Sie 112017
 

Kolega mój, wystrojony jak to on, bardzo elegancko, szedł sobie przedwczoraj ulicą Chmielną w Warszawie. Szedł wolno, bo ma już swoje lata, skroń posiwiałą i pewne, właściwie wiekowi dostojeństwo. Nagle podeszła doń dzieweczka odziana całkiem nieskromnie, lat około dwudziestu i zapytała, czy nie napiłby się piwa w towarzystwie innych nieskromnie odzianych dziewcząt. Była to propozycja jak najbardziej stosowna, bo słońce stało w zenicie i skwar był okropny. On jednak odmówił. Rzekł dzieweczce, że ksiądz na mszy powiedział iż sierpień jest miesiącem trzeźwości. Ona na to, żeby się księdzem nie przejmować, bo oni czasem różne głupoty wyplatają. Na to mój kolega – ale wie pani, to było odczytane w liście biskupów…Dzieweczkę zamurowało i poszła w swoją stronę, nagabywać innych ludzi, a mój kolega ruszył dalej prosto ku domom towarowym Centrum.

Zgadaliśmy się więc wczoraj z tym kolegą na temat funkcjonowania sex biznesu w coraz to trudniejszych warunkach jakie stawia mu tak zwane wyzwolenie obyczajowe. Niemożliwe jest, twierdzi mój kolega, utrzymanie wysokich obrotów w tej branży, przy jednoczesnym rozluźnieniu obyczajów do ostatnich granic i całkowitej degradacji kobiet. No i jeszcze darmowym dostępie do pornografii. Ja jednak mam wątpliwości czy to jest właśnie tak różowo jak on sobie wyobraża. Mam tu na myśli różowy optymizm, a nie inne róże, o których się mówi w takich wypadkach. Kluczem do sprawy jest dewastacja umysłów i emocji kobiet, o czym wielokrotnie tu już pisaliśmy. To nie wszystko jednak, kluczem do sprawy są także tekstylia. Jeśli sprawy potoczą się w takim kierunku, że cała populacja żeńska wielkich miast wyglądać będzie jak pani Holland przed pałacem prezydenckim w sierpniowy wieczór, a normalnie ubrane kobiety znajdą się tylko na Chmielnej i tylko z taką jak powyżej opisana oferta, to życie sutenerów płynąć będzie wśród róż i wina. Świat zaś będzie świętował triumf nad męską dominacją i kolejne już wyzwolenie kobiet. Myślę, że plan nie jest tak prosty jak myśli mój kolega, myślę, że jeśli idzie o płeć jest on perfidny i wielopoziomowy. To jednak, co on proponuje znajduje zastosowanie na rynku literackim. I ja się o tym wczoraj przekonałem w czasie wizyty w naszym, grodziskim Empiku. Każdy może być pisarzem, więc nie ma już absolutnie żadnego sensu, by utrzymywać krytykę w takim rozumieniu, jak to było dotychczas, czyli jako promocję swoich kumpli, kochanek i rodziny. Nie jest to potrzebne, bo zestaw gadżetów służących do skonstruowania dowolnej historii jest łatwo dostępny i tani. Krytycy jednak będą nadal obecni, ale ich rola sprowadzi się do tego co zaprezentowała ta dzieweczka na Chmielnej. W każdej bowiem norze, do której ciągnąć będą klientów znajdzie się ta sama oferta, czyli koleżanki tej co nagania, bez biustonoszy z kufelkiem w ręku. Możecie mi wierzyć, że tak się stanie, bo już tak jest. Wczoraj w Empiku znalazłem całe stosy książek, które to potwierdzają. Znalazłem też coś specjalnego, coś czego się w ogóle nie spodziewałem, czyli nową powieść Remigiusza Mroza. Nigdy nie zgadniecie jaki tytuł ona nosi. Otóż rzecz nazywa się „Czarna Madonna”. Na czerwonej okładce zaś widać zarys obrazu jasnogórskiego. W środku czekają na czytelnika same smakowitości, ksiądz, który uciekł z Kościoła i otrzymał od biskupa pozwolenie na ślub z parafianką, katastrofa samolotu, która wydarzyła się przy izraelskich brzegach, heksagram, żywa obecność złego i opętanie głównego bohatera. No i Matka Boża rzecz jasna, która nad tym wszystkim czuwa. Nie wiem tylko jaką rolę odgrywa w powieści Mroza, myślę, że pozytywną, bo czego jak czego, ale sprytu panu Remigiuszowi odmówić nie sposób. On się zamachnął wprost na target młodo-katolicki i nawet tego nie kryje. Sławy jednak z tego nie będzie, bo naganiacze oczekują czego innego i jakiekolwiek odstępstwo od standardowego menu, potraktowane będzie surowo. Co prawda książka jest reklamowana i mocno promowana, ale nie sądzę, by to się utrzymało. Musi być bowiem feminizm, muszą być prześladowani przez Polaków Żydzi i musi być zły Kościół. Nic ponadto nie może się przebić w polskiej, tak zwanej literaturze. Co prawda kolega mój powiedział, że gdyby ona mu zaproponowała jakiegoś stwora, jakiegoś pół chłopaczka, pół prosiaczka, to on by tam zszedł do tej piwnicy, wprost z ciekawości, ale myślę, że to był taki żart z jego strony, a może też fanaberia. W ofercie burdelu, tak jak i w ofercie wydawnictwa współczesnego muszą być silnie zaznaczone standardy. To się nie zmienia i nie zmieni nigdy.

