Maj 302021
 

Przeczytałem wczorajsze komentarze pod tekstem. Szczególnie te, dotyczące Collegium Intermarium. Proszę Państwa inicjatywa ta, jest jak Kaczor Śmierci w filmie Clinta Eastwooda zatytułowanym Unforgiven. Ja już raz użyłem tego porównania, ale uważam, że jest okazja, by zrobić to po raz drugi. Oto widzimy w tym filmie gościa, który przebrany w czarny surdut, z malowniczo założonymi za uszy siwymi włosami, w kapeluszu ze srebrnym łańcuchem na deklu, przemierza Dziki Zachód. Towarzyszy mu dziennikarz, który zamierza opisać jego przygody i nadać im tytuł Duke of death. Obaj przybywają do miasta, w którym rządzi Gene Hackman. On nie ma ani czarnego surduta, ani ładnego kapelusza, ani oksydowanych rewolwerów. Jest za to bandytą prawdziwym. Co zawsze wiąże się z jedną ważną cechą – nie widać tego na pierwszy rzut oka. Aha, byłbym zapomniał, okazuje się, że jedna część przygód Duke of death jest już wydana i pan dziennikarz próbuje zaimponować nią Hackamanowi. Ten bierze książkę do ręki i czyta głośno tytuł, stawiając na końcu znak zapytania – Duck of death? Srebrnopióry rewolwerowiec próbuje go poprawiać, ale dostaje w mordę z miejsca, potem parę kopniaków, potem jeszcze raz w pysk, a na koniec Gene Hackman pakuje go do celi. Taka jest mniej więcej relacja między wykładowcami Collegium Intermarium, opłacanymi z kasy państwowej, a neomarksistami, którzy są utrzymywani przez organizacje globalne. To widać wyraźnie na tych nagraniach. Ludzie ci nie rozumieją, co się wokół nich dzieje i sądzą, że okoliczności w jakich żyli do tej pory, z gwarancją na to, że ich pozycja będzie wyjątkowa, trwać będą wiecznie. Przekonanie to utrwalają w nich wydane książki z ich nazwiskami na okładkach, książki, których nikt nie czyta, poza aspirującymi młodzieńcami, umieszczającymi sobie na fejsie, w tle, fragment fresku Szkoła ateńska, autorstwa Rafaela.

Twierdzenie, że neomarksiści kogoś lub czegoś się boją, a potem wskazywanie, z charakterystycznym mrugnięciem oka, że chodzi o Zybertowicza albo prof. Nowaka, jest niestety nieuprawnione.

Rektorem nowej uczelni jest człowiek o nazwisku Tymoteusz Zych. Nigdy o nim nie słyszałem. Może to źle, ale trudno. Zajrzałem więc na stronę Klubu Jagiellońskiego, którego jest członkiem i dowiedziałem się, że jest to także wiceprezes Ordo Iuris. To super, ale nie zmienia to ani na jotę mojego zdania – wszystko to razem zasługuje na miano Kaczora śmierci – Duck of death.

Kliknąłem w pierwszy artykuł, jaki się tam wyświetlił i przeczytałem zdanie

 

Istotą problemu, z którym się dzisiaj mierzymy, jest zanegowanie obiektywnego charakteru rzeczywistości. Tylko po przyjęciu takiego założenia lewicowy bojówkarz bijący w biały dzień na ulicy niewinnego człowieka może stać się „aktywistką aresztowaną za poglądy”, samorządy wspierające rodzinę i małżeństwo mogą znaleźć się w Atlasie nienawiści, a oparcie rekrutacji do pracy na państwowej uczelni o kryterium płci może zostać przedstawione jako „zwalczanie dyskryminacji”

Fragment ten mówi – tamci mają pozwolenie na wszystko, a my nie mamy pozwolenia na nic, nawet na kontestowanie ich poglądów. Jeśli to czynimy, musimy wypowiadać się w pomieszczeniach zamkniętych i liczyć na to, że oni do nich nie wtargną. Nic ponadto w tym tekście nie widzę. Przed nami kolejna odsłona występów facetów w muszkach i zafascynowanych nimi dziewczyn, którzy będą opowiadać czego to też nie narobią, jak tylko im się zachce. Najpewniej zaś narobią doktoratów i habilitacji, a później zaczną się rozglądać za jakimś etatem, który pozwoli im, w miarę bezpiecznie, dalej bić tę pianę.

