Sie 102017
 

Rozmawiałem wczoraj z Tropicielem, który czyta akurat „Wojnę końca świata” Llosy. Trochę się zagadaliśmy i wyszło nam, że ten cały realizm magiczny, tak przecież popularnych po wojnie, który się – o ile dobrze pamiętam – zaczął od książki o dyktatorze Paragwaju nazwiskiem Francia, służy tylko temu, żeby wyplenić w ludzie pojęcia i postaci wywodzące się z Ewangelii. To nie jest jakieś szczególnie nowe spostrzeżenie, ale po przeczytaniu książeczki o Cristiadzie, którą wydaliśmy w zeszłym roku wychodzi na to, że cała Ameryka Południowa, kontynent wychowany przecież przez zakonników, myślała i czuła wyłącznie w rytmach narzuconych przez Kościół. Doświadczenia meksykańskie pokazały, że wyplenić się tego w żaden sposób nie da. Żadne rewolucje, rozstrzeliwania i temu podobne atrakcje nie skutkują, a więc do rzeczy trzeba zabrać się innymi metodami. Ciekawe co za wydawnictwo zainwestowało pierwsze w ów realizm magiczny i kto zajmował się jego promocją, również w Polsce. Ja tego teraz nie mogę sprawdzić, bo wokoło szaleją burze i w każdej chwili może zgasnąć światło. No, ale może Wam się uda.

Realizm magiczny skończył się równie nagle jak się zaczął, a to co w Ameryce Południowej było lansowane w latach dziewięćdziesiątych nie miało już ani siły, ani polotu wcześniejszych dzieł tych wszystkich wielkich pisarzy, których tak lubiliśmy. Taki na przykład Carlos Fuentes z Meksyku, który nawet swego czasu był w Polsce, to już jest prawdziwa nędza, wyżywająca się jedynie w budowaniu coraz bardziej kuriozalnych sytuacji damsko-męskich. Tak to zresztą było i z samym magicznym realizmem. Ile człowiek może znieść tej magii? Przydałoby się jakieś mięcho. No i właśnie dlatego Llosa po „Wojnie końca świata” napisał „Pantaleona i wizytantki”. Był, jak powiadam, cały ten projekt wymierzony wprost w lud, który wierzył, że święci chadzają po ziemi, że można ich spotkać w brazylijskim interiorze, w lud, który wierzył w sens pracy od świtu do nocy i w karę bożą, która spada na każdego grzesznika. Taki lud w żaden sposób nie mógł się przydać nikomu. Należało go więc przepuścić przez postępowe uniwersytety, jak przez maszynkę do mięsa, a następnie dać mu do czytania coś ciekawego. Dziś to już jest chyba niepotrzebne, bo narkotyki i telewizja zastąpiły całkowicie literaturę.

Kiedy w Ameryce triumfował realizm magiczny w Polszcze naszej nastał czas realizmu komicznego, z którym ja się teraz zmagam, czytając córce „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa”. One są rzeczywiście niewiarygodne, bo Edmund Niziurski był wybitnym pisarzem, tak go przynajmniej zawsze określano. To oznacza, że trzymał zawsze konwencję i nie dopuszczał do tego, by w książce dla dzieci pojawiały się jakieś niepotrzebne, podprogowe treści, tak jak to miało miejsce u Nienackiego. Ponieważ jednak w książkach Niziurskiego zawsze pojawiają się jakieś tajemnicze szyfry, wiadomości schowane w tekście, listy o pozornie niezrozumiałej treści, trudno przypuścić, żeby sama książka wolna była od takich zagadek. Wczoraj trafiłem na jedną i uznałem ją początkowo za proroctwo, ale teraz sam nie wiem czym ona jest. Nie wiem czy pamiętacie dobrze Marka Piegusa. Tam jest taki zastęp harcerzy, którzy są sierotami w większości, w dodatku przedwcześnie dojrzałymi. Oni współpracują z milicją, ścigają przestępców, pomagają ludziom i w ogóle robią dużo dobrego. I wyobraźcie sobie, że ich centrala mieście na przy ulicy Muezinów. Kapujecie – ulica Muezinów!!!! Mamy koniec lat pięćdziesiątych, mamy jedenastoletnią szkołę męską i tam jest, w mieście stołecznym Warszawie jak mniemam, ulica Muezinów. Czy ktoś ma jakieś propozycje skąd się tam wzięła?

