Lis 092020
 

Zacznę od cytatu z Pisma, czego nie czynię prawie nigdy. Oto on:

Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź!

Przede wszystkim, a pisałem o tym wielokrotnie, nie można zostać sławnym pisarzem w Polsce publikując teksty w Szkole Nawigatorów. To się nie uda, obojętnie jak bardzo zaklinalibyśmy rzeczywistość. Rzecz jasna można ową niedogodność wyjaśnić tym, że moje przyrodzone cechy: niechęć do współpracy, opryskliwość i gwałtowne nieraz wybuchy, uniemożliwiają innym dobry start. Można założyć, że beze mnie wszystko szło by inaczej i każdy, kto tu cokolwiek by napisał, miałby szansę zostać poczytnym, rynkowym autorem. Wyznaję jedną zasadę – wszystko musi być sprawdzone w praktyce. Jeśli ktoś pisze, powinien mieć czytelników. Oni zaś muszą mieć chęć na to, by wydać swoje pieniądze, na jego książki. Dlatego skuteczność powyższej zasady radzę sprawdzać osobiście. Każdy może założyć sobie tu blog, wydać własnym sumptem książkę i promować ją na swoim blogu, tak jak ja to czyniłem dawno temu w salonie24. Niestety nie zniknę, ku radości wielu, po to, by oni mogli się tu wyraźniej niż dotychczas zaprezentować. Nie mogę, albowiem, jak ktoś słusznie zauważył, SN to moje dziecko.

Rozmawiam z różnymi autorami i tematem tych rozmów jest zwykle dystrybucja książek. Za każdym razem wydaje mi się, że już wszystko wytłumaczyłem tak dokładnie, jak tylko mogłem i dokładniej się nie da. I za każdym razem okazuje się, że nie miałem racji. Albowiem wyobrażenia autora o jego własnej mocy, jakości tekstu, który napisał, przywiązaniu czytelnika, są tak przeskalowane, a on sam jest do nich tak silnie przywiązany, że prędzej zaprzeczy temu iż słońce wstaje i zachodzi, niż powie, że jednak z tymi książkami jest inaczej niż myślał.

Pomyślałem, więc, że dobrze będzie jeszcze raz, jakoś wyraźnie i w punktach napisać co trzeba zrobić koniecznie, żeby zostać sławnym pisarzem w Polsce. Nie będąc rzecz jasna resortowym dzieckiem, dzieckiem mediów, czy dzieckiem polityki. Jest kilka dróg.

Pierwsza – a la komisarz Tvardooch. Należy odczekać aż poziom medialnego chamstwa i chciejstwa w wykonaniu prawicowych dziennikarzy odciętych nagle od koryta i budżetów spółek skarbu państwa, osiągnie apogeum. To ważne, albowiem aktywność tych ludzi przyciągała w sieci rzesze czytelników. Potem zaś kiedy ich bezradność będzie już dobrze widoczna, a w dyskursie publicznym pojawią się głosy krytykujące ten sposób wymiany poglądów, opublikować nowelkę o księdzu, którego opętał diabeł. To jest strzała, która trafi w serca osób uważających się za indywidualistów i ona ich zrani głęboko, a także pozwoli im przestawić myślenie na inne tory. Można jeszcze napisać kilka podobnych rzeczy, ale bez przesady. Potem zaś, najpierw delikatnie, a później coraz śmielej, rozpocząć można krytykę tych, na plecach których wypełzło się z nory na powierzchnię. Kiedy to się uda, cyrografy przychodzą jeden po drugim i trzeba je tylko podpisywać zachowując się przy tym w określony sposób. Aż dojdziemy do serialu emitowanego przez cyfrowe platformy. Ja rozumiem, że są ludzie, którzy w ten mój opis nie wierzą, bo uważają, że komisarz Tvardooch jest po prostu wybitnie uzdolniony, albo ma tak skrojone deficyty, że one go wprost same wpasowują w system. No, ale ja się będę upierał przy swoim. Nie trzeba mi wierzyć.

Ktoś powie, że to za trudna droga. Są łatwiejsze.

A la Bonda – przejechać niewinnego na pasach. To jest sposób prosty, wyrazisty, skuteczny i czyniący człowieka o wiele wrażliwszym na krzywdę bliźnich, którzy są słabsi i potrzebują pomocy.

Pozostałe sposoby są jednak trudniejsze.

