Cze 172019
 

Dawno nie było tu nic o polityce wewnętrznej. Musimy to nadrobić, albowiem zbliża się kolejna konferencja, a po niej – jak mniemam – cały krajobraz wydawniczy budowany przez Klinikę języka, może ulec zmianie. Może więc tylko przypomnę, że jedynie do piątku można wpłacać pieniądze za udział w konferencji w Kliczkowie. Na razie zapisało się 100 osób i choć to jest o 20 osób mniej niż ostatnio, uważam, że wystarczy. Umowa nie pozwala mi na przeciąganie zapisów poza dzień 21 czerwca.

No, ale wracajmy do tego krajobrazu. W kolejce do wydania stoi kilka tytułów, nie są to książki łatwe, nie mają nic wspólnego ze współczesnymi, tak zwanymi problemami, a to znaczy, że nie ma w nich nic o gejach, równouprawnieniu kobiet i perspektywach rozwoju Unii Europejskiej. Nie ma tam, tych rzeczy, albowiem one nie cieszą się rzeczywistym zainteresowaniem czytelników. Ja zaś staram się publikować takie treści, które to rzeczywiste zainteresowanie wywołują. Polityka moja polega na penetrowaniu nieznanych, mało znanych, albo zakłamanych obszarów treści, które są następnie dyskutowane na naszym forum o nazwie „Szkoła nawigatorów”. Przez ostatnie lata tematem dominującym we wszystkich dyskusjach była polityka Londynu. To nie zejdzie z repertuaru, ale uważam, że trzeba zaproponować czytelnikom coś innego. Dlatego też zdecydowałem się na edycję pracy Ignacego Schipera „Dzieje handlu żydowskiego na ziemiach polskich”. Problematyka handlu żydowskiego bowiem, będzie jednym z filarów polityki wydawniczej przez najbliższe miesiące. To nie wszystko jednak. W zeszłym roku zleciłem tłumaczenie, ważnych w mojej ocenie tekstów, napisanych w języku francuskim. Trochę nam się wszystko obsunęło i na pierwszy ogień pójdzie inny tekst niż to pierwotnie zaplanowałem.

Wczoraj dostałem pierwsze tłumaczenie. Przeglądałem je przez cały dzień i uważam, że jest to dobry kierunek. Tekst nosi tytuł „Dziewczyna w armii wandejskiej. Niepublikowane wspomnienia 1793”. Chcę bowiem, abyśmy tutaj poruszyli i uszczegółowili na tyle, na ile zdołamy wszystkie kwestie dotyczące wojny w Wandei. Ze szczególnym wskazaniem na propagandę i kwestie ekonomiczne. Na jesieni, albo zimą pojawi się kolejna pozycja. Ona miała się ukazać wcześniej, ale ze względu na osobiste problemy tłumaczki, została zawieszona. W końcu przekazałem rzecz innej tłumaczce, która zabierze się za to po wakacjach. Nie powiem na razie co to jest, ze względu na dobrze pojęty interes własny. „Dziewczyna w armii wandejskiej” jest jeszcze przed korektą, a więc trochę na to poczekamy. Po korekcie za to, ale jeszcze przed składem, jest kolejny tom publicystyki politycznej Hipolita Korwin Milewskiego. Nosi on tytuł „Co zrobić ze wschodem Europy” i mimo tego iż napisany został w roku 1919, pozostaje zadziwiająco aktualny. Postaramy się, żeby w wakacje książka była gotowa.

To nie wszystko. Chcę uspokoić wszystkich tych, którzy czekają na komiks „Sacco di Roma”. Tomek skończył planszę numer 35. To jeszcze trochę potrwa, ale na pewno się ukaże. Przepraszam wszystkich, że ciągnie się to tyle czasu. Obaj mamy nawał zajęć.

Mamy więc następujące filary polityki wydawniczej na najbliższe miesiące – handel i ekonomia żydowska, wojna w Wandei i Europa wschodnia w publicystyce Polaków piszących w języku francuskim. Ja tylko dodam, celem poinformowania tych, którzy nie rozumieją w co się tu gra, że ja na te książki nie biorę dotacji z żadnego ministerstwa, ani żadnej fundacji. Aha, jeszcze jedno, z tą historią Francji to nie koniec. Połowa tłumaczenia „Ludwika Świętego”, książki napisanej przez Le Goffa jest już gotowa. W sierpniu dostanę do ręki tłumaczenie średniowiecznego tekstu opowiadającego o krucjacie przeciwko katarom. Tak to mniej więcej będzie się toczyć przez najbliższe miesiące. Mam nadzieję, że mnie to wszystko nie zabije, bo sprzedaż jest, rzekłbym, umiarkowana. No, ale jakoś to przetrzymam. Rozumiem, że są upały, wybory i rocznice. Nie mam niestety żadnej możliwości skokowego powiększenia sprzedaży i chyba nie chcę jej mieć. Wolę powoli to wszystko rozbudowywać. Drażni, mnie jednak to, że potrafi do mnie napisać przedstawiciel dotowanego przez państwo wydawnictwa „Arcana” i żądać wyjaśnień dotyczących mojej aktywności wydawniczej. Uważam, że to skandal. Żaden żebrak-etatysta nie będzie się ode mnie domagał wyjaśnień w żadnej kwestii. I niech lepiej wszyscy to zapamiętają.