Rozumiemy doskonale, że Niziurski nie mógł pisać innych książek, nie wiemy dokładnie kim był, ale miał niewątpliwy talent, choć w jego książkach można znaleźć wiele niekonsekwencji. Oto w szkole Marka Piegusa są dziewczyny, o czym dowiadujemy się z jednego z pierwszych rozdziałów, a w kolejnym czytamy, że była to szkoła męska. No i ta ulica Muezinów….jasny szlag…niebawem niektórzy z nas też mogą zamieszkać przy ulicy Muezinów, ale przecież Niziurski nie mógł przewidzieć takich rzeczy.

Realizm komiczny, w czasach kiedy po więzieniach siedzieli ludzie z AK, był jak się domyślamy bardzo potrzebny. Młodzież współpracująca z milicją i ratująca ludzi z najgorszych opresji także była potrzebna, szczególnie w popowstaniowej Warszawie. Tak chyba należy, poważnie do rzeczy podchodząc, oceniać dziś takie projekty jak Edmund Niziurski. Jeśli więc skonstatujemy powyższe, wychodzi na to, że powrócić musimy do tego o czym mówiłem w Gdyni – nasza misja polega na tym, żeby utrwalać gawędy, które uznajemy za ważne i potrzebne. Nie na tym, by dokonywać coraz bardziej powierzchownych demaskacji i nie na tym, by aspirując do akademii wygłaszać wykłady o końcu cywilizacji europejskiej, popijając przy tym kawusię.

Od wielu lat próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie; dlaczego Kościół dopuszcza do tego, by jego misja była bez przerwy negowana i wyszydzana przez projekty takie jak realizm magiczny i realizm komiczny, projekty o bardzo praktycznej i mocno określonej funkcji. Dlaczego nie istnieje żadna poważna organizacja w Kościele, która by się tym projektom przeciwstawiła. Jest tam za to mnóstwo organizacji, które działając na rynku wydawniczym robią rzeczy niepoważne i słabe, ograniczając się w zasadzie tylko do reagowania na to, co podsuwa przeciwnik. Mam mnóstwo wątpliwości, jeśli idzie o moje własne działania i często myślę, że robię źle, że tak nie wolno, bo niby kto mi dał prawo do takiego stawiania spraw, jak w tym, czy we wczorajszym tekście? Może to właśnie tak ma być, że Kościół w tym bezwładzie, reagując słabo na to co tam przychodzi z zewnątrz doczeka do lepszych czasów, a może nawet do ich końca. Bo właściwie czemu nie…

Zaraz mi jednak przechodzi, bo wiem, że ów bezwład spowodowany jest li tylko chęcią przejedzenia budżetów przeznaczonych na walkę z wrogą propagandą. Niczym więcej. Nie ma poza tym w Kościele takiej dyscypliny finansowej jaka jest w gangach i nie ma takiej konsekwencji jeśli idzie o rozliczanie z twórczości. Każdy kto zrobi cokolwiek, nawet słabego, nawet głupiego, przyjmowany jest z entuzjazmem. No i na odwrót – zbytnie zaangażowanie spotyka się z nieufnością, bo podszyte bywa resentymentem i agresją, a chodzi o to przecież, by być dobrym. Tak jak chłopcy z ulicy Muezinów, którzy uratowali pana Cedura i kuzyna Alka przed lwami co chciały ich pożreć. Wieńczysław Nieszczególny bowiem podstępem wprowadził ich do klatki z lwami, ale chłopcy z zastępu detektywów wiedzieli, że lwy w klatce występowały wcześniej w cyrku i miały tam pokazowy numer z lustrami. Przynieśli więc do zoo lustra i wywabili zwierzęta z klatki. Naprawdę tak było. Wszyscyśmy się z tego śmiali i wszystkich nas to bawiło do łez kiedy byliśmy dziećmi, a niektórych bawi do dziś. A wszystko to działo się w zrujnowanej Warszawie końca lat pięćdziesiątych, kiedy po ulicach jeździły jedynie milicyjne gaziki i nieliczne jeszcze samochody marki „Warszawa”…ho, ho, tak, tak….

