Lis 232020
 

Wielu z nas pamięta szeroko reklamowaną książkę Adama Michnika zatytułowaną „Kościół – lewica – dialog”. Wyszła ona w czasach kiedy nawet za opłatą, nie zgodziłbym się czytać czegokolwiek pod takim tytułem, tak więc ja sam pamiętam tylko, że ona była i były także dyskusje na jej temat. Sprowokowani myśliciele prawicowi rzucili się do ataku, twierdząc, że coś takiego jak dialog Kościoła z lewicą jest niemożliwe z zasady. I pewnie tak jest, no ale dożyliśmy czasów, kiedy Kościół próbuje prowadzić dialog nie tylko z lewicą, ale także z neopogaństwem i w próbach tych wygląda bardzo marnie. Tak, jakby nie rozumiał czego dotyczy cała impreza, a także jakimi narzędziami się ją przeprowadza. Wskażmy jeszcze raz na to, że w owym dialogu, po stronie neopogaństwa występują także duchowni, którzy z głupoty, bądź wiedzeni sprytem pomieszanym z pychą, usiłują ów dialog uwiarygodnić. Tym razem nie będę wymieniał nazwisk, bo i po co.

Jak to już kiedyś stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, nauka Kościoła to mnożenie i wskazywanie przykładów właściwych zachowań. W żadnym razie nie szlifowanie metody rozpisanej drobiazgowo na etapy, której efektem jest duchowa lub inna jakaś doskonałość. Tak wyglądał regulamin w komunistycznym wojsku, który miał doprowadzić wiejskiego gamonia do stopnia starszego sierżanta. I nie ma to nic wspólnego z nauką Kościoła. Kościół daje przykład. Owe przykłady, żeby zadziałać muszą być żywe. No, ale kłopot w tym, że wcielenie w życie zasad, których nauczał nas Jezus Chrystus skutkowało często gwałtowną śmiercią. Jak więc przedstawiać żywe przykłady, kiedy owi ludzie, którzy je dali, już dawno są martwi? Poprzez mechanizm beatyfikacji i kanonizacji. Następnie zaś poprzez wspominanie ludzi, których postawy uważamy za właściwe. Każdego dnia możemy wspominać jakiegoś świętego, ale o tym nie pamiętamy, a poza tym większości z nas, a wliczam w to niektórych duchownych, wydaje się to dziecinadą. No i zalatuje nieskutecznością. Co innego medialne występy duchownych, którzy prowadzą dialog. Te są dynamiczne, nieraz wesołe, często pouczające, a kilku przypadkach mądre i wzruszające. I to jest właściwa droga – tak myśli wielu, albowiem duchowni, ci o których myślę, w czasie swoich występów nie chcą nikogo skrzywdzić i gotowi są do prowadzenia dialogu. Z kim? No właśnie z neopoganami, którzy, w oparciu o tradycję i metodykę protestancką, wyszlifowali tak sposoby prowadzenia dialogu, że jakby na nich usiadła mucha, to by się z miejsca i bezwiednie rozpołowiła. Takie są ostre. Kościół zaś zapomniał o tym, że uczy przykładem. Więcej – pozwala, a na pewno głośno nie protestuje, przeciwko demontażowi takich przykładów, które ludzie mają ciągle w pamięci. Mam na myśli Jana Pawła II. Jeśli ktoś zaczyna coś bajdurzyć o jakichś średniowiecznych świętych, można go zlekceważyć, ale Jan Paweł jest zbyt wyraźnym symbolem. I neopoganie o tym wiedzą.

Mam wręcz wrażenie, że im więcej duchownych i świeckich kaznodziejów w mediach, tym gorzej mają się święci. Sądzę, że dla wielu są po prostu zbędnym balastem, który przeszkadza prowadzić dialog ze światem, zmierzający do ostatecznej reformy Kościoła we właściwym duchu. Oznacza to po prostu likwidację. A na pewno likwidację w postaci, jaką znamy.

Powrócę raz jeszcze do Cristiady i ludzi, którzy byli jej bohaterami. Dla nich postaci świętych Kościoła, były realnością, którą przeżywali na każdej mszy świętej. I nie sadzę, by zawziętość wojsk i sił rządowych wobec nich, była czymś silniej inspirowana niż właśnie ową wiarą w żywe i stałe obcowanie świętych.

Czy ja się teraz będę tu upierał, że Kościół w ogóle o świętych zapomniał? Oczywiście, że nie. Mamy nowych świętych, pamiętamy od tych, którzy żyli dawniej. Kłopot polega na tym, że te przykłady są niemożliwe do zastosowania, bo toczy się dialog. Wypominanie zaś drugiej stronie dialogu, że reprezentuje tradycję, która za cel główny stawiała sobie zawsze fizyczną likwidację duchownych i świeckich reprezentujących Kościół, jest niestosowne. Tak po prostu nie można.

