redakcji, albo wysłać i to – samo z siebie – tylko ze względu na jakość, moment, albo ciekawy kontekst ukazywało się na łamach. Czas ten dawno minął, ponieważ łamy prasy i witryn internetowych zabetonowane zostały przez tak zwanych „swoich”. Dotyczyło to gazowni, „naszych” i w ogóle wszystkiego. Ponieważ nic nie jest wieczne, a sprzedaż periodyków to jednak ważna sprawa, szczególnie kiedy taki periodyk ma dodatkowo misję propagandową, nie można takiego stanu utrzymywać zbyt długo. Na pokładzie bowiem znajdzie się taka ilość ‚swoich” niechętnych do żadnej roboty, że okręt po prostu zatonie, bo nie będzie komu rozwinąć żagli. To jest jeden problem, drugi zaś to coraz mniejsze zainteresowanie tak zwanych młodych pisaniem. No i kompletna nieumiejętność pisania. Te wszystkie szkoły reportażu, te kursy organizowane w gazowni przez różne wariatki, którym się zdawało, że same potrafią i jeszcze kogoś nauczą, to wszystko okazało się klęską. I teraz po prostu w wielu miejscach brakuje tekstów, nie ma czego dawać na łamy i redaktory mają kłopot. To jest zjawisko cykliczne, na którym w dawnych czasach bardzo skorzystałem. Podobna koniunktura nastąpiła w połowie lat dziewięćdziesiątych, no a potem wszystko zabetonowali i redaktor Zaręba już trzydziesty rok jest najwybitniejszym polskim publicystą, bo nikt inny, dorównujący mu klasą, się nie pokazał.
Dlaczego to gazownia reaguje na ten rynkowy trend, a „nasi” nie? To proste. Gazownia jest dominującą siłą na rynku treści w Polsce, a co za tym idzie jest również kanałem dystrybucji milionów produktów sprzedawanych przez komunikaty reklamowe. To nie jest fikcja, to są pieniądze. Funkcja propagandowa gazowni jest wtórna w stosunku do sprzedażowej i tak zostanie, no chyba, że jakaś siła przemożna sprowadzi GW do roli periodyku niszowego, gdzie dzieci żydowskich socjalistów będą opowiadać o tym, jak zbudować nowy wspaniały świat. Na razie jednak nie zanosi się na nic takiego i sprzedaż przeważa. No, a jeśli tak, to trzeba przyciągać klientów. Czym? No przecież nie genderem, bo wszyscy już tym rzygają. Trzeba szukać czegoś nowego. I dla wielu młodych ludzi trend ten to szansa na zaistnienie. Córka Toyaha ogłosiła się tam z jakimś blogiem, żonie opublikowali tekst, innym przypadkowym osobom pewnie też. Potrwa to jeszcze parę lat, bo koniunktura nie znika od razu, a potem znowu zostanie zabetonowane na piętnaście albo więcej. Pojawią się bowiem tacy, którym zdawać się będzie, że oni sami wszystko potrafią zrobić i trzeba tylko zatrudnić paru zaufanych do tego, by sukces był pełen. Wszystko to będzie się powtarzać w cyklach kilkunastoletnich, ale u postawy tych prawidłowości leży przewaga dystrybucyjnej, rynkowej funkcji gazowni i wtórny charakter funkcji propagandowej. No i jeszcze jedno – Michnik nie jest wieczny, z tego musimy sobie zdawać sprawę, a ci co stoją za nim nie mają ani takiej mocy, ani takich chęci, ani w ogóle niczego. Gazownia więc siłą rzeczy, będzie próbowała absorbować coraz szersze spektrum poglądów i coraz więcej środowisk. Blumsztajn też nie jest wieczny. Do tego zaś by utrzymać kurs, który znamy od trzydziestu lat, potrzebny jest właśnie ktoś taki, jak wymienieni panowie. Tymczasem w następujących pokoleniach nikogo takiego nie ma.
Dlaczego nic takiego jak publikacja tekstu nieznanej nikomu autorki nie może się zdarzyć w periodyku prawicowym? Otóż dlatego, że periodyki te nie dystrybuują niczego poza propagandą. I to w dodatku tą najsłuszniejszą, wydestylowaną, kanoniczną, poza którą wyjść nie można, żeby człowieka nie okrzyknęli zdrajcą i sprzedawczykiem, agentem czy czymś podobnym? Jeśli zaś ktoś wyjdzie i zrobi jakiś sukces, jak my tutaj, zostanie w najlepszym razie zamilczany. Żaden z prawicowych redaktorów nie odpowiada na maile tak szybko jak Szczygieł, a większość z nich nie interesuje się produkowanymi przez siebie treściami. Ludzie ci są wyłącznie zainteresowani sławą. Stąd się wziął pseudonim Gmyza i wszystkie zagrywki Gadowskiego, tu bije źródło tego całego kabotynizmu, który nas tutaj tak strasznie irytuje i który jest legitymacją absolutnej nieskuteczności.
