lis 192021
 

Gdybym miał jednym zdaniem odpowiedzieć na pytanie, co takiego robi Jacek Bartosiak w polskim życiu publicznym, rzekłbym, że robi kampanię prezydencką. W kolejnym zaś przetasowaniu, wystartuje w wyborach z ramienia nieznanej jeszcze partii. Odstawiając oczywiście na boczny tor Zychowicza.

Nie wiem czy wszyscy zauważyli, ale pan prowadzący na YT program Kanał sportowy, ten który mówi grloszki i świerlszczyk, zamiast groszki i świerszczyk, wypracował nowy kanon komunikacyjny. Można by go nazwać – a la Gomułka, albowiem programy na Kanale sportowym trwają po dwie, trzy godziny, zupełnie jak przemówienia pierwszego sekretarza, towarzysza Wiesława. Przyznam, że jestem zaskoczony. Na co to może wskazywać? Myślę, że tylko jedna kwestia wyjaśnia ów fenomen w sposób prawdziwy. Oto zapomniane już przez nas, pięćdziesięciolatków, albo też nigdy nie będące naszym udziałem, nudne jak flaki z olejem, spotkania trzydziestolatków, pracujących w korpo, takich, co to wyrwali się na trzy godziny z domu, od żony i dziecka, stały się modułem komunikacyjnym. W taki też target celuje Jacek Bartosiak, przyszły kandydat na prezydenta RP. Próbowałem obejrzeć wczoraj te trzy godziny nagrania z Zychowiczem, kiedy to obaj panowie promowali książkę o III wojnie światowej, ale nie dałem rady. Kilka kwestii jednak zapamiętałem, choć nie było to łatwe. No i nie poświęciłem na to przecież trzech godzin. Takie luksusy są dla młodych, wykształconych z wielkich miast, których codzienną troską jest wzmaganie sprzedaży maszynek do golenia w północnej części województwa mazowieckiego. Nie dla takiego dziada jak ja, co nie ma czasu na nic, albowiem pracuje dla siebie.

Konwencja programu jest taka, że prowadzący udaje głupka i robi „O”, za każdym razem, kiedy Bartosiak mówi po angielsku, a Zychowicz wymienia jakieś nieznane pracownikom korpo nazwisko, na przykład Yamamoto. Potem obaj uśmiechają się, jak wtajemniczeni w produkcję magicznego napoju druidzi, którzy – po cichu, żeby nikt nie widział – dolali do jego ostatniej porcji trochę kwasu z ogórków. I tak przez trzy i pół godziny.