No, ale obserwujmy poczynania Remigiusza Mroza, bo on wyraźnie dąży do tego, by zdobyć paszport Polityki, albo inne jakieś ważne wyróżnienie.

Pora stanąć w prawdzie i powiedzieć sobie jak my tutaj wyglądamy wobec tak spozycjonowanego rynku. Otóż, Kochani, wyglądamy źle, wręcz jak goły w pokrzywach, albo jak głupi Jasio co idzie pod górę w poszukiwaniu wody żywej. Form, które są tu propagowane nie ma w żadnym podręczniku do pisania bestsellerów. Publiczność miejscowa jest całkiem niewyrobiona i nie odróżnia thrillera medycznego od horroru prawniczego, a do tego nikt z miejscowych nie zna żadnego ważnego krytyka, który mógłby pomóc w sprzedaży dzieł produkujących się tutaj autorów. Treść zaś i sposób w jaki jest ona podawana dyskwalifikuje tutejsze książki już na starcie. Ja się jednak nie martwię, bo to jest tak, jakby na tej Chmielnej podeszła do mojego kolegi jakaś wystrzałowo ubrana dziewczyna, lat około dwudziestu i powiedziała – czy słyszał pan, że biskupi ogłosili sierpień miesiącem trzeźwości? Mój kolega, jak go znam, nie dałby się wcale zbić z pantałyku, może zamrugałyby oczami, może pokręciłby głową z niedowierzaniem, ale z całą pewnością zachowałby się godnie i przytomnie, a następnie potwierdziłby to, co powiedziałaby mu ta pani. Ona zaś wtedy uśmiechnęłaby się i rzekła – może więc pozwoli się pan szanowny zaprosić na nabożeństwo w intencji doprowadzenia Polaków do całkowitej przytomności? On zaś zgodziłby się rzecz jasna i oboje poszliby do najbliższego kościoła, gdzie ksiądz staruszek odprawiałby mszę w takiej właśnie intencji. Myślę, że z takimi obrazami powinna kojarzyć się nasza oferta, a wtedy wszystko będzie jak najbardziej w porządku. I nie będziemy tu potrzebowali żadnego krytyka.

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał idzie na urlop, więc FOTO MAG będzie na razie zamknięty. Zapraszam jednak do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

  56 komentarzy do “Czym sex biznes różni się od literatury?”