Oni niestety nie kumają dlaczego są nieskuteczni, ale spróbujmy im to wyjaśnić. Nie można zbudować jakiejś hierarchii treści, według nieistotnych już kryteriów pochodzących z czasów zamierzchłych, sprzed wojny, albo wręcz z XIX wieku, ustawiając na szczycie pisma Konecznego, czy kogoś w tym stylu i robić kariery poprzez powtarzanie tych treści. Nie wiem, kurcze, czy to nie będzie zbyt skomplikowane dla naszych bohaterów, spróbuję prościej. Tak się nie da, bo jest to demaskujące, a przedmiotem demaskacji jest nędza i strach o jutro. Treści zaś maja być gwarancją jakości. Co będzie jak zdecydują, że się nie nadaję – myślą sobie „nasi”? A kto ma zdecydować? Toż to jest sfera wolności, prawości i myśli swobodnej? Na to pytanie musicie sobie odpowiedzieć sami, ale dla mnie rzecz jest oczywista. Jeśli przez trzydzieści lat międli się te same kwestie, bez jednej choćby świeżej refleksji to znaczy, że coś jest nie tak. Abstrahując od przyrodzonych ograniczeń i głupoty każdego z nich.
Nie do wyobrażenia jest, by Zosia Osiejuk została opisana w gapolu jako sympatyczna dziewczynka, co robi z koleżanką blog fotograficzny o współczesnych Polakach. Zresztą, co tam Zosia, jej tata, nie został o ile wiem zaproszony na żadne, podkreślam, żadne spotkanie autorskie organizowane przez środowiska prawicowe w Katowicach, mimo tego, że pisze książki i prowadzi najbardziej pisowski blog na świecie. A przecież on zna tych ludzi i oni jego znają. Dlaczego więc nic mu nie zorganizowali? Bo nie było rozkazu. To jasne, a za coś takiego można by przecież dostać po uszach od samej góry. Przecież spotkania są zarezerwowane dla „naszych” dla redaktorów, dla profesora Zybertowicza i Krasnodębskiego, którzy muszą sobie dorobić do pensji i opowiedzieć o tym jak strasznie ciężko jest walczyć o Polskę, kiedy tak cholerna gazownia promuje te zdradzieckie małe dziewczynki latające po mieście z aparatami fotograficznymi.
Jeśli myślicie, że to się zmieni, bo prezydent Duda wystosował list do czytelników GW i gapola to niestety jesteście w błędzie. Gazownia przejmie część tak zwanej prawicowej i patriotycznie nastawionej młodzieży, a zrobi to niejako mimochodem. Nasi zaś zostaną z tym swoim tężcowym uśmiechem na twarzach i dalej będą przeliczać swoje groszaki. Niektórzy dostaną propozycje z Czerskiej i z niej skorzystają. Pierwszy będzie Ziemkiewicz. Reszta pójdzie na śmietnik. Zapytacie pewnie co ja zrobię, czy odpiszę Pani Hryniewickiej i zapytam ją o szczegóły dotyczące organizowania takich spotkań? Jeszcze nie wiem. Od dwóch miesięcy, albo trzech proszę kolegę Michała, żeby zadzwonił do Niespodzianki i umówił mi spotkanie we wrześniu. Sam nie mogę tego zrobić z oczywistych względów. Bez skutku. Nie mam niestety menedżera, który by się zajmował takimi sprawami, a jak wiecie pośrednictwo w takich momentach to rzecz kluczowa. No więc dlaczego mam nie skorzystać, skoro załatwiają jeszcze prawdziwego aktora do czytania tekstów? I do tego na spotkanie przyjdą całkiem nowi ludzie, którzy – być może – sięgną po nasze książki, w których, o cudzie, nie ma nic o gender, o narzeczonym Ignaca Karpowicza i o frustracjach pani Tokarczuk. Czy to nie jest dla nas szansa? Jeśli sami sobie nie pomożemy nikt nam nie pomoże, a Reszczyński, jak go widziałem ostatnio, z rok temu, na korytarzu klubu Ronina, uśmiechnął się tajemniczo i powiedział – niech rozkwita tysiąc kwiatów. Tak właśnie, panie Wojciechu, niech rozkwita…..
4 września, o 17.00, w domu kultury w Piastowie odbędzie się mój wieczór autorski, będę opowiadał o związkach pomiędzy literaturą piękną a historią gospodarczą. Organizatorzy planują jeszcze jakiś wieczór poetycki w pakiecie, bo taka jest tam praktyka. To nie są „nasi”, ani gazownia, to są ludzie, którzy postanowili zorganizować spotkanie z autorem, bo coś tam o nim słyszeli. I nie mają w związku z tym żadnych lęków.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl, do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy i do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie. Zamieszczam jeszcze raz link do spotkania w Bielsku Białej oraz przypominam, że wznowiliśmy III tom Baśni jak niedźwiedź, ten on Kompanii Moskiewskiej i Stefanie Batorym. https://www.youtube.com/watch?v=wl26Ad0MnDk&feature=youtu.be