Wymienię trzy momenty, w których zadrżała mi ręka i miałem to wszystko wyłączyć w cholerę. Najpierw jak Bartosiak porównał Łukaszenkę do Stanisława Augusta, w sensie, że jest tak samo traktowany przez Rosję. W zasadzie nie ma co komentować, albowiem ma to tyle samo sensu, co inne porównania Jacka Bartosiaka i jego spostrzeżenia. Takie jak na przykład to – ponieważ I RP nie wzięła udziału w nowożytnej eksploatacji przestrzeni oceanicznej, mamy dziś wszystkie nasze nieszczęścia i jesteśmy zapóźnieni. No cóż. Pomijając taki drobiazg, jak brak oceanów wokół granic Rzeczpospolitej, warto przypomnieć, że Niemcy, lekceważąc swoje położenie za cieśninami, chciały dwa razy wziąć udział w takiej eksploatacji i wszyscy wiemy, jak to się skończyło. Można jeszcze rzec słowo o takich potęgach, jak Wenecja, ale po co. To nie jest tak, że ja jakoś szczególnie jestem uczulony na powierzchowne sądy. Nikt nie jest od nich przecież wolny. No, ale jeśli już ktoś zaczyna o tej eksploatacji oceanów, w programie trwającym 3 godziny, to może należałoby wspomnieć choć słowem o tym, że I RP podejmowała próby wyjścia na morza zewnętrzne, ale chodziło o Morze Czarne. To zaś wiązało się z polityką antyturecką, antyfrancuską i stałym, choć kłopotliwym sojuszem z Habsburgami, tak w Niemczech, jak i w Hiszpanii. Takie rzeczy jednak są poza horyzontem naszych bohaterów. I nawet jeśli Bartosiak wie o co chodzi, nie wspomni o tym słowem, albowiem publiczność zacznie ziewać i pójdzie do domów. Za nudne i za bardzo niezrozumiałe. Musi być lans na III wojnie światowej, która toczy się już, albo zaraz zacznie, ale nie lękajcie się ludzie, ofiar będzie mało, bo teraz w wojnach już nie chodzi o mordowanie wszystkich jak leci, ale o przejmowanie łańcuchów dostaw i inne, podobne historie. O co chodzi teraz w wojnie, przekonamy się, jak będzie okupacja, nie wcześniej. Wcześniej możemy sobie posprzedawać trochę książek, mówiąc, że w Polsce panują stosunki postfeudalne, przez co – tak jak z tymi oceanami – nie jesteśmy nowocześni. Ja nie wiem kogo Bartosiak miał dokładnie na myśli, mówiąc o tych stosunkach, ale przypuszczam, że był to psztyczek w nos Zychowicza, albowiem jeśli ktoś z uczestników dyskursu publicznego jest przykładem na sukces postfeudalnych stosunków to właśnie on. Łukaszenka jako Stanisław August Poniatowski, brak oceanów jako przyczyna zapóźnienia politycznego i postfeudalne stosunki – to zapamiętałem najbardziej, ale były też inne ciekawostki. Po wielu duchowych udrękach wydusił wreszcie z siebie Bartosiak, że flota jest dziś, tak jak za panowania GB na morzach, czynnikiem decydującym. Tak więc chińska produkcja stali, co jest najwyraźniejszym wskaźnikiem potęgi i gotowości do wojny, ma znaczenie o tyle, o ile Chińczycy wyjdą na morza. Tego zaś nie da się zrobić bez zlikwidowania floty amerykańskiej. Choćby nie wiem ile czasu na analizę złej sytuacji USA i gnicia imperium poświęcali inni mędrcy z YT, w tym Tomasz Wróblewski, wskazując widzom, że to już koniec, teraz tylko Chiny.

Może coś przeoczyłem, ale mam wrażenie, że tym razem obaj powstrzymali się od dyrdymałów na temat demografii w polityce. No, ale o produkcji stali gadali przez długi czas. Przerwali tylko na moment, kiedy przyszło do omawiania roli i sytuacji Izraela. Wtedy ze stali gładko przeszli do atomówek i z uśmiechami na twarzach stwierdzili, że Polska wzorem Izraela, bez względu na cenę powinna postarać się o broń atomową. Myślę, że tak się stanie, ale wtedy kiedy Brytyjczycy na dobre zainstalują się na Ukrainie, a ich próby podbicia całej Moskwy, wbrew USA i Chińczykom, napotkają różne nieprzewidziane trudności. Wtedy sprzedadzą Polsce technologię atomową.

Najlepsze jednak zdarzyło się gdzieś pod koniec drugiej godziny tego gadania. Oto nagle, wspominając Henryka Żeglarza, Jacek Bartosiak, ze cztery razy wymienił nazwę Szkoła nawigatorów. Przysięgam, że nie zapłaciłem za to ani złotówki, zrobił to sam z siebie. To co, że w innym kontekście, wszak dezinformacja jest częścią wojny hybrydowej. Wszyscy to dziś wiedzą, nawet najsłabiej zorientowani kierownicy sprzedaży. Jeśli korpoludki sobie to zapamiętały, a potem wpiszą tę nazwę w gugla, wyskoczy im to, co powinno wyskoczyć. Aha, dla ciekawskich mam jeszcze informację, że znak towarowy i nazwa SN zostały w tym roku opatentowane, tak więc ten teges, sami rozumiecie…

Na przykładzie występu Jacka Bartosiaka i Piotra Zychowicza widzimy wyraźnie, że nie ma co przedłużać spotów promocyjnych i czynić z nich uniwersyteckich wykładów, choćby nie wiem jakie złudzenia mieli na ten temat przedstawiciele handlowi wielkich korporacji działający na niewdzięcznym i płytkim rynku północno-wschodnich województw. Życzę im, a także Jackowi Bartosiakowi i jego koledze owocnej sprzedaży wszystkich produktów, które mają na składzie. Mam też jednak nadzieje, że zanim pan Jacek stanie do wyborów, wszyscy ci ludzie, którzy siedzą dziś ponad trzy godziny przed monitorem z wypiekami na twarzy, słuchając o tym, że III wojna nie będzie taka straszna, trochę wydorośleją.

