Lis 222020
 

Oczywiście nie wszyscy, bo znałem takich, którzy nigdy o Wielkiej Lechii nie słyszeli. Faktem pozostaje jednak, że wielu propagatorów idei wielkolechickich wywodzi się właśnie ze środowiska byłych żołnierzy i oficerów LWP. I ja takich znam, albo o nich słyszałem. Skąd to się bierze? Myślę, że Wielka Lechia to problem mentalny i psychiczny, związany z degradacją dużych grup ludzi, którzy byli przez całe życie w coś wtajemniczeni. Mieli do dyspozycji pakiet informacji, który był poza obiegiem, a nie dość tego, mogli jeszcze, w wewnętrznych kręgach się tymi informacjami stymulować. I nie mówię tu o informacjach niejawnych, ale po prostu o specyfice życia wojskowego i specyfice zawodu żołnierza, który dawał i daje nadal poczucie uczestnictwa w arkanach niedostępnych zwykłym śmiertelnikom. A na pewno niedostępnych komuś takiemu jak ja. Nawet zwykły sierżant wie więcej ciekawych i dających się połączyć w interesującą siatkę, rzeczy niż zwykły cywil co chodzi do pracy i z niej wraca do domu, by zasiąść nad zupą i miską ziemniaków ze skwarkami. I żołnierze, a na pewno niektórzy z nich, ową niezwykłością swojej sytuacji, motywują wybór życiowej drogi. Rzecz jasna są i inni wojskowi, tacy, co poszli do armii, żeby dostać te wszystkie dodatki, o których tyle się opowiada po wsiach i jeszcze stałą, niemałą, pensję miesięczną, właściwie za nic. Tak to przynajmniej jest przedstawiane. No, ale o nich dziś nie mówimy. Mówimy o tych, którzy pozbawieni zostali dostępu do najbardziej stymulujących zabawek i zaczęli szukać czegoś nowego.

W zasadzie można by obstawiać zakłady, kto jest bardziej uparty i zafiksowany na swoich obsesjach: były emerytowany już katabas, czyli ksiądz, czy były emerytowany już trep, czyli oficer. Jako mieszkaniec, były już, garnizonowego miasta, obstawiałbym jednak tego ostatniego. I to z takiego podglebia i z takich chaszczy wyrasta właśnie upór w krzewieniu idei wielkolechickich.

Pierwszy problem polega na tym, że zwolennikom Wielkiej Lechii, którzy byli kiedyś oficerami służby czynnej, nie da się za nic wyjaśnić, że istnieje coś takiego jak źródła. Nie ma o tym mowy, bo „we wojsku” są tylko źródła rozkazów. No i jak zwolennik wielkolechickiej historii był takim źródłem, to przecież nie uwierzy, że są jakieś inne. Personalizm jest ideą dominującą środowiska byłych żołnierzy i to jest idea zabójcza dla tych środowisk. Oni tego nie rozumieją, a być może nie chcą po prostu rozumieć. Chodzi o to, że mający swoją legendę, starzejący się oficerowie, wraz ze swoimi szajbami, a jest ich sporo, zamieniają się w szamanów i żywe pomniki. I choćby ni cholery nie robili i do niczego się nie nadawali, trzeba oddawać im hołdy, bo taka jest tradycja. To powoduje, że środowiska te, nigdy nie zdobędą wpływów politycznych. Można mieć takie złudzenie, a tym będzie ono większe im większe przychody generować będą te środowiska i im lepiej będą sobie radzić w rzeczywistości postwojskowej, ale władzy rzeczywistej nie zdobędą. Mogą co najwyżej posłużyć komuś jako straszak. I tak już bywało drzewiej. No, ale co to za strzelba, jak nawet żadnego strzału na próbę nie było? Poza tym jednym, co się z kołkowca w policzek postrzelił? Szkoda gadać. Środowiska wojskowe się po prostu politycznie fosylizują.