  59 komentarzy do “Czym gazownia różni się od gapola”

  1. 42 akswazsraW lu wótsaiP yrutluK kedorśO iksjeiM 😉

  2. Jesteś szybszy od Szczygła 😉

  3. ZawodoWstwo. Nie mylić z dziadostwo.

    Ps. Bajeczka. Ale łączy parę stale tu obecnych wątków:
    http://pnskarbinkow.blogspot.com/

    Ps.2 Jaki problem z rezerwacją Niespodzianki? Podaj Pan tylko wybrany termin…

  4. Dla mnie takim punktem było to, że ludzie robiący sprawozdania filmowe dla Blogpressu nie dostali nic od TV Republika. A może dostali jakąś propozycję, tylko, że była ona nie do zaakceptowania – tego nie wiem.

    Ja bym się nie czepiał tego Reszczyńskiego i jego prób popularyzacji Konecznego, od czegoś w końcu trzeba zacząć. Tylko, że to powinno iść w pakiecie z MacDonaldem i „Wojną o pieniądz”.

  5. Niestety ktokolwiek się zaplątał w dobrowolną współpracę z GW, został jej tajnym lub otwartym współpracownikiem jest szkodliwy dla umysłu czytelnika, bo poszedł na kurs zwalczania wolności. Komunizm, socjalizm jest najgorszy czy to międzynarodowy czy narodowy.

  6. Jestem ciekawy czy w Najwyższym Czasie! nie może ukazać się arytkuł nikomu nieznanej osoby?I czy Sommer odpowiada na emaile?Czy periodyku tego nie traktujemy jako prawicowego?

  7. Piszą jeszcze ze starej pracy co?

    Mają adresy swoich pracowników.

  8. „Dlaczego nic takiego jak publikacja tekstu nieznanej nikomu autorki nie może się zdarzyć w periodyku prawicowym? Otóż dlatego, że periodyki te nie dystrybuują niczego poza propagandą.”

    To chyba żart?
    Na jakiej podstawie?
    Moim zdaniem to niedorzeczne.

  9. To Toyah wyszedł trochę na oportunistę. Tyle zarzuca się Zinkiewiczowi, że czasem coś napisze do Plusa Minusa Hajdarowicza, na Brauna że do Uważam Rze Historia (też własność Hajdarowicza), a tu na tym blogu obrona takich zachowań!!!