  20 komentarzy do “III wojna światowa na wesoło czyli kokietria w służbie sprzedaży”

  1. Bartosiakowi wyszło z badań, które od lat prowadzi, sam tak mówił, że teraz ludzie chcą słuchać długich, pogłębionych dyskusji. Jest w tym jakiś sens, bo jeśli ktoś posiedzi trzy godziny i posłucha, to już nie da rady sprawdzić co u konkurencji. Ja znam takich, którzy sobie z tym radzą, nastawiają na szybkie odtwarzanie.

  2. To dlaczego nie pogłębia swoich dyskusji?

  3. A po co, skoro nadaje na kanale sportowym.

  4. Żeby było ciekawiej Zychowicz zamieścił właśnie coś takiego. To jest dopiero kokieteria.

    https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=439805080842124&id=100044379071246

  5. Dzień dobry. No trochę podziwiam muszę przyznać, ja bym nie dał rady czegoś takiego słuchać w takiej ilości… Dzięki zatem, Panie Gabrielu, za relację i poświęcenie z nią związane. w rewanżu śpieszę donieść, że dzisiejsza prasówka przynosi kolejne potwierdzenia Pańskich przewidywań. Otóż minister obrony Jej Królewskiej Mości zapowiedział wsparcie Polski w walce z agresją przez przysłanie 150 Królewskich Inżynierów. „Atomówka” to może nie jest, ale kto ma uszy – niechaj słucha. I myśli. Musimy też jednak przyznać, że tak naprawdę katalizatorem tej brytyjskiej aktywności jest odporność na zimno Chińczyków, którzy już moczą nogi w Morzu Arktycznym i żadna Kompania ich stamtąd nie przepędzi. To nie jakieś niedobitki po Rusi Kijowskiej, z którymi można było robić, co się chciało. Cała Rosja zatem przepadła, no chyba, że Rosja właściwa, najdalej do Uralu, bo tam już też mówi się raczej po turecku niż po rosyjsku. Tak poważnie, to ja się arsenałów nuklearnych tu nie spodziewam, aż tak nikt nam nie zaufa, a aparaty bimbrowników mogą nie wystarczyć do jakichś samoróbek. Ale zlecenia będą i trzeba już teraz myśleć o warunkach wynagrodzenia.

  6. zrozumiałam że dwóch ignorantów mówi o tym

    – czego nie ma, albo

    – jest ale nie widać, albo

    – zaraz będzie

    wygląda na to że wojna to coś lekkiego łatwego i niegroźnego, no  i właściwie wszystko jedno czy ona jest czy jej nie ma

  7. Tam była super obietnica. Wojna wojną, ale Bartosiak wie, jak to zrobić, by wszyscy mogli zostać milionerami. Popłakałam się ze szczęścia na te piękne obietnice.

  8. Tysiąc słów – a zero konkretnych argumentów.

  9. no nie wiem coś źle ze mną, ale zrozumiałam tylko -adventure-

    ale może to wystarczy

  10. Było tam więcej dziwnych twierdzeń, które służą moim zdaniem opcji niemieckiej.  Padło też w tej rozmowie ogólne podsumowanie, stwierdzenie o co od zawsze toczy się wojny – o to kto na kogo będzie pracował.

  11. Nie za słaby ale za młody. Yellow Peril czyli Żółte Niebezpieczeństwo to terminologia sprzed politycznej poprawności pachnąca rasizmem, dlatego dziś używany jest poprawny język kanonierek.

    W mojej ilustracji dwa satyryczne ostatnie obrazy to próba Wilhelma II odwrócenia uwagi od imperializmu niemieckiego. Dodałem jeszcze jeden tragicznie satyryczny obrazek amerykański z roku 1880.

  12. Tak teraz będziemy się porozumiewać – tysiąc słów i zero konkretnych argumentów. Jak się panu nie podoba, może pan tu nie przychodzić

  13. Czy nazwa SN została opatentowana czy stała się zastrzeżonym znakiem towarowym? Pytam bo noszę się z pewnym produktem który będę zgłaszał do UP i z informacji dostępnych na ich stronie nie wynika żeby można było opatentować nazwę…

  14. Tak do końca to nie wiem, sprawę załatwiał rzecznik patentowy i mamy stosowny dokument, znak jest zastrzeżony

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)