Słuchanie przemówienia pana Zycha zakończyłem na fragmencie dotyczącym „klasycznej” idei uniwersytetu, która łączy Jagiellonkę, uniwersytet Karola w Pradze i uniwersytet budapesztański. Nie wiem doprawdy co powiedzieć, jak wiecie jestem słaby w takie klocki i nie wkraczam nigdy prawie na grunt pojęć filozoficznych. No, ale wiem, że stosowanie pojęcia „klasyczna idea” w doniesieniu do instytucji kościelnej, jest trochę dziwne. Podobnie jak porównanie uczelni praskiej wzorowanej na Sorbonie, z krakowską, którą Kazimierz Wielki powołał, chcąc by przypominała uniwersytet w Neapolu – cesarski uniwersytet w Neapolu. Uniwersytet w Budapeszcie to w ogóle osobna kwestia. No ale to się rzekomo wszystko łączy. Nieprawda, nic się nie łączy i cała ta inicjatywa skażona jest błędem metodologicznym i zwykłym chciejstwem. Wszystko zaś po to, by stworzyć nowe pole do kreowania budżetów na rzekome polemiki z neomarksistami, którzy zawłaszczyli ulice, place i redakcje, a do tego mają całkowitą gwarancję na to, że prawo ich nie dotyczy. Nowa uczelnia zaś występuje przeciwko nim z narzędziami prawnymi właśnie, które tak są przydatne, jak  wędka przy polowaniu na niedźwiedzie.

Jakby tego było mało, wśród gości dało się zauważyć tego kolorowego inwalidę na wózku, który firmuje różne prawicowe inicjatywy i wystawiany jest zwykle jako żywy argument przeciwko lewicowym ideologom lansującym aborcję. Ludzie, nie możecie wozić ze sobą wszędzie tego faceta, nawet jeśli on sam tego chce. Bo to tylko podkreśla waszą bezradność.

Najbardziej irytujące  w tym wszystkim są oczywiście roszczenia dotyczące głębi przemyśleń i tak zwanej formacji duchowej. To jest fikcja, nie ma żadnych przemyśleń i żadnej formacji duchowej. Albowiem rzekome przemyślenia tych osób rozmijają się w oczywisty sposób z wymową faktów, które próbują interpretować. To zaś jest dobrze wszystkim znane chciejstwo, czyli myślenie życzeniowe, czyli Kaczor śmierci we własnej osobie.

Jeśli zaś idzie o sprawy praktyczne – absolwenci tej uczelni zostaną pozbawieni pracy tak samo, jak absolwenci uczelni ojca Rydzyka. Żeby bowiem znaleźć pracę w zawodzie prawnika, nie wystarczy odebrać odpowiednią formację duchową. Wszyscy ci ludzie o tym wiedzą. Wiedzą jaki jest rynek usług prawniczych, bo sami na nim działają. Są uzależnieni od sił, które zamierzają zwalczać. A jeśli będą wmawiać tym absolwentom, że są przyszłą elitą polityczną, osuną się już w najzwyklejsze kłamstwo. Nie oni bowiem kreują elitę polityczną. I od tego chyba wypadałoby zacząć. Na razie bowiem plany twórców tej uczelni przypominają znane z dawnych czasów, pogadanki dla poborowych, którym opowiadało się różne dyrdymały, a potem oni sami musieli radzić sobie w koszarach.

  16 komentarzy do “Kaczor śmierci powraca”

  1. Przepraszam – a co to jest Budapeszt?…

    To była tylko twierdza wojskowa, fabryki, osiedla robotnicze w Peszcie i Csepel, największe skupisko diaspory żydowskiej w Europie, kąpieliska, restauracje i burdele dla bogaczy, w których mogli się wyżyć chłopcy, którzy zdezerterowali z koszar w Sátoraljaújhely 

    https://m.youtube.com/watch?v=z7w6nOoVM0g

    Przecież tam nie ma nawet katedry katolickiej, bo siedzibą diecezji jest Esztergom, a inne najbliższe katedry są w Vác i Székesfehérvár.

    Najstarszy uniwersytet budapeszteński został założony w… Nagyszombat (Wielka Sobota) czyli w Trawie na Słowacji.