A la Terlikowski – trzeba poznać Janusza Palikota i zatrudnić się w jego gazecie. Aha, wcześniej można zgłosić chęć wstąpienia do seminarium, albo nawet tam wstąpić, ale zaraz uciec ze względu na zbyt surową dyscyplinę, albo dlatego, że nie jest tam tak, jak sobie wcześniej wyobrażaliśmy. No, a później można już prawić morały księżom.

Generalnie dobrą metodą jest przeżywanie rozterek związanych z przynależnością do Kościoła. Nie trzeba jednak demonstrować tych, które mogłyby być odebrane jako osobista niechęć do tego czy innego księdza czy świeckiego podpierającego Kościół plecami, ale rozterki dotyczące postaw wiernych (jeśli chcemy być pisarzem prawicowym) albo hierarchów (jeśli chcemy być pisarzem lewicowym). Jeśli odpowiednio długo i uporczywie będziemy to czynić, ktoś w końcu przyniesie nam jakąś umowę, która będzie zapewne lepsza niż te, proponowane przeze mnie. Niestety sprawy mają się tak, że warunki umowy autorskiej zależą od siły organizacji, która je przedstawia i od jej planów. Jak organizacja jest słaba, proponuje słabe warunki, jak jest silna daje lepsze, ale też więcej wymaga. No i egzekwuje warunki umowy bezwzględnie. Jeśli ktoś nie wierzy, niech popatrzy na aktywność takiego, dla przykładu, Jakuba Żulczyka. Po co facet, który deklaruje się jako alkoholik, a do tego pisze głównie o dziewczynach, zabiera głos w każdej najgłupszej sprawie politycznej? Dziś rano dowiedziałem się, że Żulczyk skrytykował wpis prezydenta Dudy umieszczony na twitterze, a dotyczący nowego prezydenta USA, Józefa Bajdena. Czyżby Żulczyk, tak jak inni, także trafił w punkt, ze swoimi deficytami i kiedy tylko ujawnił swoje możliwości w różnych zakresach, także w piciu, został od razu zaangażowany? O prezydencie i innych politykach dobrej zmiany pisze zaś, bo szczerze ich nie znosi i ma taki przymus? Przypuszczam, że jednak nie. Niestety nie wszystkim można to wytłumaczyć.

Niestety, a może na szczęście epoka Żulczyka odchodzi w przeszłość. Oto bowiem okazało się, że są niesamowicie wręcz skuteczne sposoby promocji autorów, niestety tylko lewicowych. Niejaka Suchanow, której książka zalegała magazyny na Kolejowej i Zwrotniczej w Warszawie i mimo licznych zachęt nie zwracały na nią uwagi koleżanki autorki, która ma tych koleżanek mnóstwo i one są naprawdę oddane i bardzo się interesują i kochają Suchanow, nagle zaczęła się sprzedawać. Czymu? Przecież nie pomogło nawet to, jak Suchanow opowiedziała, że jej Margot nie chciał. No właśnie, bo sprawy osobiste są tak naprawdę nieciekawe. Im zaś więcej płci zostaje zdiagnozowanych w mózgu, tym one robią się coraz bledsze i do promowania książek wcale się nie nadają. Nuda panie… A co się nadaje? Wojna. Może też pojedyncze morderstwa. Oto Suchanow zaczęła się promować na haśle – to jest wojna! I wiecie co? Planują dodruk. Wszystkie dziewczyny to kupiły. Niesamowite prawda?! A wcześniej ani prośbą, ani groźbą, nie można ich było do tego nakłonić.

No, ale to jest możliwe w chwili kiedy chodzą w tę i nazad spontaniczne demonstracje. One są tak spontaniczne jak Terlikowski mniej więcej. No, ale niech tam.

O ile więc lewica lansuje swoich autorów na wojnie, o tyle prawica próbuje to czynić na pojedynczych morderstwach, ale dokonywanych ze szczególnym okrucieństwem. Jak to było do okazania wczoraj, w przypadku Patlewicza, który chce zrobić karierę przepisując różne wątki z książki Krzysztofa Kaczmarskiego. To jest oczywiście do wykonania i ja życzę Patlewiczowi oraz jego promotorom sukcesu. Nie wiem na czym on będzie polegał, być może na rozerwaniu żywcem przez koleżanki Suchanow, ale będzie to niewątpliwie sukces.