    Ja bym się nie czepiał, ale to co pisze i pisał kiedyś Toyah na temat a co teraz robi jego żona i córka, daje potężny dysonans. Podwójne standardy. I po co Toyah tak się kiedyś wymądrzał i krytykował bezlitośnie!?

    Nie do wiary!

  10. Poszerzmy więc pole tolerancji dla wypowiedzi prasowych wszystkich blogerów i dziennikarzy albo spuśćmy z tonu bardzo ostrej krytyki?

    To moja konkluzja ostateczna do tego tekstu.

    P. S.
    Piszę to jak – kiedyś miałem możliwość stażu w lokalnym dodatku Gaz Wyb. Z powodu wartości, mojego konserwatywnego poglądu zrezygnowałem. Niektórzy mówili mi: głupi, zaczepisz się może, zdobędziesz doświadczenie. Ale dla mnie zasady są po to by być im wierny. Mam więc prawo do takiego tonu.
    Dixi …

  11. 0133 2743 1193 9055 4323 0133 1928 !

  12. sytuacja po „naszej” patriotycznej stronie jest jak opisane powyżej, była o tym mowa mnóstwo razy, jest stały zestaw występowaczy, którzy są kompatybilni z telewizjami, wydawnictwami i salami konferencyjnymi, udostępnienie ww komuś bez stałego łącza wymagałoby przebudowy instalacji i zgody administratora, a po co ?

  13. 8 11 12 13 20 29 3 4 16 28 39 40 4 25 26 30 32 35 15 21 29 34 48 49 8 16 17 18 38 46 14 23 33 40 41 46 8 11 12 13 20 29 😉

  14. Przeciez Coryllus wspolpracowal z GW …….

  15. Grzech młodości 😉

  16. powinien złożyć samokrytykę

  17. Ktoś to musi zrobić, nie mogę występować jako autor i jednocześnie menedżer, jeśli mam tak postępować poszukam sobie innej publiczności.

  18. Według ciebie Sakiewicz to strażnik wolności? I prawicowe tygodniki opinii też?

  19. Naprawdę? No to napisz jakiś tekst i prześlij go Karnowskim do opublikowania, albo Lisickiemu, nie krępuj sie, każdy ma szansę….to wolny kraj.

  20. Ale co Toyah napisał do gazowni? Możesz wskazać tekst, który tam opublikował? Jeśli nie możesz wylatujesz z bloga. Masz czas do wieczora

  21. s.138 Wplyw totalnej wojny informacyjnej autora wszystkim tu znanego aczkolwiek niedocenianego( przynajmniej oficjalnie)…….
    Demoralizacja, to unicestwienie odwagi, podkopanie siły duchowej,
    wynikającej z wiary w wartości narodowe i w przyszłość.
    Bardzo rozbudowana przez współczesną socjaldemokrację analiza «morale»
    pozwala wyodrębnić czynniki demoralizacji. Wymieńmy tu przede wszystkim:
    – podważanie wartości, o które walczy nieprzyjaciel, zasiewanie wątpliwości;
    – podważanie wiary w siebie, każdego nieprzyjacielskiego żołnierza,
    zaszczepianie mu zwątpienia w siebie i zwątpienia w to, w co wierzył;
    – zaszczepienie poczucia winy. „Należy doprowadzić do tego – mówi Ellul á
    propos propagandy, ale dotyczy to i dywersji – żeby nieprzyjaciel utracił wiarę w
    słuszność własnej sprawy, własnej ojczyzny, własnej armii, własnej grupy. Człowiek,
    który czuje się winny, traci poczucie sensu swej walki a tym samym – swą wartość
    bojową. Przekonać człowieka, że jeśli nawet nie on sam, to przynajmniej ci, co walczą
    po tej samej co on stronie, dokonują czynów niemoralnych i niesprawiedliwych, to
    zdezintegrować grupę, do której on należy”!
    – przekonanie nieprzyjaciela o jego osamotnieniu i powszechnej dezaprobacie
    opinii publicznej wobec niego, a jeszcze lepiej – opinii światowej;
    – ośmieszanie, wytykanie braku logiki, wyszydzanie;
    – podważanie zaufania nieprzyjaciela do jego środków obrony i ataku;
    – przekonanie o bezcelowym przedłużaniu walk;
    – przekonanie, że ma się przeciw sobie przeciwnika twardego, pewnego swego
    zwycięstwa i zdecydowanego na wszystko.
    – Tak więc, działania dywersyjne, posługując się wyrafinowanymi metodami,
    mają na celu demoralizację przeciwnika. Zmierzają też do jego rozbicia i dezintegracji.
    W tym sensie dywersja jest sztuką zasiewania niezgody. I w tym wypadku również
    analiza psychologiczna czynników spajających i jednoczących grupę pozwala
    wyodrębnić elementy rozbicia i niezgody, a następnie wpoić je narodowi lub grupie,
    które pragnie się zniszczyć”……..