Ten stan, nawet jeśli niezdefiniowany, a przecież w jakiś tam sposób komfortowy, bo nie wymawiając nikomu, emerytowani żołnierze żyją sobie raczej spokojnie i nie muszą się kłopotać o doczesne sprawy, jest wyczuwalny i dla wielu dość irytujący. W końcu piszemy o ludziach czynu, którzy nie mieli i pewnie nadal nie mają kłopotów z podejmowaniem decyzji. Potrzebny jest jakiś substytut, który da osobom przyzwyczajonym do udziału w okolicznościach niezwykłych i takiej samej wiedzy, jakiś impuls i pozwoli im na nowo przeżywać różne emocje, uznane bezwzględnie za autentyczne. I to jest właśnie Wielka Lechia. Bardzo praktyczny wytrych, bo łączy naraz kilka spraw. Po pierwsze opisaną już niezwykłość, gwarancję, że bierze się udział w operacji daleko ponad przeciętnej. Takiej, której słabe umysły nie pojmą. Po drugie, jest to operacja propaństwowa w istocie, bo przywołuje wielkość i mit państwa, które miało potencjał, ale ten został zniszczony przez podstępnych wrogów. Zupełnie jak PRL przez papieża Wojtyłę, Wałęsę i Reagana. Po trzecie ów mit, który w wielu głowach jest najprawdziwszą rzeczywistością, nie był rządzony przez hierarchię zniewieściałych kapłanów, ale przez kastę wojowników. I to w zasadzie wystarczy, by człowieka, noszącego przez całe życie mundur, a potem odesłanego na emeryturę, pochłonąć w całości. Nie mówię, że wszyscy ulegają temu złudzeniu, ale jest tych ludzi wystarczająco wielu, by odnotować trend.

Ktoś może tu sugerować, że wszystkie wielkolechickie kłamstwa są łatwe do zanegowania. To nieprawda. One są niemożliwe do zanegowania, a to z tego powodu, że akademia, środowiska czy jak ich tam zwał, odpuściły sobie misję edukacyjną i popularyzatorską. Ta ostatnia została wręcz całkiem wyszydzona, a wiąże się to moim zdaniem, z budżetami, jakie archeolodzy dostali na wykopki pod autostradami i rurociągami. Te budżety ich po prostu zdeprawowały. I uczyniły każdą inną misję dziecinadą.

Jeśli zaś tak jest, a moim zdaniem jest, rodzi się niepokojące pytanie: czy Wielka Lechia, nie jest wykreowana celowo, by odwrócić uwagę różnych zwariowanych pasjonatów od prawdziwej archeologii? By skupić ich uwagę na bredniach, bo tam – w rzeczywistym świecie – szuka się czegoś naprawdę, coś się naprawdę znajduje i to coś ma jakiś punkt docelowego przeznaczenia. Ponoć jest tym punktem muzeum. Okay, załóżmy że w to wierzymy. No, ale jakoś nie widzimy tłumów tłoczących się przed muzeami, żeby zobaczyć tam eksponaty archeologiczne, a najważniejszym stymulatorem decyzji młodzieży dotyczącej wyboru studiów archeologicznych są i pozostają nadal Indiana Jones i Erich von Daeniken, nie zaś profesorowie Myśliwiec i Bursche.

Czy wobec takiej kwestii, każdy wielkolechita ma odwagę postawić sobie w swoim sercu pytanie następujące – kur…wa czy mnie czasem w coś nie wkręcają? Ja tylko przypomnę, że najbardziej popularną książkę o Wielkiej Lechii wydało wydawnictwo Bellona. Zasłużona i poważna oficyna, która miała, bo dziś już nie istnieje, swoich fanów i wielbicieli.

Ja oczywiście rozumiem, że są ludzie, którzy za nic nie uwierzą, że można oszukać dużą grupę osób wmawiając im bardzo prymitywne kłamstwa. No, ale przecież wiemy, jak to jest proste. Problem wielkolechitów polega na tym, że oni nie są w stanie uwierzyć, iż Pan Jezus zmartwychwstał, a są w stanie uwierzyć w mityczne, lechickie miasta na Syberii. Od tego się zresztą zwykle zaczyna przygoda z Wielką Lechią, od zanegowania istoty świąt wielkanocnych. Nie mówię, że u wszystkich, ale u sporej grupy osób.

Idźmy jednak dalej. Jeśli Lechia służy od dociągania uwagi od prawdziwych znalezisk, to jest to działanie zaplanowane i wdrożone w życie. Udział zaś w nim emerytowanych i czynnych wojskowych, ma znamiona jakiejś strategii. Pytanie czy uczestnicy są tego świadomi. Oceniając rzecz pobieżnie, raczej nie. No, ale ktoś musi taką świadomość mieć? Kto? Nie mam pojęcia, ale stawiałbym na jakichś innych żołnierzy, którzy zainteresowani są autentycznie tym, co tam się wygrzebuje z ziemi, a także świadectwami, które owe znaleziska wystawiają naszej historii.