Zapraszam na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl Michał idzie na urlop, więc FOTO MAG będzie na razie zamknięty. Zapraszam jednak do Tarabuka, do księgarni Przy Agorze w Warszawie. Do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu Gufuś w Bielsku Białej, do sklepu Hydro Gaz w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

  81 komentarzy do “Realizm magiczny, realizm komiczny, czyli ulica Muezinów”

  1. Jeśli chodzi o realizm magiczny -wygląda na to , że w Polsce pierwszy był  pobożny PAX –  w 1979 r.  wydając powieść flamandzkiego pisarza Huberta Lampo pt.  Powrót Joachima Stillera, utwór mocno wykorzystujący  wątki nowotestamentowe… 

  2. Myślałem, że to wcześniej przyszło do Polski…

  3. Lwów – takie wielokulturowe miasto, ma ulice o nazwach:  ulica polska, niemiecka, tatarska, chyba ormiańska itd.  ale muezzinów,  ???

    Może w Sokółce, wielce  szanowny E. Niziurski widział tabliczkę z taką nazwą ulicy , ale wątpię.   No rzeczywiście, profeta jakiś z tego Edmunda. Fenomen  PRL – u.

  4. „Kiedy w Ameryce triumfował realizm magiczny w Polszcze naszej nastał czas realizmu komicznego, z którym ja się teraz zmagam, czytając córce „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa”. One są rzeczywiście niewiarygodne, bo Edmund Niziurski był wybitnym pisarzem, tak go przynajmniej zawsze określano.”

    Niziurski był wspaniałym pisarzem ponieważ podbil (czy jak kto woli) zdobyl serca mlodych czytelnikow.

    I oto wlasnie się dowiedziałem ze już dwa lata temu zekranizowano jedna z najlepszych książek pana Edmunda – „Klub Wloczykijow”. W roli doktora Kadrylla Tomasz Karolak. O obsadzie pozostałych rol już nie będę wspominal ale tu jest zwiastun tego „filmu”:

    https://www.youtube.com/watch?v=iODRHYw2O6o

    ten zwiastun mi wystarczyl. Masakra w postaci czystej. Niech oni już zostawia w spokoju książki Niziurskiego. A Karolaka z kolegami skierować należy do budowy drog i mostow. Jakies proste prace może wykonywać. Wiekszy bylby z niego pożytek niż na ekranie.

  5. Może chodzi o ulicę Murzynów ale wymawianą po kaszubsku.

  6. https://pl.wikipedia.org/wiki/Gabriel_Garc%C3%ADa_M%C3%A1rquez

    Zła godzina (La mala hora) – powieść, pol. wyd. 1970

    Sto lat samotności (Cien años de soledad) – powieść, pol. wyd. 1974

  7. Wiesz co, jeśli tam był doktor Kadryll, to jest gorzej niż myślałem. Bo w Marku Piegusie też jest Kadryll i to jest zdaje się bandyta….

  8. Ta Zła godzina to najwcześniej wydana książka Marqueza w Polsce.

  9. Oczywiście że wcześniej. Taki cytat z Wiki: „W latach 60. i 70. panował w Polsce swoisty boom na literaturę latynoamerykańską, m.in. dzięki tłumaczce Zofii Chądzyńskiej.

    Bardzo ciekawa postać, ta Chądzyńska. Przedwojenna urzędniczka w ministerstwie wyznań religijnych, emigrantka w Maroku i Argentynie, przyjaciółka Gombrowicza, Cortazara, wychodzi na pocz. lat 50 – tych za komunistycznego dyplomatę we Francji, Stanisława Gajewskiego (dostał Legię Honorową od de Gaulle’a!). Bezpartyjny bolszewik z SD, z którym wróciła do Polski w 1960 r. i wtedy tych realistów magicznych lansowali. Pewnie dla tych, co z realizmu komicznego wyrośli, żeby się za bardzo tą szarą rzeczywistością wokół nie zajmowali.

    Przy okazji może podgatowka umysłów do zastąpienia siermiężnego Gomułki światowcem Gierkiem?

  10. To chyba się zaczęło od obowiązkowych stażów bolszewickich polityków i twórców w Meksyku. Trochę też w Argentynie.

  11. Zgoda,  zwracam  jednak uwagę  na   wydawnictwo,  które wydało tę powieść (PAX). Można też ten temat potraktować szerzej:
    1)    1)Nie tylko pisarze iberoamerykańscy – np. wspomiany przeze mnie Hubert Lampo
     