    i tak dalej i tak dalej…..

    Pozdrawiam

  22. Napisałem: „…to co pisze i pisał kiedyś Toyah na temat a co teraz robi jego żona i córka, daje potężny dysonans”. Ile było krytyki ze strony toyaha wymierzonej w stronę Gaz Wyb czy krytyki zachowań niektórych ludzi na prawicy? Teraz będąc wierny swoim poglądom skrytykuje żonę i córkę? Jakby nie uprawiał tak ostrej krytyki to bym nic nie mówił, ale jak ktoś ma tak ostre pióro i nie odpuszcza innym, to jest to jakieś zobowiązanie do osobistej wierności zasadom.

  23. Chodzi mi przede wszystkim o słowa „periodyki te nie dystrybuują niczego poza propagandą”.

    Już nie chce mi się pisać z czym mi się ten styl kojarzy i jak bardzo się z tym nie zgadzam.

  24. Solarki, fryzjery, paznokcie….. to wszystko kosztuje. Jeszcze jakis kredyt na barkach i pozamiatane.

    Wiec nie ma co sie denerwowac i tu Toyah wyciagac tak beszczelnie.

  25. Jałowiecki pisze jak to zagorzały Endek sprzedawał Żydom produkty, tłumacząc że cena dobra a Żyd swój. Krótko mówiąc to wojsko i milicja trzymają nas za gębę a Żydzi trzymają z silniejszym. Ich stosunek do nas wynika z naszej słabości. Jak się wzmocnimy to Żydokomuna zmieni się w Chasydów a reszta kolegów Bronka wstąpi do Bractwa Św. Stanisława. Poza tym jak GW wysyła człowieka do Gościa Niedzielnego a ten potem im dowala w książce, a teraz nasi podsyłają GW naszego Konia Trojańskiego to trzeba być sza a nie trąbić o tym wniebogłosy. Przecież żona i córka Toyaha nie piszą w GW o polityce. Co innego Pan Grzegorz Braun. On jest politykiem i pisarzem politycznym i on nie powinien publikować w podejrzanych pismach które sieją zamęt w głowach.

  26. Nie mam pojęcia co miałbym Ci doradzić Coryllusie, gdybyś przypadkiem potrzebował mej rady, co zrobić z owym zaproszeniem. To zawsze może to być wstęp do przejęcia nowych treści i rynków. Może oko Saurona dostrzegło rodzącą się niszę i sięga w jej stronę? Może zechcą Cię kupić albo, co bardziej prawdopodobne, przejąć treść i rynek tej treści. W Twych wezwaniach do budowy własnego rynku treści, zamiast kręcenia się wokół własnego ogona, tkwi realne acz ukryte zagrożenie, że pojawią się mocniejsi i mądrzejsi, którzy zapragną przejąć i ten kawałek tortu, z Tobą lub po Twoim trupie. Ponieważ przestrzegasz przed kredytem i jego skutkami to raczej po Twoim trupie.
    Gejowski i pisarski superhero GW unieważnił główny ich segment rynku i treści przebierając się za esesmana. Trzeba szukać nowych wysp i lądów.