Być może jest inaczej niż sugeruję, ale dlaczego w takim razie, nie ma nikogo, kto zajmowałby się serio i w różnych aspektach popularyzowaniem wiedzy o rodzimej archeologii? Przecież żadnej kariery w tym fachu zrobić nie można. Jakieś satysfakcje zapewne są, ale trzeba się nimi z kimś podzielić, żeby zadziałały, najlepiej z młodzieżą. Niczego takiego nie ma. To mnie zawsze szalenie inspirowało, ten brak. Dlatego zdecydowałem się na wydanie książek Szymona. No, ale to już ostatnie archeologiczne książki, jakie wydaję. Co prawda, jakaś autorka złożyła mi kolejną propozycję, ale odmówiłem. Nie można wiosłować pod tak silny prąd.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wieki-brazu-i-zelaza-tom-1/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wieki-brazu-i-zelaza-tom-ii/

  34 komentarze do “Dlaczego emerytowani oficerowie Ludowego Wojska Polskiego wierzą w Wielką Lechię?”

  1. Ta wiara trepów jest dosyć letnia. Portal Neon24 ogłosił zbiórkę na wspomożenie portalu i w ciągu dwóch miesięcy kilkunastu wielkolechitów wpłaciło 2600 zł ☺

  2. zajrzałam do panslawizmu i neoslawizmu szukając jakichś podpowiedzi, ale okazało się, że nie, żadnym słowianom używającym alfabetu łacińskiego nie chciało się przechodzić na alfabet krzesełkowy i na prawosławie, może w tej lechickości leży banalna przyczyna,   że emerytowane trepy do 1989 roku były podwładnymi ministra obrony zsrr – i to od polskiego ministra obrony narodowej  do samego dołu hierarchii wojskowej – więc kiedy zabrakło radzieckiego przywództwa,  to w ramach odreagowania 40 lat podporządkowania ruskim trepom, propagują /ahistoryczną/ wielkość ziemi na której mieszkają.

    może…

  3. Jeśli się przyjrzeć aktywności związanej z jasnowidzeniem i wszelkimi tematami pokrewnymi to znajdzie się tam bardzo często jakiś „były wojskowy”, który stale krąży wokół ludzi obdarzonych „talentami nadprzyrodzonymi”.

  4. Jeszcze a propos Redaktora Warzechy. Kilka lat temu wystąpił na żywo w Polsacie u red. Gugały. Na jakąś jego „niepoprawnie-pozytywną” uwagę w temacie PiS-u został natychmiast zrugany i „postawiony do pionu” przez prowadzącego (niczym szeregowy zjechany przez kaprala), na co jego jedyną reakcją było zrobienie miny „zbitego psiaka” i zamilknięcie do końca programu 🙂

  5. Była w sieci wypowiedź jakiejś rosyjskiej wysoko-umocowanej uczonej, która dowodziła, że w zasadzie to cała ludzkość wywodzi się od rosyjskiej „pra-matki”, a Słowianie to jej najbliższe dzieci, więc Rosji nie pozostaje nic innego jak zjednoczyć całą swoją „rodzinę” nawet jeśli niezbyt jej się to spodoba.

  6. to może jest to prowadzenie na wzór takich głęboko w rosyjskiej społeczności zakorzenionych i opisanych w rosyjskiej literaturze tzw -jurodiwych- nawiedzonych, co to wieszczą coś, może mają zdolności nadprzyrodzone, może lansują brednie – a mają posłuch wśród swojej rosyjskiej analfabetycznej społeczności  – było o tym w internecie na you tubie /wykład prof Ewy Thompson/

    no i trepy są roli takimi – wieszczycielami-  wieszczą minioną wielkość … i … może łatwo ich przekwalifikować w razie czego … nie wiem… ale czemuś to służy…

  7. Przecież były już tu rozmowy o w.l. więc trochę nie rozumiem… Naprawdę, wydaje mi się, że ta sprawa została już wyjaśniona.

  8. Jasne, najpierw jednoczyli ziemie ruskie, a teraz ludzi ruskich

  9. To jest reklama książek Szymona. Muszę je szybko sprzedać

  10. Ciekawa sprawa. Podobnie jest z teorią płaskiej ziemi, czy nie wychodzeniem z domu w święto zmarłych, bo rząd specjalnie wtedy wzmoznił transmisję z anten 5G.