    2)  2)   W Polsce  Bruno Schulz jest uważany za prekursora kierunku …

  12. Wspaniały tytuł notki. Na ten „realizm magiczny” poszła straszna kasa za Gierka. Wydawano to w serii „proza iberoamerykańska” i ona miała wykuwać „inteligencję pracującą miast i wsi nad Wisłą”. Była cała seria -łącznie kilkadziesiąt sztuk.  Pamiętam kilka tytułów i jedną okładkę: do książki „Pantaleon i wizytantki”Mario Vargasa Llosy,  którą stworzył sam Waldemar Świerzy, współtwórca polskiej szkoły plakatu. Te książki były wydawane  i przez Wydawnictwo Literackie i przez PIW, ale już „luzem”. Okładka Świerzego była z PIW.  Obecnie widzę wznowienia. A „Pantaleona i wizytantki” czyli „magiczny kryminał o stworzeniu lotnej służby wizytantek w garnizonach wojskowych Amazonii” (czyli lotnej brygady prostytutek) to nawet w 2007 r. wydało Wydawnictwo „Znak”. Co jest znakiem samo w sobie. Było to rycie beretów ale chyba się nie przebiło poza Warszawę i większe miasta wśród tzw. inteligencję aspirującą.

    Zaczęło się chyba w roku 1968, kiedy tajemnicza pani Chądzyńska przetłumaczyła dla Wydawnictwa Literackiego Julio Cortazara „Grę w klasy” a pompowane było jeszcze w latach 80-tych.

    Pani Chądzyńska miała przyjemność być drugą żoną pana Gajewskiego, ambasadora PRL w Paryżu, którego erotyczne kłusownictwo doprowadziło do upadku politycznego (poderwał żonę pracownika Dowództwa NATO w Europie). A opisał go w nowelce „Honolulu” pisarz Nowakowski. Bardzo pouczające.

    http://www.proszynski.pl/index.php?mod=recenzje&rcid=624&pid=4124

  13. Odebrałam oba. I odpisałam

  14. Światowe życie PRL-u.  To jest ta „arystokracja zastępcza”.

  15. A do tego teologia rewolucji

  16. Zwana dla niepoznaki teologią wyzwolenia

  17. Tak mi przyszło do głowy, że ta ulica Muezinów to odbicie ówczesnej sytuacji politycznej na świecie w powieści Niziurskiego i rodzaj ironii (jak przedstawienie o wyzwalaniu Czarnego Luda w Sposobie na Alcybiadesa). Niewiarygodne przygody Marka Piegusa zostały wydane w 1959 r., kiedy narastał konflikt sueski, a Sowiety i Demoludy stały twardo po stronie Arabów. No, a w Algierii toczyła się wojna wyzwoleńcza. Mógł więc dla żartu Edmund, patrząc na te wszystkie wiece poparcia dla braci Arabów, wymyślić ulicę Muezinów w Warszawie. Do partii (na 11 lat) zapisał się dopiero w 1971 r. Ale oczywiście to tylko moje dywagacje.

  18. Na mnie literatura iberoamerykanska robiła złe wrażenie,  ale czułam się w obowiązku czytać,  bo wszyscy czytali. W końcu wygumkowalam ją z głowy. Zapomniałam nawet tytuły.

    Jako ostatnią przeczytałam powieść Julio Cortazara, której akcja toczy się na statku. Pozostała mi w pamięci scena gwałtu na chłopcu przez obleśnego marynarza. W tamtym czasie w ogóle nie wiedziałam, że coś takiego jak gwalty na dzieciach, szczegolnie chłopcach, w ogóle w przyrodzie występują. I było by mi najlepiej, gdyby tak pozostalo do dziś. Poniekąd czytając ten fragment odczułam go jako gwałt na moich emocjach.  Odechciało mi się.  Musiałam okrzepnąć w dorosłości,  żeby się mierzyć z takimi wieściami.

    Literatura iberoamerykanska była także popularyzowana przez radio – czytanie we fragmetach lub słuchowiska.

  19. Pomysł by owa kwatera znajdowała sie na ulicy Muezinów świadczy wyłacznie o geniuszu Niziurskiego.

  20. dlaczego Kościół dopuszcza do tego, by jego misja była bez przerwy negowana i wyszydzana przez projekty takie jak 

    Mysle, ze za duzo    kurii i innych urzedow. Za malo zakonow i pelnionych przez nie funkcji, od opieki nad bezdomnymi przez rolnictwo po produkcje software. Pozwolilo to zepchnac Kosciol do wyznaczonych enklaw. Gdzie dba sie o przetrwanie jedynie. Katastrofa.