Musimy nieco przystopować z wydawaniem naszego kwartalnika „Szkoła nawigatorów”. Kolejny numer ukaże się z opóźnieniem, będzie zaś poświęcony Wenecji. Okoliczności zmuszają mnie także do zmniejszenia nakładów kwartalnika. Przynajmniej do momentu, kiedy nie wyprzedam tych egzemplarzy dawniejszych numerów, które zalegają magazyn. Polityka wydawnicza polega na tym między innymi, żeby omijać lub łamać ograniczenia, jakie stawia przed wydawcą, ten krańcowo oszukany rynek.

Teraz słów kilka o zwiększaniu obrotów. Mam bardzo ograniczone możliwości jeśli idzie o powiększanie obrotów i zysków wydawnictwa. W zasadzie mogę tylko powiększać ofertę i pisać bloga. Nie zrezygnuję z konferencji, to jasne, bo one pozwalają na kontrolowanie sprzedaży. Nie zrezygnuję także, choć pewnie trudno będzie je organizować w równych odstępach czasowych, z dyskusji panelowych. Pomyślałem jeszcze o wykładach, które będą nagrywane i wpuszczane do sieci, a dotyczyć będą naszych dawniejszych i współczesnych publikacji. Nad formułą tych wystąpień muszę jeszcze pomyśleć. Ponieważ czysty zysk dają mi wyłącznie moje własne publikacje, musicie się przygotować na to, że będzie ich więcej. Niestety. Muszę wydać trochę własnych książek i niektóre wznowić, żeby mocniej stanąć na nogach i sprostać wyzwaniom, czekającym mnie na jesieni. Trzeba będzie zbudować magazyn. Pozwolenie na budowę już jest.

Wrócę jeszcze na chwilę do tematyki francuskiej. Ona już jest obecna w naszym wydawnictwie, poprzez zakupione w Wydawnictwie Diecezjalnym w Sandomierzu dwa tomy prozy Jeske-Choińskiego: „Jakobini” i „Terror”. Pod koniec czerwca, albo w wakacje w naszym sklepie znów znajdzie się książka „Ludobójstwo francusko-francuskie. Wandea departament zemsty”. Jest to ważny tekst, opowiadający o tym jak republikanie widzą, bo zakładam, że tak jest do dzisiaj, politykę wewnętrzną wobec tych osób, które w republikę nie wierzą.

Przypomnę jeszcze tylko kim był Teodor Jeske-Choiński. To był ten pan, którego książki, ze względu na zawarte w nich antysemickie treści, zostały wyrzucone ze wszystkich bibliotek publicznych, tuż po wojnie, a następnie zniszczone. Pamięć o nim zaś miała ulec całkowitemu zatarciu.

Tak mniej więcej, bo możliwe są różne wahnięcia, wyglądać będzie polityka wydawnicza Kliniki Języka. Do zimy, potem może coś się zmieni.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

  13 komentarzy do “Dlaczego wydajemy te dziwne książki?”

  1. Naprawdę nie  znalazł się ani jeden mecenas ,który wsparłby działalność wydawnictwa ? To aż dziwne .Nie moja to sprawa powinna być no ale skoro interesy w  Polsce tak wyglądają to mamy dowód i przyczynę stanu polskiej gospodarki i kultury .

    Tak odbiegając od tematu Nowy Napis woził się ze swoimi wystąpieniami a w ofercie to samo ,co przez długie lata . Wielki poeta Różewicz i inni równie wielcy nie czytani bo nie dyskutowani ,odkryci na nowo nie wiadomo czemu .

    Tak się to toczy powoli do jakiegoś celu   .

  2. Raz poprosiłem o pomoc czytelników i wystarczy

  3. Ja staram się wspierać kupując wydawane przez Pana książki i bardzo sobie cenię Pańską działalność. A Arcana pewno do Pana napisali ze względu na „Nadberezeńców”, tak coś mi się zdaje w każdym razie.
    Bardzo się cieszę, że wyda Pan „Świętego Ludwika”. Stare wydanie jest już niedostępne i bardzo drogie! Zresztą jak niemal wszystkie książki Le Goffa.