  1. o tak, żadnego z tych k.. krytyków nie potrzebujemy

  2. trawestacja: „Pora stanąć w prawdzie i powiedzieć sobie jak my tutaj wyglądamy wobec tak spozycjonowanej przestrzeni prawa w RP. Otóż, Kochani, wyglądamy źle, wręcz jak goły w pokrzywach, albo jak głupi Jasio co idzie pod górę w poszukiwaniu sprawiedliwości i prawa i prawdy. Form i metodyk, które są tu propagowane nie ma w żadnym podręczniku do pisania bestsellerów oraz zaleceń do pisania pism procesowych i urzędowych. „

    jesteś naprawdę genialny, pzdr

  3. >wystrzałowo ubrana dziewczyna … uśmiechnęłaby się i rzekła – może więc pozwoli się pan szanowny zaprosić na nabożeństwo w intencji doprowadzenia Polaków do całkowitej przytomności? On zaś zgodziłby się rzecz jasna i oboje poszliby do najbliższego kościoła

    uuuuuuuuuuuuuuuuuuuu jest moc! :):)

  4. W ostatnich dniach slyszalem przypadkiem w Trujce przedostatni odcinek czytanej powiesci Muszynskiego „Fajrant”

    Bohaterka bierze z polki swiezo wydana ksiazke ks.Blizinskiego

  5. Miałem podobne doświadczenie na rynku w Krakowie. Kiedyś w zimie szedłem sobie ulicą Grodzką i zapatrzyłem się w górne kondygnacje kamienic. Wtedy poczułem jak ktoś się do mnie przytulił. Kątem oka zauważyłem, że to młoda kobieta, więc nie oponowałem, bo było zimno. Młoda kobieta zaproponowała mi wizytę w domu, gdzie mnie ugoszczą i napoją. W pierwszej chwili mnie zamurowało i nie zastanawiając się odpowiedziałem jej spokojnie – będę się za Panią modlił. Młoda kobieta odskoczyła ode mnie jak oparzona, zaskoczona zapytała się mnie czy jestem księdzem. Powiedziałem jej, że nie i wtedy  młoda kobieta w mgnieniu oka rozpłynęła się  wśród spacerujących … to mnie jeszcze bardziej zaskoczyło, bo ona znikła. Tak jak jej obiecałem pamiętam o niej i modlę się w jej intencji.

  6. W Krakowie w okolicy Rynku to nagabuja nachalnie i bez subtelnosci, „do tych milych klubow”. Napadaja wszystkich w miare sensownie wygladajacych panow, nic to ze zony, szwagierki zagadane ida dwa kroki dalej. A opedzac sie trzeba dlugo.

    Kilka razy przydarzylo sie nam podczas rodzinnych spacerow.

    Moze faktycznie jak sie powie o modlitwie to sie rozplywaja.

  7. Coryllusie , dostałam tą książkę na imieniny, osoba wręczająca prezent zapewne zasugerowała się tytułem. Czekało to prawie miesiąc zanim zaczęłam czytać . Skończyłam czytać na zdaniu: „Na Boga, ale gdzie jest ten samolot powiedziała Kinga” I więcej nie przeczytam.

    Powiem brutalnie, pierwsze strony nudne , książka  …. nie urywa.

  8. Ona znikła, nie mam pojęcia jak to zrobiła. Zapewniaj je o modlitwie to Cię będą później omijać albo staniesz się dla nich wręcz niewidzialny.

  9. Tak to sie konczy jak kriegst przestaja nosic sutanny a nawet koloratki – biedne dziewczeta nie znaja dnia ni godziny;)

  10. Mnie nie zaczepiaja z oczywistych wzgledow (jestem kobieta)  wiec nie znam bezposrednio ich reakcji. Tutaj pole popisu dla panow.

    Naganiaczki z okolic Rynku maja swiadomosc trwajacej tu od 2014 roku ciaglej modlitwy w tej intencji.

    Od dluzszego czasu mozna bylo  czasu poczytac  o tej inicjatywie, zwlaszcza przed SDM o niej tez wspominano.  Chodzi o „Szpital Domowy”, rozpoczety w 2014 roku.  Naocznie przekonac sie mozna, ze ta modlitwa w sercu miasta, w Rynku, pod kosciolkiem sw.Wojciecha jest kontynuowana. Zaczelo sie w 2014 roku.