  21. Poszła korekta ze źródłami. Dzięki

  22. Nie wiem, skąd ci muezini, chyba nie z bliskiej pamięci o wojnie i koncłagrach? „Dochodiagi” w sowieckich łagrach w łagrach niemieckich zwano: „muzułmanami”. Trudno jednak to połączyć z rzeczonymi pisarzami N. dla dzieci. /Których u nas w domu się nie czytało./ Wiem natomiast z całą pewnością, że domy dziecka były zasobnikami dla trzeciego i czwartego szeregu funkcyjnych komunistycznych. Partia/służby – matka – zapewniała im wszystko po wyjściu z bidula. Byli jej/im wierni. Byli też doskonale sformatowani /byt określał świadomość…/.

    Z literaturą iberoamerykańską to był jakiś inteligencki – tutaj – szał. Rzeczywiście sprawa warta rozważenia. Qui bono? Pomijając szereg fragmentów odstręczających /co napisała Rozalia/, dzięki tej literaturze inteligencja tutejsza unosiła się tak ze 20 cm. nad ziemią. I wpadała prosto w ramiona Stachury, Bruna i Wojaczka, który magicznie i realistycznie jak najbardziej przechodził przez szyby. Wojaczek – pijaczek, jak syknął pewien starszy i doświadczony malarz z Krakowa, gdy zwiedzaliśmy mieszkanie Wojaczka w Mikołowie. W tym mieszkaniu rozsiadła się sfora od sztuki „nowoczesnej”. Za pieniądze podatnika, naturalnie. No ale magia nazwiska Wojaczka /wśród inteligencji/ napędzała im publiczność.

    No to mamy tak jedno – dwa pokolenia polskiej inteligencji, zajmującej się w zasadzie pierdołami na tych 20. cm. nad ziemią /wcześniej – zajmowała się egzystencjalizmem/. To skąd niby mamy mieć jakąś /jakąkolwiek!/ doktrynę? Nawet teoretyczną?  Dodając do tego brak informacji – nic dziwnego, że wodzono nas za nos z Sierpniem i ciągiem dalszym. Byliśmy cudownie magiczni w swoich dżinsach, sztruksach, cichobiegach i swetrach z zakopiańskich straganów. A tymczasem życie i kraj nam tu urządzano przez stojących twardo na ziemi. Doskonale pamiętam, że w drugiej połowie lat 70-tych najczęściej używanym powiedzeniem, podpórką lingwistyczną /jak teraz, nie przymierzając, „q.”/, było”: „bez sensu”. I takie właśnie też były nastroje.

    Skądinąd ta współczesna „q.” – budzi jednak jakieś nadzieje na bunt, no w każdym razie na niezgodę.

    Literatura iberoamerykańska rzeczywiście zdechła niepostrzeżenie. Nikt tego już nie kupował, chociaż ją dalej przez jakiś czas drukowano.

  23. Dziwne to było wszystko ale kilka gniotów też popełnił. „Dzwonnik od św Floriana” i w super książce „Księga urwisów” był dołożony wątek kolektywizacji w Polsce.

  24. Czarodziejski flet, a więc realizm magiczny i komiczny czyli wolnomularstwo, Edmund Nizurski i Umberto Eco.

    O warszawskim przedstawieniu „Czarodziejskiego fletu”: „Nawet muzyka w tej sztuce wyraża sygnał masoński” — donosił szpieg W. Ks. Konstantemu 22 X 1822, w rok po zamknięciu lóż.

    Alek wydawał zachrypłe okrzyki jak Tarzan, a pan Cedur prowadzony pod pachy przez kaprali milicji wyrywał się co chwila, wyciągał flet i chciał grać.
    — Co pan robi? — pytano go.
    Lecz on bełkotał tylko niedorzecznie:
    — Na lwa srogiego wsiądziesz i na żelaznym smoku jeździć będziesz. Posłuchaj, dziecko moje, dźwięku czarodziejskiego fletu — proponował — ech, nie jesteś muzykalny… Christianos ad leones... Nie, nie! — krzyczał przeraźliwie. — Non sum christianus, Orpheus sum.
    Edmund Niziurski, Niewiarygodne przygody Marka Piegusa