    Jeżeli już można do czegoś nawiązać, to do uniwersytetu Ludwika Węgierskiego w Pécs (Pécs znaczy pięć, bo to są słowiańskie terytoria).

     

    Kpina Autora z cywilnego Uniwersytetu w Neapolu jest nie na miejscu, bo św. Tomasz po szkole podstawowej i gimnazjum na Monte Cassino studiował w Neapolu, a dopiero potem na Sorbonie i w Kolonii.

    Chodzi o to, że Collegium Intermarium czerpie z różnych doświadczeń.

  2. Ale ja nie kpię, ja mówię, jaka za tym stała intencja

  3. Selekcja elit działa na uczelniach skutecznie i bezszmerowo. W książce „Słuch absolutny” Andrzej Szczeklik wspomina, jak zaproszono go na towarzyskie spotkanie z Harwardzką śmietanką naukową. Było to w latach 80-tych. Toczone w serdecznej atmosferze rozmowy z tymi nadzwyczaj inteligentnymi ludźmi, ocierającymi się o Nagrodę Nobla przedstawicielami poważnych nauk (niehumanistycznych), były inspirujące i wywarły na nim wielkie wrażenie. Niestety, wypsnęło mu się, że pozytywnie ocenia Ronalda Reagana i wspaniała atmosfera panująca na spotkaniu uległa zepsuciu. Harwardzcy uczeni nie byli w stanie zrozumieć, jak można cenić przedstawiciela republikańskiej konserwy i jeszcze się tym chwalić w towarzystwie.

  4. Istotą problemu nie jest zanegowanie obiektywnego charakteru rzeczywistości, bo Marks w ramach materializmu dialektycznego nie negował rzeczywistości.

    Nie da się rozwiązać tego sporu na gruncie nauki.

    Można go rozwiązać na gruncie tożsamości.

    Istotą problemu jest tożsamość. Odpowiedź na pytanie kim jestem i po co jestem.

    Dziecko może stanowczo twierdzić, że pochodzi całkowicie z materii, a nie z woli ojca i uznania tej woli przez matkę – i nie musi kontestować rzeczywistości.

     

    Marksiści przyznają sobie prawo do zmiany zastanej rzeczywistości, ale jej nie kwestionują.

    Napotykamy na liczne trudności:

    – Stwórca akceptuje wybór człowieka, stanowisko marksistów i katolików jest równoprawne,

    – nauka eksperymentalna i poznawanie prawdy zmienia nasze otoczenie materialne, a więc zmiana jest uprawniona,

    – my nie pochodzimy z tej ziemi, więc niejako doświadczamy z tego tytułu pewnych ograniczeń.

     

    https://m.youtube.com/watch?v=19O-oUn3keM

  5. Czy  Collegium jest filią Aten Roztocza czy odwrotnie?

  6. Czy masz na myśli ujęcie klasyczne czy takie bardziej hellenistyczne?

  7. Genetycznie to jednak z Jonii ta potęga myśli i ducha, po kolumnach to widać. Jakby tak  w szergu siedem kolumn jońskich dębowych a na przeciw siedmiu kariatydów, też dębowych, profesorskich symbolizujących siedem łotewer w podobie Zybertowicza z kolegami a ta w podobie Guza centralnie. Marksizm struchleje, nawet kulturowy.

  8. nie znoszę autora manifestu komunistycznego za to,  że kwestionował zaistnienie niepodległego państwa polskiego

    skąd się w ludziach bierze ta przemądrzałość, taki jeden z drugim zaniedbał rodzinę, posag żony przejadł, jednej marki nie zarobił, wszystkie dzieci umarły mu z zaniedbania i osoba taka nie zastanawia się , nie przeżywa refleksji  z tymi nieszczęściami  związanej i uważa się za autorytet i głosi , opiniuje innych ,,,

    na jakiej podstawie …

  9. Dom 70 mkw pow. zabudowy bez pozwolenia

     

    https://m.youtube.com/watch?v=zwQ610UZNYo

  10. Za mało kolumn, Guz uważa że 7 to minimum.

  11. Duck of death czyli Richard Harris, stary pijak.

  12. a do tego aktualizujący sprawę tekst w googlach  pt. Nasi ludzie w Białym Domu

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)