  4. Nie powinnismy zawracac sobie glowy sprawami biezacymi, tym niemniej, skoro mowa o dziewczynach i ogolnie maloletnich, to widok zwlok, jaki ukazal sie oczom policmajstrow w krzakach pod Mrowinami w dolnoslaskiem, to znaczy tego dziecka potraktowanego zgodnie ze standardami WHO kaze sie zastanowic nad tymi standardami, jak rowniez nad opiniami profesorow z uniwersytetow amerykanskich o tym, ze czlowiek to jest dopiero od 18 roku zycia, a dziecko nie powinno przeszkadzac w zyciu ludzi doroslych itp. i korespondujace z nimi opinie naszych doktorow i profesorow spolegliwych wobec ludzkich slabosci, skwapliwie przyznajacych w rozmowach miedzy soba, iz czlowiek jest tylko zwierzeciem, a wiec takich Mikolejkow, Vetulanich (profesor, choc ateista, pozostawal w serdecznych stosunkach z papiezem Janem Pawlem II i umial bawic do rozpuku publicznosc Piwnicy pod Baranami), wlasciwie calej czolowki naszej inteligencji krakowskiej i warszawskiej – profesorow etyki, gender, feminizmu, postepu. A wiec teza jest taka (sredniowieczna): czy kobieta nie powinna oficjalnie stac w hierarchii na swoim miejscu, nizej od mezczyzny, cudzolostwo zostac napietnowane, rozwody zakazane albo utrudnione, nie mowiac juz o aborcji i antykoncepcji? Jak widzimy, rownouprawnienie prowadzi do zezwierzecenia czlowieka.
    Co do inwestycji, to warto zaczac budowac jakis donżon, bo czasy ida niespokojne, a ksiazki skladowane pod wiata na pustkowiu albo zgnija na skutek braku odpowiedniego mikroklimatu dla papieru, albo zostana zalane, albo ulegna spaleniu np. od uderzenia pioruna.
    Chodzi mi o to, ze warto oprzec sie na znajomosci rzeczy jesli idzie o nature czlowieka, jak rowniez w sprawach technicznych, a nie zdawac sie na ukrainska robocizne i chinskie materialy. Lepiej jest zaadaptowac stary obiekt, a premier Morawiecki dorzuci kase na wymiane starego ogrzewania, solary i docieplenie budynku. Acha i koniecznie trzeba zorganizowac miejsce do palenia dziel profesorow z oficjalnego nurtu!
    A „Wenecje” wydac, jak wczasowicze wroca z Bibione i Lido di Jesolo.

  5. Czy to jest tekst o zamordowanych dzieciach?

  6. Pewnie  Hipolita Korwina-Milewskiego też zazdroszczą szczerze Klinice Języka a zwłaszcza „Śmiertelnych niebezpieczeństw rewolucji rosyjskiej „.Tak coś mi się zdaje ,że źródłem krytyki są śmiałe posunięcia Kliniki Języka ,czyli misja i czyny a nie czekanie na dotacyjki i akceptacje nie wiadomo skąd .

    Szczerze mówiąc zawsze czekam na nowości z Kliniki Języka  i pierwsze je biorę pod uwagę w decyzjach zakupowych a następnie  inne  np ;naukowe czy diecezjalne  . Bo gdzie tu szukać jeszcze . Omówienia  żadne  ,bardzo zdawkowe ,fragmentaryczne  . Pan Gabriel bez spoilowania  umie  powiedzieć co jest grane i kto jak dzwoni w czyim kościele . Reszta  takiego zaufania nie budzi ,czyli nudzi aż ziewanna bierze .

  7. Rozumiem,że zawiedli…

  8. Właśnie nie, ale nie można nadużywać cierpliwości. Raz wystarczy

  9. Zuchwale i bezczelne sa…

    … te etatowe biurwy… to sie nie miesci w glowie  !!!   Sprzata Pan im sprzed nosa… tym  folksdojczom, gamoniom i nierobom najbardziej chodliwy – kolokwialnie piszac – kawalek tortu  !!!

    Stad pozwalaja sobie na takie „wycieczki”,  ale ich kariery sa policzone i juz wisza tylko na przyslowiowym wlosku… w swietle tej beznadziejnej i absolutnie zgubnej polityki prowadzonej przez „nasze panstwo”, prowadzonej przez debili oderwanych od rzeczywistosci  !!!

    Podoba mi sie bardzo Panska filozofia, polityka i dzialalnosc… tez staram sie w zyciu zyc i byc podobnie jak Pan… to jest najlepsze zyciowe „modus operandi” –  umiesz liczyc licz na siebie… teraz idzie MODA  na takich ludzi i taka dzialalnosc  !!!

     

    Trzymam kciuki za pomyslnosc… i zycze  ZDROWIA Panu,  Rodzinie  i Wspolpracownikom  !!!

  10. Dziwne książki o obywatelach, księżach-patriotach, republice i demokracji po trupach od dawna wydają Francuzi, zarówno historycy jak literaci, z których „geniusze”, tacy jak Hugo wymyślili powikłany format serialu telewizyjnego na długo przed powstaniem telewizji.

    Wiktor Gjugo żył za długo (odsyłam też do ulubionej książki młodego Stalina)

  11. chce Pan powiedzieć, że Stalin był sentymentalny, że czytał powieści, a ulubioną jego książką była książka o ideach …? No nie wiem …. co powiedzieć.

    Nigdy w biografiach „Józia słoneczko” nie znalazłam notki o tym, że książka Wiktora Hugo była Stalinowi bliska. Ale czy to ważne kiedy go już 66 lat nie ma wśród czytelników powieści.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.