    Wiem, tez, ze jest comiesieczny rozaniec przed kosciolem sw.Wojciecha.

    http://archive.krakow2016.com/duchowa-pomoc-w-moralnej-odnowie-krakowa.html

    http://niedziela.pl/artykul/24902/Krakow-%E2%80%9ESzpital-domowy%E2%80%9D-dziala

    http://niedziela.pl/artykul/116345/nd/Odnowa-moralna-Krakowa

  11. A swoja droga, nie rozumiem czemu nowosci czyta sie w radiu. Potem tego nikt nie kupuje.

  12. Mmm, pan Muszynski, jak sie wydaje, zaczerpnal tego i owego z roznych coryllusowych pomyslow. Wyborcza zdziwiona, bo widzi „nowa jakosc” (o matko, gloryfikacja przedsiebiorczosci, w przeciwienstwie do Slawka Shuty)  a ja czytam te recenzje i nie moge sie opedzic od natretnych mysli….Jestem swiezo po przeczytaniu „Domu z mchu i paproci” (piekna ksiazka, przepieknie napisana, ktorej gratuluje i bardzo dziekuje!)

    Zerknij:

    http://wyborcza.pl/7,75517,22052110,fajrant-andrzeja-muszynskiego-to-nie-powiesc-o-prekariacie.html

  13. Nie sądzę, by Muszyński w ogóle kojarzył kim jestem.

  14. Działa, działa. Kilka dni temu byłem w Kazimierzu Dolnym. Na rynku cyganki zaczepiają że powróżą i takie tam. Są ludzie którzy się zgadzają co zawsze kończy się zwrotem „daj dwie dychy”. Parę kobiet krzyczało na nie bo były natrętne. I teraz: jak do mnie podeszła jedna od razu jej powiedziałem że się za nią pomodle i zmówię Zdrowaś Mario. Od razu odskoczyła i bez słowa oddaliła się na z góry upatrzone pozycje. Jak Wehrmacht.

  15. Rekreacje Mikołajka – za komuny, to było w czytane w radiu (I Kwiatkowska)… Na Rynku królowały konie dolarowe i księgarnie, a teraz tło życia tworzą parasole, czyli reklama piwa… i pewnie te ww piwne panienki (kup pan piwo!)

  16. Żadne Mrozy czy Remigiusze nie dadzą rady zamachnąć się na target młodo-katolicki. Po prostu zamachnie się na ten target /i wszystkie sąsiednie/ kataster, bowiem oni wszyscy – jeszcze dodatkowo – zazwyczaj mają domy i mieszkania na kredyt /ergo: spłacanie kredytu + kataster!/. I wówczas smętne narracje zwodnicze będą o kant d. rozbić w konfrontacji z nagą rzeczywistością. No i wówczas /x 2/ – ostanie się tylko tutejsza narracja /zgodna z tą właśnie rzeczywistością/.

  17. Skądinąd picie piwa w towarzystwie nieskromnie ubranych i bezpruderyjnych panienek może skończyć się spotkaniem z Bogdanem Ronikierem. Właśnie czytam – jestem pod wrażeniem.

  18. Ważne, aby odnotować, kto ten kataster wprowadza. Nawet jeśli to rząd #dobrazmiana, to ten podatek jest antypolski i antyludzki (przywołując klasyków).

  19. i tak pewnie nikt by nie kupowal

  20. bohaterka siegajac po ksiazke wydawnictwa Klinika Jezyka, mowi, ze przyjezdzali do ksiedza z calej Europy zeby zobaczyc co stworzyl, a przeciez wtedy bylo trudniej o takie dziela

    partie bohaterki czyta aktorka teatru narodowego (sic!) o nazwisku Gorodeckaja- albo jakos podobnie

     

    moze na stronie Trujki sa te nagrania (przedostatni odcinek)

  21. Poczytalam sobie o czym ten Fajrant jest. Akcja zczyna sie w 2009 roku, bohaterowie wracaja z saksow w Anglii, zakladaja biznes w malym polskim miasteczku. Napisane dosc marnie (znalazlam pdf pierwszych stron), ale mniejsza o to.

    Odsluchalam na stronie Trojki ten 24 odcinek.   O, matko… (na stronie artykulu po lewej stronie sa pliki audio)

    Jest fragment, gdzie Monika z zapalem opowiada (znudzonemu) narratorowi o spoldzielczosci i ksiedzu Blizinskim. „Podchodzi do regalu i wyciaga ksiazke ze wspomnieniami ksiedza”- tak to jest ujete.