    Neotemplaryzm rozwijał się pomyślnie w pierwszej połowie osiemnastego wieku – powiedział Belbo – a pod koniec tegoż wieku był w opłakanym stanie. Stało się tak po pierwszedlatego, że zawładnęli nim rewolucjoniści, dla których od Bogini Rozumu po Najwyższą Istotę wszystko służyło temu, żeby doprowadzić do ścięcia króla, vide Cagliostro, a po drugie ponieważ w Niemczech wmieszali się w sprawę niemieccy książęta, a przede wszystkim Fryderyk Pruski, których cele z pewnością nie były zbieżne z celami jezuitów. Kiedy neotemplaryzm mistyczny, wszystko jedno kto go wymyślił, stworzył Czarodziejski flet, ludzie Loyoli postanowili się go pozbyć, i jest to zupełnie naturalne. Zupełnie jak w interesach, kupujesz jakąś spółkę, sprzedajesz ją, likwidujesz, doprowadzasz do bankructwa, zwiększasz jej kapitał, wszystko zależy od generalnego planu, nie przejmujesz się jednak zupełnie, co stanie się z portierem. Lub jak ze zużytym samochodem. Kiedy przestaje jeździć, zostawiasz go na złomowisku.
    Umberto Eco, Wahadło Foucaulta

  25. „podpórką lingwistyczną /jak teraz, nie przymierzając, „q.”/, było: „bez sensu”.

    Genialne spostrzeżenie. 🙂 Nie ma lepszego i bardziej zwięzłego w tym kontekście – może być to zarówno pierwsza, odruchowa reakcja zdrowego rozsądku na tego rodzaju twórczość, jak i głębszy efekt działania – wprowadzenie napięcia i niepokoju w postrzeganiu świata (w skrajnych przypadkach poczucie niezrozumienia i chaosu). Dawało to jednocześnie „inteligencji” poczucie „wyższej świadomości” a władzy ludowej „charyzmat” Wielkiego Porządkowego (wszechobecny „ład i porządek”) lub, jak kto woli, „wielkiego woźnego” (czasem śmieszny, czasem groźny, ale w gruncie rzeczy swój chłop trzymający w ryzach nasze rozwichrzone charaktery i ułańską fantazję). :-/

    Rok 1970 – a u nas Agnieszka Osiecka pięknie „spsychologizowała” metafizyczność:

    Oj, dana, dana, dana, da, dana./x2Oj, dana, dana, nie ma szatana,a świat realny jest poznawalny.Oj, dana.Życie jest formą istnienia białka,ale w kominie coś czasem załka.Czasem coś świśnie, czasem coś gwiźnie, coś się pokaże w samej bieliźnie.Oj, dana.Oj, dana, dana, dana, da, dana./x2Oj, dana, dana…Księżyc zachodzi, a Ziemia wschodzi, wszystko to wiemy, nic nam nie szkodzi.tylko gdy mysza piśnie na dachu, wtedy krzyczymy z wielkiego strachu.Oj, dana.Oj, dana, dana, dana, da, dana./x2

    Realizm, q., magiczny…

  26. To i Mozart „maczał” w to wszystko palce trzymając w tychże  palcach

    „Czarodziejski flet” ?

    Pozdrawiają  Papagenia z Papagenem .

  27. Poproszę o arię „Królowej nocy” z YT.

    Bez tej arii nic nie zrozumiemy. Trudność  jej wykonania niech  świadczy o tym jakie to wszystko jest magiczne,  komiczne itede….

  28. https://youtu.be/C2ODfuMMyss

    Aria Królowej nocy z YT.  … Ja nieuczona jestem i tak nie rozumiem słów.

  29. Była jeszcze jednak podpórka lingwistyczna, z rezygnacją – takie są układy.

  30. Pan sobie poczytaj takie chyba debiutanckie opowiadanka Niziurskiego o wesołych WOP-istach. W zamierzeniu coś troszkę w stylu Szwejka w WOP PRL. Koszmar zupełny jak się to czyta. A zbiorek tych opowiadań miał dwa wydania w MON… Są na chomiku.

  31. „Dzwonnik'”? Może chodzi o to że muezin to taki dzwonnik, ale gębowy.

  32. Przebijam realizmem magicznym w powieści Siódme wtajemniczenie Edmunda Niziurskiego:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Si%C3%B3dme_wtajemniczenie

  33. Też tak sądzę. I poczuciu humoru. Skoro milicjanta nazwał Oremus;-)

  34. To prawda. Taka ofiara dla Molocha.

  35. Ja dochodze do wniosku ze książek Niziurskiego w ogole nie da się dobrze sfilmować. Po prostu Wielki Edmund miał swój unikalny styl i nie da się tego filmowac. Trzeba trzymać się jego książek i smakować kazde slowo jak cukierek.