Ktoś może powiedzieć, że przecież ludzie z którymi Kościół prowadzi dialog, to nie są ci sami, którzy kazali upiec na ruszcie św. Wawrzyńca. Że to są inni ludzie, nowocześni, sensowni, sympatyczni i mający za sobą pewną tradycję. No właśnie. Jaką? Co to jest za tradycja, z którą Kościół prowadzi obecnie rozmowy? Co to jest za tradycja, do której mizdrzy się Lemański? Do czego ci ludzie się odwołują? Do jakich pism i jakich postaci? Oni sami tego nie wiedzą. To jest jasne, ale ktoś to z całą pewnością wie. Skoro ludzie ci odrzucają tradycje rewolucyjne, czyli po prostu heretyckie, muszą reprezentować jakieś inne. Można powiedzieć, że reprezentują tradycje republikańskie i demokratyczne. Demokracja była w Atenach, a republika w Rzymie, co do tego nie ma wątpliwości. No więc stąd już tylko wniosek, który wyłożyłem, bez uprzedzenia na samym początku – dialog współczesny pomiędzy hierarchią a światem, to dialog ze zorganizowanym i dysponującymi bardzo wyrafinowanymi metodami przemocy i przymusu neopogaństwem. W dodatku uzbrojonym w nowoczesne narzędzia promocji. Zanim przejdę dalej, jedna uwaga – czy może być coś gorszego niż podstępna tradycja neopogańska oparta o wartości republikańskie? Oczywiście, tym czymś jest pogańska i neopogańska monarchia, której przewodzi jakaś odziana w świecidełka, brodata małpa, albo mędrzec w burym kaszkiecie z wąsem, na którego obliczu maluje się zatroskanie o losy poddanych. Takich rzeczy na razie nie musimy oglądać, ale i na to przyjdzie pora, niech no tylko dialog nabierze tempa.

Zwolennicy dialogu z neopogaństwem, mam takie wrażenie, ale naprawdę, mogę się mylić i nie trzeba traktować serio tego co piszę, szukają w zasadzie i wyłącznie uwiarygodnienia dla swoich postaw. Nie znajdują go w Kościele, bo ten, nawet jeśli hierarchowie przemawiają łagodnie i cicho, w końcu wskaże im umęczonego św. Sebastiana przywiązanego do słupa, albo jakąś inną, okropną śmierć, która stanowić będzie przykład. A nawet jeśli nie śmierć, to życie pełne udręki i poświęcenia. To jest trochę za dużo dla zwolenników dialogu. Wychodzą oni z założenia następującego – Kościół stoi w opozycji do świata i musi się z tym światem porozumieć, choćby nie wiem co. Jeśli jest inaczej i o co innego chodzi, proszę mnie poprawić. Wychodząc jednak z takiego założenia przyjmujemy za coś naturalnego, zdrowego, właściwego i pożądanego dla każdego człowieka, całe współczesne neopogaństwo i stawiamy pod znakiem zapytania zasady, których nauczał Jezus Chrystus. Tak jest, czy się mylę? A skoro tak jest, to księża prowadzący dialog ze światem są już załatwieni na samym początku. A to z tego względu, że ten dialog nie jest żadnym dialogiem, ale przedstawieniem zorganizowanym dla gawiedzi, która podlega obróbce dydaktycznej według zasad Wielkiej Dydaktyki Jana Amosa Komenskiego. Za dialogiem kryje się neopogańska hierarchia, która nie będzie prowadzić żadnych rozmów z katolickimi duchownymi, albowiem nie ma po prostu takiej potrzeby. Oni bowiem sami się unieważnili siadając do dyskusji z przedstawicielami tej hierarchii. Owi reprezentanci zaś, są coraz bardziej barwni, a ich konsystencja, że się tak poetycznie wyrażę, jest miarą upadku zasiadających do dialogu. Oto prowadzą ów dialog aktorzy. Wliczając w to Katarzynę Warnke, która zwykle gra zwariowane dziwki, puszczające się na ekranie w tempie ekspresowym. Prowadzą ów dialog niedorobieni politycy, wystrugani z nie wiadomo jakiego warzywa, tacy jak Szymon Hołownia. Prowadzą go różni samozwańcy, w typie Sekielskiego, który dyskutuje z Lemańskim o naprawie Kościoła. Czy oni rozmawiają o świętych? Nie. Dlaczego? Bo święci nie są im do niczego potrzebni. Wyłącznie przeszkadzają. Oni cały czas mówią o tak zwanym świecie i tak zwanych okolicznościach.