    Kto to wymyśla i jak z ludźmi co w to wierzą rozmawiać o czymkolwiek. Do wielkiej Lechii jeszcze często nie doszli, bo wyborcza lata temu tłumaczyła ludziom, że po co interesować się w tych czasach historią. Jeszcze zainteresowani historią wykopią z ziemi jakieś zbiorowe szczątki ludzkie i zaczną się niewygodne pytania.

  11. Slowianofilstwo ma jednak długie  tradycje, niekoniecznie zorientowane było i jest na Moskwę. Myślę, że jest to element szerszego zjawiska. Niemieccy uczeni mówili kiedyś o ludach indogermanskich. Dziś sytuacja się odwróciła. Mówi się o wspólnocie indoslowianskiej lub iranoslowianskiej. Można wskazać na mistrza Wincentego i Księgi królewskiej Ferdousiego, na podobieństwo mitów. Widać obaj zapisywali treści przekazywane przez wędrownych bajarzy. A treści te były ważne, bo wyjaśniały prawo do władzy książąt. Prawdopodobnie scytyjska, sarmacka tradycja została zaszczepiona wśród Słowian. Trzeba pamiętać o północnej odnodze jedwabnego szlaku czynnej za Hanów i kontrolowanej przez dynastię Partów. Była to doskonała droga do przekazywania idei obok towarów. Sytuacja ta powtórzyła się już za Tangow , dirhemy że środkowej Azji, a ktoś musiał szlak udrożnić i trzymać pieczę. Badanie śladów materialnych oraz mitów nie wykluczają się. Zresztą aby wyświetlić genezę państwa polskiego nie można ograniczyć się do terytorium Polski, choćby koncepcja morawska na to wskazuje. Oczywiście Wielka Lehia to pomylenie  pojęć, raczej operacja zorganizowana. Tak jak kiedyś towianszczyzna?

  12. Inspiracje płyną wprost od Dugina, na różnych poziomach. Cel jeden: zniszczyć KK.

  13. Tak, od Dugina, który używa Crowlrya i innych środków, tezy slowianofilstws w wersji okultycznej. Ale to nie Dugin, raczej Sutków zarządza walką informacyjną i propagandą, jest sprawniejszy, jeszcze bardziej cyniczny. Turboslowianie to nie jego bajka, chyba jako postmodernistyczny kamuflaż czego innego.

  14. Ten to jest od socjotechniki.

  15. „Turboslowianie to nie jego bajka, chyba jako postmodernistyczny kamuflaż czego innego.”

    Tego co zawsze.Imperializmu.

  16. Idea płaskiej ziemi niedługo się znudzi. Powstanie idea płaskiej głowy.

    A może już jest…

  17. Od socjotechniki, od powoływania partii rządzących i opozycyjnych, od wojny na Ukrainie, pewnie i innych majdanie, od literatury, w której naśmiewa się z donieckich „patriotów”, od kurtki ala Ian Curtis, od 2packa śpiewaka, od  kota z Chelsea i jego uśmiechu. Jest wydolny , a Dugin to stary nudziarz ukąszony Heglem, więc przegrał.

  18. Kot z Cheshire , porównanie pewnego dziennikarza

  19. Wystarczy zerknąć do Internetu żeby zobaczyć, że Wydawnictwo Bellona ” zasłużona i poważna oficyna” to wydawnictwo powstałe w 1990 na bazie  Wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej PRLu. Ciekaw któż to taki mógł sobie w 1990r otworzyć wydawnictwo i korzystać z majątku MONu? Zgaduję, że ktoś co najmniej tak poważny, jak ten kto pozwolił panu Michnikowi w 1989r założyć Gazetę Wyborczą. No a skoro MON to może trącić propagandystami z PRLu ? Jak dla mnie ta cała Lechia to nic innego jak spreparowana na lokalne potrzeby mutacja panslawizmu oraz wszystko co z tego wynika i z czym się łączy. Wracając zaś do wydawnictwa Bellona „W 1997 roku z połączenia przedsiębiorstw państwowych: „Wydawnictwo Bellona” i „Czasopisma Wojskowe” powstało Przedsiębiorstwo Państwowe „Dom Wydawniczy Bellona”. W 2007 roku zostało ono skomercjalizowane, jako Bellona Spółka Akcyjna, należąca do Skarbu Państwa. W 2018 roku, po wcześniejszym wydzieleniu oddziałów jako osobne spółki, Bellona SA została przekształcona w Bellona Sp. z o.o., należącą w całości do spółki Dressler Dublin.” Tak więc po Bellonie zostają nam dwa podmioty Dressler Dublin i Bertelsmann.