    No jest to jakas forma reklamy:)

    http://www.polskieradio.pl/9/206/Artykul/1786190,Fajrant-w-pasmie-przedpoludniowym-w-wakacje

  22. errata, cytat brzmi „Monika podchodzi do regalu i wciska mi w reke ksiazke ze wspomnieniami ksiedza”

  23. No ale jeśli wprowadzą, to zgarną od przeciętnej rodziny tysiąc złotych co miesiąc na kataster i czynsz. Przy naszym poziomie dochodów, tysiak z kieszeni na stałe co miesięczne płatności to dużo – my nie z tych co to są najlepsza kasta .

  24. Tzn dokończę – każda stówa to jest przez nas oglądana „prawie pod światło” zanim ją wydamy. A przy katastrze to wylatuje  kilka stów z portfela  i to regularnie co miesiąc.

  25. Jestem swiezo po przeczytaniu „Domu z mchu i paproci” (piekna ksiazka, przepieknie napisana, ktorej gratuluje i bardzo dziekuje!)

    Ja podobnie. Przeczytałem jednym tchem w wakacyjny dzień.

    Jestem zdania, że każdy z tu obecnych powinien zakupić i przeczytać tę książkę. Szczególnie teraz.

  26. Na razie nikt nie planuje wprowadzenia podatku katastralnego,tu nie Kanada.Tam średniej wielkości dom to ok 2000 CAD rocznie.

  27. Trzy razy w tygodniu w ciągu roku szkolnego z dziesięciolatkiem za rękę idziemy ulicą Foksal, na zajęcia pozalekcyjne. Na skrzyżowaniu z Nowym Światem pod wieczór, stoją  młode dziewczyny z parasolkami w rękach i zaczepiają, zapraszając do lokalu. No dużo ludzi przez godzinę przechodzi pod oknami takiego lokalu, szef chce żeby 1/4 z tych przechodzących zaszła na piwo, a może i coś zjedzą. No jest to takie przekonywanie, taki  wabik ocierający się o sex biznes. Taka operacja jak   zaganianie bydło do corralu, Na prerii od tego są kowboje, na Foksalu dziewczyny z parasolką.

    Przedwojenny dowcip. Przed sklepem żydowskim stał naganiacz i wołał mamy w sklepie wszystko. Zaczepiony ewentualny klient odpowiadał – wątpię. Naganiacz zaraz dodawał: wątpię tyż mamy.

    Z tym słowem „wątpię” jest tak, że gwarowo oznacza  to jakiś narząd … w ludzkim organizmie. Ale już nie ma z kim skonsultować co to za narząd, bo ci co smiali się z tego wicu już są u Ignacego Loyoli przy dębowym stole.  Więc taki dowcip w warunkach niewiedzy  staje się nieśmiesznym, ale ponieważ pasuje jako ilustracja do procesu naganiania klienta więc go zamieściłam.

    Opowiadano, że przed ii WŚ

  28. Opowiadano go przed II WŚ.

  29. „Wątpia” to ogólnie wnętrzności.

  30. Ja też przeczytałam w jeden dzień, i od razu drugi raz.

  31. A płucka to letkie.

    Żydzie co niesiecie? – Letkie.

    – To czemu przystajecie? – Bo ciężkie. 

  32. „Wątpia mi się przywracają”, brzmi trochę eleganciej, niż flaki.

  33. To jest globalny numer reklamy ulicznej.

    W takim np starym Cancun, pod wieczór, na każdym skrzyżowaniu, stają Hoze, Huany i inni Amigos wciskając przechodniom wizytówki pobliskich knajp. Folklor, b.ciężka praca, która nikomu nie przeszkadzają. Uśmiech. (Vide – Wg YT, grobowy wyraz twarzy to jeden z atrybutów Polaka w Polsce). Serveza, czyli piwo też tam jest.  W Playa del Carmen, na sinkaavenida, jest ciut inaczej. Ale tam wszędzie jest mechiko, słońce, tropiki, amigos, mariaczi i tekila.

    Moja lubić Mexico!

  34. Wrażenia z wakacji, czy delegacji,  nie dają się porównać z ojczyzną pod okupacją. Ludziom nie do śmiechu.

  35. O tak, wątpia są nad wyraz subtelne. A wśród nich rarytasem jest macica, która lata lub się przewraca, głównie u mężczyzn.

  36. 🙂  Za gendera, wszystko możliwe.