  27. Ale co? Ma ją pobić, zabronić jej czy co? A jeśli ona chce publikować, to według ciebie gdzie ma się zwrócić?

  28. A według ciebie co one dystrybuują? I jaki jest efekt dystrybuowania tych treści?

  29. Przecież Toyah sam namówił zone, żeby wysłała do GW. Pisał o tym na blogu.

  30. Skrypt Woynitcha wymięka….

  31. Jak sie baby nie bije to jej watroba gnije tak sie tu u nas pod Lublinem mowi a im bardziej na zachod tym sie bardziej przewraca babom w glowach.
    Zobaczcie tu: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/13120/fakty-i-mity-kryzysu-demograficznego

    Pani Magda nawet koszul nie prasuje panu Adamowi wiec niech zona i corka Toyah publikuja gdzie sie da…..i wszystkim do tego wielkie nic.

  32. wszystko to pralnia mózgu, z jednym celem – wytresować czytelnika jak ma myśleć i działać, co jest słuszne i piękne, a na co/kogo należy gwizdać na uroczystościach. Kiedy psy mają się ślinić a kiedy merdać ogonem a kiedy szczekać. Karnowski to nazywa „media tożsamościowe” hahaa. Wiem, że GW była wtedy jedyna, ale samokrytykę, że się było współpracownikiem GW złożyć trzeba, bo GW to komunistyczna maszyna, która ma zmieniać człowieka, bo taki jak jest jej się nie podoba, ma pedagogiką wstydu go zmieniać na swoją modłę. No każdy to zna z dawnych czasów.

  33. Toczy się refleksja na ważne tematy, tworzona jest kultura, omawiane idee.

    W USA, UK czy Francji żaden konserwatysta nie zada takiego pytania.

  34. Emanuel Ringelblum – Kronika getta warszawskiego pisze tak:
    Polacy, chrzescijanie, ludzie po tamtej stronie muru – padli…..
    Zydzi – zgineli, zostali brutalnie zabici…..

    Dla niewtajemniczonego nie bedzie duzej roznicy.

  35. spisuje te numery i puszczam kupon toto

  36. Dobra wiadomość – trafiłeś 😉
    Zła – te szósteczki już były 😉

  37. Podczas pana występu w Bielsku, na ścianie wisi tabliczka klub Najwyższego Czasu! Stąd myślałem, że coś może pan tam wiedzieć.

  38. Należy tworzyć własne fora i miejsca prelekcji.
    Nie flirtuje się z obcym wojskiem.
    Należy zacząć od marzeń o czymś takim jeśli jeszcze nie można tego urzeczywistnić.
    Po co tam chodzić, żeby po jakimś czasie przestali zapraszać a przestaną na pewno.Toż to taktyka.
    Skoro już tyle wiemy o obcych wojskach, najwyższy czas budować własne koszary i organizować własne defilady.
    Równolegle obok i to nieustająco.
    Czas żyć w oparciu o własny rozum i wiedzę.
    Spotykać to się można ewentualnie na neutralnym gruncie.

  39. Wie pani co, ludzie mają kłopot z napisaniem tekstu na termin, ze zrealizowaniem płatności, a pani mówi o budowie koszar? proszę bardzo, niech je pani buduje.

  40. Para powinna iść w tłoki, a nie w gwizdek 🙂 I przy okazji zapytam, kiedy spotkanie w Opolu?

  41. W Kiekrzu i Opolu 19 i 20 września.

  42. nie ma tam nic poza propagandą, coryllus ma racje: a kultura, idee, tematy to funkcja propagandy. Każda gazeta i każde czasopismo które ma dział opinii to organ propagandy.