  36. Było *rozumiesz* a u niektórych *rozumisz*

    Re ul. Muezinow – moje pierwsze skojarzenie to *W pustyni i w puszczy* HS jako inspiracja i pozytywny przykład

  37. „Przygody Piegusa” nie dla dziewcząt pisano…”Słychać krzyk drobiu Więckowskiej nieświeży” (i czuć)…A w ogóle to proponuję najpierw napisać powieść o sile „Przygód Anatola stukniętego na początku” – a potem ew. podejmować krytykę Edmunda Niziurskiego…No bo czy przyjemnie Mu teraz czytać te wszystkie mgliste insynuacje skoro już ma do dyspozycji tylko stół Loyoli?…

  38. Jakie mętne? Tutaj wszelkie insynuacje są czyste i konkretne.

  39. Prawdziwy realizm i prawdziwa magia. Dotarła dziś do mnie ćma niedźwiedzia, którą Coryllus uratował w Gdyni.

  40. Jednym z najzdolniejszych przedstawicieli polskiego realizmu magicznego był Wacław Kostek-Biernacki, czyli mówimy o latach międzywojennych, jak nie wcześniej. Z twórczością Kostka jednak trudno się dziś zapoznać, bo PRL pousuwał wszystko z bibliotek i oczywiście nie było wznowień.

  41. to na pewno nie „dalmatynka” ? Podobne łatki na ciele.

  42. Niedżwiedzia ma paski na czułkach i chyba innego kształtu plamki.

  43. Mnie też się skojarzyło z w ‚Pustyni i w puszczy’, ale także z faktem, że wraz z osiągnięciem 32 stopnia wtajemniczenia, mason zostaje się muzułmaninem. Te zasady wśród wolnomularzy nie są nowomodne, kilkadziesiąt lat temu pewnie też obowiązywały. Jeno bardziej skrycie.

  44. etos tych chlejących na umór dawał efekt w postaci społecznej magii picia, aż do oczekiwania że dostąpią wyższych doznań i będą nimi wyróżnieni; nie jedno życie wylądowało w rynsztoku z powodu poszukiwania doznań i aspirowania do wtajemniczonych do przeżywania ekstaz po 3 flaszce;- być jak wojaczek ale bez pytania: po co? to co nazywaliśmy rozpijaniem społeczeństwa miało swoje wzorce w drodze do piekła – własnego i cudzego; dzisiaj też trudno ludziom wytłumaczyć, że tylko trzeźwi mogą myśleć, analizować i podejmować wyzwania; trzeźwy przeciwnik to dla każdego systemu groźny przeciwnik

  45. jak analizujemy te wszystkie środowiska co to Polskę chcą zbawiać, co petycjami chcą świat tapetować, marzyć o ustawach co to raj zapewnią, etc to tylko pusty śmiech i pytanie: a czy ty choć jednego s…syna załatwiłeś na cacy dostępnymi środkami? a czy ty choć jednego rodaka wyrwałeś ze szponów bandytów w togach? – zapada cisza i odpowiedź, że nie o to chodzi, no to o co chodzi?

  46. dlatego, że KK do łagrów nie wysyła w celu dopuszczania lub nie; poza tym wolna wola daje każdemu zdolność do czynienie dobra lub zła;- i tego nie da się zabronić lub kreować środki, które nie dopuszczą – co to komitet blokowy i pop na każdej ulicy? a może marzenie że świat się opamięta? nie opamięta się i tyle

  47. Dzięki. Aria jest trudna w tym sensie, że po sezonie takiego śpiewu, podobno solistka musi mieć przerwę w śpiewaniu takich tonacji.

    Ale ta magia i komizm z dzisiejszego tytułu, poparta rozważaniami  Georgiusa, kojarzy się tylko z Mozartem,  wszystko razem wyśpiewane z piękną muzyką w tle zgodnie ze scenariuszami baśniowymi prowadzi do nieuchronnego happy – endu.

    CBDO

  48. chyba tak powinno być: no to ‚q’ o co chodzi?

  49. Kościół tego o tyle nie potrzebuje, że zdaje sobie (jak sądzę) sprawę, że im bardziej obrany jest ze wszystkiego, tym bardziej niepokonany. Taka wiedza może generować gnuśność, fakt. Aczkolwiek powinna raczej prowadzić do całkowitego lekceważenia okoliczności zewnętrznych.

  50. Budowa dróg, a zwłaszcza mostów, to wg ciebie są proste prace, które może wykonać Karolak et consortes? Tak masz pod sufitem zawsze, czy wyjątkowo dziś, z upału?