Ja w zaistniałych okolicznościach, w trosce o spokój i zdrowie swoje i najbliższych, mogę się tylko wycofać, zostawiając ambitnym autorom najważniejsze dla Polaków czytających książki tematy – wojnę, mordy rytualne, trupy na przejściach dla pieszych alkoholizm, aborcję i wszechświatowy spisek. Sam będę zajmował się czymś innym. Nie powiem jeszcze czym, ale będzie to ciekawe. No, a wszystkim, tym którzy odchodzą i tym, którzy zostają, życzę zdrowia, pogody ducha i spokoju.

  31 komentarzy do “Jak zostać sławnym pisarzem w Polsce”

  1. jeszcze organizacja załatwia 30 sekund bredzenia w Telexpressie o swojej ksiązce.

    czasami trafiam na to i nie wiem o co im chodzi? , krótko nie na temat

  2. Pochodzenie się głównie liczy

    Żul – Żulczyk

    Sucha – Suchanow

    Bond – Bonda ☺

  3. Panie Gospodarzu, Pan się domyśla. Otóż nikt Panu nie wierzy. Ja jestem poddanym króla angielskiego i siedzę wśród łąk i lasów oplecionych mgłą. Pan wrócił zza Wielkiego Morza i opowiada, że tam mieszkają tacy ludzie, którzy chodzą na golasa. Ja kiwam głową i palę fajkę, ale nie wierzę Panu i już.

    Tak poważnie, to linia produkcyjna pisarzy przedstawiona przez Pana jest tak różna od powszechnej, że  my, przywiązani do tej ostatniej, jesteśmy w stanie wiele wycierpieć, byle tylko jej nie zmieniać. Myślę, że ekwilibrystyka, stosowana przez nas w tym temacie mogłaby zaskoczyć niejednego prestidigitatora. I jego zręczność.

    Najlepiej jest zwalić wszystko na prelegenta: „jemu się nie udało, więc myśli, że nikomu się nie uda”; albo „leczy kompleksy na cudzych marzeniach”. Lub coś w podobie, że tak powiem.

    Proszę się nie przejmować za bardzo tym zjawiskiem, najwyżej raz na tydzień. Wystarczy po prostu powtarzać to wystarczająco często. Na ten przykład do mnie powoli zaczyna docierać.

  4. no bo takie typy żulo – podobne, pewnie jedynie podpisują gotowe, podłożone im do podpisu teksty,  na kacu nie można być intelektualnie sprawnym, kiedy Suchanow krzyczy wojna, a emerytowani generałowie piszą do prezydenta, żeby nie dzielił Polaków, to kolejne wnioski lewicowych posłów z naszego kraju wnoszące o zdyscyplinowanie naszego społeczeństwa , już leżą w szufladzie p. Urszuli. a podpisy pod tymi wnioskami będą zrobione rękami posłów, pisarzy, dziennikarzy, emerytowanych generałów itp

    takie listy poparcia znane z prl

  5. „A la Terlikowski ” – pominął pan wątek hamletyczny – seminarium czy łożnica, jako matafizyczny. Tak zwyczajnie zwiać zbyt proste i nie wiem czy się dobrze sprzedaje. 

  6. Dzień dobry. Poniekąd zgadzam się z przedmówcą; należy konsekwentnie robić swoje, w tym powtórzyć od czasu do czasu nie zawadzi. Myślę, że ten dość ponury obraz współczesnego polskiego pisarstwa jest prawdziwy, a konsekwencją tego stanu rzeczy jest rosnąca obojętność tak zwanego czytelnika, obecnego czy potencjalnego, na wysiłki rozmaitych propagandzistów. Mam na myśli ludzi czytających z wewnętrznej potrzeby, a nie z przymusu środowiskowego. Tacy w końcu zwrócą uwagę na jakość, którą Pan, Panie Gabrielu, oferuje, przyjdą i zostaną. To że będzie ich niewielu? Ha, Pan dla siedmiu gotów był powstrzymać zagładę, Pańskich czytelników jest jednak więcej 🙂  I – tak sądzę – przybywa.

  7. Czy jest jeszcze jakiś popularny autor w Polsce, którego pan nie zmieszał z błotem, tylko dlatego, że ludzie czytają jego książki niż Pańskie?

  8. „A la Terlikowski”- to trzeba jeszcze zatrudnić jeszcze żonę, która opowie młodzieży jak rucha Tomek.

  9. „Król” na podstawie prozy Twardocha jest reklamowany upierdliwie na C+ od dwóch miesięcy: „prolog”, „making of”.  Niezły budżet poszedł w błoto. Bo tak miało właśnie być.