  37. Wcale że nie. To było dawniej. A może przewidzieli?

  38. Wiem, bo znam ‚z nie do śmiechu’, ale… dlaczego tak jest i teraz? Nie wszystko da się tłumaczyć Kaczyńskiem lub kreaturą Michnikiem.

    Mexico to mój niegdysiejszy plac zabaw! To se ne vrati, a szkoda.

    Hola amigos!

  39. Raczej z Żeromskim to „kooperatywizm”.

    A ogłoszenia dot. weneryczno – skórnej niszy rynkowej jakże popularne na  tętniącej życiem ulicy Chmielnej.

  40. Kiedy my usłyszymy pierwsze takty Celito Lindo, od razu przychodzą do głowy zakazane piosenki i ‚Teraz jest wojna… itd’.

    Zdrady, oszustwa, kradzieże, cenzura, oszczerstwa, poniżanie, ósmy rok od „Smoleńska” i wciąż kasta u władzy. Trzeba ciągle wysoko trzymać garde. Ostrożność i dystans stają się instynktowne. Szczególnie,  że jeśli Polacy już kogoś zaakceptuja, są serdeczni i gościnni. Ale nie dla każdego warto.

    Poza tym klimat mamy chłodniejszy, a Ty miałeś szczęście wygrzać duszę i kości w meksykanskim słońcu.

  41. Oj gadajo o tym, gadajo… Co jakiś czas i to od dawna. Sama słyszałam Annę Fotygę z tą kwestią na ustach. A o katastrze właśnie powiedział menadżerowi restauracji stary, doświadczony księgowy /tej knajpy/. Że o tym rozmawia się wśród księgowych i że to ma być rok 2018.

    Relata refero.

  42. Polacy tego nie uradzą. 2% od wartości nieruchomości /wycena przez urzędnika/ rocznie. To będzie wywłaszczenie, po prostu. Co jest uprzejmym i zwodniczym określeniem na wywalenie z domu i zabraniem własności. Nam to zrobiło państwo pod ochroną KBW. Teraz to zrobi kataster.

  43. Podatek katastralny (w wysokości 1 czy też 2 %) spowoduje spustoszenie nie tylko na rynku mieszkaniowym – spadek wartości mieszkań on także odbije się na całym rynku wewnętrznym – mając na wyboru potencjalną stratę mieszkania (jedyną cenną rzecz u większości Polaków) każdy kto będzie mógł zaciśnie pasa i ograniczy konsumpcję – kupując mniej produktów i gorszej jakości. Do tego większy koszt prowadzenia działalności gospodarczej we własnym lub wynajmowanym lokalu (większy koszt wynajmu może spowodować mniejszy popyt na wynajem – mniejsze zyski) czyli mniejszą konkurencyjność.

    Nie oszukujmy się własne mieszkanie w spadku po dziadkach to dla sporej liczny młodych Polaków jedyna możliwość założenia rodziny, bo z pensji nie wynajmą mieszkania.

  44. Czemu służy demoralizowanie kobiet?

  45. Poniżaniu mężczyzn…to ma charakter plemienny, demoralizuje się w określonej tylko grupie i to jest zamach na całą społeczność…

  46. Oczywiście! Jest także inny aspekt : kobiety zdemoralizowane nie chcą dzieci, a jak już im się przytrafi to albo ich nie wychowują albo niańczą. Feminizm i herezja to nie tylko odciągnięcie kobiety od wychowywania i posiadania dzieci poprzez zagonienie do harówy, ale też opóźnianie decyzji o ich posiadaniu. I co nie mniej istotne skrócenia kontaktu międzypokoleniowego. Babcia bardzo krótko jeśli w ogóle oddziałuje na wnuka i kontakt się urywa…

  47. O to właśnie chodzi, by rozwiązania prawne służące łupieniu tubylców wprowadzali „żarliwi i płomienni patrioci”. Najważniejsze z punktu widzenia pomyślnego i permanentnego ich rabowania jest bowiem – uzasadnienie. Socjaliści z PiS – spadkobiercy i kontynuatorzy programu PPS –  idealnie się do tego nadają.

  48. 🙂 Ehhh… Piękni. Miło posłuchać i popatrzeć.

    @DYNAQ 3×Ehhh :)))

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)