  51. Aleś Pan wyrywny i profesjonalny. No to dać ich do przychodni, niech zwolnienia i skierowania wypisują.

  52. Wyjatkowo dziś, z upalu.

  53. Mnie się wydaje, że zapoczątkowanie tej mody na Iberoamerykanów w Polsce przypisuje sobie Carlos Marrodan Casas. W wywiadach opowiada, że na studiach przełożył dla kolegów „Szczeniaki” Vargasa Llosy, i oni go namówili, żeby to wydać. Wydał mu PIW w 1973.

  54. tak w nawiązaniu do REALIZMU – w Londynie wśród lekkoatletów choroba powodująca wymioty, całościowy  rozstrój żołądka, sportowcy nie mają sił wstać z łóżka i „bić” rekordów. r

  55. wersja z podpisami:

    https://www.youtube.com/watch?v=MyD1aP2jLs0

    Jakis czas temu odkrylam wersje z Diana Damrau, swietna jest, bardzo sugestywnie – mimika rowniez -rzuca klatwe na coreczke.

  56. Ale pewnie chorują tylko mieśniacy z niektórych krajów?

  57. U nas, na mieście /koło Kaszub/ mówią: Mudźn. Na Murzyna, znaczy.

  58. Jeszcze o realizmie: księgowi mówią, że kataster idzie. Ma być w 2018 roku.

  59. I wtedy zacznie się prawdziwa wojna o własność

  60. Mając na uwadze realizm faktyczny, czyli koszty utrzymania się (cena ogrzania mieszkań, cena wody, VAT od wszystkiego prawie, … kataster) to myślę że nie będzie to komiczne.

    A ile ma wynosić planowane obciążenie katastralne –  1% ? No bo 1% od mieszkania o wartości 300 tys to dużo z punktu widzenia dochodów osoby fizycznej.

  61. Już słyszę jak tusek to mówi. On ‚Murzyn‚ nie potrafi powiedzieć.

  62. O katastrze to już do lat słyszę… i oby tak zostało że tylko słyszę.

  63. Nie będę się katował 😉 Przeczytałem w dzieciństwie fragment tego dzwonnika i zmieniłem zdanie o Niziurskim.

  64. to będzie automat do wpisywania zabezpieczeń hipotecznych na rzecz skarbu państwa, no i egzekucje wraz z rynkiem kreowanych wierzycieli;- schemat procesowy wymaga min, dwóch wierzycieli, ponieważ jeden wierzyciel z małą wierzytelnością jest bez szans na egzekucję z nieruchomości; – to już jest przećwiczone w sądach;- wierzyciel z fikcyjnym długiem np. jedna rata za kredyt i przyłączający się skarb państwa z długiem np. 100 zł – i po zabawie

  65. to daje 300zł/m-c tj. tyle ile czynsz we wspólnocie mieszkaniowej a nawet więcej

  66. przyszłość dla rodaków to jachty i działki pracownicze lub nieużytki

  67. dlatego jest nowelizowane prawo cywilne dot. m.in.  eksmisji na bruk – bez gminnych baraków dla wyeksmitowanych armia bezdomnych będzie zbyt podatna na każdą konfrontację z systemem;- a imigranci z dotacjami od Merkel dostana piękne mieszkania do dyspozycji, i po zawodach;- wot, nowyje łagry

  68. Nieważne jaka władza, czy ta przyzywająca Pana Boga daremno czy europejska – wyp…..z katastrem!

  69. czynsz jest liczony mniej więcej po 10 zł od 1 m2, przypatrz się po spółdzielniach mieszkaniowych i wspólnotach – zawsze ok. 10 zł za 1m2 mieszkania.

    A więc ilość metrów w chałupie x ok. 10 zł.

  70. Tak właśnie mówią młodzi: mają w d. państwo /wrogie/, ale o swój dom pójdą bić się na ulice. Mnie to wcale nie cieszy, sam rozumiesz. Znamy bowiem już doskonale przebieg wszelkich rewolt i łatwość ich sprowokowania.

    Celem jest farmazoński plan wyzucia ludzi z własności, by byli  stadem.

  71. Tu jest to drugie sedno: rynek kreowanych właścicieli. W punkt.

  72. Witam

    W latach szkolnych zaczytywałem się książkami o Panu Samochodziku, autorstwa Nienackiego, nie świadomy zawartych w nich  podprogowych treści.

    …w książce dla dzieci pojawiały się jakieś niepotrzebne, podprogowe treści, tak jak to miało miejsce u Nienackiego…

    Czy może Pan je nazwać ?

    Pozdrawiam Marek G Zaradkiewicz

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)