Czy ludzie Kościoła potrafią mówić o świętych i wskazywać ich jako wzory do naśladowania? Moim zdaniem nie. Otwarcie na świat i dialog powodują wiele zmian, ale nie powodują koniecznego moim zdaniem odmienienia sposobu opowiadania i przedstawiania świętych. Tamci mają swoich pogańskich bohaterów lansowanych przez platformy takie jak HBO i Netflix, mają swoich pogańskich królów, którzy zwyciężają, a kiedy umierają, odchodzą do Walhalli, takich jak Ragnar z serialu o Wikingach. Kościół zaś, całkiem już otwarty na dialog, pilnuje, rozumiem, że za czyjąś inspiracją, by historie świętych nigdy nie wyszły poza schemat bajki dla dzieci opóźnionych w rozwoju emocjonalnym i intelektualnym. To jest z każdego punktu widzenia fatalne. Z mojego także, bo kiedy próbuję to zmienić okazuje się, że jestem na przegranej pozycji. Wszystko bowiem można reformować, zmieniać, modyfikować, motywując to na mnogie sposoby. Tylko św. Franciszek ma pozostać kuglarzem bożym, a św. Stanisław zdrajcą. O św. Ludwiku nie ma nawet co mówić, bo to rasista i polityczny zbrodniarz, nie rozumiejący innych kultur. Zdumiewające dla mnie jest to, że duchowni łatwiej ulegają presji prowadzących z nimi dialog neopogan niż wiernych, którzy mają jakieś pomysły i propozycje dotyczące nie zmian w doktrynie przecież, ale metod prowadzenia doraźnej bardzo i konkretnej polityki komunikacyjnej. No, ale widocznie tak musi być. A skoro musi nie mam żadnych obiekcji przed przypominaniem książek, które wydałem.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/swiety-ludwik-jacques-le-goff/

  26 komentarzy do “Kościół – neopogaństwo – dialog czyli o bezużyteczności świętych”

  1. Lewica potrafi podstępnie baldachim nosić jak Bierut w Boże Ciało i leżeć krzyżem jak Michnik u św. Marcina ☺

  2. Dialog jest fałszywy. Wystarczy porównać to co mówią ekumeniczni księża o Lutrze, z tym co głoszą luterańscy teolodzy : wolnej woli nie ma, więc uczynki nie ważne, panteizm jak najbardziej. Ktoś się myli i ktoś kłamie. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inne pojęcie niż dialog: inkulturacja to co zrobili ojcowie Kościoła z filozofią grecką, to czego dokonał się. Patryk, albo Mateo Ricci. Powinniśmy przejść do ofensywy, a nie tylko budować okopy się Trójcy.

  3. Brawo!

    Wzorem dla dzisiejszych ludzi KK jest cała masa katolików prześladowanych w Anglii za Elżbiety I. Szczególnie męczeni i mordowani duchowni powinni być wzorem dla współczesnego kleru (książka Łowcy księży- polecam). Ale nie są.

  4. taki temat pracy doktorskiej

    – zakorzenienie treści ewangelicznych i chrześcijańskich zasad współżycia społecznego w kulturze Onet –

  5. A czy tę pracę pisał katolicki teolog lub w ogóle katolik z przekonania i wiary. Rozwódnic i zafałszować można wszystko. Chodzi o to aby odwrócić wektory i aby język zaczął pracować dla Kościoła. Skutecznych będą dożynac, to się i święci pojawiają, czasem tylko tragiczne ofiary wypadków drogowych, poślizgnięc na mydle.

  6. Święci zostali zepchnięci na margines, także nauczanie w Kościele jest w opłakanym stanie. Z kościołów robiony jest plac zabaw, jeszcze jedno miejsce, w którym można miło i przyjemnie spędzić czas. Zamiast wyciszenia, jakiejś próby pogłębienia swojego życia duchowego, wprowadzany jest chaos i infantylizowani są wierni, od najmłodszych lat.

    Piszę o tym, bo wczoraj na YT wyświetliła mi się transmisja z Mszy św. dla dzieci. To jest zapewne efekt wspomnianego dialogu.

    O, coś takiego tam było –

    https://youtu.be/SmUwGa7LY-4?t=378

  7. Chodzi o to, że trzeba ewangelizować. Ja ewangelizację rozumiem jako wykład. W którymś momencie któryś z wykładowców się zająknął i tak powstał dialog. Dialog może, choć nie musi, być skuteczny jedynie w przypadku, gdy rozmawiają dwie osoby. No bo to dialog. W przypadku większej ilości osób nie ma dialogu, lecz zgiełk.

    Ja myślę, że inkulturacja jest ciągle żywa, ale w zupełnie groteskowej – odwróconej formie. Zamiast przyjmować i przekształcać ciała obce – przyjmujemy je i przekształcamy się w nich.