  43. Rzecz w tym, że taka spóżniona ofiara akcji „wisła” niejaki Toyah uznaje gazownię jako ostatni zewnętrzny krąg do czasu aż jego żona, mając dosyć jego fałszu, publikuje swoje cotambyniebyło,a ON,ten nieugięty ON, staje w obronie bo to za jego zgodą, wiedzą i namową.Poszedł baran po wierszówkę, albo, co gorsza, nie potrafi przekonać własnej żony do togo,do czego namawia,żeby nie brać do ręki itd. Skoro nie potrafisz,baranie,przekonać własnej żony do trzymania się jasnej strony mocy, nie odżegnuj innych od czci i wiary gdy to robią czyli czytają tu i tu.Konsekwencja w postępowaniu obłudnika Toyaha ma historię cokolwiek dłuższą. W 2010 w wywiadzie kryguje się, że to do polityki to się nie nadaje, że komentować to owszem, ale startować i brać udział to nie, bo nie potrafi.Parę miesięcy póżniej fałszywa gęba patrzy na mnie z listy PiS. Wysokość diety poselskiej uber alles?O co w tym przydługim wstępie chodzi? Wała obłudnikom. Ktoś mówi, że gospodarz w gazowni miał epizod.Dawno i po rozpoznaniu bojem zakończony ku chwale spostrzegawczym.Nie jest grzechem wziąć udział w czymś co u zarania wydaje się nową jakością.Grzechem natomiast jest wejść do znanej już,mętnej wody, i przekonywać innych że mętna, ale nie trująca.Co ma do tegoToyahowego kupczenia gębą swą Gospodaż? Zamiast tłumaczyć kumpla,robiąc z nas idiotów,każ mu się zamknąć na czas jakiś i przemyśleć całość.Nie zgadzam się na robienie z czytelników (czytelnika) wała w sposób tak prymitywny. Trochę szacunku.Na wypadek bana nie zapłaczę.

  44. Ze złym nie wolno wchodzić w żaden dialog, w żaden układ. To zasada kardynalna.

  45. Niby nie związane z tematem. Polacy pod zaborami uczyli w szkołach, pracowali w urzędach, służyli w wojsku, budowali kolej i inne obiekty przemysłowe…
    Zdobyliśmy wolność i Polska zaoferowała wiele wakatów, które dzięki poprzedniemu zatrudnieniu, zdobyciu wiedzy oraz uzyskanemu doświadczeniu miał kto je objąć.

    Myślę, że Gospodarz jest ostatnią osobą, która by prosiła o poradę ws. swojej drogi życiowej, więc odbieram to co zrobił Gospodarz jako swoistego rodzaju sondę, czy test, który miał mu dać odpowiedź co sobą reprezentuje tzw. grupa wsparcia. W jakim celu? To słodka tajemnica Gospodarza, który stara się latać trochę wyżej i dalej. 🙂
    Stawiam, że niedługo będziemy świadkami czegoś nowego, może nawet i zaskakującego.

  46. Pan Waldemar Łysiak nie miał nigdy ( od 1989 ) takich dylematów. Pan Waldemar Łysiak, tj. jego pisanie jest przez Państwa lekceważone, a moje, jeśli nie ignoranta, to na pewno nie filologa nieśmiałe ale wyliterkowane pytanie w czym rzecz?, zostało zbyte milczeniem. Zrobiło mi się wtedy jakbym puś… bardzo wstyd. Ciekawe co o takich prawicowych rozterkach moralnych powiedziałby ( jednym słowem ) Pan Łysiak? Ciekawe także, kto z Państwa zarabiających na życie pisaniem wybrałby tylko takie, takie, czy aż takie przed 1989 roku oficjalne przekaziory i wszystko dzisiaj byłoby nie ma sprawy. Dodam, że pomimo chwilowego od zapowietrzenia się do naburmuszenia na Pana Gospodarza, po czepianiu się, w moim odbiorze w gruncie rzeczy z powodu zazdrości, przez Niego publicystyki Pana Michalkiewicza, osoby jemu życzliwej, zakupiłem już ostatni wydany tom ” Niedźwiedzi”. właśnie przyleciał do Irlandii. Mam komplet. Zastanawiam się, czy moja sympatia i kibicowanie z uszczerbkiem dla mojego portfela, a zyskiem dla pańskiego; Pana pisaniem gw jest w stanie zagazować?

  47. Niech pan po prostu nie kupuje moich książek. Dobrze panu radzę, niech ich pan nie bierze do ręki.

  48. Coś mi się wydaje, że mamy do czynienia z próbą „wrogiego przejęcia” treści przez pana Szczygła. Co chyba dobrze wróży Gospodarzowi.