  10. Niech pan nie używa wyrazów, bardzo proszę

  11. Przepraszam. Winno być :

    …jak „to” robi Tomek.

  12. „Wszystkie dziewczyny to kupiły.” Dodruk pewnie planują, ale informacja, że wszystkie kupiły jest chyba przesadzona, aż tak jej nie kochają. Komisarz  Tvardooch nie kupił, może wyśledzi, kto dał na to kasę. A jak się dowie, to się dopiero zdenerwuje… 

  13. A to dopiero myślo -zbrodnia!

  14. no a teraz koniecznie trzeba dramatycznie zawiesić głos i załkać żywymi łzami, jak nie przymierzając Hołownia…

  15. Gdy swobodna twórczość nie działa potrzebna jest chemia lub peyotl

  16. Tvardok, Bonka, Mruz, Bianko Gipinskie(polecam wywiad z ta dzida na honecie, chora umyslowo baba) to wszystko g. Nie mam ochoty, sily rozmawiacz ludzmi Co mieli to g… w renku. Na Facebook, stronie Sprzedam, kupie pewnego miasta w Anglli, ciegle kto ma 365 g…. Gipinskie. Pytajace to mlode kobiety, bisneswemen, opalenizna tynkowa, wapalone laserem brwi(ciagle ten sama wyraz twarzy) narysowana twarz, czarne lub biale wlosy (doczepiane) Jesli spotykane w kosciele to obcisle leginsy na  tylku oraz szpilki(przy klenczeniu G-stringi doskonale widoczne, czarne) Tak zwane mathki. Stare takie 30 to samo, kto ma Gipinska plus bylam kochanka Aladyna(na okladce mloda piekna arabka) czesto polki zostawiaja polakow bo to ochlejmordy, nie myja sie, nie zmieniaja bielizny, nie dbaja o zeby(zjedzone przez amfetamine, w miescie ktorym mieszkam to podstawa diety, trzeba czerpac sily by pracowac po 12 godz. 6 dni w tygodniu, wszyscy wala po nosie bez wyjatku) chamy(jeden koles chcial kupic zonie jogobeli bo mial na piwo, to by bylo nie meskie). Co oferuja Araby? Babe I love you, polacy tego nie mowia plus Dolce Kabana, Luisy Vitone. Pozniej mozna zobaczyc malych machmetow, biegajacych po Ludlu z krzykiem mamo  mamo kup mi lizaka. A nie widzisz polki bo wszystkie do okola zakryte.

     

    )

  17. Słuchałem w radiu takiej audycji o Witkacym, „… był wielkim erudytą nawet religijnym, znał obszerne fragmenty Ojcze Nasz..”

  18. Dziadek Mróz ☺

  19. Miało nie być wyrazów. A tu żulczyk i twardoch.

  20. Do tekstu Tvardo skomponowano operę. To już promocja na skalę światową. Może drugie Byreuth nam pobudują.

  21. Szukał Boga w eterze (etylowym). Przegrał z Nicością,

  22. Czy jest jeszcze jakiś popularny autor w Polsce, który nie jest jednocześnie opłacanym funkcjonariuszem? 

  23. chyba nie ma,

    ktoś tu na blogu /kiedyś/ napisał że kasjerka z -biedronki-  poinformowała go, że ona pisze powieść, no więc myślę że już napisała i może wydała,  stąd na zadane pytanie powiem, że popularnego autora nie znam, ale taka pisarka/kasjerka z biedry może nie być opłacanym funkcjonariuszem , tak myślę… ale jeszcze z kilka lat temu tu na blogu było mówione że prestiżowa nagroda wyniosła 5 tysi, jakaś młoda pisarka to otrzymała i baaaardzo była zdziwiona niskością tej nagrody, żaliła się stąd było o tym głośno. No to dla samej nagrody nie ma motywacji a funkcjonariuszostwo chyba daje szansę na przeżycie

    no teraz przy 500 plus – taka nagroda /5 tysi/ za twórcze napisanie powieści nie rzuca na kolana, chyba żeby komuś zajumać …

  24. Amen.

  25. Marcin Świetlicki jakim funkcjonariuszem nie jest?

  26. Żadnym nie jest. Kto by go chciał?

  27. Zdaje się, że nigdy nie wspomniał Pan o Sapkowskim.
    Ludzie to kupują, na świecie też.

  28. Może być jeszcze sposób na a-la Łysiak, ale tu sprawa jest trudna bo trzeb znać osobiście Napoleona lub ks. Pepi.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.