  8. Dzień dobry. „Niech mowa wasza będzie: tak, tak – nie, nie…” Proszę mi wybaczyć nachalny cytat, ale nie mogłem sobie odmówić, wszak cytowanie to ulubiona rozrywka profanów. Jednak w takich maksymach tkwi mądrość, która jedynie pomóc nam może przetrwać. Ja wiem, że są względy taktyczne, Pan Gabriel powie zaraz: „Myślcie o tym zawsze, ale…”. No to jeszcze jeden: „Pozory muszą być zachowane”. A jednym z głównych tych pozorów jest tak zwana „wolność”. Zwłaszcza my, Polacy, mamy dużą zdjęć z tą panią, różnie na nich wyszliśmy, ale to inny temat. A skoro tak – „noblesse oblige” 😉 – to skorzystajmy z prawa do naszej przyrodzonej wolności i nie konsumujmy tej brei serwowanej jako „dialog”. Nie wahajmy się nazwać paktowaniem z szatanem tego, co nim w istocie jest. Nie wzywajmy do podpalania stosów, bynajmniej, ale skorzystajmy z „wolności słowa”. Nie łóżmy na to dobrowolnie i upomnijmy się o nasze środki przeznaczane na to wbrew naszej woli. Taki „program maksimum” przy poniedziałku…

  9.  „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od złego pochodzi.”

    Pan się zagalopował, to słowa Chrystusa.

  10. I śpiewać „Kiedy ranne wstają zorze”

  11. Książki Łowcy księży już nie mam, ale prawdziwi łowcy wkrótce się pojawią

  12. Tylko włączyłem, ale od razu wyłączyłem.

  13. Nie ma żadnego dialogu, bo jeden gada przez drugiego

  14. Tak, wolność i solidarność…z Wałęsą

  15. To ze zwieńczenia fasady pałacu prezydenckiego. Niestety nie wiem kogo wyobrażają te figury. Raczej nie świętych

  16. Nie dziwię się Panu, mnie też to przeraziło, a dalej jest jeszcze gorzej…

  17. Gdyby o inkulturacji tak myślał że Hieronim nie byłoby dotąd przekładu Biblii na łacinę. Czyli ? Kasata jezuitów była dobra, a zatem i KEN. A polski katolik musi, ale to absolutnie musi być Irokezem, jak Fryc i Katarzyna przyłączali ?

  18. Kompletna załamka. A historię Kościoła czyta?

  19. Podobno jak się jest pod ścianą to zaczyna się podejmować właściwe decyzję. Chyba jeszcze KK nie jest.

  20. No właśnie. Nie świętych. Choć moje zdjęcia są całkiem przypadkowe, wycięte z szerokiego planu Pałacu, gdy szedłem na targi książki do Zamku, to łatwo zauważymy postać Rzymianina i Neptuna. Dlaczego więc „obrońcy chrześcijaństwa”? Bo podobno Aigner wykorzystał przy przebudowie Pałacu figury ze zburzonej Bramy Triumfalnej na cześć Sobieskiego (Bramy Krakowskiej). Sięgnąłem do ryciny Wojciecha Gersona, który odtworzył wygląd tej bramy na podstawie opisu. Nie widzę podobieństwa. Przy następnych Targach zrobię dokładne zdjęcia tych postaci z Pałacu. Może choć jedna da się podciągnąć pod alegorię świętości. A tymczasem wrzucam zdjęcie fragmentu bazyliki i kolumnady z Watykanu, gdzie mamy Chrystusa, 12 apostołów i 140 świętych. Niestety nie jest to moje zdjęcie, bo dysk z moich czasów watykańskich już dawno się rozpadł. Dokładam więc moje zdjęcie byłego Pałacu Prymasowskiego, na którym nie ma świętych i obrońców chrześcijaństwa.

  21. – jego akurat bym do tego nie mieszał. Zagrano już tą kartą i jest już bezużyteczna, a wręcz kłopotliwa. Co zaś do wolności – ja wiem, że to brzmi pompatycznie i demagogicznie, ale mamy w sobie ten, rzekłbym, rys psychologiczny i ja to widzę jako jedyny spadek po odległych przodkach. Nie ma więc co udawać Czechów tylko być sobą, zwłaszcza, że kim innym już raczej nie będziemy. W najgorszym wypadku podniesiemy przeciwnikowi koszta projektu.

  22. Bohater naszych czasów – Kapuś. Naśladowców bez liku. Kapują na nas nawet w Japonii.

  23. Neopogaństwo jest synonimem nowoczesności. Przynajmniej dla wyznawców postępu.

    Im spędzanie płodu czy wyprowadzanie starszych i kalek do lasu nie kojarzą się z pradawnymi bożkami, a ze sprawnym systemem opieki zdrowotnej Holandii ….

    A jak im się to powie, wywołuje to na ich twarzach bezgraniczne zdumienie z szerokim otwarciem milczących ust 🙂

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.