  49. Gazownia różni się od gapola – jeszcze.
    Michalkiewicz cały jest metaforą, dzięki niej funkcjonuje.

  50. Co to oznacza jak ktos publikuje w GW? To jak drukowanie tekstow w okupacyjnych niemieckich czy sowieckich gazetach. Kolaboracja po prostu. Jedyna taktyka to nie kupowac i nie czytac, nawet dla prognozy pogody, programu telewizyjnego czy niby neutralnego sportu. Gdy kazdy tak bedzie robil to ich misja i biznes sie skurcza do wlasciwych rozmiarow. A pisanie dla nich to jest po prostu kolaboracja. Dawanie temu trupowi kroplowki. Jak ktos mysli, ze moze poudawac Wallenroda i przechytrzyc system, to jest po prostu naiwny. Nie robi nic innego tylko go dokarmia. Teksty mozna publikowac poza GW, a najlepszym dowodem jest ten blog i ksiazki autora. Jesli Toyah polecal zonie poblikacje w GW, to nie byl to najmadzejszy ruch. No chyba, ze to bylo dla zgrywy.

  51. łomatko ….

    dedykuję Coryllusowi :))

    gdyby kózka nie skakała , to by nóżki nie złamała

    ale

    gdyby kózka nie skakała , to by smutne życie miała

    ps. trzymaj się. ekran mi zacznie za chwilę pływać , bo znów rekord upału zapowiadają ….ufff

    ..;)

  52. Może jest taki ktoś, „kto nie przepuścił okazji”… i obawiam się, że nie tylko nie przepuścił, ale się tam zadomowił, między wierszami. A piszę tak, bo się kiedyś przyjaźniliśmy. A zresztą, gdzie ten nieprzepuszczający się nie zadomawia? Też święta nie jestem. Pycha i zakłamanie lubią się ubierać w pozory dobra. Nie jest tak?

  53. Nazwane po imieniu: kolaboracja. Jeśli komuś się wydaje, że w publikowaniu na łamach GW i innych wrogich mediów nie nic złego. bo udało mu się przemycić trochę prawdy, to albo nie rozumie istoty problemu (tzn. jest idiotą w sensie dosłownym), albo jest konformistą udającym autora niezależnego. Każde wejście we współpracę ze Złem ogranicza wolność lub ją odbiera. Inna rzecz, czy ktoś chce czytać teksty niewolników, albo ludzi, których jedynym istotnym celem jest publikowanie gdzie bądź, byle płacili.

    Druga kwestia, to nie ryzyko, lecz pewność, że treści zostaną wrogo przejęte i poddane obróbce, w wyniku której Prawda o nich zostanie utracona.

  54. Ja tylko mówię to co miłosiernie pomija się milczeniem.
    Ja mówię to co trzeba zrobić.
    I niech Pan mi nie każe zrobić koszar samej.
    Ja też Panu nie każę zrobić tych koszar.
    Pan już dość robi. Myślę że to co Pan robi jest wystarczające.
    Ja jestem tu na tej stronie od chwili.
    Są ludzie którzy towarzyszą Panu od dawna.
    W sumie to do nich jest adresowane.
    I jeszcze raz ja tylko piszę co trzeba zrobić .
    Proszę mi wierzyć, że rozmyślam o tym i mam nadzieję, że coś wymyślę.
    Chcę też powiedzieć, że nie może być tak żeby jeden porywał się z motyką na księżyc bo wiadomo że polegnie.
    Mam już w tej kwestii własne doświadczenia.

    Tak zwany lider jest skazany na samotność . właściwie to odgrywa rolę opowiadacza bajek.
    Miło jest spędzać sobie czas słuchając bajek i to by było na tyle.
    Czas na działanie tych którzy na serio wyciągają wnioski z tego co Pan mówi.
    Do wykorzystania są istniejące już patriotyczne struktury.
    Bo tych innych o których by ewentualnie Panu chodziło można się rychło nie doczekać.
    Choć to zależy.Nie wiemy do końca jaki potencjał dżemie w słuchających Pana.
    Osobiście mam możliwości na spotkania niewielkich grup w czasie wakacji.
    To jest mój potencjał na już.
    O takich sprawach trzeba rozmawiać też, to dopiero wtenczas jest szansa, ze się wydażą.

    Czas z tej wiedzy robić użytek.

  55. Śpieszno GospodzRZowi na budowę, do Kamiuszka?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.