  20. Jeśli chcemy odrzucić slowianofilstwa ( nie panslawizm, jest różnica) w całości, to musimy odrzucić Mickiewicza, całego. No to się potomkowie SSmanow z firmy Bertelsmann ucieszą dopiero, że całkiem zdurnielismy postraszeni ruską onucą, nahajką, trojką, jarzembiakiem i dostojewszczyzną. A przecież gdzieś są granice naszej głupoty i lękliwości.

  21. >akademia, środowiska czy jak ich tam zwał, odpuściły sobie misję edukacyjną i popularyzatorską…

    Za Świętochowskim 1877:

    „Heine opowiada, że murzyni złapawszy niemieckiego doktora teologii, nie mogli inaczej i lepiej zużytkować jego wolności, tylko kazali mu wysiadywać jaja”.

  22. wysiadywanie jaj – idealne rozwiązanie dla niemieckiego doktora teologii – rozumiem że niemiecki doktor teologii, zrozumiał konieczność sytuacyjną w jakiej się znalazł, dobrotliwie przyjął powierzoną mu funkcję i nie zionął tolerancją do tubylców

    ciekawe co o tym myśli bloger Charakternik ?

    czyżby chorował  na covida, bo coś go nie widać

  23. Tylko kto ludziom Lechi robi to cale przedstawienie. Sledze co robia, na to ida spore pieniadze . Kanaly na You Tube, cale telewizje, wyklady, wszystko zrobione profesjonalnie.

  24. Powtórzę raz jeszcze tezę, która tu się nie przebija. Lechia służy do ośmieszenia definitywnego tradycji sarmackiej, której i tak się wyrzeklismy pod wpływem oświeconych okultystów, wielkich mi pedagogów. Sarmacja miała może wady z dzisiejszego punktu widzenia, ale była wszystkim czym dysponowaliśmy. Tymczasem Niemcom wolno było studiować Edde, Pieśń o Nibelungach i Wagner stworzył operę formatując elity narodu. Im było wolno, a nasi przodkowie musieli pochodzić znad Prypeci. Bartnicy i smolarze. Bohaterom wstęp wzbroniony! I tak jest do dziś. Mickiewicz w wykładach paryskich wskazywał na związki między baśniami słowiańskimi i indyjskimi, irańskimi. Nam dziś nie wolno się w to bawić. Bo to śmiech na sali, a Lechia dobija! No to sie pytam : w czyim przemyśle rozrywkowym pracujecie ?

  25. tak jak piszesz, Łoziński w 'życie polskie w dawnych wiekach' opisuje znaczenie rodu, bowiem prawa i porządku nieraz było za mało, ale był ród i stał na straży członków rodu i jego majętności , była siedziba rodu i siedziby odgałęzień rodu,  no i ród dbał o splendor, stąd co do pochodzenia rodu to różne były nieraz  przechwałki, była i sarmatia, no była …

  26. A poruszę tutaj aspekty odnoszące się do nowego wpisu Gospodarza. W kulturze irańskiej , z którą sarmacja ma związek, nie ma bohaterów ambiwalentnych, jest podział na dobro i zło. Awesta i Szachname to nie są źródła do lepienia neopogaństwa. Ale nie mówię, że Słowianie czcili Ahura Mazdę, Roksolanie , czy jakiś odłam ich podobno tak. W każdym razie nasza duchowość nie od kłamliwych Asów germańskich, nie od bożków olimpijskich przez. Lukiana tak malowniczo oddanych pochodzi. Że Slowianina nie ma nitscheanisty dobrego, co najwyżej podróba, bo nawet z baśniami Grimm&Grimm mamy kłopot, a co dopiero Król Olch ?

  27. Źródła? Jakie znowu źródła, jak wszystkie spali albo ukrywa Watykan, czyli typowy argument wielbicieli Wielkiej Lechii.

  28. https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/527585-mozemy-uniknac-narodowej-kwarantanny-jest-warunek

    Jaka jest różnica między oficerami PRLu a dzisiejszymi oficerami z NATO. Tu durnie i tu durnie.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.